piątek, 25 lipiec 2014 06:05

Eugeniusz Januła: Ile Łukaszenko ma czołgów?

Oceń ten artykuł
(7 głosów)

Belarustanksgeopolityka  dr Eugeniusz Januła

Oczywistym było i w dalszym ciągu jest aktualnym teza, że siły zbrojne każdego państwa są emanacją jego siły i znaczenia na świecie. Znane jest powszechnie pytanie Józefa Stalina „Ile dywizji ma papież?” Oczywiście współczesne państwo dysponuje wieloma atrybutami swojej siły i suwerenności, przy czym na czołowej pozycji, musi być uwzględniany potencjał ekonomiczny i technologiczny. 

Armia, mimo że w państwie demokratycznym powinna schodzić nieco na drugi plan, to w państwie o cechach autorytarnych, jakim niewątpliwe jest współczesna Białoruś, pozostaje, obok innych „siłowych” formacji, elementem pierwszoplanowym. O samym prezydencie Białorusi Aleksandrze Łukaszence, w mediach jest bardzo głośno. Można nawet zaryzykować twierdzenie, że jest on dużo bardziej znany niż jego macierzyste państwo. Natomiast, niewiele informacji dociera do opinii publicznej w temacie sił zbrojnych Białorusi, chociaż stanowią one poważną komponent państwa białoruskiego.

W powojennej historii ZSRR, Białoruś stanowiła, pod względem militarnym, bezpośrednie zaplecze wojsk Układu Warszawskiego, stacjonujących, na obszarze NRD, Czechosłowacji i Polski. Białoruski okręg wojskowy rozwijał na czas hipotetycznej wojny trzy armie ogólnowojskowe i jedną pancerną. Na tym terenie stacjonowała także jedna armia lotnicza i dwie dywizje wojsk obrony powietrznej. W czasie, kiedy ZSRR rozpoczął wycofywanie swoich wojsk z obszaru dotychczasowych państw sojuszniczych w latach 1990’, część tych oddziałów znalazła tymczasową lokalizację właśnie w białoruskim okręgu wojskowym. Takie miasta jak Baranowicze, Kobryń, Witebsk czy też stołeczny Mińsk dosłownie pękały w szwach od nadmiaru żołnierzy i oficerów. Około czterech lat potrzebowało upadające mocarstwo radzieckie na redukcję i dyslokację swoich wojsk w nowej rzeczywistości. Również świeżo niepodległa Białoruś odziedziczyła wielki a zarazem kosztowny spadek po ZSRR.

Formalnie niepodległa Białoruś na początku swojej drogi państwowej znalazła się z wielką, prawie 240-tysięczną armią, której potrzeby znacznie przekraczały możliwości ekonomiczne, jak i demograficzne młodego państwa. W odpowiedzi na ten stan podjęto decyzję o redukcji oraz próbie rekonwersji części wojskowej kadry zawodowej. Pierwszy okres niepodległości państwa białoruskiego, czyli lata 1991–1994 to czas, kiedy Białoruś prowadziła politykę odśrodkową wobec Federacji Rosyjskiej i kierowanej przez Moskwę Wspólnoty Niepodległych Państw. Mińsk nie podpisało początkowo układu z Taszkientu, który prowadził do zacieśnienia współpracy wojskowej WNP. Domagał się także w tym czasie, niejednokrotnie w ostrej formie, usunięcia ze swego terytorium strategicznych broni Federacji Rosyjskiej.

Moskwa skwapliwie wycofała 12 nowoczesnych pocisków balistycznych RS-12-Topol M, na których były zamontowane wielkie głowice jądrowe. Jednak już ewakuacja rakiet średniego zasięgu klasy SS-23 oraz operacyjnych „Łun” i „Toczek”, odbywała się niezmiernie wolno. Po elekcji A. Łukaszenki proces ten uległ dalszemu spowolnieniu. W efekcie Rosjanie wywieźli tylko głowice nuklearne, pozostawiając konwencjonalne i prawdopodobnie chemiczne oraz same rakiety. Białoruski prezydent spowodował również zwolnienie procesu redukcji białoruskiej armii, chociaż ekonomika kraju zmusiła go jednak do kontynuacji tego procesu. Zresztą sami Rosjanie, na których przysłowiowym „garnuszku” funkcjonowała i wciąż funkcjonuje białoruska armia, wymogli też dalszy proces reformy i redukcji ilościowej.

Po dokonaniu reform, białoruska armia to obecnie w wojskach lądowych trzy „szkieletowe” korpusy armijne, które na czas pokoju funkcjonują organizacyjnie, jako okręgi wojskowe. W strukturze każdego okręgu-korpusu znajduje się po pięć brygad zmechanizowanych. Do tego dochodzą jednostki nie podporządkowane okręgom, czyli samodzielna dywizja zmechanizowana, brygada powietrznodesantowa, dywizja artylerii mieszanej, dwie brygady rakiet operacyjno-taktycznych oraz środki przeciwlotnicze i przeciwpancerne. Wymienione wyżej związki taktyczne stanowią wojska pierwszego rzutu.

Ponadto każdy okręg, na bazie dwóch baz sprzętu bojowego, rozwija kolejne dwie brygady. Specjaliści oceniają białoruskie brygady zmechanizowane bardzo wysoko. Są one stawiane nawet wyżej niż analogiczne rosyjskie. Tak wysoka ocena wynika z faktu, że każdą brygadę stanowią nie trzy, ale cztery bataliony: dwa zmechanizowane i dwa pancerne. Białoruskie brygady, oprócz potencjału, posiadają również bardzo ofensywny charakter, dzięki nasyceniu związkami pancernymi. W czasie pokoju urzutowane są do stanów 65% ludzi, co też stawia te związki taktyczne na bardzo wysokim szczeblu przygotowania. Sprzęt, jakim dysponują wojska lądowe Białorusi do szczególnie nowoczesnych jednak już nie należy. Tym niemniej jest konserwowany i stale, bazując na rosyjskiej logistyce wojskowej – remontowany.

Białoruś posiada aż 1800 czołgów. Przeważają oczywiście doskonale u nas znane T-72M, ale jeden batalion dysponuje już najnowocześniejszymi rosyjskimi T-90, które na międzynarodowych pokazach i zarazem targach sprzętu wojskowego w Katarze otrzymały najwyższe oceny ekspertów. Przypuszcza się, że co roku jeden batalion będzie wymieniał swoje T-72 na nowe T-90. Białoruś posiada również prawie 2 tys. bojowych wozów piechoty i transporterów opancerzonych, a więc prawie 2,5 razy więcej niż Polska. Są wśród nich zarówno przestarzale już BTR-60, ale także nowoczesne BTR-80 i BTR-D. Ponadto oczywiście gąsienicowe BWP-1 i BWP-2. Zwraca także uwagę ogromna liczba aż 600 dział samobieżnych różnych klas i typów, takich jak „Goździk”, „Akacja”, „Hiacynt” oraz prawie 200 dział ciągnionych. Uzupełnieniem są wyrzutnie artylerii rakietowej różnych typów, których jest aż 400 – ze słynnymi „Gradami” na czele oraz tyleż samo wyrzutni pocisków przeciwpancernych, nie licząc oczywiście ręcznych klasy RPG-7 i 16. W tym kształcie są to wojska sensu stricto bojowe. W ośrodku szkolenia, który stanowi odrębną strukturę, nieustannie odbywa się szkolenie rekrutów i rezerwistów. Kadrę 72. Ośrodka Szkolenia, stanowi aż 3600 żołnierzy wobec 3500 szkolonych w pięciomiesięcznych turnusach. Ta proporcja powinna zapewniać bardzo dobre wyniki i wysoki poziom wyszkolenia.

Wojska lotnicze, to drugi, aczkolwiek relatywnie mniejszy od lądowych, filar militarnego zaplecza Białorusi. To również szkolone dawniej w myśl norm i regulaminów radzieckich, a obecnie rosyjskich, lotnictwo wojskowe. Po licznych reorganizacjach i reformach oraz znaczących redukcjach, Białoruś posiada obecnie dziewięć wielkich baz, które de facto są odpowiednikami rozwiniętych pułków lotniczych. W linii, siły białoruskie dysponują dziś prawie 250 maszynami, z czego 130 to Mig-29 różnych mutacji. Co warto odnotować, biorąc pod uwagę, że tylko 8 z naszych polskich z 50 analogicznych maszyn lata – wszystkie białoruskie samoloty, bardzo wysoko oceniane jako typ, latają i znajdują się w stałej dyspozycji. Białoruś posiada też ok. 30 maszyn klasy SU-27. Mimo, że to samoloty pierwszej mutacji, uważane są za jedne z najlepszych na świecie. Cieszą się one opinią znacznie bardziej sprawnych od amerykańskich F-15 późnych mutacji. Pozostałe samoloty to starsze już modele MiG-23 i SU-22 S (uwaga SU-22.S to samolot myśliwski). Białoruś dysponuje również około 120 samolotami szturmowymi typów SU-24 i SU-25. Szczególnie ta pierwsza maszyna jest uważana za bardzo udany model i jest uważana za „konia roboczego” rosyjskiego i białoruskiego lotnictwa.

Białorusini od 7 lat nie używają już samolotów SU-22M, który w Polsce nadal pozostają podstawową maszyną szturmową. Siły powietrzne uzupełnia około 80 śmigłowców szturmowych Mi-24 i 12 nowoczesnych Mi-28. Warto zauważyć, że Białoruś dysponuje również liczącym się transportowym lotnictwem wojskowym. Są to uznawane za bardzo dobre maszyny typu Ił-76 oraz Antonow-12, 24 i 26. Ocenia się, że, mimo iż wszystkie samoloty są utrzymywane w gotowości, nie wszystkie jednak latają. Dzieje się tak po pierwsze ze względów ekonomicznych, a po drugie – Białorusi zwyczajnie brakuje wyszkolonych pilotów. Dopiero w ostatnim okresie Rosjanie „wypożyczyli” swojemu sojusznikowi około 40 lotników – zarówno pilotów, jak i operatorów radarów na samolotach SU-27. Wojska rakietowe wyposażone są w znane i u nas typy rakiet przeciwlotniczych. Tyle tylko, że Białorusini zlikwidowali już 5 lat temu zupełnie przestarzałe SA-2 oraz Wołchowy. Utrzymują natomiast rakiety SA-3 Newa, SA-5 Wega (S-200) oraz bardzo nowoczesne S-300 Tych ostatnich posiadają prawdopodobnie 16 trójrurowych zestawów. Białoruś dysponuje ponadto prawdopodobnie 11 zestawami przeciwlotniczymi klasy Buk. Są to bardzo nowoczesne i celne rakiety, używane do obrony wojsk w marszu, jak również bezpośrednio na polu walki. Praktycznie system przeciwlotniczy Białorusi, pozostaje najbardziej zintegrowany z analogicznym rosyjskim. Wojska radiotechniczne wchodzące w strukturę tego systemu dysponują około 130 radarami, w tym bardzo nowoczesnymi klasy Kolczuga-3. Sądzi się, że białoruskie (rosyjskie) radary z rejonów Brześcia mogą prowadzić rozpoznanie radiolokacyjne na głębokość około 180 km od granic państwa. Dalej ich możliwości ogranicza krzywizna ziemi.

Obok sił zbrojnych sensu stricte, Białoruś dysponuje również stosunkowo silnymi wojskami obrony pogranicza. Tu, zgodnie z podpisanymi porozumieniami, integracja z Federacją Rosyjską jest prawie zupełna. Granica między FR a Białorusią pozostaje otwarta – bez szlabanów, jak w strefie Schengen. Natomiast granica białorusko-polska, strzeżona jest nader dokładnie. Wojska ochrony pogranicza pełnią też w swoich strefach działania role milicyjne i dozorujące.

Białoruś nie narzeka na brak rezerwistów, mimo że ci ostatni dość szybko się starzeją. Mimo to, na chwilę obecną Białoruś dysponuje prawie 180 tys. przeszkolonych żołnierzy w rezerwie. Pewien problem stanowi deficyt kadry oficerskiej, ale tu jak zwykle pomocą służy Rosja. Szacuje się, że obecnie na Białorusi przebywa tylko 4 tys. żołnierzy rosyjskich. Połowa z nich służy w dwóch rosyjskich bazach. Jedna z nich, to wielka instalacja radiolokacyjna w rejonie Baranowicz, a druga znacznie mniejsza – to centrum łączności marynarki wojennej Federacji Rosyjskiej w Wilejce. Pozostali Rosjanie pełnią rożne funkcje instruktorskie w poszczególnych rodzajach sił zbrojnych Białorusi oraz sztabie generalnym tego państwa. Przez Rosjan jest też zdominowany białoruski wywiad wojskowy, który jest praktycznie placówką filialną GRU.

Mimo wycofania przez Rosję pocisków strategicznych z terenu Białorusi, stanowiska startowe tj. silosy dla rakiet „Topol-M” oraz platformy startowe „Korona” dla pocisków starszych typów są utrzymywane i konserwowane. Rosjanie partycypują też w kosztach utrzymania trzech dużych baz lotniczych, które są traktowane, jako wspólne dla często goszczącego tam rosyjskiego a także białoruskiego lotnictwa. Trudno obiektywnie ocenić współpracę sztabową, ale nie ma większych wątpliwości, że to Rosyjski Sztab Generalny jest swego rodzaju mózgiem, a jego odpowiednik w Mińsku tylko czymś w rodzaju pomocnika.

W praktyce nie można oceniać potencjału militarnego Białorusi bez uwzględnienia jej bardzo ścisłej współpracy i daleko idącej zależności od Rosji. Gdyby jednak przestawić sumarycznie potencjały wojskowe naszego kraju i Białorusi, to ta ostania, bez względu czy się to komuś podoba, czy nie – dysponuje wyraźną przewagą militarną. Tak też przedstawia to w swoich analizach zarówno Londyński Instytut Badań Strategicznych, Szwedzki Instytut Badań Nad Pokojem oraz inni niezależni analitycy.

Białoruś oczywiście jest mniejsza zarówno pod względem terytorialnym, jak i demograficznym. Porównania ekonomiczne są jeszcze mniej dla niej korzystne. Mimo to utrzymuje większą, liczniejszą i lepiej uzbrojoną armię. Niektórzy próbują tu czynić porównania do sytuacji na Półwyspie Koreańskim, gdzie potencjał militarny głodującej Korei Północnej wielokrotnie przewyższa analogiczny, bogatej przecież i bardzo rozwiniętej ekonomicznie i technologicznie Korei Południowej. Na szczęście A. Łukaszence niezmiernie daleko do Kim Dzong Una – mimo, że oczywiście konstytucyjnie sprawuje funkcję naczelnego dowódcy sił zbrojnych swojego kraju. Tym samym jego ambicje z natury rzeczy muszą posiadać ograniczony charakter. Oznacza to, że ryzykownym byłoby użycie armii do tłumienia ruchów odśrodkowych.

Białoruscy wojskowi zawodowi, jak i białoruscy żołnierze z poboru chwalą sobie służbę wojskową. Daje ona bowiem liczne przywileje materialne. W tym sensie prezydent A. Łukaszenko może liczyć na poparcie, wsparte jeszcze antyzachodnim nacjonalizmem. Przy rozważaniu natomiast aspektu geopolitycznego nie można zapomnieć, o czym doskonale wiedzieli zarówno Stefan Batory, Napoleon Bonaparte a także nijaki Adolf Hitler, a z drugiej strony Aleksander Suworow, Michaił Kutuzow, Michaił Tuchaczewski i Giergij Żukow, że właśnie poprzez Białoruś i słynne operacyjnie „wrota smoleńskie” wiedzie najkrótsza i najbardziej dogodna droga do Moskwy, ale też do Europy Zachodniej. Ta cieśnina operacyjna nie straciła na znaczeniu, mimo epoki rakietowej z jednej strony oraz niepodważalnego faktu że znaczna część błot poleskich została słusznie czy nie, osuszona...

Fot. topnews360.tmcnet.com

Czytany 7543 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 30 październik 2014 00:04