poniedziałek, 27 lipiec 2015 07:09

Eugeniusz Januła, Małgorzata Kasińska: Carlos czy Szakal?

Oceń ten artykuł
(27 głosów)
dr płk Eugeniusz Januła Małgorzata Kasińska

Dziś, Ilich Ramirez Sanchez – Carlos – Szakal, znajduje się w jednym z najlepiej strzeżonych francuskich więzień. Wszystko wskazuje, że część jego życia związana z terroryzmem dobiega końca. Wielu jednak twierdzi, że obecnie sześćdziesięciosześcioletni letni król terroryzmu lat 1970’ i 1980’, nie powiedział jeszcze ostatniego słowa.

W latach 1970’ Carlos nie schodził z czołówek najbardziej poczytnych gazet i magazynów. Luminarze dziennikarstwa i publicystyki prześcigali się w umieszczaniu rewelacyjnych, aczkolwiek nie zawsze prawdziwych wiadomości na jego temat. Istniało wtedy co najmniej kilkanaście wersji jego barwnego życiorysu. Przede wszystkim, występowały spore różnice w lokalizacji jego miejsca urodzenia. Niektórzy twierdzili, że pochodził z Izraela, inni, że urodził się w Kolumbii. Znane są również informacje, w których umiejscawiano jego miejsce jego przyjścia na świat zarówno w USA, jak i w ZSRR. W historiach o jego terrorystycznych wyczynach, również przewijały się relacje balansujące na krawędzi fantazji. Przykładowo, miał on przewodzić zamachowi na lotnisku Lod pod Tel-Awiwem 30 maja 1972 r., w wyniku którego zginęło 27 osób, a 69 zostało rannych. W kilka miesięcy później właśnie Carlosowi przypisano dowodzenie grupą terrorystów, którzy zabili 11 izraelskich sportowców [1]. Rok później Carlos miał kierować grupą, która w Austrii wzięła czterech zakładników, występując równolegle z żądaniem, żeby państwo to zamknęło ośrodek przejściowy w Schonau – dla Żydów emigrujących z ZSRR. W dużym stopniu, do spopularyzowania osoby Carlosa, przyczynił się pisarz – Robert Ludlum, który uczynił go czarnym charakterem oraz kontrpartnerem swego pozytywnego bohatera Jamesa Bourne'a, w całym cyklu znakomitych powieści [2]. Dziś można już oddzielić wątki z pogranicza fantazji od rzetelnej prawdy. Mimo to, zarówno postać jak i działalność Carlosa-Szakala pozostają w dalszym ciągu fascynujące i okryte mgłą tajemnicy.

Młodość i edukacja

Ilich Ramirez Sanchez urodził się 12 października 1949 r. w mieście Michelina w Wenezueli. Był synem bardzo znanego i wziętego adwokata, który obok działalności zawodowej, uczestniczył również w szeregu aspektów życia politycznego. Wspomniany ojciec przyszłego króla terroryzmu – mecenas Jose Altagracia Rarnirez Naras, pomimo, że nie należał do Komunistycznej Partii Wenezueli, reprezentował poglądy ortodoksyjnie lewicowe. Wyrazem jego poglądów były m.in. imiona synów: starszego nazwał właśnie – Ilichem, a nieco młodszego – Leninem. Nawet najmłodszy – trzeci syn otrzymał symboliczne imię: Włodzimierz. Obaj starsi synowie, w pierwszym okresie edukacji, pobierali nauki u prywatnych nauczycieli. Potem – życie podrastających chłopców uległo dużym urozmaiceniom. Przez okres kilku lat mieszkali wraz z rodzicami w Kingston na Jamajce, następnie w Mexico City, a potem także w Caracas. Rok spędzili też w stolicy sąsiedniej Kolumbii – Bogocie. We wszystkich tych miastach uczęszczali do najlepszych elitarnych szkół, co niewątpliwie wpłynęło dodatnio na poszerzenie horyzontów myślowych młodych chłopców. W 1962 r. państwo Ramirezowie powrócili do Caracas gdzie dalszą edukację, chłopcy dokończyli już w miejscowych – również elitarnych szkołach średnich. W 1966 roku Ilich i Lenin uzyskali indeksy Uniwersytetu w Caracas, jednak ojciec, obawiając się kolejnej fali niepokojów w Wenezueli, postanowił wysłać synów, wraz z matką, do Londynu. Tu musieli uzupełnić wykształcenie – szczególnie w zakresie języka angielskiego. Uczęszczali również na kursy strzelania w klubie strzeleckim Chelsea [3]. Na początku 1968 r. ojciec uzyskał dla swoich synów rekomendacje Komunistycznej Partii Wenezueli, by zostali oni przyjęci na studia na Uniwersytecie Patrice'a Lumumby w Moskwie. Była to uczelnia o bardzo dwuznacznej sławie. Wielu publicystów zachodnich określało ją wprost jako „szkołę terrorystów". Była też określana, jako swoista fabryka rewolucji, która szkoli kadry dla ich przeprowadzenia w krajach Trzeciego Świata. Było to częściowo prawdą, gdyż ZSRR w latach 1960’ i 1970’ starał się wysunąć na pozycję nr 1 i zburzyć tym samym przeciwstawny, ale stabilny światowy model bipolarnego globu. W tym celu zabiegał o poparcie w krajach rozwijających się i dbał o to, żeby w tych państwach znajdowało się jak najwięcej ludzi wykształconych – właśnie na radzieckich uczelniach. Wielu studentów, a później polityków z Azji, Afryk i Ameryki Łacińskiej legitymowało się wówczas dyplomami Uniwersytetu P. Lumumby. Trudno się więc dziwić, że KGB – instytucja oceniana od strony pragmatycznej jako bardzo sprawna – starała się rekrutować tam swoich ludzi. Z drugiej strony była to uczelnia o wysokim poziomie edukacji, w której proporcje kompetentnych nauczycieli akademickich do studentów kształtowały się, jak 1:5.

Bracia Ramirezowie studiowali na tym uniwersytecie nauki techniczne [4]. W tym okresie życia teoretycznie mieli zamiar zostać solidnymi inżynierami. Jednak dla nich i dla innych kolegów z Ameryki Łacińskiej – sztywna atmosfera Moskwy nie była miła. Kilkakrotnie uczestniczyli w różnego rodzaju manifestacjach przed ambasadami. Byli m.in., jak ich później określono – prowodyrami zajść przed ambasadą Iranu, który z początkiem 1969 r. wycofał swoich studentów z tej internacjonalistycznej uczelni. Wiosną 1970 r. braci Ramirez relegowano z moskiewskiego uniwersytetu. Powody były dość niejasne. Najprawdopodobniej władze ZSRR nie chciały psuć sobie bardzo dobrych stosunków z Komunistyczną Partią Wenezueli, a bracia Rarmirezowie, wśród ok. 80-osobowej grupy wenezuelskich studentów, byli wodzami frakcji, która opowiadała się za zdecydowanie rewolucyjną linią Ernesto Che Guevary, którą z kolei odrzucali legaliści z KP Wenezueli [5]. Co prawda, niektórzy badacze kariery Carlosa uważali, że jest to tylko kolejne bardzo sprytne posunięcie KGB. Jest to jednak w świetle licznych ustaleń, mało prawdopodobne.

Bliski Wschód

W lipcu 1970 r. Ilich, tym razem bez swego brata Lenina, znalazł się na Bliskim Wschodzie, który był wówczas, podobnie zresztą jak i obecnie, nieustannie wrzącym, ujściem wielu politycznych problemów. Zaopatrzony w listy polecające od swych kolegów z uniwersytetu – Palestyńczyków – nawiązał kontakty z jednym z najbardziej skrajnych odłamów ruchu palestyńskiego, mianowicie: Ludowym Frontem Wyzwolenia Palestyny (dalej LFWP). Przywódcami ruchu, dziwnym zbiegiem okoliczności, byli ludzie, którzy z racji wyuczonego zawodu musieli składać przysięgę Hipokratesa: lekarze George Habasz i Wadi Haddad. Ilich nawiązał szczególnie bliskie kontakty z W. Haddadem, który w odróżnieniu od bardziej znanego ideologa i publicysty – G. Habasza, nie bawił się w żadną filozofię polityczną. Reprezentował zdecydowany, aczkolwiek bardzo uproszczony pogląd, że wrogiem Palestyńczyków jest nie tylko Izrael, ale cały Zachód [6]. A wrogów należało według niego skutecznie eliminować…

Znów Europa

Przyszły terrorysta Carlos, w czasie swego pierwszego pobytu na Bliskim Wschodzie przeszedł intensywne przeszkolenie militarno-terrorystyczne. W szczególności uczył się szybkiego strzelania z broni krótkiej, lewą ręką, co później stało się jedną z jego specjalności. Na początku 1971 r. wrócił do Londynu i zapisał się na studia w Londyńskiej Szkole Ekonomicznej. Wkrótce, jako wyszkolony już adept terroryzmu, otrzymał pierwsze zadanie. Miał wziąć udział w porwaniu jednego z bogatych Arabów, reprezentującego kraj naftowy: porwanie to, miało charakter ekonomiczny. Rodzina miała zapłacić za porwanego sowity okup, gdyż LFWP przeżywał w tym okresie poważny kryzys finansowy. Ostatecznie, wobec silnej ochrony, grupka terrorystów musiała jednak odłożyć ten zamiar. Kolejną akcję – zabójstwo jordańskiego ambasadora w Londynie – wykonała wcześniej konkurencyjna organizacja terrorystyczna „Czarny Wrzesień". Londyńska policja aresztowała jednak 22 grudnia 1971 r., tj. 8 dni po zamachu, właśnie Ilicha Ramireza. Co prawda, miał on przekonujące i jednoznaczne alibi i po kilkunastu godzinach musiano go zwolnić, ale był to sygnał, że Scotland Yard, jak również Interpol ma Ilicha i jego rodzinę pod „czułą" opieką. Dlatego też na polecenie W. Haddada, I. Ramirez musiał pauzować aż do lata 1973 r. i w kolejnych akcjach LFWP, odbywających się głównie w krajach europejskich, nie brał udziału [7]. Przypisywano mu co prawda, udział w akcji terrorystycznej podczas Igrzysk Olimpijskich w Monachium, we wrześniu 1972 r. jednak w obszernych już materiałach na ten temat, nie można odnaleźć żadnego potwierdzenia.

Swoją pierwszą akcję terrorystyczną z prawdziwego zdarzenia, I. Ramirez wykonał na przełomie 1973 i  1974 r. Dokonał zamachu na działacza ruchu syjonistycznego w Wielkiej Brytanii – Edwarda Sieffa. Mimo dwukrotnego trafienia z pistoletu, zaatakowany przeżył. Samo wykonanie zamachu zaczęło jednakże budować pozycję I. Ramireza w środowisku terrorystycznym. Był już nie tylko jednym z wielu pomocniczych agentów logistyki, ale stanął w hierarchii, blisko szczytu. Wkrótce wykonał kolejną akcję. Było to wrzucenie bomby do związanego z kapitałem żydowskim banku – Hapaolim. Wprawdzie nikt nie zginął w wyniku tego ataku, ale cel został osiągnięty – obroty zaatakowanego banku w 1974 r. znacznie spadły. Działający w Zachodniej Europie oddział wydzielony LFWP, w skład którego wchodził I. Ramirez, zaczął przygotowywać całą serię zamachów. Ofiarami miały paść zarówno redakcje gazet, które negatywnie wyrażały się o Palestyńczykach, jak również wielu ludzi interesu, także polityków. Do wykonania akcji potrzebna była większa liczba bojowników. Postanowiono więc ściągnąć posiłki z Japonii, spośród z działającej tam Frakcji Czerwonej Armii (FCA). Jednak Japończycy byli już znani władzom służb bezpieczeństwa. Terroryści japońscy, kolejno przylatujący z różnych stron świata na paryskie lotnisko Orly, byli zatrzymywani i intensywnie przesłuchiwani.

Pozostający na wolności Palestyńczycy, Algierczycy i cała reszta międzynarodowego towarzystwa, wśród nich I. Ramirez, postanowili za wszelką cenę doprowadzić do uwolnienia aresztowanych Japończyków. Wiedzieli oni dobrze, że intensywnie przesłuchiwani terroryści japońscy w końcu powiedzą wszystko. Metody przesłuchiwań były bowiem, delikatnie mówiąc – brutalne. Niektórzy z grupy japońskich zamachowców wiedzieli natomiast bardzo dużo, głównie o wzajemnych powiązaniach grup terrorystycznych oraz o ich źródłach finansowania. Palestyńczycy musieli więc działać i to bardzo szybko. W ten sposób, w błyskawicznym tempie, niemal na kolanie, powstał plan napadu na ambasadę francuską w Hadze. W piątek 5 października, grupa terrorystów wdarła się do francuskiej ambasady w stolicy Holandii. Zamachowcy wzięli aż jedenastu zakładników, wśród nich ambasadora Jacquesa Senarda [8]. Sam I. Ramirez pozostał w Paryżu i 7 października wykonał zamach terrorystyczny, wrzucając granat do bardzo popularnej i zatłoczonej jak zwykle w niedzielę, kawiarni w centrum Paryża. Pod wpływem tych aktów terroru, a również wskutek nalegań rządu holenderskiego, Francuzi – aczkolwiek bardzo niechętnie – zgodzili się na żądania terrorystów i zwolnili aresztowanych wcześniej Japończyków. Pozycja Wenezuelczyka w ruchu terrorystycznym została po tych akcjach ugruntowana. Po krótkiej wizycie w Jemenie Południowym resztę 1974 r. Ilich spędził w Londynie i Paryżu. Prowadził bardzo ożywione życie towarzyskie. Miał w tym czasie kilka kochanek, z których dwie wiedziały o jego prawdziwym obliczu. W styczniu 1975 r. grupa terrorystyczna LFWP, w skład której wchodził przyszły mistrz terroryzmu, dokonała na lotnisku Orly zamachy na samoloty. Posłużono się przy tym rosyjskimi wyrzutniami pocisków przeciwpancernych RPG-7. Chciano zniszczyć samoloty izraelskie, ale trafiono w samolot jugosłowiański. Te zamachy wykonywano na zlecenie ówczesnego dyktatora Iraku Saddama Husajna, który formalnie w tym czasie był w swoim kraju jeszcze tylko wiceprezydentem [9].

Ilich staje się Carlosem

Rok 1975 był przełomowy w karierze I. Ramireza. W początkach czerwca miał wrócić do Paryża z kolejnej podróży do Bejrutu, szef europejskiej siatki LFWP – niejaki Mucharbel. Jednak powrót szefa odbył się według nieco innego scenariusza, niż oczekujący w Paryżu terroryści mogli przypuszczać. W Bejrucie libański kontrwywiad aresztował bowiem Mucharbela i po trzech dniach przekazał go francuskiemu DST (tajnej policji politycznej). 27 czerwca wieczorem agenci tajnej policji, prowadząc ze sobą aresztowanego, weszli do mieszkania przy Rue Toullier. W lokalu tym znajdowało się już kilka osób z grupy terrorystycznej, wśród nich Ilich. Wywiązała się strzelanina. Ilich, który bardzo często ćwiczył strzelanie do celu, zabił dwóch agentów francuskiej policji, a trzeciego – komisarza Heranza – ciężko ranił. Ofiarą strzałów padł też Mucharbel, który naprowadził agentów policji do lokalu terrorystów. W tym momencie I. Rarmirez stał się Carlosem. Nie mógł ze względów oczywistych, już nigdy wrócić do swego prawdziwego nazwiska. Na razie udało mu się uciec, a w ślad za nim – dzięki pracy środków masowego przekazu – podążała jego rozszerzająca się sława terrorysty.

DST aresztowało kilka osób z grupy terrorystycznej. Szybko również odkryto dalsze lokale z materiałami i bronią. Carlos uciekł początkowo do Londynu, gdzie również dysponował pewnym zapleczem bazowym i logistycznym, ale i tu angielska policja i Interpol deptały mu po piętach. Praktycznie w ciągu lipca i sierpnia 1975 r., również wszystkie brytyjskie bazy logistyczne LFWP zostały rozpoznane i opanowane przez policję [10]. Carlos nie czekał na aresztowanie. Zdołał i tym razem umknąć – przez Algierię na Bliski Wschód.

Terroryzm na zamówienie

Sława, jaką Carlos zdobył w tak krótkim czasie, zwróciła na niego uwagę wielu szefów państw. Z ówczesnych przywódców świata arabskiego najbardziej zachwycali się jego wyczynami prezydent Algierii – Huari Bumedien, prezydent Jemenu Południowego – Rubajj Ali, a także S. Husajn, który w tym czasie był formalnie wiceprezydentem Iraku. Husajn „zamówił" poprzez W. Haddada akcję, która miała doprowadzić do znaczącej podwyżki cen ropy na rynkach światowych, Miała ta akcja polegać ona na porwaniu ministrów państw OPEC. Irak potrzebował bowiem olbrzymich kwot na rozbudowę sił zbrojnych, a pieniądze mógł otrzymać tylko i wyłącznie z eksportu tego nośnika energii. Natomiast Arabia Saudyjska i Iran, rządzony w tym czasie przez bliskiego Stanom Zjednoczonym – szacha Mohammeda Rezę Pahlawiego, blokowały w połowie lat 1970’ ceny ropy na relatywnie niskim poziomie. Niskie ceny tego surowca zapewniały Zachodowi możliwości szybkiego rozwoju gospodarczego. Na osobiste życzenie irackiego dyktatora akcją dowodzić miał właśnie Carlos. W grudniu 1975 r. międzynarodowa grupa terrorystów spotkała się w Wiedniu. Broni dostarczyła iracka ambasada. 21 grudnia 1975 r. zamachowcy bez przeszkód weszli do budynku, w którym obradowali ministrowie państw OPEC. Zarówno na zewnątrz, jak i wewnątrz budynku było tylko kilku policjantów. Terroryści zastrzelili cztery osoby – w tym Libijczyka, po czym wzięli do niewoli wszystkich obradujących tam jedenastu ministrów [11]. Austriacy następnie dostarczyli samolot i grupa Carlosa z zakładnikami odleciała do Algieru. Zamiarem Carlosa było m.in. zamordowanie ministrów Arabii Saudyjskiej i Iranu, tj. szejka Ahmeda Zakiego Jamaniego i dr. Jamshida Amuzegara. Wobec zdecydowanej postawy władz Algierii, Carlos zgodził się jednak ich zwolnić. Oczywiście nie za darmo – otrzymał 20 mln dolarów – gotówką.

Ta spektakularna akcja terrorystyczna spowodowała na świecie wielkie zamieszanie. Nie było od razu wiadome, na czyje zlecenie akcję wykonano. Poszczególne kraje zaczęły oskarżać się wzajemnie o inspirację tego zamachu, nie wyłączając obu głównych graczy czyli USA i ZSRR. Nie było to dziwne, chodziło przecież o ropę naftową. Najbardziej podejrzany był libijski dyktator płk. Muammar Kaddafi, ale dwa lata później okazało się, że akurat z tą akcją nie miał on nic wspólnego. Zresztą, jak się dość szybko okazało, Libijczycy nie posługiwali się Carlosem [12]. W każdym razie po wiedeńskim zamachu ceny ropy naftowej poważnie wzrosły. Saddam Husajn mógł być zadowolony, Carlos również. W czasie akcji występował praktycznie otwarcie i jego sława wzrosła do zenitu. Stał się niekwestionowanym królem terrorystów. Po tej akcji, korzystając z opieki swych możnych protektorów, mieszkał na przemian w Oranie i Adenie. Odwiedzał też Bagdad.

Następna akcja Carlosa odbyła się w połowie 1976 r. 27 czerwca tego roku, porwano wkrótce po starcie z Aten samolot linii Air France. Po międzylądowaniu w libijskim Benghazi, gdzie Libia zgodziła się tylko i wyłącznie na dotankowanie maszyny, samolot przemieścił się do Ugandy. W ugandyjskim Entebbe położonym ok. 20 km od stolicy kraju – Kampali – bandyci, wśród których dominowały takie asy międzynarodowego terroru jak: Carlos, W. Haddad i Antonine Bouvier, zażądali uwolnienia swoich kilkudziesięciu kolegów po fachu, którzy w ostatnich kilku latach znaleźli się w więzieniach różnych krajów Europy Zachodniej i Izraela. Tu trzeba dodać, że wśród porwanych około połowa – byli to obywatele Izraela. Porwany samolot stał na lotnisku przez sześć dni. Wydarzenia te stały się symbolem i dowodem tego, że terrorystów można pokonać również siłą. W tym czasie trwały pertraktacje, w których po stronie bandytów opowiadał jednoznacznie, ówczesny gospodarz Entebbe – ugandyjski dyktator Idi Amin. W szóstym dniu akcji niespodziewanie dla terrorystów i samego ugandyjskiego przywódcy, izraelscy komandosi, którzy przylecieli w sposób skryty dwoma samolotami typu C-130 Hercules – zaatakowali port lotniczy Entebbe. Trzeba dodać, że pomocy logistycznej Izraelczykom w sposób niejawny, udzieliła sąsiadująca z Ugandą i odczuwająca zrozumiały lęk, wobec agresywnych poczynań ugandyjskiego dyktatora – Kenia. Kenijczycy pozwolili bowiem wykorzystać jedną ze swoich pobrytyjskich baz lotniczych dla międzylądowania i dotankowania samolotów. Izraelczycy z antyterrorystycznej formacji Massada, uwolnili wszystkich zakładników i zastrzelili prawie wszystkich terrorystów [13]. Prawie, bo wymieniona nieco wyżej trójka, nie będąca w czasie izraelskiej akcji na lotnisku, zbiegła. Czy mieli oni po prostu szczęście? Tak czy inaczej, koncepcja Carlosa, żeby ze zwolnionych z więzień terrorystów, utworzyć międzynarodową siatkę, swoiste imperium terrorystyczne, spaliła na panewce [14]. Podjęte przez niego wkrótce, próby objęcia faktycznego przywództwa nad jeszcze działającymi grupami terrorystów w Europie, również się nie powiodły.

Schyłek lat 1970’, to okres dla Carlosa, w którym konsumował swoją legendę. Bardzo wiele podróżował, posługując się przy tym wyłącznie paszportami dyplomatycznymi takich państw, jak Jemen lub Irak. Często bywał w tym okresie, również osobistym gościem prezydenta Josipa Broz Tity. Ten ostatni był ciekaw aktualnych i niejawnych informacji z Bliskiego Wschodu, a Carlos trzymał tam rękę na pulsie życia politycznego. Żył ówcześnie na bardzo wysokim poziomie, bo wielu arabskich milionerów panicznie się go bało i chętnie uiszczało żądane sumy na wskazane przez niego konta. W 1977 r. zamieszkał w Bagdadzie. Zdawał sobie sprawę, że w zasadzie tylko w bezwzględnie rządzonym kraju jest bezpieczny. Wiedział, że służby specjalne państw zachodnich będą starały się go wyeliminować, a np. sprzyjająca mu Algieria była krajem dostępnym dla wywiadu Francji i Izraela [15]. Te państwa ze zrozumiałych względów, były najbardziej zainteresowane fizyczną eliminacją terrorysty.

Istnieją też pośrednie dowody, że podjął się (za odpowiednim wynagrodzeniem), zorganizowania zamachu na prezydenta Egiptu Anwara Sadata oraz króla Maroka Hassana II. W pierwszym przypadku zleceniodawcą był ówczesny szef KGB, Jurij Andropow, w drugim H. Bumedien. Rosjanie obiecywali dużo. Za głowę A. Sadata ofiarowali ponoć 5 mln USD [16]. Egipski przywódca zginął w październiku 1981 r., ale bez jakiegokolwiek udziału Carlosa. Bracia Muzułmańscy, którzy wykonali zamach na prezydenta Egiptu, byli w tym czasie dość blisko związani z konkurentem Carlosa – Palestyńczykiem Abu Nidalem, który również brał pieniądze od KGB.

Schyłek

Na przełomie lat 70. i 80. Carlos często przebywał również w niektórych europejskich krajach socjalistycznych. W 1979 roku, kilka miesięcy spędził na Węgrzech. Często gościł na bułgarskich plażach i w samej Sofii. Według półoficjalnych danych, znacznie rzadziej odwiedzał Czechosłowację, aczkolwiek zarówno on, jak i współpracujący z nim terroryści, chętnie posługiwali się czeskimi pistoletami maszynowymi Scorpion, jak i semtexem, skądinąd znakomitym materiałem wybuchowym. Z kolei jednak jego brat Lenin jak też żona Carlosa – Magda Kopp, byli częstymi gośćmi czeskich uzdrowisk [17].

Dość zagadkowo wygląda natomiast współpraca Carlosa i jego grupy z osławioną wschodnioniemiecką Stasi. Ortodoksyjny komunista – Erich Mielke (członek wschodnioniemieckiego Politbiura i bliski współpracownik a według niektórych politologów, też konkurent Ericha Honeckera, formalny szef politycznej milicji NRD), co najmniej trzykrotnie użył Carlosa do przeprowadzenia wspólnie z działającą w RFN FCA – porwań polityków i biznesmenów. Trzeba dodać, że część grupy Carlosa, włącznie z wymienioną M. Kopp – wywodziła się właśnie z FCA. Z kolei jednak zastępca E. Mielkego, generał Marcus Wolf (szef wywiadu zagranicznego Stasi) – po prostu pogardzał Carlosem. M. Wolf, który miał opinie najbardziej inteligentnego z szefów wschodnich wywiadów, mógł się ze swoim formalnym szefem zupełnie nie liczyć [18]. Stały za nim bowiem ogromne sukcesy i J. Andropow. M. Wolf uważał Carlosa za zwykłego, bardzo szkodliwego bufona. Stąd, mimo usiłowań E. Mielkego – nie doszło do permanentnej współpracy Carlosa ze strukturami Stasi. M. Wolf – przy pomocy różnych intryg „sprzedał” Carlosa Polakom, a jak się później okazało – Polacy, dość naiwnie podjęli z nim współpracę.

Carlos oficjalnie był w Polsce tylko raz w 1981 r. zaledwie trzy dni, jednak nieoficjalnie, wcześniej bywał u nas już co najmniej kilka razy. W naszym kraju kontaktował się ze szkolącymi się tutaj Kubańczykami oraz arabskimi kandydatami na pilotów wojskowych. Z tymi ostatnimi w Radomiu [19]. Polskę traktował też, jako swego rodzaju kraj względnie bezpiecznego wypoczynku. Musiał sobie zdawać jednak sprawę, że takie kraje jak Polska, Węgry i Czechosłowacja nie są wolne od penetrujących różne dziedziny życia, zachodnich służb specjalnych. Nad Wisłą działał również na dużą skalę, człowiek, z którym Carlos wyraźnie rywalizował w terrorystycznym światku. Chodziło o Palestyńczyka A. Nidala, który nie tylko w Polsce, ale również w Czechosłowacji, całymi miesiącami mieszkał pod ochroną polskich służb specjalnych, wykorzystując przy tym najlepsze hotele z dostępnych w latach 1970’. Oprócz tego prowadził interesy biznesowe, m.in. handel polską bronią. Dużym wstrząsem dla wszystkich, był w tej sytuacji nieudany zamach na Abu Nidala, przeprowadzony w ekskluzywnym warszawskim hotelu „Victoria”. Ze strzelaniny w apartamencie tego hotelu A. Nidal wyszedł cało, zginęło natomiast jego dwóch współtowarzyszy i zarazem ochroniarzy. Podejrzewano wtedy, przynajmniej początkowo, że za zamachem mogła kryć się grupa Carlosa. Później okazało się jednak, że napastnikami byli agenci Mossadu. Zamach na A. Nidala był obiektywnie faktycznym kresem dość luźnej współpracy Szakala z polskimi służbami specjalnymi [20]. Obie strony musiały dojść do wniosku, że są dla siebie raczej nieprzydatne.

Carlos unikał Rumunii, mimo, że jego ludzie szkolili agentów Securitate. Niechęć do pobytu w tym kraju wynikała z faktu, że Nicolae Causescu i M. Kadafi blisko ze sobą współpracowali. Carlos obawiał się, że „wielki Nicolae” może go po prostu oddać w ręce libijskiego pułkownika. Ten wyraźnie Carlosa nie lubił i nie miał zupełnie poczucia humoru. W 1981 r. Carlos zamienił Bagdad na Damaszek. Ówcześnie oddał Hafezowi Asadowi kilka bardzo cennych przysług. Wyeliminował bowiem osobiście lub pośrednio z kręgów żyjących, kilku jego politycznych przeciwników – najczęściej tych mieszkających w Europie. Mordował na terenie Niemiec i Francji. Bał się jednak przebywać na terenie tych państw dłużej niż kilka dni. Zazwyczaj przygotowywał zamachy, wykonywał je i wyjeżdżał natychmiast na Węgry lub do Bułgarii [21].

Dziwną, ale prawdziwą jest sytuacja, że europejskie państwa socjalistyczne były w początkach lat 1980’, silnie naciskane przez ZSRR, żeby pozbyć się terrorysty z ich terytorium. Mimo to, aż do roku 1985 mógł dość swobodnie poruszać się na terytorium Węgier. 21 lutego 1981 r. natomiast, grupa Carlosa dokonała zamachu na rozgłośnię RWE w Monachium. Sam terrorysta, kierował tym zamachem z terytorium Bułgarii. W lutym 1982 r. kierowana przez niego grupa, przygotowywała zamach na nieprzychylną prezydentowi Syrii redakcję gazety „Al-Watan Al Arabi" w Paryżu. Jednak wskutek nieostrożności, część przygotowujących zamach terrorystów, została aresztowana przez francuskie służby specjalne. W grupie aresztowanych była też M. Kopp – żona Carlosa. On sam, w liście otwartym do ówczesnego ministra spraw wewnętrznych Gastona Deferre, zażądał zwolnienia aresztowanych [22]. Gdy rząd francuski odmówił, grupa Carlosa dokonała kilku spektakularnych zamachów przeciwko Francji. Podłożono bombę w superekspresie TGV oraz 16 kwietnia zamordowano w Bejrucie urzędnika ambasady francuskiej. Przeprowadzono też kolejny udany zamach na redakcję „Al-Watan Al Arabi". Wreszcie, latem 1983 r. wybuch bomby zniszczył Francuski Ośrodek Kulturalny w Berlinie Zachodnim.

Mimo tych – niejednokrotnie widowiskowych akcji, gwiazda Carlosa bladła. On sam, coraz częściej tylko przygotowywał kolejne zamachy, a na pierwszej linii terroru działali inni ludzie. Było ich jednak coraz mniej. Z biegiem czasu, Carlos był coraz bardziej uzależniony od logistycznego i operacyjnego wsparcia węgierskich służb specjalnych lub słabo rozbudowanych w Zachodniej Europie, służb syryjskich. Jednak Rosjanie mieli w tym okresie do niego stosunek coraz bardziej nieprzejednany. Doprowadzili do narady służb specjalnych krajów socjalistycznych w Berlinie pod koniec 1981 r. Na tym posiedzeniu wymogli na swoich przymusowych sojusznikach czy raczej satelitach, cofnięcie wszystkich przywilejów, jak również prawa wjazdu. Eldorado Carlosa bezpowrotnie się skończyło. Wprawdzie bywał jeszcze w 1985 r. na Węgrzech, ale wtedy po raz ostatni. Przestrzeń, w której mógł się poruszać, była coraz bardziej ograniczona. Po 1985 r. przebywał prawie wyłącznie w Damaszku, tylko od czasu do czasu pojawiając się w Libanie lub Jemenie [23]. Wywiad francuski SDE-CE, przy wsparciu Mossadu i Szin Bettu, dość wnikliwie monitorował miejsca jego pobytu oraz słabnącą działalność. Jego grupa, która w połowie lat 80. liczyła jeszcze ok. 10–15 osób, zaczęła się rozsypywać. Co prawda, dołączyła do niego w Damaszku M. Kopp, która w międzyczasie odbywała czteroletni wyrok we Francji, a z którą terrorysta zawarł wcześniej związek małżeński, ale odeszli z kolei od niego wszyscy ci, którzy orientowali się na S. Husajna. Jego gwiazda stosunkowo szybko gasła. Syryjski prezydent, który gościł go w swoim kraju, przynajmniej w tym okresie, pragnął być uważany za demokratę i polityka cywilizowanego. W związku z tym, w 1990 roku, Carlos chciał zamienić Damaszek na Algier lub Oran, jednak jego dawny opiekun i protektor – H. Bumedien już nie żył. Kolejny w tym czasie prezydent Algierii – Szadli Bendżedid, nie wykazał żadnego entuzjazmu dla koncepcji osiedlenia się „króla terrorystów” w jego państwie. Carlos musiał zatem z algierskiego lotniska odlecieć z powrotem [24]. W roku 1991, Syria przyłączyła się do koalicji antyirackiej, a jej wojska wzięły udział wspólnie z amerykańskimi, francuskimi i innymi, w operacji „Pustynna Burza". Prawdopodobnie w tym czasie I. Ramirez przebywał już na stałe w Sudanie, który stał się ostatnim jego schronieniem.

Francuskim targiem

W okresie 1991–1994 nie słyszano już o kolejnych wyczynach znanego terrorysty. Prawdopodobnie wycofanie się z działalności, było warunkiem w miarę spokojnej egzystencji. Jednak Francuzi nie dali za wygraną. Sudan, państwo zacofane, potrzebował znaczącej pomocy technicznej i ekonomicznej. Wtedy, z tego właśnie powodu, Sudańczycy, po prostu wydali Carlosa Francuzom. A może lepiej byłoby powiedzieć – sprzedali. Tym bardziej, że już w tym czasie w Sudanie, coraz silniejszy był nurt ortodoksyjnie islamistyczny, a Carlos, przebywając w Chartumie, ostentacyjnie wyprawiał alkoholowe libacje, co było sprzeczne z doktryną islamu. Prawdopodobną sumą, za jaką wydano Carlosa Francuzom, to równowartość ok. 10 mln USD w sprzęcie medycznym i laboratoryjnym [25].

Wiosną 1994 r. I. Ramirez stanął po raz kolejny na francuskiej ziemi. Tym razem jednak w kajdankach. W sierpniu 1994 r. rozpoczął się jego proces. W pierwszej jego fazie odpowiadał tylko za potrójne zabójstwo z czerwca 1975 r. z Rue Toulier. Było to ewidentne morderstwo i francuski, bardzo drobiazgowy wymiar sprawiedliwości, nie miał większych trudności z przeprowadzeniem postępowania dowodowego. W rezultacie został skazany na karę dożywotniego więzienia. Dlaczego sądzono go wtedy tylko za sprawę sprzed 20 lat?

Prawdopodobnie po to, żeby w tej jednoznacznej sprawie uzyskać wyrok skazujący i mieć potem dużo czasu. Na tyle dużo, żeby drobiazgowo przygotować kolejne procesy. Francuzi okazali się konsekwentni. Przeprowadzono kolejny proces, w którym I. Ramirez po raz drugi został skazany na karę dożywotniego więzienia. Wprawdzie w toku tego długiego procesu, nie zabrakło lirycznego wątku w postaci ślubu terrorysty ze swoja obrończynią, znaną adwokatką Izabelle Coutant-Pere, ale terrorysta poniósł porażkę. Musi zostać oczywiście postawione pytanie, czy zainteresowany rozwiódł się ze swoja bardzo znaną poprzednią małżonką?

Otóż okazało się, że cywilny ślub tej pary, zawarty w Budapeszcie był nieważny, bo M. Kopp była w czasie jego zawierania, formalną mężatką [26].

Bez ostatniego rozdziału?

Skazany llich Ramirez – Carlos odbywa obecnie podwójny dożywotni wyrok. Francuzi nie są skłonni do uchylenia rąbka tajemnicy i nie odpowiadają na pytania, czy wkrótce odbędą się kolejne procesy tego terrorysty. Zresztą opinia publiczna powoli o nim zapomina. Nie widać też absolutnie żadnych sił politycznych, które byłyby zainteresowane podjęciem próby jego uwolnienia. Ta formuła terrorystyczna, w której dominowała osoba Carlosa, odeszła już w niebyt. Epoka lat, w których porywano samoloty i strzelano nagminnie do polityków, z wolna przemija. Zupełnie inaczej wygląda też dzisiaj system ochrony polityków, obiektów, jak również ludzi interesu. Zapewne trudniej byłoby dziś działać Carlosowi i jego ludziom. Terrorysta do wynajęcia nie jest już specjalnie potrzebny [27].

Reżimy dyktatorskie, według formuły lat 1970’, odeszły już w polityczny niebyt, a te, które funkcjonują, czyli Korea Północna, Iran czy w dalszym ciągu Syria, rządzona przez Assada juniora, uprawiają raczej terroryzm państwowy. Natomiast terroryzm islamski, w którym formuła ideologiczna jest podstawową, naśladuje terroryzm z lat 1970’ tylko w formule stosowania przemocy i wywoływania strachu. Dlatego powinniśmy pozostać w przekonaniu, że Carlos i jego dzieje są już tylko zjawiskiem historycznym, z którego powinno się wyciągnąć odpowiednie wnioski. Chociaż Carlos żyje nadal... a są na świecie jeszcze ludzie, którzy chcieliby go naśladować.

Terroryzm oparty na pozornie lewicowej czy lewackiej ideologii był elementem świata dwubiegunowego. Związek Radziecki w epoce Leonida Breżniewa, traktował tę formułę jako jeden z wielu elementów walki ze światem zachodnim. Grupy terrorystyczne i poszczególni terroryści w praktyce szybko stawali się natomiast swego rodzaju najemnikami poszczególnych dyktatorów. Zamiar polityczny ówczesnych radzieckich polityków i kierowników pionu służb specjalnych, aby osłabić zachód również przy pomocy terrorystów, szybko się przewartościował. Terroryści kosztowali dużo, a ich działalność powodowała raczej konsolidację świata zachodniego niż spodziewane, tendencje odśrodkowe. Ponadto terroryści, stawali się bardzo szybko niesterowalni. Skoro znajdowali oparcie nie tylko w państwach bloku wschodniego, ale również u licznych hojnych dyktatorów, szybko zaczynali działać na zasadzie, że są po prostu ludźmi do wynajęcia. Z jednym wyjątkiem. Praktycznie wszyscy terroryści schyłku XX wieku, dość szybko przestawali działać przeciwko Izraelowi i jego obywatelom. Izraelczycy po prostu zabijali terrorystów. A ci chcieli żyć i to na wysokiej stopie zamożności, czego Carlos, Abu Nidal i inni, byli bardzo dobrymi przykładami. Dopiero epoka islamskiego fanatyzmu przyniosła zmiany. Dzisiejsze pokolenie islamskich ortodoksów nie boi się śmierci, czego dowodem są bardzo liczne zamachy samobójcze.

Pozostaje otwartym pytanie, czy działalność Carlosa-Szakala i jego grupy, wpłynęła na terroryzm dnia dzisiejszego. Niewątpliwie w jakiś sposób tak. Tym bardziej, że emerytowani terroryści byli też instruktorami w obozach i bazach szkoleniowych zarówno Al-Kaidy jak też innych współczesnych organizacji terrorystycznych. Sam Carlos, spotkał się po raz pierwszy z młodym Osamą Bin Ladenem w Libanie w roku 1975. To spotkanie nie miało jednak żadnego dalszego logicznego ciągu. Ale Carlos i jemu podobni, na pewno nie są wzorcami do naśladowania dla talibów i mudżahedinów islamskich. Podobnie, jak ci ostatni, nie będą już za kilkanaście lat żadnymi wzorcami dla cyberterrorystów nadchodzącej epoki. Sytuacja powtarza się zresztą prawie zawsze. Brutus, Kasjusz, Kaska i kilku innych, mordowali Juliusza Cezara, bo bali się jego idei, nowych prądów, które ten wybitny polityk reprezentował. Terroryści spod znaku „Czarnej ręki” strzelali do arcyksięcia Ferdynanda nie ze względu na niego samego, tylko dlatego, że był symbolem państwa, którego ideologii i polityki oni nie rozumieli. Z tych samych praktycznie powodów, skutecznie strzelał do pierwszego prezydenta Polski nijaki Eligiusz Niewiadomski – również terrorysta. Tym razem ultrakatolicki. Miejmy nadzieję, że w obecnych i przyszłych czasach, będzie jak najmniej, tak rozwiniętych historii postaci terrorystów...

Fot. entellektuel.s4.bizhat.com

Bibliografia
R .Aron .Pokój i wojna miedzy narodami.CAS.Warszawa.1995.
Follain J .Carlos. ”Szakal ”Czerwony terrorysta.Alfa-Wero.Warszawa.1999.
Historia polityczna Dalekiego Wschodu.1945-1976.PWN.Warszawa.1986.
Januła .E .Carlos.- Król terroryzmu./w/ Trybuna.nr125.Warszawa.29.05.1998
Januła .E .Manowce terroryzmu./w/Trybuna nr.204 Warszawa.,.24.08.2001.
Januła .E Marcus Wolf. .Portret arcyszpiega./w/Dziś.Warszawa.06/2003
Kamiński .R .Pleśniak .R .Szkoła zbrodni./w/Wprost.Warszawa.nr.15/201/3/1572
Karolkiewicz .M .Narzeczona terrorysty Carlosa./w/Przegląd.Warszawa.nr.4/2002.
Kopp .M .Die Terorjahre Mein Leben an der Seiten Carlos.Koeln.2004
Mc .Elvoy .A. Marcus Wolf. Człowiek bez twarzy.Prima.Warszawa.1999.
Salas .A .Ja terrorysta.PWN.Poznań.2012.

__________________________________
1. E. Januła: Carlos –Król terroryzmu. W: „Trybuna.”, 29.05.1998r. Warszawa, nr 125
2. Wyjaśnienie: Najbardziej znane z serii pozycji nt. J .Bourne’a jest ‘Tożsamość Bourne’a oraz Krucjata Bourne’a. Wszystkie pozycje są wydane również w języku polskim przez wyd. Amber.
3. E. Januła: Carlos –Król terroryzmu. W: „Trybuna.”, 29.05.1998r. Warszawa, nr 125
4. J. Follain: Carlos ”Szakal” Czerwony terrorysta. Warszawa 1999r., s. 35-38
5. M. Kopp: Die Terrorjahre Mein Leben an der Seiten Carlos. Koeln 2004r., s.51-56
6. A. Salas: Ja terrorysta.. Poznań. 2012r., s.104
7. J .Fallain: op. cit., s. 234-136
8. E. Januła: Carlos – Król terroryzmu. W: „Trybuna”. 29.05.1998r. Warszawa, nr 125
9. E. Januła.: Manowce terroryzmu. W: „Trybuna“. 24.08.2001r. Warszawa, nr 204
10. J. Fallain: op. cit., s.144-146
11. Ibidem., s.167-172
12. E. Januła: Manowce terroryzmu. W: „Trybuna“, 24.08.2001r. Warszawa, nr.204
13. Szerzej: J. Follain, op. cit., s.167-183.
14. R. Aron. Pokój i wojna miedzy narodami..Warszawa.1995.s.91-96
15. E. Januła: Carlos – Król terroryzmu. W: „Trybuna.”, 29.05.1998r. Warszawa, nr 125
16. Szerzej: J. Follain, op. cit., s. 211-219
17. M. Kopp: op. cit., s.131-136
18. E. Januła: Marcus Wolf – Portret arcyszpiega. W: „Dziś”. Warszawa, nr.6/2003, s.104-111,
 Por. A. Mc. Elvoy: Człowiek bez Twarzy. Warszawa 1999, s.198 i nast.
19. R. Kamiński, R. Pleśniak: Szkoła zbrodni. : „Wprost”. Warszawa, nr 15/2013/1572
20. M. Karolkiewicz: Narzeczona terrorysty Carlosa. : „Przegląd”. Warszawa, nr 4/2002
21. E. Januła: Carlos – Król terroryzmu. W: „Trybuna.”, 29.05.1998r. Warszawa, nr 125
22. M. Kopp: op. cit., s.189 i nast..
23. A. Salas: op.cit, s.206
24. E. Januła: Carlos – Król terroryzmu. W: „Trybuna.”, 29.05.1998r. Warszawa, nr 125
25. Ibidem.
26. Szerzej: M. Kopp: op. cit., s.234 i nast.
27. E. Januła: Manowce terroryzmu. W: „Trybuna“, 24.08.2001r. Warszawa, nr.204

Ilichem
Czytany 5069 razy