sobota, 10 grudzień 2011 04:10

Leonid Sawin: Empiryczne i normatywne aspekty wielobiegunowości

Oceń ten artykuł
(0 głosów)

globpolgeopolityka  Leonid Sawin

Choć naukowcy i politycy różnych krajów posługiwali się terminem „wielobiegunowość” głównie w znaczeniu kontrastującej teorii dwubiegunowego lub bipolarnego świata drugiej połowy lat 90. XX wieku, lub w kontekście krytyki USA, przesłanki dla teorii wielobiegunowości powstały już dużo wcześniej. Dziś multibiegunowość, czy wielobiegunowość stanowią kluczową koncepcję dla zrozumienia nowej globalnej sytuacji.

Teoria i strategia wielobiegunowości miały szereg obiektywnych przesłanek i okresów zwiększonego zainteresowania ze strony międzynarodowej społeczności polityków i ekspertów. Do wybuchu I wojny światogewej utrzymywała się równowaga sił, którą przyjęto uznawać za początek multibiegunowości. Do okresu jej dojrzewania wielu badaczy zalicza także okres międzywojenny, kiedy jednocześnie funkcjonowały reżimy liberalizmu, komunizmu i faszyzmu.

Dziś multibiegunowość, czy wielobiegunowość stanowią kluczową koncepcję dla zrozumienia nowej globalnej sytuacji. Choć naukowcy i politycy różnych krajów posługiwali się terminem wielobiegunowości głównie w znaczeniu kontrastującej teorii dwubiegunowego lub bipolarnego świata drugiej połowy lat 90. XX wieku, lub w kontekście krytyki USA, przesłanki dla teorii wielobiegunowości powstały już dużo wcześniej.

Przede wszystkim należy zaznaczyć pojawienie się w systemie dwubiegunowym ruchu państw niezaangażowanych, który został oficjalnie utworzony przez 25 państw podczas belgradzkiej konferencji, która to odbyła się we wrześniu 1961 roku. Powstanie owego ruchu poprzedzała konferencja w Bandungu (Indonezja) w 1995 roku i trójstronne konsultacje Josipa Broz Tito, Gamala Nasera i Jawaharlala Nehru w 1956 roku. Główną ideą tej organizacji jest niewiązanie się z żadnym z bloków politycznych - przede wszystkim odnosiło się to do takich organizacji jak NATO, Układ Warszawski, Pakt Bagdadzki, a także do SEATO, ANZUS. Obecnie organizacja ta składa się ze 119 państw, które spotykają się raz na trzy-cztery lata podczas wspólnych konferencji. I właśnie teraz może ona posłużyć jako stabilna podpora dla międzynarodowej strategii multibiegunowości, o czym było wspomniane w rosyjsko-chińskiej deklaracji z 23 kwietnia 1997 roku dotyczącej wielobiegunowości. 

Przy okazji tego zrzeszenia należy wspomnieć o Organizacji Solidarności Narodów Azji, Afryki i Ameryki Łacińskiej, utworzonej w 1966 roku, której celem jest walka z globalizacją, imperializmem, neoliberalizmem, a także obrona praw człowieka. W ostatnim czasie jej członkowie zwracają szczególną uwagę na różnorodne międzynarodowe integracyjne projekty typu ALBA, UNASUR (Unia Narodów Południowoamerykańskich), czy Współpraca Południe-Południe.

Współcześni chińscy naukowcy także upatrują początków doktryny wielobiegunowości w okresie „zimnej wojny”, a dokładniej w pięciu zasadach pokojowej koegzystencji, które były podstawą porozumienia, podpisanego z Indiami w 1954 roku. A są to:

1. Wzajemne uznawanie jedności terytorialnej i suwerenności innych krajów.

2. Brak agresji względem innych podmiotów.

3. Uchylanie się od ingerencji w sprawy wewnętrzne.

4. Równość i wzajemne korzyści.

5. Pokojowa koegzystencja.

Niezwykle godnym uwagi jest fakt, iż to właśnie Chinom przypada pierwszeństwo w opracowywaniu omawianej dziś strategii, dla której w języku chińskim istnieje termin duojihua, oznaczający wielobiegunowość, multibiegunowość.

Na początku 1986 roku w artykule „Przegląd sytuacji międzynarodowej” chiński badacz Jiāng Zémín wskazał, iż o ile konflikt „zimnej wojny” względnie się ustabilizował, o tyle wielkie mocarstwa utraciły zdolność kontrolowania swoich obozów, w konsekwencji czego narodziła się polityczna wielobiegunowość. Pierwszym krokiem było pojawienie się strategicznego trójkąta ZSRR-USA-Chiny, następnie, w przekonaniu autora, powinien pojawić się pięciobiegunowy świat dodając do powyższych Japonię i Europę. Ciekawym jest to, że owa teoria pięciobiegunowego świata do dnia dzisiejszego pozostaje dominującą w świadomości Chin w kwestii wielobiegunowości. Choć z drugiej strony Jiāng Zémín łączy ze sobą koncepcję wielobiegunowości, globalizację w wymiarze gospodarczym i wzrost zainteresowania nauką i techniką jako podstawowe światowe trendy.  

Jeśli trzymać się chronologii, to w ślad za Chinami podążyli zachodni badacze. I tak, na przykład historyk Uniwersytetu Yale Paul Kennedy w swojej książce The Rise and Fall of the Great Powers, wydanej w 1987 roku wskazał, że za 20-30 lat z powodu postępu bilansu gospodarek zmieni się także bilans sił zbrojnych, co doprowadzi do utworzenia do 2009 roku wielobiegunowego świata. Lecz jeśli dla wielobiegunowości świata wschodniego charakterystyczna jest idea współpracy i kooperacji, w szczególności na przykład, jeszcze jeden z chińskich autorów Zhang Yunlin podkreśla, iż istnieją różne centra sił istotnie wpływające na sprawy wewnętrzne i międzynarodowe, to przedstawiciele wielobiegunowości z Zachodu (Kenneth Waltz, John Mearsheimer) zapewniają, że jeden, obojętnie który z biegów jest w stanie rzucić wyzwanie jakiemukolwiek drugiemu. Choć Waltz, wychodząc z założenia, że państwa na ogół działają racjonalnie i są skłonne do minimalizacji zagrożeń, uważa, że rozpowszechnienie broni jądrowej powoduje wzmocnienie bezpieczeństwa międzynarodowego. Tak więc mocarstwa dysponujące bronią jądrową, we wzajemnych stosunkach są skrajnie ostrożne, gdyż wiedzą jak wielka można być cena konfliktu. Znani teoretycy cyklów wojennych i hegemonii Thompson i Modelski również oddają pierwszeństwo klasycznemu balansowi sił, o ile struktura polityczna wielobiegunowego lub policentralnego świata będzie się składać z autonomicznych centrów, posiadających własną, wyraźnie odróżniającą się od innych kulturę, a także dysponujących własnym arsenałem broni jądrowej i systemem kosmicznym. Przypuszczają oni, że każdy z tych centrów utworzy dla siebie swoją własną strefę wpływów. James Rosenau mówił o dwóch typach funkcjonowania międzynarodowego – państwowocentrycznym i multicentrycznym, jednocześnie podkreślając wzrost znaczenia bezpaństwowych aktorów, którzy z podsystemów przekształcają się w pełnoprawnych graczy na arenie światowej polityki. Samuel Huntington w publikacji Foreign Affairs z 1999 roku podkreślał, że „za 10-20 lat z całą pewnością nastanie wielobiegunowy XXI wiek”. Nawet sekretarz stanu Madeleine Albright, która wcześniej nazwała USA „niezastąpionym narodem”, 2 lutego 2000 roku oświadczyła, że USA nie chcą „ustanowienia i zapewnienia utrzymania” jednobiegunowego świata, a także, że Integracja gospodarcza już utworzyła, jak wyraziła się sekretarz, „świat, który można by nazwać wielobiegunowym”.

Tym niemniej, pozostają pytania, na które do tej pory nie dano jasno sformułowanych odpowiedzi. Pytanie czysto empiryczne – ile będzie biegunów? A także, jaka jest różnica pomiędzy siłami względnymi? Szereg państw jest gotowych przyłączyć się do grona państw tworzącego dany biegun, na przykład, Indie niebezpodstawnie rozszerzają chiński punkt widzenia pięciobiegunowego świata do sześciobiegunowego, a kraje południowo-wschodniej Azji wolą mówić nie o narodowych zrzeszeniach, a o regionalnych grupach. W tej perspektywie Stowarzyszenie Narodów Azji Południowo-Wschodniej (ASEAN) może w pełni występować jako samodzielne centrum siły. Nie można także zapomnieć o potencjale Afryki i Ameryki Łacińskiej.

Na uwagę zasługują także indyjskie teorie wielobiegunowości. Hinduski politolog Suryanarayana uważa, że wielobiegunowość jako niezmienna reguła w stosunkach międzynarodowych jest możliwa jedynie między państwami, które rozwijały się organicznie, jako domy siły lub władzy (power houses). W tej idei ukryta jest krytyka kolonializmu i neokolonializmu, a także chimerycznej kultury politycznej, czego wyraźnym przykładem są Stany Zjednoczone, które ze swoimi strategicznymi koncepcjami pogranicza i swoją historią nie mogą być takim organicznym domem władzy.

Stąd nasuwają się pytania o normatywność i etykę i dlatego właśnie tutaj ogromną zaletą wielobiegunowości, według tej koncepcji, po pierwsze jest siła względna nie równoważna sile absolutnej. 

Po drugie, normatywna teoria wielobiegunowości z założenia jest oparta na kooperacyjnej etyce i wychodzi daleko poza granice egoistycznej solipsystycznej jednobiegunowości, ponieważ sprowadza ona wszystkie kwestie etyczne do wewnętrznych moralnych zamierzeń państwa-lidera, za którym powinny podążać i podporządkować się wszystkie inne kraje. Z punktu widzenia wielobiegunowości, na odwrót, i nawet nie chodzi o to, że supermocarstwo może efektywnie działać w pojedynkę, ale o to, że współpraca sama w sobie jest niezbędna i sprzyjająca.   
Po trzecie, teoria wielobiegunowości pozwala ignorować USA i historyczny Zachód jako całość, w tym także użycie siły przez te kraje przeciwko słabszym. Ta krytyka choć i retorycznie jest wygodna dla wielu państw, to chodzi tutaj przecież przede wszystkim o wartości jakimi są szacunek dla suwerenności, współpracy i rozwiązania światowych konfliktów. Innymi słowy mowa tutaj o tym, czy będzie się tworzyć etyka nowych oddzielnych biegunów, czy może etyka w nowych międzynarodowych stosunkach. 

Oprócz tego, istnieje także podpoziom wielobiegunowości, znajdujący się wewnątrz państw rozciągający się na problemy etniczne, religijne i administracyjne. 

Dyrektor Centrum Badań Geopolitycznych Instytutu Europy Rosyjskiej Akademii Nauk K.E. Sorokin, który był jednym z rodzimych pionierów teorii wielobiegunowości, również wskazał na to, iż z powodu nakładania się na globalne strefy gospodarcze etnocywilizacyjnych lub kulturowych wspólnot, a na zmiany na geopolitycznej mapie świata wpływają wspólnoty o tradycjach historycznych… to model geopolityczny współczesnego świata jawi się jako wielowarstwowy i policentryczny.  

Nie sposób nie zauważyć, iż te siły, które można by nazwać transatlantyckimi, nie reagują na wszystkie te zmiany. Iwan Krastew i Mark Leonard, reprezentujący Europejską Radę Spraw Zagranicznych, uważają, że koniecznym dla Unii Europejskiej jest zastąpienie koncepcji sił koncepcją projektów, związaną z wielostronnymi stosunkami i dyskusjami na temat zarządzania bezpieczeństwem kontynentu w imię interesów wszystkich krajów, gdzie UE, Rosja i Turcja będą kreślić czerwone linie pomiędzy sąsiadującymi państwami.  

W retoryce politycznej administracja prezydenta Obamy próbuje naprawić walące się fundamenty władzy umoralniającymi obietnicami o demokracji i prawach człowieka. W lipcu 2009 roku wiceprezydent Stanów Zjednoczonych Joe Biden w trakcie wizyty na Ukrainie powiedział, że „staramy się budować wielobiegunowy świat”. W tym samym czasie sekretarz stanu Hillary Clinton publicznie oświadczyła, że „my pozostaniemy liderem, poprzez bliższą współpracę z większą ilością krajów, tym samym będziemy zmniejszać swoją konkurencję, co spowoduje zmianę środka ciężkości z wielobiegunowego w stronę wielokierunkowego świata”, dając przy tym do zrozumienia, że Waszyngton wcale nie chcę się rozstawać z pozycją światowego lidera, a USA nadal będą usilnie wynajdywać sposoby, by tak się właśnie nie stało.

Przejawia się to zarówno w dyplomatycznych dążeniach USA, czyli w próbach ukazania sprzeczności pomiędzy głównymi geopolitycznymi siłami Eurazji, jak i w ciągłej zmianie strategii wojskowych, przystosowywanych na nowo do zmieniających się warunków.

Podsumowując, niezbędna jest koordynacja wysiłków głównych w polityce światowej centrów wpływów począwszy od Rosji, Chin, Iranu, krajów regionu Oceanu Spokojnego w  Azji i UE, aż po Amerykę Łacińską i Afrykę, które będą ukierunkowane na adaptację istniejących już teorii i doktryn wielobiegunowości w kwestii prawa międzynarodowego, a także ich zastosowania w praktyce w formie współpracy na poziomie politycznym, gospodarczym, wojskowym i kulturowym.

Tłum. Justyna Matyjek

Tekst pochodzi z portalu geopolitika.ru

Czytany 7865 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 30 październik 2014 00:04