środa, 18 czerwiec 2014 10:59

Eugeniusz Januła: BRICS w procesie globalizacji

Oceń ten artykuł
(7 głosów)

bricsn2  dr Eugeniusz Januła

Współczesny świat jest w politycznym pojęciu, strukturą ewolucyjną. Dominującą obecnie, jak też w perspektywie, tendencją jest postępująca coraz szybciej globalizacja. W ramach tego procesu, obok oczywistych też tendencji odśrodkowych, występują zarówno regionalnie jak też i globalnie próby tworzenia i doskonalenia nowych, ponadnarodowych struktur politycznych i ekonomicznych. Jedną z najpoważniejszych, a mimo to mało znanych, jest BRISC.

15 kwietnia 2010 r., podczas kolejnego spotkania szefów państw grupy BRIC, do uczestników spotkania dołączył prezydent Republiki Południowej Afryki Jacob Zuma. W tym momencie de facto, grupa wielkich państw, którą od 2006 r. określano tylko czteroma literami, została powiększona o kolejnego uczestnika. Na arenie światowej oraz w strukturach związanych z międzynarodowymi stosunkami gospodarczymi blok ten od tamtej pory zyskał nazwę BRICS.

Po rozpadzie ZSRR i Układu Warszawskiego uległ też likwidacji dotychczasowy, bipolarny układ sił. Pomijając fakt, że układ ten przy wszelkich negatywach, był jednak strukturą, która działała obiektywnie na korzyść światowego bezpieczeństwa, to jednak należy podkreślić, że polityka nie znosi, co już wielokrotnie praktycznie dowiedziono – pustki politycznej. Tym samym przestrzeń ta musiała zostać w naturalny sposób wypełniona. Dla Zachodu, w szczególności Stanów Zjednoczonych, głównymi środkami działania, a tym samym walki z przeciwstawnym biegunem był postęp ekonomiczno-technologiczny oraz bardzo szeroko pojęta polityka kulturalna – z dużym naciskiem na sferę wolności słowa, przekonań, swobodnego poruszania się itd. [1]. Natomiast Związek Radziecki, obok sfery ideologicznej, kładł wielki nacisk na próby osiągnięcia przewagi militarnej. W ramach realizacji tej koncepcji toczyły się wojny, takie jak: koreańska, wietnamska oraz szereg konfliktów wojennych w Afryce i Azji. Tu strona wschodnia liczyła, szczególnie w okresie lat 1960’ i 1970’ na pomyślny dla siebie, przebieg procesu narodowowyzwoleńczego, którego podstawowe procesy odbywały się właśnie na tych obszarach [2].

Kilkukrotnie, mimo żelaznego zdawałoby się ucisku, w państwach bloku wschodniego wybuchały masowe rozruchy. Niektóre z nich można zaklasyfikować jako powstania narodowowyzwoleńcze. Niewątpliwie były nimi powstanie węgierskie z 1956 r. czy też tzw. „Praska wiosna” w 1968 r. To wszystko w aspekcie rywalizacji międzysystemowej stawiało ZSRR i skupiony wokół niego metodami przymusowymi blok w wysoce niekorzystnej sytuacji konkurencyjno-konfrontacyjnej.

Swego rodzaju gwoździem do politycznej trumny Związku Radzieckiego i jego bloku polityczno-militarnego była bardziej polityczna niż sensu stricte militarna, koncepcja „gwiezdnych wojen”, którą zapoczątkowano w okresie prezydentury Ronalda Reagana. W kwestii jej realizacji do dziś funkcjonuje kilka poważnych znaków zapytania. Administracja amerykańskiego prezydenta ogłosiła wielki program budowy supernowoczesnych instalacji obronnych. Oczywiście były to w przeważającej mierze bronie typowo ofensywne. Gdyby udało się zrealizować ów zamysł, to rzeczywiście Stany Zjednoczone osiągnęłyby przewagę militarną w takim wymiarze, że najlepszym wyjściem dla Związku Radzieckiego byłoby przysłowiowe „podniesienie rąk do góry”.

Późniejsze wydarzenia biegły już według oczywistego scenariusza. ZSRR jako państwo rozpadł się a jego hipotetyczny substytut: Wspólnota Niepodległych Państw (WNP), formalnie funkcjonuje, ale tendencji dośrodkowych, poza Białorusią i Kazachstanem, raczej nie widać. Sama Rosja, która po okresie drugiej „wielkiej smuty”, czyli okresie jelcynowskim, zaczęła się realnie dźwigać z upadku, choć w niezbyt szybkim tempie, została sprowadzona do roli mocarstwa drugiej klasy, mimo, iż zachowała bardzo poważną część swego potencjału militarnego ze Specnazem i Strategicznymi Siłami Rakietowymi na czele. Rosja zaczęła też bardzo wyraźnie odczuwać wieloletnie zapóźnienia w zakresie takich nowoczesnych technologii jak: atomistyka, informatyka czy głęboka chemia. Oczywiście państwo to dysponowało tymi technologiami, ale zapóźnienia w zakresie najnowocześniejszych rozwiązań ocenia się nawet na ok. 20 lat. Weryfikacją tego stwierdzenia może być m.in. przebieg katastrofy nuklearnej w Czarnobylu, aczkolwiek wykazano przy tej okazji wtedy zupełną indolencję i niedowład organizacyjny.

System bipolarny załamał się dość niespodziewanie. Politolodzy i analitycy przewidywali co prawda upadek Związku Radzieckiego. Nawet Henry Kissinger czy Zbigniew Brzeziński, w swoich koncepcjach nastawiali się na swego rodzaju erozję państwa radzieckiego, jednakże oceniali ten proces na nawet na kilkadziesiąt lat. Oczywiście w procesie tym niemałą rolę miała odegrać Polska [3].

Tymczasem wszystkie procesy międzynarodowe uległy bardzo gwałtownemu przyspieszeniu, powodując wytworzenie się swego rodzaju pustki politycznej, co charakterystyczne jest dla każdego okresu przejściowego. Z drugiej strony przestrzeń polityczna pustki nie tyle nie lubi, ile jej de facto nie akceptuje. Zatem jej wypełnienie musiało być przyspieszone i to poważnie.

Stany Zjednoczone – jedyne mocarstwo o zasięgu globalnym, które pozostało na przysłowiowym placu boju, czy też mówiąc językiem wymienionego już Z. Brzezińskiego – hetmanem na politycznej szachownicy, natychmiast próbowały ustanowić światowy układ sił w pozycji jednobiegunowej. Tu trzeba przypomnieć, że tuż po II wojnie światowej USA także próbowały narzucić światu swego rodzaju Pax Americana. Na przełomie lat 1980’ i 1990’ sytuacja oczywiście nie była analogiczna. Ponadto cechowała się większym dynamizmem. Jednak z drugiej strony ujawniały się wszelkie tendencje odśrodkowe z wojującym islamizmem na czele. Równocześnie uwidoczniły się znane już wcześniej przedziały i podziały polityczne i ekonomiczne.

Stany Zjednoczone wikłając się w wojny w Iraku i Afganistanie, znajdując się jednocześnie od dłuższego czasu w nienajlepszej kondycji ekonomicznej, wynikającej w pierwszej kolejności z rosnącego w astronomicznym tempie wewnętrznego zadłużenia, próbowały przejąć światowe przywództwo. Sojusznicy, przynajmniej ci, którzy reprezentowali odpowiednią siłę ekonomiczną i polityczną, godzili się na to, aczkolwiek bez specjalnego entuzjazmu. Takie państwa jak Australia, oraz tradycyjni sprzymierzeńcy, jak Francja, Wielka Brytania, Niemcy – zdawały sobie bardzo realistycznie sprawę z faktu, iż i one będą musiały na siebie wziąć części globalnych obciążeń. Ponadto państwa wielkie obszarowo i demograficznie postawiły twarde „nie” próbie globalnej dominacji amerykańskiej. Szereg państw takich, jak Brazylia, Chiny czy Rosja nabrały ambicji, aby stać się wielkimi graczami obecnej i przyszłej epoki. To jest właśnie geneza grupy państw, które określamy jako BRICS.

* * *

Trwają spory, kto z polityków czy rzucił hasło, czy też rozpoczął organizowanie tej grupy państw. Wydaje się, że takich polityków, działających w pewnym sensie niezależnie od siebie, było dwóch. Bezsprzecznie pierwszym z nich był i jest Władimir Putin, odgrywający wewnątrz i na zewnątrz tego państwa rolę znacznie większą niż zakreślona przez konstytucję rosyjską, rola prezydencka. Polityk ów stara się konsekwentnie odbudować globalne znaczenie Rosji. Zdaje sobie doskonale sprawę, że jest to zadanie niełatwe i na pewno przekraczające, również czasowo, jego polityczne funkcjonowanie.

Kolejny niemniej ważny polityk, który w pierwszej kolejności przyczynił się do powstania BRIC, a obecnie BRISC, to były już, chiński prezydent, a jednocześnie przewodniczący Komunistycznej Partii Chin – Hu Jintao. Były chiński „gensek” oraz otaczająca go grupa polityczna od wielu lat starają się wywindować Chiny na pozycję numer 1 na świecie. Koncepcja awansu drogą pewnych, bardzo ostrożnych reform społecznych i bardziej odważnych na polu ekonomicznym, zdaje się przynosić znaczące rezultaty. Deng Xiaoping, który jest powszechnie uznawany za architekta chińskich przemian, mógłby być zadowolony [4]. Chiny już dzisiaj są drugim na świecie, po Stanach Zjednoczonych, państwem, pod względem wielkości  PKB. Są to sukcesy, które dodatkowo pomnaża fakt, że to właśnie Chiny są największym na świecie wierzycielem bardzo zadłużonych Stanów Zjednoczonych.

Kolejne państwa BRICS-u, czyli Brazylia i Indie, zajmują nieco słabszą pozycję od dwóch faktycznych globalnych, ale, co podkreślić należy, nieformalnych liderów. Równorzędna pozycja wszystkich uczestników, jest podkreślana na każdym kroku.

Brazylia, może obok Wenezueli, bo już raczej nie ledwie wegetującej ekonomicznie Kuby, jest najbardziej antyamerykańskim – w rozumieniu Stanów Zjednoczonych – państwem na świecie. Kraj działa w kierunku antyamerykańskim już od dłuższego czasu, dążąc do nie tyle zjednoczenia, co zgrupowania państwa Ameryki Łacińskiej. Sama Brazylia dokonała również wielkiego postępu. Konstruuje dziś m.in. nowoczesne samoloty wojskowe i pasażerskie, które kupuje m. in. Polska. Posiada również szereg innych bardzo nowoczesnych technologii. Jej sytuację na kontynencie pogarsza natomiast stała praktycznie rywalizacja z Argentyną o swoiste „dominium mundi” w Ameryce Łacińskiej [5]. Jest to duży problem, ponieważ to ostatnie państwo, posiada co prawda terytorium znacznie mniejsze niż Brazylia, ale również jest już państwem, jak na ten kontynent, nowoczesnym, dysponującym licznymi atutami m.in. w postaci nowoczesnych technologii. Ponadto Argentyna jest państwem, w którym używa się języka hiszpańskiego – tego samego, co w olbrzymiej większości Łacińskiej Ameryki, podczas gdy w Brazylii językiem urzędowym pozostaje brazylijska wersja języka portugalskiego. Ta bariera językowa istotnie wpływa na pewną izolację Brazylii.
Indie, czwarte z wielkich obecnych państw w BRICS, przede wszystkim cechujące się olbrzymią liczbą ludności, jest krajem nadzwyczaj zróżnicowanym. Z jednej strony, podobnie jak Chiny, wysyła w przestrzeń kosmiczną satelity, posiada też szereg nowoczesnych technologii, a z drugiej – wielkie grupy ludności żyją w warunkach nędzy, głodu i społecznego zacofania.

Państwa grupy BRICS próbują sukcesywnie utworzyć zbiorowy podmiot gospodarczo-polityczny, który tworzyłby polityczną przeciwwagę dla USA i państw NATO i ANZUS. Przywódcy tej grupy koordynują swoje działania na arenie międzynarodowej, przez co uzyskały już kilka realnych sukcesów. Natomiast główny cel polityczny, czyli utworzenie w miarę jednolitego bloku a przy okazji reforma ONZ z Radą Bezpieczeństwa na czele, wydają się na razie przynajmniej, dość odległe. W tym ostatnim wypadku chodziłoby o uzyskanie miejsc członków stałych w Radzie Bezpieczeństwa przez Indie i Brazylię. Należy zwrócić uwagę, że wyjście z taką propozycją od razu otwiera całą paletę postulatów innych państw. Analogiczny statut chcą bowiem uzyskać Niemcy, Japonia, Australia, Argentyna i jeszcze kilka innych [6]. Kilkunastoczłonowa Rada Bezpieczeństwa wówczas straciłaby praktycznie swą nienajgorszą w istocie sprawność decyzyjną. Stąd w tej, może nie podstawowej, ale istotnej dla BRISC, sprawie na razie istnieje impas. Ponadto, jeżeli Rosja zabiega o status stałego członka dla Indii, to z kolei Chiny nie przejawiają praktycznie żadnej inicjatywy w tym zakresie. Trudno się zresztą dziwić. Sprzeczności chińsko-indyjskie są powszechnie znane i mają bardzo szeroki zakres i znaczny ciężar polityczny. Spór graniczny w Himalajach jest tylko drobnym fragmentem problemów zapalnych. Znacznie większym wyzwaniem dla Chin jest sprawa Tybetu. Chiny udzielają również permanentnego poparcia etatowemu przeciwnikowi, praktycznie wrogowi Indii – Pakistanowi.

To podstawowe sprzeczności między Chinami i Indiami. Istnieją również, i to poważne, konfliktogenne sfery interesów między Rosją a Chinami. To ostatnie państwo chciałoby budować wielkie ogólnoświatowe mocarstwo. Na razie w Azji, później również w skali globalnej. Pierwszą przeszkodą na tej „świetlanej drodze” jest Taiwan, który sam jest, trywializując „uzbrojony po zęby”, ale również posiada silne wsparcie nad Potomakiem. Los Tajwanu jest zależny od układu sil między USA a ChRL. Obecnie potencjalną, pozornie łatwą zdobyczą dla Chin byłyby natomiast dawne republiki radzieckie w Azji, które są formalnie suwerenne, ale z drugiej strony bardzo słabe... Chiny bardzo chętnie włączyłyby te państwa do swojego terytorium. Dyplomacja a przede wszystkim publicystyka chińska używa w stosunku do tej grupy, podobnie jak wobec Ukrainy, określenia – „państwa sezonowe”. Podobną, ale przeciwstawną w celach, grę prowadzi Rosja. Ekipa W. Putina też chciałaby osiągnąć namacalny sukces w postaci włączenia wszystkich lub przynajmniej części państw z tej grupy do swojego terytorium. Na chwilę obecną Rosjanie są znacznie bliżsi tego celu niż Chińczycy. Wojujący ortodoksyjny islam jest bowiem tym czynnikiem, który w naturalny sposób zbliża te dawne azjatyckie republiki do Rosji.

Walka o wpływy w republikach azjatyckich nie jest jedyną kwestią tlącego się konfliktu politycznego między Chinami a Rosją. Rosjanie, którzy z trudem usiłują odbudować swą dawną pozycję w świecie, mają sami poważne problemy. Rosja musi eksportować, aby związać w przysłowiowy koniec z końcem swojego budżetu. Podstawowymi towarami eksportowanymi przez Rosję pozostają niezmiennie od wielu dziesiątków lat surowce i półfabrykaty. W grupie surowców rolę podstawową odgrywają: gaz, ropa i inne nośniki energii. Stawia ten kraj w niezbyt dobrej sytuacji państwa zależnego od koniunktury i wahań cen na światowych giełdach. Co prawda wydaje się, że wzrost zapotrzebowania może być w skali światowej tendencją trwałą, jednak warto zwrócić uwagę, że zaczynają się pojawiać substytuty ropy i gazu jako nośników energii7. Kraje OPEC, a także Rosja, starają się blokować postęp technologiczny w aspekcie technologii zastępczych, ale jest on praktycznie nieunikniony. Tymczasem wszystko wskazuje na to, że nie tyle energia wiatru, słońca oraz inne tego typu, ile raczej zastosowanie dostępnego i taniego wodoru, będzie tym, co położy kres erze ropy naftowej. Rosja, po upadku ZSRR, nie tak szybko była w stanie przezwyciężyć trudności, które kumulowały się przez wiele lat. Dziś już wiadomo, że jej pozycja jest częściowo odbudowana. Jednak pod wielkim znakiem zapytania pozostaje możliwość dalszego postępu. Podstawowym rosyjskim problemem jest demografia. Stąd też możliwości Rosji są z naturalnych przyczyn ograniczone.

Dzisiaj Rosja jest jednak w dalszym ciągu wielką potęga militarną, posiadając z czasów minionych dwa filary dawnej potęgi – strategiczne siły rakietowe oraz jednostki Specnazu. Zaczęto ponownie rozbudowywać siły lądowe, morskie i lotnictwo bazując na nowych typach uzbrojenia. Eksperci uważają, że mimo, iż Rosja aktualnie dysponuje dopiero siódmym, pod względem wysokości nakładów, budżetem militarnym na świecie, znacznie ustępując przodującym Stanom Zjednoczonym, a także m. in. Chinom, Francji, Wielkiej Brytanii, to jednak pozostaje mocarstwem co najmniej numer 2  na świecie – w każdym bądź razie, jeśli chodzi rosyjski potencjał rakietowo-nuklearny. Rosja pozostawiła w gotowości operacyjnej dużą liczbę „ciężkich” rakiet, mogących przenosić duże pod względem wagi ładunki nuklearne, chemiczne itd. Mimo, że w większości silosów pozostają stare już rakiety, głównie SS-18, to nie straciły one bynajmniej swojej militarnej wartości. Są one praktycznie nieprzechwytywalne przez istniejące systemy obrony antyrakietowej, gdyż takich poza eksperymentalnymi w zasadzie Zachód, ze Stanami Zjednoczonymi włącznie, jeszcze nie posiada.

Ponadto, w ciągu ostatnich kilkunastu lat, Rosja stosunkowo tanim kosztem, poważnie zmodernizowała swoje siły rakietowo-nuklearne. Pierwszym zwiastunem tego procesu był znany już doskonale „Topol M”, klasyfikowany też jako SS-27. Jest to bardzo sprawna jednogłowicowa rakieta o stosunkowo małych gabarytach, ale zasięgu prawie 11 tys. km. Rakiety tego typu rozmieszczone są m.in. na Półwyspie Kolskim. Ten fragment rosyjskiego terytorium posiada kapitalne, w stosunku do terytorium USA, bo „nawisające” położenie. Rosjanie, instalując swoje Topole, wykorzystali istniejące już na półwyspie od lat 1960’ silosy rakietowe. Wymontowywano sukcesywnie starsze rakiety klasy SS-16 i SS-14, wkładając do silosów nowoczesne Topole [8]. Kolejną, jak wszystko wskazuje, bardzo nowoczesną rakietą jest pocisk RS-24-SS-NX-30 „Buława”. Ta wielogłowicowa rakieta o zasięgu prawie 11 tys. km może być wystrzeliwana zarówno z silosów rozmieszczonych na lądzie z okrętów podwodnych oraz może być podwieszana pod strategicznymi bombowcami TU-160 i TU-95. Zapewne tych nowoczesnych rakiet nie wyprodukowano na razie więcej niż ok. 60–80 sztuk, ale stanowią one poważny atut militarny i polityczny.

W ostatnich miesiącach Rosjanie zademonstrowali jeszcze jedną swoją rakietę. Została oznaczona jako „Lajner”, jednak jest to znacząco zmodernizowana rakieta „Sinewa”. Również i ten pocisk jest przystosowany do odpalania zarówno z okrętów podwodnych nowej klasy ”Borej-Boreasz”, jak i wyrzutni lądowych [9]. Te wszystkie sukcesy w technologii rakietowej sprawiają, że wg ocen ekspertów Rosja w dalszym ciągu posiada przewagę zarówno w potencjale ogólnym, jak też „pierwszej salwy” nad Stanami Zjednoczonymi [10]. Ci sami eksperci oceniają też, że mimo podpisanych porozumień, Rosjanie praktycznie nie rozmontowują ani rakiet, ani tym bardziej nuklearnych głowic. Nie wdając się w kolejne szczegóły z zakresu systemów uzbrojenia, należy stwierdzić, że Rosjanie posiadają bardzo nowoczesne samoloty bojowe z prototypowym na razie T-50 na czele, bardzo nowoczesne nowe czołgi klasy T-90, równorzędne amerykańskim M-1 Abrams, tyle, że o ok. 18 t lżejsze, itd. Sprowadza się to do tego, że rosyjskie technologie zastosowane w produkcji zbrojeniowej są bardzo nowoczesne. Rosja produkuje sprzęt wojskowy i uzbrojenie wysokiej klasy i znów jest na mocnym drugim miejscu światowej listy głównych eksporterów broni. Indiom sprzedaje np. bardzo nowoczesne samoloty z rodziny SU-27 i jego mutacji, dla tego państwa buduje też szturmowe atomowe okręty podwodne klasy „Alfa” [11]. Nie tylko Indie zresztą są odbiorcą rosyjskiego uzbrojenia. Bardzo wiele państw na świecie kupuje od Rosji sprzęt wojskowy, jako dobry i niedrogi.

Chiny, jak napisano wyżej, chcą być zarówno liderem w BRISC, jak i wielkim globalnym mocarstwem. Do osiągnięcia tego statusu brakuje im jednak szeregu czynników. Jednym z nich w dalszym ciągu mimo, że era konfrontacji, która już miejmy nadzieję bezpowrotnie odeszła, jest siła militarna. Chiny posiadają najliczniejszą na świecie armię – ponad 2,5 mln ludzi. Około 30% to kadra zawodowa, co jest sporym postępem zważywszy, że jeszcze w latach 1990’ uzawodowienie chińskiej armii oscylowało wokół 15%. Inna sprawa, że wtedy siły zbrojne tego państwa liczyły jeszcze 3,5 mln ludzi. W każdym razie sukcesywnie armia chińska się uzawodowia. Tu trzeba nadmienić, że posiada nadal olbrzymie przeszkolone rezerwy opierające się częściowo na systemie komun ludowych. Wg szacunków, ponieważ Chiny oficjalnych danych nie podają, rezerwy uzbrojone w chińskie wersje Kałasznikowa i bardzo ograniczoną ilość cięższych broni, to prawie 18 mln ludzi. Mimo, że Chiny wysyłają ludzi w kosmos, zresztą w pojazdach przypominających zastosowanymi technologiami rosyjskie, wg ocen międzynarodowych ekspertów nie mogą poszczycić się armią zbyt nowoczesną. Chiny posiadają rosnącą liczbę pocisków międzykontynentalnych, ale też są to rakiety generacyjnie przypominające rosyjskie SS-14. Zresztą konstrukcyjnie są na nich oparte [12]. Uważa się, że wojska lądowe są zbliżone poziomem sprzętu i reprezentowaną taktyką do armii Saddama Huseina z okresu „Pustynnej Burzy”.

Chińczycy posiadają liczną armię, ale nie mają jeszcze wielu bardzo potrzebnych systemów uzbrojenia. Posiadają je natomiast Rosjanie, którzy sprzedają sprzęt i oprzyrządowanie, które chcieliby nabyć Chińczycy, Indiom i innym państwom, ale już w obecnej chwili nie Chinom. To rodzi kolejne sprzeczności. Chińczycy, nie dysponując najnowocześniejszymi technologiami zbrojeniowymi, a tym samym nowoczesnymi systemami broni, same stawiają znak zapytania, czy można ich traktować jako wielkie globalne mocarstwo. Nie jest też żadną tajemnicą, że nowoczesne technologie militarne, raczej obecnie wcześniej niż później zostaną zastosowane w całokształcie systemu ekonomicznego. Stany Zjednoczone nie też użyczają swych najnowocześniejszych technologii Chinom. Podobnie postępuje Japonia, jak i czołowe państwa Unii Europejskiej – Francja, Niemcy, Włochy czy Wielka Brytania. Stąd jest oczywiste, że Chiny muszą o własnych siłach dojść do pewnych rozwiązań. Tu chińscy dyplomaci naśladują rosyjskich z lat zimnej wojny. Po prostu bezpośrednio na różnych wystawach i prezentacjach usiłują sobie niektóre mniejsze gabarytowo wystawiane eksponaty przywłaszczyć, żeby nie napisać gorzej, albo też próbują kupić naukowców albo ekipy, które im konkretne rozwiązania dostarczą [13]. Ta metoda zresztą jest stara jak świat.

Nowy członek grupy BRICS – Republika Południowej Afryki, jak już wspominano, nie posiada ani wielkich zasobów demograficznych, ani ogromnego terytorium. Dysponuje natomiast innym znakomitym argumentem geostrategicznym. To z Capetown można kontrolować skutecznie najważniejszy obecnie i perspektywicznie szlak morski na świecie. To wokół Afryki płynie ok. 70% transportowanej dziś na świecie ropy naftowej i produktów ropopochodnych. Szlakiem wokół przylądka Dobrej Nadziei transportuje się ropę zarówno do USA, jak i Europy Zachodniej. To jeden bardzo istotny atut. To państwo jest, mimo dużych perturbacji, pozostaje gospodarczo najbardziej rozwiniętym krajem Afryki. Wywiera znaczny wpływ na państwa sąsiednie, posiada też najsilniejsze na Czarnym Lądzie siły zbrojne. Oczywiście nie można zapomnieć o produkcji złota, platyny, diamentów, metali rzadkich i innych ważnych strategicznie produktów [14]. Uczestnictwo RPA w BRICS jest więc atutem dla całego bloku, aczkolwiek też pewnym obciążeniem. Mimo wszystko RPA nie jest pierwszoligowym graczem na światowej szachownicy. Jednak państwo to już odczuwa dobrodziejstwa związane z uczestnictwem w grupie. Indie, a konkretnie indyjskie banki przy państwowej gwarancji, otworzyły linię kredytową w wysokości 20 mld USD z przeznaczeniem na zakupy inwestycyjne w RPA. Chiny prowadzą zaawansowane rozmowy na temat budowy linii kolejowych i autostrad. Brazylia sprzedała, przy użyciu państwowej linii kredytowej, 14 samolotów pasażerskich i prowadzi rozmowy nt. nabycia ok. 10 dalszych. Rosjanie z kolei oferują swoje technologie do uzyskiwania złota i metali rzadkich, jak również sprzedają różne systemy broni. Już teraz w siłach zbrojnych RPA, gdzie dominowały dotychczas systemy zachodnie, z dużym udziałem izraelskich, zaczyna spotykać się rosyjskie śmigłowce bojowe.

Południowej Afryce opłaca się być członkiem grupy BRISC. Korzysta gospodarczo, stabilizuje bardzo labilny system polityczny i podnosi swój prestiż w Afryce, i w jakiś sposób na świecie. Członkowstwo RPA w tym pięcioczłonowym układzie jest też na rękę każdemu z pozostałych wielkich graczy BRICS. Ostatnio przyjęty członek nie ma żadnych szans, by walczyć o hegemonię wewnątrz ugrupowania. Raczej poszczególne państwa zabiegają o to, aby RPA znalazła się po jego stronie. Obiektywnie natomiast patrząc, poza więzami gospodarczymi z Wielką Brytanią i Stanami Zjednoczonymi, to z grupy BRICS najwięcej, szczególnie gospodarczo, wiąże ten kraj z Indiami. Niebagatelnym jest też fakt, że to właśnie Hindusi, przynajmniej z pochodzenia, są liczebnie trzecią po autochtonach i Afrykanerach, grupą etniczną zamieszkującą Południową Afrykę [15].

Zarówno W. Putin, jak i obecna ekipa kierująca Chinami, nie mają zamiaru poprzestać tylko na pentagramie państw BRISC. Chętnie widziałby w swych szeregach państwa grupy ASEAN. Tu jednak pojawia się kolejny problem. Członkiem ASEAN jest bowiem terytorialnie mikroskopijny Singapur, który jednak posiada w przeliczeniu na mieszkańca jeden z najwyższych dochodów w świecie. Kolejnym jest również sułtanat Brunei, który zdecydowanie należy na chwilę obecną do najbiedniejszych państw świata. Na przysłowiowym celowniku BRISC-u jest też Argentyna, ale tu jest potrzebna zgoda Brazylii, a takiej na razie nie ma. Natomiast o członkowstwo w strukturze BRISC zabiega Wenezuela. Pojawiają się również sygnały, że Chiny – trudno odpowiedzieć, czy z upoważnienia całej struktury, czy tylko we własnym, sondują Meksyk nt. ewentualnego przystąpienia do bloku.

Atutami BRISC są wielkie terytoria i równie wielka liczba ludności całego bloku. Praktycznie to prawie 40 mln km2. Natomiast liczba ludności paradoksalnie jest trudna do ustalenia. Po prostu liczbę ludności Chin, a szczególnie Indii, można podawać tylko szacunkowo. Z niektórych enuncjacji wynika nawet, że to Indie są numerem jeden, jeżeli chodzi o liczbę ludności na świecie. Państwa BRISC dysponują ponadto, ale na razie tylko potencjalnie, wielkimi możliwościami gospodarczymi. Każde z nich jednocześnie jest wielkim rynkiem zbytu i wielkim producentem. Dwaj członkowie ugrupowania –Chiny i Indie, rozbudowują gwałtownie przemysł ciężki. Rosjanie tę grupę przemysłu mają już nawet nadmiernie rozbudowaną.

Pozostaje, zasadnicze dla państw grupy BRICS, pytanie, czy ta organizacja – powołana początkowo do tego, aby wspólnie konkurować z USA – przekształci się w coś więcej niż luźny dotąd związek, bo na pewno jeszcze nie sojusz. Na dzisiaj i bliskie jutro, między tymi państwami funkcjonuje znacznie więcej sprzeczności niż więzów łączących. Szczególnie istotne są tu sprzeczności między Chinami a Indiami, ale również między Chinami i powracającą wolno do pozycji mocarstwowej Rosją.

BRICS obiektywnie staje się gospodarczą potęgą. Chiny z 6. miejsca pod względem PKB w roku 2000, przesunęły się na 2. pozycję. Indie znajdują się aktualnie na 5. miejscu. Awansowały też znacząco Brazylia i Rosja [16]. Dostrzega się też pewną koordynację działań w sferze ekonomicznej, jak też dyplomatycznej. Jak na razie pojawiła się propozycja powołania wspólnego stałego sekretariatu. Prawdopodobnie mieściłby się on w Johannesburgu, bo na to jest zgoda wszystkich wielkich. Rosja wyszła również z koncepcją dwuletnich prezydencji, ale na razie w tej sprawie toczą się bardzo poufne konsultacje. Nie wiadomo, czy ta propozycja zostanie przyjęta, gdyż Chiny i Rosja prezentują, przynajmniej na razie, różne spojrzenie na hipotetyczne kompetencje prezydencji. Oprócz prezentowanych już uprzednio konkluzji, zapewne kierunek wydarzeń światowych będzie miał wpływ na dalsze funkcjonowanie BRICS. Istnieje również pogląd, że struktura ta może być początkiem bloku wojskowego i politycznego. To jednak wydaje się mało prawdopodobne.

Pierwszy sukces BRISC już jest. Gospodarzem najbliższego szczytu grupy G-20 ma być, zgodnie z ustaleniami, Australia. Canberra to dziś największy sojusznik Waszyngtonu nie tylko w basenie Pacyfiku, ale również w skali globalnej. Ostatnio Australia zaczęła dawać wyraźnie do zrozumienia, że nie zaprosi do udziału w szczycie Rosji ze względu na jej ingerencję w sprawy Ukrainy. W tym momencie trzej pozostali członkowie G-20, należący jednocześnie do BRISC, czyli Chiny, Indie i Brazylia, złożyły w Canberze demarche, że w wypadku nie zaproszenia Rosji także nie wezmą udziału w szczycie. Trudno się dziwić, że Australia natychmiast wycofała swoje zastrzeżenia. Kadłubowy szczyt tej grupy, w gruncie rzeczy ważniejszej od G-8, mógłby oznaczać jakieś poważne załamanie w międzynarodowej współpracy. Jednocześnie Chiny dały wyraźnie do zrozumienia, że mogłyby dokonywać większych zakupów rud brazylijskich, kosztem właśnie Australii.

BRISC stanowi na razie wielki znak zapytania w globalizującym się w szybkim tempie świecie. Najbliższa dekada zadecyduje czy ta struktura będzie się rozwijała czy też przejdzie w stan letargu. Tu najbardziej zadowolone byłyby Stany Zjednoczone. jednak bardziej prawdopodobny jest model progresywny dla tej organizacji. Ze świata dyplomacji tajnej zaczynają bowiem przeciekać informacje, że do drzwi tej organizacji puka Iran...

Fot. russiancouncil.ru

____________________________________________
1. E .Kirpendorffer, Die Amerikanische Strategie,Heidelberg 1978, s.134-148.
2. Historia Polityczna Dalekiego Wschodu. Praca zbiorowa pod red. E.M. Zukowa, PWN Warszawa1986, s.141-163.
3. Z. Brzeziński, Wielka Szachownica, Świat Ksiązki, Warszawa 2003, s. 23-24.
4. Peking Rewiew, 24.09.2007
5. The Economist, 14.02.2010
6. E.Smyrgala.global.post.com/disach/south-africa/25.08.2011.
7. Goldman Sachs GS.Global Economics Website.Global Economics Paper No 82/August 2010.
8. E .Januła. Rosja zbrojna./w/Dziś .nr 7.2008
9. NATO Review.No.4/2011
10. Military Balance .London 2010.Part.6.Chapter.3
11. Ibidem…Charter.5
12. Ibidem.Part.8.Chapter.3
13. The Guardian.26/3/2011
14. J. Hoagland, South Africa, London 1973, p.184-213.
15. Ibidem, p. 287-292.
16. Goldman Sachs…op.cit…Paper No.66.30.November 2001

Czytany 5977 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 30 październik 2014 00:04