środa, 09 wrzesień 2015 08:02

Borys Kagarlicki: Marksizm w epoce globalizacji

Oceń ten artykuł
(7 głosów)

Borys Kagarlicki

Po upadku bloku radzieckiego w latach 1989–1991 mówienie o marksizmie jako o wiodącej czy choćby wpływowej szkole teoretycznej w krajach Europy Wschodniej byłoby co najmniej dziwne. Sam termin socjalizm” został tu w najwyższym stopniu zdyskredytowany.

Jednakże na uczelniach wyższych Europy Zachodniej i Ameryki Północnej nauczanie marksizmu pozostało zazwyczaj ważną częścią socjologicznego kształcenia, a radykalna lewicowa inteligencja nadal uczestniczy w społecznych dyskusjach.

Ale i na Zachodzie w latach 90. rozwinęło się masowe przeciwnatarcie zwolenników ideologii liberalnej, której pozycje zostały w znacznej mierze zachwiane pod wpływem wydarzeń lat 1968–1975 (wojna w Wietnamie, studenckie bunty we Francji i Włoszech, rewolucja w Chile, upadek prawicowo-autorytarnych reżimów w Portugalii, Hiszpanii i w Grecji).

Kryzysowi ideologii i praktyki liberalnego mainstreamu towarzyszyły w końcówce lat 70. problemy ekonomiczne, które przeżywało zachodnie społeczeństwo konsumpcyjne. Wyjście jednak znaleziono nie na drodze przekształceń antykapitalistycznych czy też nowych reform społecznych, za czym opowiadała się lewica, lecz w rezygnacji z gospodarki mieszanej, ucieleśnionej w koncepcji Johna Maynarda Keynesa, na drodze polityki stopniowego demontażu państwa socjalnego, poprzez prywatyzację, deregulację i nadawanie przywilejów kapitałowi finansowemu. Innymi słowy, sam mainstream przesunął się radykalnie na prawo, zastępując centrystowskie idee postępowego liberalizmu twardymi zasadami współczesnego neoliberalizmu.

Triumf neoliberalizmu i kryzys lewicy

Przy czym sama lewica nie tylko nie zdołała przedstawić całościowej strategicznej odpowiedzi na przemiany, zachodzące w ramach globalnego kapitalizmu, lecz podzieliła się na dwa stronnictwa, prezentujące równie niekonstruktywne podejście.    

Jeden nurt skłonny był ignorować bieg rzeczy, dowodząc, że kapitalizm ani trochę się nie zmienił, drugi zaś, przeciwnie, mitologizował zmiany, przyjmując za dobrą monetę wszelkie tłumaczenia i koncepcje, przedstawiane przez ideologów klasy panującej.

Nic dziwnego, że upadek ZSRR stał się sygnałem do ataku neoliberalizmu, którego ideologiczną i kulturową hegemonię ugruntowały sukcesy już osiągnięte w polityce i ekonomii. Celem stały się nie tylko partie i teoretycy reprezentujący tradycję komunistyczną i tak czy inaczej związani z projektem radzieckim. Zachodnia lewica bowiem, z komunistami włącznie, począwszy od 1968 roku niejednokrotnie poddawała krytyce ZSRR. To jednak w najmniejszym stopniu nie poprawiło ich sytuacji w walce ideowej końca XX wieku.

Upadek systemu radzieckiego myśl liberalna interpretowała jako dowód na zasadniczą niemożność powodzenia budowy jakiegokolwiek społecznego modelu, odmiennego do współczesnego kapitalizmu, i fatalizm wszelkich form polityki gospodarczej nie opierającej się na działaniu „niewidzialnej ręki rynku”.

W ten sposób nie tylko zwolennicy centralnego planowania, opierający się na doświadczeniu radzieckim, ale też cała pozostała lewica – od umiarkowanych socjaldemokratów, wzywających do ostrożności w ingerowaniu w rynek, po radykalnych zwolenników samorządności robotniczej i anarchicznej organizacji sieciowej – okazali się wyłączeni ze sfery „poważnej dyskusji” i uznani za beznadziejnych utopistów.

Po serii klęsk, partie socjaldemokratyczne i komunistyczne zaczęły jedna za drugą zdawać się na litość zwycięzcy, szukając sobie miejsca w neoliberalnym systemie i uznając logikę nowego konsensusu. Wiele partii komunistycznych oficjalnie zakończyły swój byt. Partie socjaldemokratyczne funkcjonowały raczej jako wyborczy brand, a nie siła społeczna, opowiadająca się jeśli nie za reformą kapitalizmu, to choćby za wprowadzeniem jakościowo nowej polityki w jego ramach.

Drobne ugrupowania lewicowe szukały ratunku w dogmatyzmie, przekształcając się w swego rodzaju „strażników ognia”, których jedyne zadanie polega na tym, aby mniej lub bardziej całościowo przekazać marksistowską i socjalistyczną tradycję przyszłym pokoleniom.

W końcu, intelektualiści, pozbawieni politycznego oparcia, zwrócili się ku rozmaitym wersjom teorii postmodernistycznej. Krytykowali Karola Marksa za niedostateczny radykalizm, dowodząc, że nazbyt ulegał panującym w owym czasie poglądom i nie był w stanie zerwać z tradycjami europejskiego Oświecenia, ideami postępu i wiary w naukę, które również są częścią burżuazyjnego systemu wartości.

Przy tym, oskarżając Marksa o historyczną ograniczoność i „burżuazyjność”, postmodernistyczni ideolodzy zapominali zarówno o własnym kulturowym ograniczeniu, jak i o swoim zintegrowaniu z instytucjami neoliberalnego kapitalizmu.

Jako że projekt marksistowski zarówno w wariancie marksistowskim, jak i reformistycznym został odrzucony jako „niedostateczny”, miała go zastąpić fundamentalna krytyka podstaw współczesnej cywilizacji, z zasady nie zakładająca jakichkolwiek działań praktycznych.

Takie podejście miało połączyć pretensje do intelektualnego radykalizmu z pryncypialną i konsekwentną rezygnacją ze zmiany społeczeństwa. Najbardziej wyrazistym przejawem tej tendencji stała się książka Toni Negri i Michaela Hardta „Imperium”, która, po usunięciu z niej ozdobników radykalnej retoryki, stanowiła próbę dowiedzenia postępowości neoliberalnego modelu kapitalizmu jako przedsionka komunizmu.

Autorzy okazali się gorącymi zwolennikami Unii Europejskiej, brali udział w kampanii na rzecz przyjęcia europejskiej konstytucji i konsekwentnie popierali kurs na rynkową integrację kontynentu, który spotkał się z niespodziewanie twardym sprzeciwem większości mieszkańców Europy Zachodniej.

Ten właśnie sprzeciw okazał się głównym problemem europejskich i północnoamerykańskich elit po upadku ZSRR.

Sytuację ironicznie podsumował meksykański pisarz i działacz Subcomandante Marcos, który w nawiązaniu do powstania Indian w stanie Chiapas zauważył, że mieszkańcy tego oddalonego regionu niczego nie wiedzieli ani o obaleniu muru berlińskiego, ani o rozpadzie ZSRR, i dlatego po prostu nadal bronili swoich praw i interesów tak, jak gdyby nie było żadnego ideologicznego przewrotu. Nawiasem mówiąc, powstanie zapatystów w Chiapas w 1994 roku stało się właśnie sygnałem początku nowego globalnego oporu.

Innym przełomowym wydarzeniem były masowe protesty w Seattle w 1999 roku, kiedy wielotysięczne demonstracje zerwały ministerialne spotkanie Światowej Organizacji Handlu (WTO).

Ruch antyglobalistyczny

W ostatnich latach XX wieku żywiołowy sprzeciw wobec systemu neoliberalnego zaczął przybierać formy zorganizowane. Ruchy takie nazywano „antyglobalistycznymi”, chociaż ich uczestnicy początkowo odżegnywali się od takiego etykietowania i woleli nazywać się „globalnym ruchem na rzecz sprawiedliwości społecznej”.

Nowe ruchy masowe budowały szerokie demokratyczne koalicje, próbujące wypracować ogólny program. Następnie pojawiło się Światowe Forum Społeczne, które stało się swego rodzaju globalnym placem jednoczenia się i dyskusji. W 2002 r. powstało też Europejskie Forum Społeczne. W końcu, już po tym, jak w 2008 roku wybuchł światowym kryzys gospodarczy, na scenę wyszły takie partie polityczne, jak SYRIZA w Grecji i „Podemos” w Hiszpanii.

Należy wszakże zauważyć, że kryzys 2008 roku nie tylko nie doprowadził do zmiany polityki gospodarczej w wiodących krajach Zachodu, lecz nawet nie sprzyjał wzrostowi ruchu antyglobalistycznego. Wręcz przeciwnie. Europejskie Forum Społeczne po roku 2008 podupadło, a następnie w ogóle przestało funkcjonować. Światowe Forum Społeczne nadal się zbierało, lecz zainteresowanie nim zauważalnie zmalało. Ruchy społeczne skupiły się na zadaniach lokalnych i narodowych.

We Francji widzieliśmy więc protesty przeciwko ograniczającemu prawa pracownicze młodzieży „prawu pierwszej pracy”, następnie mniej udane – przeciwko reformie emerytalnej. W Grecji i Hiszpanii masowe mobilizacje stały się odpowiedzią na politykę twardej ekonomii, wdrażaną pod presją Unii Europejskiej i międzynarodowych banków. Kulminacją podobnych wystąpień stała się akcja Occupy Wall Street w Nowym Jorku. Odniosła ona taki sukces medialny, że zaczęli się na niej wzorować organizatorzy protestów na całym świecie, nawet jeśli ich hasła nie miały wiele wspólnego ani z żądaniami, ani z ideą nowojorskich „okupantów”.

Znamienne jest jednak to, że w odróżnieniu od protestów w Seattle w 1999 roku, które naprawdę uniemożliwiły podejmowanie decyzji w ramach WTO, akcje podobne do Occupy Wall Street nie miały żadnych praktycznych następstw i nie zmusiły sprawujących władzę do jakichkolwiek zmian.

Nawiasem mówiąc, właśnie nieefektywność mobilizacji masowych zmusiła uczestników (a dokładnie – część z nich) do postawienia pytania co do konieczności przejścia od protestu do zorganizowanej polityki. I tu właśnie potrzebna okazała się nie tylko spuścizna Marksa jako wielkiego ekonomisty, ale i marksizm jako teoria politycznego działania.

Inna sprawa, że nie chodzi o to, aby w religijnym porywie powtarzać marksistowskie mantry stuletniej dawności, lecz o to, żeby sformułować nowy program i nowe polityczne projekty w oparciu o marksistowską analizę.

Zmienione społeczeństwo a klasowa analiza

Klasowa struktura społeczeństwa zmieniła się radykalnie nie tylko od czasów Marksa, lecz także w porównaniu z XX wiekiem, kiedy kapitał przemysłowy przeżywał na Zachodzie swój rozkwit. Na przełomie XX i XXI wieków miały miejsce dwa globalne procesy, dopełniające się i sobie przeciwstawne.

Z jednej strony, dokonała się nie mająca precedensu proletaryzacja ludności. W krajach Azji, Afryki i Ameryki Łacińskiej ogromna masa ludzi została wciągnięta do współczesnej gospodarki i produkcji przemysłowej. W rozwiniętych krajach europejskich przedstawiciele „wolnych zawodów”, techniczni specjaliści, intelektualiści, uczeni i wszelkiego rodzaju przedstawiciele „klasy kreatywnej” ostatecznie przekształcili się w pracowników najemnych. Z drugiej jednak strony, klasowa struktura stawała się coraz bardziej rozmyta, przestały też funkcjonować tradycyjne mechanizmy solidarności i zbiorowego współdziałania.

Nowi proletariusze okazywali się znacznie mniej ze sobą związani, niż robotnicy XX wieku. Same zaś przedsiębiorstwa stawały się mniejsze, ich zespoły pracownicze – mniej masowe, ich struktura bardziej rozdrobniona. Dawne regiony przemysłowe, czy to Europa Zachodnia, kraje byłego bloku radzieckiego czy Ameryka, utraciły znaczną część produkcji, która przemieszczała się do Ameryki Łacińskiej, Azji Wschodniej, Chin. Miejsce zorganizowanego proletariatu przemysłowego zajmowali pracownicy sfery usług, pracownicy edukacji i ochrony zdrowia, uczeni.

Z kolei nowa klasa robotnicza wykształcała się w krajach, nie mających dotąd tradycji ruchu socjalistycznego, warunków do rozwoju wolnych związków zawodowych i lewicowych partii politycznych. Różnice w wynagrodzeniu między poszczególnymi grupami pracowników najemnych gwałtownie rosły, co nieuchronnie budziło pytanie o to, jak mocna może być między nimi solidarność.

Innymi słowy, sprzeczność między pracą a kapitałem nigdzie nie zniknęła, ale i sam świat pracy najemnej stał się nieporównanie bardziej złożony i mniej jednolity. Do pewnego stopnia proletaryzacji towarzyszyła atomizacja i deklasacja, a także powstawanie nowej społecznej geografii, która nie mogła nie wpłynąć na perspektywy światowej polityki.

W nowej sytuacji dotychczasowe metody organizacji, hasła i praktyka polityczna okazywały się jeśli nie całkiem nieprzydatne, to co najmniej wymagały poważnej korekty. Nie oznaczało to jednak bynajmniej, że marksizm jakoby tracił znaczenie jako teoria zorientowana na przekształcenie społeczeństwa.

W ślepym zaułku znaleźli się jedynie ci teoretycy i praktycy, którzy uparcie trzymali się starych schematów, nie chcąc poddać zmieniającej się sytuacji historycznej krytycznej analizie.

Tymczasem właśnie przemiany społeczne czyniły tę analizę konieczną i pożądaną.

Nowe państwo społeczne?

Tam, gdzie partie lewicowe nadal trzymały się zastanych schematów, bądź też, przeciwnie, szły na postronku liberalnej ideologii, stopniowo, a niekiedy dość prędko, spotykał ich upadek. Na ich miejsce przychodziły ruchy populistyczne, który po nowemu formułowały pojęcie solidarności.
Paradoks polega na tym, że im bardziej różnopióry i heterogeniczny jest świat pracy najemnej, tym szersze i ogólne stawały się zadania i hasła, na podstawie których powstają koalicje i rozwija się praktyka solidarności. Przy starym schemacie zbieżność interesów robotników, wykonujących jednorodną pracę w jednorodnych fabrykach, stawała się podstawą klasowej wspólnoty, z której stopniowo wyrastała potrzeba jednolitej zawodowej i partyjnej organizacji. To jednak nieuchronnie ustępuje miejsca nowej perspektywie.

Właśnie budowanie koalicji wokół najbardziej ogólnych kwestii społecznych i ekonomicznych staje się punktem wyjścia, pozwalającym zgromadzić rozmaite siły społeczne, które w procesie praktycznego współdziałania pogłębiają solidarność. Takim wspólnym interesem staje się konieczność zachowania, obrony lub zdobycia podstawowych praw społecznych, utraconych bądź podważonych w ostatnich dziesięcioleciach XX wieku i na początku wieku XXI, to wszystko, co stanowiło o stronie praktycznej państwa socjalnego – nieodpłatna ochrona zdrowia, edukacja, dostępność mieszkań, transport publiczny, instytucje zapewniające pionową mobilność w społeczeństwie, itd.

Inaczej mówiąc, jeśli dawna solidarność formowała się „z dołu do góry”, to teraz procesy solidaryzacji idą „z góry na dół”, od szerokiego jednoczenia się i koalicji ruchów społecznych – do jednoczenia i pomocy wzajemnej na poziomie lokalnym. Inna sprawa, że walka o podstawowe gwarancje społeczne nie jest celem ostatecznym i jedynym sensem nowej lewicowej polityki, po dawnemu zorientowanej na strukturalną przemianę społeczeństwa.

Francuski ekonomista Thomas Piketty w książce „Kapitał w XXI wieku” dowodzi, że kwestia państwa socjalnego okazuje się kluczowa dla naszych czasów. „W drugim dziesięcioleciu XXI wieku nierówność, która, wydawałoby się, zniknęła, nie tylko osiąga poprzednie historyczne maksimum, ale je przewyższa”. Zmniejszenie nierówności w XX wieku nie wynikało z naturalnej logiki kapitalizmu, lecz przeciwnie – ze złamania tej logiki pod wpływem wojen i rewolucji.

Malując jednak mroczny obraz społecznej i gospodarczej degradacji kapitalizmu Piketty ogranicza się do umiarkowanych recept, proponując w charakterze panaceum nie reformy strukturalne, lecz umocnienie i modernizację zachowanych na Zachodzie instytucji socjalnego wspierania obywateli w oparciu o progresywne opodatkowanie zysków kapitałowych.

Tymczasem jest oczywiste, że samo pojęcie państwa socjalnego powinno nabrać nowego sensu. Filipińska działaczka społeczna Tina Ebro mówi w związku z tym o „przekształcającym społeczeństwo porządku dnia”. W analogiczny sposób rosyjska socjolożka Anna Oczkina podkreśla, że chodzi już nie tylko i nie tyle o podnoszenie poziomu życia ludzi pracy, co o stworzenie nowych mechanizmów społecznej i ekonomicznej reprodukcji, pod społecznym nadzorem, o przejście od „demokracji biernej” odbiorców dóbr społecznych do "demokracji aktywnej” świadomie organizowanego rozwoju w interesie większości.

Populizm a polityka

Formą polityczną takich ruchów z reguły okazują się już nie centrystowskie partie tradycyjnego typu socjaldemokratycznego czy komunistycznego, lecz szerokie porozumienia, często prezentujące się jak populistyczne. Nie chodzi jednak o zbieranie przypadkowych sił wokół popularnego przywódcy, lecz o zjednoczenie ruchów społecznych wokół wspólnych zadań praktycznego przekształcenia swojego kraju i świata. Takimi są SYRIZA i „Podemos”, które szybko poszły w górę na tle upadku „starej lewicy”.

O ile polityka SYRIZY opiera się na krytycznym przewartościowaniu wieloletniego doświadczenia, zgromadzonego przez „starą lewicę”, to „Podemos” od początku deklarowało zerwanie ze „starymi” partiami lewicy, które okazały się niezdolne do obrony interesów ludzi pracy w nowych warunkach. Ale zerwanie bynajmniej nie oznaczało odrzucenia marksistowskiej tradycji. Przywódca „Podemos”, Pablo Iglesias, twierdzi uparcie, że walka partii, której przewodzi, nie może zostać sprowadzona do tradycyjnej klasowej polaryzacji, „fundamentalny rozłam dzieli dziś siły oligarchii i demokracji, społeczną większość i uprzywilejowaną mniejszość”.

Z punktu widzenia marksistowskiej ortodoksji podobne sformułowanie wydaje się jednoznacznie heretyckie. Ale, niestety, heretykami okazywali się praktycznie wszyscy marksiści, stojący na czele udanych rewolucji – od Lenina z jego ideą bloku klasy robotniczej i chłopstwa do Mao Zedonga, Fidela Castro i Ernesto Che Guevary, którzy postawili na walkę zbrojną na terenach wiejskich.

W rzeczywistości Marks, który pisał o proletariacie, jako o najbardziej konsekwentnej sile historycznej, zainteresowanej pokonaniem kapitalizmu, nigdzie i nigdy nie mówił, że rewolucyjne przekształcenie miałoby być wyłącznym przywilejem robotników przemysłowych i ich partii. Co więcej, właśnie marksizm XX wieku w osobie Antonia Gramsciego postawił problem formowania szerokich bloków społecznych i walki o ideowo-polityczną hegemonię w skali całego społeczeństwa.

Problem polega na tym, że podobne idee w ciągu dziesięcioleci były albo ignorowane przez biurokrację tradycyjnych partii, albo też wykorzystywano je w charakterze uzasadnienia pozbawionych zasad spółek aparatu z tymi czy innymi ugrupowaniami rządzącej góry. Przeciwnie, nowy populizm, prezentowany przez takie partie, jak SYRIZA czy „Podemos”, jest zorientowany na formowanie szerokiego „oddolnego” bloku w oparciu o równoprawny sojusz masowych ruchów społecznych.    

Pytanie o to, jak radykalny, efektywny, udany i konsekwentny okaże się polityczny blok, będący podstawą nowego populizmu, pozostaje otwarte, jako że ani szerokość ruchu, ani jego demokratyzm same przez się nie mogą zastąpić politycznej strategii, wypracowanie której wymaga nie tylko wysiłku organizacyjnego i propagandowego, lecz również intelektualnego. I tu marksistowska teoria znów okazuje się niezbędna i w ostatecznym rachunku niezastąpiona.

Podczas gdy w Europie wzbierająca fala lewicowego (a w niektórych krajach prawicowego) populizmu jest do pewnego stopnia polityczną nowinką, w Ameryce Łacińskiej i byłych krajach kolonialnych Azji podobne ruchy mają długą historię. Populistyczne koalicje powstawały w toku walki antykolonialnej i powstań narodowo-wyzwoleńczych. Dzisiaj ich ostrze skierowane jest przeciwko politycznej korupcji i monopolowi władzy, którą przez dziesięciolecia zachowują tradycyjne elity, niezależnie od politycznego zabarwienia.

W tym kontekście pouczającym przykładem jest „Partia prostego człowieka” (Aam Aadmi) w Indiach, która wygrała w lutym 2015 roku wybory w Delhi. Partia ta nie tylko zdobyła ponad połowę głosów w stolicy, ale uzyskała ostatecznie 95% miejsc w lokalnym parlamencie (co nie udawało się dotąd najpopularniejszym partiom w historii tego kraju). Broniąc interesów najbiedniejszych warstw ludności, mniejszości narodowych i religijnych, w ciągu kilku miesięcy przekształciła się z outsidera w jedną z czołowych sił w narodowej polityce.

Kraje BRICS

Zmiana globalnej geografii społecznej i procesy uprzemysłowienia w krajach Azji i Ameryki Łacińskiej, na równi z włączeniem do rynku światowego państw byłego bloku radzieckiego, postawiły problem nowej relacji między centrum a peryferiami systemu kapitalistycznego.

Na przełomie wieku XX i XXI miało miejsce konsekwentne przenoszenie przedsiębiorstw przemysłowych z krajów Zachodu do Ameryki Łacińskiej, a następnie do Azji Wschodniej i Chin. Wynikało to nie tylko z dążenia do wykorzystania tańszej siły roboczej, jak też z chęci unikania wysokich podatków i ograniczeń ekologicznych, lecz również z całkowicie świadomego zamiaru osłabienia związków zawodowych i ruchu robotniczego w krajach „centrum”.

Jednak finalnym skutkiem tego procesu okazało się gwałtowne wzmocnienie nie tylko potencjału przemysłowego wiodących krajów peryferii, ale i wzrost ambicji nowych mocarstw przemysłowych i ich elit, które poczuły potrzebę i możliwość zmiany światowego ładu. W ten sposób, poradziwszy sobie z zagrożeniem wewnętrznym (ze strony własnego ruchu robotniczego), zachodni kapitalizm zderzył się z zagrożeniem zewnętrznym.

Ucieleśnieniem tego zagrożenia stał się blok BRICS – zjednoczenie Brazylii, Rosji, Indii i Chin, do którego wkrótce dołączyła Republika Południowej Afryki. Obecność Rosji czyni ten blok pełnowartościową siłą polityczną, potencjalnie będącą w stanie zmienić konfigurację gospodarki światowej.

Będąc jedynym krajem europejskim w składzie tej grupy państw, jedynym „starym” wielkim przemysłowym mocarstwem, pozostającym zarazem częścią współczesnych kapitalistycznych peryferii, Rosja okazuje się być swego rodzaju mostem między światami, nosicielem historycznych, intelektualnych, wojennych i wytwórczych tradycji, bez przyswojenia których nowe kraje przemysłowe nie obronią swoich interesów w wypadku starcia z Zachodem.

W znacznej mierze właśnie dlatego antyrosyjskie nastroje świata zachodniego gwałtownie przybrały na sile właśnie po tym, jak BRICS zmaterializował się jako funkcjonalna międzynarodowa formacja.

Znamienne, że antyrosyjski kurs Zachodu zaczął się formować już kilka lat przedtem, zanim konfrontacja z Moskwą stała się realna w wyniku kryzysu ukraińskiego. Problemem okazała się nie praktyczna polityka międzynarodowa Rosji, pozostająca w pierwszej dekadzie XXI wieku skrajnie konserwatywną i umiarkowaną, i już tym bardziej nie jej działania w sferze ekonomii, całkowicie mieszczące się w ramach ogólnych zasad neoliberalizmu, lecz właśnie potencjalna rola, którą Rosja może odegrać w rekonfiguracji makrosystemu.

W paradoksalny sposób zachodni neoliberalni ideolodzy i analitycy dojrzeli i zrozumieli tę rolę znacznie lepiej, niż same rosyjskie elity, otwarcie pragnące uchylić się od tego rodzaju historycznej misji.

Konflikt społeczny i globalna konfrontacja

Naturalny bieg zdarzeń przekształca kraje BRICS w centrum przyciągania innych państw, dążących do przezwyciężenia zależności od Zachodu i logiki peryferyjnego rozwoju. Jednak do tego, aby stać się zbiorowym podmiotem, zdolnym do przekształcenia systemu światowego, wszystkie te kraje muszą same przeżyć kryzys wewnętrzny i przejść radykalną przemianę.

Wzrost gospodarczy i umocnienie się klasy średniej, zauważalne we wszystkich tych krajach na tle gospodarczego wzrostu początku XXI wieku, świadczyły nie o stabilizacji kapitalistycznego systemu, lecz o narastaniu w nim sprzeczności, jako że chodziło o pojawienie się nowych potrzeb, które nie mogą zostać zaspokojone w ramach istniejącego ładu.

Problemy warstw średnich w krajach BRICS można wyrazić bardzo konkretnie – pisze ekonomista Wasilij Kołtaszow. – Oto jeden z nich: żądania klasy średniej względem swobód politycznych. Inne dotyczą psychologii jej przedstawicieli. Kształtuje ją w dużym stopniu otaczające środowisko. I tu niemałe znaczenie ma polityka społeczna państwa”.

Szybki wzrost gospodarek krajów BRICS został w znacznym stopniu przygotowany właśnie przez neoliberalną globalizację, która spowodowała na poziomie światowym wzrost popytu na ich produkcję i zasoby.

Z drugiej jednak strony, popyt ten nie może w nieskończoność utrzymywać się w ramach powstałego systemu, którego sprzeczności logicznie doprowadziły do kryzysu nadprodukcji i wyczerpania się istniejącego modelu popytu, a z drugiej – zrodziły nowe sprzeczności, możliwości i potrzeby zarówno na poziomie globalnym, jak i narodowym.

Kraje, które jeszcze wczoraj znajdowały się na peryferiach systemu, mogą zająć całkiem inne miejsce, w tym jednak wypadku zmienić się muszą zarówno same te kraje, jak i otaczający je świat.

A nadzieja, że wszystko to przebiegać będzie płynnie i bezkonfliktowo – jest bezpodstawna.

Konfiguracja współczesnego systemu światowego jest taka, że radykalne przekształcenie go raczej nie może zostać osiągnięte kosztem jakiegoś jednego kraju czy dzięki zwycięstwu jakiejś partii na poziomie narodowym. Problemy, z jakimi zderzył się nowy rząd Grecji dosłownie miesiąc po wyborach, doskonale demonstrują sprzeczności obecnego procesu politycznego, który musi być narodowym i zarazem globalnym.

Z jednej strony, Grecy zgodnie z prawem i suwerennie wybrali władzę, która uzyskała mandat na radykalny przegląd polityki gospodarczej i odrzucenie twardej ekonomii, narzuconej przez Brukselę w całkowitej zgodzie z wymogami neoliberalnej ekonomii. Z drugiej – przez nikogo nie wybrani i nie mający demokratycznych pełnomocnictw przedstawiciele instytucji finansowych i aparatu UE zdołali zmusić Ateny do podpisania umowy, otwarcie przeciwstawnej woli przytłaczającej większości narodu greckiego i programowi SYRIZY.
Ustępstwa rządu spotkały się z ostrą krytyką nie tylko ze strony wyborców i działaczy w całym kraju, ale też międzynarodowej lewicy. Noblista

Paul Krugman, nie wyróżniający się rewolucyjnymi poglądami, zauważył, że główny problem sprawującej władzę greckiej lewicy „polega akurat na tym, że nie jest ona wystarczająco radykalna”.

Oczywiście, można zarzucać SYRIZIE brak zdecydowania i jasnej strategii. Nie można jednak nie brać pod uwagę globalnego stosunku sił. Nie można liczyć na to, że nowe populistyczne ruchy w Grecji, Hiszpanii i, potencjalnie, we Włoszech, konfrontując się sam na sam z oligarchią Unii Europejskiej, zdołają odnieść decydujące zwycięstwo.

Dokładnie tak samo również kraje BRICS raczej nie mogą liczyć na bezwarunkowy sukces w wypadku zaostrzenia się konfrontacji z Zachodem, jeśli nie znajdą zdecydowanych i wiernych sojuszników w świecie zachodnim.

Jednak powstająca konfiguracja globalnych sił akurat otwiera taką możliwość: protest europejskich ruchów społecznych, wchodząc w rezonans z przemianami, zachodzącymi na peryferiach, stwarza nową sytuację polityczną, otwiera perspektywę dla globalnych koalicji.

Inna sprawa, że jej faktyczna realizacja jest praktycznie niemożliwa bez poważnych zmian wewnątrz samych państw peryferyjnych, i przede wszystkim – w krajach BRICS.

Potrzeba zmian

Aktualności nabiera dziś wyobrażenie Marksa o światowej rewolucji, jako o społecznej przemianie, która dokonuje się nie jednocześnie wszędzie, ale i nie ogranicza się do ram jakiegoś kraju czy nawet regionu, ale stopniowo ogarnia całą planetę, wciągając w swój kołowrót różne siły społeczne i terytoria.

Czy nadchodzące zmiany będą oznaczały koniec kapitalizmu czy tylko stworzą one możliwość pokonania neoliberalnego modelu i zastąpienia go nowym państwem socjalnym – nie jest już pytaniem teoretycznym, lecz praktycznym.  Odpowiedź będzie zależała od samych uczestników wydarzeń, od tego, jaką w końcu okaże się konfiguracja i stosunek sił, jak daleko zajdzie inercja przemian.

Stopniowa autodestrukcja neoliberalnego modelu skłania nas do ponownego rozważenie doświadczenia ZSRR. O ile na początku lat 50. wyniki radzieckiej gospodarki planowej nawet zachodni analitycy uznawali za sukces, choćby i okupiony nadzwyczaj wielkimi stratami i ofiarami, a w latach 90. tenże sam model wydawał się od poczęcia projektem fatalnym, to w obecnej sytuacji staje się zrozumiałe, że właśnie krytyczne przewartościowanie danego doświadczenia (na równi z doświadczeniem regulowanego rynku, zgromadzonym przez kontynuatorów Keynesa) daje możliwość sformułowania nowego podejścia, znalezienia odpowiedzi na pytania postawione przez kryzys.

„Dzisiaj w Rosji radzieckie państwo socjalne, niedocenione w pełni przez radzieckich obywateli i burzone przez reformy rządu, przeżywa już renesans w charakterze fenomenu świadomości społecznej, elementu systemu wartości i motywacji rosyjskich obywateli – stwierdza Anna Oczkina. – Fakt ten znajduje wyraz nie w uświadomionym dążeniu do przywrócenia systemu radzieckiego, nie w jakimś świadomym politycznym czy społecznym programie, przedstawionym przez ten czy inny ruch. Przejawia się na razie tylko w formie pewnego na poły nieuświadomionego dążenia do znalezienia potwierdzenia, że to, co teraz poprzez reformy rządowe zamienia się w usługi o różnym stopniu dostępności, istniało przedtem jako prawa socjalne. Właśnie potraktowanie edukacji, opieki zdrowotnej, kultury, gwarancji socjalnych jako socjalnych praw jest dziedzictwem radzieckiej przeszłości”.

Przy czym nie chodzi tu o jakieś abstrakcyjne „dążenie do sprawiedliwości”, na temat której ironizował już Fryderyk Engels. „Dążenie do sprawiedliwości” tylko wyraża w języku moralności uświadomienie sobie całkowicie obiektywnych i dojrzałych potrzeb społecznych.

Zasadniczo ważne przy tym jest to, że niezadowolenie z powstałego stanu rzeczy samo w sobie nie tylko nie gwarantuje pozytywnych przemian, ale może też stać się czynnikiem destrukcyjnym, mechanizmem samozniszczenia społeczeństwa. Jako że kryzys nosi charakter obiektywny, będzie narastał niezależnie od rozwoju wydarzeń, niezależnie od istnienia bądź braku alternatywy.

Do tego jednak, aby kryzys ten przyniósł społeczną przemianę, a nie serię bezsensownych katastrof, niezbędna jest całościowa ekonomiczna, społeczna i polityczna strategia. Nie może ona powstać bez poważnej teoretycznej podstawy, której nie można z kolei przedstawić bez uwzględnienia osiągnięć myśli marksistowskiej.

Nowa strategia rozwoju

Główne zarysy nowej strategii rozwoju już się wyłaniają w miarę pogłębiania się kryzysu. Na poziomie politycznym jest to przede wszystkim demokratyzacja procesów podejmowania decyzji, stworzenie nowych instytucji władzy, otwartych nie dla wąskiego kręgu zawodowych przedstawicieli „społeczeństwa obywatelskiego”, którzy już dawno stali się częścią politycznej oligarchii, lecz dla większości szeregowych obywateli.

Na poziomie polityki gospodarczej powstaje konieczność ukształtowania efektywnego sektora społecznego i zintegrowania go w jednolity kompleks (nie tylko gospodarczy, lecz także socjalny i instytucjonalny), zarówno na narodowym, jak też na międzypaństwowym poziomie.

Istnieje potrzeba utworzenia instytucji strategicznego planowania i regulacji, konsekwentnych wysiłków, nakierowanych na rozwój rynku wewnętrznego, zorientowanego na potrzeby ludności. W oparciu o to możliwa jest reorganizacja rynku światowego poprzez współdziałanie zorganizowanych i demokratycznie regulowanych gospodarek narodowych.

W końcu, najważniejszym zadaniem pozostaje przekształcenie społecznego rozwoju w narzędzie gospodarczej ekspansji, kształtowanie popytu poprzez politykę społeczną. U podstaw państwowej polityki gospodarczej leżeć winien priorytet nauki, edukacji, opieki zdrowotnej, humanizacja otoczenia, rozwiązywanie problemów ekologicznych w interesie społeczeństwa, a nie ekologów.

Wszystkie te zadania nigdy nie zostaną wykonane bez radykalnych przemian politycznych i społecznych, jako że tylko w ten sposób powstaną instytucje i stosunki społeczne, stymulujące a nie blokujące podobny rozwój. Nie chodzi o zastąpienie jednych elit przez inne, lecz o radykalną przebudowę samego mechanizmu społecznej reprodukcji, poprzez wykształcenie nowych warstw społecznych, nie tylko organicznie zainteresowanych w demokratycznym rozwoju, lecz także zdolnych stać się jego podmiotem.

Oczywiście, z punktu widzenia licznych przedstawicieli tradycyjnego marksizmu, oczekujących natychmiastowego nastania socjalizmu w wyniku proletariackiej rewolucji, podobna perspektywa może się wydać zbyt „umiarkowana” i „reformistyczna”. Ale tylko taka może zmobilizować energię społeczną do przeprowadzenia głębokich społeczno-gospodarczych przekształceń i sprzyjać powstaniu szerokiego bloku, zainteresowanego takimi przekształceniami i gotowego do ich realizacji w praktyce.

Rewolucyjność marksizmu zawsze polegała na zdolności jego najprzenikliwszych zwolenników do bezkompromisowej analizy rzeczywistości i radykalnego docierania do samej istoty stosunków społecznych, przedkładającego nad utyskiwanie na społeczną niesprawiedliwość trzeźwą analizę struktur władzy i państwa, które tę niesprawiedliwość reprodukują.

Kryzys światowy, który zaczął się w 2008 roku, znamionował koniec epoki neoliberalnej globalizacji, ale bynajmniej nie zakończenie zrodzonych przez nią procesów. W tym sensie obecną epokę należy określać mianem ery „postglobalizacji”. Nie sposób przezwyciężyć skutków neoliberalizmu bez uświadomienia sobie nieodwracalności zmian, które zaszły i bez zrozumienia tego, że zmiany te nie są ostateczne.

Nie ma drogi powrotnej, jak by nie były dla nas znaczące i kuszące osiągnięcia i ideologie XIX i XX stuleci, nic jednak nie przeszkadza iść naprzód, opierając się na tym doświadczeniu i wykorzystując bagaż teoretyczny, pozostawiony nam przez wielkich myślicieli Oświecenia i ideologów ruchu wyzwoleńczego, z których największym i najbardziej aktualnym pozostaje Karol Marks.

Przekład: Karol Majewski

Borys Kagarlicki — socjolog, dyrektor rosyjskiego Instytutu Globalizacji i Ruchów Społecznych

Prezentowany tekst jest skróconą wersją publikacji powstałej w maju 2015 roku na zamówienie Międzynarodowego Klub Dyskusyjnego „Wałdaj” – obradującego w formie corocznych spotkań znanych ekspertów, specjalizujących się w studiach nad polityką wewnętrzną i zagraniczną Rosji.
Klub powstał we wrześniu 2004 z inicjatywy agencji „RIA Nowosti”, Rady Polityki Zagranicznej i Obronnej Rosji, gazety „The Moscow Times” oraz periodyków „Rosja w polityce globalnej” i „Russia Profile”.

Pełny tekst znaleźć można pod adresem:
https://pl.scribd.com/doc/263503269/Marxism-in-the-Post-Globalization-Era (wersja anglojęzyczna).
Materiał został opublikowany pierwotnie w nr 48 „Dalej! – pismo socjalistyczne”
Fot. http://www.philthymag.com

Czytany 5184 razy