niedziela, 25 lipiec 2010 13:56

Łukasz Reszczyński: Kropka nad 'i'

Oceń ten artykuł
(1 głos)

alt Łukasz Reszczyński

Decyzja Międzynarodowego Trybunału Sprawiedliwości w sprawie Kosowa stanowi dopełnienie unijnego scenariusza wobec tej byłej serbskiej prowincji. geopolityka

Czwartkowa (22.07) opinia Międzynarodowego Trybunału Sprawiedliwości (MTS) na temat legalności kosowskiej deklaracji niepodległości w świetle prawa międzynarodowego nie jest wbrew pozorom zaskoczeniem. Nie dlatego, że jak twierdzą niektórzy komentatorzy, możnaby w jej kontekście poddać w wątpliwość istnienie wielu innych współczesnych krajów, lecz dlatego, iż każda inna decyzja byłaby sprzeczna z unijnych scenariuszem, który wobec Bałkanów Zachodnich realizowany jest wyjątkowo konsekwentnie (inną sprawą pozostaje jego skuteczność). Nie mniej jednak należy oddać haskim sędziom wyjątkową zręczność, która sprawia, iż opinię tą można traktować w sposób, co najmniej dwojaki.

Co nie zabronione jest dozwolone

Komentując sprawę opinii haskiego Trybunału w kwestii kosowskiej niepodległości, należy podkreślić zasadniczą rzecz: żadnej z możliwych decyzji MTS-u nie możnaby uznać za dobrą. Każda niosłaby za sobą pewien element ryzyka. W tym miejscu należy oddać haskim sędziom ich „prawniczy spryt”, który odpowiednio wykorzystany, w subiektywnej opinii dość skutecznie zminimalizował ciężar odpowiedzialności wydanej w czwartek opinii. W swoim uzasadnieniu, Trybunał sporo miejsca poświęcił kwestii pytania, które strona serbska sformułowała na wniosku. Sędziowie stwierdzili, że jego treść (Czy kosowska jednostronna deklaracja niepodległości jest zgodna z prawem międzynarodowym?) w zasadzie je dyskwalifikuje, z racji tego, iż w żadnym z przepisów prawa międzynarodowego nie ma stwierdzenia zakazującego ogłaszania deklaracji niepodległościowej. Na tym w zasadzie rozpatrywanie serbskiego wniosku możnaby zakończyć. Trybunał rozpatrzył jednak tę kwestię również w świetle ONZ-towskiej rezolucji nr 1244, której ważność w tym kontekście podkreśla Belgrad (a także pozostałe wspierające go w tej sprawie państwa). Hascy sędziowie zastosowali w tym przypadku podobną ścieżkę prawną, orzekając, iż wspomniana rezolucja nie określa przyszłego statusu Kosowa – a tym samym nie zakazuje jego niepodległości. Mówiąc krótko – co nie jest zakazane – jest dozwolone. Umniejszono tym samym również ważność jednej z podstawowych zasad porządku międzynarodowego – integralności terytorialnej. Ważną kwestią jest również określenie zawarte w samej deklaracji niepodległościowej. W myśl rezolucji 1244 nie mógłby jej przyjąć i ogłosić kosowski parlament, który pozostaje instytucją stworzoną na mocy oenzetowskiej rezolucji. Stwierdzenie zawarte w kosowskiej deklaracji niepodległościowej, iż jest ona efektem pracy i starań „liderów narodu” wydaje się być zasadniczym „języczkiem uwagi” w tej kwestii (deklaracja została podpisana przez posłów kosowskiego parlamentu oraz prezydenta, co zwalnia ją tym samym z obostrzeń wynikających z rezolucji 1244).

Gra interesów

Oczekiwana od ponad siedmiu miesięcy decyzja Międzynarodowego Trybunału Sprawiedliwości jest z pewnością jednym z ważniejszych wydarzeń związanych ze stabilnością oraz przyszłością regionu Bałkanów Zachodnich. Ogromna dbałość haskich sędziów, o maksymalne obniżenie jasności bezpośredniości osądu w żaden sposób nie obniża poziomu emocji, które wybuchły w Belgradzie i Prištinie. Serbia otrzymała spory cios, zwłaszcza, że w ostatnim czasie poziom relacji na linii Belgrad-Bruksela wskazywał na sporą przychylność Europy wobec swojej niedawnej „czarnej owcy”. Rzeczywistość okazała się jednak brutalna. Biorąc jednak pod uwagę „interesowny” układ świata, decyzja MTS nie powinna być dla nikogo zaskoczeniem. Rozgrywka o Kosowo pomiędzy Unią Europejską a Serbią musiała zakończyć się zwycięstwem tej pierwszej i to nie podlega żadnej wątpliwości. Prestiż europejskiej „27”, który w ostatnich latach, właśnie za sprawą Kosowa i tak jest już regularnie nadszarpywany, nie mógł polec w starciu z krajem, który w domyśle Zachodu jest głównym winowajcom bałkańskich kryzysów. Oczywiście z formalnego punktu widzenia, Międzynarodowy Trybunał Sprawiedliwości jest organem jak najbardziej niezależnym i suwerennym. To jednak teoria - w praktyce decydują geopolityczne interesy poszczególnych stron, co aż nadto widoczne jest w przypadku czwartkowej opinii.

Wydaje się jednak, że to nie kwestia słuszności opinii Trybunału powinna stać się głównym tematem dyskusji. Precedens w związku z tą sprawą nastąpił już w lutym 2008 roku, obecnie zaś obserwowaliśmy już jedynie zawiązywanie „kokardki na prezencie”, jaki kosowskim Albańczykom sprawili ich „zachodni przyjaciele”. Trudno przecież wyobrazić sobie, aby zlokalizowany w Hadze Trybunał, stwierdził pośrednio, że to, na co Europa dała przyzwolenie w Kosowie, było działaniem bezprawnym. Uwagę należałoby zwrócić bardziej na konsekwencje tej decyzji dla Serbii, dla której jest ona prawdziwym zaskoczeniem, mogącym wywołać ponowny spadek zaufania wobec Europy. Choć zarówno szef serbskiej dyplomacji – Vuk Jeremić jak i prezydent Tadić zapowiedzieli, że polityka ich kraju w tej sprawie nigdy się nie zmieni, decyzja MTS z pewnością będzie oddziaływać na funkcjonowanie tego kraju w europejskiej geopolityce.

Największym zagrożeniem, którego słusznie obawiają się Serbowie, jest prawdopodobne zwiększenie presji na ich kraj w kwestii nawiązania i uznania niepodległego Kosowa. Warto zaznaczyć, że do tej pory sprawa ta przewijała się w światowych mediach, często sprowadzając się do żądań uzależnienia nawiązania relacji z Prištiną od unijnej integracji Belgradu. Niekomentująca sprawy do tej pory Bruksela, obecnie już oficjalnie zaczyna mówić o planach „godzenia” Serbów i kosowskich Albańczyków, co można jednoznacznie przyrównać do prób „przekonania” Belgradu do uznania niepodległości swojej byłej prowincji. Nadzieje na ten dialog tuż po decyzji MTS wyraziła zarówno unijna szef dyplomacji – Catherine Ashton jak i przedstawiciele International Steering Group (organizacji powołanej przez państwa uznające kosowską niepodległość, które wspierają działania władz w Prištinie). Wyraźny „ton ulgi” zauważalny był również w komentarzach czołowych polityków światowych jak amerykańskiej sekretarz stanu Hillary Clinton, niemieckiego szefa dyplomacji Guido Westerwelle czy szefa dyplomacji Francji – Bernarda Kouchnera. Nie bez przyczyny zatem pojawia się realna obawa o warunkowość uznania niepodległego Kosowa jako podstawowego czynnika decydującego o przyszłym losie Serbii. Decyzja MTS w znacznym stopniu legitymuje te ewentualne żądania. Warto przy tej okazji zwrócić również uwagę na dość wyrachowane zachowanie polityków kosowskich. Prezydent Fatmir Sejdiu, z oczywistych względów zadowolony z decyzji, stwierdził, że Kosowo będzie „kontynuować próby oferowania Serbii dobrosąsiedzkich relacji”. Dość zastanawiająco w tym kontekście brzmią nie tak dawne wypowiedzi chociażby premiera Thaciego, który to właśnie Belgrad oskarżał o porażkę międzynarodowej kampanii na rzecz uznania Kosowa, nie tworząc tym samym dobrej atmosfery do ewentualnych rozmów. Niepozbawiony zuchwałości jest również ostatni komentarz kosowskiego premiera, w którym Thaci stwierdził: „wiedzieliśmy jak wygrać wojnę, wiedzieliśmy jak budować demokrację i utworzyć z Kosowa suwerenny i niepodległy kraj, teraz czas na kontynuowanie pracy i wzrost gospodarczy, tworzenie nowych miejsc pracy, reformowanie służby zdrowia i edukacji”. Brzmi to co najmniej zabawnie w kontekście wątpliwej „suwerenności” tej byłej serbskiej prowincji (w domyśle ogromnego uzależnienia od UE) jak również ostatnich zatrzymań czołowych postaci kosowskiej polityki (minister transportu i jego zastępca, oraz dyrektor kosowskiego Banku Centralnego) oskarżanych o poważne nadużycia i korupcję.

Decyzja bez konsekwencji?

Kwestia Kosowa jest jednym z podstawowych filarów polityki zagranicznej kreowanej przez rządzącą koalicję ZES (Za Evropsku Srbiju, której przewodzi Demokratska Stranka Borisa Tadicia). Dyplomatyczna aktywność Belgradu na tym polu była do tej pory dość imponująca i stosunkowo skuteczna, o czym świadczy wyraźne zastopowanie procesu uznania Kosowa na forum międzynarodowym. Po wstępnych deklaracjach tuż po ogłoszeniu decyzji MTS, wyrażonych przez państwa, które nie uznały kosowskiej niepodległości, wygląda na to, że sytuacja ta nie ulegnie zmianie. Nadzieje premiera Thaciego, na to, że opinia Trybunału spowoduje dalsze uznanie jego państwa w świecie może zatem okazać się płonna. Swoje dotychczasowe stanowisko w tej sprawie potwierdziły już wszystkie unijne kraje nieuznające Kosowa (Cypr, Hiszpania, Słowacja, Rumunia, Grecja). Podobnie zareagowały Rosja i Chiny, stanowiące podstawową przeszkodę dla wstąpienia państwa kosowskich Albańczyków chociażby do ONZ.

Wydaje się, że zaistniała sytuacja nie powinna też znacząco wpłynąć na wewnętrzny kształt serbskiej sceny politycznej. Paradoksalnie decyzja MTS ucina niektóre z argumentów partii opozycyjnych wysuwanych przeciwko rządzącym, jakoby ci robili zbyt mało w kwestii Kosowa. Jak widać, nawet najintensywniejsze zabiegi dyplomatyczne tracą na zasadności, gdyż w opinii jednego z najwyższych organów sądowniczych współczesnego świata, wszystko odbyło się zgodnie z obowiązującym prawem. Największym zadaniem rządzących w Serbii powinno stać się zatem maksymalne marginalizowanie kwestii ewentualnych relacji z Kosowem w rozmowach akcesyjnych z UE. Z pewnością przyszłość Serbii w UE jest na dziś kwestią, która jeszcze się wydłuży, mimo zapewnień czołowych unijnych polityków. Wszystko zależy od najbliższych wyborów parlamentarnych (2012 rok), a także w przypadku ewentualnego zwycięstwa w nich głównej partii opozycyjnej – SNS, podejścia radykałów do kwestii akcesji Serbii do UE (zarówno przewodniczący SNS - Tomislav Nikolić, jak i pozostali członkowie partii często podkreślali, że jedyną możliwością przystąpienia Serbii do UE jest akcesja kraju z Kosowem jako jego integralną częścią).

Pozorne zagrożenie

Wbrew kreowanym przez rozmaite media opiniom, precedens związany z decyzją MTS nie powinien przynieść poważniejszych konsekwencji w przypadku innych terytoriów o zagrożeniu separatystycznym. Wydaje się, że ryzyko związane z takimi konsekwencjami jest obecnie zdecydowanie niższe niż po ogłoszeniu deklaracji niepodległościowej przez kosowskich Albańczyków w lutym 2008 roku. Mimo iż opinię Trybunału można określić jako kolejny krok (po deklaracji niepodległościowej z 2008 roku) stanowiący swoistą zachętę dla separatystycznych regionów (choć przyznać należy iż opinia MTS dość jasno zastrzega, że decyzja tyczy się tego konkretnego przypadku), to jednak skutecznym demotywatorem w tym przypadku może stać się kondycja kosowskiego państwa, które w przeciągu dwóch lat mimo ogromnego wsparcia Zachodu nie potrafiło wytworzyć solidnych podstaw własnej państwowości (za negatywny przykład mogą posłużyć również przypadki Abchazji i Osetii Południowej).

Przypadki funkcjonowania państwowości Abchazji i Osetii Południowej, powstałych po rosyjsko-gruzińskiej wojnie sierpniowej z 2008 roku, są najczęściej wskazywane w kontekście opinii MTS. Zastanawiająca wydaje się w tym przypadku przyszła postawa państw, które w zdecydowanej większości (kaukaskie parapaństwa uznają jedynie Rosja, Wenezuela, Nikaragua i wyspa Nauru) nie uznają niepodległości Abchazji i Osetii Południowej, stojąc murem za integralnością terytorialną Gruzji. Argument ten, w kontekście jego pogwałcenia w stosunku do Serbii, traci zatem na ważności.

Wydaje się, że największe zagrożenie decyzja MTS może wywołać w sąsiedniej Bośni i Hercegowinie. Przywódca bośniackich Serbów – Milorad Dodik już zagroził, że opinia Trybunału będzie brana przy ustaleniach dotyczących przyszłego funkcjonowania Republiki Serbskiej. Na ile jest to element dotychczasowej buntowniczej strategii rządów Dodika, a na ile realne groźby pokaże czas. Prawdopodobieństwo ogłoszenia niepodległości przez serbską część składową Bośni i Hercegowiny jest jednak niższe niż w lutym 2008 roku. Wpływ na to ma postawa Serbii, która dość wyraźnie daje znać Banja Luce, że nie jest zainteresowana działaniami, które ponownie destabilizowałyby region (świadczą o tym liczne deklaracje serbskich polityków, w których wyrażają oni poparcie dla integralności terytorialnej BiH). Mówiąc wprost – ewentualna secesja Republiki Serbskiej nie jest obecnie na rękę ani rządowi w Belgradzie, ani tym bardziej Wspólnocie Europejskiej.

Opinia wydana przez Międzynarodowy Trybunał Sprawiedliwości w Hadze stanowi swoistą klamrę, spinającą dotychczasową politykę unijną wobec Kosowa. Nie zmienia to jednak faktu, iż jest ona wydarzeniem bezprecedensowym, który niesie za sobą pewne ryzyko destabilizacji światowego ładu poprzez ruchy separatystyczne. Przegranym w całej sprawie bezsprzecznie pozostaje strona serbska, która traci tym samym dotychczasowy argument, tak ochoczo stosowany w relacjach międzynarodowych. Fakt ten będzie szczególnie problematyczny dla Belgradu w jego negocjacjach z Brukselą. Niezmienne poparcie Rosji i Chin w tym względzie, skutecznie łagodzi jednak konsekwencje tej porażki. Należy również spodziewać się zaostrzonej retoryki Moskwy w kwestii uznania przez państwa niepodległej Abchazji oraz Osetii Południowej. Decyzja MTS to również ogromne wyzwanie dla władz w Kosowie, które w przeciągu dwóch lat nie zdołały potwierdzić swoich kompetencji. Zastanawiająca jest także kwestia reorientacji serbskiej polityki zagranicznej, której po upadku dotychczas najważniejszego jej postulatu, wymagać będzie nowych celów i strategii.

Czytany 7182 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 30 październik 2014 00:04