czwartek, 27 maj 2010 09:55

Grzegorz Wasiluk: Rosyjsko-turecko-bułgarski trójkąt atomowy

Oceń ten artykuł
(0 głosów)
alt

Grzegorz Wasiluk

Kolejne mistrzowskie posunięcie rosyjskiej dyplomacji, a zarazem kolejna porażka ruchu przeciwników energii atomowej. W ubiegłym tygodniu prezydent Rosji i premier Turcji podpisali porozumienie w sprawie budowy przez Rosatom pierwszej tureckiej elektrowni atomowej.geopolityka

Doszło do tego dokładnie w tym samym czasie, gdy nowy rząd bułgarski wycofał się z podobnej umowy, przewidującej dokończenie budowy siłowni atomowej w Belene (nad Dunajem, okręg Płowdiw). Jeśli prace przy budowie elektrowni w Akkuyu (śródziemnomorskie wybrzeże Turcji, prowincja Mersin) będą przebiegać zgodnie z ambitnym planem (włączenie do sieci w latach 2016-19), tak Rosja jak Turcja osiągną kilka strategicznych celów naraz.

Trzeba przyznać obecnym przywódcom Rosji, że dobrze zrozumieli, czego dotyczy słynne zdanie premiera Palmerstona („Anglia nie ma wiecznych wrogów ani wiecznych przyjaciół; wieczne są tylko angielskie interesy”) i zastosowali je do własnego kraju. Nie jest żadną tajemnicą, że w czasach sułtańskich wojny między Rosją a Turcją, zaczynane przeważnie przez tę drugą „w imię Allacha miłosiernego” trwały niemal bez przerwy, kończąc się jednak z reguły jednym rosyjskim zwycięstwem po drugim. Skala okrucieństwa tych wojen przypominała przy tym dzisiejszy Afganistan. Stosunki państwa Lenina z Turcją Kemala Atatürka układały się za to (z początku) wręcz po różach. Po drugiej wojnie światowej rządzący faktycznie w Ankarze generałowie poczuli się jednak zagrożeni i w 1952 wprowadzili swoje państwo do NATO. Od tego czasu aż do upadku ZSRR na linii Ankara – Moskwa panował chłód i wzajemna nieufność, acz z drugiej strony nie dochodziło do wydarzeń będących przejawem otwartej wrogości. Sytuacja na wspólnej granicy była spokojna. Żadne z dwóch państw nie miało ochoty ani nie odczuwało potrzeby, aby zadzierać z drugim. Jedynymi wydarzeniami zakłócającymi wręcz nudę wojsk granicznych obu stron były porwania radzieckich samolotów. Turcy na ogół puszczali wolno porywaczy, ale same aparaty latające, ich załogi i pasażerów zwracali stronie radzieckiej szybko i nie próbując żadnych podstępów.

Z pewnością ułatwiło to coraz większe zbliżenie rosyjsko-tureckie następujące już w bieżącym stuleciu. Jego podstawową przyczyną jest przejęcie władzy w Moskwie przez umiarkowanych nacjonalistów, a w Ankarze umiarkowanych islamistów. Jedni i drudzy mają problemy w stosunkach z Zachodem. Jedni i drudzy są zmuszeni walczyć z (wyradzającymi się w wymierzający ciosy na oślep terroryzm) ruchami niepodległościowymi w górach Kaukazu. Jedni i drudzy wreszcie są uwikłani w przewlekły konflikt z Gruzją; Rosja na tle Abchazji i południowej Osetii, Turcja Adżarii. Takie sprawy jak karykatury Mahometa dodatkowo odpychają Turków od Zachodu, a Turcja, która nie jest pod żadnym względem samowystarczalna z kimś przecież żyć musi i prowadzić interesy również.

Rosja i Turcja dobiły targu

...i spodziewają się zrobić na tym złoty interes. Pierwsza turecka elektrownia atomowa ma się składać z czterech wielkich (po 1200 MW mocy) reaktorów energetycznych typu VVER tzn. chłodzonych i spowalnianych wodą. Ten rodzaj reaktorów został opracowany w Związku Radzieckim jako już z założenia bardziej niezawodny i bezpieczny typ niż osławione (wskutek awarii czernobylskiej) reaktory chłodzone grafitem. Wystarczy dodać, że to właśnie VVER-ry pracują na rosyjskich okrętach wojennych o napędzie atomowym. Całość prac budowlanych i montażowych zostanie wykonana przez Rosjan, w zamian za co początkowo cała elektrownia, a po jej całkowitym uruchomieniu 51 % udziałów w niej będzie należeć do Rosatomu. Pozostałe 49 % znajdzie się w rękach tureckich oraz wyspecjalizowanych, posiadających duże doświadczenie przedsiębiorstw gotowych dzielić z tym kontrolowanym przez państwo rosyjskim koncernem narodowym koszty i trudy codziennej ekspolatacji tej siłowni.

Najprawdopodobniej chodziłoby tu o Niemców lub Szwedów, którzy z przyczyn politycznych są (przynajmniej w dającej się przewidzieć przyszłości) skazani na stopniowe zamknięcie własnych reaktorów energetycznych i utratę cennej kadry technicznej. Chyba, że zdołają ją zawczasu „zaczepić” w innych krajach. Tak nawiasem dążenie zwłaszcza niemieckich firm wyspecjalizowanych w produkcji, montażu i obsłudze urządzeń dla elektrowni atomowych do swego rodzaju biologicznego przetrwania staje się już poważnym czynnikiem w polityce europejskiej i nie tylko europejskiej. Ten czynnik wpływa na wytworzenie się w polityce niemieckiej dodatkowej zachęty do zacieśniania stosunków z Rosją i Stanami Zjednoczonymi (dostarczającymi wraz z Kanadą uran dla wielu reaktorów produkcji radzieckiej i niemieckiej), a jednocześnie osłabienia przyjaźni z Francją (najpotężniejszy konkurent w dziedzinie „pokojowego atomu”).

Głównym partnerem (i udziałowcem) w zamorskiej elektrowni Rosatomu ze strony tureckiej będą najprawdopodobniej prywatny koncern budowlany Park Teknik i państwowa spółka energetyczno-przesyłowa Elektrik Uretim AS (EUAS). Ta druga odpowiada też za przygotowanie terenu pod budowę. EUAS zobowiązała się przyjmować do 70 % elektryczności z siłowni atomowej, w tym przez pierwsze 15 lat po cenie stałej (0,1235 dolara amerykańskiego za kilowatogodzinę), aby zagwarantować szybki zwrot kosztów budowy. Znalezienie reszty odbiorców będzie należało do Gazpromu i jego innych wspólników. Zakłada się, że elektryczność uzyskana w Turcji z prętów uranowych będzie na tyle tania, że z jej zbytem, nawet w przypadku Europy Zachodniej, nie będzie trudności. Będzie się to oczywiście odbywać przy użyciu tureckich linii przesyłowych, w związku z czym turecki skarb państwa zyska stałe źródło dochodów. Duża ilość taniej (po owych 15 latach naprawdę taniej) energii elektrycznej w samej Turcji przyczyni się oczywiście do obniżenia kosztów pracy i zwiększenia konkurencyjności tureckich towarów i usług.

Cały ten projekt ma się odbywać na warunkach największego wzajemnego uprzywilejowania. Podpisane w środę 12 maja porozumienie przewiduje, że budowa elektrowni (jej koszty oblicza się na 20 mld $) będzie w całości finansowana przez Rosję. W zamian Rosjanie zatrzymają dla siebie bezterminową kontrolę nad tym przedsiębiorstwem. Należy to uznać za formę nieprocentowanego kredytu spłacanego potem na raty przez tureckich odbiorców prądu elektrycznego. Zawiera również klauzulę w sprawie rosyjsko-tureckich wspólnych przedsięwzięć w dziedzinie kształcenia kadr technicznych, przerobu i składowania zużytego paliwa atomowego oraz udzielenia przez Rosję pomocy w budowie tureckich zakładów atomowych (wykonujących m. in. pręty paliwowe). Co prawda w tych sprawach trzeba będzie jeszcze podpisać osobne porozumienia. Wygląda na to, że uruchomienie takich przedsięwzięć będzie stanowić nagrodę za dotrzymywanie przez stronę turecką warunków umowy i nie przeszkadzanie rosyjskim inżynierom i robotnikom w ich pracy. Zdaniem rządu Erdogana jest to podarowana narodowi tureckiemu żyła złota. Premier stojący na czele ruchu obiecującego powszechny dobrobyt w zamian za osłabienie świeckości i ograniczenie europeizacji Turcji, zaciera ręce. Podobnie szefowie Rosatomu i kremlowska „tandemokracja”, dla której jest to...

Umowa wzorcowa

Szef Rosatomu – Sergiusz Kirijenko powiedział, że obecnie jego koncern jest zainteresowany w występowaniu w roli inwestora i głównego udziałowca, a nie dostawcy urządzeń i wykonawcy prac. Nie brak takich, którzy podobne zamiary oceniają jako kolejny przejaw rosyjskiego imperializmu. Wśród tych ostatnich znalazł się obecny rząd bułgarski premiera Bojko Borysowa (stojącego od lipca ub. r. na czele rządu mniejszościowego i kierującej nim partii Obywatele na rzecz Europejskiego Rozwoju Bułgarii, GERB). 28 kwietnia pani wiceminister gospodarki, turystyki i ochrony środowiska Maja Christowa podała na odbywającym się w Sofii forum dyskusyjnym pt. Elektrownia atomowa w Belene a europejskie bezpieczeństwo energetyczne – bułgarski dylemat, że rząd Borysowa ostatecznie zrezygnował z rosyjskiej oferty kredytu w wysokości 2 mld euro. Zamiast tego szuka innych (w domyśle: zachodnich, najlepiej unijnych) inwestorów gotowych w całości sfinansować dokończenie budowy i modernizację już istniejących bloków energetycznych oraz wykonać wszystkie związane z tym prace bez szeroko zakrojonej rosyjskiej pomocy.

W związku z tym wskazuje się jednoznacznie na Niemców, którzy jednak jak na razie nie palą się do zrobienia w ten sposób na złość Rosjanom. Jeśli jednak miałoby coś z tego wyniknąć, to jakichś pewnych ustaleń zapewne nie należy się spodziewać przez październikową wizytą szefowej rządu niemieckiego w Sofii. Faktem jest, że już pod koniec ubiegłego roku z rokowań wycofał się koncern RWE, dzięki któremu Sofia uzyskała zezwolenia na swoje atomowe projekty u biurokracji brukselskiej. Jego szefowie zwyczajnie nie mieli ochoty samodzielnie ponosić kosztów budowy, która może się nie opłacić w sytuacji gdy podobne przedsięwzięcie Rosja zaczęła już ustalać z Turcją. Warto dodać, że Turcy planują jeszcze drugą elektrownię atomową, w pobliżu Morza Czarnego. Ciekawe, czy uda im się znaleźć dostawcę spoza krajów WNP (kiedyś wskazywano na Kanadę)?

W Bułgarii odezwały się teraz głosy wskazujące, że rząd Borysowa, zrywając wstępną umowę z Rosatomem, zawartą przez poprzedni rząd premiera Staniszewa rzucił perspektywy gospodarcze własnego kraju na pożarcie swojemu zaślepieniu ideologicznemu. Przypomina się, że władze tureckie już przed kilku laty zwróciły się do władz bułgarskich z propozycją wysłania na szkolenia do Bułgarii tureckich kandydatów na techników atomowych. Bułgarskie i tureckie sieci przesyłowe są ze sobą połączone. W następnym etapie, po przeszkoleniu tureckich kadr w Belene (po jej ponownym uruchomieniu), miała powstać osobna atomowa elektrownia turecka, pracująca na potrzeby samej Turcji, Syrii i Libanu. Wygląda zatem na to, że ubiegłoroczne propozycje Miedwiediewa i Putina były ostatnią bułgarską szansą. Zgodnie z doktryną Putina, określającą główne zasady prowadzenia polityki zagranicznej, każde (wedle wykładni Kremla ma się rozumieć) antyrosyjskie działania muszą zostać skontrowane i ukarane. Natomiast współdziałanie z Rosją będzie w każdym przypadku hojnie wynagradzane.

Gra gospodarczo-geopolityczna i nauka z niej dla Polski

Prasa zachodnia uznała za jedną z głównych przyczyn tureckiej decyzji otwarcia w dziejach tego kraju ery atomowej dążenie do uniezależnienia się od dostaw gazu ziemnego z Iranu. Leży to bez wątpienia w interesie tureckiego bezpieczeństwa narodowego. Co prawda na razie na wojnę między Iranem a Izraelem i Stanami Zjednoczonymi się nie zanosi, ale też prezydent Obama nie ma żadnej gwarancji, że zostanie ponownie wybrany. Wiadomo, że drugim dostawcą tego arcyważnego (Turcja nie posiada własnych surowców energetycznych w ilości wystarczającej na pokrycie własnych potrzeb) „błękitnego paliwa” dla państwa Atatürka jest Rosja. Wejście teraz w tak szeroko zakrojoną współpracę z Rosją właśnie w dziedzinie atomistyki wydaje się wobec tego błędem. Czy jednak rzeczywiście jest to błąd z punktu widzenia tureckiej racji stanu?

Już od kilkunastu lat Turcja oddala się od Zachodu i od Izraela, dla którego kiedyś była strategicznym partnerem, szachującym Syrię od północy. Trwające od pokoleń wysiłki na rzecz europeizacji tego dużego kraju muzułmańskiego, stanowiącego naturalny pomost między Europą a Azją i Bliskim Wschodem ocenia się tam obecnie jako projekt, który zakończył się niepowodzeniem. Turcja rozpoczęła ten projekt biedna i biedna go kończy. Miary zawodu dopełniła wielokrotna odmowa przyjęcia najpierw do EWG, a potem do UE. Turcja nie ma sporów terytorialnych z Rosją ani z Syrią, a oba te kraje nie pytają jej też o prawa człowieka w związku z tłumieniem kurdyjskich dążeń odśrodkowych. Natomiast Amerykanie obalając Saddama Husejna i zamieniając Irak w państwo federalne stworzyli „kurdyjski Piemont”, gdzie po aktach terroru w Turcji szukają schronienia bojownicy Kurdyjskiej Partii Robotniczej (PKK). Jedyny możliwy punkt zapalny w stosunkach z Rosją – sprawę Nagornego Karabachu – da się utrzymywać w stanie uspokojenia na liniach przerwania ognia. Tak Ormianie jak Azerzy nie zaczną znów do siebie strzelać wbrew woli swoich opiekunów z Moskwy i Ankary. Upływ czasu i dążenie do skorzystania z interesów materialnych między Rosją a Turcją mogą stopniowo doprowadzić do ugody między tymi dwiema byłymi republikami radzieckimi.

Rosja dostaje się tylnymi drzwiami do systemu energetycznego UE, Turcja otrzymuje niezwykle cenny prezent, bułgarskim „zdrajcom” uciera się nosa, a jak dobrze pójdzie (Niemcy zostawią Bułgarów z ruinami elektrowni w Belene i pozbawionymi znacznego napływu turystów Złotymi Piaskami) to da się odstraszający przykład innym „rusofobom”. W naszym kraju zmarły prezydent Lech Kaczyński (wraz z bratem) dążył do tzw. bezpieczeństwa energetycznego dla naszego kraju. Podobne były cele kilku prezydentów i premierów Litwy. Nasi północno-wschodni sąsiedzi pozostali teraz z zamkniętą z woli Brukseli elektrownią atomową oraz szalejącym kryzysem gospodarczym. Szwedzi, na których tak liczyli, mają ich teraz w tzw. głębokim poważaniu i obliczają przyszłe zyski z udziału w Gazociągu Północnym, mającym przebiegać m. in. przez szwedzkie wody terytorialne. Zastąpienie energii atomowej wiatrową oraz słoneczną okazało się kosztowną i w sumie nieopłacalną zabawką nawet dla bogatych Niemiec. Robi się coraz ciekawiej, a właściwie pojawiają się nieciekawe perspektywy. Nieciekawe perspektywy dla wszystkich, którzy przeciwstawiają się rosyjskiej dyplomacji, coraz skuteczniej rozgrywającej cały świat, bo z wpływami rosyjskimi można się spotkać nawet w tak egzotycznych i kiedyś zażarcie prozachodnich krajach jak Malezja. Czy nie pora dokonać wreszcie jakiegoś naprawdę zasadniczego przewartościowania w stosunkach naszego kraju z jego wielką słowiańską siostrzycą?

Artykuł ukazał się na portalu alt

Korzystałem:
http://www.turkishforum.com.tr/en/content/2010/05/13/russian-plant-for-turkeys-akkuyu/
http://www.rosatom.ru/ru/about/press_centre/news_main/index.php?id4=18922
http://www.novinite.com/view_news.php?id=115615
http://www.novinite.com/view_news.php?id=116285
http://www.novinite.com/view_news.php?id=116165
http://www.welt.de/politik/ausland/article7599700/Russland-baut-erstes-tuerkisches-Atomkraftwerk.html

Czytany 7863 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 30 październik 2014 00:04