czwartek, 03 grudzień 2015 07:56

Karol Chmieliński: Trzy afrykańskie „tygrysiątka”

Oceń ten artykuł
(16 głosów)

Karol Chmieliński

Afryka – drugi co do wielkości kontynent, zajmujący ponad 20% ogólnej powierzchni lądów, z populacją kształtującą się na poziomie ponad miliarda ludzi, z najwyższym przyrostem naturalnym na świecie, kojarzy się głównie z nędzą, chatami z błota i wiecznym głodem. Lata konfliktów epoki postkolonialnej odcisnęły swoje piętno na młodych afrykańskich państwach. Kraje afrykańskie stają obecnie przed wielką szansą, ale czy będą w stanie ją wykorzystać?

Stabilizacja

Stabilizacja jest tym, czego afrykańskim państwom brakuje. Czynnik ten, połączony z bezpieczeństwem, są niezbędne do niezakłóconego rozwoju. Dopóki przed ludźmi istnieć będzie wizja łatwej utraty życia, nie będą mogli skupić się na budowie własnego bogactwa. Ostatnie lata dla takich krajów jak Nigeria, Etiopia czy Kenia to jednak okres względnego spokoju – oczywiście, jak na warunki afrykańskie. Na efekty długo nie trzeba było czekać. Wzrost gospodarczy Kenii przez ostatnie kilka lat kształtował się na poziomie ponad 5%, Nigerii – ponad 6% a Etiopii ponad 9%. Warto też przytoczyć przykład niewielkiej terytorialnie Rwandy, określanej przez niektórych perłą Afryki, która aspiruje do roli finansowego centrum kontynentu, ze średnim wzrostem gospodarczym przez ostatnie 3 lata na poziomie ponad 5%.

Nigeria

Nigeria to kraj o olbrzymim potencjale. Z największą populacją na kontynencie (180 mln) i olbrzymimi złożami surowców naturalnych stała się ulubienicą zagranicznych inwestorów, którzy dostrzegli potencjalnie chłonny rynek. Mieszkańcy Nigerii bogacą się – 1,7 tys. USD PKB per capita w 2013 roku w porównaniu do 1,1 tys. USD 4 lata wcześniej, spadająca inflacja – obecnie ok. 8%. Mimo to kraj wciąż dręczy wiele problemów. Konflikty wewnętrzne już nie przyczyniają się do dezintegracji państwa. Jednak działalność islamskich fundamentalistów, którzy prowadzą wyniszczającą wojnę m.in. z różnego rodzaju milicjami chrześcijańskimi, terroryzując przy tym poszczególne stany, nie są dobrym wyznacznikiem normalności. Ponadto powodują konieczność wydatkowania coraz to nowych środków z budżetu centralnego, niestety często na opłacenie organizacji najemniczych. Wewnętrzne utarczki polityczne psują też wizerunek Nigerii na arenie międzynarodowej. Dzieje się to w sytuacji, gdy kraj jest wręcz uzależniony od inwestycji zagranicznych, których celem jest modernizacja.

Korupcja, to stały element afrykańskiej rzeczywistości, która nie omija Nigerii. Kolejnym problemem jest wysoki poziom przestępczości, która odbija się nie tylko na bezpieczeństwie, ale także na produkcji ropy naftowej. Szacuje się, że straty wynikające z kradzieży i nielegalnego handlu tym nośnikiem energii wynoszą ok. 5 mld USD rocznie. To tylko najpoważniejsze problemy, których jest znacznie więcej. Nie oznacza to jednak, że są one nie do pokonania.

Nigeria jest dość innowacyjnym krajem, jak na warunki afrykańskie. Liczba telefonów komórkowych, rozwój Internetu i nowoczesnych start-upów, to akurat dość powszechne zjawisko w Afryce. Cały kontynent to ogólnie interesujący przykład skoku technologicznego w dziedzinie komunikacji, który obył się zasadniczo bez etapu analogowego i stacjonarnego. Od razu bowiem przeskoczono na telefonię komórkową. W Nigerii bardzo łatwo zapłacić, używając SMSa, za wiele podstawowych towarów i usług. Liczba korzystających z Internetu kształtuje się na poziomie ponad 50 mln użytkowników. To ogromne pole do popisu dla nowoczesnych przedsiębiorstw z sektora e-commerce. Kraj sporo obecnie inwestuje w rozwój infrastruktury, rolnictwo, przemysł spożywczy i produkcję energii. Wraz z rosnącą, młodą populacją i kształtującą się coraz wyraźniej klasą średnią, rośnie zapotrzebowanie na nowe domy, szkoły i wszelkiej pozostałe udogodnienia.

Podstawą nigeryjskiej gospodarki pozostają oczywiście surowce. Oprócz ropy i gazu kraj posiada znaczne zasoby węgla kamiennego, cyny, rud żelaza, wapieni, ołowiu czy cynku. Wpływy ze sprzedaży ropy naftowej stanowią 65% budżetu tego kraju. Jednakże mimo posiadania olbrzymich zasobów, przemysł petrochemiczny jest bardzo zacofany, niewydajny i w sposób znaczący przyczynia się do degradacji środowiska naturalnego. Rząd nigeryjski dodatkowo jest oskarżany o łamanie praw człowieka i odbieranie ludziom ziemi, jeżeli tego wymaga eksploatacja tego surowca. Tym samym Nigeryjczyków, zwłaszcza z prowincji, ropa to prawdziwe przekleństwo. Wielkie firmy petrochemiczne sprzyjają też rozwojowi korupcji, podczas zdobywania koncesji.

Nigeria, mimo że jest 6. producentem ropy na świecie, to nie jest w stanie zaspokoić własnego zapotrzebowania na paliwa, które rośnie w tempie 12,8% rocznie. Brakuje bowiem mocy przerobowych w rafineriach, a raczej nie są one wykorzystywane w pełni. Istnieją cztery główne rafinerie. Rafineria Warri może przerobić 125 tys. bbl/dzień, rafineria New Port w Port Harcourt może rafinować 150 tys. bbl/dzień (istnieje rafineria Old Port, w której zaniechano produkcji), a także rafineria Kaduna (obecnie zamknięta). Rafinerie Warri i w Port Harcourt działają na 30% maksymalnych zdolności przetwórczych. Rurociągi są w katastrofalnym stanie, powodując liczne wycieki degradujące środowisko. Tym samym kraj potrzebuje licznych inwestycji dla polepszenia stanu sieci przesyłowych, podniesienia wydajności rafinacji i zwiększenia bezpieczeństwa pól naftowych. Importu produktów petrochemicznych zza granicy skutkuje wysokimi cenami, na które nie stać przeciętnych Nigeryjczyków. W rezultacie rosną także koszty energii i prowadzenia przedsiębiorstw energochłonnych.

Wielkich szans można natomiast upatrywać w nigeryjskim rolnictwie i przemyśle przetwórczym. Wraz ze zwiększającą się populacją potrzebne będzie zwiększenie ilości żywności, którą Nigeria obecnie w olbrzymim stopniu importuje. To z kolei może być szansa dla polskich przedsiębiorców. Jak wiadomo, Polska posiada bardzo silny przemysł przetwórczy, a polska żywność jest tania i cechują ją wysoka jakość. Polacy mogą też Nigeryjczykom sprzedać know-how, tworzyć spółki joint venture i rozwijać się na tym perspektywicznym rynku. W dodatku olbrzymie obszary ziemi ornej nie są w pełni wykorzystywane wskutek zacofanego poziomu rolnictwa, jego rozdrobnienia, niedofinansowania a także słabo rozwiniętego łańcucha handlowego i niewystarczającego poziomu przemysłu przetwórczego. W Nigerii podobnie, jak w większości krajów afrykańskich, ponad połowa ludzi (w Nigerii dokładnie 60%) jest zatrudniona w rolnictwie. Uprawia się głównie maniok, sorgo, czy bataty. Na eksport przeznacza się w niewielkim stopniu ziarna kakaowca, palmę oleistą i orzeszki ziemne. Nigeria mogłaby stać się samowystarczalna żywieniowo gdyby jej rolnictwo dostało odpowiedni zastrzyk pieniędzy i odpowiedniej wiedzy.

Dużym problemem w tym państwie obok wymienionych wyżej niedogodności (wskaźnik HDI wynosi 0,504, jednak na przestrzeni ostatnich lat wzrasta) jest brak lub częste przerwy w dostawach energii elektrycznej. Sieć energetyczna jest słabo rozwinięta, dostępu do prądu nie ma większość mieszkańców. Zresztą to bolączka nie tylko tego kraju. Problem dotyka całego kontynentu. Mimo iż Afryka jest bogata w surowce energetyczne i zamieszkuję ją przeszło 13% ludności świata, to  produkuje i zużywa tylko 4% światowej energii elektrycznej. Tymczasem popyt na nią z roku na rok rośnie wskutek rozwijających się gospodarek. W całym regionie Afryki Subsaharyjskiej z 915 mln ludzi tylko 290 mln ma dostęp do prądu – niestety bywa, że z częstymi przerwami. Nigeria tutaj wypada blado nawet na tle reszty kontynentu. Warto zauważyć, że same straty z kradzieży ropy w delcie Nigru wystarczyłyby, aby zapewnić dostęp do prądu wszystkim Nigeryjczykom do 2030 roku. Także sama infrastruktura energetyczna jest w fatalnym stanie, chociaż dostęp do energii elektrycznej w miastach powoli się poprawia. Mimo to zakładając firmę tam trzeba czekać wiele tygodni na przyłączenie do sieci scentralizowanej. Również kapitał zagraniczny ze względów bezpieczeństwa i zawiłości prawnych nie chce inwestować w nigeryjską energetykę. Unaocznia się tutaj problem podobny do ropociągów. Na prowincji jest jeszcze gorzej. Mieszkańcy wykorzystują przestarzałe generatory na olej, które są bardzo kosztowne. W Nigerii produkuje się energii mało i jest ona bardzo droga. Przy potrzebach energetycznych kraju szacowanych na ok. 1000 MW na 1 mln mieszkańców Nigeria potrzebuje ok. 150 tys. MW. Produkuje zaś ok. 3 tys. MW. Rośnie jednak udział odnawialnych źródeł energii, co jest tendencją charakterystyczną dla całego regionu. Ponad połowa wzrostu produkcji energii elektrycznej w całym regionie Afryki Subsaharyjskiej do 2040 roku będzie przypadać na OZE. To również szansa dla przedsiębiorstw z branży zielonej energii.

Podsumowując – w Nigerii szans można upatrywać w rolnictwie i przemyśle przetwórczym, branży energetycznej i petrochemicznej, infrastrukturze i budownictwie sieci komórkowej oraz w Internecie. Nigeria to jednak trudny rynek ze względu na dużą rolę państwa w gospodarce i słabo rozwinięty sektor prywatny. System przepływu inwestycji powoduje, że wciąż wiele zależy od decyzji administracyjnych, które są uznaniowe i sprzyjają korupcji. Prawo jest bardzo skomplikowane, zbyt wiele rzeczy podlega regulacji, a system podatkowy należy do najgorszych na świecie. Tym samy niczego nie da się załatwić bez wręczenia łapówki. Sądownictwo jest bardzo niewydolne i opieszałe. Problemy mogą pojawić się też ze znalezieniem wykwalifikowanej kadry technicznej, co związane jest z niskim poziomem edukacji. Pod dostatkiem jest za to taniej siły roboczej o niskich kwalifikacjach. Dodatkowo przedsiębiorcy z Europy są traktowani jako tacy, których łatwo można oszukać, a nawet jest to wskazane w powszechnej świadomości. Ważne jest więc dobranie sobie zaufanych partnerów na miejscu.

Nie zmienia to faktu, że Nigeria to bardzo obiecujący rynek dla kogoś, kto lubi ryzyko. Najbardziej lukratywne wydają się zlecenia rządowe, jednak wymagają one potężnego kapitału i liczenia się z konkurencją ze strony zagranicznych korporacji. Marże, jakie można zyskać są daleko wyższe od tych na rynkach stabilnych. System bankowy jest obecnie także stabilny i dobrze rozwinięty, czego zasługą są reformy Narodowego Banku.

Etiopia

Jeszcze do niedawna kraj ten był kompletnie i w pełni uzależniony od pomocy zagranicznej. Należał także do jednego z najbiedniejszych na świecie, był targany konfliktami, separatyzmem Erytrei i komunistami u steru władzy. Dziś Etiopia wychodzi z cienia. Z gospodarką w ostatnich latach rozwijającą się w tempie 9% rocznie stoi przed historyczną szansą budowy własnego bogactwa i dobrobytu. Wiele jednak pozostaje do zrobienia. Wiele także musi się zmienić. Kraj jednak wciąż posiada mnóstwo atutów, które po prostu muszą zostać wykorzystane, jeżeli wizja jego rozwoju ma ziścić się.

Etiopia z 90 mln mieszkańców i 1.127.127 km2 powierzchni jest jednym z większych państw regionu wschodniego. Z PKB wynoszącym 570 USD na mieszkańca pozostaje też wciąż jednym z najbiedniejszych państw świata. Posiada problemy standardowe dla typowego państwa afrykańskiego, czyli rozrośniętą biurokrację, tarcia etniczne, niski poziom bezpieczeństwa, słabo rozwinięty sektor prywatny, braki edukacyjne i fatalną infrastrukturę. Dlaczego jednak warto tam inwestować?

Etiopia ma kilka branż, które mogą skusić kapitał zagraniczny. To przede wszystkim produkcja cukru i kawy, którego kraj jest jednym z głównych wytwórców. Rolnictwo odpowiada za 42% PKB. Mimo, iż 60% jej powierzchni ma potencjał rolniczy, jest wykorzystywany zaledwie w 15%. Dodatkowo na kawie zarabia masa pośredników. W Etiopii głównie sprzedaje się zielone ziarna tej rośliny, które wystarczyłoby tylko przepalić, aby zyski z ich sprzedaży były wielokrotnie wyższe (co zresztą zaleca Bank Światowy w swoich prognozach).

Oprócz kawy uprawia się też zboża i trzcinę cukrową. Etiopia ma potencjał i aspiracje do zostania czołowym producentem cukru. Niedawno Etiophian Sugar Corporation podpisała kontrakt z polską firmą Ursus na dostawę kilkuset ciągników, naczep oraz ich serwisowanie. Współpraca z branżą cukrowniczą i handel technologią a także inwestycje w kawę są bardzo perspektywiczne. Problemem może być struktura własności ziemi, która w całości należy do państwa. W efekcie można ją tylko dzierżawić. W dodatku niebezpieczne praktyki, jakie stosuje państwo etiopskie, rugując ludność wiejską i rdzenną z ich ziem w połączeniu z łamaniem wszelkich praw, budzą uzasadniony niepokój. Przyczyną takiego postępowania jest chęć wydzierżawienia areałów głównie kapitałowi arabskiemu i indyjskiemu, który chce tam zakładać wielkie plantacje kawy i trzciny cukrowej.

W etiopskim rolnictwie istnieje też duży udział hodowli zwierzęcej, ale nie przekłada się to jednak na znaczne zyski i udział tej branży w gospodarce. Mało kto dostrzega szansę w tym, że to państwo mogłoby stać się potęgą w produkcji skór i produktów z nich. To kolejna szansa na inwestycje w Etiopii.

Ostatnio istną żyłą złota w Etiopii stała się uprawa i eksport kwiatów. Mimo, iż sadzenie kwiatów to wątpliwy etycznie biznes w kraju, w którym szaleje głód, to jednak jest to bardzo dochodowy interes, o czym świadczy stale zwiększający się areał upraw. Etiopia zwłaszcza znana jest z hodowli róż, które praktycznie zdominowały europejski rynek (Holandia będąca jednym z największych producentów kwiatów i pośrednikiem w ich handlu sprowadza aż 80% róż z Afryki). Tu też na przestrzeni 11 lat powstały 84 plantacje zatrudniające ponad 1000 ludzi i eksportujące 60.000 kwiatów dziennie.

Do kolejnych problemów rolnictwa w tym kraju, oprócz struktury własnościowej ziemi, należy techniczne tej gałęzi gospodarki i nawiedzające kraj susze. Mimo, że kraj już nie potrzebuje pomocy zagranicznej w tak dużym stopniu, jak kiedyś, to nadal problem niedożywienia dotyka większość mieszkańców, zwłaszcza na prowincji.

Etiopia zaczyna również powoli też aspirować do tytułu „fabryki świata”. Swoją produkcję przenoszą tu np. Chiny. Działalność ChRL w Afryce jest znana od dłuższego czasu. To one budują infrastrukturę, szkoły a także fabryki, stając się głównym inwestorem na Czarnym Lądzie. Wytwórnie w Etiopii nie są jednak tak wydajne, jak te chińskie. Jednak koszty pracy są zdecydowanie niższe. Budując fabrykę w kraju trzeba zdawać sobie sprawę, że transport i logistyka wytwarzanych towarów będą głównym problemem. Etiopia jest bowiem odcięta od morza aczkolwiek korzysta z portu w Dżibuti. Stan dróg, mimo że wciąż fatalny – w ostatnich latach, dzięki funduszom chińskim znacznie się poprawił. Obecnie istnieje ok. 50 tys. km dróg kołowych. Większość z nich pokryta jest asfaltem. Stan dróg tym samym pozostaje lepszy niż państwach sąsiednich np. w Sudanie.

W kraju funkcjonuje tylko jedna linia kolejowa, łącząca port w Dżibuti z etiopską stolicą Addis Abebą o długości 781 km. Linia ta jest własnością obu państw. Etiopia, aby odciążyć ruch, rozpoczęła budowę linii kolei lekkich, która niedługo powinna zacząć funkcjonować.

Kolejnym ważkim problemem są olbrzymie braki w dziedzinie edukacji, co jest standardem niestety dla państw subsaharyjskich. Etiopia rozpoczęła proces budowy nowych uczelni wyższych, co w przyszłości powinno zapewnić także lepiej wykwalifikowaną kadrę dla rozwijającej się gospodarki. Potencjalnie duża ilość liczba siły roboczej (ponad 36 mln ludzi w wieku produkcyjnym), to atut, ale także kłopot dla władz. Silny przyrost naturalny w tak słabo rozwiniętej gospodarce powoduje, że nie jest ona w stanie wciągnąć tych wszystkich ludzi i zapewnić im pracę, co powoduje rozrost biedy i przestępczości. Jest jednak szansa dla potencjalnych inwestorów, gdyż zyskują dostęp do dużego rynku zbytu i nieograniczonej taniej siły roboczej. Można tu pokusić się o analogię do Chin, które w ten właśnie sposób zbudowały swoją potęgę.

Etiopia importuje głównie produkty petrochemiczne, części mechaniczne, leki, nawozy i wszelkiego rodzaju dobra konsumpcyjne. Zwiększa się też import pszenicy, co może zainteresować polskie rolnictwo.

W kwestii energetyki pojawia się szansa na to, aby Etiopia nie tylko przestała importować energię, ale stała się jej znaczącym eksporterem dzięki realizacji projektu tamy wodnej na Nilu Błękitnym zwanej Wielką Tamą Renesansu. Cały projekt, wart ponad 5 mld USD ma dawać 6 GW energii. Oczywiście, aby gospodarka i ludność z tej energii korzystała, potrzebne są także inwestycje w sieci przesyłowe. Jednak biorąc pod uwagę, jak sprawnie poszła modernizacja i budowa sieci telefonii komórkowej, istnieją szanse, że sukces ten może się powtórzyć jeżeli Etiopia będzie miała wreszcie znaczne źródło tej energii. Projekt tamy wzbudza jednak wielkie kontrowersje zwłaszcza w Egipcie. Szacuje się bowiem, że tama może spowodować zmniejszenie ilości wody dopływającej do Egiptu o 18 mld m3 rocznie (to są głównie szacunki egipskich hydrologów, więc trzeba zachować wobec nich dystans). Dochodzą nawet pogłoski, że Egipt może chcieć projekt zbombardować.

Sprawa bezpieczeństwa w Etiopii jest sprawą dyskusyjną. Mimo, że nie jest tu tak niebezpiecznie, jak w Nigerii, sąsiedztwo w Somalią, a także interwencja zbrojna w tym kraju dokonana przez wojska etiopskie może spowodować w najbliższej przyszłości chęć odwetu ze strony działających na Rogu Afryki bojówek islamskich. Niepokoje dotyczą zwłaszcza separatystycznego regionu Ogadenu, znajdującego się właśnie na pograniczu somalijsko-etiopskim.

Etiopia ma szansę stać się prawdziwą perłą Afryki Subsaharyjskiej, „otrzepać się” z biedy i wykorzystać wreszcie swoje atuty. Potrzebuje tylko inwestycji, sprawnych rządów, zreformowanego prawa, ograniczenia inflacji (11,8% w październiku 2015 r., co i tak jest wynikiem bardzo dobrym zważywszy, że jeszcze 5 lat temu wynosiła ona ponad 23%). Chęć mieszkańców Etiopii do pracy i ich gospodarność są bardzo duże. Rynek rozwija się, chociaż bieda wciąż jest ogromna. Etiopia musi szybko rozwinąć klasę średnią i zwalczyć skrajne ubóstwo, a temu służyć może tylko rozwój gospodarczy.

Kenia

Kenia to kraj liczący ponad 40 mln mieszkańców o powierzchni 582.650 km2. Jest demokracją z jednoizbowym parlamentem i wiodącą rolą prezydenta. Po ostatnich rozruchach w 2007 roku, podczas których doszło do zamieszek na tle etnicznym. W 2010 roku uchwalono nową konstytucję. Od tego czasu kraj wszedł na drogę względnej stabilności a kolejne wybory przebiegają pokojowo. Nowa konstytucja miała zapewnić zwiększenie autonomii regionów, ale mimo tego duża władza wciąż pozostaje w rękach centralnych. Kenia, mimo że nie posiada wielu bogactw naturalnych, stała się przystanią dla zagranicznych inwestorów zwłaszcza z Chin. Czołowe gałęzie gospodarki prężnie rozwijające się w Kenii to turystyka i budownictwo. Sporych szans można upatrywać również w rolnictwie, chociaż tutaj Kenia na pewno nie może poszczycić się takimi możliwościami, jak niedaleka Etiopia.

Dużym atutem Kenii jest dostęp do morza i szybko rozwijający się port w Mombasie, zarządzany przez Kenya Ports Authority (KPA). W 2011 roku rozpoczął się proces jego modernizacji i rozbudowy, wart ponad 82 mln USD przy współudziale i współfinansowaniu China Roads and Bridge Corporation, co powiększyło roczne zdolności tego portu o 200.000 TEU. Obecnie port w Mombasie odpowiada za 33% odbioru towarów w całym regionie Afryki Wschodniej. Infrastruktura lądowa też jest mocno rozbudowywana i modernizowana.

W 2013 roku ruszył także jeden z największych projektów infrastrukturalnych w tym regionie Afryki a mianowicie budowa linii kolejowej z Mombasy do Nairobi. Docelowo linia ma być przedłużona do Ugandy, Rwandy, Sudanu Południowego.

Kenia podobnie, jak większość państw afrykańskich, posiada bardzo młode społeczeństwo, które może dostarczyć taniej siły roboczej. Przyrost naturalny znajduje się na poziomie 2,7%, a ponad 90% ludności jest w wieku produkcyjnym lub przedprodukcyjnym. Niski, jak na realia afrykańskie, jest za to poziom analfabetyzmu, wynoszący 12,4%.

Głównymi problemami, z jakimi radzić sobie musi Kenia, jest nepotyzm i korupcja. Dużo w ostatnich latach zrobiono w dziedzinie prawa zwłaszcza podatkowego w kierunku jego poprawy. Rozmawiając z pewnym przedsiębiorcą, prowadzącym firmę w Kenii, a drugą w Polsce, powiedział, że dużo łatwiej robi się to w Kenii, a także dużo mniejsze jest obciążenie fiskalne. Jednak problem korupcji wciąż jest nierozwiązany i dotyka w takim samym stopniu większość państw afrykańskich, w których nie wytworzyło się jeszcze poczucie więzi z państwem. Bank Światowy w swoich prognozach zwraca uwagę że zagrożeniem dla kenijskiego wzrostu gospodarczego mogą być okresy wyborcze, które zazwyczaj łączyły się z zamieszkami i tarciami etnicznymi. Ostatnie wybory jednak w 2013 roku pokazały, że Kenijczycy potrafią głosować pokojowo.

Interesująca jest struktura gospodarcza Kenii. Rolnictwo odpowiada tylko za 19% gospodarki a czołową pozycję zajmują usługi z 64,6% udziałem w rynku. Przemysł odpowiada za 16,4%. Bezrobocie jest wysokie (40%), co może ułatwiać znalezienie nisko wykwalifikowanej siły roboczej. PKB per capita, jak na warunki afrykańskie, należy do jednego z wyższych (1800 USD). Duże postępy, podobnie jak w Etiopii, poczyniono w dziedzinie obniżenia inflacji, która z 14% jeszcze w 2010 roku obecnie spadła niemalże dwukrotnie i wynosi dokładnie 7,32%.

Mały udział rolnictwa w gospodarce wynika z tego, że Kenia posiada mało użytków rolnych zajmujących zaledwie 4% powierzchni kraju. Jednak to właśnie produkty rolnicze są czołowym kenijskim towarem eksportowym. Należy do nich herbata, odpowiadająca za 24,4% eksportu; następnie produkty ogrodnicze (16,1%) co stało się ostatnio specjalnością tego regionu, przetwórstwo (14,7%), surowce materiałowe (6,9%), kawa (4,7%) i produkty naftowe (2,6%). Rolnictwo w Kenii zmaga się z podobnymi problemami, jak w Etiopii, czyli suszami. Odbijają się one zwłaszcza na zbiorach kawy. Powoli rozwija się też przemysł przetwórczy, skupiony głównie na produkcji towarów szybko zbywalnych. Importuje się głównie ropę, części mechaniczne i leki.

Prawdziwą perłą w gospodarce Kenii była turystyka. Liczba przyjeżdżających tutaj turystów zwiększała się o kilkadziesiąt procent rok do roku. Głównie przyjeżdżali turyści z Wielkiej Brytanii i Niemiec, ale prawdziwy boom odnotowano w liczbie odwiedzających z rynków nowych, czyli państw Zatoki Perskiej, Rosji, Polski, Czech i Węgier. Kenię odwiedzało prawie 2 mln turystów rocznie zostawiając ponad 1,5 mld USD zysku branży turystycznej. Rozwój turystyki napędza sektor budowlany w związku z rozbudową hoteli i całej turystycznej infrastruktury. Powstają też nowoczesne i bogate wille w prestiżowych dzielnicach takich miast, jak Mombasa, gdzie często osiedlają się zamożni europejscy emeryci. Trend ten jednak został przyhamowany po serii ataków terrorystycznych. Od tego czasu w Nairobi i Mombasie sektor turystyczny odnotowuje spadki rzędu 5–10%. Ruch w hotelarstwie w rejonie Mombasy zmniejszył się o 50%. Zamachy w Kenii mogą być pochodną udzielania się przez Kenię w misjach stabilizacyjnych w Somalii. Oznacza to, że inwestycje w bezpieczeństwo stają się kwestią naglącą.

Motorem napędowym gospodarki kenijskiej jest właśnie budownictwo. Dzięki ułatwieniom w dostępie do kredytu i dużym projektom infrastrukturalnym (budowali dróg, linii kolejowych, modernizacja portów nie tylko w Mombasie) branża ta od lat zwyżkuje i według wielu przewidywań zapewni wzrost jeszcze przez kolejne lata.

Energetyka to problem, z którym Kenia także musi sobie poradzić. Pomóc tu może niedawne odkrycie złóż ropy na północy kraju. Kenia posiada dużo lepiej rozwinięty przemysł przetwórczy produktów naftowych niż Nigeria, więc raczej nie stanie się wyłącznie eksporterem tego nieprzetworzonego surowca. Większość energii pochodzi z elektrowni wodnych i geotermalnych. Mimo, że produkcja energii zwiększa się są duże problemy zwłaszcza z uzyskaniem przyłącza do i tak mało efektywnej sieci centralnej.

Kenia w programie rozwoju „Vision 2030” stawia na wzrost przedsiębiorczości i sektor prywatny. Mimo, że w rankingach wolności gospodarczej wypada bardzo słabo, w rzeczywistości nie jest tak źle, o czym świadczą rozmowy, jakie przeprowadziłem z ludźmi prowadzącymi tam firmę. Kenia realizuje wolnorynkowe zalecenia MFW a także sama stawia na reformy wolnorynkowe. Kraj ten ma też ambicje stać się regionalnym liderem innowacji. Kenia już wyrosła na lidera w mobilnych płatnościach bankowych za pomocą telefonu. Rozwój tu jest szybszy nawet niż w Nigerii. 90% Kenijczyków posiada swój telefon komórkowy. To właśnie stworzony w Kenii przy pomocy Brytyjczyków system płatności mobilnych M-PESA odniósł spektakularny sukces, który rozlał się na inne kraje m.in. Egipt, Tanzanię czy Afganistan. Pod koniec 2011 roku korzystało z niego przeszło 14 mln ludzi. Kenia pragnie inwestować też w energię odnawialną, tworzy też fundusze inwestycyjne dla innowacyjnych start-upów, rozszerza specjalne strefy ekonomiczne.

Kenia musi uważać na nadmierny deficyt budżetowy. Rząd zwiększa inwestycje, jednocześnie niestety nie tnąc kosztów. Eksport jest silnie zależny od warunków atmosferycznych. Istnieje duża potrzeba zwiększenia bezpieczeństwa zwłaszcza, jeżeli Kenia chce dalej stawiać na turystykę. Na pewno dobrze wróżą reformy gospodarcze przeprowadzone w ostatnich latach, rozwój przedsiębiorczości prywatnej oraz zwiększenie inwestycji w naukę i edukację. Mimo, że prognozy przewidują wolniejszy od sąsiadów rozwój państwa kenijskiego, w moim przekonaniu posiada ona najbardziej stabilne fundamenty rozwojowe. Duża liczba inwestycji zagranicznych i dobre położenie geograficzne to na pewno jej silne atuty.

Podsumowanie

Istnieje wiele analogii między analizowanymi państwami subsaharyjskimi. Posiadają podobne problemy, zatem mogą się uczyć od siebie nawzajem, jak je rozwiązywać. Wszystkie trawi korupcja. Wszystkie posiadają znaczące braki infrastrukturalne, duży udział rolnictwa w gospodarce, duży przyrost naturalny, niedostateczny poziom edukacji, braki energetyczne, borykają się z terroryzmem i utrzymaniem stabilności. To są podstawowe trudności na drodze uwolnienia ich potencjałów. Dlatego z nadzieją patrzę jednak na projekty unii celnych właśnie inicjowanych przez Kenię we wschodniej części Afryki Subsaharyjskiej. Wolny handel na pewno przyczyni się do osiągnięcia wielu wspólnych korzyści.

Afryka to kontynent, który jest w stanie poradzić sobie z licznymi problemami. Wystarczy tylko kilka lat względnej stabilności, by poszczególne gospodarki rozkwitły. Oczywiście duże wzrosty gospodarcze są po części spowodowane efektem niskiej bazy. Jednakże nigdy wcześniej region subsaharyjski nie odnotowywał takich wzrostów w tak długim okresie. Wzrosty te trwają już prawie 10 lat. Te trzy kraje moim zdaniem są najbardziej perspektywiczne: Nigeria z racji olbrzymiego rynku wewnętrznego i złóż ropy; Etiopia z racji potencjału tkwiącego w jej rolnictwie i Kenia ze swoim położeniem i wdrażanymi reformami. Z szans, jakie daje Afryka, pełnymi garściami czerpią na razie jednak Chińczycy, inwestując tam olbrzymie pieniądze głównie w rozwój infrastruktury i przygotowując te państwa na odbiór swoich towarów. Wielu Chińczyków i Hindusów prowadzi też na miejscu sprawne biznesy, kapitał zagraniczny m.in. arabski inwestuje w ziemię. Pora więc, aby Europejczycy pozbyli się brzydkiej łatki kolonizatorów i zaczęli robić tam prawdziwe interesy. Zwłaszcza Polacy, z racji sympatii, jaką budzą w tych krajach, mogliby tam z powodzeniem zaistnieć. Nisz jest mnóstwo – trzeba tylko mieć odwagę je wypełnić...

Fot. www.zooborns.com

Czytany 4446 razy