Wydrukuj tę stronę
środa, 23 marzec 2011 11:04

Mateusz Piskorski: Zmierzch tandemokracji

Oceń ten artykuł
(4 głosów)

miedput  dr Mateusz Piskorski

dr Przemysław Sieradzan

Przekonanie o istnieniu scenariusza konfliktu pomiędzy urzędującym prezydentem Dmitrijem Miedwiediewem, a urzędującym premierem Władimirem Putinem już od kilkunastu miesięcy nie wytrzymuje próby krytyki. Nie ma podstaw, by sądzić, że na szczytach rosyjskiej władzy odbywa się starannie wyreżyserowany spektakl zakładający czytelny podział ról między oboma politykami. Emanacją tego konfliktu między obydwoma politykami była krytyka wypowiedzi Władimira Putina na temat interwencji w Libii, wygłoszona przez obecnego prezydenta Federacji Rosyjskiej.

Libijski detonator

 

Rezolucja Rady Bezpieczeństwa Organizacji Narodów Zjednoczonych numer 1973, opracowana przez delegacje Wielkiej Brytanii, Francji, Stanów Zjednoczonych i Libanu, ustanawiająca strefę zakazu lotów nad Libią i zalecająca przedsięwzięcie „wszystkich środków koniecznych dla ochrony ludności cywilnej”, de facto otwierająca drogę do zbrojnej agresji na Libijską Dżamahiriję Arabską, została uchwalona bez głosów sprzeciwu [1]. Pięć państw wstrzymało się od głosu – były to Niemcy, Indie, Chiny, Brazylia i Federacja Rosyjska. Wstrzymanie się od głosu było aktem symbolicznym (i to – warto odnotować – o nader niejasnej wymowie), w praktyce równoznacznym z głosowaniem za rezolucją legalizującą akcję militarną o infantylnym kryptonimie „Świt Odysei”. Pierwszy raz od stycznia 1991 roku, gdy rozpoczęła się antyiracka operacja „Pustynna Burza”, Rada Bezpieczeństwa ONZ udzieliła skupionej wokół USA koalicji faktycznego mandatu na dokonanie agresji zbrojnej przeciwko niepodległemu państwu.

Bezpośrednio po wstrzymaniu się od głosu Witalij Czurkin, stały przedstawiciel Federacji Rosyjskiej przy ONZ po zakończeniu posiedzenia Rady Bezpieczeństwa ONZ udzielił chaotycznego i niespójnego wywiadu, w którym stwierdził, że projekt rezolucji poddawany był nieustannym modyfikacjom – w ostatniej chwili do tekstu dokumentu włączono fragment otwierający drogę do interwencji zakrojonej na szeroką skalę. Dyplomata nie zawetował projektu – ograniczył się jedynie do wysłuchania zapewnień o tym, że nikt nie planuje przeprowadzać akcji militarnej. Nie ma najmniejszych wątpliwości, że precyzyjnych instrukcji w tej sprawie ministrowi spraw zagranicznych udzielił prezydent Dmitrij Miedwiediew, zgodnie z Konstytucją FR z 1993 roku odpowiedzialny za politykę zagraniczną państwa.

21 marca 2011 roku premier Władimir Putin, podczas spotkania z robotnikami pracującymi w fabryce zbrojeniowej w Wotkinsku wystąpił z zaskakująco ostrą krytyką zachodniej agresji na Libię. Akcja zbrojna części państw NATO została przezeń porównana do krucjaty. Szef rosyjskiego rządu zakończył swoją bezkompromisową wypowiedź wezwaniem do wzmacniania potencjału obronnego państwa [2].

Wypowiedź Władimira Putina spotkała się z natychmiastową repliką ze strony prezydenta Dmitrija Midwiediewa, który określił ją mianem „niedopuszczalnej”. Dodał, że tego rodzaju retoryka prowadzi do „zderzenia cywilizacji”. Wyraził także swoje poparcie dla działań koalicji w Libii, zaznaczając, że dopuszczenie do uchwalenia rezolucji Rady Bezpieczeństwa ONZ w tej sprawie było świadomym i przemyślanym wyborem [3].

22 marca 2011 roku Premier FR Władimir Putin przebywający z roboczą wizytą w Słowenii wygłosił na konferencji prasowej następujące oświadczenie: „W sprawie jedności czy braku jedności poglądów władz rosyjskich w kwestii wydarzeń w Libii, w naszym państwie prezydent Federacji Rosyjskiej kieruje polityką zagraniczną, i nie może być tu żadnej dwoistości (...) Jeśli chodzi o treść problemu, to wszyscy powinniśmy myśleć o ofiarach tragedii, których liczba zwielokrotni się w wyniku wojny domowej, w wyniku ostrzału rakietowego i bombardowań terytorium państwa – to właśnie o tym powinniśmy myśleć przede wszystkim. Ci, którzy odpowiedzialni są za tę tragedię, przede wszystkim powinni myśleć o tym i modlić się o zbawienie swoich dusz” [4]. Wcześniej tego samego dnia rzecznik prasowy premiera FR Dmitrij Pieskow oświadczył, że opinia Władimira Putina pozostaje jego prywatnym punktem widzenia, podczas gdy wypowiedź prezydenta – jedynym oficjalnym stanowiskiem państwa.

Dziś Federacja Rosyjska pod przywództwem Dmitrija Miedwiediewa wydaje się prowadzić politykę wpisującą się w scenariusz „przyspieszonej globalizacji”, nawiązujący do marzenia Francisa Fukuyamy o „końcu historii” i absolutnej hegemonii liberalnej demokracji na świecie. Dążenie obecnego prezydenta FR do sojuszu z państwami atlantyckimi nawet kosztem własnych interesów ekonomicznych czy zwykłej przyzwoitości, jest bardzo wyraźne i niewątpliwe. Jeszcze cztery lata temu strategia geopolityczna Federacji Rosyjskiej wydawała się całkiem odmienna. Przemówienie wygłoszone przez Władimira Putina (wówczas Prezydenta FR) na Monachijskiej Konferencji Polityki Bezpieczeństwa 10 lutego 2007 roku stało się swoistym „kamieniem milowym”, który w sposób symboliczny znamionował wkroczenie idei mocarstwowych do głównego nurtu rosyjskiego życia politycznego. W swoim wystąpieniu prezydent potępił hegemonistyczne dążenia Stanów Zjednoczonych i wezwał do zbudowania wielobiegunowego ładu międzynarodowego zakładającego równoprawność podmiotów i wielość dróg rozwoju cywilizacyjnego, powtarzając tym samym argumenty rosyjskich mocarstwowych patriotów (dierżawnikow) [5]. Paradoksalnie przemówienie, które zawierało wiele krytycznych akcentów pod adresem amerykańskiego imperializmu, w Stanach Zjednoczonych zostało odebrane jako imperialistyczne, zimnowojenne i rewanżystowskie. Tuż po przemówieniu prezydenta Putina, rzecznik amerykańskiej Rady Bezpieczeństwa Narodowego Gordon Johndroe powiedział, że Biały Dom jest „zaskoczony i rozczarowany” przemówieniem [6].

Władimir Putin – między Sobczakiem i Andropowem

Władimir Putin, choć na jego temat napisano wiele rozbudowanych analiz, pozostaje postacią nieprzewidywalną i enigmatyczną. Bardzo trudno określić go jednoznacznie mianem „okcydentalisty” czy „mocarstwowego patrioty”. W jego biografii politycznej bez wątpienia można dopatrzyć się aspektów liberalno-okcydentalistycznych. Za przykład może tu posłużyć poparcie Borysa Jelcyna podczas próby zamachu stanu 1991 roku i konfliktu konstytucyjnego 1993 roku, ścisła współpraca z liberalnym reformatorem Anatolijem Sobczakiem w merostwie Sankt Petersburga, bezwarunkowe poparcie prowadzonej przez USA tzw. „wojny z terroryzmem” po 2001 roku, czy dążenie do integracji z międzynarodowymi instytucjami finansowymi. Niektóre decyzje Władimira Putina (o charakterze realnym i symbolicznym) były z kolei odebrane jako jednoznaczne sygnały chęci odbudowy imperium. Należy zaliczyć do nich przede wszystkim działania mające na celu obronę integralności terytorialnej Rosji (zwycięska druga kampania czeczeńska, utworzenie okręgów federalnych, wprowadzenie centralne naznaczanie głów podmiotów FR) i zapobieżenie rozpadowi państwa. Ze wzmacnianiem państwowości korespondowały gesty symboliczne, takie jak przywrócenie melodii radzieckiego hymnu państwowego czy sztandaru Armii Czerwonej.

W pewnym uproszczeniu można powiedzieć, że okres prezydentury Władimira Putina cechowało umiejętne balansowanie między biegunami, które można nazwać „liberalno-okcydentalistycznym” i „mocarstwowo-imperialnym”. Tę dwoistość wyraża popularne na Zachodzie, choć nadzwyczaj uproszczone, przekonanie o istnieniu dwóch najsilniejszych nieformalnych grup wśród rosyjskich elit politycznych. Mieliby to być „petersburscy liberałowie” („gołębie” – nastawieni wolnorynkowo ekonomiści i prawnicy, przychylni prywatyzacji gospodarki i modernizacji, przyjaźni wobec Zachodu i akceptujący jego wartości) i „siłowiki” („jastrzębie” – powiązani z służbami specjalnymi i armią, niechętni kapitalizmowi i demokracji, zwolennicy rządów „silnej ręki”, antyzachodni zwolennicy odrodzenia imperium) [7]. Ową ambiwalencję wizerunku Władimira Putina na Zachodzie celnie oddał Brent Scowcroft, doradca ds. bezpieczeństwa narodowego prezydentów USA Geralda Forda i George’a H. W. Busha: „Co to ma oznaczać? Nie wiem. Ale to facet, w którego głowie buzuje dużo myśli. Jedną z rzeczy, które robił najlepiej, było odwoływanie się do rosyjskiego nacjonalizmu. Jest popularny. Lud rosyjski go lubi. A co do traktowania Związku Radzieckiego jako katastrofy – większość Rosjan ma dokładnie takie same odczucia” [8].

Choć Władimir Putin pozostaje politykiem trudnym do ideologicznej kategoryzacji nieobliczalnym i nieco enigmatycznym, bez najmniejszych wątpliwości można założyć, że nie jest gotów przejść na przedwczesną emeryturę polityczną. Pogłoski o propozycji objęcia przezeń stanowiska szefa Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego, które pojawiły się przy okazji niedawnej wizyty wiceprezydenta USA Josepha Bidena w Rosji, można uznać za tyleż nieprawdopodobne, co groteskowe. Władimir Putin nadal pozostaje najpopularniejszym politykiem w Rosji. Nie sposób odmówić mu inteligencji, charyzmy, umiejętności i ambicji. Trudno sobie wyobrazić, by polityk tego formatu świadomie oddał władzę, znajdując się tym samym na marginesie życia publicznego (być może przy zachowaniu prestiżu i autorytetu, lecz nie realnych możliwości decyzyjnych).

Władimir Putin z pewnością nie przyjmie swojej dymisji biernie i z pokorą. Nie pozwoli się też protekcjonalnie besztać swojemu następcy. Ewentualna marginalizacja roli Władimira Putina jako premiera rosyjskiego rządu – próba zdegradowania odgrywanej przezeń roli do pozycji „technicznej” zajmowanej niegdyś choćby przez premierów Michaiła Fradkowa czy Wiktora Zubkowa - bez wątpienia skłoni byłego prezydenta do zdecydowanych działań. Ich efektem może być powołanie do życia mniej lub bardziej sformalizowanej „Partii Putina” – szerokiej platformy politycznej skupiającej spektrum sił niechętnych liberalizmowi i ścisłej współpracy z Zachodem.

Warto dodać, że Władimir Putin, którego dotąd cechowała ambiwalencja i umiejętność zachowywania równego dystansu do „okcydentalistów” i „mocarstwowych patriotów”, wobec coraz bardziej jednoznacznie prozachodniego i liberalnego kursu swojego następcy zmuszony będzie poszukać sojuszników wśród polityków o orientacji jednoznacznie mocarstwowej i antyokcydentalistycznej.

Błędna teza

Dominująca w publicystyce, ale też analityce polskiej i europejskiej teza o funkcjonowaniu w pełni sterowalnej i planowanej tandemokracji w Federacji Rosyjskiej była już wielokrotnie przez ekspertów ECAG kwestionowana. Przekonanie o istnieniu scenariusza konfliktu pomiędzy urzędującym prezydentem a urzędującym premierem już od kilkunastu miesięcy nie wytrzymuje próby krytyki. Nie ma podstaw, by sądzić, że na szczytach rosyjskiej władzy odbywa się starannie wyreżyserowany spektakl zakładający czytelny podział ról między oboma politykami. Być może z początku istniał element politycznej reżyserii, realizowany w pierwszych miesiącach po przeprowadzeniu operacji „następca” w 2008 roku. Już szereg decyzji kadrowych i personalnych podjętych i ogłoszonych przez nowego prezydenta w kilka miesięcy po wyborach świadczył o podjęciu wysiłku politycznej emancypacji Miedwiediewa. Należy przy tym pamiętać, że – jak słusznie zauważa Konstantin Siwkow, wiceprezes Akademii Problemów Geopolitycznych, „obaj liderzy są wyrazicielami interesów potężnych sił działających w Rosji” [9]. Ewidentnym błędem są zatem wszelkie próby personalizacji toczącej się rozgrywki, choć zapewne i w tym przypadku element osobistych emocji może mieć pewne marginalne znaczenie.

Portal Slon.ru przytacza szereg słownych utarczek pomiędzy rosyjskimi przywódcami w ciągu ostatnich kilku miesięcy [10]. Jeszcze w grudniu ubiegłego roku Putin w jednoznaczny sposób ocenił rolę i ambicje polityczne liberalnej opozycji. „Jeśli na to pozwolimy, nie skończy się na kilku miliardach – oni sprzedadzą całą Rosję” – mówił o intencjach Borysa Niemcowa i jego sojuszników premier, przypominając politykę prowadzoną przez środowiska liberalne w kryzysowych latach 90. Kilka dni później Dmitrij Miedwiediew oznajmił, że Niemcow, Kasjanow i inni mają również swoje miejsce w rosyjskiej polityce i istnieje określony elektorat sympatyzujący z ich poglądami. W tym samym czasie doszło do zderzenia opinii prezydenta i premiera w głośnej sprawie Michaiła Chodorkowskiego. Putin w emocjonalnym tonie oznajmił, iż „miejsce złodzieja jest w więzieniu”, przypominając przy tym o zabójstwach dokonanych na zlecenie sądzonego wówczas po raz kolejny oligarchy. Miedwiediew zaprotestował, przypominając, że żaden urzędnik państwowy nie powinien komentować sprawy karnej przed zapadnięciem ostatecznego wyroku. Na początku lutego Władimir Putin ogłosił, iż wykryto już sprawców zamachu terrorystycznego na lotnisku Domodiedowo. Dzień później Miedwiediew uznał takie oświadczenia za niedopuszczalne i przedwczesne.

Podłoże ideowe

Kwestią trudną do rozstrzygnięcia jest rola ideowych i/lub programowych różnić pomiędzy dwoma kluczowymi ośrodkami władzy w Rosji i ich personifikacjami. Z cała pewnością poglądy obu polityków są w dużym stopniu determinowane przez ich doświadczenia biograficzne; życiorysy w tym wypadku diametralnie się różniące. Generatorem koncepcji programowych są jednak funkcjonujące w otoczeniu prezydenta i premiera instytuty eksperckie i naukowe, a także intelektualiści i doradcy świadczący im usługi.

Na tym polu inicjatywa i początek ofensywy bez wątpienia należały do Dmitrija Miedwiediewa. Pod jego patronatem powstał w 2008 roku Instytut Współczesnego Rozwoju (INSOR); już jako urzędujący prezydent stanął on na czele rady naukowej tej jednostki [11]. 18 marca 2008 roku na spotkaniu Instytutu podkreślił on jego rolę w przygotowaniu podstaw koncepcyjnych tzw. projektów narodowych, mających wówczas w zamyśle stać się największym sukcesem jego prezydentury [12]. W skład rady INSOR, obok Miedwiediewa, weszli m.in. Elwira Nabjulina (minister rozwoju gospodarczego, niegdyś związana ze środowiskiem Germana Grefa), Leonid Rejman (były minister łączności i technologii informatycznych, a następnie prezydencki doradca), Oleg Morozow (zastępca przewodniczącego Dumy, poseł „Jednej Rosji”), Dmitrij Miezencew (gubernator obwodu irkuckiego, powołany na to stanowisko przez Miedwiediewa), Jewgienij Wielichow (członek Rosyjskiej Akademii Nauk i Izby Społecznej – trzeciej, pozarządowej izby rosyjskiego parlamentu), Arkadij Dworkowicz (liberalny ekonomista, asystent prezydenta), Aleksander Dynkin (członek Rosyjskiej Akademii Nauk), Anton Iwanow (przewodniczący Najwyższego Sądu Arbitrażowego), Walerij Makarow (członek Rosyjskiej Akademii Nauk), Jewgienij Jasin (były minister gospodarki w latach 90., były członek kierownictwa Sojuszu Sił Prawicowych) oraz Aleksander Czubarian (dyrektor Instytutu Historii Powszechnej Rosyjskiej Akademii Nauk) [13]. W skład kierownictwa instytutu wchodzą przede wszystkim przedstawiciele dwóch środowisk: z jednej strony dawni członkowie elit politycznych i gospodarczych z lat 90., nierzadko związani z administracją prezydenta Borysa Jelcyna, z drugiej zaś – grupa naukowców współpracujących z Rosyjską Akademią Nauk. Najistotniejsza de iure i w praktyce jest jednak postać prezesa INSOR – Igora Jurgensa. Ten liberalny ekonomista pełni funkcję wiceprezesa grupy inwestycyjnej „Renaissance Capital”, założonej przez prowadzącego interesy w Rosji od 1992 roku obywatela Nowej Zelandii Stevena Jenningsa. Jennings uczestniczył w licznych operacjach prywatyzacyjnych w okresie prezydentury Borysa Jelcyna i uznawany jest za jednego z największych inwestorów zagranicznych w Federacji Rosyjskiej. Jurgens dodatkowo zasiada w radach nadzorczych rosyjskich oddziałów licznych korporacji międzynarodowych, m.in. Nestle, Hewlett-Packard i British Petroleum. 10 lutego 2009 roku został powołany w skład prezydenckiej Rady ds. Wsparcia Rozwoju Społeczeństwa Obywatelskiego i Praw Człowieka. Jeszcze w maju tego samego roku podjął ostrą krytykę Władimira Putina, oskarżając go o tendencje autokratyczne i jednocześnie informując w mediach zagranicznych o gromadzeniu się środowisk liberalnych wokół nowego prezydenta. „Trwa zacięta walka, choć trudno rozeznać się w tym, co się dzieje. W bardziej transparentnym społeczeństwie, wyposażonym w demokratyczne mechanizmy i znaczącą opozycję, mielibyśmy lepsze rozeznanie w zachodzących procesach” [14] – oznajmiał tajemniczo Jurgens.

Igor Jurgens i jego współpracownicy są twórcami koncepcji politycznej realizowanej przez Dmitrija Miedwiediewa, w której nadrzędnym celem i priorytetem w hierarchii politycznych wartości jawi się modernizacja, nierzadko niesprecyzowana i nieopisana, jednak wszechobecna w enuncjacjach programowych nie tylko wspomnianych środowisk eksperckich, ale także w retoryce wystąpień obecnego prezydenta. Co kryje się za tym niedookreślonym hasłem? Odtworzenie spójnego obrazu programowego oblicza proprezydenckich liberałów nie jest łatwe. Prezes INSOR zdaje się sugerować, iż w istocie pod pojęciem modernizacji rozumie on okcydentalizację i upowszechnienie paradygmatu kapitalistycznego indywidualizmu na poziomie nie tylko gospodarczym, ale również społecznym. „Na Zachodzie ludzie już dawno przenieśli się ze wsi do miast i dlatego w ich świadomości mocno zakorzenił się indywidualizm: trzeba walczyć, liczyć tylko na siebie, rozwijać się i rosnąć. Rosjanie są tymczasem jeszcze na archaicznym poziomie. W rosyjskiej mentalności znaczenie wspólnoty jest większe niż jednostki. Dlatego dominuje hasło ‘państwo przede wszystkim, a osobiste wysiłki – niczym’. Niech inni coś tam robią, walczą, a ja mam dość swoich problemów, jaka modernizacja?” [15] – twierdził, dodając, że kapitał społeczny Rosji może osiągnąć średnią europejską dopiero około 2025 roku.

Z kręgów konkurujących o względy Miedwiediewa ekspertów rozległa się krytyka dorobku i propozycji programowych wypracowanych przez INSOR. Gleb Pawłowskij [16] twierdzi wprawdzie, że każda propozycja programowa jest pożyteczna jako punkt wyjścia do rozpoczęcia rzeczowej debaty, dodaje jednak, że najgłośniejszy z dokumentów instytutu „nie określa w sposób wyrazisty żadnych priorytetów” [17]. Zarzuca mu także tendencję do projektowania przypominające inżynierię społeczną, skoncentrowane na postulacie rewolucji w dziedzinie mentalności. Brak przy tym, zdaniem Pawłowskiego, zrozumienia podstawowych problemów różnych warstw i klas społecznych współczesnej Rosji, a zatem propozycje INSOR można uznać za oderwane od rzeczywistości współczesnej Federacji Rosyjskiej. Sam Pawłowskij zajmuje wyraźnie zachowawczą pozycję, uznając wprawdzie, że Miedwiediew ma pełne prawo ogłosić swój udział w wyborach 2012 roku, ale nie powinien przy tym zapominać, że też stanowi element systemu, którego konstruktorem był jego poprzednik.

Ideologia ewentualnego frontu spierającego Putina w jeszcze większej mierze pozostaje zagadką – zapewne byłaby ona synkretyczną syntezą mocarstwowego patriotyzmu, postulatu sprawiedliwości społecznej i konserwatyzmu, nieco przypominającą nie istniejący już blok „Rodina”. Namiastką doktryny nowego, być może nieformalnego, stronnictwa mogłaby stać się koncepcja „demokracji suwerennej” stworzona przez pierwszego zastępcę szefa Administracji Prezydenta Federacji Rosyjskiej i zarazem czołowego technologa politycznego Kremla Władislawa Surkowa. W swoim wystąpieniu programowym wygłoszonym przed aktywem partii „Jedna Rosja” polityk ten zdefiniował powyższe pojęcie jako: „...sposób życia politycznego społeczeństwa w którym władze, ich organy i działania są wybierane i formowane wyłącznie przez naród rosyjski w całej jego różnorodności i całościowości w celu ociągnięcia dobrobytu materialnego, wolności i sprawiedliwości przez wszystkich obywateli, grupy społeczne i narodowości wchodzące w jego skład” [18].

Według przytoczonej powyżej definicji rosyjski model ustrojowy nie stanowi kopii zachodniego ładu liberalno-demokratycznego, lecz ma charakter autonomicznie rosyjski. Koncepcja ta miała szeroki rezonans w rosyjskich i światowych środkach masowego przekazu, lecz pozostaje nieprecyzyjna. Bez wątpienia wymaga rozwinięcia i dopracowania.

W sferze polityki zagranicznej środowisko Władimira Putina zapewne odwołałoby się do zasady wielobiegunowości w polityce międzynarodowej, powracając tym samym do tradycji „mowy monachijskiej” z 2007 roku. Rosja pod kierownictwem polityków antyliberalnych z pewnością wykorzystałaby swój ogromny potencjał do przeciwstawiania się amerykańskiemu hegemonizmowi i unilateralizmowi – miałaby wszelkie szanse stać się liderem światowych peryferii, sprzeciwiających się neoliberalnemu modelowi globalizacji.

Znany dziennikarz, ekspert i członek Rady Polityki Zagranicznej i Obronnej Fiodor Łukjanow słusznie wypunktował zasadnicze różnice pomiędzy dwoma najważniejszymi rosyjskimi politykami w sferze spraw międzynarodowych. Stwierdził on, iż Miedwiediew zademonstrował po raz kolejny w przypadku Libii postawę samoograniczającą się i pragmatyzm. Jego punkt widzenia opierał się na analizie konkretnych interesów Federacji Rosyjskiej w regionie, porównaniu znaczenia utraty kilku kontraktów z Trypolisem z jednej strony i rozwoju dobrych relacji z Zachodem – z drugiej. Rosja uznawana jest w tym przypadku za regionalne mocarstwo posiadające określoną sferę „uprzywilejowanych interesów”, jak to było np. w 2008 roku w przypadku interwencji w Osetii Południowej. Drugie podejście, reprezentowane w tym przypadku przez premiera Putina, stoi na gruncie przekonania o roli Moskwy w polityce globalnej. Zręby tej koncepcji opierają się na przekonaniu o nienaruszalnym charakterze suwerenności (poparciu dla ładu westfalskiego wynikającym również z obawy, iż Federacja Rosyjska sama może kiedyś znaleźć się w pozycji ofiary naruszenia fundamentów tego porządku) oraz konieczności ograniczania imperialnych ambicji Stanów Zjednoczonych na wszystkich możliwych frontach [19]. Ten sam Łukjanow stwierdził jednak w innym miejscu, że różnica zdań pomiędzy premierem a prezydentem może mieć wyłącznie wewnętrzne znaczenie i być pozbawiona głębszych podstaw ideologicznych. W takiej interpretacji mielibyśmy do czynienia z rywalizacją o to, kto ma prawo ostatniego słowa w polityce zewnętrznej Rosji [20].

Krytyczny stosunek Władimira Putina do USA mogą wzmacniać również wydarzenia ostatnich tygodni. Kilkanaście dni temu doszło do istotnej wizyty wiceprezydenta Stanów Zjednoczonych Josepha Bidena w Moskwie. Zwyczajem Amerykanów, spotkał się on nie tylko z prezydentem i premierem, ale także z przedstawicielami opozycji, w tym Garri Kasparowem. Ten ostatni ujawnił na swoim blogu (jego wiarygodność może być przy tym kwestionowana), iż wiceprezydent w rozmowie z Putinem przestrzegał go przed startem w przyszłorocznych wyborach prezydenckich, wskazując niedwuznacznie na losy reżimów autorytarnych w świecie arabskim. Miało to stanowić przestrogę i jednocześnie wskazywać na rzeczywisty stosunek Białego Domu wobec byłego prezydenta Federacji Rosyjskiej [21]. Mogło jednak zostać nie bez podstaw odebrane jako bezpośrednia groźba.

Data konfrontacji - 2012

O planach udziału Dmitrija Miedwiediewa w kolejnych wyborach prezydenckich mówi się co najmniej od 2009 roku. We wrześniu 2010 roku jego rzeczniczka prasowa Natalia Timakowa ogłosiła, że jedna kadencja to okres stanowczo zbyt krótki na realizację forsowanego przez głowę państwa modernizacyjnego projektu [22]. W grudniu ubiegłego roku z podobną oceną wystąpił jeden z najbliższych współpracowników Miedwiediewa Arkadij Dworkowicz [23]. Szereg symptomów wskazuje również na bezpośrednie poparcie Białego Domu dla urzędującego prezydenta Rosji, o czym wspomnieliśmy już wyżej. W myśl jednego ze scenariuszy Joseph Biden podczas swojej ostatniej wizyty w Moskwie dyskutował z Miedwiediewem na temat przyszłych losów obecnego premiera [24].

Obaj potencjalni rywale dysponują ogromnym zapleczem finansowym.

Władimira Putina gotowych jest poprzeć co najmniej kilku sympatyzujących z nim wpływowych oligarchów. Jednym z jego przyjaciół z Petersburga jest Jurij Kowalczuk, prezes zarządu Banku „Rossija” i właściciel Narodowej Grupy Medialnej, koncernu, do którego należą m.in. REN TV, 5 Kanał oraz dziennik Izwiestia. Jego brat, fizyk Michaił Kowalczuk piastuje stanowisko dyrektora zajmującego się energią jądrową Narodowego Centrum Badawczego „Instytut im. Kurczatowa” w Moskwie, zaś syn Borys sprawuje od kilku lat kierownicze stanowiska w administracji rządowej. Kolejnym z ludzi biznesu bliskich Putinowi jest były dżudoka z Petersburga Arkadij Rotenberg, obecnie kontrolujący jedną z największych firm obsługujących Gazprom – Strojgazmontaż. Jednym z najzamożniejszych przyjaciół premiera jest Giennadij Timczenko, jedna z najbardziej znaczących postaci na międzynarodowym rynku ropy naftowej.

Trzeba wszakże podkreślić, że decydujące dla ostatecznej rywalizacji znaczenie będą miały zgromadzone przez pretendentów zasoby innego rodzaju, w tym przede wszystkim poziom sympatii administracji i służb bezpieczeństwa, wpływy w mediach oraz rozkład sił w Dumie po tegorocznych wyborach parlamentarnych. W tym przypadku niemal w każdej ze wspomnianych sfer przewaga Putina wydaje się być miażdżąca.

Kogo można wymienić wśród ewentualnych sojuszników Władimira Putina w coraz bardziej prawdopodobnej konfrontacji politycznej ze skupionymi wokół Dmitrija Miedwiediewa liberałami?

Wydaje się, że u boku byłego prezydenta stanąłby obecny spiker Dumy Państwowej FR, konserwatysta Borys Gryzłow – polityk niezbyt charyzmatyczny, ale wpływowy i cieszący się reputacją dobrego organizatora. Spośród członków rządu nową, antyliberalną platformę z pewnością mógłby poprzeć popularny minister spraw zagranicznych Siergiej Ławrow, wychowanek radzieckiej szkoły dyplomacji, wytrawny negocjator i znawca polityki międzynarodowej, któremu dziedzictwo nieprzejednanego Andrieja Gromyki jest z pewnością bliższe, niż spuścizna ugodowego Andrieja Kozyriewa. Pierwsi wicepremierzy – Wiktor Zubkow i Igor Szuwałow – wydają się również sprzyjać Putinowi, podobnie jak Igor Sieczin, wicepremier odpowiedzialny w rządzie za politykę surowcową oraz Siergiej Iwanow, były minister obrony, również pełniący urząd wicepremiera. Za osobę bliską premierowi uznawany jest nadzwyczaj popularny w społeczeństwie rosyjskim minister ds. sytuacji nadzwyczajnych Siergiej Szojgu. Rada Bezpieczeństwa FR, organ doradczy tradycyjnie skupiający siłowikow niechętnych Zachodowi, niewątpliwie udzieli jednoznacznego poparcia Władimirowi Putinowi.

Za czołowego krytyka złagodzenia kursu Rosji wobec Zachodu uznawany jest „jastrząb” Dmitrij Rogozin, słynący z ciętego języka i obrazowych porównań przedstawiciel FR przy NATO. Niewykluczone, że aliantami Władimira Putina mogliby się stać nieco zapomniani dziś doświadczeni politycy starszego pokolenia, tacy jak były premier Jewgienij Primakow i były mer Moskwy Jurij Łużkow. Innym silnym sojusznikiem może okazać się wpływowy i bogaty Wiktor Jakunin, prezes Kolei Rosyjskiej. Silnego wsparcia blokowi antyliberalnemu może udzielić Rosyjska Cerkiew Prawosławna, niechętnie przyjmująca hasło modernizacji społecznej propagowane przez prezydenta Miedwiediewa.

Wśród intelektualistów, którzy mogliby potencjalnie stać się zapleczem nowego frontu, nie sposób nie wymienić Aleksandra Dugina – tradycjonalisty, twórcy rosyjskiej szkoły geopolityki i profesora Uniwersytetu Moskiewskiego, który wprawdzie zdystansował się ostatnio od obozu kremlowskiego, ale w wypadku zwrotu Władimira Putina ku pozycjom antyliberalnym z pewnością gotów byłby ponownie go wesprzeć [25]. Prominentną rolę mógłby tu odegrać również Modest Kolerow – wybitny technolog polityczny i analityk, niegdyś zajmujący się przeciwdziałaniem tzw. „kolorowym rewolucjom” na obszarze postradzieckim [26]. Weteran opozycji antyliberalnej, legenda bezkompromisowego dziennikarstwa Aleksander Prochanow w przeszłości udzielał już poparcia Władimirowi Putinowi – optował za wysunięciem jego kandydatury na trzecią kadencję – i z pewnością wsparłby ewentualny „antyliberalny zwrot” [27]. Autor „Manifestu Oświeconego Konserwatyzmu”, wybitny reżyser Nikita Michałkow, również mógłby wesprzeć nową formację swoim autorytetem. Nie można wykluczyć także poparcia czołowego antyliberalnego ekonomisty Siergieja Głaziewa dla podobnej inicjatywy.

Jak zauważył jeden z obserwatorów, kierownik naukowy Centrum Badań nad Modernizacją Dmitrij Trawin, obecny prezydent jest chyba po sprawującym bardzo krótko władzę Konstantinie Czernience, przywódcą, który obsadził swoimi sojusznikami najmniejszą liczbę stanowisk w aparacie państwowym [28]. Za jego przedstawicieli uznaje się bowiem, poza liberałami z resortów ekonomicznych, m.in. Konstantina Czujczenkę (szef departamentu kontroli w administracji prezydenckiej) czy ministra sprawiedliwości Aleksandra Konowałowa.
Istotna w kontekście zbliżających się wyborów może okazać się w najbliższym czasie rozgrywka o stanowisko przewodniczącego Centralnej Komisji Wyborczej, które w Rosji ma znacznie większe znaczenie od tego, które zwykło się przypisywać organom przeprowadzającym technicznie i organizacyjnie elekcję. Wśród kandydatów na szefa tej instytucji wymienia się z jednej strony jej dotychczasowego przewodniczącego Władimira Czurowa (zbliżonego do Putina, z którym współpracował jeszcze w czasach jego pracy w Petersburgu), z drugiej zaś Borysa Ebzejewa (byłego prezydenta Republiki Karaczajo-Czerkieskiej, nominowanego na to stanowisko przez Miedwiediewa).

Uspokajające komentarze

Cześć rosyjskich politologów nadal podtrzymuje tezę o braku zasadniczych rozbieżności w rządzącym tandemie. Członek Izby Społecznej Dmitrij Badowskij: „Wydaje mi się, że po raz kolejny mamy do czynienia z sytuacją w pełni wyreżyserowaną. To znaczy, że w pewnym sensie mamy do czynienia ze wspólnym rozgrywaniem trudnego i skomplikowanego scenariusza, z nowym modelem, w którym ma miejsce komunikacja z różnymi audytoriami. Fakt, iż było już wcześniej wiadomo, że zarówno Putin, jak i Miedwiediew zabiorą głos w sprawie Libii stanowi kolejny argument na rzecz logicznego charakteru wydarzeń” [29]. Do podobnych wniosków dochodzi Dmitrij Orłow: „Miedwiediew przedstawił stanowisko oficjalne, zaś Putin prywatną ocenę znanego i popularnego polityka” [30]. Prezes Instytutu Strategii Narodowej Michaił Remizow również bagatelizuje różnicę poglądów, zauważając jednak przy tym, że Putin nie ogranicza się do wystąpień na tematy związane z problematyką sprawowanego przez niego urzędu, ale publicznie wypowiada się na temat wszystkich interesujących opinię publiczną kwestii. A zatem – możemy dodać – nie planuje zakończenia swojej kariery politycznej na stanowisku szefa rządu.

Bardziej zdystansowaną opinię wyraził Walerij Chomiakow, który sugeruje, by z wielką uwagą obserwować nadchodzące zmiany i przemieszczenia w ramach administracji i elit politycznych najwyższego szczebla. Dopiero ewentualne ruchy tektoniczne na szczycie mogą stanowić zapowiedź realnego konfliktu. Swoją drogą, liczni z naszych zbliżonych do Kremla rozmówców potwierdzają: panuje oczekiwanie na zmiany personalne, w tym dotyczące najważniejszych stanowisk w Federacji Rosyjskiej. Nieznany jest na razie ich zasadniczy kierunek, ale już dziś w gabinetach wielu najwyższych urzędników panuje nerwowa atmosfera wyczekiwania. Innym interesującym probierzem wskazującym na skutki ostatnich wydarzeń będą również badania opinii społecznej, w tym przede wszystkim ewentualne zmiany poparcia i poziomu zaufania do urzędującego prezydenta i premiera.

__________________________________________________
1 Security Council Approves ‘No Fly Zone’ Over Libya, Authorizing ‘All Necessary Measures’ to Protect Civilians, by Vote of 10 in Favour, with 5 Abstentions, http://www.un.org/News/Press/docs/2011/sc10200.doc.htm#Resolution, odczyt z 22.3.2011.
2Predsiedatiel Prawitielstwa Rossii W.W. Putin prokommentirował situaciju wokruk Liwii, http://premier.gov.ru/events/news/14542/#tt, odczyt z 22.3.2011.
3 http://www.interfax.ru/, odczyt z 21.03.2011.
4 Wnieszniej politikoj w Rossii rukowodit prezident, http://www.pravda.ru/?area=show&url=http://www.vesti.ru/, odczyt z 22.3.2011.
5 Pełny tekst wystąpienia Prezydenta FR W. Putina w Monachium: http://archive.kremlin.ru/appears/2007/02/10/1737_type63377type82634_118109.shtml, odczyt z 19.1.2011.
6 A.F. Tully, Russia: Washngton Reacts to Putin’s Munich Speech, http://www.rferl.org/content/article/1074671.html, odczyt z 9.2.2011.
7 Zob. I. Bremer, S. Charap, The Siloviki in Putin’s Russia – Who They Are and What They Want?, “The Washington Quarterly”, zima 2007.
8 Z. Brzeziński, B. Scowcroft, Ameryka i świat. Rozmowy o globalnym przebudzeniu politycznym, Łódź 2009, s. 187.
9 http://www.bbc.co.uk/russian/russia/2011/03/110322_medvedev_putin_libya.shtml, odczyt z 22.3.2011.
10 http://slon.ru/articles/567362/, odczyt z 22.3.2011.
11 http://www.riocenter.ru/ru/about_us/history, odczyt z 22.3.2011.
12 Из выступления в Институте современного развития, 18 марта 2008 года. http://www.riocenter.ru/ru/leadership/chairman_statement/medvedev, odczyt z 22.3.2011.
13 http://www.riocenter.ru/ru/leadership/board_of_trustees, odczyt z 22.3.2011.
14 A. Blomfield, Dmitri Medvedev aide attacks Vladimir Putin’s concentration of power, “The Telegraph”, 19.5.2009.
15 http://www.ruskline.ru/news_rl/2010/9/15/modernizacii_rossii_meshayut_russkie/, odczyt z 22.3.2011.
16 Cześć analityków twierdzi, że Pawłowskij przez pewien okres zbliżył się raczej do grupy Miedwiediewa, przez co został pozbawiony dotychczasowych wpływów, w tym zajmowanego uprzednio przez jego instytut okazałego budynku w centrum Moskwy.
17 http://slon.ru/articles/562178/, odczyt z 22.3.2011.
18W. Surkow, Nacionalizacija buduszczego. Paragrafy pro suwerennuju diemokratiju, „Ekspert“, 43 (537)/2006.
19 http://www.inosmi.ru/op_ed/20110322/167619811.html, odczyt z 22.3.2011.
20 Medvedev and Putin clash over Libya, “Financial Times”, 21.3.2011.
21 http://www.regnum.ru/news/polit/1382930.html, odczyt z 22.3.2011.
22 http://www.gzt.ru/topnews/politics/-u-dmitriya-medvedeva-poyavilsya-plan-na-vtoroi-/324284.html, odczyt z 22.3.2011.
23 http://www.bbc.co.uk/russian/russia/2010/12/101210_dvorkovich_medvedev_second_term.shtml, odczyt z 22.3.2011.
24 1 А. Самарина, Визит Байдена как сигнал элитам, „Независимая газета”, 4.3.2011.
25 Zob. www.rossia3.ru.
26 Zob. www.grani.ru.
27 Zob. www.zavtra.ru.
28 http://slon.ru/blogs/travin/post/567835/, odczyt z 22.3.2011.
29 http://www.rian.ru/politics/20110322/356669171.html, odczyt z 22.3.2011.
30 Ibidem.

Czytany 6926 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 30 październik 2014 00:04