Wydrukuj tę stronę
niedziela, 20 lipiec 2014 11:25

Eugeniusz Januła: Operacja Walkiria - 70. rocznica zamachu na Adolfa Hitlera

Oceń ten artykuł
(7 głosów)

cstauffenberg

  dr Eugeniusz Januła

Dziś mija dokładnie 70. rocznica zamachu przeprowadzonego przez płk. Klausa von Stauffenberga na życie kanclerza III Rzeszy Adolfa Hitlera. Dlaczego ten zamach się nie udał? Jakie były jego przyczyny? Jakie w końcu miał ona znaczenie dla powojennej mitologii współczesnych Niemiec?

Taniec Walkirii, kojarzony jest najczęściej z osobą znakomitego kompozytora niemieckiego Ryszarda Wagnera. Walkirie, olbrzymie i barczyste kobiety, córki Wotana – starożytnego germańskiego boga, były symbolem bohaterstwa. Kojarzyły się one głównie z siłą, honorem i potęgą. Tak się składało, że wódz III Rzeszy był namiętnym słuchaczem oper, a ściślej mówiąc – dramatów muzycznych niemieckiego kompozytora. Jak wynika z pamiętników ministra Alberta Speera, jednego z najbliższych współpracowników Adolfa Hitlera, wodzowi najbardziej podobała się czwarta z tryptyku „Pierścień Nibelunga” opera – „Zmierzch Bogów”, w której Walkirie odgrywają już tylko epizodyczne role. Swoisty chichot historii sprawił, że słynny zamach w Wilczym Szańcu jest symbolicznie łączony właśnie z Walkiriami.

Rok 1944 był fatalny dla „Tysiącletniej Rzeszy”. Wermacht na froncie wschodnim, w planowy sposób skracał front, jak donosił niezmordowany i w dalszym ciągu, pełen inwencji minister Josef Goebbels. Z tą uwagą, że to „skracanie” trwało już od czasu bitwy stalingradzkiej a same działania wojenne sukcesywnie zbliżały się do macierzystego terytorium Niemiec. W czerwcu 1944 r. alianci wylądowali w Normandii i również od tej strony Niemcom zaczęło zagrażać widmo szybkiej i totalnej klęski. Postępowała też permanentnie lotnicza ofensywa aliantów na terytorium Rzeszy. Setki w dzień amerykańskich, a w nocy angielskich ciężkich bombowców coraz skuteczniej bombardowało centra przemysłowe i szlaki komunikacyjne. Często celem zmasowanych nalotów stawały się też po prostu niemieckie miasta. Straty wśród ludności cywilnej były zastraszające.

Sam wódz w przedostatnim roku wojny niewiele czasu spędzał w intensywnie bombardowanym Berlinie. Wolał nie oglądać coraz bardziej posępnych twarzy berlińczyków, którzy w swej olbrzymiej większości jeszcze kilka lat temu krzyczeli radośnie „Sieg heil” na widok kawalkady samochodów A. Hitlera.

Miejscem, które sobie szczególnie upodobał w tym niewesołym odcinku jego kariery politycznej, był Wilczy Szaniec, czyli budowany od 1939 r. zespół żelbetonowych schronów i bunkrów, położonych wśród posępnych mazurskich lasów w Gierłoży w rejonie Kętrzyna. Może nastrój tej okolicy był dziwnie zbieżny z melancholią wodza.

Mimo to zarówno A. Hitler, jak i kierownictwo polityczno-wojskowe ówczesnych Niemiec nie spędzało czasu bezczynnie. Starano się jak najbardziej wzmocnić ludźmi i sprzętem front wschodni, po to, aby maksymalnie przedłużyć opór. Liczono przy tym przede wszystkim na istniejący i pogłębiający się rzeczywiście rozdźwięk między ZSRR i mocarstwami zachodnimi.

Codziennie w Wilczym Szańcu odbywała się narada operacyjna, na której referowano sytuację na frontach. Referentem najczęściej był generał Adolf Heusinger, szef zarządu operacyjnego Dowództwa Wojsk Lądowych (Oberkommando des Heeres – OKH), w latach 1960’ inspektor generalny Bundeswehry…[1]. Kanclerz był obecny na każdej z naradzie, wydawał osobiste polecenia, niejednokrotnie też zupełnie niepotrzebnie ingerował w szczegóły dowodzenia, pogłębiając tym samym i tak niemały chaos na froncie. Tu trzeba tytułem dygresji dodać, że zupełnie podobnie zachowywał się alter ego A. Hitlera – Józef Stalin.

Narady odbywały się z reguły w wielkim betonowym schronie o ścianach i stropie grubości ok. 2,5 m. Schron ten miał jednak wadliwie działającą instalacje wentylacyjną, dlatego w okresie letnim posiedzenia odbywały się często w sąsiednim, prowizorycznym drewnianym baraku. Biorący w nich udział generałowie i oficerowie nie mogli posiadać broni osobistej. A. Hitler tracił już wówczas zaufanie do kadry dowódczej Wehrmachtu.

20 lipca 1944 r. ok. godziny 13.00 w Wolfsschanze rozległ się huk potężnej detonacji. Ażurowy barak, w którym odbywała się narada operacyjna – dosłownie rozleciał się na kawałki. Byli zabici i ranni, jednak dzięki zbiegowi kilku okoliczności wódz III Rzeszy wyszedł bez większych obrażeń. A. Hitler miał krótki wzrok. Niejednokrotnie, aby lepiej widzieć sytuację i rozrysowane zamierzenia, dosłownie kładł się na wielkim dębowym stole operacyjnym o bardzo grubym blacie, na którym rozkładano mapy. Tak było i tym razem. Impet wybuchu wziął na siebie właśnie przedmiotowy stół [2]. W ten sposób zakończyła się kolejna próba zamachu na wodza Tysiącletniej Rzeszy.

Około 10 minut wcześniej wykonawca zamachu podpułkownik hrabia Klaus von Stauffenberg – szef sztabu armii rezerwowej, wyszedł z narady zostawiając teczkę z dwoma bombami i uruchomionym już, ale tylko w jednej z nich, chemiczno-kwasowym zapalnikiem czasowym. Na uruchomienie drugiego nie starczyło mu już czasu – należało wyjąć szczypce i zgnieść ampułkę z kwasem solnym. Substancja miała po prostu „przegryźć” blachę obudowy zapalnika i tym samym spowodować eksplozję. Dla w pełni sprawnego mężczyzny te wszystkie czynności nie mogły stanowić problemu. Ale K. von Stauffenberg był inwalidą wojennym. Nie miał jednej ręki a w drugiej brakowało mu dwóch palców. W toku działań wojennych w północnej Afryce stracił także jedno oko.

Oficer, usłyszawszy detonację, będąc tym samym przekonany, że zamach udał się, pojechał na lotnisko i odleciał dyspozycyjnym Heinklem bez żadnych przeszkód do Berlina, gdzie wylądował ok. godz. 15.20. O godz. 15.30 spiskowcy stolicy III Rzeszy, którzy skupiali się głównie w dowództwie armii rezerwowej, działając również w przekonaniu, że wódz nie żyje – rozpoczęli wdrażanie operacji Walkiria. Wykorzystano przy tym sprytnie, istniejący od dawna, plan działań na wypadek rozruchów w Berlinie Aresztowano m.in. generała pułkownika Friedricha Fromma – dowódcę armii rezerwowej, najwyższego rangą wojskowego przebywającego w tym czasie w Berlinie. Ten wojskowy doskonale wiedział o przygotowywanym zamachu i w pewnej chwili deklarował nawet gotowość przystąpienia do spisku. Tym bardziej, że jego zastępca gen. Friedrich Olbricht, był aktywnym uczestnikiem spisku, Jednak komunikaty nadchodzące z Wilczego Szańca informowały, że A. Hitler przeżył. Wtedy też gen. F. Fromm zmienił front [3]. Wcześniej kraty aresztów zamknęły się też za szeregiem gestapowców i SS-manów. W niektórych innych ośrodkach, szczególnie w okupowanym Paryżu, spiskowcy przejęli w krótkim czasie praktycznie całą władzę.
Paradoks szybkiego sukcesu spiskowców polegał na tym, że w Berlinie było co prawda wielu wyższych oficerów, ale bardzo mało żołnierzy. III Rzesza w tym czasie odczuwała już bardzo wyraźnie deficyty demograficzne. Na zachód i północ od stolicy oraz w czterech specjalnych wieżach przeciwlotniczych wewnątrz miasta, przebywało łącznie ok. 4000 żołnierzy artylerii przeciwlotniczej. Na lotnisku Tempelhof stacjonował szkolny pułk lotniczy. Jedynym zaś mobilnym oddziałem był berliński batalion wartowniczy, liczący ok. 550 ludzi. To właśnie ta jednostka w znacznym stopniu niezupełnie świadomie wykonywała teraz rozkazy spiskowców, bardzo sprawnie przeprowadzając aresztowania gestapowców i nazistowskich dygnitarzy.

Jednak w godzinach wieczornych Radio Berlin już oficjalnie ogłosiło, że A. Hitler żyje. Wymieniło też kilka nazwisk spiskowców. Do przeciwdziałania przystąpili też wojskowi wierni wodzowi, którzy pod kierunkiem przebywających w stolicy Niemiec Ernsta Kaltenbrunnera i J. Goebbelsa, szybko opanowali sytuację. Niebawem stary porządek zagościł także w innych ośrodkach spisku. J. Goebbels wezwał do siebie majora Otto Ernsta Remera, dowódcę batalionu wartowniczego. Tam połączył się telefonicznie z A. Hitlerem a O. E. Remer osobiście otrzymał od wodza rozkaz stłumienia spisku. A. Hitler mianował też O. Remera generałem. Do działań pospieszył także złowieszczy aparat Gestapo i SS.

Tak zakończyła się praktycznie antyhitlerowska konspiracja wojskowa, chociaż procesy i egzekucje, w których zginęło w efekcie ok. 3000 osób, głównie wojskowych, trwały do końca wojny.

Geneza konspiracji i oporu

Armia w kolejnych wcieleniach państwa niemieckiego zawsze pełniła szczególne i podmiotowe role oraz stanowiła potężny samodzielny podmiot polityczny. Paradoksem jest to, że zaraz po dojściu do władzy A. Hitlera, wyżsi niemieccy dowódcy zorientowali się szybko, że nowy kanclerz i jego partia traktują wojsko jako potężne, ale tylko narzędzie dla realizacji swych planów [4]. Uświadomili sobie ten fakt, kiedy ten sam człowiek, niemalże natychmiast po dojściu do władzy, wydał dyrektywy o rozbudowie wszystkich rodzajów sił zbrojnych.

Na kilku wstępnych naradach wódz III Rzeszy zapoznał dowódców wojskowych ze swoimi planami politycznymi. Niektórzy z generałów, znając stan potencjału Niemiec i siłę oraz możliwości przyszłych przeciwników, z którymi Rzesza nieuchronnie musiałaby wejść konflikt w wypadku próby realizacji koncepcji zawartych w m. in. „Mein Kampf” – energicznie oponowali. A. Hitler w konsekwencji bez skrupułów zdymisjonował marszałka Wernera von Blomberga – ministra wojny i generała-pułkownika Wernera von Fritscha – dowódcę wojsk lądowych [5]. Zapowiedział także zmiany kadrowe w armii, które do końca 1937 r. praktycznie zrealizował. M in. odesłał na przedwczesne emerytury 16 starszych rangą generałów, a 44 przeniósł na niższe stanowiska. Wtedy to w niemieckim sztabie generalnym pojawiły się pierwsze grupy konspiratorów. Motywem ich działania było przeświadczenie, że A. Hitler, wcześniej czy później doprowadzi Niemcy do zagłady. Aby nie dopuścić do takiego finału, zamierzali odsunąć kanclerza od władzy – jeszcze nie zabić – w wyniku puczu wojskowego [6]. Na czele spiskowców stanęli gen. Ludwig von Beck – do końca września 1938 r. szef Sztabu Generalnego Wojsk Lądowych [7]. Obok niego w konspirację włączył się admirał Wilhelm Canaris – szef wywiadu wojskowego, wraz z częścią kierownictwa swojej Abwehry, oraz inni wybitni generałowie min: Erwin von Witzleben, Erich Hoeppner, Kurt von Hammerstein.

Wojskowi konspiratorzy pozostali w kontakcie z politykami cywilnymi, opozycyjnie nastawionymi do A. Hitlera i NSDAP. Czołową rolę w tej grupie odgrywał były nadburmistrz Lipska dr Carl Friedrich Goerdeler. Do niego z czasem przyłączyli się: minister gospodarki Hjalmar Schacht (gdy już przestał być ministrem) oraz Johannes Popitz (były minister finansów Prus), ambasadorowie Ulrich von Hassel (Rzym) i Hans Adolf von Moltke (Warszawa). W tej grupie znalazł się także Konrad Adenauer – jeden z twórców powojennych Niemiec. Równolegle z konserwatywną grupą C. F. Goerdelera, działalność opozycyjną prowadzili politycy SPD z Juliusem Leberem na czele. Wszyscy wymienieni a także inni, uznawali wiodącą rolę gen. L. von. Becka w konspiracji [8].

Przygotowanie do zamachu

Po wybuchu wojny z Polską, kiedy w stanie wojny z Niemcami znalazły się również Wielka Brytania i Francja, dla spiskowców stało się jasne, że tylko czyste przeprowadzenie zamachu stanu jest praktycznie niemożliwe. Dyktatora trzeba po prostu zabić. Jednak, dopóki A. Hitler, mówiąc potocznie, szedł od zwycięstwa do zwycięstwa, olbrzymia większość społeczeństwa stała po jego stronie. Dopiero początek masowych nalotów brytyjsko-amerykańskich na miasta niemieckie i olbrzymie straty na frontach rosyjskim i afrykańskim doprowadziły do pewnego otrzeźwienia społeczeństwa.

Do spiskowców wojskowych – dotychczas wyższych rangą generałów, dołączyli sukcesywnie młodsi stopniami i wiekiem oficerowie. Zamach zaczął operacyjnie przygotowywać gen. Hennig von Trescow. Dwie kolejne próby zabicia wodza nie powiodły się – do zamachów po prostu nie doszło, bo A. Hitler, mimo zapowiedzi, nie przyjeżdżał do miejsc, gdzie była przygotowana infrastruktura potrzebna do ich przeprowadzenia.

24 stycznia 1943 r. alianci zachodni na konferencji w Casablance ogłosili, że pokój może być zawarty tylko i wyłącznie na zasadzie bezwarunkowej kapitulacji Niemiec. Ta deklaracja zdeterminowała spiskowców do bardziej intensywnych posunięć. Zdali sobie bowiem sprawę, że nawet ewentualne zabicie A. Hitlera nie doprowadzi automatycznie do zawarcia w miarę korzystnego jeszcze dla III Rzeszy pokoju.

C. F. Goerdeler skompletował więc – oczywiście na papierze – skład przyszłego rządu, który, po eliminacji nazistów, byłby do przełknięcia dla aliantów. Dokument ten, okrężną drogą przesłano Winstonowi Churchillowi – który po prostu nie odpowiedział [9]. Dla spiskowców stało się jasne, że zabicie A. Hitlera to teraz minimalny warunek do podjęcia ewentualnych rozmów o zakończeniu wojny. 13 marca 1943 r. gen. H. von Trescow umieścił bombę w samolocie, którym A. Hitler leciał z Berlina do Kętrzyna. Jednak chemiczny zapalnik o analogicznej konstrukcji, jak w bombie K. von Stauffenberga, zawiódł. Kolejny zamach, który miał nastąpić 21 marca 1943 r. także nie doszedł do skutku, ponieważ nie dostarczono na czas zapalnika do ładunku wybuchowego. Słowem A. Hitler miał szczęście.

W kwietniu 1943 r. na trop spisku wpadli agenci Heinricha Himmlera. Kilku spośród cywilnych konspiratorów zostało aresztowanych, a wobec metod jakie stosowało Gestapo, było tylko kwestią czasu kiedy zatrzymani, wyjawią wszystko co wiedzą.

Równocześnie ciągłe zmiany, które A. Hitler przeprowadzał wśród generalicji, też nie powodowały sytuacji korzystnej dla zamachowców. Do spiskowców wojskowych przyłączyli się wprawdzie feldmarszałkowie Günther von Kluge i Erwin Rommel oraz większa liczba generałów, ale ci wyżsi wojskowi do czynnego przygotowania kolejnych prób zamachu raczej nie włączyli się [10]. Dopiero powrót rannego K. von Stauffenberga z Afryki, gdzie wraz z E. Rommlem służył w Afrika Korps, tchnął nowe siły w słabnące dusze spiskowców. Po objęciu nowej funkcji szefa sztabu wojsk rezerwowych K. von Stauffenberg miał odtąd dość łatwy dostęp do osoby wodza – przynajmniej co pewien czas. Pierwszy raz wziął ze sobą bombę na naradę w dniu 11 lipca 1944 r. W naradzie nie brał jednak udziału ani A. Hitler, ani Herman Goering, a zgładzenie tych osób K. von Stauffenberg uważał za niezbędne i konieczne. Ładunek tym samym nie został odpalony [11]. Kolejną próbę płk K. von Stauffenberg podjął dopiero 20 lipca – ze znanym już skutkiem.

Ocena

Dla przeważającej części niemieckiej opinii publicznej płk hrabia Klaus von Stauffenberg jest bohaterem narodowym i postacią, która realizowała niemiecką rację stanu. Działał on podobnie, jak jego wojskowi i cywilni koledzy – z przesłanek idealistycznych. Podejmując konspirację, spiskowcy musieli mieć na uwadze, że ryzykują własnym życiem i prawie wszyscy to życie oddali. Tylko nielicznych ocalił koniec wojny. Obok tych, którzy zdążyli popełnić samobójstwo – a do nich należał sam K. von Stauffenberg oraz niemiecki bohater wojenny marszałek E. Rommel, większość spotkała śmierć haniebna, szczególnie dla wojskowych. Stanęli przed tzw. sądem ludowym i rezultacie powieszeni na hakach rzeźniczych i strunach fortepianowych. Los ten spotkał min. feldmarszałka Erwina von Witzlebena i kilkudziesięciu generałów. Egzekucje trwały niemalże do maja 1945 r.

Próba zamachu na A. Hitlera nie przyniosła zamierzonego efektu, czyli doprowadzenia do pokoju. Wątpić należy zresztą, czy nawet zabicie kanclerza III Rzeszy w ówczesnej sytuacji politycznej i militarnej przyniosłoby kręgom politycznym, reprezentowanym przez spiskowców, oczekiwane rezultaty. Ta kwestia pozostaje już jednak w sferze czystych domysłów.

Czerwona kapela

Silna przed dojściem A. Hitlera do władzy Komunistyczna Partia Niemiec (Związek Spartakusa) została szybko przez hitlerowski aparat, zdelegalizowana i rozbita. Wielu jej działaczy zakończyło życie w obozach koncentracyjnych i podczas egzekucji w innych miejscach. Pewne struktury, a przede wszystkim ludzie tego ugrupowania, pozostali jednak i prowadzili działalność. Tym samym należy postawić pytanie, dlaczego działaczy byłej KPD nie było w konspiracji?

W połowie czerwca 1944 r. K. von Stauffenberg, sam reprezentujący poglądy socjaldemokratyczne, doprowadził do spotkania socjaldemokratów J. Lebera i Adolfa Rechweina z działaczami komunistycznymi Frankiem Jacobem i Antonem Saefkowem. Ci ostatni zaprezentowali postawę kompromisową i duże skłonności do współpracy. Jednak zastrzegli przy tym, że muszą poczekać na instrukcję. Skąd – tego już nie powiedzieli, ale było oczywiste, że z Moskwy. Wkrótce potem zostali aresztowani przez Gestapo i powieszeni... [12]. Co ciekawe współpraca między Gestapo i NKWD nie należała w tym okresie zdecydowanie do odległej przeszłości. Te struktury współpracowały z sobą nawet bardzo intensywnie także do wybuchu wojny niemiecko-radzieckiej, ale...

W końcu grudnia 1942 r. została rozbita przez Gestapo inna komunistyczna grupa, której później nadano kryptonim „Czerwona Kapela”. Ludzie ci, z których część pracowała w Ministerstwie Lotnictwa Rzeszy, zajmowali się głównie działalnością wywiadowczą na rzecz ZSRR. Istnieją pośrednie dowody, z których wynika, że ludzie Abwehry, którzy już wcześniej zidentyfikowali „Czerwoną Kapelę” z inspiracji gen. Hansa Ostera – zastępcy adm. W. Canarisa, próbowali przeciągnąć tę grupę do konspiracji wojskowej [13]. Bez rezultatu. Istniały jeszcze inne podobne przykłady.

Wynika z tego, że Moskwa, która tradycyjnie dysponowała dobrym wywiadem, generalnie wiedziała o konspiracji antyhitlerowskiej i orientowała się w jej zamiarach. Jednak nie była zainteresowana kontaktami. Wręcz zabraniała związanym z ZSRR grupom opartym na działaniach nielegalnej już KPD, łączności ze spiskowcami. Rosjanie potrzebowali danych wywiadowczych, tylko to ich w tym czasie interesowało. Ci bardzo nieliczni komuniści niemieccy, którzy przetrwali, otrzymali później w NRD za to sowite wynagrodzenie.

Epilog

Represje pośrednio miały znacznie większy zasięg niż te, skierowane bezpośrednio przeciwko bardziej lub mniej winnym uczestnikom spisku. A. Hitler ostatecznie stracił wszelkie zaufanie do kadr dowódczych Wehrmachtu. Już w lipcu 1944 r., w kontynuowanych zresztą naradach operacyjnych zaczęli brać udział uzbrojeni SS-mani. Mieli oni chronić wodza przed dalszymi zamachami... ze strony własnych wojskowych. Jednak nawet wśród najwyższej kadry dowódczej SS odzywały się już głosy, że wojnę należy zakończyć i to jak najszybciej. Najwierniejszy z wiernych, sam reischfuhrer H. Himmler usiłował nawiązać kontakty z aliantami zachodnimi. Temu celowi miała służyć m.in. misja generała SS Karla Wolffa we Włoszech. Jednak mimo wielu oczywistych sprzeczności, sprzymierzeni mieli ugruntowane przekonanie, że wojna musi być zakończona bezwarunkową kapitulacją państw osi. Wprawdzie sam A. Hitler nie dożył tego momentu, ale nazistowskie państwo niemieckie zostało w wyniku II wojny zlikwidowane. Również sam nazizm jako ideologia polityczna, odgrywa we współczesnym świecie rolę marginalną.

Zamach z 20 lipca i biorący w nim udział ludzie byli i są symbolem nowych demokratycznych Niemiec, jak również pewnego rodzaju wstępem Republiki Federalnej Niemiec na drodze do zjednoczonej Europy i podmiotowej roli tego państwa w Unii Europejskiej.

Fot. www.nusquam.de

_____________________________________________________________
1. B. Maszlanka, Cztery oblicza militaryzmu, Warszawa 1971, MON, s.141-144.
2. F. Schlabrendorff, Offiziere Genge Hitler, Zurich 1947, s. 30-33.
3. B. Maszlanka…, op.cit., s. 146-150.
4. E. Meinecke, Die deutsche Katastrophe, Wiesbaden 1949, s. 87.
5. J. W. Wheeler-Bennett, The Nemezis of Power, London 1954, s 300-303.
6. G. Craig, The politics of the Prusian Army 1640-1945, Oxford University Press, 1955, s. 381-384.
7. W. Foerster, Generalobest L .Beck. Sein Kampf gregen den Krieg, Monachium 1953, s. 52-55.
8. O. Ritter, Carl Goerdeler und die deutsche Widerstandbewegung, Stuttgart 1968, s. 569.
9. J. W. Wheeler-Bennet… op. cit., s. 312.
10. Szerzej: B. Maszlanka, Druga wojna światowa. Fakty, mity, legendy, MON,  Warszawa 1969, s. 544-596.
11. J. W .Wheeler-Bennet… op. cit., s. 312-317.
12. Ibidem… s.320-324.
13. Ibidem… s.323-327.

Czytany 5532 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 30 październik 2014 00:04