piątek, 09 marzec 2012 09:11

Jędrzej Czerep: Ocena misji wojskowych Unii Afrykańskiej

Oceń ten artykuł
(2 głosów)

unia_afryk02Jędrzej Czerep

Unia Afrykańska (UA) powstała w 2002 r. w celu pogłębienia integracji politycznej i gospodarczej w Afryce. Jej twórcom przyświecała idea zbiorowej odpowiedzialności – UA nie może pozostać obojętna, gdy w którymś kraju członkowskim wybuchnie kryzys zagrażający jego mieszkańcom lub całemu regionowi. W przyszłości pod banderą UA mają powstać stałe Afrykańskie Siły Reagowania, gotowe interweniować tam, gdzie wymaga tego sytuacja. 

Już dziś jednak organizacja tworzy wojskowe misje, które wysyła w rejony konfliktów. Nabiera dzięki temu cennego doświadczenia militarnego i politycznego. Dzieje się to w cieniu problemów z niedoborem sprzętu, żołnierzy, a także spójnej strategii. Nierzadko dowódcom przychodzi improwizować, poszczególne kraje działają na własną rękę, a cele misji zmieniają się w miarę rozwoju sytuacji. Poza ogólną zgodą, że w pewnych przypadkach interweniować trzeba, państwa UA rzadko mówią jednym głosem o tym, co konkretnie i jakimi siłami należy zrobić. Doświadczenia dotychczasowych trzech misji w rejonach toczących się konfliktów zbrojnych – w Sudanie (Darfurze), na Komorach oraz w Somalii – są bardzo różne. Sukces lub porażka tej ostatniej, w której sytuacja rozwija się dynamicznie, pokażą rzeczywiste wojskowe możliwości Unii Afrykańskiej A.D. 2012.

 

Misja Unii Afrykańskiej w Darfurze (AMIS / UNAMID)

Jej historia zaczyna się w kwietniu 2004 r., kiedy strony konfliktu w sudańskim Darfurze zawarły zawieszenie broni. Aby je monitorować, na miejsce przybyli obserwatorzy UA i UE, a z nimi 150 żołnierzy z Rwandy, żeby ubezpieczać ich pracę. Do misji dołączały kolejne państwa – najpierw Nigeria, później m.in. RPA, Kenia, Gambia, Senegal. W połowie 2005 r. w Sudanie, który w tym czasie zawarł pokój z rebeliantami z Południa, było już ok. 7 tys. afrykańskich żołnierzy pod banderą AMIS (African Union Mission in Sudan). Ich celem stało się zabezpieczenie pracy organizacji humanitarnych, a także monitorowanie ustanowionej przez UA strefy zakazu lotów. W praktyce żołnierze AMIS zostali wystawieni na ataki różnych frakcji działających w Darfurze.

Misja zmagała się z niedoborami w ludziach, zaopatrzeniu oraz z niewystarczającym finansowaniem. Wielkość terytorium i siła grup zbrojnych wrogo nastawionych do obcych, przerastały możliwości pokojowego kontyngentu. W 2005 r. zginęli w starciach pierwsi żołnierze UA. W 2006 r. misję AMIS miał wchłonąć przygotowywany przez ONZ kontyngent pokojowy, ale na jego przyjazd nie zgodził się rząd w Chartumie. Afrykańskie siły ekspedycyjne pozostawały w Sudanie nie mogąc skutecznie działać, ani przekazać dowództwa ONZ. Zachód nie wypełniał obietnic wsparcia finansowego i zaopatrywania sił afrykańskich. Żołnierze pozostali bez żołdu, a kolejne kraje (np. Senegal) zapowiadały swoje wycofanie.

Ostatecznie ONZ zdołał wysłać własną misję pod koniec 2007 r. 9 tysięcy żołnierzy AMIS połączyło się z nią w grudniu 2007 r. Oficjalnie zainicjowano misję ONZ-UA o akronimie UNAMID. W praktyce rola sił afrykańskich jest w niej co najwyżej pomocnicza. Wyznaczaniem bieżących celów i dowodzeniem zajmuje się ONZ. UA podjęła się misji w Darfurze nieświadoma stojących przed nią zadań i niebezpieczeństw. Błędem była spontaniczna rozbudowa ekspedycji bez zapewnionego finansowania. Brakowało strategii, przygotowania na ataki ze strony wrogich milicji, a także politycznej woli do przezwyciężenia tych trudności. W efekcie przywódcy państw UA woleli oddać ciężar jej prowadzenia w ręce ONZ.

Interwencja na Komorach

Zupełnie inny przebieg miała operacja przeprowadzona na Komorach w 2008 r. Jej celem było przywrócenie konstytucyjnego porządku na należącej do tego archipelagu wyspie Anjouan. Władzę sprawował na niej od 2007 r. uzurpator – płk Mohamed Bacar. Wbrew rządowi centralnemu Ahmeda Abdallaha Sambiego samodzielnie zorganizował na swojej wyspie wybory i ogłosił się ich zwycięzcą – prezydentem. Zgodnie z polityką reagowania na zamachy stanu, UA zdecydowała o wsparciu legalnych władz Komorów przy odbiciu wyspy. Do walki z liczącymi ok. 500 osób siłami płk. M. Bacara Unia Afrykańska przysłała 1500 żołnierzy z Tanzanii (750), Sudanu (600) i Senegalu (150). Wojska te dołączyły do liczącego 500 żołnierzy komorańskiego oddziału rządowego. Libia i Francja udzieliły wsparcia logistycznego. Operacja została bardzo dobrze zaplanowana i przygotowana. 26 kwietnia 2008 r. nastąpiła inwazja. Żołnierze interweniujących państw dotarli na wyspę Anjouan podstawionymi przez Francję łodziami. Ich siły były przeważające. Cel został jasno określony, a akcję udało się przeprowadzić przy zerowych stratach własnych i bez ofiar śmiertelnych wśród cywilów. Wyspa została opanowana w ciągu jednego dnia, M. Bacar uciekł na należącą do Francji Majottę.

Samą akcję pobicia sił separatystów przeprowadziły, co ważne, siły afrykańskie z mandatem UA. Francja, której udział dla powodzenia akcji był bardzo znaczący, nie wysuwała się na czoło, ale pozwoliła afrykańskiemu korpusowi ekspedycyjnemu własnymi siłami wygrać wojnę. Minister spraw zagranicznych Bernard Kouchner podkreślił później, że Paryż nie kierował się sympatiami do żadnej ze stron konfliktu komorańskiego, tylko poparł stanowisko UA.

Operacja była pierwszą ofensywną misją bojową wojsk afrykańskich pod banderą UA. Chociaż akcja dotyczyła lokalnego konfliktu i była bezpieczna politycznie, to jej znaczenia nie można przecenić. żołnierze z kilku krajów przeszli chrzest bojowy. Z Komorów został wysłany sygnał, że wojskowe działania UA, o ile dobrze zaplanowane, mogą być skuteczne. Sukces z Anjouan ma znaczenie dla misji w Somalii. Wśród przywódców Unii Afrykańskiej zapanowało przekonanie, że można z powodzeniem interweniować własnymi siłami.

Misja Unii Afrykańskiej w Somalii (AMISOM)

Interwencja w Somalii, która od 1991 r. jest państwem upadłym bez efektywnego rządu, rozpoczęła się w lutym 2007 r. na podstawie mandatu ONZ i trwa do dziś. Zastąpiła w terenie zaczątki misji stabilizacyjnej, którą próbowała bez powodzenia sformować regionalna organizacja IGAD (6 państw z Rogu Afryki). Jedynie Uganda (członek IGAD) była akceptowana przez wszystkie państwa ościenne oraz pozostawała chętna do wysłania batalionu wojsk. Unia Afrykańska zdecydowała o przyłączeniu do misji partnerów z innych części kontynentu i przejęciu patronatu nad całym przedsięwzięciem. Członkowie UA – Malawi, Nigeria, Burundi, Ghana, Tanzania i Rwanda – zapowiadali, że wydelegują w tym celu swoich żołnierzy. Obietnice pozostały jednak bez pokrycia. Ciężar misji przez kolejne lata spoczywał na Ugandzie (z niewielkim wsparciem Burundi).

Jednocześnie drastycznie zmieniała się sytuacja w samej Somalii. W momencie planowania misji miała ona stanowić przeciwwagę dla sił Unii Trybunałów Islamskich (UTI), które kontrolowały większą część kraju. Zachód oceniał je jako somalijskich talibów (z dzisiejszej perspektywy to umiarkowani islamiści). Aby się ich pozbyć, USA wymogły na Etiopii interwencję, pełną błędów i niepotrzebnych ofiar. W efekcie przeciw Etiopczykom i innym interweniującym wystąpiła nowa siła: Al-Shabaab – organizacja dużo bardziej fanatyczna od UTI, związana z Al-Kaidą i wroga misji UA. Szybko zajęła prawie cały kraj, w tym Baidoę, gdzie przy wsparciu AMISOM próbował zainstalować się uznawany przez świat tymczasowy rząd (Transitional Federal Government, TFG). Kraje, które wcześniej deklarowały udział w misji, wyraŹnie straciły zapał. Na miejscu w Somalii pozostali Ugandyjczycy i Burundyjczycy, którzy okopywali się na coraz mniejszym terytorium, nękani przez Al-Shabaab.

Mandatowy cel misji, utrzymanie pokoju, zdezaktualizował się ostatecznie w lipcu 2010 r., gdy Al-Shabaab wysadziła w powietrze dwie restauracje w Kampali (stolicy Ugandy) zabijając 74 osoby, które oglądały finał mundialu w piłce nożnej. UA postawiła przed misją nowe zadania: atakować islamistów bezpośrednio i z wyprzedzeniem. Obiecała wzmocnienie misji siłami z Dżibuti i Gwinei. Jednocześnie sytuacja wojskowa w terenie zaczęła się poprawiać. O ile na początku 2011 r. AMISOM kontrolowała jedynie kilka kwartałów w Mogadiszu i ledwo broniła tymczasowego rządu przed upadkiem, z biegiem czasu zaczęła odzyskiwać terytorium. Pomógł sojusz z lokalną suficką milicją Ahlu Sunna Wal Jamma (ASWJ) i wściekłość Somalijczyków na Al-Shabaab, która przeszkadzała w dostarczaniu pomocy regionom dotkniętym klęską głodu. W lipcu 2011 r. AMISOM i TFG wyparły islamistów ze znacznej części stolicy i zaczęły odnosić sukcesy w interiorze. Do walki z Al-Shabaab dyskretnie włączyły się USA, które przy pomocy bezzałogowych dronów skutecznie bombardowały obozy szkoleniowe i zgrupowania islamistów.

AMISOM, zaprawiona w boju, popełniała mniej błędów niż wcześniej. Widząc jej sukcesy kolejne kraje zaczęły oferować wsparcie – pierwsi żołnierze z Dżibuti ostatecznie dołączyli do misji w Mogadiszu w grudniu 2011 r. Na początku 2012 r. siły AMISOM osiągnęły poziom ok. 10 tys. żołnierzy i jednocześnie powróciła wiara w ostateczny sukces misji. Jednak jeszcze w paŹdzierniku 2011 r. na horyzoncie pojawiły się nowe kłopoty. Ku ogólnemu zaskoczeniu Al-Shabaab dokonało serii porwań obcokrajowców (m.in. Brytyjczyków, Hiszpanów) w Kenii. W poczuciu zagrożenia i przy widmie ucieczki turystów Nairobi zdecydowało się interweniować na własną rękę. Niedługo potem z północy do Somalii znowu wkroczyła Etiopia. Jednostronna akcja graniczącej z Somalią Kenii nie była dobrze uzgodniona z TFG i AMISOM. Niejasne były jej wojskowe cele, które zrodziły pytania: stworzyć bufor przy granicy, zdobyć główny port Al-Shabaab w Kismayo, czy może całkowicie rozbroić Al-Shabaab. Z kolei w Etiopczykach Somalijczycy od zawsze widzieli wrogów i najeźdźców. W Mogadiszu świeża jest pamięć o etiopskiej okupacji z lat 2006-2009, która przyniosła setki ofiar. Sukces polityczny misji AMISOM był ponownie zagrożony. Ostatecznie w grudniu 2011 r. Kenia zgodziła się przejść pod dowództwo AMISOM (choć łamało to słuszną zasadę, że w autoryzowanych misjach afrykańskich nie interweniują kraje ościenne). W styczniu i lutym 2012 r. Kenia negocjowała warunki, na jakich może to zrobić (w grę wchodziła zwłaszcza pomoc UE w finansowaniu wojny). Z kolei Etiopia na początku stycznia 2012 r. zgodziła się, żeby jej wojska na zdobytych pozycjach zastąpili żołnierze z innych krajów afrykańskich w hełmach AMISOM. W tym celu 22 lutego 2012 r. Rada Bezpieczeństwa. ONZ zezwoliła UA poszerzyć kontyngent w Somalii do 17,7 tys. żołnierzy.

Podsumowanie

Unia Afrykańska zdobyła już pierwsze doświadczenia w prowadzeniu misji wojskowych w rejonach konfliktów. Dobrze przeprowadzona akcja na Komorach dodała UA optymizmu przy planowaniu kolejnych interwencji. Odwrotnie niż w przypadku Darfuru, kraje wysyłające dziś żołnierzy do Somalii są świadome trudów misji i gotowe na ponoszenie ofiar. UA staje się coraz bardziej asertywna, robi wszystko, aby utrzymać własny charakter misji. Nie chce formalnego przekazania odpowiedzialności nawet silniejszym i bardziej doświadczonym państwom w regionach operacji. Jednocześnie nie jest gotowa samodzielnie sprostać wyzwaniom finansowym i logistycznym misji.

Rekomendacje dla Unii Europejskiej

1. Pokonanie Al-Shabaab leży w żywotnym interesie UE, której obywatele narażeni są na ataki tej grupy w Rogu Afryki. W tym celu konieczne jest wsparcie misji AMISOM.

2. Szkolenia i dozbrojenie kontyngentów AMISOM należy prowadzić w sposób możliwie dyskretny. UE nie może wywoływać wrażenia, że pod przykrywką misji UA dokonuje się obca interwencja mocarstw mających w Somalii własne interesy i resentymenty.

3. Aby w przyszłości UA samodzielnie opanowywała konflikty na kontynencie, nie oczekując wyręczenia jej przez Zachód (w tym UE), konieczne jest utrzymanie afrykańskiego charakteru misji oraz jej sukces polityczny. W tym celu należy:

a) Wykorzystać wszelkie sposoby nacisku politycznego na Kenię, aby włączyć jej siły w Somalii w dowództwo i mandat AMISOM,

b) Udzielić wsparcia finansowego i logistycznego przy zastępowaniu wojsk etiopskich nowymi siłami AMISOM,

c) Naciskać na kraje afrykańskie dysponujące profesjonalnymi siłami zbrojnymi (np. RPA), aby zasiliły misję AMISOM.

4. UE nie powinna być gospodarzem rozmów politycznych somalijskich frakcji i donatorów, takich jak konferencja w Londynie z 23 lutego 2012 r., co wywołuje (np. w Erytrei i Somalii) oskarżenia o jawne mieszanie się do spraw Somalijczyków. Rolę taką powinny odgrywać niemające interesów w Somalii państwa afrykańskie, np. Południowy Sudan, Mozambik.

Tekst jest został opublikowany w Komentarzu Międzynarodowym Pułaskiego nr 3/2012  alt

Czytany 11944 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 30 październik 2014 00:04