czwartek, 14 kwiecień 2011 19:23

Kazimierz Wóycicki: Rozbieżne rosyjskie scenariusze i polski papierek lakmusowy

Oceń ten artykuł
(1 głos)

lakmus  dr Kazimierz Wóycicki

Zadziwia jak bezpośrednio zmiany w globalnej polityce oddziaływają na polską sytuację geopolityczną. Amerykański reset wobec Rosji modyfikuje geopolityczne położenie kraju nad Wisłą. Europa i USA potrzebują Rosji, gdy na światową potęgę wyrastają Chiny. Nie może to pozostawać bez wpływu na pozycję Warszawy. Jesteśmy istotnie w świecie XXI wieku – wieku szybkich i potężnych zmian w światowym układzie sił.

Sama Rosja wydaje się być coraz słabsza, w obliczu katastrofalnej sytuacji demograficznej (zmniejszająca się szybko liczba ludności, procentowy wzrost muzułmańskiej mniejszości, w samej Moskwie mieszka dzisiaj 2,5 mln wyznawców islamu) czy zapóźnienia gospodarki rosyjskiej opierającej się w ogromnej mierze na eksporcie surowców.

 

Już ładne kilka lat temu w raporcie CIA zadawano pytanie, o możliwość rozpadu Federacji Rosyjskiej, o co zresztą Moskwa obrażała się. Dziś pytanie to stawiane jest nieco inaczej: czyje wpływy staną się w Rosji dominujące – zachodnie czy chińskie. I wiele przemawia za tym, że to właśnie Chińczycy będą powoli wypełniać ową polityczną próżnię, jaką staje się postsowiecki terytorialny gigant. Rosja przestaje w tej sytuacji być oponentem Zachodu, zmieniając się nie tyle w sojusznika, co w teren gdzie Zachód zaczyna intensywnie konkurować o wpływy z Chinami. Opozycja Wschód–Zachód, jaka charakteryzowała geopolitykę po 1945 r., znika w ten sposób niemal ostatecznie, jako zasadniczy rys polityki globalnej.

Polski „reset”

Tradycyjna polska polityka musi ulegać w tej sytuacji zasadniczej rewizji. Oparta ona była na założeniu o niereformowalności Rosji i pragnieniu zabezpieczenia się przed jej neoimperialnymi dążeniami. Wspierała tę politykę nadzieja na demokratyzację w regionie dzielącym Polskę od Rosji. Pomarańczowa rewolucja na Ukrainie przyczyniała się do podtrzymywania takiej perspektywy, choć szybko stało się widoczne, że nie jest to takie proste. Miano też nadzieję, że w jakimś momencie również Białoruś pozbędzie się Łukaszenki i wkroczy na drogę transformacji ustrojowej. Nie trzeba dawnej polityki oskarżać o błędy, lecz raczej zastanawiać się, co zmusza nas do prowadzenia nowej polityki.

Potrzeba również polskiego „resetu” wydaje się koniecznością. Efektownym dowodem tego, że się on dokonuje była wizyta prezydenta Miedwiediewa w Warszawie. Polacy mogą być usatysfakcjonowani przyznaniem się przez Moskwę do zbrodni katyńskiej, choć istotniejsze może się okazać to, że wyzwoli to w Rosji dyskusję o własnych ofiarach stalinowskich zbrodni i doprowadzi do rozrachunku z własną przeszłością, zahamowanego w okresie prezydentury Putina. Taka jednak satysfakcja, choć nie należy jej lekceważyć, nie może przesłaniać istoty stosunków polsko-rosyjskich. Pozbycie się historycznej traumy nie oznacza, że stosunki polsko-rosyjskie stają się mniej problematyczne.

Nowa sytuacja rodzi też nowe zagrożenia. Nie jest to w żadnym wypadku argument przeciw nowej polskiej polityce wschodniej. Trzeba jednak dobrze zdawać sobie sprawę z tego, przed jak wielkimi i skomplikowanymi stoi ona wyzwaniami. Jakie one są?

Pierwsza pułapka polega na tym, że wciąż nie możemy być pewni, czy Moskwa w otwarciu wobec Warszawy nie ma jedynie zamiaru ominięcia polskiej przeszkody. Polacy nieustannie ostrzegali UE przed Moskwą. Moskwa usiłowała przed dłuższy czas Warszawę izolować i ta jej polityka okazała się nieskuteczna. Wewnątrzunijne powiązania okazywały się mimo wszystko dostatecznie silne – tak, że złe stosunki z Polską stawały się dla Rosjan poważnym utrudnieniem, by sięgać po zachodnie inwestycje i pieniądze. Owo zagrożenie jest jednak stosunkowo najmniej niebezpieczne. Jeśli rosyjskie otwarcie nie jest autentyczne, to nawet jeśli nie będzie tego pozoru demaskowała Warszawa, to zdemaskuje go Bruksela.

Znacznie poważniejsze zagrożenia mogą powstać – niektórzy uznają to za paradoks – jeśli rosyjskie otwarcie okaże się czymś autentycznym, a modernizacja istotnie zacznie się dokonywać. Założenie, że taki rozwój wypadków zmieni rosyjskiego niedźwiedzia w potulnego baranka jest błędne.

Rosja zbliżająca się do Zachodu nie musi wcale rezygnować z intensyfikowania swoich wpływów na terenie Europy Środkowej, choć będzie to realizowane całkiem nowymi środkami. Dopóki polityka Moskwy prezentowała się jako neoimperialna, Warszawa mogła łatwiej zyskiwać zrozumienie Zachodu, wtedy gdy z Moskwą trzeba było się spierać. Gdy zarzuty o neoimperializm odpadną, może okazać się to znacznie trudniejsze. Interesy, jakie łączyć będą liczne kraje UE z Moskwą, mogą być często odmienne od polskich interesów. Nawet też, jeśli Rosja będzie słabnąć, to wciąż zachowa dostateczne środki w konfrontacji z krajami o tyle od niej słabszymi jak Polska, by forsować własne interesy.

Jeśli więc w dotychczasowej polityce wschodniej zarówno UE, jak i samej Polski liczyły się często perswazyjne ogólniki (brak demokratyzacji, neoimperialna polityka, autarkiczna gospodarka), teraz – wobec autentycznej lub udawanej modernizacji – stracić one mogą na znaczeniu i liczyć zaczną się konkrety. Warto zdać sobie sprawę z tego, co to może znaczyć. Polityka energetyczna może stać się jeszcze bardziej skutecznym narzędziem politycznym Moskwy. W szczególności w najwyższym stopniu niepokoić muszą plany budowy siłowni jądrowej w Kaliningradzie, bowiem nie uzasadniają tego interesy tej rosyjskiej eksklawy, natomiast zdradzają one chęć zachowania dominującej pozycji jako dostarczyciela energii. Nie Rosjan jednak należałoby o to winić, gdy uzyskają taką niebezpieczną przewagę, lecz nas samych, jeśli nie zadbamy lepiej o naszą politykę energetyczną.

Poprawa stosunków polsko-rosyjskich nie musi wcale ułatwiać realizacji polskich interesów na Ukrainie i Białorusi, którymi wciąż pozostają demokratyzacja (dająca Polsce więcej bezpieczeństwa) i transformacja gospodarcza (ułatwiająca wymianę handlową). Modernizującej się Rosji, sięgającej po wpływy w Mińsku i Kijowie, nie będzie już można ogólnikowo oskarżać o neoimperialne skłonności. Liczyć się będą znów konkrety, takie jak inwestycje i jakość poszczególnych projektów.

W tym też kontekście Partnerstwo Wschodnie wymagać będzie starannego przemyślenia. Pod wieloma względami zdaje się ono być kontynuacją tradycyjnego myślenia, jako chęć budowy zabezpieczenia przed wciąż niebezpieczną Rosją. Tak rozumiane Partnerstwo Wschodnie pozostawałoby w niezgodzie z nową polityką wobec Rosji. Trzeba by głęboko przeformułować jego rozumienie jako polski wkład w zróżnicowaną politykę europejskiego sąsiedztwa, jako że istotnie EEP jest częścią ENP. Liczyłby się szerszy kontekst i pewnie w nowy sposób trzeba by spojrzeć na politykę w basenie Morze Czarnego.

Pytanie dotyka tego, czy dostrzega się w Polsce istotę dokonującego się zwrotu, związane z tym potencjalne korzyści i nowe zagrożenia. Pytanie to wypada zadać, bowiem nie byłoby dobrze, gdyby motywem zwrotu w powszechnej świadomości stała się jedynie chęć poprawy własnej sytuacji w Brukseli, pozbycia się stygmatu „rusofobów” czy też pozbycia się historycznej traumy, jakim były dla Polski stosunki z Moskwą. Tym bardziej katastrofa smoleńska, mimo ogromu tragedii, nie jest właściwą przesłanką, dla zrozumienia obecnych wyzwań stosunków polsko-rosyjskich.

Ów znacznie szerszy kontekst widać znakomicie w sferze tak istotnej, jaką jest polityka bezpieczeństwa. To co było jedynie spekulacją niewielu analityków – udział Rosji w NATO – stało się przedmiotem narad ostatniego szczytu Sojuszu.

Zbliżanie się Rosji do Zachodu może być traktowane w Polsce jako dobra wiadomość. Zbliżanie się Rosji do Zachodu może oznaczać więcej bezpieczeństwa dla Polski.

Potrzeba papierka lakmusowego

Zbliżenie Rosji do UE oznaczać musi rezygnację z imperialnej retoryki. Jej podtrzymywania zarówno na zewnątrz, jak na wewnątrz oznaczałoby, że rosyjskie otwarcie nie jest niczym więcej, jak tylko manewrem propagandowym. Rezygnacja jednak z takiej retoryki nie musi oznaczać rezygnacji z lepiej skrywanych imperialnych ambicji. Nie musi wcale oznaczać rezygnacji z budowania bardziej subtelnymi środkami własnej sfery wpływów. Neoimperialna polityka oznaczała próby bezpośredniego powrotu Rosji do strefy poradzieckiej. Nie wydaje się, by Rosja, pomijając już możliwości, widzieć mogła w tym swój interes. Branie odpowiedzialności za Ukrainę czy Białoruś wydawać się może zadaniem nader kłopotliwym i kosztownym. Utrzymywanie jednak swoich wpływów może być realizowane przy pomocy znacznie bardziej subtelnych środków. Jaka jest więc rosyjska polityka wobec Ukrainy i Białorusi – problem ten wymaga nieustannej szczegółowej oceny.
Takich papierków lakmusowych należy mieć wiele. Z pewnością jest nim badanie sytuacji w Mołdowie, a przede wszystkim w Naddniestrzu. Warto nadmienić, że kanclerz Merkel uznała gotowość Moskwy do wycofania się z tego zapalnego regionu za probierz oceny pozytywnych zamiarów Moskwy.

Innym sprawdzianem będzie pilne przyglądanie się temu, co dzieje się na terenie regionu królewieckiego. Dobrym sygnałem byłoby uznanie tego regionu za obszar eksperymentu modernizacyjnego, choć można powątpiewać, by tak się stało, z uwagi na obawy Moskwy o utratę kontroli nad tym obszarem.

W skali globalnej będzie to pytanie o politykę energetyczną Rosji. Na wpół autarkiczna gospodarka, gdzie obcy kapitał i inwestycje dopuszczane są na zasadzie kaprysu władz, a najważniejsze decyzje gospodarcze podporządkowane są celom politycznym, niezależnie nawet od intencji rządzących, wytwarzać musi złą politykę. Polskim założeniem winno być: kupować ze Wschodu jak najmniej energii (co nie oznacza, by jej nie kupować), produkować jej samemu jak najwięcej i eksportować na Wschód jak najwięcej towarów przetworzonych, mając z Rosją nie deficyt, lecz wyrównany bilans handlowy. Taka postawa Warszawy winna spotkać się z pozytywną reakcją Moskwy, jeśli własną politykę modernizacji, chce ona traktować poważnie. Polsko-rosyjskie otwarcie nie może być jedynie komentowane w świetle dwustronnych stosunków i udanych kilku ostatnich spotkań polityków obu stron. Nie należy nadmiernie cieszyć się ogólnikiami o poprawie stosunków, ale pilnie zwracać uwagę na konkrety. Zarazem należy uświadamiać sobie nieustannie, że stosunki polsko-rosyjskie mają dziś kontekst globalny, co stwarza całkowicie nowe wyzwania, z których, być może, nie wszystkie jesteśmy w stanie obecnie rozpoznać.

Warto więc mieć na uwadze bardzo różne scenariusze rozwoju sytuacji w Rosji i ich możliwy wpływ na sytuację w Polsce. Będąc w UE jesteśmy mniej bezpośrednio zależni od tego, co dzieje w Rosji, tym niemniej los tego kolosa musi wywierać wpływ na cały region Europy nie tylko Wschodniej, ale i Środkowej.

Scenariusze rozwoju Rosji do 2030 Wizje przyszłości Rosji są skrajnie rozbieżne. Z jednej strony istnieją prognozy mówiące o możliwości terytorialnego rozpadu Federacji (jak diagnoza CIA), z drugiej strony zaliczana ona zostaje do grupy wyłaniających się nowych potęg (BRIC), jak prognozuje wybitny ekonomista, jakim jest Sachs.

Owe rozbieżności winny budzić pilną uwagę polskich analityków, bowiem z oczywistych względów wszelki strategiczny namysł nad polską sytuacją geopolityczną musi uwzględniać rozwój sytuacji w Rosji i przewidywaną politykę Moskwy.

Przesłanki pesymistycznych dla Rosji prognoz są dość oczywiste. Na pierwszym miejscu wymienia się najczęściej dane demograficzne. Szybkie zmniejszanie się liczby ludności, faktyczne wyludnienie terenów na wschód od Uralu, procentowy wzrost ludności nierosyjskiej, w tym przede wszystkim wyznawców islamu. Druga przesłanka pesymistycznych prognoz to surowcowa gospodarka Rosji i ogrom inwestycji, jakie musiałyby być dokonane, aby przeprowadzić odpowiednie reformy. Również porównanie wielkości gospodarki rosyjskiej z gospodarką UE, USA i Chin wskazuje na Rosję, jako na coraz słabszą i coraz mniej liczącą się w skali globalnej.

Pesymistyczne prognozy dla Rosji, związane ze słabnięciem rosyjskiego kolosa, mogą być postrzegane nad Wisłą, jako prognozy optymistyczne, jeśli trzymać się założeń tradycyjnej polskiej myśli politycznej. Słabnięcie Rosji, widzianej przez bardzo długi okres czasu jako nieustanne zagrożenie dla Polski, może być postrzegane jako czynnik pozytywny. Zarazem jednak istnieje podejrzenie, że zwolenników owego tradycyjnego podejścia cechować może „myślenie życzeniowe”.

Należy więc rozważać, czy, po pierwsze, takie pesymistyczne dla Rosji prognozy są najbardziej prawdopodobne, czy gdyby się spełniały, jaki wywierałyby wpływ na sytuację Polski i czy nie ma innych prognoz, z którymi równie poważnie trzeba by się liczyć.

Zacznijmy od scenariuszy najbardziej pesymistycznych.

Rozpad terytorialny Federacji Rosyjskiej i wyłonienie się narodowego państwa rosyjskiego (I). Rosja wskutek narastających trudności z administrowaniem tak wielkim terytorium i brakiem odpowiednich środków na inwestycje, powoli zaczyna rezygnować ze swojego dziedzictwa kolonialnego na wschód od Uralu oraz na Kaukazie. Na terenie istniejącej Federacji narasta migracja ludności rosyjskiej na Zachód na tereny rdzennie rosyjskie. W Rosji zaczyna się niezwykle intensywna dyskusja na temat rosyjskiej tożsamości, w której przeważać zaczynają głosy o potrzebie rosyjskiego państwa narodowego na wzór zachodni. Zwolennicy takich poglądów polemizują zarówno ze zwolennikami imperium, jak i ze zwolennikami skrajnie nacjonalistycznie nastawionych ugrupowań. Temperatura sporów jest bardzo wysoka. Paradoksalnie zwolennicy rosyjskiego państwa narodowego wykorzystują argument, że jeśli Rosja nie pozbędzie się swych „kolonii”, to Moskwa wskutek migracji zamieni się w wielokulturową megametropolię pozbawioną rosyjskiego charakteru.

Proces ten przyspiesza narastające trudności gospodarcze, a zarazem dążenie do samodzielności zauralskich prowincji. Sprzeczne wewnętrznie, niekonsekwentne i nieśmiałe reformy, związane z próbami decentralizacji, przyczyniają się do takiego rozwoju wypadków. W pewnym momencie, w drugiej połowie lat dwudziestych, w Moskwie zaczynają dominować poglądy, że starania o utrzymanie tak wielkiego terytorium przynoszą duże straty i niewielkie korzyści. Rosja, jako państwo narodowe liczące około 70 mln ludności, składa wniosek o członkostwo w UE.

FR dostaje się pod wpływy Chin, które stają się adwokatem integralności terytorialnej Federacji (II), mimo pretensji Chin do Mandżurii. Inwestycje chińskie stają się dominujące i eksport rosyjskiej ropy i gazu skierowany jest w przeważającej mierze do Chin. Nacjonalistyczna retoryka wewnątrz Rosji jest podtrzymywana i skierowuje się przede wszystkim przeciw islamowi, po części przeciw Zachodowi, z odnowieniem wizji Rosji jako cywilizacji euroazjatyckiej (np. na podobieństwo rozważań rosyjskiego historyka Gumilowa). Rosyjscy nacjonaliści zdają się nie zauważać rosnącego uzależnienia od Pekinu, podkreślając chińsko-rosyjski sojusz skierowany w ich oczach przeciw Ameryce i Europie, podkreślając odzyskaną pozycję wobec Zachodu. Sojusz z Chinami zdaje się też chronić Rosję przed niebezpieczeństwem z południa, jakim jest islam.

Mitologia euroazjatyckiej potęgi pozwala rosyjskim nacjonalistom nie dostrzegać słabości własnego kraju. Taka sytuacja w Rosji jest wygodna dla Chin, bowiem nie zagraża chińskim elitom mówieniem o demokratyzacji. Zachód jest w istocie pozbawiony politycznego oddziaływania na ogromnym terytorium, co stwarza duże korzyści geopolityczne dla Pekinu.

Rosja wspierana jest ze wszystkich stron, bowiem zarówno Chiny, jak UE i USA oraz rosnąca w siłę Turcja, konkurują o dobre z nią stosunki (III). Wszyscy obawiają się, że Moskwa dostanie się pod wpływy antagonistów. Moskwa zręcznie korzysta z tej sytuacji, starając się odzyskiwać swoje wpływ na Ukrainie, Białorusi, coraz silniej szantażując bronią energetyczną UE, a przede wszystkim zapóźnioną technologicznie Europę Środkową.

Zarazem jest to nieustanny taniec na linie, bowiem Rosja nie jest w stanie odzyskać równorzędnej pozycji z Unią Europejską. Polityka rosyjska jest w stanie realizować swoje interesy wobec mniejszych partnerów, zwłaszcza takich, którzy uzależnieni są od Rosji energetycznie. Rosja, z pomocą wysokich cen ropy i gazu, usiłuje odzyskać swoją mocarstwową pozycję (IV). Dzieje się tak wobec poważnego osłabienia USA, gdzie zaczynają dominować tendencje izolacjonistyczne. Podobnie UE okazuje się niezdolna do prowadzania wspólnej polityki zagranicznej i pojedyncze państwa europejskie podejmują współpracę z Rosją, usiłując poprawić swoją sytuację gospodarczą.

Moskwa, pozbawiona silnych nacisków ze strony Zachodu, podejmuje współpracę z Chinami w Azji Centralnej. Przy takim scenariuszu zakładać by należało, że Moskwa będzie dążyła do odbudowy swojej sfery wpływów na terenie Europy Wschodniej (Kaukaz, Ukraina, Białoruś, Mołdowa).

Wobec rosnącego procentu ludności nierosyjskiej, podejmuje się kwestie mające łączyć wszystkich obywateli Federacji, zwalczając usilnie objawy wielkoruskiego szowinizmu. Moskwa usilnie stara się o syberyjską gospodarkę, wykorzystując wszelkie nadwyżki w handlu zagranicznym do inwestycji na tym terenie.

Moskwa dokonuje „modernizacji” i zachowuje swoją dzisiejszą pozycję w globalnej polityce (V). Modernizacja prowadzona jest we współpracy z Zachodem, który udziela Rosji poparcia, przeciągając ją na swoją stronę, gdy po drugiej stronie są wciąż coraz potężniejsze Chiny. Rosyjskie elity dochodzą do wniosku, że pomysły typu „Grupa Szanghajska” mogą przyczynić się jedynie do uzależnienia Rosji od Chin. Rosja zaczyna przeprowadzać powolne, ale systematyczne reformy demokratyczne, dopuszczając na swoje terytorium, zwłaszcza na wschód od Uralu, coraz więcej inwestycji zachodnich. UE współpracuje z Rosją nie tylko ze względu na korzyści gospodarcze, ale także ze względów geopolitycznych (blokowanie wpływów chińskich). Najwięcej na takiej współpracy korzystają wielcy inwestorzy z Niemiec i Francji, wspierani przez swoje rządy.

Moskwa świadoma swego politycznego znaczenia nie rezygnuje jednak z realizacji swoich interesów i buduje sferę wpływów, w którą usiłuje wciągnąć kraje Europy Wschodniej i Środkowej.

Należy zwrócić uwagę, że te scenariusze nie wykluczają się wzajemnie i może się zdarzyć, że jeden przechodzić będzie w drugi. Realizacja scenariusza Rosji w chwiejnej równowadze (III) może przejść zarówno w scenariusz Moskwy modernizującej się (V), jak i zmienić się w scenariusz zależności od Chin czy nawet scenariusz rosyjskiego państwa narodowego (I). Scenariusz Rosji w chwiejnej równowadze najbardziej przypomina stan obecny, choć pewnie wielu obserwatorów, jak i obecne rosyjskie elity zaprzeczyłyby, że owa równowaga jest chwiejna.Zależność Moskwy od Pekinu nie jest dziś na przykład postrzegana jako istotna, może jednak w pewnym momencie okazać się czynnikiem kapitalnej wagi.

Powtórzmy więc na zakończenie. W XXI wieku wielkie płyty tektoniczne światowej polityki znalazły się ponownie w ruchu, czego widomym sygnałem jest geopolityczne dryfowanie Rosji, i polska polityka zagraniczna musi być zdolna do sprostania wyzwaniom, jakie to stwarza. W wielu wypadkach oznaczać to musi rewizję tradycyjnych wyobrażeń. Owa rewizja jednak nie może polegać na prowokowaniu do naiwnego optymizmu. Gdy dawne zagrożenia znikają, pojawiają się na ich miejsce nowe. Rosja nie jest już mocarstwem, które może Polskę zdominować, jej wewnętrzny rozwój jest jednak kapitalnym czynnikiem geopolityki całego regionu, do którego Polska przynależy. Wymagać to może od polskiej polityki większego wyrafinowania, w przeciwieństwie do czasu, gdy Rosję można było uznawać przede wszystkim i jednoznacznie za zagrożenie.

Tekst ukazał się w numerze 5 (luty 2010) czasopisma Debata, Materiałów Społecznego Zespołu Ekspertów przy Przewodniczącym Sejmowej Komisji Spraw Zagranicznych.

Czytany 6885 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 30 październik 2014 00:04