poniedziałek, 23 luty 2015 08:00

Eugeniusz Januła, Marta Różycka: Stalingrad... Geopolityka wojny i zagadki

Oceń ten artykuł
(9 głosów)

dr Eugeniusz Januła, Marta Różycka

Taki, a nie inny rezultat wielkiej operacji nad Wołgą budzi do dzisiaj liczne kontrowersje. Co prawda nie jest słusznym, zdaniem autorów, wysuwanie tezy, że po bitwie pod Stalingradem losy wojny zostały już w sensie strategicznym rozstrzygnięte, tym bardziej, że niemal równolegle rozstrzygnęła się też na niekorzyść państw osi inna wielka operacja – bitwa pod El Alamein. Takim strategicznym i geopolitycznym rozstrzygnięciem były dwie operacje...

Pierwsza na froncie wschodnim, to bitwa pod Kurskiem. Tu możliwości militarne Niemiec zostały już nie tylko mocno ograniczone, ale wręcz unicestwione [1]. Odtąd wszystko, co mogła zrobić III Rzesza, to tylko w miarę skutecznie się bronić. Drugim elementem strategicznym był D Day, czyli lądowanie aliantów w Normandii. Do tego momentu Niemcy miały jeszcze pełną możliwość nie tyle wygrania, ile raczej zawarcia jakiegoś pokoju. Może na zasadzie status quo ante bellum... Później dalsze działania prowadziły już tylko do bezwarunkowej kapitulacji. Zapewne nawet, gdyby Adolf Hitler zginął w zamachu zorganizowanym w Wilczym Szańcu, to nowa ekipa, zakładając oczywiście, że taka by powstała, a władzy nie objęliby epigoni wodza, czyli np. Herman Göring czy Heinrich Himmler, też zostałaby zmuszona, poprzez bieg działań wojennych, do kapitulacji. Może udałoby się natomiast wynegocjować jakieś warunki humanitarne. Ale nic więcej...

* * *

Stalingrad był kwintesencją okrucieństwa i tragedii, jakie cechowały konflikt pomiędzy dwoma najbardziej zbrodniczymi totalitaryzmami XX w. To właśnie w tym miejscu pękł południowy front wojsk niemieckich. Strat w licznie żołnierzy, poniesionych w operacji pod Stalingradem nigdy nie udało się już Niemcom załatać.

Ta batalia, to jedna z największych bitew II wojny światowej, tocząca się w okresie od 23 sierpnia 1942 do 2 lutego 1943 roku. Celem Niemców było zdobycie miasta Stalingrad (dziś Wołgograd), leżącego nad Wołgą – ważnego szczególnie ze względu na dalsze plany zajęcia Kubania i Kaukazu. Miasto to było również dosyć ważnym ośrodkiem przemysłowym. Znajdowała się tu m.in. fabryka traktorów, która, jak sama nazwa wskazuje, produkowała czołgi. Stalingrad był jednak przede wszystkim ważnym węzłem kolejowym pomiędzy przemysłową częścią Związku Radzieckiego a roponośnymi połaciami rejonu Kaukazu. To właśnie te ostatnie były głównym celem niemieckich dywizji w roku 1942. Zajęcie Kaukazu miało zapewnić III Rzeszy praktycznie nieograniczony dostęp do paliwa, a przy okazji znacznie osłabić potencjał przemysłowy ZSRR. Rejon Stalingradu, zdobyty i utrzymywany przez siły niemieckie, miał być głównym elementem zabezpieczającym operację na Kaukazie [2].

W rejonie Stalingradu 23 listopada 1942 r. wojska radzieckie zamknęły w kotle 6. Armię pod dowództwem gen. Friedricha Paulusa, część 4. Armii Pancernej oraz jednostki rumuńskie (łącznie ok. 260–270 tys. żołnierzy, w tym 9590 Rumunów i 20 300 tzw. Hilfswillige, czyli Rosjan, którzy przeszli na stronę niemiecką). Próby odblokowania stalingradzkiego kotła nie powiodły się. Dowództwo 6. Armii odrzucało kolejne propozycje kapitulacji [3]. Bitwa zakończyła się ostatecznie klęską Niemców, ale też olbrzymimi stratami po obu stronach. Uznawana jest, przynajmniej przez Rosjan, za przełomową w działaniach na froncie wschodnim. Na skutek przegranej nad Wołgą Niemcy stracili bezpowrotnie siłę żywą, jaką dysponowali na początku wojny z ZSRR. Całkowicie inicjatywę stracili jednak dopiero w bitwie pod Kurskiem.

Józef Stalin i A. Hitler mieli wiele cech wspólnych. Wśród nich znajdowały się m.in. niezrozumienie zasad rządzących współczesną wojną oraz mieszanie celów strategicznych z propagandowymi i politycznymi. Ulubionym rozkazem wydawanym przez obu dyktatorów było „ani kroku wstecz”, o czym dobitnie świadczy właśnie bitwa o Stalingrad. Kiedy niemieckie czołówki wdarły się do miasta, „ani kroku wstecz” powiedział J. Stalin. Miasto, noszące miano wielkiego przywódcy, nie mogło przecież wpaść w ręce wroga z punktu widzenia propagandowego. Czy decyzja o obronie Stalingradu za wszelką cenę była właściwa?

Trudno dzisiaj to oceniać. Można jedna zaryzykować stwierdzenie, że decyzja A. Hitlera o orężnym zdobyciu tego miasta była co najmniej dyskusyjna. Niemcy niejednokrotnie otaczali wcześniej położone na równinach radzieckie miasta, które, po wyczerpaniu zapasów, wpadały w ich ręce już bez większego oporu [4].

* * *

Na wiosnę 1942 roku doszło do ustabilizowania się frontu wschodniego. Działania wojenne ograniczyły się jedynie do starć na niewielką skalę. Główną przyczyną takiej sytuacji były wiosenne roztopy, które praktycznie uniemożliwiały wszelkie ruchy obydwu armii. Wehrmacht i Armia Czerwona zmagały się z problemami logistycznymi i uzupełniały straty po walkach z zimy 1941/1942.

W naczelnym niemieckim dowództwie (Oberkommando der Wehrmacht) rozgorzały spory odnośnie do tego, jaki kształt powinny przybrać dalsze działania. Najwyżsi dowódcy, tacy jak np. feldmarszałek Luftwaffe – Erhard Milch, upierali się przy konsolidacji dotychczasowych zdobyczy i sprzeciwiali się dalszemu posuwaniu na wschód. Motywowali to tym, że wprawdzie w ręce Wehrmachtu dostały się duże zasoby surowców, ale armia potrzebuje czasu, aby zorganizować ich eksploatację i uczynić z nich lepszy użytek.

Szef Sztabu Generalnego wojsk lądowych, gen. Franz Halder twierdził, iż wojska niemieckie wykrwawiły się w dotychczasowych walkach i potrzebują czasu na odzyskanie sił. Uważał, że bez względu na okoliczności wojska III Rzeszy nie mogą jeszcze wznawiać ofensywy, bo dotychczasowe straty wyniosły 850 tys. żołnierzy [5]. Z kolei inni dowódcy nalegali na częściowe wycofanie się z zajmowanych pozycji, aby w ten sposób wykorzystać naturalne rubieże obronne, takie jak rzeki. Według nich inicjatywę należało oddać Armii Czerwonej, a Wehrmacht powinien skupić się na zadaniu jak największych strat atakującym poprzez ich wciągnięcie w walki pozycyjne.

Powagi całej sytuacji dodawał fakt przystąpienia Stanów Zjednoczonych do wojny. Mimo że A. Hitler formalnie wypowiedział wojnę USA po japońskim nalocie na Pearl Harbor, to w rzeczywistości nie wynikały, przynajmniej na razie, z tego gestu żadne realne zobowiązania wobec azjatyckiego sojusznika. Niemniej jednak nad III Rzeszą, która całe swe siły zaangażowała w głębi Związku Radzieckiego, zawisła groźba wojny na dwóch frontach, którą trzeba było wziąć pod uwagę. W tym okresie nazistowski przywódca zdawał się podejmować jeszcze racjonalne decyzje i wiedział, iż generalna ofensywa na całej szerokości frontu jest wykluczona. Ponadto nie godził się z myślą o jakimkolwiek, chociażby tylko czasowym odwrocie. Jego kategoryczne rozkazy w zimie 1941/42, nakazujące trwanie na pozycjach, w dużej mierze przyczyniły się do ocalenia ówczesnych zdobyczy. Wzmocniony mentalnie tą trafną wtedy decyzją führer zaczął się odnosić z jawnym lekceważeniem do swoich generałów, uważając, że on sam najlepiej potrafi kierować armią. Z fanatycznym uporem twierdził, że gdziekolwiek żołnierz postawi stopę, tam musi pozostać [6]. Wykluczanie przez A. Hitlera chociażby tylko alternatywnej możliwości wycofania się stawiało w trudnej sytuacji armię, która musiała stosunkowo niedużymi siłami obsadzić bardzo długi front.

A. Hitler szansy na zwycięstwo upatrywał w nieustającej ofensywie. Dlatego, razem ze swoimi oficerami sztabowymi z OKW, opracował plan pod kryptonimem Blau. Oddziały na północnym i środkowym odcinku frontu miały utrzymać swoje pozycje, podczas gdy Grupa Armii Południe miała uderzyć na Kaukaz, odciąć ZSRR od pól naftowych i zablokować transport na Wołdze w rejonie Stalingradu. F. Halder uważał te pomysły za całkowicie błędne, natomiast führer twierdził, iż będzie to potężny cios, który położy kres wojnie na wschodzie. Pozbywając się J. Stalina, III Rzesza miała umocnić się w Europie i trzymać aliantów na odległość za pomocą potężnych sił zbrojnych, przez co miano ich zmusić w końcu do rozpoczęcia rokowań pokojowych.

Coraz gorsza sytuacja na wschodzie po początkowych sukcesach wymusiła zmiany w najwyższym dowództwie. A. Hitler zdymisjonował marszałka polnego Waltera von Brauchitscha – dotychczasowego głównodowodzącego sił lądowych i sam zajął jego stanowisko na okres wojny. Gerd von Rundstedt także stracił stanowisko dowódcy Grupy Armii Południe, za to, że wydał samowolny rozkaz odwrotu. Los G. von Rundstedta podzielił także felmarszałek Wilhelm von Leeb. Fedor von Bock został przesunięty do dowództwa Grupy Armii Południe. Kiedy jednak nie wyraził zgody na podział dowództwa i sztabu na dwie jednostki operacyjne – też został zwolniony. Jednak Grupa Armii Południe rozkazem wodza podzieliła się na dwie grupy armijne: A i B (7 lipca 1942 r.).

Grupa Armii B składała się z 6. Armii pod dowództwem F. Paulusa oraz 4. Armii Pancernej z gen. Hermannem Hothem. Miała ona za zadanie utworzyć szeroki korytarz oddzielający rzeki: Wołga i Don, a następnie zmienić kierunek na północno-wschodni i zdobyć Stalingrad wraz z przebiegającą przez to miasto rzeką Wołgą. Siły te zostały dodatkowo wzmocnione jednostkami z innych państw Osi, w skład których weszły oddziały włoskie, rumuńskie i węgierskie. Natomiast Grupa Armii A pod dowództwem marszałka polnego Wilhelma Lista z marszałkami Erichem von Mansteinem i Paulem Ludwigiem Ewaldem von Kleistem, stojącymi na czele swoich armii, miała szybko posuwać się do pól naftowych w Majkopie i do wybrzeży Morza Kaspijskiego [7]. W ujęciu strategicznym to właśnie grupa armii A wykonywała zadanie główne, a Grupa Armii B – uderzenie pomocnicze, osłonowe.

* * *

Operacja Fall Blau, rozpoczęta w lipcu 1942 r., już na samym początku napotkała na liczne trudności. Mimo że Armia Czerwona była nadal stosunkowo słaba po olbrzymich stratach z początku wojny, to stawiła nadspodziewanie silny opór w rejonie Woroneża, co spowodowało opóźnienia w planach A. Hitlera. Dzięki zaciętej obronie miasta, duża ilość sił radzieckich wycofała się w głąb kraju. Wehrmacht, licząc na to, że powtórzy się sytuacja z czerwca 1941 r., tzn. dojdzie do otoczenia i eliminowania dużych grup wojsk radzieckich, głęboko się rozczarował. Mimo że Armia Czerwona cały czas była w odwrocie, to teraz był to odwrót zorganizowany, a nie chaotyczna ucieczka jak rok wcześniej. Pomimo strat poniesionych w trakcie realizacji Operacji Barbarossa, Wehrmacht ciągle jeszcze był dosyć dobrze wyposażony sprzętowo. Natomiast Armia Czerwona, pomimo dużej poprawy od ostatniego lata, nadal nie mogła być równorzędnym przeciwnikiem dla Wehrmachtu. Wojska hitlerowskie jeszcze cały czas zdobywały duże ilości porzuconej radzieckiej ciężkiej broni i brały do niewoli tysiące czerwonoarmistów, co już nie było tak wielkim osiągnięciem w stosunku do setek tysięcy jeńców radzieckich z 1941 r. Dlatego sztab niemiecki też był pewny, iż zwycięstwo jest bliskie.

Pewność ta udzielała się także A. Hitlerowi, który stwierdził nagle, że 4. Armia Pancerna nie jest już potrzebna do zdobycia Stalingradu. Miała się ona zatem odłączyć od 6. Armii odejść na południe i wesprzeć siły uderzające na Kaukaz. Zmiana kierunku uderzenia wywołała tylko niepotrzebny chaos, bo drogi 6. Armii i 4. Armii Pancernej skrzyżowały się, powodując wielkie zamieszanie. Do naprawienia sytuacji potrzebnych było kilka cennych dni. Ponadto 6. Armia została pozbawiona dużej części swojego paliwa, które zostało przydzielone wojskom pancernym. zmieniającym kierunek na południowy. Oddziały zmotoryzowane F. Paulusa utknęły z powodu braków w materiałach pędnych na całe dwa tygodnie do czasu, aż rozwiązano problemy zaopatrzeniowe [8].

Jednak A. Hitler na tym nie poprzestał, bo znów zmienił wkrótce zdanie i nakazał H. Hothowi, aby ten z powrotem połączył się z F. Paulusem. Decyzja ta została wymuszona przez dość chaotyczne ataki dwóch radzieckich armii pancernych Frontu Stalingradzkiego. Wódz III Rzeszy po prostu zdał sobie sprawę, że siły 6. Armii są za słabe do opanowania Stalingradu. Dzięki tej nieporadności i zwłoce w ataku gen. Andriej Jeriemienko, dowódca południowego odcinka frontu, miał czas na stworzenie planu zatrzymania Niemców na zachodnim brzegu Wołgi. Jednak jego sytuacja wyglądała źle. Armia Czerwona była zdemoralizowana przez ciągłe wycofywanie się, a ku jej pozycjom, które zdawały się być ostatnią linią obrony, zmierzało 750 tys. żołnierzy przeciwnika.

Tymczasem w kwaterze głównej marszałka polnego Maximiliana von Weichsa, dowódcy Grupy Armii B, coraz bardziej narastało zwątpienie i niepokój. F. Paulus w tym czasie przekraczał stosunkowo wąski obszar pomiędzy Donem i Wołgą, Nie napotykał przy tym na większego oporu. Brak kontaktu z przeciwnikiem źle wróżył całej operacji, tak samo jak fakt odsłonięcia lewego skrzydła armii, które było coraz bardziej zagrożone wraz z rozciągnięciem maszerujących oddziałów na dużej przestrzeni. F. Paulus stwierdził, iż: „Ważne jest, aby uderzyć w Stalina z taką siłą, aby się już nie podnieśli”. Tymczasem szanse na to stawały się coraz bardziej iluzoryczne wraz z tym, jak Armia Czerwona wycofywała się do Stalingradu, unikając tym samym zniszczenia w otwartym polu. Tu trzeba dodać, że wobec blokady Leningradu i częściowej ewakuacji Moskwy, Stalingrad stał się najważniejszym ośrodkiem produkcji zbrojeniowej w całym Związku Radzieckim [9].

W połowie sierpnia 1942 r. ze Stalingradu zaczęto ewakuować dzieci i nieprzydatnych cywilów. Duża część populacji ciągle pozostawała jeszcze w mieście w czasie, gdy rozpoczynały się pierwsze walki. 23 sierpnia Luftwaffe wysłała 4. Flotę Powietrzną w celu wykonania pierwszych bombardowań, powodujących pożary, które strawiły znaczną część powierzchni dzielnic mieszkalnych i przemysłowych.

Pierwsze jednostki 6. Armii osiągnęły granice miasta 25 sierpnia. Niemcy weszli do północnych przedmieść o nazwie Rynok. 16. Dywizja Pancerna gen. Hansa Hubego pierwsza dotarła do linii Wołgi, odcinając północną część miasta od centrum [10]. Piloci Luftwaffe niemalże nie opuszczali przestrzeni nad miastem, wracając na swoje lotniska tylko po nowy ładunek bomb. Bombardowanie miało trwać niemal bez przerwy przez jeszcze kilka następnych miesięcy, przy czym nie wybierano żadnych celów, a po prostu systematycznie wyburzano kolejne rejony Stalingradu.

1 września wyznaczona do obrony miasta radziecka 62. Armia pod dowództwem gen. Wasilija Czujkowa, była już w całości uwikłana w walki uliczne. Ruiny i gruzy stały się dla Niemców dużym problemem, ponieważ utrudniały przemieszczanie się żołnierzy, a w szczególności pojazdów. Tutaj strategia Blitzkriegu, opierająca się na czołgach, okazała się całkowicie bezużyteczna. Wozy pancerne, pozbawione swobody manewru, mogły stać się bardzo łatwym celem dla piechurów z „koktajlami Mołotowa”. Dlatego trzeba było polegać na piechocie. W. Czujkow wybrał kilkanaście kluczowych betonowych budynków i zamienił je w silnie umocnione twierdze.

Zdobycze Wehrmachtu, które poprzednio sięgały setek kilometrów, teraz liczone były w metrach. Walki toczyły się o każdy dom. Obrońcy nie poddawali się, pomimo potężnych ataków lotnictwa wroga i dużych strat, które im zadawało. Czerwonoarmiści, ocalali z ostrzału i bombardowań, mimo skrajnego wyczerpania i wykrwawienia, szukali nowych punktów oporu w gruzowiskach, które oddawali dopiero po ciężkich i długich walkach. Niemcy zaczęli ponosić olbrzymie straty, które były nie do uniknięcia w desperackich atakach, często kończących się walką wręcz [11]. Żołnierze Armii Czerwonej byli niewątpliwie nie tak dobrze wyszkoleni i zaopatrzeni, ale wyrównywali to swoim hartem ducha i niesamowitą wytrzymałością na trudy, której brakowało napastnikom, nieprzyzwyczajonym do takiego sposobu prowadzenia wojny. Mimo tego presja ku Wołdze ze strony wojsk hitlerowskich w dalszym ciągu była bardzo silna.

Fabryka Traktorów Krasnyj Oktiabr, pomimo dużych zniszczeń, w dalszym ciągu produkowała czołgi T-34, które prosto z niej wyjeżdżały w rejon walki. Często w skład ich załóg wchodzili robotnicy fabryczni. Ci sami robotnicy wspierali także żołnierzy w obronie miasta. Pomimo heroicznej postawy radzieckiej 62. Armii napastnicy powoli spychali ją ku Wołdze. W. Czujkow desperacko próbował utrzymać łączność ze swymi oblężonymi i podzielonymi jednostkami, ale w końcu poprzestał jedynie na generalnych instrukcjach wydawanych do wszystkich żołnierzy. Po wojnie powiedział o tych wydarzeniach, że „w Stalingradzie każdy człowiek musiał sam być generałem”.

Posiłki i zaopatrzenie dla Stalingradu ściągano z wszystkich rejonów ZSRR. Bitwa o to miasto była sprawdzianem woli dwóch dyktatorów – A. Hitlera i J. Stalina, i miała dla nich prestiżowy charakter. Dosyć pokaźne zapasy zostały zgromadzone na wschodnim brzegu Wołgi, jednak wraz z opanowaniem północnego i południowego odcinka rzeki przez Niemców, jedyną drogą do miasta stała się przeprawa promowa, docierająca do krótkiej części zachodniego brzegu Wołgi będącego jeszcze pod kontrolą Armii Czerwonej. Jego utrzymanie było teraz dla W. Czujkowa kwestią zwycięstwa w bitwie.

Na wschodnim brzegu rzeki zorganizowano magazyny oraz tymczasowe schronienia dla dużych mas ludzi i sprzętu, łącznie z prowizorycznym szpitalem dla rannych. Umieszczono tam także baterie wyrzutni rakietowych, słynnych katiusz, nazywanych „organami Stalina”. Ich wystrzeliwanie ze stelaży zamontowanych na ciężarówkach łączyło się z wydawaniem głośnego świszczącego dźwięku. Broń ta miała też charakter psychologiczny – katiusze oddziaływały negatywnie na morale agresora [12].

Mimo, że zarówno F. Paulus, jak i W. Czujkow mieli do dyspozycji dosyć duże siły, to wąskie podejście do miasta i zwężenie rzeki w miejscu przeprawy sprawiało, że walczące jednostki mogły niezbyt często otrzymywać zaopatrzenie i niemożliwe było użycie całości dostępnych sił na wąskim odcinku frontu. Napastnicy czynili nieznaczne postępy, za które ponosili ogromne straty. Taktyka działań opóźniających W. Czujkowa zdawała się przynosić rezultaty, ale również kosztem wielu ofiar.

Sytuacja w Stalingradzie odbijała się tymczasem szerokim echem na całym świecie. W Berlinie F. Halder został zdymisjonowany przez A. Hitlera, co było spowodowane nieustannymi kłótniami pomiędzy nimi. Na jego miejsce przyszedł całkowicie uległy wodzowi III Rzeszy generał Kurt Zeitzler [13]. Führer stracił już resztki zdrowego rozsądku, jego działania wydawały się być pozbawione jakiejkolwiek logiki. Wehrmacht musiał wykonywać obłąkańcze rozkazy, które prowadziły do samozagłady. A. Hitler, wbrew rzeczywistemu stanowi rzeczy powiedział, iż „wróg na wschodzie został powalony tak, że już nie zdoła się podnieść”. Ministerstwo propagandy Josefa Goebbelsa już zdążyło przygotować gotowe do ogłoszenia depesze o upadku Stalingradu, mimo tego, że radziecka 62. Armia zajmowała jeszcze niewielki trójkątny obszar na brzegu Wołgi.

Wraz z zajęciem przez Niemców około 90% miasta, oddziały W. Czujkowa z wielkim wysiłkiem starały się utrzymać swoje ostateczne pozycje. W tym momencie nie miały się już one gdzie wycofywać, za nimi była Wołga. Hitlerowcy nazwali te walki Rattenkriegiem – wojną szczurów. Z czasem słowo to zaczęło funkcjonować jako oficjalne określenie walki na bliskie dystanse, w których żołnierze przeciwnych stron często dotykali się niemal lufami, a nawet walczyli wręcz.

Wówczas dla armii F. Paulusa najważniejszy stał się czas. Armia Czerwona musiała zostać pokonana przed nadejściem zimy, ponieważ wówczas, po skutej lodem Wołdze do miasta mogłyby docierać w dużo większych ilościach posiłki i zaopatrzenie, a w takiej sytuacji napastnicy nie mieliby szans na opanowanie Stalingradu. Straty były dużo wyższe od tych, które przewidywano. Snajperzy, radziecka artyleria i różnego rodzaju pułapki zadawały agresorowi duże straty. Wiele ofiar było też po stronie radzieckiej. Szacuje się, że w połowie października 1942 r. straty Rosjan wynosiły 80 tys. zabitych, a razem z ludnością cywilną mogło zginąć nawet 250 tys. ludzi.

Niemcy utrzymywali w tym momencie walki strategiczny Kurhan Mamaja – na radzieckich mapach wojskowych oznaczony jako wzgórze 102 – z którego roztaczał się widok na środkową część Stalingradu i okalający go step. Wzgórze to tak często przechodziło z rąk do rąk, że walczące strony straciły rachubę, co do tego, ile razy do nich należało. 6. Armia kontrolowała też południowe przedmieścia mieszkalne i przedarła się do Wołgi na północ od śródmieścia. W. Czujkow utrzymywał się jeszcze w centrum miasta, dysponował też przystanią promową. Armia Czerwona trwała także ciągle w Zakładach Metalowych Barrikady oraz zajmowała większość zrujnowanej Fabryki Traktorów Krasnyj Oktiabr. Był nawet pewien okres, że hitlerowcy zbliżyli się na odległość 180 metrów od bunkra W. Czujkowa, a wynik bitwy zawisł na włosku. Radziecki dowódca z niecierpliwością wyczekiwał nadejścia zimy, wraz z którą miały skończyć się jego problemy z zaopatrzeniem. Jednak musiał też przeczekać najtrudniejszy okres, gdy pływająca po rzece kra uniemożliwiała ruch barek i odcinała walczących od świata. Pomocne okazały się wcześniej nagromadzone na najtrudniejszy okres zapasy amunicji i żywności (np. tylko samej czekolady zgromadzono 12 ton, później pół czekoladowego batona stanowiło dzienną rację dla walczącego żołnierza). Jednak nawet i one nie zapobiegły drastycznym ograniczeniom, jakie nałożono na 62. Armię.

F. Paulus zdawał sobie sprawę, jak tragicznie może zakończyć się dla jego armii zima spędzona w gruzowiskach Stalingradu bez ciepłej odzieży, która nie została jeszcze dosłana. Dlatego też za wszelką cenę szukał jak najszybszej możliwości zakończenia walk. Przysłano mu kilka batalionów saperów i inżynierów oraz specjalistów od walk ulicznych, nazywanych pionierami. Jednostki pionierów były ostatnią próbą całkowitego zdobycia Stalingradu [14]. W gwałtownych atakach na okopanych w gruzach obrońców wlewano cenną benzynę do kanałów, a następnie ją podpalano. Zrywano podłogi i wrzucano granaty do piwnic, aby „wykurzyć” z nich obrońców. Jedna grupa dotarła nawet do urwisk nad Wołgą i spuściła w dół materiały wybuchowe, aby pogrzebać znajdujących się na dole żołnierzy. Jednak broniący się przecięli przewody, a ładunki bez szkody dla nich wybuchły w wodzie.

11 listopada F. Paulus wykonał uderzenie 5 dywizjami na dzielnicę przemysłową. Wyłom w pozycjach obronnych powiększył się, a siły radzieckie były teraz podzielone na trzy części. Wojska radzieckie ciągle utrzymywały się mimo ciężkich strat. Wyczerpani napastnicy przegrupowali się, gdy w tym czasie niemiecki dowódca nadal zastanawiał się, jak wyjść z patowej sytuacji. Tymczasem Wołga była cała pokryta krami lodowymi i od 14 listopada wstrzymano transport rzeczny. Próbowano dostarczać 62. Armii zaopatrzenie drogą powietrzną, ale ze względu na niewielki obszar zajmowany przez wojska radzieckie, większość zrzutów trafiała w ręce agresorów. W. Czujkow walczył teraz z czasem i wszystko wskazywało na to, że nie zdoła wytrzymać na zajmowanych stanowiskach do czasu nadejścia odsieczy.

* * *

Niemieckie rozpoznanie lotnicze oraz raporty wywiadu wskazywały na gromadzenie się dużych sił radzieckich na północny zachód od Stalingradu. Lewe skrzydło armii A. Hitlera, o które tak martwił się F. Halder, wydawało się być teraz celem zbliżającego się radzieckiego kontrataku [15]. Dlatego też F. Paulus polecił wzmocnić lewą flankę poprzez połączenie znajdującej się już tam rumuńskiej 3 Armii i przysłanego 48 Korpusu Pancernego gen. Ferdinanda Heima. Oddziały te miały za zadanie stawić opór nadchodzącemu natarciu.

Jeszcze we wrześniu 1942 r. radzieckie dowództwo nie miało koncepcji, w jaki sposób uwolnić Stalingrad od otaczających go sił nieprzyjaciela i przyjść mu z pomocą. Bardzo małe szanse powodzenia miałby frontalny atak przez Wołgę. Jednak już samo rozmieszczenie wojsk nieprzyjaciela, które przylegały stosunkowo wąskim odcinkiem do armii radzieckiej w Stalingradzie, nasuwało na myśl możliwość odcięcia wroga od zachodu. Stalingrad był wierzchołkiem długiego wybrzuszenia mającego 40 km długości i 64 km szerokości u jego podstawy. Książkowym rozwiązaniem mogło tu być uderzenie na skrzydła i od tyłu i zamknięcie wroga z trzech stron, Od wschodu miały ich wiązać resztki 62. Armii i Wołga [16]. J. Stalin polecił starannie opracować całą operację. Starano się unikać pośpiechu, mimo że czas naglił. Powodem tego były poprzednie radzieckie ofensywy, które zakończyły się olbrzymimi stratami. Obecnie dążono do ich minimalizacji [17]. ZSRR posiadał jeszcze wprawdzie rezerwy, ale także i one znajdowały się na wyczerpaniu. Ponadto niepowodzenie odsieczy dla Stalingradu zakończyłoby się z dużym prawdopodobieństwem zdobyciem miasta, którego obrońcy walczyli już ostatkami sił.

Atak u podstawy wybrzuszenia frontu był najtrudniejszy do przeprowadzenia ze względu na znajdujące się tam doborowe jednostki Wehrmachtu. Natomiast rozciągnięte skrzydła były obsadzone przez hitlerowskich sojuszników: Rumunów, Włochów, Węgrów i Chorwatów, których wola walki i umiejętności stały pod znakiem zapytania. Dlatego postanowiono uderzyć w najsłabszy punkt, czyli we flanki. Wiadomym było też, że zaangażowane siły Armii Czerwonej muszą być ogromne, a samo natarcie jak najsilniejsze [18]. Problemem wciąż była kwestia zaopatrzenia i odciążenia armii W. Czujkowa, który nie mógł przecież wiecznie trwać na swoich pozycjach przy silnym naporze napastnika.

Około listopada 1942 r. Armia Czerwona zgromadziła w rejonie Stalingradu ok. miliona ludzi, 1,5 tys. czołgów, 2,5 tys. ciężkich dział oraz 3 armie lotnicze. Priorytetem było utrzymanie planowanej ofensywy w jak najściślejszej tajemnicy. Tylko dowódcy frontów – Nikołaj Watutin, A. Jeriemienko i Konstanty Rokossowski byli powiadomieni o radzieckich planach [19].

Operacja Uran stanowiła pierwszą część całego planu. Jej przeprowadzenie wyznaczono na  na 11 listopada 1942 r. Jednak opóźnienia w alokacji poszczególnych jednostek przesunęły jej start o cały tydzień. Rankiem, 19 listopada panowały trudne warunki atmosferyczne spowodowane gwałtowną śnieżycą, co wywołało trudności w przeprowadzeniu przygotowania artyleryjskiego. Mimo tego wykonano bardzo silne bombardowanie pozycji wroga, potem ruszyły siły Frontu Dońskiego dowodzone przez K. Rokossowskiego i Frontu Południowo-Zachodniego prowadzone przez N. Watutina. Radzieckie czołgi z łatwością przebiły się przez pozycje rumuńskiej 3. Armii i połączonych z nimi Włochów. N. Watutin dalej przemieszczał się po rumuńskim lewym skrzydle. W ciągu tylko jednego dnia Rumuni znaleźli się w pułapce. 48. Korpus Pancerny gen. F. Heima, który otrzymał rozkaz wsparcia sił rumuńskich, okazał się niewielką pomocą, a jego czołgi okazały się mało skuteczne. Z powodu usterek technicznych, niemiecki dowódca miał do dyspozycji jedynie 50 sprawnych maszyn, co było dalece niewystarczające w obliczu tak dużych sił radzieckich.

K. Rokossowski po przebiciu się przez linie wojsk Osi zmienił kierunek na południowo-zachodni i zmierzał do miasta Kałacz nad rzeką Don. W tym miejscu znajdował się jedyny most, przez który przebiegały do Stalingradu linie zaopatrzeniowe. Problemy techniczne z linią kolejową, przebiegającą przez Rostów sprawiły, że F. Paulus mógł liczyć na posiłki jedynie poprzez drogę kałaczowską, która była niewystarczająca nawet przed rozpoczęciem radzieckiej ofensywy. 4. Flota Powietrzna Luftwaffe, oprócz swoich zadań na Kaukazie, musiała także zajmować się dosyłaniem brakujących F. Paulusowi materiałów wojennych.

20 listopada rozpoczęła się druga część radzieckiej kontrofensywy. Na południe od Stalingradu siły Frontu Stalingradzkiego pod dowództwem A. Jeriemienki spadły na 4. Armię Rumuńską, Ich szpica, którą stanowiła 51. Armia gen. Nikołaja Trufanowa, pędziła do Kałacza, aby połączyć się z wojskami K. Rokossowskiego [20].

Na polecenie dowódcy Grupy Armii feldmarszałka M. von Weichsa, F. Paulus wycofał ze Stalingradu trzy dywizje pancerne, aby wzmocnić obronę na lewym skrzydle. Sytuacja z materiałami pędnymi była w mieście tak krytyczna, że dużo cennego czasu zostało zmarnowanego na poszukiwanie paliwa potrzebnego na dotarcie w rejon walki. 21 listopada Rumuni albo zostali otoczeni, albo też znajdowali się w głębokim odwrocie. Nawet kwatera główna F. Paulusa w Gołubińskajej została zagrożona przez Armię Czerwoną. Sztab został stamtąd ewakuowany na dwie godziny zajęciem. Z okien samolotu, którym F. Paulus uciekał, widział, jak radzieckie czołgi zmiatają rumuńskie oddziały, które bez skutecznej broni przeciwpancernej były wobec nich bezradne. Oczywistym było, że całkowite okrążenie i odcięcie 6. Armii jest kwestią dni. F. Paulus połączył się z OKW drogą radiową i poprosił o pozwolenie na wycofanie 6. Armii na odległość ok. 160 km na zachód. Prośba ta uzyskała pełne poparcie szefa sztabu wojsk lądowych gen. K. Zeitzlera, który przedstawił ją A. Hitlerowi. Koncepcje tę popierał również gen. Alfred Jodl. A. Hitler nakazał jednak F. Paulusowi utrzymanie się na dotychczasowych pozycjach, zastosowanie taktyki obrony okrężnej i oczekiwanie na dalsze instrukcje. Führer rozkazał mu także przemieszczenie jego kwatery głównej do Gumraku, znajdującego się w odległości 16 km od Wołgi. Ponowna prośba F. Paulusa o zgodę na opuszczenie Stalingradu także została odrzucona [21].

A. Hitler opuścił swą kwaterę w Berchtesgaden i przeniósł się do Wilczego Szańca w pobliżu Rastenburga (Kętrzyna) w Prusach Wschodnich, gdzie miał dokładniejszy ogląd całej sytuacji. Zakazał K. Zeitzlerowi podejmowanie jakiejkolwiek decyzji odnośnie 6. Armii bez jego zgody. Podczas, gdy wódz III Rzeszy znajdował się w drodze do Rastenburga, 6. Armia traciła cenny czas i okazję do wyrwania się z zaciskającego się coraz ciaśniej okrążenia. Rozkaz sformowania obrony okrężnej wykluczał możliwość większych przesunięć poszczególnych jednostek. OKW tymczasem zmieniło strukturę organizacyjną i utworzyło Grupę Armii "Don", na której czele stanął marszałek polny E. von Manstein. F. Paulus znalazł się pod jego bezpośrednim zwierzchnictwem, jednak nie miało to większego wpływu na rozwój sytuacji.

Gen. Martin Fiebig, dowodzący VIII Korpusem Lotniczym, ostrzegał przed nadchodzącą katastrofą. Gen. Arthur Schmidt, ostrzeżony przez M. Fiebiga o braku możliwości zapewnienia przez Luftwaffe wystarczającego zaopatrzenia z powietrza, zawiadomił o tym szefa sztabu F. Paulusa. Tym samym czystą fikcją okazał się pomysł A. Hitlera na taki właśnie sposób podtrzymania 6. Armii w kotle stalingradzkim. Spornym jest sytuacja, kto ostatecznie ponosi odpowiedzialność za źle zorganizowaną próbę kontynuowania walki w Stalingradzie przy pomocy wsparcia lotniczego. Prawdopodobnie winnym fiaska tej operacji jest H. Göring, który zapewniał führera o zdolności Luftwaffe do dostarczenia wystarczających środków okrążonym. Przy tym A. Hitler nie konsultował się z H. Göringiem aż do czasu odcięcia swoich wojsk, a po zamknięciu okrążenia nie było innej alternatywy niż wykorzystanie Luftwaffe do podtrzymania przy życiu 6. Armii. Niewątpliwie H. Göring powinien był poinformować führera o niemożliwości przeprowadzenia takiej operacji, po prostu samoloty nie mogły przewieźć tak olbrzymiej ilości materiałów wojennych, potrzebnych dla tysięcy ludzi. Ponadto trzeba było się liczyć ze stratami w maszynach od ognia radzieckiej obrony przeciwlotniczej [22]. Wydaje się, że szefowi sztabu generalnego Luftwaffe – gen. Hansowi Jeschonnkowi brakło odwagi na przedstawienie A. Hitlerowi nieprzyjemnych dla niego faktów i prawdziwego stanu rzeczy. Chociaż z drugiej strony nie wiadomo, czy obłąkany dyktator przyjąłby je do wiadomości.

Wraz ze zdobyciem mostu w Kałaczu 23 listopada przez siły radzieckie, F. Paulus i jego armia znaleźli się w kotle o szerokości ok. 60 km. Niemiecki dowódca opracował plan wyrwania się z okrążenia, który miał być wykonany 27 listopada, czekał tylko na zgodę A. Hitlera. Mimo tego, że zostałby zmuszony do porzucenia dużej ilości sprzętu oraz pomimo braków w paliwie, ciągle wierzył, że uda mu się ocalić swą armię. Führer jednak nigdy nie wyraził przyzwolenia na opuszczenie Stalingradu, a szansa na wycofanie się 6. Armii tymczasem przepadła. N. Watutin, K. Rokossowski i A. Jeriemienko przedarli się głęboko na tyły Niemców docierając do brzegów Donu 30 listopada. 6. Armia była teraz oddalona o około 60 km od głównych pozycji Wehrmachtu. A. Hitler uważał, że rozpoczęcie odwrotu przez połączone pozycje radzieckie bez wystarczającej ilości czołgów i samochodów mogło się skończyć, tak jak wyprawa Napoleona Bonaparte w 1812 roku na Moskwę.

F. Paulus, który znalazł się w pierścieniu radzieckich czołgów, informował A. Hitlera, iż jego zapasy żywności wystarczą jedynie na 6 dni. Podobnie dramatyczna sytuacja występowała, jeżeli chodzi o paliwo, amunicję, odzież zimową i inne niezbędne materiały wojenne. Zadziwiające było wysokie morale 6 Armii. Jej żołnierze swoim pozycjom nadali żartobliwą nazwę Der Kessel – czajnik. Jednak sytuacja przedstawiała się dla nich bardzo źle. Wkrótce większość z nich miała paść ofiarą głodu, chorób i wyziębienia.

4. Flota Powietrzna gen. Wolframa von Richthofena czyniła co tylko mogła, aby podtrzymać „twierdzę Stalingrad” przy życiu. Jednak W. von Richthofen wiedział, iż było to beznadziejne zadanie. F. Paulus potrzebował aż 500 ton zaopatrzenia dziennie. Tymczasem Luftwaffe z trudem dowoziła średnio ok. 100 ton. 500-tonowa ilość była niezbędna do utrzymania pozycji obronnych, ale i tak nie zapobiegłaby zniszczeniu kotła przez Armię Czerwoną.

Końmi roboczymi Luftwaffe były trzysilnikowe transportowce Junkers Ju-52. Aby wywiązać się ze swoich zadań, piloci musieli wykonywać po 4 loty dziennie, przy czym potrzebnych było co najmniej 250 maszyn. Duża część samolotów nie mogła brać udziału w transporcie ze względu na potrzebne naprawy, natomiast te, które znajdowały się w powietrzu, były wyeksploatowane do granic wytrzymałości.

Po utracie 100 Junkersów podczas desantu na Krecie, Luftwaffe kulała pod względem lotnictwa transportowego i dysponowała w listopadzie 1942 r. jedynie 150 sprawnymi Junkers Ju-52.23 W. von Richthofen nalegał także, aby bombowce Heinkel He-111 również brały udział w dostarczaniu zaopatrzenia. Korytarze powietrzne, którymi poruszały się samoloty Luftwaffe, były opanowane przez myśliwce radzieckie. Ponadto mroźna i śnieżna zima powodowała, że w niektóre dni loty w ogóle nie mogły się odbywać. Silników samolotów, które zostały wyłączone na czas naprawy, nie dało się już uruchomić w czasie silnych mrozów. Uzupełnianie paliwa stawało się niemożliwe przez zamarzanie benzyny w beczkach. W samym Stalingradzie coraz bardziej uwidaczniał się problem lądowisk. Na wielu z nich pasy startowe zostały zablokowane przez wraki rozbitych maszyn. Duża część transportowców musiała zawrócić ponieważ nie miały gdzie wylądować. Oczyszczanie lotnisk postępowało bardzo wolno i sytuacja dla pilotów cały czas była bardzo ciężka. Pomimo tego Luftwaffe udało się nawet 4 grudnia dostarczyć na lotnisko w Gumraku ładunek o masie 282 ton.

Morale armii zaczęło się poprawiać, gdy do żołnierzy dotarły wieści o operacji mającej uwolnić Stalingrad z oblężenia, której przeprowadzenie nakazał E. von Mansteinowi A. Hitler. Była to tzw. Operacja Wintergewitter („Burza śnieżna”), która miała na celu odblokowanie Paulusa poprzez uderzenie z południowego zachodu. Starania E. von Mansteina spełzły jednak na niczym.

Dodatkowo obłęd A. Hitlera zdawał się coraz bardziej pogłębiać. Przestał on bowiem słuchać swoich doradców i był przekonany o własnej nieomylności. E. von Manstein odebrał rozkaz führera w ten sposób, iż ma otworzyć korytarz, przez który wydostanie się 6. Armia i przeprowadzona zostanie ewakuacja. Z drugiej strony F. Paulus dostał całkowicie odwrotne instrukcje, które mówiły o utrzymaniu miasta za wszelką cenę. F. Paulus i E. von Manstein starali się porozumieć między sobą a ich współpraca odbywała się pod kryptonimem Donnerschlag (Błyskawica). Jednak także między nimi doszło do nieporozumień. E. von Manstein przez Donnerschlag pojmował równoczesne wraz ze swoim uderzenie F. Paulusa i połączenie obydwu armii. Jednak służbista Paulus odmawiał rozpoczęcia akcji bez dyspozycji A. Hitlera. Natomiast 6. Armia straciła ostatnią, przynajmniej teoretyczną, szansę na ocalenie.

Operacja Wintergewitter rozpoczęła się zgodnie z planem 12 grudnia 1942 r. Niemieckie czołgi przedarły się przez zewnętrzny pierścień wojsk radzieckich pomimo panującej śnieżycy. Jednak z upływem czasu opór Armii Czerwonej wzmagał się, a problemy Wehrmachtu z zaopatrzeniem pogłębiały się coraz bardziej wraz z zagłębianiem się na tereny zajmowane przez wojska radzieckie. Siły E. von Mansteina okazały się zbyt szczupłe, aby przedrzeć się przez zaporę radzieckich czołgów i artylerii do Stalingradu

W międzyczasie K. Rokossowski i A. Jeriemienko zacieśniali swój pancerny uścisk. Obszar kontrolowany przez armie F. Paulusa kurczył się z każdym dniem. 8 stycznia 1943 r. K. Rokossowski wezwał F. Paulusa do kapitulacji. Radziecki dowódca wskazywał na beznadziejną sytuację jego wojsk. Główny front przesunął się daleko na zachód a najgorszy okres rosyjskiej zimy jeszcze się nie zaczął na dobre. Jego oferta była dosyć korzystna. Dla wszystkich oddziałów, które się poddadzą obiecywał żywność i zapewnienie opieki medycznej. Wszystkim pozwolono na zatrzymanie odznaczeń i stopni wojskowych. Zagroził jednak całkowitym unicestwieniem wszystkich znajdujących się w kotle w razie odmowy poddania się. F. Paulus skontaktował się z A. Hitlerem i poprosił go o zgodę na kapitulację, aby chociaż uratować życie pozostających w Stalingradzie ludzi. A. Hitler odmówił i nakazał obronę do ostatniego człowieka i naboju.

A. Hitler wysłał marszałka polnego E. Milcha na front stalingradzki, aby ten postarał się podtrzymać słabnący z każdym dniem most powietrzny dla miasta. E. Milch, były pracownik Lufthansy, był znany ze swoich świetnych zdolności organizacyjnych, ale nawet on nie mógł tu wiele zrobić. Mimo że ściągnięto tu wszystkie dostępne samoloty, to flota powietrzna M. von Richthofena ograniczała się w tym czasie jedynie do liczby 100 maszyn różnego typu. Dodatkowo radzieckie bombowce zniszczyły wiele pasów startowych oraz magazynów z zapasami. E. Milch wrócił do Niemiec i znalazł jeszcze 300 samolotów (były tam nawet pocztowe samoloty linii cywilnych). Jednak zła pogoda i dominacja Rosjan nad Stalingradem sprawiły, że wysiłki te spełzły na niczym [24].

Żołnierze niegdyś dumnej 6. Armii byli teraz ludźmi o bardzo niskim morale, wyczerpanymi do granic wytrzymałości. Wprawdzie jeszcze utrzymywano dyscyplinę, ale i ona zaczęła znikać wraz postępującym głodem, chorobami i brakiem nadziei na poprawę losu. Coraz częściej dochodziło do poddawania się pojedynczych żołnierzy, dezercji i otwartych buntów. Ucieczek nie powstrzymywały nawet pokazowe egzekucje. Po odrzuceniu żądania kapitulacji K. Rokossowski zwiększył jeszcze bardziej napór na linie nieprzyjaciela. W połowie stycznia 1943 r. obszar, który kontrolowało dowództwo 6. Armii, skurczył się do niespełna 16 km². Najwyżsi oficerowie z OKW pogodzili się już z przegraną w Stalingradzie, a teraz starali się ocalić za wszelką cenę specjalistów i inżynierów, zwykłych żołnierzy pozostawiono na pastwę losu. Przyśpieszono ewakuację oficerów cechujących się rzadkimi zdolnościami lub umiejętnościami, mieli oni pierwszeństwo przy wchodzeniu do samolotów nawet przed rannymi. Gen. H. Hube, jednoręki dowódca 16. Dywizji Pancernej, który jako pierwszy dotarł do Wołgi na początku bitwy, był jednym z takich oficerów. Po otrzymaniu rozkazu opuszczenia miasta odmówił jego wykonania. Później został wywieziony siłą przez specjalną grupę Gestapo, która została po niego wysłana.

Wielu innych nie miało już takich obiekcji. Zdając sobie sprawę, że każdy z odlatujących samolotów z Gumraku może być ostatnim, zdesperowani żołnierze obezwładniali straże i wdzierali się do środka, a czasami przyczepiali się do skrzydeł i zewnętrznego poszycia podczas startu, później znajdując się już w powietrzu spadali na zaśnieżony step. Wielu udało się oszukać lekarzy poprzez symulowanie choroby, która dawała prawo wylotu ze Stalingradu. Niektórzy specjalnie strzelali do siebie przez grube koce, a następnie ścierali proch aby udawać postrzał od ognia Rosjan. Wielu było tak zdesperowanych, że zadawało sobie rany nawet w klatkę piersiową czy w brzuch, aby obrażenia wyglądały na poważniejsze. Każdy za wszelką cenę chciał wydostać się ze stalingradzkiego kotła.

Gdy było już jasne, że żadna odsiecz nie nadejdzie, F. Paulus po raz kolejny zwrócił się do A. Hitlera drogą radiową o pozwolenie na poddanie się i ocalenie tego, co jeszcze zostało z jego armii, Odpowiedź fürhera jak zwykle była ta sama: „Zabraniam poddania się. 6. Armia będzie trwać na swoich pozycjach do ostatniego człowieka i do ostatniej kuli. Przez swój niezłomny opór wniesie niezapomniany wkład w ustanowienie obronnego frontu i zbawienie zachodniego świata” [25]. W słowach Hitlera było nieco prawdy. Mianowicie każdy dzień walki 6. Armii wiązał radzieckie siły, które mogły być użyte w uderzeniu na Rostów i ujście Donu. Wraz ze stratą Stalingradu nad niemiecką armią na Kaukazie zawisłoby śmiertelne niebezpieczeństwo. Gdyby Rostów został zajęty, a Niemcy nie zdążyliby się wycofać, Wehrmacht znalazłby się w jeszcze większej pułapce niż to było nad Wołgą. 6. Armia miała być więc poświęcona, aby ocalić dużo liczniejsze i strategicznie ważniejsze siły na południu, które otrzymały pozwolenie na wycofanie się.

A. Hitler, w geście szczodrości awansował najwyższych oficerów, znajdujących się w kotle stalingradzkim, a F. Paulusa mianował marszałkiem polnym. Później cynicznie stwierdził, że nie pamięta, aby kiedykolwiek w historii marszałek niemieckiej armii poddał się albo pozwolił się wziąć do niewoli. Była to jawna aluzja do F. Paulusa. Martwy marszałek miał zostać bohaterem Rzeszy na polu chwały.

W wyniku radzieckiego natarcia 26 stycznia okrążone oddziały zostały rozcięte na dwie części. W mniejszej, południowej części znajdował się marszałek F. Paulus z większością wyższych oficerów. Jego kwatera znajdowała się w ruinach słynnego domu towarowego (Uniwermag). Zgrupowaniem północnym, które obejmowało m.in. ruiny dawnej fabryki traktorów dowodził gen. Karl Strecker, dowódca XI Korpusu. 31 stycznia skapitulował F. Paulus, zaś 2 lutego oddziały gen. K. Streckera. Jego kapitulacja uważana jest za ostatni dzień bitwy. Z ok. 350 tys. ludzi, którzy początkowo brali udział w walkach o Stalingrad Armii Czerwonej zdążyło się poddać jedynie 90 tys. [26].

Po uzgodnieniu bezwarunkowej kapitulacji i po upewnieniu się, że F. Paulus jest w radzieckiej niewoli, J. Stalin mógł z dumą ogłosić swe zwycięstwo światu. Teraz J. Goebbels i jego propaganda nie mogła już dłużej ukrywać prawdy. W Niemczech ogłoszono trzydniową żałobę narodową. W swojej kwaterze A. Hitler pomstował na słabość charakteru świeżo awansowanego marszałka, który bał się popełnić samobójstwo, tak jak według niego przystawało to niemieckiemu oficerowi. Führer podejrzewał też, że F. Paulus może być martwy, a ZSRR tworzy zwykłą mistyfikację wzięcia do niewoli niemieckiego marszałka.

F. Paulusa umieszczono w dosyć komfortowej kwaterze na przedmieściach Moskwy, gdzie pozostawał do końca wojny. Dla żołnierzy 6. Armii, którym obiecano żywność i schronienie, los nie był już tak łaskawy. 20 tys. z nich zostało zmuszonych do pracy przy odbudowie Stalingradu. Reszta została porozdzielana do licznych obozów jenieckich rozrzuconych na Syberii i w Środkowej Azji. Wielu zmarło na tyfus wkrótce po wzięciu ich do niewoli. Największe żniwo zebrał jednak głód i choroby, które panoszyły się w łagrach. Z 90 tys. tylko 5 tysiącom było dane wrócić do Niemiec. Wypuszczenie przetrzymywanych w niewoli jeńców było możliwe dzięki interwencji kanclerza RFN Konrada Adenauera. Ostatni z nich dotarli do kraju w 1955 r. Straszny był też los Rosjan z oddziałów Hilfsfreiwilliger, którzy jako kolaboranci byli traktowani dużo gorzej niż Niemcy. Prawdopodobnie większość z nich została prędko rozstrzelana, a najpewniej żaden nie przeżył niewoli.

Miasto Stalingrad znalazło się w panteonie sławy wielkiej wojny ojczyźnianej. Nikita Chruszczow jako główny oficer polityczny frontu stalingradzkiego został później pierwszym sekretarzem KPZR i spadkobiercą J. Stalina. Leonid Breżniew, Rodion Malinowski i K. Rokossowski osiągnęli wysokie pozycje na szczeblach władzy – nie bez znaczenia był tu fakt, że brali oni udział w bitwie stalingradzkiej.

Dla ZSRR znaczenie bitwy rozciągało się daleko poza granice kraju. Był to punkt zwrotny na froncie wschodnim. Dzięki zatrzymaniu najlepszych jednostek Wehrmachtu udowodniono, że nie jest on niezwyciężony. Radzieccy żołnierze zaczęli wierzyć w siebie, skończyło się długie pasmo klęsk. Niemcy od tego momentu zaczęli tracić inicjatywę i przechodzić do obrony. To właśnie nad brzegami Wołgi zrodziła się potęga ZSRR, które wkrótce zdobyło wpływy nad większą częścią Europy Środkowo-Wschodniej. Stalingrad zburzył mit nieomylności A. Hitlera wśród Niemców. Sama bitwa kończyła serię zwycięskich kampanii. Pewna część kadry oficerskiej zaczęła szukać od tego momentu sposobu na zakończenie wojny i obalenie Hitlera. „Spisek bombowy” z 20 lipca 1944 r. mógłby nie mieć miejsca, gdyby nie zagłada 6. Armii [27].

Samo miasto było świadkiem jednej z największych tragedii w dziejach ludzkości i to zarówno po stronie radzieckiej (śmierć tysięcy niewinnych cywilów), jak i po niemieckiej (bezsensowna zagłada całej armii). Po wojnie zniszczenia były tak duże, że zamierzano odbudować Stalingrad w innym miejscu. Jedynie z powodu uporu J. Stalina zdecydowano się zrekonstruować je w pierwotnym położeniu. Do dziś nie wiadomo, jaka była dokładna liczba ofiar w całej bitwie. W ZSRR nigdy nie ujawniono dokładnych danych odnośnie poległych. Nietrafne jest określenie Stalingradu jako najkrwawszej bitwy w historii. W 1940 roku Stalingrad miał 850 tys. mieszkańców. Nie wiadomo jak wielu z nich udało się uciec z wojennej pożogi, ale spis ludności z 1945 r. wykazał, że w gruzowiskach miasta mieszkało jedynie 1500 ludzi.

Fot. worldoftanks.ru

_______________________________________
1. G. Kołtunow, B. Solowiow, Bitwa pod Kurskiem, MON, Warszawa 1971, s. 451 i nast.
2. E. Januła, Stalingrad inaczej /w/ „Trybuna” Nr 157/1999.
3. G. Żukow, Wspomnienia i refleksje, MON, Warszawa 1976, s.458 i nast.
4. F. Halder, Dziennik Wojenny, t. III, MON, Warszawa 1971, s. 201 i nast.
5. Ibidem, T. II, s. 311 i nast.
6. H. Guderian, Hitler jako naczelny wódz, MON, Warszawa 1967, s. 246.
7. F. Halder, Ibidem, T.II, s. 298 i nast.
8. Ibidem.
9. G. Żukow..., s. 478 i nast.
10. F. Halder…, T.III, s. 34 i nast.
11. Ibidem, T. III, s. 57 i nast.
12. G. Żukow..., s. 478.
13. F. Halder..., T. III, s. 289 i nast.
14. Ibidem, T. III, s. 295.
15. Ibidem, T.III, s. 311 i nast.
16. B. Liddell Hart, Strategia. Działania pośrednie, MON, Warszawa 1961, s. 245 i nast.
17. G. Żukow…, s. 478 i nast.
18. B. Liddell Hart…, s. 253 i nast.
19. G. Żukow…, s. 483.
20. G. Żukow…, s. 501.
21. Historia Sztuki Wojennej 1939-1935. Praca zbiorowa pod red.P.A, Rotmistrowa, MON, Warszawa 1965, s. 240 i nast.
22. Druga wojna światowa 1939–1945. Pr. zbiorowa pod red. S. Płatonowa, MON, Warszawa 1961, s. 349 i nast.
23. J. Lipiński, Druga wojna światowa na morzu 1939-1945, Wyd. Morskie, Gdynia 1973, s. 381.
24. E. Januła…
25. Cyt. za „Krasnaja Zwiezda Ofensiwnyj prochod Russkoj armii”, Nr 19/2013.
26. Historia sztuki wojennej…, s. 378 i nast.
27. E. Januła, Noc Walkirii, /w/ „Przegląd” nr 26/2009.

Czytany 8816 razy Ostatnio zmieniany niedziela, 22 luty 2015 18:44