×

Ostrzeżenie

JUser::_load: Nie można załadować danych użytkownika o ID: 396

piątek, 12 marzec 2010 09:06

Marcin Domagała: Ukraina 2010: 'demokracja' oligarchiczna

Oceń ten artykuł
(3 głosów)

alt Marcin Domagała

Zapaść Ukrainy wynika z bardzo poważnych problemów natury politycznej i ekonomicznej. Stopień penetracji państwa przez różne patologie, istniejące w niemalże każdym wymiarze funkcjonalnym, jest niestety rzadko włączany do oceny całościowej systemu politycznego i geopolitycznej pozycji tego jednego z największych sąsiadów Polski.

7 lutego 2010 roku odbyła się druga tura wyborów prezydenckich na Ukrainie. Wiktor Janukowycz - niegdysiejszy wielki przegrany pomarańczowej rewolucji z przełomu lat 2004/2005 - tym razem tryumfował nad, wywodzącą się pomarańczowych okopów, rywalką - obecną premier Julią Tymoszenko. Walka wyborcza była zacięta, a niewielka różnica głosów zwycięskich (niecałe 900 tys.) unaoczniła głęboki podział Ukrainy na dwie części[1].

Wspomniany podział kraju na część wschodnią i zachodnią należy rozumieć nie tylko w sensie geograficznym, ale przede wszystkim, jako przepołowienie społeczno-polityczne, charakteryzujące się głęboko ugruntowanymi korzeniami mentalnymi, kulturowymi, a nawet językowymi. W tym kontekście można powiedzieć, w dużym oczywiście uproszczeniu, że obecna Ukraina, to w zasadzie dwa terytoria złączone wspólną linią graniczną, z historycznego punktu widzenia po raz pierwszy egzystujące w ramach jednego, samodzielnego organizmu państwowego. Co ważne, podział ten istniał praktycznie od ustanowienia państwa ukraińskiego we współczesnym kształcie, czyli od 1 grudnia 1991 r. Nie udało się go choćby w części zasypać administracji prezydenckiej Wiktora Juszczenki. Wręcz przeciwnie - został on radykalnie pogłębiony[2].

Niespójność Ukrainy wynika także z bardzo poważnych problemów natury politycznej i ekonomicznej. Stopień penetracji państwa przez różne patologie, istniejące w niemalże każdym wymiarze funkcjonalnym, jest niestety rzadko włączany do oceny całościowej systemu politycznego tego jednego z największych sąsiadów Polski. W dodatku rachunek porównujący sumę populacji Ukrainy z analogiczną sumą ludności z pozostałych trzech krajów, pokazuje, że trzy wspomniane państwa nie zliczają się nawet w połowie ukraińskiego wyniku[3]. W dodatku Ukraina posiada w całości największe terytorium państwowe w Europie, będąc w dodatku położona u wrót Unii Europejskiej[4]. W tym miejscu warto przytoczyć kilka wskaźników, mogących pomóc w zdefiniowaniu problemów, a tym samym ocenie przyszłości politycznej i geopolitycznej Ukrainy.

Amerykańska organizacja pozarządowa Fund for Peace publikuje corocznie raport dotyczący państw upadłych (Failed States). Ten kontrowersyjny i szeroko krytykowany ranking pokazuje jednak ważną tendencję w wybranych wskaźnikach, uświadamiającą wielkość i powagę ukraińskich problemów. Zgodnie z nim, Ukraina znalazła się na 110 miejscu, na 178 uwzględnionych państw, którym zagraża upadek (1 miejsce zajmuje Somalia, zaś krajem najmniej zagrożonym upadkiem jest Norwegia). Z klasyfikowanych państw europejskich wyżej znajdują się tylko Serbia (miejsce 78), Białoruś (miejsce 66) i Mołdawia (miejsce 54).

Warto w tym miejscu przyjrzeć się poszczególnym indykatorom, które bardziej obrazowo pomogą nam wskazać powagę sytuacji. Wskaźnik Factionalized Elites (Warcholstwo elit) pozycjonuje Ukrainę na poziomie nieco wyższym niż Korea Północna, czy też Erytrea. Nie mniej wysoki jest wskaźnik Delegitimization of the State (Delegitymizacja państwa wśród obywateli), który jest porównywalny z poziomem Ruandy lub Pakistanu. Wskaźnik Human Flight (Emigracja obywateli z państwa) utrzymuje się na równie wysokim poziomie i jest porównywalny z Afganistanem. To tylko trzy z 12 wskaźników, które również nie wyglądają obiecująco. Poziomu najbardziej optymistycznie wyglądającego z nich -Security Apparatus (Wpływ służ specjalnych) - nie należy jednak rozumieć, jako autentycznie niewielkiego oddziaływania tych instytucji na życie społeczne. Niski wynik wypadałoby odczytywać, jako rezultat ogólnego stanu rozkładu i niewydolności samych struktur państwowych. Dla porównania w Polsce, w której działalność służb specjalnych jest poddana ścisłej kontroli demokratycznej, a mimo to, w odczuciu społecznym, jest postrzegana i oceniana wysoko, poziom tego wskaźnika jest o ponad punkt niższy. Na mapce jakości państw alarmowe położenie Ukrainy zaznaczone jest na pomarańczowo. Złośliwie można byłoby stwierdzić, że właśnie do utrwalenia takiego stanu przyczynili się ludzie firmujący swoją przynależność polityczną tym kolorem.

Innym miernikiem wartym przytoczenia, który bezpośrednio przekłada się na inną ciekawą daną jaką jest wskaźnik subiektywnej oceny dobrobytu (Subjective Well-being Subscores - SWB).  Bywa on stosowany w ekonomii rzadko, ale w ciekawy sposób obrazuje stan akceptacji obywateli dla obranego poziomu rozwoju danego kraju. W tym wypadku, na 181 badanych państw Ukraina zajmuje miejsce 177. Gorzej, według ocen społecznych obywateli poszczególnych państw, jest już tylko w Mołdawii, Republice Kongo, Zimbabwe i Burundi.[5]

Innym ważnym kryterium, publikowanym w raporcie kolejnej organizacji - Transparency International - jest poczucie korupcji w społeczeństwie. Według obywateli ukraińskich najbardziej skorumpowani są funkcjonariusze publiczni, którzy zostali uplasowani, jako jeden z sześciu sektorów najbardziej dotkniętych tym zjawiskiem. Zdaniem respondentów kolejnymi, najbardziej skorumpowanymi instytucjami jest parlament i sądownictwo[6]. Z ostrożnych szacunków, opartych na wielu rozmowach przeprowadzonych przez autora oraz członków stowarzyszenia Europejskie Centrum Analiz Geopolitycznych, z przedstawicielami szczebla administracji rządowej i terenowej, wynika, że ponad 80% ustaw parlamentarnych, a nawet dekretów prezydenckich, jest podpieranych mechanizmem korupcji. Rozpatrzenie pod tym kątem różnych decyzji politycznych, podejmowanych przez administrację ukraińską, nabiera zupełnie innego wymiaru politycznego, zwłaszcza, że nielegalne i półlegalne środki płyną nie tylko od oligarchów pochodzenia ukraińskiego, ale także zagranicznych ośrodków wpływu, począwszy od Federacji Rosyjskiej, a skończywszy na Stanach Zjednoczonych.

Zgodnie ze wspomnianym wyżej raportem, 21% respondentów przyznało się do wręczenia łapówki w ciągu ostatnich 12 miesięcy. Jednocześnie aż 73% społeczeństwa ukraińskiego ocenia walkę z korupcją za nieskuteczną. Nic zatem dziwnego, że ogólnie, w indeksie percepcji korupcji 2009 (CPI) Transparency International, Ukraina zajmuje 146 miejsce na 180 badanych państw (najmniej skorumpowana Nowa Zelandia, najbardziej Somalia), tym samym zajmując pierwsze miejsce pośród państw europejskich[7].


Zaskakująco dobrze w tym kontekście wypadają media, co jednak w dużej mierze, według rozmów, komentarzy i obserwacji poczynionych przez autora, jest bardzo złudnym uczuciem. Jeden z rozmówców autora, proszący o zachowanie anonimowości, będący doktorantem na Uniwersytecie Lwowskim, podczas ostatniej obserwacji wyborów prezydenckich na Ukrainie, w dyskusji na temat kształtu ukraińskich mediów, zapytany ile przeciętnie zarabiają dziennikarze, odpowiedział, że ...płaca podstawowa jest bardzo niska. Natomiast żurnaliści otrzymują całkiem spore pieniądze „pod stołem" za napisanie pozytywnego artykułu na dany temat. Tego rodzaju proceder zyskał nawet swoją nazwę własną - „dżinsa"[8].

W wymiarze finansowym opisywany proces został potwierdzony wyjątkowym w ukraińskich realiach wpisem znanego ukraińskiego polityka, byłego ministra obrony w gabinetach Julii Tymoszenko, Jurija Jechanurowa i Wiktora Janukowycza - Anatolija Hrycenki. Pokazał on na przykładach, jak wygląda w praktyce ukraińska wolność słowa. Na swoim blogu ujawnił cennik, jaki funkcjonuje w redakcjach prasowych. Przykładowo w znanej ukraińskiej stacji radiowej Era-FM pakiet 10 audycji, do których zaproszony może zostać dany polityk, kosztuje 12 tys. USD. 5 tys. USD trzeba zapłacić za duży materiał na swój temat w dzienniku Komsomolska Prawda w Ukrainie. Według Hrycenki, niewymieniona z nazwy poważna agencja informacyjna", za 10 wiadomości w swym serwisie wycenia na 1,5 tys. USD. Publikacja internetowa jest nieco tańsza. Przykuwający uwagę dowcipnymi tytułami tekst, o pozytywnym wydźwięku, to koszt 2 tys. USD, a krótki news zostanie opublikowany za 250 USD[9]. Co więcej system korupcyjny celowo podtrzymywany jest przez oligarchów, w których rękach w zdecydowanej większości media się znajdują[10]. Ukraińskie społeczeństwo nie otrzymuje z telewizji czy gazet obrazu rzeczywistości: dostaje informacje, za które zapłacono. O tym, co pokazywać i co mówić, decydują przeważnie politycy i ich pieniądze - mówiła dyrektor kijowskiego Instytutu Informacji Masowej Wiktoria Sjumar na specjalnym seminarium poświęconym korupcji w mediach, które odbyło się w Kijowie w listopadzie 2007 r. Potwierdzał tę sytuację inny dziennikarz, który stwierdził, że w niektórych mediach nie są publikowane inne informacje  poza kupionymi[11].

Odpowiedzialni za ten stan są właściciele mediów, czyli oligarchowie, którzy pełnią rolę faktycznych cenzorów. Za pomocą odpowiedniego finansowania nakreślają pożądane dla siebie ramy przepływu i dostępu do informacji. Samo środowisko dziennikarskie również nie specjalnie jest zainteresowane walką z tym zjawiskiem, z uwagi na jego intratność i źródło nieopodatkowanych przychodów. Kiedy w 2007 r. dziennikarz Kanału 5 Igor Sobolew rozpoczynał akcję przeciw „dżinsie", pod hasłem „Nie sprzedajemy się", stwierdził, że jeśli projekt poprze 5 tys. dziennikarzy, to środowisko zacznie liczyć się z tym głosem[12]. Według dziennikarza Gazety Wyborczej Marcina Wojciechowskiego do tej pory (czyli po ponad dwóch latach) akcję poparło blisko 1,5 tys. dziennikarzy[13]. To skromna liczba. Ilu z sygnatariuszy podpisało się pod akcją, by zasłonić swoje korupcyjne działania, a tym samym podbić własną cenę, jako wiarygodnego dziennikarza?

Fakt pozostaje faktem, że obecnie na Ukrainie działa kilkanaście ukraińskojęzycznych i rosyjskojęzycznych stacji telewizyjnych. Jeszcze więcej stacji radiowych. Publikowane są liczne dzienniki i tygodniki o różnych politycznych orientacjach. Skala poruszanych w nich tematów jest ogromna, co nie oznacza, że wszystkie te media nie są w pewien sposób moderowane przez swoich właścicieli w pożądanym i partykularnym kierunku. Niejednokrotnie bywa tak, że niektóre media tworzą na zamówienie pewne wydarzenia, zaś inne zaprzeczają ich istnieniu. Niezbyt sprawnie działał mechanizm weryfikacji informacji. Powoduje to natłok częstokroć sprzecznych ze sobą doniesień w danej kwestii, których jakość również pozostawia wiele do życzenia. Ta sytuacja bywa odczytywana, jako najlepszy i widoczny przykład anomii środowiska dziennikarskiego. W kontekście opisanym powyżej wolność słowa jest zatem dość problematyczna.

Podobnie wygląda sprawa z procesem wyborczym. Na Ukrainie panuje powszechna opinia, że głosy się kupuje. To zwykły towar, który bywa oferowany wprost na ulicy, o czym przekonali się obserwatorzy ECAG. W tym wypadku cena za kilkanaście głosów wynosiła ok. 300 hrywien (niecałe 40 USD)[14]. Nieodpowiedni wynik wyborczy również nie stanowi problemu. Za 200 do 500 USD miesięcznie można mieć na Ukrainie swojego radnego. Kilka tysięcy dolarów miesięcznej pensji kosztuje parlamentarzysta[15]. Ile kosztuje minister, nie mówiąc już o premierze? W pewnym sensie można powiedzieć, że finansowy mentor Wiktora Janukowycza Rinat Achmetow kupił sobie posadę prezydencką. Szacunkowy koszt kampanii kandydata Partii Regionów mógł wynieść około 200 mln USD[16]. Współpracujący z ECAG były wiceprezes Polskiego Stowarzyszenia Public Relations, Sławomir Pawlak stwierdził m.in., że pod tym względem Ukraina jest idealnym miejscem dla działalności PR: Wystarczy mieć trochę pieniędzy, by mieć zapewnioną publikację niemalże każdej informacji i to bez zaznaczania ram reklamowych, jak to ma miejsce np. w polskich mediach. Ta prawidłowość dotyczy zarówno biznesu, jak i polityki[17].

Korupcja nie dotyczy zresztą tylko mediów. Nic tu nie działa tak dobrze jak korupcja. Jest niemal jawna, bezwstydna i nachalna - pisała niedawno w tygodniku Polityka Jagienka Wilczak[18]. Łapówki wręcza tam się na każdym kroku - od przyjęcia dziecka do przedszkola, po budowę stadionu na EURO 2012. Czasami po prostu opłaca się ją wręczyć, a jej wysokość za niewystawienie mandatu za nieprawidłową jazdę kosztuje tyle, co postój na poboczu. Inaczej niefrasobliwego pasażera czekają dużo poważniejsze nieprzyjemności[19]. Jest to niestety smutna prawda. Łapówkarstwo zaczyna się już na granicy. Najgorzej mają osoby pierwszy raz przekraczające polsko-ukraińską przejście drogowe. Nagle okazuje się, że uznawane na całym świecie ubezpieczenia podróżne znanych zagranicznych towarzystw ubezpieczeniowych nie są honorowane, a samochody zwykle mają jakieś braki w dokumentacji. Odpowiedniej wysokości „mandat" natychmiast jednak porządkuje papiery, o czym autor wielokrotnie przekonał się na własnym portfelu.

Nie lepiej wyglądają sprawy gospodarcze. Według różnych opinii ryzyko inwestycyjne na Ukrainie jest wyjątkowo duże. Na wyroki sądów w sprawach gospodarczych nie dość, że trzeba czekać latami, to stale balansują one wręcz na granicy absurdu i braku poszanowania dla „obowiązujących" przepisów. W dodatku państwo przez palce patrzy na zjawisko tzw. rejderstwa, czyli próby nielegalnego przejmowania firm. Ta sytuacja dotknęła wiele polskich przedsiębiorstw, z których najsłynniejszymi były przypadki firmy Bioton, Organika, a nawet PKO BP. Nie lepiej została potraktowana spółka Dewon, założona przez PGNiG, we współpracy z największą ukraińską firmą sektora paliwowo-energetycznego Nafthaz Ukrainy. W tym ostatnim przypadku rękę przyłożył osobiście sam ukraiński minister środowiska[20]. Oczywiście ta nieprawidłowość dotyczy wszystkich firm działających na terenie kraju.


Na patologiczne zjawiska państwowe w 2009 r. nałożył się kryzys ekonomiczny. Gospodarka Ukrainy nagle skurczyła się aż o ponad 20%. Jej załamanie wyraźnie odbiło się m.in. na wymianie handlowej z Polską, która dotychczas zajmowała chlubne miejsce trzeciego eksportera towarów do tego kraju. Niestety w pierwszej połowie 2009 r. polski eksport na Ukrainę spadł o blisko 55%. Dewaluacja ukraińskiej waluty hrywny wyniosła 40%, czego efektem, w ciągu półrocza stało się załamanie wśród firm produkujących na rynek wewnętrzny, które nagle nie były w stanie uregulować swoich zobowiązań. W dodatku spanikowany Narodowy Bank Ukrainy wprowadził moratorium na masowe zrywanie przez obywateli lokat przed terminem. Tym samym, zrozpaczonym ludziom, ratującym swój majątek przed upadkiem, a także gwałtownie wyciągającym oszczędności by móc przeżyć do przysłowiowego „pierwszego", wbito nóż w plecy. Jednocześnie podważono zaufanie do krwioobiegu państwa. Chaos i spadek zaufania do ukraińskiej gospodarki ze strony jakichkolwiek już inwestorów pogłębiła decyzja o zaprzestaniu publikowania statystyk. W strzępach znalazł się system wypłaty emerytur, który tylko w ostatnim kwartale 2009 r. musiał zostać dofinansowany olbrzymią, w realiach ukraińskiego budżetu, kwotą ok. 1,6 mld USD (sic!). Nie lepiej wyglądała sytuacja samego systemu finansowego prowadzonego przez prywatne banki. Jak oceniają eksperci, jego zadłużenie, niewystarczająco kontrolowane przez narodowy bank centralny, może wkrótce stać się zadłużeniem budżetu państwa, będącego jego gwarantem[21]. Jak ostatnio podało Ministerstwo Finansów Ukrainy, w ciągu 2009 roku wysokość bezpośredniego zadłużenia państwa oraz długu gwarantowanego zwiększyła się o 112 mld hrywien, czyli prawie 60% - do 301,43 mld hrywien (37,749 mld USD). Spadek PKB wyniósł co najmniej 20%, spadek produkcji przemysłowej - 22%. Bezprecedensowo wzrósł dług publiczny. Jeżeli w roku 2007 wynosił on tylko 71 mld hrywien (niecałe 9 mld USD), to w 2009 gwałtownie podskoczył do poziomu 285 mld hrywien (blisko 36 mld USD), czyli o ponad 400% [22].

Wraz z ostatecznym objęciem steru rządów po Leonidzie Kuczmie w 2005 r., nowy prezydent Wiktor Juszczenko zyskał potężny kapitał startowy w postaci olbrzymiego kredytu zaufania zarówno ukraińskiego społeczeństwa, jak i mniej lub bardziej zaangażowanych w „Pomarańczową rewolucję" krajów zachodnich. Wielu przeciętnych mieszkańców Ukrainy naprawdę uwierzyło, że ich kraj zmierza ku lepszej przyszłości. Zwłaszcza, że ukraińska gospodarka już wówczas nie wyglądała najlepiej. Zresztą całe państwo przedstawiało obraz nędzy i rozpaczy. Niestety praktyka pokazała, że wola zmian pośród elit politycznych miała tylko formę werbalną. Okazało się, że nowy prezydent nie miał nie tylko wystarczającego poparcia w Radzie Werchownej, by móc przeprowadzić najpilniejsze reformy, ale także żadnego pomysłu na stworzenie jakiejkolwiek trwałej wizji rozwoju. W dodatku osiem miesięcy po wyborze rozpoczęła się, znana z również z polskiej historii, tzw. „wojna na górze". Cała energia została przeznaczona na walkę wewnętrzną, której efektem, po dwóch latach rządów, było paradoksalnie zawarcie przez urzędującego prezydenta sojuszu ze swoim dotychczasowym politycznym wrogiem Wiktorem Janukowyczem, przeciwko swojej dotychczas wiernej sojuszniczce Julii Tymoszenko. W dodatku nie dość, że prezydent nie rozpoczął reform wewnętrznych, to zaczął postępować tak, jak jego poprzednicy. Nepotyzm powrócił na salony, dumnie niosąc tym razem pomarańczowy sztandar[23]. Dla wielu kwintesencją ukraińskiego stylu rządzenia stała się osoba niezrównoważonego mera Kijowa Leonida Czernoweckiego ps. Lonia „Kosmos", o którego wyczynach krążyły liczne, groteskowe i niestety prawdziwe anegdoty[24].

Kłopoty ekonomiczne i polityczne to nie wszystko. Powszechnie uważa się, że Ukraina, w porównaniu chociażby do Rosji, jest demokratycznym państwem. Tymczasem podejmowane decyzje polityczne bynajmniej nie posiadają demokratycznej legitymizacji społecznej. Wręcz przeciwnie. Ukraina rządzona jest faktycznie przez grono konkurujących (wojujących) ze sobą oligarchów. To właśnie w ich rękach zbiegają się wszystkie kluczowe nici gospodarki i polityki, zaś w tym kontekście demokracja, mimo całkiem przyzwoitego funkcjonowania demokratycznych procedur wyborczych, o czym autor obserwując wybory osobiście się przekonał, jest tylko fasadowa.

Dr Andrzej Szeptycki z Instytutu Stosunków Międzynarodowych Uniwersytetu Warszawskiego definiuje współczesnego oligarchę, jako, bogatego przedsiębiorcę, dysponującego majątkiem rzędu kilkuset milionów albo wręcz kilku miliardów dolarów, którego majątek został zdobyty w niezbyt przejrzysty sposób z reguły przy okazji przemian ustrojowych i wynikłego z tego tytułu osłabienia państwa. Od wielkich przedsiębiorców działających w rozwiniętych państwach Zachodu oligarchów różnią trzy czynniki: a) jawne, bezpośrednie zaangażowanie w życie polityczne, jako warunek prowadzenia skutecznej działalności biznesowej, b) wpływ na życie ekonomiczne państwa, wynikający z reguły z istnienia jednego lub kilku dominujących sektorów w gospodarce danego kraju, c) częste naginanie i łamanie prawa lub pośrednie kształtowanie go zgodnie z własnymi interesami[25].

Obecnie pierwszym z nich, z racji swoich wpływów, jest, wyżej już wspomniany, wywodzący się z tzw. klanu donieckiego, Rinat Achmetow - zausznik i sponsor Partii Regionów i jej lidera - obecnego prezydenta-elekta Wiktora Janukowycza. Z racji swojej pozycji, po ostatniej wygranej można z dużą dozą prawidłowości powiedzieć, że to on został faktycznym prezydentem Ukrainy.

Kolejnym jest Wiktor Pinczuk, bajecznie bogaty zięć byłego prezydenta Leonida Kuczmy, znany szerszej polskiej opinii publicznej, jako niegdysiejszy główny sponsor Fundacji Aleksandra Kwaśniewskiego Amicus Europae[26]. Wymienia się także Hrihorija Surkisa - przy okazji szefa ukraińskiego związku piłki nożnej. Jego doskonałym kolegą po fachu i biznesie jest niejaki Wiktor Medwedczuk. Na czele Przemysłowego Związku Donbasu stoją Witalij Hajduk i Serhij Taruta. Grupa finansowa pod ich przewodnictwem kupiła w Polsce Hutę Częstochowa, a także weszła w posiadanie udziałów w Stoczni Gdańskiej. Nie wolno zapominać, że do grona oligarchów należałoby również zaliczyć przegraną do ostatniego wyścigu do ukraińskiego tronu, Julię Tymoszenko, która należy do grona najbogatszych ludzi w kraju[27] i z pewnością dzierży koronę jednej z najbogatszych kobiet-polityków - przynajmniej na terenie Europy.


Wymienione osoby znajdują się oczywiście na samym szczycie, dzierżąc w swych rękach garść klienteli, ulokowaną często w najważniejszych strukturach państwa[28]. Bez ich przyzwolenia nie da się niczego wykonać. To oni są samodzierżcami Ukrainy i to oni, a nie rzekomo demokratycznie wybrani przedstawiciele społeczeństwa, stoją za kluczowymi decyzjami. Wszyscy - od urzędników na szczeblach gmin, po urząd prezydencki podlegają ich woli - za pomocą systemu korupcyjnego i mniej lub bardziej delikatnych nacisków. Stworzony przez nich system zależności objął swoim zasięgiem nie tylko Leonida Kuczmę, ale także Wiktora Juszczenkę i oraz obecnego prezydenta Wiktora Janukowycza. Tym samym ukraiński chaos polityczny należałoby rozpatrywać w kategoriach rozgrywki między oligarchami, którzy potrafią obstawiać wielu kandydatów na raz[29]. Stąd także teza, iż cała tzw. ukraińska demokracja, jest systemem fasadowym, za którego kurtyną sprawnie funkcjonuje oligarchiczny oligopol, powoli zyskujący rangę trwałej i realnej władzy[30]. Można pokusić się wręcz o stwierdzenie, że działa tutaj w pełni funkcjonalny, weberowski typ idealny, ukutego przez Roberta Michelsa, tzw. żelaznego prawa oligarchii. W dodatku, jeśli potraktujemy społeczeństwo ukraińskie całościowo, jako zorganizowaną strukturę społeczną, należy zauważyć, że oligarchiczne elity nie powstały na drodze długotrwałej ewolucji społecznej, której bazą był pierwotny egalitaryzm, jak to miało miejsce np. w społeczeństwach europejskich, czy amerykańskim. Wręcz przeciwnie - zostały temu społeczeństwu „oktojrowane", na drodze gwałtownej transformacji systemowej po rozwiązaniu ZSRR. W dodatku znacząca część pierwotnych elit, korzeniami wywodząca się jeszcze z czasów radzieckich, została zawłaszczona przez najbardziej brutalne grupy interesu, nie rzadko o korzeniach kryminalnych.

Z socjologicznego punktu widzenia, kompilacja wszystkich wymienionych wyżej elementów de facto również stawia pod znakiem zapytania przyszłość budowy efektywnego systemu demokratycznego na Ukrainie, według wzorca sprawdzonego w krajach zachodnich. Ta sama prawidłowość dotyczy również całego, dotychczasowego tzw. dorobku demokratycznego w tym państwie. Co więcej, kłopoty natury ekonomicznej w postaci ubóstwa, a także braku jakichkolwiek perspektyw na realną zmianę, określają społeczeństwo ukraińskie, jako mutację tak doskonale znanego modelu zbiorowiska bezideowych jednostek zewnątrzsterownych, postępujących według założeń definicji Davida Riesmana[31]. Tego rodzaju podejście niejako potwierdził w wywiadzie dla tygodnika Newsweek były doradca prezydenta Leonida Kuczmy, a obecnie prezydent Ukraińskiego Centrum Globalnych i Narodowych Strategii Wasilij Baziw: Oligarchia to nasz pierwotny ustrój polityczny. Mieliśmy szansę na demokrację, ale najwyraźniej ten eksperyment się nie udał. Szczęście w nieszczęściu, że większość oligarchów to mądrzy i patriotycznie nastawieni ludzie[32]. Zniechęcenie do polityki i obojętność, nawet wśród samych działaczy partyjnych niższego szczebla, była także dobrze widoczna podczas ostatnich wyborów.

Po fiasku realizacji haseł „Pomarańczowej rewolucji" wydaje się, że ludzie zobojętnieli efektywnie na otaczającą ich rzeczywistość polityczną. W szerokiej skali daremne wysiłkiem mogą okazać się różne programy budzenia świadomości obywatelskiej, prowadzone i finansowane m.in. przez Unię Europejską, czy Stany Zjednoczone. Przyczyniają się one tylko to pewnego spełnienia niewielkiego zapotrzebowania społecznego, które w efekcie tworzy surogat społeczeństwa obywatelskiego. Niestety w skali makro, a nawet mikro, nie jest w stanie wpłynąć efektywnie na korektę obecnego systemu. Poważniejsze decyzje są bowiem zarezerwowane dla zamkniętej elity, do której nie jest dopuszczany nikt, kto nie dysponuje wystarczającą zasobami środków finansowych lub w najlepszym wypadku pomysłem na uczynienie tych elit jeszcze bardziej zamożnymi i wpływowymi.

Wybory, mimo, że przeprowadzane zgodnie z procedurami demokratycznymi, stały się na Ukrainie pewnego rodzaju plebiscytowym igrzyskiem, fasadą, której olbrzymia część społeczeństwa, także obserwatorów z zewnątrz nazywa mylnie demokracją opartą na swobodnym wyborze. Jest to jedna ułuda stanowiąca pewną formę zbiorowej rozrywki, w której obiecywany efekt oczekiwanych zmian niestety mało kto realnie wierzy. Za nas już wybrali - dawało się słyszeć często przed wyborami bezsilne głosy[33]. Niestety nie były to opinie odosobnione. Nadzieję daje fakt, że jest to sytuacja w dużej mierze wymuszona, jednakże szanse na jej zmianę w wymiarze systemowo-politycznym są nikłe w ciągu najbliższych przynajmniej kilkunastu, jeśli nie kilkudziesięciu, lat. Logikę takich wyborów wyśmienicie wyłożył jeden z ukraińskich wyborców, w rozmowie z dziennikarzem tygodnika Newsweek, wprost stwierdzając: Ukraińcy cieszą się, że mają wybór. Rzucili się do urn wyborczych, jak kiedyś do sklepów, gdy po latach komunizmu wreszcie pojawiły się kolorowe towary. I nic, że to była straszna tandeta, każdy kupował ile mógł udźwignąć[34].

W komentarzu zamieszczonym w „Naszym Dzienniku" Józef Szaniawski stwierdził, że Wybory prezydenckie na Ukrainie wygrała Rosja. W podobny tonie komentował zwycięstwo Wiktora Janukowycza Tomasz Sakiewicz z Gazety Polskiej. Z polityków, do podobnych wniosków doszedł deputowany do Parlamentu Europejskiego z ramienia partii Prawo i Sprawiedliwość Paweł Kowal, a także ustępujący prezydent Wiktor Juszczenko[35]. Są to jednak głosy emocjonalne i dość odosobnione. Pozornie mogłyby się wydawać rzeczywistością, ale nie można zapominać o kontekście sytuacji wewnętrznej Ukrainy. Ukraińskim oligarchom wcale nie marzy się zależność od Rosji. Nie ma żadnych na to realnych dowodów ani przesłanek[36], zwłaszcza jeśli weźmie się pod uwagę, że linia biznesowa oligarchów nie raz stoi w opozycji do polityki Kremla. Jako twardzi i zaprawieni w bojach biznesmeni wolą pozostać niezależnymi. Dobrze też zapewne pamiętają historię Kozaków, których Bohdan Chmielnicki oddał pod carskie władanie na mocy ugody perejesławskiej w 1654 r. Ta pamięć nie oznacza oczywiście zerwania silnych związków ekonomicznych z Rosją, z którą Ukraina ma najsilniejsze powiązania gospodarcze. Jednakże jednoczesny zwrot ku Unii Europejskiej wydaje się symptomatyczny.


Wiktor Janukowycz jest oceniany jako pragmatyk. Takim samym pragmatykiem jest jego mentor Rinat Achmetow. Ten tandem nie będzie zatem kierował się żadną ideologią, lecz twardymi realiami biznesowymi. Tym samym można się spodziewać bezzideowego realpolitik, jednakże wdrażanego tylko po drodze z interesem Ukrainy, jako państwa, a nie z nim utożsamianego. Chyba, że „klan doniecki", uzyskany status dominujący, utożsami bezpośrednio z interesem Ukrainy, według powiedzenia Ludwika XIV Króla Słońce „Państwo to ja". Tym bardziej można będzie wówczas zapomnieć o demokracji. Warto jednak przy tym zauważyć, że Wiktor Janukowycz nie jest osobowością autorytarną, która mogłaby być ukraińskim Łukaszenką czy Putinem, jak stwierdził w wywiadzie dla Dziennika były prezydent Aleksander Kwaśniewski[37]. Jest w tym dużo prawdy. Jak wykazaliśmy powyżej, Wiktor Janukowycz nie będzie również także budował twardych struktur autorytarnych, tak samo jak efektywnych struktur demokratycznych, mimo wielu werbalnych zapewnień. Demokracja, ze swoją przejrzystością, nie leży wcale w interesie jego oligarchicznego mentora, zaś dyktatorska forma rządów mogłaby go pozbawić płynących z Zachodu potencjalnych profitów. Można się zatem spodziewać systemu pośredniego, noszącego pewne cechy demokratyczne, ale także kilka cech autorytarnych, którego wspólnym mianownikiem będzie układ finansowy. W praktyce państwa tylko to, co będzie sprzyjało powiększaniu zysków tego układu, będzie znajdowało realne zastosowanie.

Rozpatrując hipotetyczną sytuację - wprowadzenie w pełni rozumianych mechanizmów demokratycznych na Ukrainie, w zachodnim rozumieniu tego terminu, musiało by zostać poprzedzone rozwiązaniami autorytarnymi wzorem Rosji, w celu oczyszczenia przedpola do sukcesywnego zaszczepiania nowego ustroju. W ukraińskim wypadku takie posunięcie oznaczałoby przede wszystkim rozprawę z biznesowymi konkurentami do władzy. Taki scenariusz bardzo łatwo wymknąłby się spod jakiejkolwiek kontroli. Byłoby to także równoznaczne z ciężką batalią polityczną, a nawet rozwiązaniami siłowymi, a tym samym reperkusjami międzynarodowymi, z realną szkodą dla samych oligarchów. Dla przykładu odwołajmy się tutaj do Rosji, która jako mocarstwo światowe, dążąc do odzyskania kontroli nad strategicznymi sektorami, za rządów prezydenta Władimira Putina, była niejako zmuszona do brutalnych zagrań. Jednakże, jako ośrodek siły, w wymiarze globalnym, była zdolna znieść bez większych problemów światową krytykę. Niestety, albo na szczęście Ukrainy nie stać na takie posunięcie. Po pierwsze jest zbyt słabym państwem. Po drugie, prezydent-elekt i jego cień będą dążyli przede wszystkim do uspokojenia i stabilizacji sytuacji wewnętrznej i zewnętrznej. W wydaniu ukraińskim może to oznaczać budowę skutecznych i efektywnych struktur państwowych, ale - jak to pokazaliśmy w poprzednim akapicie - nie koniecznie w wymiarze demokratycznym. Stara zasada wielkiej finansjery brzmi: duże pieniądze lubią spokój, a wielkie - ciszę. Stąd też, dzięki planowanym reformom, w długofalowym efekcie, można spodziewać się ograniczenia pewnych zjawisk korupcyjnych, ale w wymiarze mikro, na szczeblu niskiej i średniej administracji. Wielki biznes, nadal zasłonięty ciężką kotarą, będzie rządził się swoimi prawami. Tego właśnie można spodziewać się po tej kadencji.

Nie wolno zapominać także o równie destabilizacyjnej groźbie wprowadzania pełnych zasad systemu demokratycznego, jakim jest realny wpływ obcych ośrodków siły na sytuację w danym kraju. Z tego rodzaju działalnością mieliśmy do czynienia, a zapewne nadal mamy, w wypadku naszego kraju, gdzie przykładowo obsady stanowisk państwowych za czasów rządu Jerzego Buzka były konsultowane (wskazywane?) ze stroną amerykańską. Podobnie było zresztą na Ukrainie[38] za rządów Wiktora Juszczenki. W wypadku ukraińskim pragmatyka oligarchiczna będzie zezwalała na taką penetrację ze strony wspomnianych ośrodków zarówno zachodnich, jak i wschodnich, dopóki będzie leżało to w jej istotnym interesie. Mając na uwadze zmianę na stanowisku szefa Służby Bezpieczeństwa Ukrainy proces ten już się zaczął[39]. Ten stan rzeczy będzie oczywiście sprzężony z analogicznymi działaniami ze strony Rosji, której wpływy mogą się dla zyskania balansu siły zwiększyć. Nie osiągnie ona jednak wpływu radykalnego, w sposób w jaki kreślą to niektórzy komentatorzy[40]. W ogólnym rozrachunku zezwolenie na działalność obcych ośrodków wpływu w może w efekcie przynieść efekt znoszący i stać się elementem wewnętrznej rozgrywki. Ich zaś realny wpływ może być moderowany wyłącznie oligarchicznym rachunkiem finansowym strat i zysków.

Nie wolno także zapominać o wciąż istniejącej opozycji oligarchiczno-politycznej w postaci Julii Tymoszenko wciąż cieszącej się poparciem części oligarchów, liczących na szybszą integrację z Zachodem. Zdołali oni przekonać (nie rzadko też zmanipulować i przekupić) ponad 40% wyborców. To właśnie oni będą stanowili jedno z poważniejszych wyzwań dla nowej administracji, nawet jeśli czasowo ich realny wpływ uda się ograniczyć. To ich będzie musiał przekonać Wiktor Janukowycz o swoim prozachodnim podejściu, ale także umiejętnie wytłumaczyć, że integracja ze strukturami europejskimi nie odbywa się za darmo. Oznacza bowiem wpuszczenie konkurencyjnych koncernów zachodnich, których działalność wprost narazi wszystkie struktury oligarchiczne na potencjalne ograniczenie zysków (przynajmniej chwilowe). To właśnie ten argument może być czynnikiem hamującym w zbliżeniu politycznym ze strukturami unijnymi.

W rozumieniu geopolitycznym zwycięstwo Wiktora Janukowycza nie koniecznie należy zatem uważać za całkowitą klęskę dla Ukrainy. To państwo pełni rolę kraju pomostowego między dwoma potężnymi ośrodkami siły: Unią Europejską i Federacją Rosyjską. Podkreślił to nawet sam prezydent elekt, stwierdzając, że Ukraina powinna wykorzystać swoje geopolityczne zalety i stać się pomostem między Rosją a Zachodem[41]. To bardzo pragmatyczna deklaracja, która jednocześnie staje się swoistym mottem nowego rezydenta Domu z Chimerami. W praktyce oznaczać to będzie próbę utrzymywania równych odległości między obydwoma ośrodkami siły i niedopuszczenie do uzyskania przez jeden z nich preponderancji na terytorium Ukrainy. Wiktor Janukowycz będzie także starał się wdrażać część zachodnich rozwiązań, by móc uzyskać wsparcie ideologiczne dla swoich działań, również w zakresie finansowym. Nie należy się jednak spodziewać się, że będą to nadzwyczaj zmiany głębokie, sięgające podstaw, a tym samym naruszające dogłębnie obecny system.


Jak już wyżej wspomnieliśmy, znaczące przekształcenie państwa nie byłoby korzystne dla samych oligarchów, gdyż groziłoby utratą przez nich wpływów. Po drugie - wiązałoby się wręcz z koniecznością gruntownej zmiany mentalnościowej społeczeństwa ukraińskiego. Z historii jednak wiadomo, że budowa „nowego człowieka", nie udała się w krótkim czasie nawet systemom totalitarnym. Nie zmienia to faktu, że za tej prezydencji zostaną wzmocnione pewne mechanizmy, sprzyjające ewolucji w kierunku mniej fasadowego systemu demokratycznego, jednakże wprowadzenie pełnej demokracji, w części zauważalnie podobnej do rozwiązań zachodnich, musiałoby zająć nawet kilkadziesiąt lat. Stąd też nie będzie to raczej kadencja rewolucyjna pod względem systemowym. Przybierze ona fasadę demokratyzmu, zbliżając się do modelu tzw. suwerennej demokracji w wymiarze realnym, na wzór rozwiązań rosyjskich, np. z większą kontrolą państwa w systemach przepływu informacji. Wzmocnieniu ulegną także struktury administracyjne państwa.

W wymiarze polityki zagranicznej wątpliwe jest jednak, by to Kreml zaczął dyktować politykę ukraińską. Głos z Moskwy będzie dopóty brany pod uwagę, dopóki będzie współgrał z interesem finansowym, a przez to politycznym. Już teraz było widać pierwsze objawy tej rozgrywki, w postaci braku prezydenta Federacji Rosyjskiej Dmitrija Miedwiediewa na inauguracji nowego prezydenta ukraińskiego. Przybył tylko przewodniczący Dumy Państwowej Borys Gryzłow[42]. To czytelny sygnał, że Moskwa nie jest zadowolona z obranego przez oligarchat kierunku rozwoju, który może być sprzeczny z jej interesem. Nie oznacza to jednak zwycięstwa tendencji okcydentalnych. Unia Europejska zawsze będzie pozostawać na podorędziu, gotowa nieść przynajmniej werbalne wsparcie. Ta sama prawidłowość będzie działała także w drugą stronę. Zbyt wielka krytyka ze strony Unii Europejskiej może zakończyć się szukaniem balansu w Moskwie.

Werbalne zapewnienia Wiktora Janukowycza o dążeniu w kierunku Unii Europejskiej można także uznać za sprytny wybieg. Zwłaszcza, że w wymiarze praktycznym nową administrację prezydencką czeka podpisanie umowy stowarzyszeniowej z Unią Europejską i stworzeniu strefy wolnego handlu, której kształt został już praktycznie wynegocjowany. Jednakże sama procedura ratyfikacji została wstrzymana przez samą Unię na skutek wyborów oraz braku reform rządu Julii Tymoszenko, wymaganych przez Unię Europejską, w kierunku efektywnego wdrożenia umowy. Na drugim biegunie znajduje się kwestia podpisania umowy celnej, w skład której weszłaby Federacja Rosyjska, Białoruś i Kazachstan. Takie porozumienie w zasadzie przekreśliłaby wynik negocjacji z Brukselą. Można się zatem spodziewać, że obie kwestie zostaną położone na szalce przez oligarchiczne otoczenie prezydenta. Niewątpliwie, za zacieśnieniem związków z Rosją przemawiają również kwestie gazowe oraz niekorzystne dla Ukrainy warunki umowy, nakładające na ten kraj obowiązek zapłaty w całości za gaz zamówiony, a nie wykorzystany. W tym kontekście warto podkreślić, że jeszcze podczas kampanii wyborczej po pierwszej turze Wiktor Janukowycz zapowiadał dalsze negocjacje umowy gazowej z Rosją[43].

Realne czynniki zarówno w Kijowie, jak i w Brukseli zdają sobie doskonale sprawę, że integracja (w rozumieniu akcesji) na tym etapie nie jest możliwa. Nie oznacza to jednak, że nowa administracja prezydencka zrezygnuje z unijnych dotacji, które będą sprzyjały trendom modernizacyjnym państwa. W dodatku większa integracja gospodarcza, w postaci dostępu Ukrainy do europejskiego rynku, będzie korzystna nie tylko dla Ukrainy, ale także dla samej Rosji, która zyska dogodny przyczółek dla rozwoju własnej gospodarki. Tym samym można spodziewać się przychylności opcji prorosyjskiej w aspekcie długofalowym. Przypomnijmy w tym kontekście zeszłoroczne konflikty o przepływ gazu do zachodnich odbiorców. Problem energetyczny Ukrainy był niejako z boku wobec zniszczenia wizerunku rosyjskich dostawców paliw, jako wiarygodnych partnerów, zdolnych do dostarczania w sposób ciągły potrzebnego dla unijnego przemysłu paliwa. Nie chodzi zresztą tutaj tylko o kwestie energetyczne. Rosja potrzebuje pośrednika do importu swoich interesów na Zachód, tak samo jak Zachodowi niezbędny jest silny reprezentant jego interesów w Federacji Rosyjskiej. Ta ambasadorska rola może okazać się nadzwyczaj intratnym zajęciem nie tylko dla państwa ukraińskiego, ale i samych Ukraińców. W dodatku będzie doskonale wpisywać się w ideę budowy osi porozumienia między obydwoma ośrodkami siły, w której Ukraina może znaleźć poczesne miejsce.[44]

Jeśli chodzi o kwestię wewnętrznych reform gospodarczych można się spodziewać dużych ułatwień przede wszystkim dla środowisk biznesowych. Wiktor Janukowycz już zapowiedział liberalizację gospodarki. Bardziej szczegółowy plan działań prezydenta na 2010, oczywiście pod warunkiem dymisji obecnego gabinetu rządowego, opublikowała należąca do Rinata Achmetowa fundacja „Efektiwne Uprawlinnia". Zgodnie z tym dokumentem pierwszymi krokami będą: reforma sektora bankowego, uproszczenia w prowadzeniu działalności gospodarczej, zmiana systemu podatkowego, uwolnienie handlu ziemią rolną, ustanowienie zasad partnerstwa prywatno-publicznego, usprawnienie procesu postępowań upadłościowych oraz reforma aparatu państwowego[45]. Oczywiście w kwestiach socjalnych można się spodziewać wdrażania modeli neoliberalnych, sprzyjających uprzedmiotowieniu pracowników na korzyść pracodawców. Co ciekawe, w tym planie słowem nie wspomniano o korupcji, co może być sygnałem, że ta patologia może zostać ograniczona, ale też będzie dalej zaprzęgana, jako narzędzie do zarządzania państwem.

Utrzymanie integracyjnych tendencji z Unią Europejską nie będzie jednak współgrało z dążeniem Ukrainy do NATO. Żadnych wątpliwości ku temu nie zostawiła chociażby stojąca na czele całego zaplecza intelektualnego „dworu" doradczyni prezydenta-elekta Anna Herman[46]. To bardzo wyraźny głos. Partia Regionów zawsze była przeciwna włączaniu się do militarnych struktur Zachodu. To kolejny pragmatyczny wybór, którego potencjalna realizacja mogłaby stanowić oś prawdopodobnego konfliktu z Kremlem, którego praktyczny wymiar można już było obserwować na przykładzie państw bałtyckich (już po wejściu do Unii Europejskiej). Do pewnego stopnia można się zgodzić w tym kontekście ze stwierdzeniem, że Kreml zrobi wszystko by granica NATO nie znalazła się 300 km od Moskwy. Ukraińscy oligarchowie zdają sobie sprawę jednak z tych obaw i nie będą chcieli dopuścić do wywołania konfliktu ze swoim najważniejszym partnerem handlowym. W tym kontekście tak mocno podkreślana, rzekoma ważność floty czarnomorskiej zupełnie traci na znaczeniu. W dobie pocisków międzykontynentalnych, zdolnych operować na wielkich obszarach wielozadaniowych samolotów myśliwskich oraz bezzałogowych statków latających, ma ona tylko prestiżowe znaczenie, zaś jej wartość bojowa realnie ogranicza się tylko dla akwenu Morza Czarnego. Ustępstwa na rzecz stacjonowania floty w Sewastopolu, to w sumie niewielki koszt za cenę uspokojenia przewrażliwionego sąsiada. Tym samym można się spodziewać, że Ukraina wybierze opcję pozablokową. Będzie ona dotyczyła zresztą nie tylko NATO, ale także i rachitycznego GUAM. Co warte ponownego podkreślenia, Janukowycz nie będzie także pachołkiem Moskwy, jak siebie sam określił, ale też nie będzie stronił od kontaktów wojskowych na poziomie militarnym[47], czego najlepszym przykładem jest zapowiedź wspólnych manewrów ukraińsko-rosyjskich na jesieni 2010 r.[48]. Zbliżenie takie nie będzie jednak oznaczało automatycznego sojuszu na poziomie wojskowym.


Jedna z największych bolączek życia codziennego, jaką jest wszechogarniająca korupcja, może również zostać ograniczona, i to nawet w stopniu radykalnym ale tylko na najniższych szczeblach społeczno-państwowych. W wymiarze praktycznym oznacza to, że zjawisko korupcji pośród sił porządkowych i na granicach lub służbie zdrowia zacznie być stopniowo rugowane. Jednakże większych zmian w wymiarze politycznym nie należy spodziewać. Obecny stan zbyt głęboko ukorzenił się w ukraińskim systemie politycznym, by mógł zostać z niego szybko wyrugowany bez widocznej szkody dla trwałości państwa.

W wymiarze elit władzy należy spodziewać się wzrostu znaczenia samego „klanu donieckiego", który metodą ewolucyjną, dzięki wsparciu legislatury i przekupnego parlamentu oraz patronatu urzędu prezydenckiego zacznie radykalnie zyskiwać na znaczeniu, dążąc w kierunku przekształcenia obecnego oligopolu oligarchicznego w monopol, a w najlepszym przypadku ograniczenia liczby konkurentów - do dwóch, trzech najpoważniejszych graczy. Na tym tle może pojawić się kilka wojen oligarchicznych, w które bez wątpienia będą angażowały się siły zewnętrzne z obydwu ośrodków siły, czując zagrożenie dla własnych interesów.

Najbardziej znana z ubiegłej kadencji polityka historyczna ulegnie gwałtownemu zatarciu. Co prawda nikt nie będzie burzył pomników, które na trwałe wrosły w ukraińską świadomość historyczną, jednakże na pewno Wiktor Janukowycz nie będzie popierał sukcesorów ugrupowań faszystowskich z OUN-UPA. Wręcz przeciwnie - można się nawet spodziewać radykalnego ograniczania ich działalności - oczywiście jeśli będzie tego wymagał interes wizerunkowy oligarchów. W ramach tej samej logiki, by nie zadrażniać napięć społecznych i zyskiwać legitymizację własnych rządów, z pewnością prezydenta Janukowycza będzie można zobaczyć jednak zapalającego świeczkę pod pomnikiem ofiar Wielkiego Głodu (Hołodomoru) w 22 listopada, mimo że w listopadzie 2006 r. jego ugrupowanie nie poparło ustawy uznającej to tragiczne w dziejach Ukrainy wydarzenia za zbrodnię ludobójstwa. Warto podkreślić, że w przeciwieństwie do gloryfikacji zbrodniarzy z OUN-UPA, pamięć o Wielkim Głodzie rzeczywiście stała się podstawową częścią pamięci historycznej zdecydowanej większości obywateli ukraińskich, która nie budzi poważniejszych kontrowersji poza granicami kraju. Na podobnej kanwie można także spodziewać się renesansu pamięci o kozaczyźnie.Złagodzona polityka historyczna przyczyni się do unormowania stosunków z Kremlem. Będzie to pierwszy impuls do przywrócenia normalnych relacji ze wschodnim sąsiadem, z którym pod koniec rządów prezydenta Juszczenki ustały praktycznie kontakty na szczeblu dyplomatycznym[49].

Wraz z odejściem od radykalnej retoryki narodowej można spodziewać się paradoksalnie odwrócenia procesu pogłębiania podziału Ukrainy na dwie części, w kierunku przeciwnym, tzn. większej integracji samego narodu, jednakże nie w poczuciu wspólnoty etnicznej, ale poczuciu odrębności państwowej. W kwestii etnicznej można spodziewać się odwrotnego procesu, czyli pogłębiania różnic na tle językowym zwłaszcza, że językiem rosyjskim posługuje się znacząca cześć obywateli ukraińskich. Co ważne, ten kierunek będzie wspierało ugrupowanie polityczne o nazwie „Partia Regionów", które podkreśla różnorodność poszczególnych części Ukrainy. Tym samym radykalizm narodowy może zostać zamknięty w granicach kilku zachodnich obwodów i potraktowany, jako cecha regionalna, nie mająca wpływu na ogólny obraz państwa. Warto podkreślić, że tego rodzaju tendencja będzie wpisywać się w unijną promocję różnorodności. Oznacza to również, że na Ukrainie może rozpocząć się proces budowy fundamentów federacyjnych, mimo, że żaden polityk na tym etapie nie chce tego potwierdzić oficjalnie. Proces ten jednak będzie ograniczany z jednej strony utrzymaniem kierunku proeuropejskiego, które zaowocuje zwiększeniem identyfikacji europejskiej, zaś z drugiej - normalizacją stosunków ze wschodnim sąsiadem, co może przyczynić się do wzrostu poczucia wyjątkowości własnego położenia między wschodem a zachodem. W praktyce może to dać efekt wymierny w postaci wzrostu identyfikacji obywateli z własnym państwem i pomocy w postaci politycznego wsparcia dla struktur politycznych w deklarowanym zwalczaniu patologii.

Opisana wyżej prognoza, przy założeniu, że zwycięska strona zacznie wdrażać stricte biznesowy model rozwoju, może okazać się dla tego państwa, jako całości, nad wyraz korzystna. Przedstawiona powyżej, postpolityczna wizja rozwoju Ukrainy, w pewnym sensie może też być odczytywana, jako awangarda i kierunek przyszłości rozwoju innych państw, także w łonie samej Unii Europejskiej. Już teraz daje się zauważyć głębokie trendy zdążające do kartelizacji układów politycznych, oligarchizowania się struktur partyjnych, czy też odchodzenia od ideologii na rzecz bezideowego pragmatyzmu. Czy Ukraina w opisanym kształcie antycypuje ten trend? To już osobne zagadnienie...



[1] Na Wiktora Janukowycza głosowało 12 481 266 zaś na Julię Tymoszenkę 11 593 357. Różnica wyniosła 887909 głosów co stanowi ok. 3,48% procenta wszystkich uprawnionych do głosowania. Wyliczenia na podstawie danych Centralnej Komisji Wyborczej Ukrainy, .

[2] Bardzo ciekawie problem ten opisał Mykoła Riabczuk „Dwie Ukrainy", Wrocław 2004, aczkolwiek opisywana problematyka dotyczyła okresu jeszcze przed wydarzeniami „Pomarańczowej rewolucji".

[3] Wyliczenia na podstawie danych CIA The World Fact Book, .

[4] Ranking publikowany jest we współpracy z prestiżowym czasopismem Foreign Policy. Treść raportu znajduje na , .

[5] Jest to dana zwana również wskaźnikiem szczęścia, . Dane na 2007 r. To mało znany indykator, jednakże warty stosowania, gdyż właśnie jego subiektywny wymiar wskazuje na stopień akceptacji danego społeczeństwa dla obranego kierunku rządów. Więcej w Kołodko G., Wędrujący świat, Warszawa 2008, s. 267-272.

[6] Transparency International Global Corruption Barometr 2009, Indeks percepcji korupcji, [w:] .

[7] Transparency International Global Corruption...

[8] Wojciechowski M., Przepraszam czy tu biorą? [w:] Gazeta Wyborcza z dn. 15.12.2007, .

[9] Blog Anatolija Hrycenki, , a także .

[10] Kacewicz J., „Rozszarpywanie Ukrainy", [w:] Newsweek z dn. 17.01.2010, ; Brzeziecki A., Nocuń M., To samo, tylko trochę inaczej [w:] Tygodnik Powszechny z dn. 09.02.2010, .

[11] Polacy uczą Ukraińców, jak walczyć z korupcją, za Interia, PAP z dn. 28.11.2007 [w:] .

[12] Wojciechowski M., Przepraszam czy tu biorą?...

[13] Wojciechowski M., na spotkaniu „Koniec pomarańczowej Ukrainy?", w dniu 19.02.2009, w klubie Nowy Wspaniały Świat w Warszawie.

[14] Częściowy raport z obserwacji II tury wyborów prezydenckich na Ukrainie w dniu 7 lutego 2010 r. (miasto Lwów i okolice) [w:] www.geopolityka.org z dn. 16.02.2010, podobna ocena Brzeziecki A., Nocuń M., ...

[15] Kacewicz M., Rozszarpywanie...

[16] Szacunek na podst. danych z IAR, Pogorzelski P., [w:] "Korrespondent": droga kampania, a co z koalicją?, .

[17] Wypowiedź autoryzowana na potrzeby niniejszego tekstu z dn. 17.02.2010.

[18] Wilczak J., Na dzielonej Ukrainie, [w:] Polityka nr 15 (2700) z dn. 11.04.2009, s. 100-102.

[19] Domagała M., Chocholi taniec, Europejskie Centrum Analiz Geopolitycznych, 08.09.2009: [w:] .

[20] Wilczak J.,...

[21] Wilczak J.,...

[22] Dług publiczny Ukrainy w ciągu roku wzrósł o 60% [w:] ,

[23] Pogorzelski P., Ukraiński mały mesjasz, [w:] Nowa Europa Wschodnia Nr II 2008, s. 26-39, Wrocław 2008.

[24] Mer Kijowa "Lonia Kosmos" trafi do psychiatryka? [w:] z dn. 13.03.2009.

[25] Szeptycki A., Nieuniknieni partnerzy, [w:] Nowa Europa Wschodnia Nr II 2008, s. 36, Wrocław 2008.

[26] Majda A., Lewenstam K., Apel P., Raporty: Fundacja Kwaśniewskiego, z dn. 16.05.2007, .

[27] Strachota D., Kim jest Julia Tymoszenko? z dn. 03.11.2009, [w:] , Kacewicz M., Rozszarpywanie ...

[28] Kacewicz M., Rozszarpywanie...

[29] Goanec M., Ukraina znów w rosyjskiej orbicie wpływów [w:] Le monde Diplomatiqe 1 (47) styczeń 2010.

[30] Kacewicz M., Rozszarpywanie...

[31] Reisman D., Samotny tłum, Warszawa 1996. Wymiar praktyczny opisywanych zjawisk doskonale prezentuje komentatorka Wprost Kwiatkowska K., Ukraińska smuta, [w:] , także Brzeziecki A., Nocuń M., ...

[32] Baziw W. w rozm. z Kacewicz M., [w:] Kacewicz M, Rozszarpywanie...

[33] Brzeziecki A., Nocuń M., ...; Kwiatkowska K., ...

[34] Kacewicz M., Ukraina - anatomia chaosu, [w:] Newsweek z dn. 14.01.2010, .

[35] Szaniawski J., Sąsiad Ukraina, [w:] Nasz Dziennik z 10.02.2010, Sakiewicz J. Putin ante portas [w:] Gazeta Polska z dn. 10.02.2010, IAR, Juszczenko: pod rządami Janukowycza Ukraina będzie bardziej uległa wobec Rosji [w:] z dn. 16.02.2010; Kowal P. Przeciąganie pomarańczowego szalika [w:] Newsweek z dn. 17.01.2010, .

[36] Garton Ash T., The sight of Ukraine's lumpen victor should stir the EU's own into action z dn. 20.01.2010, [w:] .

[37] Kwaśniewski A. w rozmowie z Bielecki J., Janukowycz nie będzie ukraińskim Putinem, [w:] Dziennik z dn. 19.01.2010, , .

[38] Łukasiak A., Rybak A., Ludwik Dorn. Rozrachunki i wyznania, Warszawa 2009, s. 122.

[39] ZIK, Prezydent przeznaczył Walerija Choroszkowskiego tymczasowo p.o. szefa Służby Bezpieczeństwa Ukrainy z dn. 01.03.2010 [w:] .

[40] Por. przyp. 35.

[41] Janukowycz W., Ukraine Will Be a Bridge Between East and West, [w:] The Wall Street Journal z dn. 17.02.2010, .

[42] IAR, Janukowycz został zaprzysiężony na stanowisko prezydenta Ukrainy, z dn. 25.02.2010, [w:] .

[43] Za PAP, Ukraina: Janukowycz chce zmienić umowy gazowe z Rosją, z dn. 19.01.2010, [w:] .

[44] Domagala M., Między Unią a Stanami, [w:] Trybuna nr 199 (5620) z dn. 26.08.2008, [w:] , o geopolitycznej roli Ukrainy Derkacz A. [w:] Droga do Europy. Opinie ukraińskich elit, Warszawa 2004, s. 24, .

[45] Jacenko N., Skoloiyanij J., Poriadok diennyj 2010 - perszoczergowi reformi dlia zabezpieczenia stijkogo zrostannia ukrainskoj ekonomiki z dn. 13.02.2010 [w:] , por. z zakresem najpilniejszych reform zakreślonych przez prezydenta-elekta w artykule dla Wall Street Journal - Janukowycz W., ...

[46] Herman A. w rozm. z Zawadzki J., Ukraina Janukowycza: NATO nie, Europa tak [w:] Gazeta Wyborcza z dn. 09.02.2010, .

[47] Domagała Maciej, Wiktor Janukowycz zapowiada już ustępstwa na rzecz Moskwy, [w:] Polska The Times z dn. 15.02.2010, ; Czech M., Janukowycz wielu kierunków, [w:] Gazeta Wyborcza z dn. 26.02.2010, s. 20, .

[48] Na jesień 2010 r. zostały zapowiedziane wspólne ćwiczenia dowódczo-sztabowe sił lotniczych i przeciwlotniczych Rosji i Ukrainy, Rosja i Ukraina połączą się militarnie, z dn. 10.02.2010, [w:] .

[49] Goanec M., ...

Czytany 17475 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 30 październik 2014 00:04