środa, 01 luty 2012 10:39

Gary Muvout: Konflikt Rosja-Europa-USA - czy to możliwe?

Oceń ten artykuł
(2 głosów)

karategeopolityka  Gary Muvout

Cała walka, jaką prowadzi obecnie Rosja ze Stanami Zjednoczonymi przypomina pojedynek wagi open. Aby przewróć przeciwnika o dużej masie i sile, w bezpośrednim starciu wiele się ryzykuje. Jeden przypadkowy cios może okazać się nokautem. Jednak, jeśli wykorzysta się taktykę judo, polegającą na wykorzystaniu siły przeciwnika, to może okazać się, ze kolos runie siłą swojej bezwładności, przy minimalnym zaangażowaniu własnych zasobów.

W książce Następne Sto lat czołowy strateg ośrodka analitycznego STRATFOR oraz CIA, George Friedman wieszczył już w roku 2007, że Federacja Rosyjska osiągnie pełnię sił militarnych około roku 2010. Trudno nie zgodzić się z ta opinią, analizując posunięcia Rosjan w sferze obronności: umieszczenie rakiet typu Iskander w obwodzie kaliningradzkim, wybudowanie supernowoczesnego systemu nasłuchu na rubieżach NATO, rozbudowa floty (zakup jednostek klasy Mistral), zwiększenie środków na uzbrojenie z każdym rokiem, próby systemu rakietowego dalekiego zasięgu Buława itp.

Friedmann przewidywał też stopniowe osłabianie pozycji Rosji przez procesy związane z:

1. demografią (wyludnianie, niska dzietność i stan zdrowia Rosjan)
2. geografią (geopolityczne linie uskokowe otaczające Rosję z każdego kierunku).

Najciekawszym, z punktu widzenia Polski, jest prognostyka jakoby nasz kraj miałby zostać nowym imperium europejskim – po rozpadzie UE.  Warto podkreślić, że swoje przewidywania snuł w czasie, kiedy Unia jeswzcze trzymała się mocno, niczym przysłowiowe „Chińczyki”.

Oczywiście prognoza analityka CIA budzić musi salwy śmiechu z uwagi na stan polskiej armii, słabość państwa, czy obecną sytuację geopolityczną. Niemniej, w świetle niedawno opublikowanej analizy STATFORU Geopolityka Rosji – nieustanna walka, warto zastanowić się nad tym przypadkiem, chociażby czysto hipotetycznie.

Zanim więc zajmiemy się analizą tego scenariusza, dla porządku powiedzieć wypada słów kilka o sytuacji geopolitycznej Rosji, zawartej we wspomnianym wyżej tekście. Po pierwsze z analizy wynikają cztery naturalne słabości terytorialne Rosji, które osłabiają możliwości obronne terytorium – niezależnie od panującej tam formy władzy – caratu, Związku Radzieckiego, czy też obecnej Federacji Rosyjskiej. Rosja jest zagrożona przez odsłonięcie od strony Syberii, Azji, Kaukazu i Europy Zachodniej. W materiale skupimy się na bliskim nam obszarze geograficznym, ważnym z punku widzenia obronności terytorium Rosji, o które toczy się zresztą nieustanna walka.

Analizując dzieje rosyjskich rubieży, należy zauważyć, że rzeczywiście Rosjanie są permanentne i sukcesywne nękani przez stronę amerykańską, ale w sposób pośredni i zawoalowany. Strategia ta jednak sprawia, że Rosja nie może opędzić się przed licznymi stanami zapalnymi. Tak działo się w Afganistanie, podczas procesów wybijania się na niepodległość republik byłego ZSRR, czy ostatnio w Gruzji. Tak działo się również z Rumunią i Polską, które przed wprowadzeniem tarczy rakietowej, mogły być postrzegane jako tzw. bliska zagranica, a więc pas buforowy między Europą Zachodnią a Rosją. Rosja, dzięki świetnie działającej dyplomacji, próbuje utrzymywać lub wręcz rozszerzać strefę buforową w strukturach europejskich i NATO (por. też ostatni skandal w Danii, związany z oskarżeniami obecnego ministra handlu i rozwoju Ole Christiana Sohna o współpracę z KGB, wcześniej oskarżenia były kierowane pod adresem m.in. obecnej unijnej minister spraw zagranicznych, czy francuskiego eurodeputowanego Daniela Cohna Bendita). Jakkolwiek trudno twierdzić, że Rosja steruje wewnętrznie procesami w UE, ale potrafi jednak skutecznie zabezpieczać swoje interesy, tworząc sojusze quasi biznesowe, jak np. z Niemcami (budowa Nordstream, wymiana handlowa i technologiczna, preferencyjne ceny gazu) czy Francją (zakupy w zakresie obronności). Moskwa za swą hojność otrzymuje polityczne korzyści, jak chociażby „certyfikaty” kraju demokratycznego i przewidywalnego, łącząc się również z zachodnią Europą w koalicji przeciwko dominacji USA.

Cała ta walka, jaką prowadzi obecnie Rosja ze Stanami Zjednoczonymi, przypomina pojedynek wagi open. Aby przewróć przeciwnika o dużej masie i sile, w bezpośrednim starciu wiele się ryzykuje. Jeden przypadkowy cios może okazać się nokautem. Jednak, jeśli wykorzysta się taktykę judo, polegającą na wykorzystaniu siły przeciwnika, to może okazać się, że kolos runie siłą swojej bezwładności, przy minimalnym zaangażowaniu zasobów własnych. W judo, aby wykonać odpowiedni rzut, a zatem technikę kończącą, toczy się pewnego rodzaju misterną grę  o uzyskanie odpowiedniego uchwytu, pozwalającego na wykorzystanie dynamiki przeciwnika. Postronnemu obserwatorowi przypomina to nieskładną szarpaninę zawodników za rękawy. Podobnie chaotycznymi wydają się procesy, dokonujące się na rubieżach imperium rosyjskiego (wojna w Czeczenii, spór o Osetię Południową, zmiany na Ukrainie i Białorusi). W ramach tych chaotycznych ruchów, na linii Waszyngton-Moskwa rodzi się jednbak pytanie, czy pojawienie się nowego ambasadora USA w Rosji, Michaela McFaula specjalisty od przewrotów i znawcy specyfiki rosyjskiej, należy uznać za przypadek, zwłaszcza, że jego pierwszym posunięciem było spotkanie z opozycjonistami rosyjskimi?

Zakładając, że bieg wypadków na Bliskim Wschodzie będzie do przewidzenia, to jednak pozwoli on na razie Rosji korzystać na zwyżce cen ropy. Pamiętajmy jednak, że jest to zwyżka w dolarach, jako walucie rozliczeniowej. Zyskują również na tym procesie i same Stany. Jeśli sytuacja wymknęłaby się spod kontroli, gdyż Chiny i Rosja, jak się wydaje, nie pozostawią Iranu i Syrii samych sobie wobec „spontanicznych ruchów demokratycznych”, wtedy teatr działań może przenieść się na terytorium Europy. Tu właśnie pojawia się Polska, często zwana koniem trojańskim USA w Europie. Co jednak mogłoby skłonić nasze społeczeństwo do odstawienia grilla na rzecz zaangażowania się w konflikt z potężnym sąsiadem?

Czy wystarczającą geopolityczną linią uskokową jest stara animozja miedzy naszymi, słowiańskimi narodami?

To wielce wątpliwe. Jeśli jednak rozwój wypadków doprowadzi do sytuacji konfliktowej za pomocą zmiany układu gospodarczego i tak ważkiego bilansu energetycznego między oboma krajami, to czy stanie się możliwe, aby dotychczas leniwi mieszkańcy „bliskiej zagranicy” chwycili za broń?

Zgodnie z założeniami modelu konfliktu Mortona Deutscha, sytuacje agresji między stronami można rozpatrywać z punktu widzenia trzech płaszczyzn: strukturalnej, interesów oraz wartości. Wszystkie zwaśnione strony, znajdujące się w jakimś sporze, dorabiają ideologię przeciwnikowi, uzasadniając tym samym swoje niestosowne czy agresywne zachowanie. Jeśli spojrzeć głębiej, to między sami Rosjanami i Polakami nie istnieje konflikt wartości. Kiedy chociażby dochodzi do spotkań zwykłych ludzi, problemu po prostu nie ma. Problemem są za to właśnie wspomniane interesy i struktura. Polska znajduje się geograficznie, a więc i strukturalnie, w konflikcie z Rosją, stanowiąc historycznie zagrożenie, przeszkodę, lub pas buforowy, oddzielający Moskwę od reszty Europy.

Jak wskazuje STRATFOR, Polska jest niebezpieczną rubieżą dla imperium rosyjskiego, które wystawione jest tutaj na wrogą interwencję. Niepodległa Polska w ostatnim wieku konstytuowała się zawsze na słabości dwóch mocarstw – Rosji i Niemiec, co jest niezaprzeczalnym faktem, pokazującym istnienie konfliktu w sferze strukturalnej. W płaszczyźnie konfliktu interesów widać odmienne cele polityki Moskwy i Warszawy. Polska zwykle chce być niepodległą, ze wspomnieniem swej mocarstwowości, kiedy jako jeden z dwóch zachodnich krajów w historii zdobyła Moskwę. Rosja z kolei obecnie chce traktować Polskę jako strefę buforową i tranzytową w przesyle surowców do Niemiec i reszty kontynentu, będąc samemu bardzo wrażliwą na punkcie swoich przeszłych porażek z Polską. Państwo polskie jest zależne od Rosji pod względem gazowym, a w związku z rurociągiem NordStream może być nawet szantażowane politycznie, nie wspominając już o ograniczeniu w transporcie morskim własnych surowców (z uwagi na podmorskie ułożenie rurociągu).

George Friedmann w swojej książce, prorokując Polsce utworzenie europejskiego mocarstwa, wspomina o wsparciu militarnym ze strony USA – podobnie  jak to miało miejsce w przypadku Izraela i do niedawna Egiptu. Opisuje również wsparcie w zakresie nowoczesnych technologii. Jeśli przyjrzeć się temu, co się stało w zakresie wydobycia gazu łupkowego, a nawet i ropy oraz pozostałych stwierdzonych zasobów  naturalnych Polski, trudno dziwić się zaniepokojeniu ze strony Rosji. USA do roku 2008 nastawione były na import gazu w swych portach. Obecnie, z uwagi na rewolucyjną technologię jego wydobycia i stwierdzone geologiczne zasoby strategiczne na wiele lat naprzód, Amerykanie stali się jego eksporterem, uszczuplając dochody Gazpromu blisko o 20%! Nie trzeba wiele wyobraźni, aby stwierdzić, że trwanie polityczne ekipy Władimira Putina zależy wprost od efektywności sprzedaży surowców. USA mogą drukować walutę na potęgę, bo i tak wszyscy się w niej rozliczają. Waszyngton może zatem w odpowiednim momencie finansowo wspierać organizacje pozarządowe i partie polityczne w Rosji, prowadząc do wzrostu napięcia wewnątrz tego państwa.

Polska z kolei importuje dużą ilość drogiego gazu od Rosji, po stawkach wyższych niż np. Wielka Brytania. Co jednak się stanie kiedy Polska uniezależni się energetycznie, a zatem kiedy kolejny zauważalny „partner” biznesowy odejdzie z portfela Gazpromu?

Oprócz niezależności Polski, przy takim rozwoju wypadków, olbrzymie środki finansowe, zainwestowane w budowę nitki NordSteram okazałyby się bezowocne z punktu widzenia ekonomicznego i politycznego interesu Rosji. Wtedy napięcia wewnętrzne mogą zacząć znacząco narastać, powodując zachwianie pozycji tego kolosa. Mogą one być wystarczające, aby dokonać ostatecznej „techniki kończącej na ippon”. Rosja, uprzedzając swój upadek, mogłaby stać się jeszcze bardziej agresywną swych działaniach.

Do wybuchu konfliktu z reguły dochodzi w oparciu o jakieś wydarzenie, które stanowić może zarówno proch, jak i iskrę eksplozji – podobnie jak to miało miejsce w wypadku zabójstwa austrowęgierskiego następcy tronu w 1914 roku. Musi to być wydarzenie, jakie, w oparciu o nowe informacje, dobiegające do szerokich mas ludności, przestawi je w określony sposób w tryb wojowniczy i bezkompromisowy. W przypadku Polski taki handicap znaleźć łatwo i stosunkowo łatwo też go wykorzystać. Jeśli dołożyć do wcześniejszych uwarunkowań, upokorzenie, jakie przeżyła Polska w związku katastrofą w Smoleńsku i napływającymi spekulacjami coraz liczniejszych mediów, że prawdopodobnie nie był to jednak wypadek, wtedy wszystkie demony przeszłości w stosunkach z Rosją odżyją na nowo, po stokroć stanowiąc płaszczyznę konfliktu wartości, jako wydarzenia spustowego.

Nie miejsce, by tu przesądzać, jak było naprawdę. Można jednak podejrzewać, że koronne "dowody" przyjdą z Zachodu, a raczej zza Atlantyku. Będzie to oznaczać niechybnie, że wtedy lepiej brać nogi za pas w poszukiwaniu bezpiecznej przystani, poza linią uskokową, jaka przechodzi przez Polskę. Wówczas rozpocznie się walka na tatami, w rezultacie której w Polsce nie zostanie kamień na kamieniu, co ujawnił już płk. Ryszard Kukliński, przedstawiając widmo konfliktu zbrojnego między USA a ZSRR. ZSRR już nie istnieje, ale geopolityczna linia uskokowa pozostała tu na zawsze, i jest smakowitym kąskiem do rozgrywek w postaci zasobów energetycznych, czy chociażby katastrofy smoleńskiej. Miejmy nadzieję, że nikt nie złapie się na lep odbudowy mocarstwowości Polski w opozycji do Rosji, w sposób jaki mozolnie rusuje ją George Friedmann. Wówczas, jak zwykle, zapłacilibyśmy za to bohaterską, najwyższą cenę.

fot. Dreamstime

Czytany 9542 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 30 październik 2014 00:04