sobota, 20 lipiec 2013 10:31

Geopolityka Angoli: wyjątek na skalę geografii afrykańskiej

Oceń ten artykuł
(6 głosów)

angolageopolityka  STRATFOR

Subsaharyjska Afryka nie sprzyja ludzkiemu rozwojowi. Strome płaskowyże, góry pokryte dżunglą, bagniste wybrzeża, skaliste wyżyny i jałowe pustynie dominują nad krajobrazem. Te wszechobecne przeszkody utrudniają praktycznie jakikolwiek rodzaj wyraźnej ekspansji gospodarczej na większej części kontynentu. Wyjątek stanowi pasmo wybrzeża w RPA.

Przy braku terenów ornych trudno o produkcję nadwyżek żywności. Bez żeglownych rzek, towary nie mogą być tanio przewożone do potencjalnych rynków. Ukształtowanie geograficzne Afryki Subsaharyjskiej nie pozwala na generowanie kapitału, chociaż jest on niezwykle potrzebny, by zrekompensować inne niedoskonałości. W rezultacie region ten, podobnie jak inne, gdzie kapitał jest pożądany, lecz nieobecny, pozostaje pogrążony w głębokiej biedzie.

Angola01

Angola02

Rozbicie polityczne to kolejne następstwo ukształtowania terenu Afryki. Bariery geograficzne nie tylko hamują generowanie kapitału, lecz również utrudniają interakcję między ludźmi. Stworzenie jednolitej tożsamości pośród populacji porozdzielanych przez dżungle i góry – czynniki, które raczej dzielą niż łączą – jest co najmniej trudne. W efekcie, podobnie jak inne regiony świata borykające się z analogicznymi problemami klimatu i topografii, większa część Afryki subsaharyjskiej rozbita jest tożsamościowo.

Angola jest jednym z niewielu potencjalnych wyjątków na skalę całego kontynentu, jeśli chodzi o czynniki geograficzne. Silne, naturalne granice zewnętrzne kraju oddzielają i chronią go przed innymi, natomiast małe znaczenie tych wewnętrznych sprawia, że Angola jako jeden z nielicznych krajów afrykańskich ma szansę na zjednoczenie narodowe.

Warunki geograficze

Dużą część kraju zajmuje wypiętrzona sawanna o klimacie półpustynnym. Tylko dwa regiony, z których oba położone są w zachodniej Angoli, mają wystarczający dostęp do wody, by uprawiać dochodowe rolnictwo. Tradycyjnie, regiony te, czyli Dolina Rzeki Kuanza i wyżyna centralna lub tzw. region „planalto” (portug. „płaskowyż”) to kolebki dwóch głównych angolskich grup etnicznych: Mbundu i Ovimbundu. (Nie dziwi fakt, że grupy te były głównymi przeciwnikami w zakończonej w 2002 r. wojnie domowej.)

Rzeka Kuanza, która wpada do Oceanu Atlantyckiego ok. 50 kilometrów na południe od stolicy kraju Luandy, jest jedyną liczącą się rzeką Angoli. Zapewnia ona łatwy dostęp w głąb kraju. „Planalto” to spichlerz Angoli. Położone średnio 1000–1700 m.n.p.m., planalto leży wystarczająco wysoko, by zbierać wodę deszczową i łagodzić południowoafrykańskie upały. 

Generalnie rzecz biorąc, im dalej w głąb tych rdzennych obszarów, tym trudniej o korzyści z ziemi. Ostatecznie, topografia staje się jedną z najbardziej widocznych i skutecznych geograficznych barier kontynentu. Dżungle Kotliny Konga leżą na północy Angoli, pustynia Namib na południu. Wschodnia granica mniej rzuca się w oczy, ale im bardziej na wschód, tym bardziej ziemia staje się wyboista i jałowa. Ogromna większość Angolczyków zamieszkuje zachodnią część kraju.

Angola03

Strome zbocze wyrastające z nadbrzeżnej równiny osłania większość terytorium Angoli od morza, ostro oddzielając wewnętrzną część kraju od wąskiej równiny. Mimo że relatywnie mała, równina rozszerza się znacznie jak na afrykańskie standardy w regionie blisko Luandy i ujścia rzeki Kuanzy. Tutaj, na 210. kilometrze nadbrzeżna równina jest najżyźniejsza i najszersza. Na południe stąd, równina gwałtownie zwęża się i w końcu zanika w pustynię obok miasta Lobito, mniej więcej wpół drogi od namibijskiej granicy wzdłuż wybrzeża.

Zasiąg i wielkość morskich możliwości Angoli są ograniczone (podobnie jak w pozostałej części Afryki Subsaharyjskiej). Najbardziej rozwinięta część kraju, Luanda, ma mały, płytki i zatłoczony port. Lobito, w którym znajduje się jedyny potencjalny port o możliwościach głębokowodnych leży na brzegu pustyni i ma za małe zaplecze, by mieć znaczący wpływ na handel. Południowe miasto Namibe także ma port, który również jednak otoczony jest pustynią i w zasadzie bardzo oddalony od Luandy. Jeśli chodzi o rzekę Kuanzę to nadaje się ona tylko dla małych jednostek pływających.

Angola ma jeszcze jeden teren wart wymienienia: jest nią eksklawa Kabinda, położona na północ od rzeki Kongo i cienkiego paska nadbrzeżnego Demokratycznej Republiki Konga. Mimo iż Portugalia początkowo traktowała Kabindę jako osobny protektorat, to terytorium w końcu znalazło się pod kontrolą administracyjną kolonialnego zarządcy Angoli. Po odzyskaniu niepodległości przez Angolę w 1975 r., Kabinda pozostała pod kontrolą Luandy pomimo lokalnych żądań niepodległościowych. Kabinda nie jest rdzennym terytorium Angolu. Jej lud nie jest jedną z największych angolskich grup etnicznych. Jednakże, poza surowcami naturalnymi, eksklawa służy Luandzie jako baza wypadowa do zastraszania sąsiednich państw, co jest kluczową zasadą angolskiej polityki zagranicznej.

Pomimo pewnych niedoskonałości, w porównaniu do większości krajów afrykańskich Angola na dużo szczęścia w kwestii położenia geograficznego. Jak wcześniej wspomniano, większa część geograficznych barier Angoli, tak jak kongijska dżungla czy pustynia Namib leży na jej zewnętrznych granicach. A więc w przeciwieństwie do większości krajów afrykańskich, Angola ma możliwość i potencjał do zjednoczenia się pod jednym sztandarem. I pomimo tego, że Angola nigdy nie będzie w stanie wygenerować wystarczająco dużo kapitału, by stać się zamożnym państwem, patrząc w przyszłość, jej zjednoczeniowy potencjał już teraz pozwala jej stać się największą potęgą w regionie.

Angolski ośrodek władzy

Niewiele z kolonialnej historii Angoli ma bezpośredni wpływ na dyskusję o nowoczesnej Angoli i jej przyszłości. Portugalczycy, mimo iż obecni w tym regionie przez ponad 400 lat, nie odegrali jednak znaczącej roli w przemianach lokalnych kultur, tak jak Brytyjczycy w Afryce Południowej czy Francuzi w Południowo-Wschodniej Azji, o bardziej ‘skutecznych’ koloniach w obu Amerykach już nie wspominając. Miejscowe przeszkody, takie jak nadbrzeżne zbocza, wrogie plemiona czy tropikalne choroby oznaczały, że nawet w 20stym wieku rzadkością było, aby portugalski poborca podatkowy robił użytek ze swoich wpływów w głębi kraju. W dodatku, Portugalia należała do biedniejszych kolonizatorów w Europie i brakowało jej środków na inwestycje w Angoli.

Portugalia zdobyła władzę nad Angolą, ponieważ ją odkryła. Jednak w istocie Portugalia kontrolowała Angolę, dlatego że żadna inna potęga kolonialna nie była nią zainteresowana. W przeciwieństwie do innych, zdawałoby się, niekończących się konfliktów imperialnych o kawałek bardziej ziem, w Angoli rozegrało się tylko jedno takie starcie (z Duńczykami w latach 40. XVII w.), które w sumie i tak było jedynie skutkiem ubocznym większego konfliktu światowego. W rezultacie, Angola nigdy nie rozwinęła się gospodarczo. Portugalczycy wykorzystywali ją natomiast do nastręczania niewolników, za których inne regionalne potęgi płaciły w złocie, bądź których wysyłano na plantacje w bardziej dochodowych dla Portugalii miejscach jak Brazylia, Sao Tome czy Principle. W rezultacie, w przeciwieństwie do innych kolonii, które odziedziczyły odrobinę infrastruktury bądź systemu edukacyjnego od swoich kolonizatorów, Angola zatrzymała się na poziomie z początku 15stego wieku, kiedy to wkroczyli do niej Portugalczycy: słabo rozwiniętej, rozdartej przez etniczne antagonizmy, odciętej od reszty świata.

Angola04

To, co stało się z Mbundu stanowi wyjątek w historii portugalskiego wyzysku. Położenie Luandy tłumaczy bliskość ujścia jedynej dużej rzeki Angoli, Kuanzy, gdzie nadbrzeżna równina jest najszersza a zbocza nie stanowią aż tak wielkiego wyzwania. Stolica jest więc jedynym miejscem, gdzie Angola może zetknąć się ze światem. Jest również największym skupiskiem kapitału w promieniu 3000 kilometrów. Wybór Luandy na bazę operacyjną regionu był logicznym dla Portugalczyków poszukujących niewolników bądź punktu wypadowego na Daleki Wschód. Dogodna odległość od rzeki Kuanzy, jak również względna szerokość pobliskiej równiny uczyniły z Luandy jedyną możliwą bazę dla Portugalczyków chcących wpuścić się w głąb kraju, co mogli zrobić jedynie wzdłuż doliny rzeki. I chociaż mimo prób stworzenia innych baz na wybrzeżu, to właśnie Luanda pozostała tą najczęściej używaną.

W rezultacie Mbundu miało niewiele pożytku z kolonizacji. Portugalczycy budowali tylko i wyłącznie w swoim regionie. Jakiekolwiek możliwości handlowe istniały na tylko ich terytoriach. Wszelkie połączenia ze światem zewnętrznym znajdowały się w ich mieście, Luandzie. A gdy Portugalczycy wyjechali, wszystko to stało się praktycznie ich własnością.

Wojna domowa

Angolska Wojna Domowa, toczona w latach 1975–2002 była drugim rozdziałem walki o niepodległość, która rozpoczęła się w 1961 r. W walce brały udział trzy etniczne frakcje, każda popierana przez szereg zagranicznych sponsorów. Każda grupa miała słabe i mocne strony, ale ostatecznie to Mbundu reprezentowana przez Ludowy Ruch Wyzwolenia Angoli (MPLA) z przewagą położenia, produkcji kapitału i dostępu do świata, sięgnęła po zwycięstwo.

Plemię Bakongo reprezentowane przez bojówkę Narodowy Front Wyzwolenia Angoli pochodzi z północnego zachodu. (W dużej mierze lud Bangoko zamieszkiwał eksklawę Kabinda, chronioną przed wojną dzięki geograficznemu odizolowaniu). Jednak byli oni łatwym celem dla Mbundu, którzy dwukrotnie przewyższali ich liczebnie i mieli do dyspozycji rzekę i port. Narodowy Front Wyzwolenia Angoli miał pomoc w postaci tylnej straży z Zairu, ale kiedy początkowy atak na Luandę się nie powiódł, wyeliminowanie zagrożenia stwarzanego przez Bakongo przez Mbundu było tylko kwestią czasu. FNLA został pokonany w 1976 r., rok po odzyskaniu niepodległości przez Angolę, kiedy to Mbundu koncentrowali się już na prawdziwych rywalach, Ovimbundu.

Ovimbundu, reprezentowani przez Narodowy Związek na Rzecz Całkowitego Wyzwolenia Angoli (UNITA) byli godnymi przeciwnikami. Mogli oni pochwalić się kilkoma plusami w kwestii warunków geograficznych. Mimo że Angola generalnie nie posiada naturalnych barier uniemożliwiających ruch wewnątrz kraju, to region planalto stanowił całkiem solidny bufor przeciwko wkroczeniu nieprzyjacielskich armii. Jednakże bariery te okazały się bardziej efektywne w okresie kolonizacji, niż podczas wojny domowej, kiedy to nowoczesne środki transportu jak samoloty i pojazdy zmotoryzowane pomogły MPLA przeniknąć w głąb ziem Ovimbundu.

Jednak ukształtowanie geograficzne ziem Ovimbundu nadal stonowiło o ich znaczących korzyściach. Planalto jest duże (pole powierzchni to ok 75 000 km kwadratowych, trochę większe od Irlandii), odległe (brak rzek ułatwiających dostęp do regionu) i położone na wyżynie, co ma znaczenie strategiczne. Portugalii wystarczyło armii tylko na okupowanie miast nad rzeką Kuanzą, więc wiejskie, wyżynne tereny Ovimbundu były praktycznie nietknięte przez handel niewolnikami. W Planalto leży również największa część terenów rolniczych kraju, a klimat jest idealny do uprawy kukurydzy, wprowadzonej przez Portugalczyków, by karmić niewolników. Ochrona przed handlem niewolnikami oraz wysokokaloryczna dieta złożyły się na coś w rodzaju wyżu demograficznego w plemieniu Ovimbundu. Kiedy rozpoczęła się wojna, Ovimbundu stanowili 37% całkowitej populacji Angoli, podczas gdy Mbundu tylko 25 %.
Jednak ostatecznie to Mbundu przetrwali wojnę głównie dzięki bazy w Luandzie i możliwości kontroli nad większością legalnego handlu (odziedziczyli po Portugalii przywileje prawne) Międzynarodowe sankcje zmusiły przeciwników Mbundu do współpracy z pośrednikami, przemytnikami i przestępcami piorącymi brudne pieniądze, podczas gdy Mbundu zwyczajnie składali zamówienia i otrzymywali to, co było im potrzebne bez dodatkowych, pokrętnych opłat. Przy kupnie takich artykułów jak benzyna i broń, ta, wydawałoby się, niewielka przewaga miała jednak decydujące znaczenie.

Z 27-letniej walki, w której zginęło 500 000 osób, Ludowy Ruch Wyzwolenia Angoli wyszedł zwycięsko w 2002 r. Ze względu na to, że rząd Ruchu jest jedynym, jakiego zaznało niepodległe państwo angolskie, ta monografia nie traktuje o imperatywach Angoli, lecz LRWA, które rządzi krajem z wnętrza obszaru Mbundu.

Imperatywy geopolityczne

1. Ugruntowanie dominacji nad terenem Mbundu

Teren Mbundu jest najważniejszym mieniem w Angoli. Obejmuje stolicę, jedyny liczący się port, jedyną dużą rzekę oraz niemal całość krajowej ulepszonej infrastruktury. Praktycznie wszystkie szlaki łączące kraj ze światem zewnętrznym częściowo, bądź w całości znajdują się w obrębie tego terytorium.

Mimo że całość Angoli ochraniają jej zewnętrzne granice, sam teren Mbundu jest niespodziewanie odsłonięty. Jego położenie sprawia, że nie jest on odpowiednio zabezpieczony, co wpływa na podatność na ataki ze wszystkich stron, szczególnie, że nie posiada on żadnych naturalnych barier do obrony przed armiami najazdowymi. Wciśnięci pomiędzy Bakongo na północy a Ovimbundu na południu, Mbundu musieli najpierw zapewnić sobie dominację wokoło Luandy i dolnych odcinków rzeki Kwanzy, by nie dopuścić do tego, by Bakongo i Ovimbundu graniczyły ze sobą. Taka granica umożliwiałaby im sojusz, do którego dążyły Narodowy Front Wyzwolenia Angoli (FNLA) i Narodowy Związek na rzecz Całkowitego Wyzwolenia Angoli (UNITA) w początkowych fazach wojny domowej. Zakładając, iż Bakongo wykorzystaliby wpływy z ropy, której złoża znajdują się w pobliżu ich ziem, a obie grupy połączyły siły gospodarcze, to nadwyżka produkcji żywności (z bogatego rolniczego rejonu terenu Ovimbundu) i ludności (połączeni, przewyższaliby ludność Mbundu niemal 2 do 1) stworzyłyby zagrożenie, które trudno byłoby odeprzeć ludowi Mbundu.

2: Zdominować ziemie Bakongo w Angoli

Gdy zagrażają nam różne niebezpieczeństwa z wielu stron, najbardziej logicznym posunięciem jest eliminowanie ich w kolejności bliskości geograficznej i spadającego wydatkowania, co prowadzi tym samym do nieprzerwanego rozszerzania naszej bazy surowców i bezpieczeństwa. Za znajomy przykład mogą posłużyć Niemcy w czasie drugiej wojny światowej, eliminujący zagrożenia płynące ze strony Holandii i Francji, by później zwrócić się ku Związkowi Radzickiemu.

Lud Bankongo stanowi najbardziej oczywiste zagrożenie dla Mbundu, ponieważ zamieszkuje on strefę najbliższą do ich siedziby. W przeciwieństwie do Ovimbundu, chronionych od południa pasmem górskim, Bakongo nie posiada takiego zabezpieczenia. W początkowych dniach wojny siły Narodowego Frontu Wyzwolenia Angoli zbliżyły się do Luandy na odległość 32 kilometrów. To zmusiło Ludowy Ruch Wyzwolenia Angoli do kontry na wszelką cenę i wykorzystania wszelkich środków, w tym nowoprzybyłych oddziałów z Kuby, które okazały się nieocenione. W ciągu dwóch lat ludowcy wyparli narodowców z Angoli, z powrotem do ich pomocniczej strefy w Zairze (dziś DRK).

Dzięki objęciu kontroli nad ziemiami Bakongo, lud Mbundu nie tylko pozbył się zagrożenia i zredukował działania do wojny na jednym froncie. Zdobył również niekwestionowaną kontrolę nad nieocenionym zasobem gospodarczym: angolskimi przybrzeżnymi złożami ropy. Mimo że wydobycie ropy nigdy nie było pod kontrolą Bakongo (podczas czasów kolonialnych to Portugalia zarządzała przemysłem z Luandy i zlecała wydobywanie ropy międzynarodowym firmom petrochemicznym) to jednak ich obecność w Kabindzie, w połączeniu z wyścigiem o przejęcie władzy po Portugalczykach, zmusiły Mbundu do ataku na Narodowy Front Wyzwolenia Angoli.

Angola05

Na ropę naftową zawsze znajdzie się kupiec na rynkach międzynarodowych. Tak zdobywa się broń i lojalność. Służy ona jako poręczenie kredytów od krajów, które nie mają co liczyć na dobre przywództwo. Daje to rządowi wolność w działaniu i, w przypadku Angoli, zafundowała ona ludowcom zasoby, by toczyć (i wygrać) długą, wyniszczającą wojnę. Do tego, ropa stała się głównym towarem eksportowym Angoli przed uzyskaniem niepodległości, pomimo tego, że w następnej dekadzie produkowano mniej niż 200 000 baryłek dziennie.

Nawiasem mówiąc, z angolskim przemysłem naftowym wiąże się jedna z największych ironii historii w tej wojnie: Wspierany przez Sowietów Ludowy Ruch używał kubańskich żołnierzy, by chronić złoża ropy wydobywane przez Amerykanów przed jednostkami UNITA wspieranymi przez rząd Stanów Zjednoczonych, ażeby ta ropa (używana do zasilania zachodnich gospodarek) mogła sfinansować rząd wspierany przez Sowietów walczący z rebeliantami, za którymi z kolei stały Stany.

3: Przejąć Północny Wschód (Prowincje Lunda)

Chociaż potyczki z Narodowym Frontem nie były prostymi, Ludowy Ruch cieszył się przewagą w pewnych sprawach, które przyczyniły się do względnie pewnego zwycięstwa. Niemniej jednak, Ovimbundu byli o wiele silniejszym przeciwnikiem niż narodowcy. Ludowcom po prostu brakowało żołnierzy, by prowadzić ciężką bitwę przeciwko takiemu wrogowi tak UNITA, która mogła zebrać armię z dużo większego etnicznie obszaru niż Mbundu. Ludowy Ruch musiał rozszerzyć swoją strefę wpływów, aby osłabić UNITę bez potrzeby konfrontacji na terytorium Ovimbundu. Rozwiązaniem było zajęcie północnowschodniej prowincji Lunda. Mimo iż położone poza główną siedzibą Ovimbundu, prowincje te odgrywały istotną rolę w strategii finansowania wojny przez UNITę.

Położenie geograficzne siedziby Ovimbunbu miało zapewnić UNIT-cie jej największy atut: ludzi, jednak w czasie wojny zapasy i broń również mają znaczenie. Zdobywanie broni kosztuje drogo w kraju o ograniczonej nowoczesnej infrastrukturze i zakładach przemysłowych, a już w szczególności, gdy nie ma dostępu do stolicy czy porządnego portu. Z takim problemem borykała się UNITA w czasie wojny domowej. A więc grupa dążyła do zdobycia funduszy poprzez ustanowienie kontroli nad aluwialnymi złożami diamentów w prowincjach Lunda. Diamenty aluwialne mogą być wydobywane przez niewykwalifikowaną siłę roboczą, a stosunek wartości diamentu do jego wielkości czyni go idealnym materiałem do przemytu i wymianu na, jakże cenna, materiały wojenne.

Angola06

Jednak diamenty aluwialne, jak sama nazwa wskazuje, znajdują się blisko powierzchni, więc ich zapas jest bardzo ograniczony. A więc wojna trwała, a znalezienie ich było coraz trudniejsze, dlatego też siły UNITA musiały rozproszyć się w poszukiwaniu diamentów. To sprawiło, że bojownicy UNITA byli coraz bardziej podatni na ataki świetnie wyposażonych grup Ludowego Ruchu, co sprawiło, że stawali się oni coraz mniej efektywni. Do pierwszych lat dwudziestego pierwszego wieku siły ludowców były w stanie przetoczyć się przez słabo chronione pokosy równin Lundy, rozpraszając i niszcząc siły UNITA. Co więcej, region wciąż dysponował dostatkiem diamentów osadzonych w kimberlitowych formacjach geologicznych, do wydobycia których potrzebne było więcej wprawy i odpowiedniego sprzętu. To zapewniło ludowcom nowe źródło przychodów, z którego oni jedyni byli w stanie skorzystać, mając większe zasoby kapitału i dostęp do zachodnich rynków.

Po stracie prowincji Lundy, UNITA nie miała już towarów do wymiany. Grupa stanęła przed wyborem: albo kontynuować wojnę, która prawdopodobnie zakończyłaby się wyniszczeniem kraju albo rozpocząć rozmowy pokojowe. Ówczesny lider UNITy Jonas Savibi wybrał walkę. Wkrótce po śmieci jego i jego zastępcy w 2002 r., UNITA rozpoczęła rozmowy z ludowcami i wojna zakończyła się. Rozpoczął się niepewny pokój, który trwa aż do dziś.

4: Bezwzględnie stłumić wewnętrzny sprzeciw

Rządzenie Angolą jest trudnym wyzwaniem dla Mbundu, którzy stanowią tylko czwartą część całej populacji kraju. Demokratyczny, wieloetniczny system polityczny po prostu nie wchodzi w grę: ludzi Mbundu jest o wiele mniej, więc zostaliby przegłosowani przez tych, których wcześniej pokonali. Podobnie, podział bogactwa kraju jest niemożliwy: Mbundu wygrali głównie dlatego, że kontrolowali źródła dochodu w państwie, a jakże niewiele godnych uwagi aktywności gospodarczych poza ropą i diamentami (które wciąż są pod kontrolą Mbundu) ma miejsce na terenach Mbundu. Bezpośrednia okupacja reszty także jest wykluczona. Jako mniejszość w kraju, którym rządzą, Mbundu zwyczajnie brakuje ludzi, którzy konieczni są do ciągłego patrolowania całości Angoli.

A więc Mbudu utrzymują kontrolę dzięki zastraszaniu opozycji przez okrutne wewnętrzne służby bezpieczeństwa. Szeroka sieć lokalnych donosicieli rozsianych pomiędzy nie-Mbundu jest efektywnym narzędziem, podobnie jak silna, nosząca się na czarno grupa paramilitarna znana jako „Ninja”, która brutalnie egzekwuje wolę państwa. Aby utrzymać zdobycze wojenne, Ludowy Ruch musiał stale tłumić chęci innych grup etnicznych do powstania przeciwko Mbundu, najchętniej aż do momentu, gdy opozycja postanowi wreszcie ich zaakceptować.

Taką politykę skutecznie uprawia się na całym płaskowyżu, gdzie mieszka największa liczba Ovimbundu. Taktyki ludowców spod znaku zastraszania i zakazu stosuje się również w Kabindzie. Będąc eksklawą, Kabina potrzebuje większej obecności służb, by pozostać pod kontrolą Mbundu. Dlatego też jest ona jedyną częścią Angoli spoza terenu Mbundu, który MPLA gruntownie patroluje. Aby chronić się przed stawianiem oporu władzy, Ludowy Ruch zawsze utrzymywała w Kabindzie siły liczone w dziesiątkach tysięcy- pomimo że ich własna populacja liczy tylko 350 000 ludzi.

„Mbunduazacja” Angoli nie zakończy się w ciągu jednego pokolenia. Jednak położenie Angoli, bez większych przeszkód w poruszaniu się po jej wnętrzu, daje ludowi Mbundu szansę na sukces od warunkiem odpowiedniej ilości czasu. Ta strategia przypomina strategię wczesnej Rosji, której po 300 latach Moskwa nadal nie zmieniła.

5: Ustanowić kontrolę nad państwami buforowymi

Po zakończonej wojnie i w trakcie realizacji długoterminowych planów wewnętrznej konsolidacji kraju, Ludowy Ruch musi dbać o to, by sąsiednie kraje Angoli nie stały się problemem. Istnieją trzy zagrożenia:

Po pierwsze, względnie mała populacja Mbundu oznacza, że Angola nie może wystawić armii tak dużej, jak mogłaby to sugerować liczba całej populacji kraju. Angola nie może angażować się w tradycyjne działania wojenne bądź taktykę obronną, bo nie może zakładać, że większość jej własnych poddanych uzna wizję Mbundu za dobrą dla całej Angoli. Tak więc, Luanda musi zapobiegać wybuchaniu jakichkolwiek konfliktów z sąsiadami na dużą skalę.

Po drugie, Ludowy Ruch nie może pozwolić siłom zewnętrznym na użycie sąsiadów Angoli do zaaranżowania ataków (tak jak RPA wielokrotnie używała Namibii podczas angolskiej wojny domowej). Angoli brakuje siły, zarówno gospodarczej jak i militarnej, by angażować się w wojnę przeciwko dużemu przeciwnikowi o znacznych zasobach finansowych. A więc najlepszą strategią Angoli jest pilnowanie, by siły zewnętrzne nie mogły używać pobliskich terytoriów jako baz wypadowych.

Po trzecie, w Angoli nie brakuje napięć na tle etnicznym, które są głęboko zakorzenione w historii i znaczenie spotęgowane przez niedawny rozlew krwi. Stworzenie „angolskiej” tożsamości, która przekreśli wewnętrzne ruchy oporu zajmie dobre sto lat albo i dłużej. Do tego czasu Mbundu muszą być działać proaktywnie, by zapobiec znalezieniu przez krajowe grupy pomocy z zewnątrz. Sprawa komplikuje się, ponieważ właśnie do tego popycha przeciwników ludowców system władzy oparty na ograniczeniach.

Mimo że poruszanie się wewnątrz Angoli nie jest większym problemem, wiele z jej granicznych regionów jest na tyle niedostępna, że jest w stanie stawić opór ograniczonym patrolom sił militarnych z Luandy. To dodatkowo komplikuje sprawę, ponieważ rejony graniczne stają się idealnym miejscem na odpoczynek i nabór dla grup przeciwnych ludowców. Na przykład, mimo iż Ludowy Ruch dość szybko pokonał narodowców w czasie wojny domowej, to znaleźli oni schronienie w Zairze i stamtąd przez lata organizowali akcje odwetowe. Faktycznie, wszystkie cztery państwa sąsiadujące z Angolą- Namibia, Zambia, Demokratyczna Republika Konga i Republika Konga (sąsiadująca z Kabindą)- wspierały Narodowy Ruch, UNITę albo obie z nich w różnych etapach angolskiej wojny domowej.

Nie ma sensu podbijać sąsiadów Angoli i Ludowy Ruch nie chce tego robić. Asymilacja każdej z osobnych, wrogich sobie grup etnicznych Angoli sama w sobie jest zadaniem na stulecia. Ostatnią rzeczą, jakiej potrzebują ludowcy jest jeszcze większe wyzwanie, szczególnie takie obejmujące konieczność przedzierania się przez dżungle Konga. Nie ważne jak Ludowy Ruch przekona swoich sąsiadów by respektowały jego interesy, ważne był w tym skuteczny. Można to osiągnąć przez dyplomację, łapówki, groźby, najazdy graniczne bądź w myśl czwartej zasady Ludowego Ruchu- wykorzystanie aparatu angolskiego wywiadu.

Oddzielona od Angoli słabo zaludniona południową prowincją pustyni Namib, Namibia była najbardziej wrogo nastawiona do Mbundu podczas wojny i gościła siły UNITA. RPA okupowała Namibię, znaną wtedy jako Południowo-Zachodnią Afrykę, aż do uzyskania przez nią niepodległości w 1990 r., i używała jej do trenowania sił UNITA i rozpoczynania własnych ataków na armię ludowców. Bez większej możliwości na kompromis, ich odpowiedzią była pomoc w planowaniu obalenia namibijskiego rządu wspieranego przez RPA. Po tym, jak Namibia odzyskała niepodległość, władzę przejęła grupa bojownicza o nazwie South West Africe People’s Organization, której schronienie dawała Ludowy Ruch, by ta walczyła z aparatem apartheidu w Namibii. Dzisiejsza Namibia nie jest może państwem satelickim Angoli, niemniej jednak jej rząd jest w bardzo dobrych stosunkach z Mbundu.

Zambia, kolejne schronienie sił UNITA, graniczy ze słabo zaludnionymi regionami południowo-wschodniej Angoli. Zambia nie stanowi aż tak dużego militarnego zagrożenia dla angoli jak Namibia. Mimo znacznego oddalenia Zambii od siedziby Ovimbundu, jej wkład w siły UNITA był istotny z innego powodu. Bez zaangażowania i pomocy Zambii w operacjach przemytniczych, UNITA nie byłaby w stanie wywieźć diamentów z Angoli ani wwieźć do niej broni. Co za tym idzie, kiedy siły UNITA miały się ku przegranej, angolska armia dokonała serii bombardowań na małą skalę w głównych miastach zambijskich, w tym ataku z 1999 r. na jedyną z kraju rafinerię ropy naftowej. Komunikat był jasny: UNITA wkrótce zostanie pokonana, a Lusaka będzie następną, jeśli nie zmieni postawy. Zambia szybko zmieniła politykę i odtąd nie zagraża ludowcom.

Demokratyczna Republika Konga, zwana Zairem aż do obalenia prezydenta Mobutu Sese Seko w 1997 r., ciągnie się wzdłuż całej północnej granicy angolskiej. Większość tego rejonu jest porośnięta gęstym lasem, co ułatwiło siłom Narodowego Ruchu działającym z własnego kraju, bądź siłom UNITA operującym z prowincji Luandy na przejście na bezpieczne terytorium i ucieczkę przez Ludowym Ruchem. W DRK jest około 3 razy więcej etnicznych Bakongo niż w samej Angoli, co czyni ten kraj idealnym schronieniem dla tylnej straży przeciwko Angoli. Zair, tak jak Zambia, służył jako istotne ogniwo operacji przemytniczych UNITY. Ludowy Ruch odpowiedział na prowokacje Mobutu sponsorując swoją własną grupę pośredników w Zairze. Gdy to nie poskutkowało, Ruch otwarcie poparł rwandyjski najazd na Zair podczas pierwszej wojny kongijskiej, wspierając wiele rebelianckich grup i inicjując krótkie ataki na terytorium Zairu, by rozbić ich siły. Potem nastąpiło obalenie i banicja Mobutu.

Angola również wysłała swoich Ninja do Republiki Konga w 1997, by pomóc przy obaleniu rządzącego wtedy prezydenta Pascala Lissoubę i wesprzeć wprowadzenie na urząd teraźniejszego prezydenta Denisa Sassou-Nguesso. Lissouba wspomagał siły UNITA w latach 90tych w podobny sposób jak Zair wspierał anty-MPLA-owską ariergardę. Luanda wciąż martwi się utrzymującą się opozycją Bakongo w Kabindzie podobnie jak możliwością, że DRK bądź Republika Konga zakłóciłyby kontrolę Angoli nad eksklawą. Zatem, obecność luandyjskich służb bezpieczeństwa w prowincji Kabinda nie ma na celu jedynie kontrolować miejscowych, ale również zastraszać cudzoziemców.

6: Zapobiec Powstaniu Regionalnych Sił, które mogłyby dopaść Angolę

Kiedy bezpośrednio kontrolowani sąsiedzi stanowią zagrożenie, kolejnym imperatywem Ludowego Ruchu jest zapewnienie, aby potężniejsze kraje w regionie nie były w stanie zagrozić Angoli. Chodzi o Nigerię, Rwandę i RPA.

Nigeria, której populacja jest 8 razy większa od angolskiej, jest najsilniejszym państwem w Zachodniej Afryce. Rosnące zainteresowanie rządu w Abudży Zatoką Gwinejską jest źródłem niepokoju dla Luandy. Jednak tożsamość etniczna Nigerii jest jeszcze bardziej skomplikowana od angolskiej, co czyni nacjonalistyczną strategię ekspansji niezwykle trudną. Większość energii Nigerii idzie na trzymanie w ryzach skomplikowanej mieszaniny rywalizujących ze sobą plemion. Olbrzymia Kotlina Konga oddziela Nigerię od Angoli, a więc konflikt pomiędzy tymi dwoma państwami najpewniej ograniczony będzie do kłótni dyplomatycznych o różne granice nadmorskie w zatoce.

Rwanda z kolei ma połowę populacja Angoli, jak również ściśle nadzorujący rząd. W przeciwieństwie do Luandy, która skupiła się na zdominowaniu własnego terytorium, Kigali regularnie zwalcza przeciwników zagranicą. Najgłośniejsze działania to te z Wojen Kongijskich w latach 1996-2003, kiedy to rwandyjskie siły regularnie operowały na ponad 1000 km od własnego terytorium i miały wpływ na kształt rządu Zairu(DRK). Jednak podobnie do Nigerii, Rwanda ma swój główny obiekt zainteresowania w innym regionie. W przypadku Kigali chodzi o dolinę ryftową we wschodniej Afryce. Interesy Rwandy i Angoli przecinają się tylko w DRK, w której nie tyle są one zainteresowane sprawowaniem władzy, co pilnowaniem, by żadne jednostki z siedzibą tam, bądź wspierane przez DRK nie stanowiły zagrożenia dla nich samych. Właściwie to zarówno siły angolskie jak i rwandyjskie sprzeciwiły się Kinshasie podczas Wojen Kongijskich. A więc mimo że istnieją podstawy do nieporozumień, a relacje między Angolą a Rwandą są dalekie od bycia serdecznymi, państwa te są jednak położone zbyt daleko od siebie, aby na siebie oddziaływać, chyba że DRK zostałaby pełnomocnikiem któregoś z nich.

Realnym i teraźniejszym zagrożeniem dla Angoli jest RPA. Z formalnego punktu widzenia, relacje między tymi dwoma państwami są serdeczne. W zasadzie, Ludowy Ruch Wyzwolenia Angoli zapewnił schronienie obecnemu rządowi Afrykańskiego Kongresu Narodowego, w tym prezydentowi RPA Jacobowi Zumie, podczas walk z apartheidem. Jednak Pretoria upatruje w rządzie Mbundu najbardziej autentycznego zagrożenia dla swojej dominującej pozycji w południowej Afryce, a oba państwa stały już kiedyś na granicy zimnej wojny.

Angola07

Jedynie Angola może pochwalić się podobnymi środkami do RPA, która ma najwięcej kapitału ze wszystkich państw na kontynencie. RPA jest bogata w złoto i złoża diamentów, a także posiada niezrównaną przewagę industrialną i populacyjną nad innymi państwami w regionie. Dodatkowo, wpływy RPA sięgają większości południowej i środkowej Afryki, po tym jak wykorzystała ona swój przeważający kapitał do budowy dróg i torów kolejowych, które połączyły region z miastami i portami RPA.

Tą ekspansję spowodowały interesy gospodarcze, w tym chęć zdobycia kontroli nad surowcami mineralnymi regionu, skorzystania z ponad-regionalnych rezerw siły roboczej oraz zapewnienia wolnego przepływu osób, który sprawia, że RPA jest centrum afrykańskiej aktywności gospodarczej. Południowoafrykańska pomoc finansowa i inżynieryjna przyczyniła się do rozwoju dużej części infrastruktury wydobywczej i transportowej w regionie. Podczas gdy państwa sąsiednie mogą preferować rynki spoza Afryki, robienie interesów z resztą świata nie obywa się bez interesów z RPA, szczególnie przez port Durban. Pas terytorium ciągnący się od Zimbabwe do Botswany poprzez Zambię i daleko na północ aż po bogaty w minerały region Katanga DRK jest połączony z siecią dostawczą i transportową, która opiera się na RPA jako centrum tranzytu i „wartości dodanej”.

Angola nie jest częścią tej sieci z trzech powodów: po pierwsze, Angola ma swoje własne możliwości portowe w Luandzie, Lobito i Bengueli. Po drugie, te same bariery geograficzne, które pozwoliłyby Angoli na zjednoczenie, utrudniają integrację gospodarczą z sąsiadami. Wreszcie po trzecie, Pretoria widzi rozwój wzrost gospodarczy Angoli jako potencjalne zagrożenie dla RPA.

Ale Angola, jako jedyna pośród krajów w regionie, odcina się od Południowoafrykańskiej sieci. Każdy z jej wschodnich bądź południowych sąsiadów- w tym bogate w minerały regiony w południowowschodniej DRK- są w pełnie zintegrowane z Południowoafrykańskim systemem. Ta sieć stawia Pretorię w uprzywilejowanej pozycji na angolskich peryferiach. To konieczność ochrony tej pozycji, a nie polityka apartheidu, postawiła RPA i Mbundu po dwóch przeciwnych stronach konfliktu w czasie angolskiej wojny domowej.

Ugruntowana pozycja tej sieci jest największym wyzwaniem dla Angoli. Dysponując niewielką ilością kapitału, Angola nie może obecnie konkurować z infrastrukturą w regionie tak bardzo nastawioną na interesy RPA. Państwo planuje inwestycję w infrastrukturę o wartości ponad 100 miliardów dolarów, by zmienić tę sytuację, jednak na wykonanie takiego projektu potrzebnych jest wiele dziesiątek lat. Opiera się to na pomyśle transformacji nadbrzeżnego regionu w okolicy miast Lobito i Benguela w nowe centrum komercyjne, z głębokowodnym portem i rafinerią ropy naftowej w Lobito, która łączyłaby się z linią kolejową ciągnącą się przez Angolę aż do Zambii. (Budowa takiej linii została podjęta, choć nigdy nie ukończona w czasach portugalskiej kolonizacji). Jeżeli Angola byłaby w stanie wybudować taką infrastrukturę, przecięłaby południowoafrykańską sieć, czyniąc Lobito logicznym ośrodkiem importu kosztownych minerałów z Zambii i DRK.

Jednak Angola właściwie zaczyna od zera po długiej i wyczerpującej wojnie domowej. Z wyłączeniem Luandy, infrastruktura kraju jest w dużym stopniu w ruinie, mimo że minęło już 10 lat od pokonania UNITy. W połączeniu z brakiem funduszy na budowę oraz wykwalifikowanej siły roboczej, to zacofanie w dużym stopniu ogranicza możliwości Luandy na konkurowanie z RPA. (Instytucjonalna niewydolność rządu, podobnie jak olbrzymia korupcja też bynajmniej nie pomagają) A więc mimo iż odległość do portu w RPA byłaby mniej więcej 30–50% większa niż do Lobito, to koszt prowadzenia interesów przez Angolę obecnie i tak nie pozwala jej na zostanie realnym partnerem gospodarczym w regionie.

RPA również pokazała w przeszłości zdolność do interwencji militarnej w Angoli. Pomimo ogólnej demobilizacji od końca apartheidu, Pretoria zatrzymała zaplecze industrialne pozwalające jej na ponowne uzbrojenie się jeśli zaszłaby taka potrzeba, jak również posiada organizacje paramilitarne mogące zainterweniować w Angoli w międzyczasie. RPA sama mierzy się z kilkoma prawdziwymi zagrożeniami dla krajowego bezpieczeństwa. Te problemy zamykają się w granicach samej RPA, głównie są nimi endemiczne zbrodnie, niebotyczne bezrobocie i niepokoje społeczne związane z nierówną dystrybucją bogactwa. Pomimo tego wszystkiego, RPA nigdy nie musiała mierzyć się z powstaniami ani tak silnymi jak UNITA ani nawet mniejszymi, jak Front na Rzecz Wyzwolenia Eksklawy Kabindy.

Na dzień dzisiejszy, RPA i Angola są nierównymi przeciwnikami. Ludowy Ruch nie posiada jeszcze środków (nieważne czy chodzi o ludzi, militaria czy też kwestie gospodarcze), aby bezpośrednio zagrozić Pretorii. Jednak Angola ma narzędzie: po pierwsze, oczywiście, przekupstwo, którego używa, by zmniejszyć obopólne tarcia. Angola zaproponowała firmą z RPA, by te korzystały z ich zasobów ropy i diamentów. Ropa, jako jedyny surowiec, którego RPA brakuje jest szczególnie atrakcyjny dla Pretorii. Łapówki również mogą być użyte by osłabić lojalność wobec południowoafrykańskich interesów w ważnych ośrodkach. Drugim narzędziem jest angolski aparat wywiadowczy, którego Luanda używa do kreowania pozycji politycznych w rejonie.

Już teraz oba kraje widzą w Namibii, Zambii i Zimbabwe pierwsze pola rozgrywek ewentualnej zimnej wojny. RPA gra pierwsze skrzypce we wszystkich trzech tylko dlatego, że zapewniła sobie łatwy dostęp do nich, budując infrastrukturę na przestrzeni lat. Jednak wpływy Angoli miarowo się rozszerzają.

This report is republished with permission of STRATFOR.
Tłum. Marta Dąbrówka
Fot. na górze: www.cia.gov

 

Czytany 8047 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 30 październik 2014 00:04