niedziela, 29 grudzień 2013 08:29

Błażej Popławski: Kryzys w Sudanie Południowym

Oceń ten artykuł
(1 głos)

sudan_pd05geopolityka  dr Błażej Popławski

W połowie grudnia w Sudanie Południowym doszło do wybuchu walk na tle plemiennym. W Wigilię Rada Bezpieczeństwa ONZ zdecydowała o zwiększeniu kontyngentów, obawiając się eskalacji konfliktu etnicznego i rozpadu najmłodszego państwa świata.

Państwowość in statu nascendi

Historia Sudanu od momentu uzyskania niepodległości naznaczona była rywalizacją między muzułmańską północą a chrześcijańsko-animistycznym południem. Podziały tego rodzaju znaleźć można w wielu krajach afrykańskich – wiążą się one z dziejami islamizacji i chrystianizacji kontynentu, geografią nawracania Afrykanów na wielkie religie monoteistyczne, od początku obce Czarnemu Lądowi. Reperkusje tych procesów tożsamościowotwórczych stały się odczuwalne pół wieku po upadku imperiów kolonialnych – w XXI stuleciu przesądziły one o wybuchu wojen domowych w Wybrzeżu Kości Słoniowej, czy np. w Republice Środkowoafrykańskiej.

W przypadku Sudanu, identyfikacje etniczno-religijne wykrystalizowały się na przełomie XIX i XX w., w okresie tzw. kondominium egipsko-sudańskiego. Decyzje władz kolonialnych utrudniły migracje wzdłuż południków, utrwaliły podział na bogatą, „białą”, arabskojęzyczną północ i biedne, „czarne”, angielskojęzyczne południe. Uzyskanie niepodległości w 1957 r. otworzyło nową kartę w dziejach Sudańczyków (nazwa ta może mylić – ciężko dziś mówić o „narodzie sudańskim” jako o wspólnocie homogenicznej). W przededniu stanowienia suwerennego państwa wybuchła krwawa wojna domowa, która, z krótkimi przerwami, trwała pół wieku. Osią sporu był podział władzy i bogactw oraz spór o rolę religii w państwie (eskalacja walk w 1981 r. nastąpiła po tym, jak prezydent Dżafar al Nimeiri ogłosił Sudan krajem muzułmańskim).

Celem politycznym mieszkańców południa Sudanu od samego początku było utworzenie nowego państwa. Podobne postulaty pojawiają się regularnie w różnych częściach Afryki – żądania samostanowienia wysuwają mieszkańcy nigeryjskiej Biafry, angolskiej Kabindy, kongijskiego Kiwu, tanzańskiego Zanzibaru, sudańskiego Darfuru, kenijskiej Mombasy, malijskiego Azawad czy senegalskiego Casamance. Klasycznym przykładem słabości struktur państwowych na południe od Sahary jest Somalia. Kraj ten dekadę temu rozpadł się na kilka mniejszych państewek, funkcjonujących w próżni politycznej i uzależnionych od pomocy humanitarnej.

Postulaty secesjonistów są ważne i muszą być słyszalne w społeczeństwie wieloetnicznym. Należy je jednak artykułować w sposób pokojowy – uzmysławiają wtedy iluzoryczność granic wytyczanych przez kolonizatorów przy użyciu przysłowiowej linijki, wskazują na wyzwania modernizacyjne dla władz postkolonialnych. Przemiana pokojowych secesjonistów w zmilitaryzowanych terrorystów zagraża jednak stabilności geopolitycznej Afryki. Warto podkreślić, że dyskurs irredenty pozbawiony jest zwykle realnych wyróżników autonomii gospodarczej. Immanentną cechą powstawania nowych państw w Afryce stały waśnie etniczne i kryzysy ekonomiczne. Coraz trudniej być optymistą i wierzyć, że zmiany na mapie Czarnego Lądu prowadzić mogą ku lepszemu.

Nowe kraje, stare dylematy

Na mocy porozumienia zawartego w Nairobi w 2005 r. przez władze w Chartumie z Ludową Armią Wyzwolenia Sudanu, w 2011 r. przeprowadzono referendum niepodległościowe w Sudanie Południowym. Warto podkreślić, że sama decyzja o plebiscycie stanowiła efekt burzliwych debat – Chartum i Dżuba (główne miasto i obecna stolica Sudanu Południowego) nie zgadzały się co do (1) obszaru, na którym referendum ma być przeprowadzone (czy tylko na południu, czy na obszarze całego Sudanu; czy należy przeprowadzić jeden plebiscyt, czy w obszarach strategicznych – np. w Abyei – trzeba zorganizować osobne głosowanie); (2) populacji uprawnionej do głosowania (czy zarejestrowani jako wyborcy mogą być tylko przedstawiciele ludów osiadłych, czy także koczowniczych); (3) podziału władzy (ostatecznie przyjęto, że w okresie przejściowym do wejścia w życie wyniku referendum prezydent Sudanu pochodzi z północy, zaś wiceprezydent z południa); (4) formuły plebiscytu (wysokości progów wyborczych).

Na mocy referendum, które odbyło się w dniach 9–15 stycznia 2011 r., w Afryce powstał nowy kraj – Sudan Południowy. Entuzjazm mieszkańców stołecznej Dżuby od początku ostudziły bunty milicji etnicznych, kierowanych przez Georga Athora (Demokratyczny Ruch Sudanu Południowego) i Petera Gadata (Armia Wyzwolenia Sudanu Południowego). Sprzeciwiali się oni niewłaściwej – ich zdaniem – dystrybucji władzy, czyli skupienia jej w rękach plemienia Dinków (stanowiących 15–40% populacji kraju). Dżuba oskarżała Chartum o wspieranie buntowników wywodzących się ze zarabizowanych mieszkańców południa (m.in. Białej Armii Nuerów oraz plemienia Messiria). Omar al Baszir winił z kolei Dżubę o udzielanie poparcia Frontowi Rewolucyjnemu Sudanu oraz rebeliantom z Darfuru (po obaleniu Muammara Kadafiego Dżuba stała się głównym stronnikiem Darfuru).

Dinkokracja

Co stanowi główną przyczynę wojen sudańskich i kryzysu Sudanu Południowego?

Tłumaczenie etiologii konfliktów w Afryce subsaharyjskiej nieudolną transformacją społeczeństw postkolonialnych, wykazywanie dalekosiężnych skutków podziału Afryki między potęgi kolonialne jest wartościowe dla historyków, ale rzadko inspiruje do poszukiwania rozwiązań we współczesnej geopolityce. Dziś mieszkańcy Sudanu nie rywalizują jedynie o władzę, ale o dostęp do złóż surowców, pastwisk i wody. Roponośny region Abyei, Południowy Kordofan, Heglig oraz tereny nad Nilem Błękitnym to najbardziej bogate części Sudanu Południowego. Grupy etniczne kontrolujące te obszary – zwłaszcza wspólnoty osiadłe – uzurpują sobie prawo do decydowania o podziale petrozysków, marginalizując ludy koczownicze. W dyskursie publicznym nastąpiła problematyzacja pojęcia „obywateli drugiej kategorii” – de iure wchodzących w skład południowosudańskiego społeczeństwa, de facto wykluczonych z procesu politycznego.

Katalizatorem do eskalacji konfliktu stała się śmierć Johna Garanga, twórcy potęgi Ludowej Armii Wyzwolenia Sudanu, „ojca” nowego państwa. Zginął on w katastrofie lotniczej kilka miesięcy przed przeprowadzeniem referendum. Jego następca – Salva Kiir Mayardit wydawał się początkowo politykiem o nastawieniu bardziej kompromisowym od J. Garanga. Objęcie przez niego urzędu prezydenta nie uspokoiło jednak sytuacji w Sudanie Południowym. System władzy szybko ewoluował w stronę modelu silnej prezydentury. Salva Kiir Mayardit szybko doprowadził do wymiany elit wojskowych. Kluczem do czystek na najwyższych szczeblach władzy stało się kryterium przynależności etnicznej. Salva Kiir Mayardit, podobnie jak John Garang, był katolikiem i pochodził z plemienia Dinków. Od władzy odsunięci zostali Nuerowie. W lipcu 2013 r. urząd premiera stracił Riek Machar, jeden z liderów Ludowej Armii Wyzwolenia Sudanu (aczkolwiek, co należy podkreślić, w latach 1991–2002 skłócony z J. Garangiem), sprzeciwiający się autorytarnym rządom Dinków, tzw. „dinkokracji”.

Zamach stanu

W nocy z 15 na 16 grudnia 2013 r. w Dżubie wybuchły walki. Starcia rozpoczęły się w jednostkach gwardii prezydenckiej. Prezydent ogłosił, że wierne mu oddziały udaremniły zamach stanu, przygotowany przez byłego premiera. Aresztowano kilku byłych ministrów (m.in. obrony, finansów, środowiska, inwestycji, sprawiedliwości) oraz wdowę po J. Garangu – Rebeccę Nyandeng, oskarżoną o kolaborację z rebeliantami. Stronnicy Rieka Machara alarmowali z kolei o czystkach etnicznych dokonywanych przez Dinków, sprzeciwiając się zarzutom o inicjowanie zamachu stanu. Ich zdaniem, Salva Kiir Mayardit postanowił usunąć resztkę opozycji politycznej na drodze brutalnej manifestacji siły. Wyjaśnienie to – noszące znamiona teorii spiskowej – sugerowałoby, że kryzys w Sudanie został zaaranżowany przez samego prezydenta, który, szybko eliminując „spiskowców”, potwierdził swoją pozycję na południowosudańskiej scenie politycznej. Biorąc pod uwagę, że w 2015 r. w Sudanie Południowym przeprowadzone zostaną nowe wybory, spisek (rządzących) Dinków wydaje się bardziej prawdopodobny niż próba zamachu stanu (rządzonych) Nuerów.

Walki w Bor, Malakal, Pan-Pandiar, Pibor pochłonęły kilka tysięcy ofiar. Ponad 60 tys. obywateli Sudanu Południowego, głównie Nuerów, schroniło się w obozach UNMISS. Wstrzymano wydobycie ropy z części pól naftowych. Amerykanie zadecydowali o rozpoczęciu ewakuacji swoich rodaków z Sudanu Południowego. W prasie międzynarodowej pojawiają się sprzeczne doniesienia – zdaniem jednych komentatorów, rebelianci zostali wyparci z większości ośrodków miejskich, zdaniem innych, na początku nowego roku rozpocznie się ofensywa Nuerów przeciwko Dinkom. Kraj stanął na krawędzi wojny domowej. W mediację zaangażowało się ONZ, USA i Unia Afrykańska. Prezydent Kenii Uhuru Kenyatta oraz premier Etiopii Hailemariam Desalegn dotarli do Dżuby i zostali dopuszczeni do 11 wyższych urzędników państwowych, aresztowanych przez prezydenta pod zarzutem udziału w zamachu stanu. Społeczność międzynarodowa grozi władzom w Dżubie, że w przypadku braku rozpoczęcia rozmów pokojowych, dalsza pomoc dla Sudanu zostanie wstrzymana.

Stabilizacja i power sharing

Receptą na zażeganie kryzysu w Sudanie Południowym musi stać się deetnicyzacja sceny politycznej oraz wypracowanie trwałej wizji podziału władzy (power sharing). Upadek dinkokracji i zakończenie rywalizacji o ropę, pastwiska i czystą wodę między ludnością osiadłą a koczowniczą (tzw. cattle vendettas) muszą poprzedzać dalszą rozbudowę instytucji państwowych. Procesy te powinny przebiegać równolegle ze zmianami w armii – obecnie opartej na potencjale milicji etnicznych, a pozbawionej spójnej identyfikacji narodowej.

Dla przyszłości Sudanu Południowego kluczowa stała się także renegocjacja relacji gospodarczych z Chartumem. 2/3 złóż roponośnych dawnego Sudanu po zmianie granic trafiło pod jurysdykcję Dżuby. Sudan Południowy jest jednak uzależniony od pośrednictwa w eksporcie przez rurociągi biegnące na północ. Wszelkie wizje budowy nowych dróg wywozu surowców przez Kenię wydają się mrzonką – władze w Dżubie muszą starać się wynegocjować nowe warunki współpracy i zmniejszenie stawek za pośrednictwo narzucanych przez Chartum. Właściwa polityka etniczna, energetyczna oraz reformy, mające na celu zapewnienie bezpieczeństwa żywnościowego, powinny stać się priorytetami dla władz najmłodszego kraju świata.

Fot. www.thelondoneveningpost.com
Błażej Popławski, dr historii, socjolog, członek Polskiego Towarzystwa Afrykanistycznego.

Czytany 4539 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 30 październik 2014 00:04