niedziela, 27 grudzień 2009 09:26

Łukasz Reszczyński: Chorwacki krok naprzód?

Oceń ten artykuł
(0 głosów)
alt
Łukasz Reszczyński
Rok 2009 jest bez wątpienia jeden z istotniejszych w najnowszej historii Chorwacji. Obywatelom kraju, który stoi już w unijnej poczekalni, pozostał w nim ostatni obowiązek do spełnienia. Dzisiaj 27 grudnia Chorwaci wybiorą swojego prezydenta, który triumfalnie poprowadzi Zagrzeb do Brukseli.
Tegoroczne wybory prezydenckie w Chorwacji są na swój sposób oryginalne. Pierwszy raz w najnowszej historii Chorwacji cieszą się one aż tak niskim zainteresowaniem. Jeszcze kilka tygodni temu, według badań zlecanych przez największe chorwackie media ponad połowa pytanych obywateli opowiadała się za reelekcją sprawującego obecnie urząd Stjepana Mesicia. Ponowny wybór obecnego wciąż prezydenta nie jest jednak możliwy, gdyż byłaby to dla niego już trzecia z kolei kadencja, czego zakazuje chorwacka konstytucja.

Czas, w którym odbywają się prezydenckie wybory jest również dość specyficzny. Chorwacja w kwietniu tego roku stała się członkiem NATO, a w ciągu najbliższych lat zostanie prawdopodobnie drugim państwem byłej Jugosławii zrzeszonym w Unii Europejskiej. Z drugiej strony, państwo przeżywa dość poważną recesję gospodarczą, czego głównym czynnikiem jest światowy kryzys finansowy. Czas Stjepana Mesicia już minął, przez wielu utożsamiany jest on nadal, z nie tak dawnymi czasami, tuż po ogłoszeniu niepodległości od Jugosławii (1991 rok). Przy nadal ogromnej sympatii i poparciu dla obecnego prezydenta, w Chorwacji coraz częściej słychać jednak głosy, że krajowi potrzebna jest nowa, europejska jakość, którą ma szansę nadać nowy prezydent.

Kandydat jak z nut
Choć zainteresowanie Chorwatów zbliżającymi się wyborami jest dosyć znikome (według ostatniego sondażu przeprowadzonego przez dziennik „Večernij list" 76% badanych zapowiedziało, że nie weźmie udziału w wyborach), to jednak warto bliżej przyjrzeć się liście kandydatów. Według wszelkich przedwyborczych zestawień, już teraz można bez wahania wskazać niekwestionowanego lidera wyścigu o prezydencki fotel. Mowa o Ivo Josipoviciu, reprezentancie drugiej siły chorwackiego parlamentu - SDP (Socijaldemokratska partija Hrvatske). Josipović to z pewnością postać nietuzinkowa i barwna. Jako profesor prawa jest wybitnym specjalistą w swojej dziedzinie, co ma odzwierciedlenie w jego dotychczasowej karierze zawodowej. Sprawuje on funkcję reprezentanta Chorwacji w Międzynarodowym Trybunale Sprawiedliwości, a także współpracuje z Międzynarodowym Trybunałem Karnym dla byłej Jugosławii. Jest również jednym z ekspertów Rady Europy. Jednak bogate doświadczenie zawodowe Josipovicia to nie jedyny jego atut. Jego nazwisko jest znane również w świecie muzyki, gdzie jako kompozytor był laureatem wielu krajowych oraz europejskich nagród. Jego przeciwnicy twierdzą, że to właśnie muzyczna strona jego dotychczasowej kariery przysparza mu tak dużego poparcia. Dużo w tym racji, gdyż Josipović może liczyć na zdecydowanie największe poparcie wśród chorwackiego świata show biznesu.

Sam Ivo Josipović jest dość powściągliwy w swoich przedwyborczych obietnicach. Trudno określić na ile jest to efekt jego pewności wyborczego wyniku, a na ile dość szablonowy program wyborczy. W chorwackich mediach, wobec wciąż najwyższego deklarowanego poparcia dla Josipovicia, coraz częściej spekuluje się na temat przeciwnika w drugiej rundzie, jego awans do niej stawiając za pewnik.

Josipović w swoim programie stawia na sferę socjalną, oraz wykorzystanie potencjału wykwalifikowanych i wykształconych Chorwatów, którzy stanowić mają o sile swojego państwa. Dość oszczędnie precyzuje również swoje cele w kwestii polityki zagranicznej Chorwacji, widząc ją jako lidera regionu Bałkanów Zachodnich (oczywiście jako członek UE).

Dwie pary w walce o drugą rundę
Mimo zdecydowanego poparcia, Josipović nie może czuć się zbyt pewnie. Za jego plecami czai się co najmniej czterech kandydatów , z których każdy ma dość realne szanse na start w drugiej rundzie (która odbyć ma się 10 stycznia 2010). W tym gronie, póki co najmocniejszy wydaje się Milan Bandić, obecny burmistrz Zagrzebia. Podobnie jak Josipović, Bandić to postać dość barwna i niezwykle rozpoznawalna w Chorwacji. Popularność Bandicia opiera się głównie na opinii świetnego zarządcy, w którego roli sprawdza się w Zagrzebiu. Znany jest również z pociągu do dość rozrywkowego życia, co jednak w Chorwacji przysparza mu wielu zwolenników, utożsamiających go z „normalnym człowiekiem".

W okresie kryzysu ekonomicznego państwa, również Bandić dostrzega nadrzędną rolę w ratowaniu chorwackiej gospodarki, głównie poprzez zwiększenie jej atrakcyjności dla zagranicznych inwestorów. Burmistrz Zagrzebia, jako jedyny, liczący się kandydat dość wyraźnie i szczegółowo mówi o kwestiach polityki zagranicznej kraju. W jednym z wywiadów stwierdził „nie jestem eurosceptykiem, ale nie jesteśmy gotowi, aby iść do Europy w luźnych spodniach". Realizm Bandicia miesza się z polityczną odwagą mówienia wprost o rzeczach niezwykle istotnych. Poza zacieśnianiu współpracy z Austrią, Węgrami, Czechami, Słowacją a także Polską, mówi on w swoim programie o „przedefiniowaniu chorwackiej polityki zagranicznej" wobec państw byłej Jugosławii. Jego stwierdzenie, „gdy ludzie żyją lepiej to mogą pić wspólnie kawę" wypowiedziane podczas wizyty w chorwackich miejscowościach zamieszkiwanych przez sporą liczbę Serbów dowodzi, że dostrzega on wagę i potrzebę unormowania stosunków z Serbią. Bandić nakreśla również obszar szczególnego zainteresowania chorwackiej polityki, rozszerzając go na śródziemnomorskie kraje UE, obszar poradziecki, Chiny, Japonię oraz kraje Ruchu Państw Niezaangażowanych.

Swoistą przeciwwagę dla Bandicia, w kwestii wyborczego programu, stanowi niewątpliwie Nadan Vidošević. Podkreśla on, że jedyną jego obietnicą jest ciężka praca, jaka czeka Chorwację, aby stać się równoprawnym członkiem Unii Europejskiej. Vidošević, podobnie jak Bandić, nie startuje z ramienia żadnej partii. Ten chorwacki biznesmen (jest wśród 10 najbogatszych Chorwatów) za swój największy atut uważa właśnie zmysł do interesów ( w Chorwacji jego dotychczasowa kariera przedstawiana jest jako przykład klasycznego „amerykańskiego snu - od pucybuta do milionera"). Trudno jednak w programie Vidoševicia doszukać się niebanalnych pomysłów i planów, które wyróżniałyby go na tle pozostałych kandydatów.

W drugiej „parze", z której jeden z kandydatów może okazać się drugorundowym rywalem Josipovicia, walczą ze sobą Dragan Primorac i Andrija Hebrang. Primorac startuje jako kandydat niezależny, jednak dawniej miał on dość wyraźne związki z HDZ (Hrvatska Demokratska Zajednica, obecnie partią rządząca w chorwackim parlamencie), zasiadał również w gabinecie byłego premiera Sanadera. W chorwackiej polityce, Primorac jest postacią dość świeżą, do tej pory rozwijającą karierę głównie w świecie nauki. Jako doktor medycyny, lekarz pediatra, ekspert kryminalistyki, genetyk i ekspert sądowy był wielokrotnym laureatem nagród naukowych zarówno w Chorwacji jak i na świecie. Biorąc pod uwagę jego poglądy oraz pomysł na przyszłą Chorwację, dość wyraźnie rysuję się w tym względzie analogia do Milana Bandicia. Primorac w swoim programie również największy akcent kładzie na rozwój chorwackiej polityki zagranicznej, podkreślając również potrzebę gruntownej reformy armii oraz wywiadu.

Ostatnim z „liczącej się piątki" kandydatów, walczącym o głosy bezpośrednio z Primoracem, jest oficjalny kandydat HDZ - Andrija Hebrang. Mimo kłopotliwej przeszłości (jest synem wysokich rangom działaczy reżimu komunistycznego) Hebrang jest jednym z niewielu kandydatów, który bardzo szczegółowo precyzuje swój program wyborczy. Były minister zdrowia, wicepremier, a w okresie wojny domowej koordynator medyczny chorwackich Sił Zbrojnych, opiera swoją kandydaturę na zasługach przeszlości, zarzucając rywalom (głównie Bandiciowi i Primoracowi) brak obecności i zaangażowania podczas walki o niepodległość Chorwacji w latach dziewięćdziesiątych.

Hebrang podobnie jak pozostali, swoją uwagę skupia głównie na kwestiach gospodarczych, proponując głęboką reformę podatków i składek, jako szansę dla chorwackiej ekonomii. Wyraźnie upatrzył on swoje dwie najważniejsze grupy docelowych wyborców, wśród chorwackiej diaspory (głównie w Bośni i Hercegowinie) oraz Kościoła katolickiego. Podkreśla on mocno potrzebę „dbania" o swoich rodaków z sąsiedniej Bośni, zaś Kościół zaprasza do dyskusji nad najważniejszymi bolączkami państwa.

Reprezentant HDZ wydaje się dość pobieżnie traktować relacje regionalne. W kontekście domniemanych dobrych relacji z Serbią, podkreśla potrzebę przeprosin ze strony Belgradu oraz dokładnego zbadania i zarchiwizowania wszystkich zbrodni popełnionych na ludności chorwackiej podczas ostatniej wojny.

Prezydent dla Bałkanów
Brak dostatecznej uwagi poświęconej przez kandydatów relacjom z państwami w regionie na rzecz troski o wewnętrzne sprawy kraju jest sprawą dość oczywistą, tym bardziej w okresie rzeczywistej recesji chorwackiej gospodarki. Nie mniej jednak potrzeba ta jest ogromnie ważna nie tylko dla samej Chorwacji, lecz dla całego regionu Bałkanów Zachodnich. Głównym jej czynnikiem jest unormowanie relacji z Belgradem. Jest to zadanie niezwykle trudne, biorąc pod uwagę historyczne zaszłości, a także ostatnie „podgrzewanie atmosfery" przez Stjepana Mesicia, oraz reprezentację Chorwacji na procesie przed Międzynarodowym Trybunałem Sprawiedliwości w sprawie legalności kosowskiej deklaracji niepodległościowej (Prezydent Mesić w kilku wywiadach zarzucił Serbii mieszanie się w wewnętrzne sprawy Bośni, oraz wspieranie separatyzmu Republiki Serbskiej, z kolei chorwaccy reprezentanci przed MTS zakwestionowali słuszność obecnego statusu Wojwodiny). W tym kontekście najbardziej pożądaną wydaje się być kandydaturą Milana Bandicia, który widzi tę potrzebę, a także podchodzi do niej bez „historycznej zgagi". Biorąc jednak dotychczasowe „ekscesy" kandydata, można żywić obawy o jego „polityczne wyczucie" w sprawach niewątpliwie tego wymagających. Wszystko wskazuje jednak, że nowym prezydentem zostanie Ivo Josipović. Niewątpliwie jego kandydatura jest szansą na zmiany w jakości dotychczasowej chorwackiej polityki w regionie. Jeden z najbardziej wyważonych i rozsądnych kandydatów, ma szansę wprowadzić w chorwackiej polityce międzynarodowej nową jakość. Jego niepowtarzalna charyzma może stać się zaczątkiem nowego etapu w powojennej Chorwacji, który zaowocuje nie tylko umocnieniem państwa i jego członkostwem w UE, ale również przejęciem realnego przywództwa regionalnego.

Czytany 14685 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 30 październik 2014 00:04