poniedziałek, 07 lipiec 2014 06:06

Konrad Rękas: Potencjalni następcy Nursułtana Nazarabajewa

Oceń ten artykuł
(0 głosów)

elbasy_NNazarbajew  Konrad Rękas

Kwestia następstwa po kończącym właśnie (6 lipca) 74 lata Nursułtanie Nazarbajewie nurtuje analityków od lat, nasilając się zwłaszcza po pobycie Ełbasego w niemieckim szpitalu w 2011 r. Już na początku 2012 r. zagadnieniem już oficjalnie zajęły się amerykańskie think-tanki, zaś kiedy w kwietniu 2013 r. pojawiły się pogłoski o śmiertelnej chorobie kazachskiego prezydenta, stało się jasne, że problem wskazania – wyboru kolejnego przywódcy największego państwa Azji Środkowej staje się sprawą palącą. 

My się nie boimy dobrych wzorców!

Gdy w kwietniu 2013 r. gruchnęły pogłoski o śmiertelnej chorobie Ełbasego stosunkowo szybko, bo już po trzech miesiącach głos zabrał sam najbardziej zainteresowany. N. Nazarbajew w wywiadzie dla telewizji KTK podważył samo równanie „stabilny system polityczny = oczywiste następstwo przywódcze”, odwołując się do uznawanych przez siebie za autorytety polityczne przywódców Singaupuru i Malezji Lee Kuan Yewa po 30 latach przekazał władzę, a jednocześnie podzielił się bogatym doświadczeniem z młodymi. Podobnie postąpił Mahathira Mohamad oddając rządy nad krajem po 20 latach ich sprawowania, uznając, że to demokratycznie działające partie polityczne powinny wyłaniać przywództwo państwa. Zbliżony mechanizm można też obserwować w post-jelcynowskiej Rosji. Wystąpiły tam pewne meandry, ale były i ciche transfery władzy. (…) Ludzie mają tendencję by przyzwyczajać się do jednego konkretnego polityka i odczuwać niepewność co może się zdarzyć gdy go zabraknie (...) tu w Kazachstanie pracujemy nad rozwijaniem prawdziwej kultury relacji międzyludzkich. Obecne pokolenie Kazachów jest w pełni świadome tego, jak cywilizowany świat żyje i pracuje. Wierzę, że wszystko ułoży się dobrze" – mówił N. Nazarbajew. Jednak przyspieszenia giełdy nazwisk nie powstrzymał – i chyba nie miał takiego zamiaru.

Dlatego kiedy 17 sierpnia 2013 r. Ełbasy spotkał się w Soczi z Władimirem Putinem mając u boku Samata Abisha „siłownika”, oficera wywiadu, uchodzącego za zwolennika rządów silnej ręki – zostało to znowu uznane za potwierdzenie następstwa prezydenckiego bratanka, wówczas już pełniącego funkcję Zastępcy Przewodniczącego Komitetu Bezpieczeństwa Narodowego Kazachstanu. Potwierdzenia jednak rzecz jasna nie było, ale potęgowana przez niektóre ośrodki analityczne, czy raczej medialne, niepewność w tym zakresie była jednak i jest przesadzona, co potwierdzał raport International Crisis Group, opublikowany w październiku 2013 r., a stwierdzający, że „niepewne plany sukcesji wpływają wprawdzie na wysoki poziom ryzyka politycznego, jednak niektóre z podnoszonych problemów związanych z bezpieczeństwem i zagrożeniem ze strony religijnego ekstremizmu wydają się być przesadzone”. Materiał zawierał szereg krytycznych wobec systemu władzy w Kazachstanie ocen, obciążając Ełbasego odpowiedzialnością za „niedostateczny rozwój społeczeństwa obywatelskiego, instytucji demokratycznych” a także korupcję. „W sytuacji, w której 73-letni prezydent dominuje w polityce wewnętrznej i zagranicznej oraz ściśle kontroluje gospodarkę, gdy to słowo najwyższych urzędników, a nie system prawny zapewnia ochronę aktywów inwestorów – zniknięcie prezydenta ze sceny zdestabilizowałoby istniejące status quo i groziłoby pozostawieniem inwestorów zagranicznych bez zabezpieczeń i gwarancji” – stwierdzał raport ICG.

Ełbasy jak zwykle zaskakuje

Prognozy sukcesyjne dla Kazachstanu zostały skorygowane po ogłoszeniu powrotu na stanowisko premiera Käryma Mässymowa. Obserwatorzy rosyjscy, oceniając tę decyzję, sięgali do porównań z własnego podwórka – „wielkich powrotów” Siergieja Szojgu w 2014 roku, Michaiła Fradkowa w roku 2004 czy Wiktora Zubkowa w 2007 r. Zwracano uwagę, że kariera K. Mässymowa tylko pozornie przypominała drogę innych prominentnych polityków poddanych karuzeli poziomej rotacji stanowisk, jak szef Komitetu Bezpieczeństwa Narodowego Nurtai Abykayev, eksminister obrony Ädylbek Ryskeldyuły Żaksybekow, akim Astany Imangali Tasmagambetov, czy eksszef MSZ Marat Tajin. Mässymowa wyróżnia fakt, że nie tylko pozostaje stale bezpośrednim i bardzo bliskim zapleczu kadrowym prezydenta, ale właściwie stale zachowując własne, znaczące wpływy – powrócił na stanowisko szefa rządu, co dowodzić ma dużego zaufania ze strony Ełbasego.

Czy więc nominacja premiera stanowi wskazanie następcy, względnie czy może być traktowana jako przynajmniej określenie porządku władzy i oznaczenie „numeru dwa” w ramach obozu rządzącego? Na pewno nowy – stary szef rządu stanowi, z punktu widzenia N. Nazarbajewa, gwarancję kontynuacji i utrzymania linii postępowania zwłaszcza na odcinku dyplomatycznym, w szczególności wobec Moskwy i Pekinu, ale także Zachodu. Sam Ełbasy sam zresztą zaznaczył, że właśnie odpowiednie ukierunkowanie i wręcz powstrzymywanie zmian jest obecnie jego priorytetem. Wyraził to wyraźnie zwracając się 1 lipca 2014 r. bezpośrednio do ministrów edukacji i zdrowia, by „byli ostrożni z reformami” – choć przecież równolegle podtrzymał główne zapisy i zalecenia strategii rozwoju kraju. Mamy więc raczej do czynienia z deklaracją o charakterze PR-owskim, kładącym akcent właśnie na element ciągłości i stabilności władzy i jej obecnej linii politycznej. Równolegle Ełbasy dokonał jednak kolejnych zmian na stanowiskach członków gabinetu w randze wiceministrów, okazując, że nadal mocno dzierży ster rządów we własnych rękach.

W punkcie wyjścia

Po trzech latach analiz, obserwując sytuację i linię następstwa w Kazachstanie – jesteśmy faktycznie w punkcie wyjścia, obracając w kręgu tych samych nazwisk. Niezależnie od meandrów polityki kadrowej Ełbasego – wąska lista obejmuje Timura Kulibayeva, Käryma Mässymova, Samata Abisha, Imangaliego Tasmagambetova i Nurtaya Abykayeva, zaś gdyby prezydent zdecydował się wykroczyć poza schemat – także Kairata Kelimbetova i Asseta Issekesheva, czyli polityków młodszego pokolenia i technokratów, względnie Kairata Satybaldyego, związanego z bardziej tradycyjnymi nurtami ideowo-politycznymi Kazachstanu. Niezależnie od tego, czy N. Nazarbajew ostatecznie zdecyduje się wskazać następcę, czy jednak nie spodziewając się śmierci pozostawi tę kwestię do rozstrzygnięcia klanom – należy zastanowić się co prezydentura każdego z nich oznaczałaby dla Kazachstanu i jego sąsiadów.

Liberałowie, konserwatyści, zapadnicy, sino- i rusofile...

Za kandydatów kojarzonych z możliwością liberalizacji systemu uchodzą w tym gronie N. Abykayev i I. Tasmagambetov, przy czym w przypadku tego drugiego sugerowane jest również większe otwarcie na Zachód w polityce zewnętrznej państwa. Z kolei S. Abish i K. Satybaldy uchodzą za przedstawicieli skrzydła konserwatywnego, zdeterminowanego do nieustępowania oczekiwaniom opozycji, a także przyjmujących zdecydowanie bardziej zachowawczego stanowiska w stosunkach wewnętrznych i organizacji ideowej Kazachstanu. Pozostali z wymienionych – mieliby więc gwarantować kontynuację obecnego, środkowego kierunku działań i polityki przyjętego przez N. Nazarbajewa.

Z kolei z punktu widzenia środowiska międzynarodowego T. Kulibayev i K. Mässymov wydają się najlepiej przygotowani do kierowania polityką Astany w relacjach między Moskwą a Pekinem. W przypadku zięcia Ełbasego załamanie jego kariery przed trzema laty w efekcie tragicznych zajść przy tłumieniu strajku robotniczego w Żanaozen – zostało chyba w ostatnich miesiącach odpracowane choćby przez jego udział jako członka Rady Dyrektorów Gazpromu w doprowadzeniu do zawarcia wartego 400 mld USD gazowego porozumienia rosyjsko-chińskiego. Znalezienie się T. Kulibayeva u stery rządów Kazachstanu podtrzymywałoby zapewne łącznikową rolę Astany między Pekinem a Moskwą i sprzyjałoby zbliżeniu między podmiotami Eurazjatyckiej Wspólnoty Gospodarczej a Chinami. Krytycy zaznaczają jednak, że choćby z racji swej ostatniej drogi zawodowej – zięć Ełbasego nawet w takiej konfiguracji międzynarodowej mógłby jednak nieco bardziej ciążyć w stronę Moskwy.

Również premier K. Mässymow wydaje się być postacią szczególnie obliczalną z punktu widzenia Pekinu, Moskwy i Waszyngtonu – co jednak niekoniecznie musi zwiększać jego szanse w polityce wewnętrznej. Z pewnością jednak obecny szef rządu reprezentuje w kazachskim establishmencie kierunek szczególnie życzliwy bliskim relacjom z Chinami, a jako Ujgur – ma wiele zrozumienia dla problematyki politycznej i etnicznej stabilności Państwa Środka. Z drugiej strony właśnie z racji swego pochodzenia, do pewnego stopnia pozostaje w kazachskiej polityce elementem obcym, co sprzyja odnajdywaniu się K. Mässymova na niwie międzynarodowej i szukaniu przez niego oparcia zagranicą.

Z kolei analiza drogi zawodowej S. Abisha m.in. w jego sympatii do rządów silnej ręki – każą doszukiwać się inspirowania wzorcami rosyjskimi. Czy właśnie z tego powodu – niejako dla uspokojenia Kremla N. Nazarbajew zasugerował możliwość sukcesji wykształconego w rosyjskiej akademii wywiadu polityka?

Należy zauważyć, że potencjalne pole sprzeczności, czy nawet konfliktów kazachsko-rosyjskich znajduje się właśnie na polu polityki, a ściślej relacji międzyetnicznych na obszarach pogranicznych, a ich ewentualna eskalacja może nastąpić właśnie po odejściu Ełbasego. Podnoszenie znaczenia S. Abisha może więc być z tego punktu widzenia traktowane, jako tak element bieżącej pacyfikacji stosunków z Moskwą, jak i zabezpieczenie pozycji Kazachstanu w przyszłości przed ewentualnym zagrożeniem, choćby teoretycznym, z północy.

Z kolei rozbrojeniu innego zagrożenia – islamskiego może służyć kolejna zgłaszana kandydatura, K. Satybaldyego. Jego działalność na czele ruchu społecznego "Ak Orda" wyraźnie zmierza do przekształcenia go w zaplecze polityczne tego kuzyna Ełbasego, o charakterze wyraźnie islamskim i konserwatywnym. Tym samym K. Satybaldy wyróżnia się na tle innych pretendentów przez odwołanie do kręgów szerszych, niż tylko czołówka biznesowo-administracyjna Kazachstanu, czy czynniki zewnętrzne. Przeciwnie, choć w deklaracjach K. Satybaldego nie ma śladów kazachskiego nacjonalizmu, to jednak zawierają one wystarczająco wyrazisty przekaz ideowy, kwestionujący podstawę systemu demokratyczno-liberalnego w rozumieniu zachodnim, by uznać go za najbardziej wewnętrznie, wsobnie ukierunkowany nurt potencjalnej sukcesji.

System zachodni i pomysły jego naśladowania mają jednak w Kazachstanie także mniej lub bardziej szczerych orędowników. Deklaracje N. Abykayev jeszcze z 2010 r. świadczą, że deklarując zrozumienie dla potrzeby budowy „strefy antyterrorystycznej w Azji”, a także wyrażając wsparcie dla amerykańskiej interwencji w Afganistanie widziałby on rolę Kazachstanu jako istotnego, ale jednak tylko uzupełniającego elementu systemu zachodniego (więc nieco analogicznie do pomysłów Islama Karimova dla Uzbekistanu). Bez związku z konkretnymi wypowiedziami, a raczej na podstawie PR-u towarzyszącego działalności akima Astany – za zwolennika większego otwarcia i zbliżenia z Zachodem uchodzi też I. Tasmagambetov. Za tą jego optyką miałyby też świadczyć pochlebne opinie, z jakimi jego działalność jako burmistrza, oraz deklarowany technokratyzm spotykają się w analizach autorów zachodnich. I przeciwnie jednak – akim stolicy znajduje się na cenzurowanym sił nacjonalistycznych i populistycznych, krytykujących go za inteligenckie wyalienowanie oraz działania wymierzone w uboższych mieszkańców Astany.

Technokratyzm w realiach kazachskich nie równa się jednak automatycznie opcji pro-zachodniej, choć faktycznie łączy się niekiedy np. ze sceptycyzmem wobec zbyt daleko posuniętej integracji gospodarki Kazachstanu i Rosji. Stanowisko takie wyraża np. K. Kelimbetov gubernator Kazachstańskiego Banku Narodowego, ostrzegający przed słabością rubla i budowaniem Eurazjatyckiej Wspólnoty Gospodarczej w oparciu o pozycję tej waluty. K. Kelimbetov podobnie jak i A. Issekeshev podnosi wagę energetycznych i infrastrukturalnych kontaktów z Chinami i w makroregionie środkowoazjatyckim wychodząc właśnie z pobudek pragmatycznych. Jednocześnie z racji wykształcenia (Georgetown University) jak i kontaktów z międzynarodową finansjerą K. Kelimbetov wydaje się być idealnym kandydatem kompromisu między Zachodem a Azją.

Pragmatyka ta wynika przede wszystkim z ekonomii. To ona, jak można przypuszczać, wpłynęła na kwietniową wymianę rządu. Z jednej strony gabinet K. Mässymova będzie musiał uporać się z następstwami skokowej dewaluacji tengi, sfinalizować reformę emerytalną, wdrażać integrację gospodarki krajowej zresztą Eurazjatyckiej Wspólnoty Gospodarczej, a przy tym wszystkim sprostać opozycji wewnętrznej – oczywiście tej w obrębie obozu władzy (na przykład grupującej się wokół córki Ełbasego, Darigi Nazarbajew).

Czytany 3620 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 30 październik 2014 00:04