wtorek, 16 luty 2016 06:42

Mike Whitney: Putin wygrał ryzykowną bitwę pod Aleppo

Oceń ten artykuł
(11 głosów)

Mike Whitney

Zeszłotygodniowy, przełomowy triumf w północnej Syrii sprawił, że kierowana przez Rosję koalicja jest o krok od decydującego zwycięstwa w Aleppo. Po przełamaniu 40-miesięcznego oblężenia miast Nubl i Zahra, Syryjska Arabska Armia (SAA) okrążyła centrum przemysłowe kraju i stopniowe zaciska pętlę. Kluczowe linie dostaw na północ zostały odcięte, zamykając sunnickich ekstremistów i antyrządowe milicje w obszernym, miejskim kotle. To tylko kwestia czasu, kiedy ci różnorodni rebelianci zostaną zabici lub zmuszeni do poddania się. Zwycięstwo w Aleppo zmieni losy wojny poprzez przywrócenie kontroli sił rządowych nad gęsto zaludnionym zachodnim korytarzem. Z tego właśnie powodu administracja Baracka Obamy gorączkowo szuka sposobów na spowolnienie lub wykolejenie kierowanej przez Rosję machiny wojennej oraz na uniknięcie nadchodzącej klęski polityki amerykańskiej w Syrii.

Niedawne rozmowy pokojowe w Genewie zostały zwołane w jednym celu – aby uniemożliwić prezydentowi Syrii Baszarowi al-Asadowi i siłom rządowym odzyskanie Aleppo. Negocjacje załamały się jednak, kiedy nieprzewidywalni sojusznicy Waszyngtonu, tzw. „umiarkowani” rebelianci, odmówili uczestnictwa. Według „Wall Street Journal” syryjska opozycja wycofała się „pod naciskiem Arabii Saudyjskiej i Turcji, dwóch głównych stronników rebeliantów”. Wersja tej gazety została później potwierdzona przez sekretarza stanu Johna Kerry’ego, który według raportu strony internetowej „Middle East Eye” „winił syryjską opozycję za wyjście z rozmów i torowanie drogi wspólnej ofensywie syryjskiego rządu i Rosji na Aleppo”. „Nie wińcie mnie, wińcie opozycję. To opozycja nie chciała negocjować i nie chciała zawieszenia broni, i odeszła od stołu rokowań” – powiedział J. Kerry

Taka postawa nie zdziwi tych czytelników, którzy śledzili te rozmowy. Od samego początku spotkaniom towarzyszył bowiem chaos. Delegacja USA, na której czele stał J. Kerry, skupiła się całkowicie na osiągnięciu porozumienia, które zakładałoby zawieszenie broni i zatrzymanie rządowego ataku. Jednak Saudowie, Turcy i liderzy opozycji stali na zupełnie innym stanowisku. Wydawali się ignorować beznadziejną sytuację w terenie, kiedy ich dżihadystowska piechota dzień za dniem ponosiła coraz cięższe straty. Realista J. Kerry szukał sposobu, aby zaprzestać walk i ocalić popieranych przez USA bojowników od nieuniknionego unicestwienia. Ale Saudowie i Turcy czuli się wystarczająco mocni, aby stawiać żądania. Sporne punkty widzenia musiały przynieść rozczarowujące rezultaty i tak też się stało. Spotkania zostały odwołane, zanim się nawet rozpoczęły. Nic nie ustalono. Jak dalej donosił „WSJ”: „kilka miejscowości będących celem nowej ofensywy reżimu jedną rzecz ma wspólną: wszystkie były zajęte przez mieszankę islamistycznych i umiarkowanych grup rebelianckich, finansowanych i zbrojonych przez Arabię Saudyjską i Turcję. Komplikuje ten obraz fakt, że część z tych grup, ale nie wszystkie, współpracują z powiązanym z al Kaidą Frontem Nusra. To dostarcza reżimowi i jego sojusznikom pożywkę do twierdzenia, że walczą oni z terroryzmem” [1].

Powinno to rozwiać wszelkie iluzje, jakoby bojownicy, którzy próbują obalić rząd, są jedynie zawiedzionymi nacjonalistami, zdecydowanymi usunąć „złego dyktatora”. Nic takiego nie ma miejsca. Podczas gdy jest tam sporo miejscowych powstańców, lwią część bojowników stanowią sunniccy ekstremiści, zdeterminowani, aby usunąć B. al-Asada i stworzyć Islamski Kalifat. Z tego właśnie powodu Moskwa nie zgodziła się na ustanowienie zawieszenia broni w trakcie rozmów w Genewie. Rosja nieugięcie sprzeciwia się jakiemukolwiek rozwiązaniu, które pozwoli uznanym międzynarodowo terrorystom uniknąć ich wiecznej nagrody.

J. Kerry świadomie wprowadził opinię publiczną w błąd w tej sprawie. Powiedział w zeszłym tygodniu: „Rosja oświadczyła mi bardzo wyraźnie, że jest gotowa do ustanowienia zawieszenia broni… Irańczycy potwierdzili w Londynie półtora dnia temu, że poprą zawieszenie broni już teraz”.

To nieprawda i J. Kerry o tym wie. Moskwa próbowała być elastyczna w stosunku do tzw. „umiarkowanej” opozycji, ale jeśli chodzi o ISIS, Dżabhat Al-Nusra (syryjska grupa Al-Kaidy), Dżaisz Al-Mudżahedin, Harakat Nuriddin Al-Zinki i Harakat Ahrar Al-Szam. Rosyjscy przywódcy wielokrotnie twierdzili, że nie ustąpią póki dżihadyści nie zostaną zabici lub ujęci. Z tego właśnie powodu Rosja kontynuowała naloty podczas rozmów w Genewie, gdyż większość bojowników w Aleppo to niereformowalni terroryści.

Warto wspomnieć, że kierowana przez Rosję ofensywa militarna wpisuje się w rezolucję ONZ nr 2254, która określa działania państw członkowskich, aby „zapobiegać i zwalczać akty terrorystyczne popełniane szczególnie przez Państwo Islamskie Iraku i Lewantu, Front Al-Nusra (ANF) i wszystkie pozostałe osoby, grupy, przedsięwzięcia i podmioty związane z Al Kaidą lub ISIL, oraz pozostałe grupy terrorystyczne, […] oraz by likwidować obszary schronienia [safe haven], ustanowione przez nie na znacznej części terytorium Syrii oraz zwraca uwagę, że wspomniane zawieszenie broni nie będzie odnosić się do ofensywnych lub defensywnych działań przeciw tym osobom, grupom, przedsięwzięciom i podmiotom, zgodnie z oświadczeniem ISSG [Międzynarodowa Grupa Wsparcia Syrii] z 14 listopada 2015 r.” (podane za stroną internetową Moon of Alabama).

Innymi słowy, Moskwa nie zamierza zastosować się do jakiegokolwiek zawieszenia broni, które oszczędzi ludobójczych dżihadystów lub będzie sprzeczne z rezolucją ONZ nr 2254. Rosyjskie operacje militarne będą kontynuowane aż do pokonania ISIS, al-Nusry i pozostałych terrorystycznych milicji.

Nawet w tej sytuacji J. Kerry nie porzucił ścieżki dyplomatycznej. W rzeczywistości amerykański sekretarz stanu planuje spotkać się z rosyjskim ministrem spraw zagranicznych Siergiejem Ławrowem w Monachium 11 lutego [artykuł z 10 lutego - przyp. JL] na posiedzeniu ISSG, aby przedyskutować „wszystkie aspekty porozumienia w sprawie Syrii, zgodnie z rezolucją Rady Bezpieczeństwa ONZ nr 2254”.

Zwołane w trybie nagłym spotkanie podkreśla całkowitą desperację administracji Baracka Obamy w obliczu nieustającej, kierowanej przez Rosjan ofensywy militarnej. Stało się jasnym, że B. Obama, wraz ze swoimi przybocznymi, widzą rękę piszącą na ścianie i rozumieją, że ich złowieszczy plan posłużenia się marionetkowymi armiami, aby obalić B. al-Asada i rozszczepić kraj na trzy słabe regiony jest skazany na niepowodzenie. Tak podsumował to Institute for the Study of War (ISW) na stronie internetowej „Sic Semper Tyrannis”: „raczej rzeczywistość pola bitwy niż polityka wielkich mocarstw zdeterminuje ostateczne warunki porozumienia w celu zakończenia syryjskiej wojny domowej. Prezydent Syrii Baszar al-Asad i jego sojusznicy – Rosja i Iran – przyswoili tę podstawową zasadę, nawet jeśli Waszyngton i inne zachodnie stolice wiązały swe nadzieje z genewskimi rozmowami pod auspicjami ONZ, które toczyły się niemrawo przez zaledwie dwa dni od ich rozpoczęcia 1 lutego 2016 r. Rosyjska siła w powietrzu i irańska siła na lądzie doprowadziły prezydenta B. al-Asada na odległość pięciu mil do zamknięcia okrążenia Aleppo, największego ośrodka miejskiego w Syrii i bastionu opozycji od 2012 r. (…) Pełne okrążenie Aleppo podsyciłoby katastrofę humanitarną, zmiażdżyło morale opozycji, fundamentalnie zakwestionowałoby strategiczne ambicje Turcji, oraz pozbawiłoby opozycję jej najbardziej wartościowej karty przetargowej wobec społeczności międzynarodowej” [2].

Zeszłotygodniowe walki na północy regionu Aleppo przekształciły teatr działań wojennych i zadecydowały o przejęciu inicjatywy przez rząd, ale nie zmniejszyły jeszcze wsparcia dla dżihadystów w takich miejscach jak Ankara czy Rijad. W rzeczywistości Saudowie zaproponowali wysłanie swoich oddziałów do Syrii, pod warunkiem że będą podlegać amerykańskiemu dowództwu. Co do Turcji, według strony internetowej The Hill „moskiewskie Ministerstwo Obrony oskarżyło Turcję o planowanie inwazji wojskowej w Syrii”. W tym samym artykule czytamy, że „rosyjskie Ministerstwo Obrony rejestruje coraz to nowe znaki świadczące o ukrytych przygotowaniach tureckich sił zbrojnych do aktywnych działań na terytorium Syrii, o czym oświadczył rzecznik ministerstwa Igor Konaszenkow (…). Rosja twierdzi, że ma mocne podstawy aby podejrzewać intensywne przygotowania Turcji do inwazji wojskowej w Syrii” [3].

Tureccy oficjele zaprzeczyli, jakoby przygotowywali się do inwazji, ale w tym samym czasie turecki prezydent Recep Tayyip Erdogan przyznał, że Turcja nie będzie stała na uboczu, jeśli zostanie poproszona o udział w przyszłej kampanii. Jak donosi Bloomberg News, „prezydent Recep Tayyip Erdogan powiedział, że jego kraj nie powinien powtórzyć w Syrii tego samego błędu, który popełnił w Iraku, kiedy odrzucił prośbę USA o włączenie się do koalicji, która obaliła Saddama Husajna. ‘Nie chcemy popełnić tego samego błędu w Syrii co w Iraku’, powiedział prezydent, przytaczając odrzucenie przez turecki parlament prośby USA o skorzystanie z terytorium Turcji na użytek inwazji Iraku w 2003 r. ‘Ważne, aby widzieć horyzont. To, co się dzieje w Syrii, może się dziać tylko przez jakiś czas. W którymś momencie musi to się zmienić’, powiedział dziennikarzom podczas powrotnego lotu z podróży po Ameryce Łacińskiej, według gazety Hurriyet” [4].

Podczas gdy nie można przewidzieć, czy Turcja, Arabia Saudyjska lub USA rzeczywiście zaatakują Syrię, paniczna reakcja na okrążenie Aleppo pokazuje jasno, iż wszystkie trzy państwa czują, że ich regionalne ambicje są bliżej związane z ambicjami dżihadystów niż wybranego rządu w Damaszku. Ten cichy sojusz między bojownikami a ich sponsorami mówi wiele o wiarygodności pozornej wojny Waszyngtonu z terroryzmem.

Koniec końców, przez mniej niż pięć miesięcy, siły lojalistów, wsparte przez mocną rosyjską osłonę powietrzną przesunęły równowagę sił w Syrii, zmusiły tysiące terrorystycznych powstańców do opuszczenia ich bastionów na zachodzie, oczyściły drogę powrotu dla milionów uchodźców i wysiedlonych cywili, a także storpedowały wrogi plan przekształcenia kraju w taki sposób, aby lepiej służył geopolitycznym interesom Waszyngtonu.

Do końca wojny daleko, ale zaczyna wyglądać na to, że podjęte przez Władimira Putina ryzyko ostatecznie opłaci się.

MIKE WHITNEY mieszka w USA, w stanie Waszyngton. Jest współautorem książki Hopeless: Barack Obama and the Politics of Illusion (AK Press) (http://www.amazon.com/exec/obidos/ASIN/1849351104/counterpunchmaga), dostępnej także w formacie Kindle (http://www.amazon.com/exec/obidos/ASIN/B007X497NM/counterpunchmaga). Kontakt mailowy Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript..">Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript..
Źródło: http://www.counterpunch.org/2016/02/10/putins-aleppo-gamble-pays-off/
Przekład: Jan Leder
Fot. www.news.com.au

______________________________
1. Saudi Arabia, Turkey Pushed Syrian Opposition to Leave Talks, Wall Street Journal http://www.wsj.com/articles/saudi-arabia-turkey-pushed-syrian-opposition-to-leave-talks-1454722008
2. ISW recognizes reality in western Syria, ISW, http://turcopolier.typepad.com/sic_semper_tyrannis/2016/02/httpwwwunderstandingwarorgbackgrounderassad-regime-gains-aleppo-alter-balance-power-northern-syria.html
3. http://thehill.com/policy/international/268195-russia-suspects-turkey-preparing-to-invade-Syria
4. http://www.bloomberg.com/news/articles/2016-02-07/erdogan-signals-turkey-won-t-stay-out-of-syria-if-asked-to-join

Czytany 5288 razy