poniedziałek, 03 czerwiec 2013 08:03

Leonid Sawin: Geostrategia Państwa Środka

Oceń ten artykuł
(0 głosów)

chindraggeopolityka  Leonid Sawin

Chińską Republikę Ludową wielu ekspertów określa mianem superpotęgi. W samych Chinach ta nazwa nie zyskuje aprobaty. Chińczycy wolą mówić o swoim kraju jako o państwie, które obecnie przeżywa wzrost swoich możliwości i stara się je zrealizować w polityce zagranicznej.

Opinie zachodnich ekspertów co do wzrastającej roli Chin są identyczne w niektórych kwestiach: 

1) Chiny zaczynają „stwarzać kłopoty” dzięki swojej gospodarce; 

2) dla podtrzymania swego ekonomicznego statusu ChRL potrzebuje dodatkowych środków; 

3) chińska cicha ekspansja i wzrost potęgi wojskowej zaczyna budzić niepokój; 

4) w celu zapewnienia sobie bezpieczeństwa ChRL zaczyna zwiększać swój potencjał militarny, co prowadzi do eskalacji napięcia w regionie.

Richard Kearney i Richard Bitzinger (Uniwersytet Technologiczny Nanyang, Singapur) jeszcze w 2007 r., obserwując wzrastającą moc pretensji geopolitycznych Chin, wyrazili opinię, iż niepokój Stanów Zjednoczonych, co do własnej hegemonii, której będą zagrażać Chiny, przyczyni się do tego, że w ciągu kolejnych lat te dwa kraje staną się dominującymi potęgami, sterującymi strukturą polityki światowej. Mając na względzie zdanie innych autorów, eksperci zaproponowali kosmologiczną metaforę odnośnie przyszłego modelu relacji międzynarodowych. W nowej strukturze politycznej Unia Europejska i Chiny są podwójnym Układem Słonecznym, w którym obydwie gwiazdy krążą wokół siebie, tworząc w konsekwencji efekt jednego Słońca. Stany Zjednoczone natomiast są gwiazdą innego Układu Słonecznego, w którym Japonia i Indie krążą w obrębie jego orbity. Jednak wygląda na to, iż „gwiazda Chin” okazała się bardziej jasną i intensywną.

Natomiast amerykańscy geopolitycy postrzegają Chiny jako wyspę, wskazując na fakt, że północne i zachodnie peryferie tego kraju obejmują słabo zamieszkiwane i mało przydatne tereny.

Choć oczywiście Sinciang, Mongolia Wewnętrzna i Tybet jako regiony autonomiczne mają dość ważne znaczenie strategiczne. Ogromne pustynne i górskie tereny pełnią w pewnym znaczeniu rolę linii demarkacyjnej między granicą a chińskim centrum broniąc go od nieoczekiwanych ataków ewentualnego przeciwnika.

Tybetańskie plato (nazywano go również Trzecim Biegunem Świata), ważne z racji swoich surowców wodnych: najważniejsze górskie rzeki Azji północno-wschodniej – Brahmaputra, Indus, Ganges, Mekong, Huang He i Jangcy – biorą swój początek właśnie tam. To jest najważniejsza przyczyna, przez którą Chiny nigdy nie pozwolą na niepodległość Tybetu.

Aby spojrzeć na politykę międzynarodową Chin w kontekście geografii, trzeba przede wszystkim rozpatrzyć ideologiczne nastawienia i doktryny, które są pewnego rodzaju elementami łączącymi strategiczną kulturę Państwa Środka, która istnieje niejedno tysiąclecie.

Pokojowe współistnienie i wielobiegunowość są imperatywami w zachowaniach Chin na arenie międzynarodowej. Choć w niektórych spornych kwestiach konflikty regularnie pojawiały się i będą się pojawiać (w dużym stopniu są to pozostałości epoki neokolonialnej XX stulecia), te dwie zasady można uważać za fundamentalne.

Termin wielobiegunowości, który ostatnio stał się bardzo popularny w Rosji, był zaproponowany przez chińskiego badacza Huang Tsunga, który w artykule Ogląd sytuacji międzynarodowej (1986 r.) przewidywał rozpad systemu dwubiegunowego i pojawienie się nowych sił – najpierw trzech biegunów, a potem pięciu. A Tseng Tsamin dostrzegał zależność wielobiegunowości od globalizacji gospodarczej i wzrostu znaczenia nauk i technologii jako fundamentalnych „trendów” światowych.

Trzeba zaznaczyć, że polityka wewnętrzna również jest pewnego rodzaju przyczyną zachowań Chin na arenie zewnętrznej. Problem tego państwa polega na tym, że przybrzeżne regiony zawsze były bardziej rozwinięte i bogatsze niż strefa wewnętrzna, która jest bazą chłopską i zabezpiecza kraj pod względem żywnościowym. Ten stan rzeczy pozwolił Mao Zedongowi zjednoczyć biedne warstwy społeczeństwa z wnętrza Chin do walki przeciwko reżimowi, oparcie którego stanowiła burżuazja przybrzeżna. Marksizm w wersji azjatyckiej pozwolił Mao w dalszym ciągu dokładnie kontrolować bilans dobrobytu całych Chin, przekierowując dochody na korzyść regionów wewnętrznych. Deng Xiaoping kontynuował politykę Mao, ale spostrzegając nowe możliwości związane ze złagodzeniem stosunków z USA i włączeniem się w gospodarkę kapitalistyczną.

Chiny mają trzy imperatywy geopolityczne związane z jednolitością i dobrobytem kraju:

1) podtrzymywanie jedności wewnętrznej w hańskich regionach;

2) dokonanie kontroli w przygranicznych regionach;

3) obrona brzegów przed cudzoziemskimi inwazjami.

Trzeci punkt jest związany z panowaniem na morzu, ponieważ podstawowy obrót towarowy dokonuje się drogą morską. Przede wszystkim interesy ChRL są związane z Morzem Południowochińskim. Pokłady węglowodorów i mocny ruch o wartości miliardów dolarów zamieniły go w to, co prof. Naval War College James Holmes nazwał „morzem sercowym” (Heart Sea), podobnie jak Halford Mackinder nadał Rosji status „Heartlandu”.

Globalizacja tego regionu związana jest również z intencją Stany Zjednoczone, aby zrobić z niego nową oś ekonomiczną XXI stulecia. Nie przez przypadek Stany Zjednoczone dołączyły do partnerstwa transpacyficznego. Rola Japonii może stać się decydująca, a więc proces rozwiązania sporu z Chinami, co do wysp Senkaku, będzie zależeć od tego, jak potrafią dogadać się między sobą Tokio i Biały Dom.

Oprócz otwartej dyplomacji i podźwięku bronią ws. terytoriów spornych, Pekin puścił w obieg „miękką siłę”, zacząwszy stwarzać geopolityczne obrazy w przestrzeni wirtualnej, przekładając je do polityki realnej. Dowodem takiego dość produktywnego podejścia – z którego m.in. korzystały również kraje Zachodu od XIX wieku – jest wydanie nowych map i dokumentów, na których niektóre wyspy sporne (nie tylko z Japonią) pokazano jako terytorium Chin.

Na początku tego roku chińska agencja prasowa Xinhua poinformowała, iż wydawnictwo SinomapsPress wydało mapy geograficzne, na których ponad 130 wysp na Morzu Południowochińskim, większość z których przed tym nie była zaznaczona jako chińskie, teraz została tak określona. Oprócz map pretensje terytorialne dotyczą także paszportów do wyjazdu za granicę, w których suwerenne tereny Chin „rozszerzyły się” kosztem wysp na Morzach Wschodniochińskim i Południowochińskim. Z przyczyny owej „aneksji” konsulaty Wietnamu i Filipin odmawiają wydawać wizy na nowych dokumentach.

Jeszcze jeden front walki ideologicznej ukazał się w Internecie. Dosyć charakterystyczna w danym przypadku jest Wikipedia, która dla wielu użytkowników jest pierwszorzędnym źródłem informacji. Na przykład oryginalny artykuł poświęcony wyspom Senkaku pojawił się w 2003 r. i składał się z 300 słów, przy czym przywołana tam była i chińska nazwa Diaoyu. W 2010 r. materiał został nagle rozszerzony do 4000 słów, w tym 43 przypisy odwołujące generalnie do japońskich map. Potem zaczęła się „wojna” między redaktorami, która jest kontynuowana dotychczas. Niektóre dane usuwają się, odświeżone wersje zostają zniszczone – i tak w kółko. Dlatego, że Wikipedia zabrania własnych interpretacji i badań i żąda cytowania wiarygodnych źródeł – tego rodzaju informacyjna walka prowadzi do dyskredytacji samego pomysłu encyklopedii internetowej.

Wspomniane spory wprost związane są z koncepcją dwóch celów wysp. Lu Xua Tsean, dowódca Marynarki Wojennej ChRL w latach 80-90 zeszłego wieku, wypracował koncepcję stopniowego rozwoju doktryny morskiej co do dwóch strategicznych stref morskich, które mają dla Chin znaczenie niemal życia i śmierci. Pierwsza strefa obejmuje najbliższe wyspy – począwszy od Kuryli i dalej – przez Japonię, Tajwan, Filipiny, Indonezję do Wietnamu. Druga obejmuje 2000 km. od wybrzeża Chin włącznie z Południowochińskim Morzem i najważniejszymi morskimi szlakami komunikacyjnymi Azji. Zresztą, głównym celem Chin jest Tajwan: włączenie go do chińskiego systemu politycznego będzie odbywać się raczej drogą pokojową, podobnie jak kiedyś oddano Chinom Hongkong i Makau.

Stany Zjednoczone przeciwstawiły temu modelowi własną koncepcję celów wyspowych (mając na względzie dostawy broni sojusznikom w regionie) i doktrynę „wojny powietrze-morze”, która polega na wykorzystaniu pokładowego lotnictwa amerykańskiej marynarki wojennej przeciwko chińskim okrętom.

Stany Zjednoczone gorliwie wypracowują paniczne scenariusze wojny z udziałem Chin. W jednym z nich Chiny zaczną blokadę Tajwanu w 2016 r., ogłaszając swoją wyłączną strefę morską i przestrzeń powietrzną w okolicach tysiąca kilometrów od brzegu. Granicę kontrolują: marynarka wojenna, bezpilotowe aparaty latające o duży zasięgu działania, a także niskoorbitalne satelity. Wszystko to tworzy jedną sieć obserwacji i wczesnego wykrywania. Nuklearne siły Chin zostają wprowadzone w gotowość bojową. Stawią miny podwodne wokół Tajwanu, w stronę wyspy kierują działa okrętowe, wokół krążą samoloty i kursują okręty podwodne. Scenariusz rozgrywa się w taki sposób, że pretensje terytorialne wysuwane zostaną wobec Korei Południowej i Japonii, a amerykańskie bazy wojskowe, znajdujące się w tych krajach, zostają oblężone. Waszyngton domaga się użycia siły, ale na próżno. W postaci ograniczonej pomocy Nowa Zelandia i Australia przekazują swoje bazy, ale bez kontyngentów wojskowych. Chiny twierdzą, że kryzys może być rozwiązany tylko pod warunkiem powrotu Tajwanu.

Drugi, groźniejszy scenariusz, zaproponował pułkownik amerykańskiej marynarki wojennej David Shank, który jest znany ze swoich panicznych poglądów odnośnie Chin. Zgodnie z jego wersją w nocy z 30 kwietnia na 1 maja 2025 r. Chiny rozpoczynają inwazję na Syberię. W pierwszej kolejności chińskie siły specjalne uderzą w Kolej Transsyberyjską, odcinając ją tym samym od reszty Rosji. Na Dalekim Wschodzie, zwłaszcza w pobliżu Władywostoku, na morzu zostaną zawczasu postawione zagrody minowe, a same miny będą zaktywowane bezpośrednio w dniu inwazji. Chińscy dywersanci przejdą w głąb terytorium i, po ogłoszeniu wojny, zaczną strzelać do celu lekkimi rakietami ze specjalistycznymi głowicami bojowymi, które przy detonacji wypromieniowują impuls elektromagnetyczny. Wszystkie sieci elektroenergetyczne w obrębie działań bojowych, jak i wysokotechnologiczny sprzęt elektroniczny, który jest wykorzystywany przez żołnierzy amerykańskich w celu kontaktowania się, oraz satelity – wszystko zostanie zniszczone. Ponadto zostaną  wykorzystane projekcje holograficzne i inne know-how informacyjne, nakierowane na dezinformację przeciwnika. We Władywostoku zostaną wykorzystani dywersanci, którzy będą udawać robotników. Atak USA, który przyjdzie z pomocą Rosji drogą morską, doprowadzi do tego, że lotniskowce trafią do zawczasu przygotowanych pułapek. Znowu zwycięstwo Chin.

Nieprzyjaciele Chin w Rosji mogą skorzystać z tej wersji, dołączywszy do niej ewentualne ryzyko płynące z chińskiego wzrostu demograficznego. Chiny jednak nie rozpatrują kierunku północnego w celu ekspansji, ponieważ tam znajduje się obrzeże – Mongolia. Jedyna miejsce, które mniej więcej jest dostępne Chinom, to region od Władywostoku do Błagowieszczeńska, który graniczy z Pacyfikiem.

Warto jednak podkreślić, że Rosja z Chinami rozwiązały jednak wszystkie spory terytorialne, a zależność energetyczna Pekinu raczej nie sprzyja zaostrzeniu relacji z Moskwą.

Na południowym zachodzie długi łuk przechodzi przez Pakistan, Tadżykistan, Kirgistan i kończy się na Szczycie Zwycięstwa (7439 m n. p. m.), gdzie schodzą się granice Chin, Kirgistanu i Kazachstanu. To miejsce można pokonać z trudem, choć dawno temu tam znajdowały się tam wąskie korytarze, które służyły jako szlaki handlowe. Wyjątkiem jest kawałek granicy z Kazachstanem – jedyny most lądowy z Europą. Jednak ta marszruta, która kiedyś tworzyła Szlak Jedwabny, przechodzi przez słabo zaludnione tereny regionu muzułmańskiego, który jest dla Chin pewnego rodzaju problemem. Do ostatnich czasów zamrożony konflikt z Indiami był problemem dla tej części granicy, ale pewnie to pytanie ruszyło z martwego punktu – w maju 2013 r. dwa kraje wyprowadziły swoje kontyngenty wojskowe ze spornych terytoriów i mają zamiar rozwiązać ten dylemat.

Z racji tego, że przypominaliśmy o ewentualnych konfliktach wojennych, trzeba krótko przedstawić punkt widzenia samych Chin. Doktryna wojenna o obronie aktywnej, obowiązująca jeszcze od czasów Mao, w 1990 r. została zamieniona na nową, a w 1995 r. Centralna Komisja Wojskowa Chińskiej Armii Ludowo-Wyzwoleńczej ogłosiła politykę modernizacji wojennej (znaną pod nazwą „Dwie transformacje”):

– dd wojska, które jest przygotowane do uczestnictwa w wojnach lokalnych w zwykłych warunkach, do wojska, które jest gotowe walczyć i zwyciężać w wojnach lokalnych we współczesnych i wysokotechnologicznych warunkach;

– od wojska, które bazuje na ilości, do wojska bazującego na jakości.

We współczesnej chińskiej wojskowej teorii jest miejsce również dla wojny asymetrycznej, która nawiązuje do terminu „wojny bezkontaktowej”, która jest skierowana na osiągnięcie celów politycznych bez użycia środków wojskowych. To jest cyberwojna przeciwko cywilnym i wojskowym sieciom, zwłaszcza przeciwko komunikacji i systemom logistyki: ataki „piątej kolumny”, a także działalność sabotażowa, ataki na infrastrukturę finansową i operacje informacyjne.
Zasadniczą strategią Pekinu jest tzw. „perłowy sznur” (albo „nić”), który stanowi sieć portów, lotnisk i innej infrastruktury od Azji Południowej do wybrzeża afrykańskiego. Fakt, że 18 lutego 2013 r. głębokowodny port Gwadar, znajdujący się w pakistańskim Beludżystanie, całkowicie został przekazany chińskim władzom, a Iran od razu po tym wyraził chęć zbudowania obok rafinerii ropy naftowej, mówi o pierwszorzędnym znaczeniu tej strategii, skierowanej na zapewnienie Chinom niezbędnych surowców energetycznych. Zaznaczmy, że port Gwadar znajduje się bezpośrednio u wyjścia z Zatoki Perskiej. Wcześniej zarządzała nim kompania singapurska. Nie przez przypadek teraz Stany Zjednoczone starają się zwiększyć swoją obecność zarówno w Singapurze, jak i na Filipinach. Z drugiej strony, starania Waszyngtonu w krajach Azji Środkowej ws. stworzenia infrastruktury komunikacyjnej w sposób oczywisty wskazują na niezbędność synchronizacji starań Chin i Federacji Rosyjskiej, mających w tym regionie swoje interesy bezpośrednie, związane z bezpieczeństwem i procesami integracyjnymi Eurazji.

Chiny nazywają projekt, związany z Azją Centralną, odrodzeniem Wielkiego Szlaku Jedwabnego. Stany Zjednoczone proponują alternatywę w postaci Nowego Szlaku Jedwabnego. Jeżeli działania Chin są logiczne, ponieważ związane są z zapewnieniem sobie surowców energetycznych z regionu przykaspijskiego i stworzeniem niezbędnej infrastruktury w krajach Azji, która by odpowiadała interesom handlowym i gospodarczym, to rola USA, delikatnie mówiąc, nie wpisuje się w dany region. Podobnie Waszyngton prowadzi Wielką Grę (w taki sposób Brytyjczycy określili konfrontację Anglii z Francją i Rosją w Azji Południowej w XIX w.) w nowej wersji, próbując coś ugrać na tworzeniu sztucznych nieporozumień między krajami regionu.

Oprócz danej strategii, która realizuje się, że tak powiem, po utorowanej drodze i jest przywiązana do Eurazji, Chiny aktywnie oswajają inne przestrzenie. W czerwcu 2012 r. Wen Jiabao, były premier Chin, odbywając tournee po Ameryce Południowej, zatrzymał się na Wyspach Azorskich. Jego samolot lądował bezpośrednio w bazie amerykańskiej, która była wynajmowana od Portugalczyków na wyspie Terceira. Baza znajduje się na liście obiektów Pentagonu, które mogą w przyszłości zostać zlikwidowane. W związku z tym amerykańskie czasopismo National Review od razu opublikowało  krytyczny artykuł (autorstwa Gordona Chana), w którym była mowa o próbach dotarcia Chin do samego serca NATO, jeśli rozpatrywać ten blok militarny poprzez kontrolę strategiczną nad terytoriami. Autor pisze, że jeśli Chiny będą kontrolować tę bazę, ich samoloty będą mogły patrolować północny i centralny obszar Atlantyku i wskutek tego przeciąć ruch morski i powietrzny między Stanami Zjednoczonymi a Europą. Pekin również będzie mógł zablokować Morze Śródziemne i nawet grozić USA, ponieważ ta baza znajduje się mniej niż 2300 mil od Nowego Jorku, czyli znacznie bliżej niż odległość między Pearl Harbor i Los Angeles.

Odnośnie tego niemiecki analityk Feliks Seidler jest bardziej sceptyczny, ponieważ dla podobnego rodzaju działań wojennych potrzebna jest odpowiednia technika – bombowce strategiczne, okręty patrolowe, których Chiny obecnie nie posiadają. Jednak wszystko może być o wiele prostsze. Na przykład na Wyspach Azorskich powstanie stacja naukowo-badawcza. W taki sposób od niedawna postępują Brytyjczycy i Francuzi, nie mówiąc już o Amerykanach, w celu kontroli nad tymi terytoriami, które znajdują się poza obrębem metropolii. Zresztą taka stacja dobrze odpowiada celom szpiegostwa elektronicznego i przechwytywania sygnału radiowego. W świetle ciągłych oskarżeń Chin ze strony Stanów Zjednoczonych o cyberszpiegostwo, ta ewentualność może wzbudzić niepokój wśród urzędników amerykańskich. Oprócz tego wyspa jest ważna dla prowadzenia programów kosmicznych.

Jeśli mowa o konfrontacji z NATO, to duże zainteresowanie wzbudza Islandia, gdzie Chiny cierpliwie inwestują w budowę portów i innej infrastruktury czekając, aż Północny Szlak Morski stanie się dostępny dla ruchu wodnego. Co do Atlantyku Północnego – to tutaj może być wykorzystana Afryka, gdzie z kilkoma krajami Chiny rozpoczęły współpracę w przeróżnych branżach. Na wybrzeżu zachodnim – w Kenii i Nigerii – obecność Chin jest bardzo mocna, a po tym, jak chińska gazeta ukazała mapę ewentualnych baz  wojennych Chin w Azji i Afryce, ta hipoteza otrzymała potwierdzenie. A więc w sprzyjającej sytuacji Pekin będzie mógł wziąć Euroatlantyk pod swoją kontrolę umieszczając, swoje bazy na Islandii, Wyspach Azorskich i w Afryce.

Do Afryki Chiny przyprowadziły również i ekspansję kulturową z poważnym historycznym uzasadnieniem. Na wybrzeżu kenijskim chińscy architekci, wraz ze swoimi kolegami afrykańskimi starają się odnaleźć ślady wypadku statku z XV w., związanego z flotyllą admirała Tseung Xue z dynastii Ming, który – jak twierdzą Chińczycy – dotarł do wschodniego wybrzeża Afryki 80 lat wcześniej niż Vasco da Gama. W 2009 r. chiński rząd pomógł w przyjęciu ok. 120 tys. studentów z Afryki, co jest o 10 razy więcej niż w 2000 r. Generalnie rzecz biorąc Pekin wychowuje przyszłą elitę afrykańską, która wchłonie nie tylko wiedzę naukową i techniczną, lecz również kulturę Chin.

Wreszcie Ameryka Południowa. Fakt, iż chińscy piloci od 2009 r. odbywają szkolenie wzlotów i lądowań na brazylijskim lotniskowcu San-Paopo już wiele mówi. Brazylia jest zasadniczym partnerem Chin ws. eksportu w tym regionie. Wraz z Chinami przyjęła plan współdziałań na okres 2010–2014 r. w dziedzinie kultury, energetyki, finansów, nauki i techniki.

Inwestycje ChRL w ten region są dywersyfikowane od surowców aż do produkcji i usług. Zainteresowania wahają się od ropy naftowej w Wenezueli do drewna w Gujanie i soi w Brazylii. Sytuacja jest dosyć podobna do rosyjskiej: z krajów Ameryki Łacińskiej Chiny eksportują przeróżne surowce – miedź, ropę naftową, rudę żelaza, a tam dostarczają towary – od telefonów komórkowych do samochodów. Relacje dwustronne nie wszędzie są jednak bezproblemowe. W Peru chińska kompania państwowa od 20 lat spotyka się z upartym oporem ze strony górników, wskutek czego dochodzi nawet do zamieszek z policją. Chile jest na drugim miejscu pod względem partnerstwa handlowego. Wenezuela, dostarczająca ropę naftową, będąc piątym partnerem Pekinu w regionie. Jeśli wszystko będzie rozwijać się nadal w tym kierunku, to można oczekiwać, iż eksport z krajów Ameryki Łacińskiej do Chin do 2020 r. będzie równy 19,3 % ogólnej objętości eksportu.

Chiny przyswoiły lekcje kapitalizmu i dążą do podtrzymywania swego wzrostu ekonomicznego kosztem ciągłych inwestycji w dużej ilości. Zgodnie z wyliczeniami, Chiny powinny kontynuować inwestowanie w ilości wartej mniej więcej półroczne PKB, co równa się 9 trylionom dolarów – nie jest to proste zadanie. Wariantem wyjścia z takiej sytuacji może być podniesienie kosztów usług i zmniejszenie rozmiarów zasobów siły roboczej, ale to może uderzyć w politykę wewnętrzną. W konsekwencji tego ekspansja ekonomiczna jest najbardziej możliwym do przyjęcia wariantem, co pomaga Chinom podtrzymywać wzrost ekonomiczny.

Tekst pochodz i z portalu Geopolitika.ru
tłum. Aleh Loika

Przeczytaj również analizę Stratfor: Geopolityka Chin

Czytany 5819 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 30 październik 2014 00:04