środa, 26 październik 2011 08:45

George Friedman: Od Morza Śródziemnego do Hindukuszu: ponowne przemyślenia o sytuacji w regionie

Oceń ten artykuł
(1 głos)

morzesrod  George Friedman

Terytorium pomiędzy Morzem Śródziemnym a Hindukuszem stanowiło główny obszar interwencji Stanów Zjednoczonych po atakach z 11 września. Oczywiście Stany Zjednoczone były zaangażowane w tym regionie już wcześniej, ale wydarzenia z 11 września sprawiły, iż ten obszar stał się głównym polem walki z dżihadystami. Walka ta składała się z wielu faz i wygląda na to, że w ciągu minionych tygodni weszła w kolejny etap.

Niektóre czynniki tej zmiany były do przewidzenia. STRATFOR prognozował, że napięcie pomiędzy Iranem i państwami sąsiadującymi wzrośnie, gdy wojska amerykańskie wycofają się z Iraku oraz gdy Iran stanie się bardziej stanowczy. Spodziewaliśmy się również, że relacje między Stanami Zjednoczonymi a Pakistanem wejdą w fazę kryzysu zanim prawdziwe negocjacje z afgańskimi Talibami będą możliwe.

 

Jednakże, pozostałe wydarzenia szczerze nas zaskoczyły. Oczekiwaliśmy, że Hamas odpowie na zajścia, które miały miejsce w Egipcie oraz na dążenia Palestyńskich Władz Narodowych do uznania ich przez Organizację Narodów Zjednoczonych, poprzez próbowanie wywołania masowego kryzysu z Izraelem, uzasadniając to tym, że kryzys ten wzmocniłby antyrządowe siły w Egipcie, zwiększając szanse na powstanie nowego reżimu, który zakończyłby blokadę Strefy Gazy i zawiesił traktat pokojowy z Izraelem. Myśleliśmy również, że liczne ostrzeliwanie Izraela rakietami zmusi siły Palestyńskiego Ruchu Wyzwolenia Narodowego do wsparcia intifady lub że zostanie zmarginalizowany przez Hamas. Najwyraźniej tutaj się pomyliliśmy; Hamas postanowił osiągnąć porozumienie w sprawie wydania jeńca Gilada Shalita - żołnierza Sił Obronnych Izraela, co zmniejszyło napięcie w relacjach Izrael-Hamas.

Nasz błąd w ocenie sytuacji jest wynikiem niezrozumienia, że zwiększone napięcie w relacjach irańsko-arabskich ograniczyłoby pole manewru Hamasu. Przeoczyliśmy także fakt, że biorąc pod uwagę słabość sił opozycyjnych w Egipcie - o czym szeroko już pisaliśmy - Hamas nie widziałby szansy, żeby ukształtować na nowo politykę Egiptu. Główne siły w regionie, w szczególności niepowodzenie Arabskiej Wiosny w Egipcie oraz zintensyfikowanie irańskiego powstania zmieniły nasze postrzeganie Hamasu. Wymiana Shalita w zamian za ponad 1000 palestyńskich więźniów oznacza nowy etap w relacjach Izrael – Hamas. Rozważmy zatem jaki ma to wpływ na Iran i Pakistan.

Irańska gra

Irańczycy przetestowali swoje siły w Bahrajnie, gdzie Szyici powstali przeciwko Sunnitom z przynajmniej niewielką pomocą Irańczyków. Arabia Saudyjska, połączona groblą komunikacyjną z Bahrajnem, uznała to za próbę jej zerwania i wkroczyła z wojskami aby stłumić powstanie i zablokować działania Irańczyków. Dla Iranu Bahrajn był tylko sprawdzianem; reakcja Arabii Saudyjskiej nie wpłynęła w znaczący sposób na poczynania Iranu.

Głównym polem gry dla Iranu jest Irak, gdzie wycofywanie wojsk Stanów Zjednoczonych weszło w ostatnią fazę. Część wojsk prawdopodobnie zostanie w Kurdystanie ale nie wpłynie to znacząco na wydarzenia w Iraku. Irańczycy nie przejmą całkowitej kontroli nad Irakiem ale będą mieć wystarczającą grupę zwolenników, zarówno w rządzie jak i poza nim, aby blokować działania polityczne, którym się sprzeciwiają wykorzystując do tego irakijski system polityczny lub poprzez przerywanie prac rządu. Nie będą rządzić, ale nikt nie będzie w stanie rządzić w bezpośredniej opozycji do nich.

Iran widzi w Iraku możliwość aby rozszerzyć swoje wpływy na zachód. Syria jest sojusznikiem Iranu, która z kolei wspiera Hezbollah w Libanie. Perspektywa wycofania wojsk amerykańskich z Iraku otworzyła drzwi do sfery irańskich wpływów biegnących wzdłuż południowej tureckiej granicy oraz północnej granicy Arabii Saudyjskiej.

Spojrzenie na Arabię Saudyjską

Źródła powstania przeciwko reżimowi prezydenta Syrii Bashara al Assada są dość niejasne. Powstanie rozpoczęło się podczas ogólnego niepokoju wywołanego przez Arabską Wiosnę, ale przyjęło zupełnie inny kształt. Reżim al Assada nie upadł, al Assad nie został zastąpiony przez innego zwolennika reżimu, tak jak miało to miejsce w Egipcie, a opozycja poniosła porażkę po prostu się dezintegrując. Naszym zdaniem opozycja nigdy nie była wystarczająco silna, tak jak zachodnie media to przedstawiały, ani reżim al Assada nie był tak słaby. Reżim ten utrzymał się dużo dłużej niż oczekiwano i wygląda na to, że nie zamierza skapitulować. Po pierwsze, organy takie jak Międzynarodowy Trybunał Karny nie pozostawiają al Assadowi możliwości schronienia się w innym kraju po ustąpieniu, co czyni negocjacje jeszcze trudniejszymi. Po drugie, al Assad nie widzi potrzeby, aby ustąpić ze stanowiska.

Dwa rządy okazały się być wrogo nastawione do al Assada: rząd Arabii Saudyjskiej oraz Turcji. Turcja usiłowała wynegocjować rozwiązanie sytuacji w Syrii ale próby zostały przez al Assada odrzucone. Nie jest do końca jasne, do jakiego stopnia wspomniane dwa rządy postrzegają Syrię jako wyłącznie problem przy swoich granicach czy jako część ogólnego zagrożenia jakie niesie Iran. Jednakże, bez wątpienia Arabia Saudyjska widzi ogromne niebezpieczeństwo w Iranie i postrzega upadek al Assada jako ograniczenie zagrożenia ze strony Iranu.

W tym kontekście, ostatnią rzeczą jakiej pragnie Arabia Saudyjska to konflikt z Izraelem. Wojna w Strefie Gazy umożliwiłaby reżimowi al Assada bliższe zaangażowanie się w konflikt w Izraelu, przynajmniej poprzez Hezbollah, i tym samym przedstawić przeciwników reżimu jako podważających sens walki z Izraelem. To uzasadniłoby wystąpienie przez al Assada do Iranu z prośbą o pomoc przeciwko Izraelowi i nieprzypadkowo aby utrzymać reżim w Syrii.

Nie było oczywiste, że wsparcie Arabii Saudyjskiej dla syryjskich Sunnitów byłoby wystarczające aby obalić reżim al Assada, natomiast jasne jest, że wojna z Izraelem spowodowałaby, iż stałoby się to jeszcze trudniejsze. To czy Hamas został nakłoniony do kolejnej walki z Izraelem pozostaje dla nas tajemnicą. Natomiast wiemy, że Saudyjczycy widząc, iż są uwikłani w walkę z Iranem postanowili nie dawać Irańczykom pretekstu do tego, aby angażować się jeszcze bardziej w ten konflikt. Postanowili hamować apetyt Hamasu na wojnę.

Hamas i Egipt

Hamas również widział swoją szansę w rozruchach w Egipcie. Z ich punktu widzenia, brak stabilizacji w Egipcie otworzył drzwi do zmian reżimu. Przez dłuższy czas wydawało się, że po pierwszej fazie powstania albo odbędą się wybory, które wygrają islamiści lub nadejdzie kolejna fala zamieszek, która rzeczywiście obali reżim. Już kilka miesięcy temu okazało się, że opozycja jest zbyt podzielona, aby zastąpić dotychczasową władzę. Jednakże to w zeszłym tygodniu reżim pokazał swoja siłę.

Gwałtowne demonstracje koptów z 9 października, których wynikiem były religijne utarczki z muzułmanami, dały rządowi okazję do zademonstrowania swoich sposobów i zdolności rozwiązywania takich problemów bez angażowania grup islamistów. Przedstawiciele reżimu w brutalny i skuteczny sposób zdusili demonstracje i co najważniejsze dokonano tego przy pomocy islamskiego elementu, który wypuszczono na ulice, aby walczyć z koptami. Ulice zostały zdominowane przez wojsko i kryminalistów islamskich walczących po tej samej stronie.

To co Hamas musiał jakoś przełknąć to fakt, że to rząd Egiptu odegrał kluczowa rolę w trakcie negocjacji wymiany więźniów. Zazwyczaj islamiści sprzeciwiają się już samemu procesowi negocjacji, nie mówiąc już o ich pozytywnym rozwiązaniu. Jednakże, biorąc pod uwagę zdarzenia sprzed tygodnia, islamisci nie chcieli rozbić problemu z dobijania targu przez egipski rząd. Poza tym, Saudyjczycy nie wsparliby powstania w Egipcie tak jak wsparliby Syrię. Egipt, największe arabskie państwo, kraj który nigdy nie był w dobrych stosunkach z Iranem, jest jedynym miejscem, gdzie Saudyjczycy nie chcieli chaosu, zwłaszcza gdy jednocześnie siła Iranu się umacnia a w Syrii mają miejsce zamieszki.

Waszyngton i Rijad

W trakcie tych zdarzeń, Stany Zjednoczone oznajmiły, że aresztowały mężczyznę, który rzekomo próbował, na zlecenie Iranu, nająć Meksykanina, aby zabić ambasadora Arabii Saudyjskiej w Stanach Zjednoczonych. Odbyły się poważne dyskusje na temat znaczenia domniemanego spisku, ale opierając się na ujawnionych dowodach uznano, że jego znaczenie nie jest imponujące.

Nie mniej jednak - to najważniejszy wniosek - prezydent Stanów Zjednoczonych Barack Obama stwierdził, że ten nie do zaakceptowania incydent wymaga podjęcia bardziej stanowczych działań w stosunku do Iranu. Arabia Saudyjska prosiła Stany Zjednoczone o podjęcie publicznych działań przeciwko Iranowi, zarówno po to aby zmniejszyć presję na Rijad oraz aby stało się jasne, że Stany Zjednoczone gotowe są razem z Arabią Saudyjską stawić czoła Iranowi. Prawdopodobnie istnieje więcej dowodów potwierdzających domniemany spisek, które sprawiłyby, że cała sytuacja stałaby się dużo bardziej poważna niż obecnie się uważa, jednak z całą pewnością Stany Zjednoczone wykorzystały zaistniałą sytuację, aby wywrzeć presję na władzach Iranu - przynajmniej psychologiczną- poza dosyć chaotycznym podejściem jakie do tej pory prezentowały. Powrócił również problem bezpieczeństwa nuklearnego, który w ostatnim czasie jakby nie istniał.

Dla Arabii Saudyjskiej koszmarem byłaby sytuacja w której Stany Zjednoczone dochodzą do porozumienia z Iranem, aby ustanowić stabilny porządek w regionie oraz aby zagwarantować przepływ ropy. W przeszłości rozważaliśmy taką możliwość wskazując, iż Amerykanie nie do końca są zainteresowani ochronią Arabii Saudyjskiej i że mogą wybrać porozumienie z Iranem - reżim nigdy nie był atrakcyjny dla Stanów Zjednoczonych, nigdy też historia nie stanowiła przewodnika z którego można by wywnioskować jaki będzie następny krok Amerykanów.

Saudyjczycy byli zachwyceni odpowiedzią Stanów Zjednoczonych na rzekomą próbę zamachu. To nie tylko złagodziło poczucie izolacji Saudyjczyków, ale także wygląda na to, że zablokowane zostało porozumienie z Iranem. Jednocześnie Stany Zjednoczone były lekko zaniepokojone, że Arabia Saudyjska mogła na własna rękę zawrzeć porozumienie z Iranem zanim Amerykanie wykonaliby w tym celu jakikolwiek ruch. W ten zatem sposób Stany Zjednoczone zawiązały z Arabią Saudyjską koalicję przeciwko Iranowi.

Izraelczycy również nie mają powodów do narzekań. Wcale nie chcą upadku reżimu w Syrii - wolą znany im reżim al Assada niż nowy, prawdopodobnie islamski reżim Sunnitów. Wsparcie Arabii Saudyjskiej dla opozycji w Syrii niepokoi Izraelczyków ale już wiadomo, że szanse na zwycięstwo opozycji są niewielkie. Bardziej Izrael niepokoi turecka interwencja wojskowa. Z drugiej jednak strony, Iran niepokoi ich najbardziej, a każda oznaka negatywnej reakcji administracji Obamy na poczynania Iranu bez względu na motywy (nawet jeśli nie istnieje jasny motyw) bardzo cieszy Izrael. Zależało im na porozumieniu w sprawie Shalita, ale nawet jeśli koszt był wysoki wiedzieli, że nie jest to czas, aby Stany Zjednoczone skupiły się na nich lecz na Iranie. Izraelczycy są gotowi pójść na kolejne ustępstwa z Hamasem jeśli tylko Amerykanie skoncentrują swoją uwagę na Iranie. Natomiast Hamas jest gotowy dalej negocjować z Izraelem jeśli tyko Arabia Saudyjska wyda im takie dyspozycje, co oczywiście byłoby kosztem, jaki Saudyjczycy chętnie poniosą w zamian za skupienie uwagi na Iranie.

Wycofanie wojsk amerykańskich z Afganistanu

Sprawa Iranu ma dla Amerykanów jeszcze jedną płaszczyznę: Pakistan. Opinia Pakistanu o Stanach Zjednoczonych, wyrażana przez wielu prominentnych Pakistańczyków, jest taka, że Amerykanie przegrali wojnę z afgańskimi Talibami. Oznacza to, że wszelkie negocjacje będą dotyczyły, jak to Amerykanie wyrazili, ich ‘’odwrotu’’ a nie pakistańskich gwarancji wsparcia przeciwko dżihadystom połączonym z procesem wycofywania amerykańskich wojsk. Jeśli Pakistańczycy mają rację, a Amerykanie ponieśli porażkę, to faktycznie ich negocjacyjna pozycja jest właściwa.

Jeśli faktycznie ma nastąpić postęp w rozmowach z Talibami i Pakistanem, Stany Zjednoczone muszą pokazać, że nie zostały pokonane. A dokładniej, Ameryka musi udowodnić, że skoro nie odniosła sukcesu (pojętego jako utworzenie demokratycznego Afganistanu) to jest gotowa prowadzić nieskończoną walkę z dżihadystami wykorzystując nieoznakowane samoloty oraz przeprowadzając tajne akcje w Pakistanie, co mogłoby doprowadzić do zacieśnienia relacji z Indiami jeśli Pakistan nadal będzie się opierał. Wojska nie zostaną wycofane dopóki Pakistańczycy nie zrozumieją, że nie było wybitnej presji na rząd amerykański aby wycofać się z Pakistanu. Mamy więc do czynienia z wielkim paradoksem: dopóki Pakistan wierzy, że Amerykanie muszą wycofać swoje wojska, nie udzieli im swojego wsparcia niezbędnego aby do tego doszło. W dodatku wycofanie wojsk nie oznacza, że zostaną przeprowadzone akcje przeciwko dżihadystom czy że dojdzie do strategicznego porozumienia z Indiami. Stany Zjednoczone muszą zademonstrować jakiemu ryzyku Pakistan będzie musiał stawić czoła, gdy zda sobie sprawę, że nieosiągnięcie przez Amerykanów założonych celów oznacza ich porażkę.

Reakcja administracji Obamy na rzekomą próbę zamachu jest dlatego ważnym psychologicznym ruchem wymierzonym przeciwko Pakistanowi. Zdaniem Pakistańczyków Stany Zjednoczone są po prostu za słabe aby utrzymać swoją siłę w regionie. Amerykanie odpowiadają, że nie tylko są w stanie utrzymać swoją siłę w Afganistanie i Pakistanie ale także nie stoi to na przeszkodzie, aby stawić czoła Iranowi w kwestii próby zamachu w Stanach Zjednoczonych. Nie jest ważne jak poważne były przygotowania spisku oraz kto go zlecił i kto go nadzorował w Iranie. Jeśli Obama przesadnie zareagował to jego reakcja wywoła dyskusję w Islamabadzie. Oczywiście będzie trzeba wyjść poza symboliczne gesty i jeśli tak się stanie, zmieni to dynamikę w regionie, aczkolwiek powodując tym samym ryzyko konfliktu z Iranem.

Ponowna ocena sytuacji w regionie

Sytuacja w regionie zależy od wielu stron. Nie wiemy dokładnie jak dobrze administracja Obamy jest przygotowana na to żeby podjąć kwestię Iranu czy po prostu stanie się tak, że sprawa przycichnie. Nie wiemy także czy reżim Assada przetrwa oraz co Turcja i Arabia Saudyjska z tym problemem zrobią. Nie mamy pojęcia czy reżim w Egipcie przetrwa. Nie możemy również stwierdzić czy Pakistańczycy zrozumieją wiadomość jaką im wysłano.

Natomiast wiemy, że kryzys w kwestii Iranu, który prognozowaliśmy na koniec tego roku już nastąpił. Kryzys ten ma wpływ na ocenę sytuacji od Kairu do Islamabadu. Zmienia to pozostałe relacje, włączając w to dynamikę zależności na linii Hamas - Izrael. Jest to kryzys, którego wszyscy się spodziewali, ale nikt nie wie jak w obliczu tego kryzysu postępować. Ani Stany Zjednoczone ani Iran nie mają planu działania. Jednakże, niewątpliwie dla Iranu jest to historyczna szansa a dla Arabii Saudyjskiej kluczowe wyzwanie. Stany Zjednoczone użyły przynęty ale niezbyt dużej. Z drugiej jednak strony sam fakt, że Obama posługuje się bardziej zdecydowaną retoryką niż zwykle ma ogromne znaczenie.

Powyższe rozważania nie dają końcowej odpowiedzi na to, jak będą się kształtowały wzajemne relacje w regionie, ale dają podstawę do tego aby ponownie przemyśleć i ocenić działania w tym obszarze.

Tłumaczenie: Anita Górska

This report is republished with permission of STRATFOR

Fot. Wikipedia

Czytany 7267 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 30 październik 2014 00:04