czwartek, 03 kwiecień 2014 06:55

Marek Pieńkowski: Ukraińska dziura bez dna, czyli koszty chaosu

Oceń ten artykuł
(1 głos)

money-black-hole  dr Marek Pieńkowski

Reformy ukraińskie stanowić mają realizację wymogów przedłożonych Kijowowi przez takie instytucje finansowe, jak Międzynarodowy Fundusz Walutowy, Bank Światowy, Europejski Bank Odbudowy i Rozwoju czy Europejski Bank Inwestycyjny. Podpisanie DCFTA z UE odkładane jest na bliżej nieokreśloną perspektywę, bowiem wydatki związane z koniecznością dostosowania do norm i regulacji unijnych jeszcze bardziej pogrążyłyby znajdującą się już teraz na granicy w bankructwa gospodarkę ukraińską.

Przełożenie na czas nieokreślony podpisania umowy o utworzeniu strefy wolnego handlu pomiędzy Ukrainą a Unią Europejską (ang. Deep and Comprehensive Free Trade Area – DCFTA) i ograniczenie się przez Brukselę do mającej wymiar raczej symboliczny politycznej części stowarzyszenia z Kijowem, stanowią wynik określonych okoliczności ekonomicznych, w tym przede wszystkim rosnącej obawy o wysokość finansowych konsekwencji integracji terytorium znajdującego się dziś w składzie państwa ukraińskiego do europejskiego obszaru wolnego handlu. Warto powtórzyć tezę głoszoną już od pewnego czasu przez cały szereg ukraińskich ekonomistów i ekspertów: koszty współpracy unijno-ukraińskiej zdecydowanie przewyższą ewentualne korzyści z niej wynikające. Przy tym szacunki doradców rządu Mykoły Azarowa z końca ubiegłego roku, mówiące o ok. 16,5 mld USD dodatkowych obciążeń dla budżetu ukraińskiego w skali rocznej są najprawdopodobniej już dziś nieaktualne i zdecydowanie zbyt optymistyczne.

2 kwietnia de facto premier Ukrainy Arsenij Jaceniuk, występując przed uczestnikami corocznej konferencji inwestycyjnej, sformułował dość optymistyczną prognozę rozwoju sytuacji ekonomicznej. „Sytuacja makroekonomiczna Ukrainy nie jest tak dobra, jak mogłaby być, ale nie jest też taka zła, jak sądziliśmy” – poinformował. Według przedstawionych przez niego oficjalnych prognoz, spadek PKB wyniesie w 2014 roku 3% (do 10% w przypadku braku pomocy zewnętrznej), a inflacja kształtować się będzie na poziomie 14%. Jednocześnie szef rządu podkreślił, że kraj czekają bolesne reformy, związane z całkowitą akceptacją przez stronę ukraińską wymogów międzynarodowych instytucji kredytowych, których wsparcie w obecnej sytuacji stanowi jedyną nadzieję na uniknięcie całkowitego bankructwa państwa.

Z czym wiązać będą się zapowiadane przez niedawnych opozycjonistów reformy i czy będą różnić się od tych, których przeprowadzenia odmówił nie tak dawno – w obawie o swą polityczną przyszłość – Wiktor Janukowycz?

Reformy ukraińskie stanowić mają realizację wymogów przedłożonych Kijowowi przez takie instytucje finansowe, jak Międzynarodowy Fundusz Walutowy, Bank Światowy, Europejski Bank Odbudowy i Rozwoju czy Europejski Bank Inwestycyjny. Pierwsza z wymienionych instytucji zamierza przekazać Ukrainie kredyt w wysokości 15–20 mld USD, przy czym to właśnie jej żądania reform ukraińskiego systemu gospodarczego idą najdalej i zostały odrzucone przez poprzednie władze ukraińskie. Przygotowaniem do ich wprowadzenia ma być przyjęta 27 marca w Radzie Najwyższej specjalna ustawa O przeciwdziałaniu katastrofie finansowej i stworzeniu warunków wzrostu gospodarczego Ukrainy, zakładająca cały szereg cięć i redukcji wydatków budżetowych na elementarne dziedziny życia. Oznacza to w skali makro m.in. zapowiedziany już od 1 maja wzrost cen gazu dla odbiorców indywidualnych o 73%, zwolnienie z sektora publicznego około 20 tysięcy pracowników w nadchodzących miesiącach oraz radykalne podwyższenie opłat za usługi komunalne o co najmniej 30%.

Poszczególne sektory i regiony odczuwają już dziś rozmiary nadchodzących cięć budżetowych. Przykładowo, w przypadku Doniecka zmniejszono dotacje z budżetu centralnego, uniemożliwiając m.in. spłatę zobowiązań wynikających z inwestycji dokonanych przez miasto w ramach przygotowań do piłkarskich mistrzostw Europy w 2012 roku i budowę nowego, zaprojektowanego niedawno szpitala specjalistycznego. Skutki kryzysu odczuwają też zakłady przemysłowe z najbardziej zindustrializowanych regionów kraju. Pod koniec marca firma „Azowmasz” z Mariupola w obwodzie donieckim przeszła na czterodniowy tydzień pracy i jednocześnie zapowiedziała zwolnienie połowy z liczącej 19 tysięcy pracowników załogi. Produkująca głównie wagony kolejowe i podzespoły do nich spółka liczyła na kontrakt z ukraińskimi kolejami państwowymi; te jednak zmuszone zostały do zrewidowania wszelkich planów inwestycyjnych na najbliższy okres.

Jednocześnie należy spodziewać się całkowitego lub znaczącego zamknięcia dostępu towarów ukraińskich na rynek Federacji Rosyjskiej i Unii Celnej, co może mieć druzgocące następstwa, biorąc pod uwagę kluczowy charakter relacji handlowych i kooperacyjnych pomiędzy Ukrainą i Rosją. Zapowiedź kryzysu widoczna jest już teraz: jak podaje urząd statystyczny w Kijowie, w porównaniu z lutym 2013 roku, w lutym 2014 roku produkcja branży maszynowej spadła o 14,8%, w hutnictwie – o 10,9%, w sektorze przeróbki drewna – o 6,4%, w branży chemicznej – o 5,9%, w przemyśle tworzyw sztucznych – o 5,4%, w branży tekstylnej – o 5,4%.

Pomoc finansowa, o którą pod koniec ubiegłego roku skutecznie zabiegali Wiktor Janukowycz i Mykoła Azarow, nie była obwarowana koniecznością spełnienia jakichkolwiek warunków z zakresu transformacji systemowej. Zupełnie innymi zasadami niż rosyjskie czy chińskie władze, kierują się przedstawiciele zachodnich instytucji finansowych. Pojawia się wszakże pytanie: czy przejście przez okres skrajnie wyczerpujących i rujnujących wyrzeczeń pozwoli Ukrainie, jak to było w przypadku państw Europy Środkowej w 2004 roku, na ostateczne przystąpienie do Unii Europejskiej, czyli spełnienie „euromarzenia”, sprzedawanego Ukraińcom od lat przez kolejne ekipy rządzące? Oczywistej, jak się zdaje, odpowiedzi na to pytanie udzielił ostatnio dr Henning Riecke, dyrektor Programu Relacji Transatlantyckich Niemieckiej Rady Polityki Zagranicznej: „popatrzcie na Turcję, która od lat sześćdziesiątych oczekuje członkostwa w UE, i nadal nie ma jednego poglądu na ten temat. Myślicie, że z Ukrainą będzie inaczej? Obecnie mówić możemy tylko o długoterminowej polityce partnerstwa, która może być jakoś pomocna w trudnych warunkach politycznych”. Sceptycznie na temat ewentualnej pomocy, udzielanej pogrążonej w systemowym kryzysie Ukrainie, wypowiadał się inny przedstawiciel Niemiec, były kanclerz Gerhard Schröder, który wprost wyraził wątpliwości co do tego, do kogo trafi ewentualna pomoc, biorąc pod uwagę poziom skorumpowania administracji ukraińskiej.

W ukraińskiej debacie publicznej powyższe, pochodzące z najsilniejszego państwa UE głosy wydają się przechodzić bez echa, zaś media bardziej niż na bankructwie Ukrainy, skoncentrowane są na przedstawianiu w czarnych barwach perspektyw gospodarczych sąsiedniej Rosji. Warto przy tym wspomnieć, iż wspominane powyżej koszty wywołane są właśnie rozpadem relacji ukraińsko-rosyjskich i najcięższym kryzysem na linii Moskwa-Kijów w historii. Podpisanie DCFTA z UE odkładane jest na bliżej nieokreśloną perspektywę, bowiem wydatki związane z koniecznością dostosowania do norm i regulacji unijnych jeszcze bardziej pogrążyłyby znajdującą się już teraz na granicy w bankructwa gospodarkę ukraińską.

Sądząc po powyższych danych, można założyć, że w kolejnych miesiącach:

1) ukraińskie władze, podobnie jak Komisja Europejska, raczej unikać będą powrotu do rozmów na temat pakietu gospodarczego stowarzyszenia Kijowa z Unią;

2) część reform z pakietu terapii szokowej uderzy przede wszystkim w najmniej chronione grupy ludności, co doprowadzić może do dalszego wzrostu radykalizmu, w tym proweniencji nacjonalistycznej, co w efekcie doprowadzić może do powtórzenia się scenariusza kolejnych „majdanów” i obalenia w drodze siłowej funkcjonujących obecnie władz;

3) budowa Gazociągu Południowego (South Stream) w 2015 roku pozbawi Kijów jedynego dostępnego jeszcze obecnie środka nacisku na Moskwę, i jednocześnie uszczupli budżet ukraiński o dochody z tranzytu rosyjskiego gazu;

4) geoekonomicznie Ukraina zaliczana będzie do państw upadłych, co spowoduje rosnącą falę emigracji zarobkowej z kraju i wygaszenie całych sektorów ukraińskiego przemysłu, które czeka los wielu branż przemysłu polskiego z lat 90., przy czym bez perspektywy wejścia do UE;

5) Ukraina stanie się obszarem peryferyjnym w ramach systemu światowego, opartego o konsensus waszyngtoński.

Czytany 3831 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 30 październik 2014 00:04