środa, 28 maj 2014 06:16

Błażej Popławski: Afrykańskie spojrzenie na kryzys ukraiński

Oceń ten artykuł
(6 głosów)

un_forum_obraddr Błażej Popławski

Bierność wobec kryzysu ukraińskiego nie jest możliwa. Rozpala on wyobraźnię mediów, które – manierą raz bardziej reporterską, a raz tabloidalną – atakują nas setkami interpretacji. Diagnozy te rzadko dokonywane są bezstronnie w obrębie dyskursu eksperckiego, a częściej dowodzą uwikłania podmiotu wydającego opinie w określone ideologie i stereotypy.

Czytając egzegezy autorstwa dziennikarzy i polityków więcej dowiadujemy się o ich światopoglądzie, niż o faktach, które próbują relacjonować. Dzieje się tak w przypadku zarówno żurnalistów zachodnich, jak i wschodnich. Podobnie jest też w przypadku komentatorów z globalnego Południa, a konkretnie z Afryki.

Niemoc Zachodu i siła Rosji

Afrykanie kryzys ukraiński interpretują w oparciu o dwie narracje – sprzyjającą oraz krytyczną wobec nowych władz w Kijowie. Nie jest to jednak podział identyczny do europejskiej dystynkcji na rusofilów/eurosceptyków i rusofobów/euroentuzjastów.

Konflikt na samej Ukrainie definiowany jest przez pryzmat zimnowojennej rywalizacji bloków, starcia imperiów o władzę nad strategicznym obszarem. Doświadczenie to nie było obce samej Afryce – wizja przekształcenia Zanzibaru w „drugą Kubę” ogniskowała opinię międzynarodową w latach 1960’, wojna domowa w Angoli z udziałem tysięcy Kubańczyków czy krwawe rządy Dergu w Etiopii dowodziły inwencji komunistów w poszukiwaniu kolejnych poligonów na egzotycznych rubieżach świata. Dziś Afrykanie, oceniając kryzys ukraiński, nie dokonują jednak wyboru ideologicznego, nie opowiadają się za „afrosocjalizmem”, „komunizmem z ludzką twarzą”, lecz próbują raczej podkreślić swoją niezależność od obu bloków. W diagnozach zawartych w prasie afrykańskiej zauważyć można jednak dominację dyskursu prorosyjskiego, sceptycznego wobec dziedzictwa Euromajdanu.

Trudno nie zgodzić się z analitykami z globalnego Południa co do krytycznej oceny polityki Zachodu wobec Ukrainy. Praktyka nakładania sankcji na wschodnich oligarchów i prominentnych polityków jest równie nieskuteczna jak presja wywierana przez społeczność międzynarodową na RPA doby apartheidu. Indolencja decyzyjna Brukseli i Waszyngtonu, straszenie scenariuszem libijskim to gesty puste, nieskuteczne i demagogiczne. Z drugiej strony, afrykańscy publicyści gorzko komentują, że misje pokojowe, kontyngenty stabilizacyjne, naloty na cele wojskowe to instrumenty, które ONZ, NATO i UE potrafi stosować jedynie wobec swoich byłych kolonii. Poetyka wojny sprawiedliwej wielokrotnie uzasadniała interwencje byłych potęg, krucjaty mające „przywracać” stabilizację upadającym państwom Afryki. Dziś, w obliczu rozpadu państwa ukraińskiego i bezpośredniego zagrożenia granic Unii Europejskiej, Bruksela lęka się podejmować równie radykalne kroki. Przyczyną strachu wydaje się – zdaniem Afrykanów – dostrzeżenie wzrostu aspiracji mocarstwowych i potencjału Rosji. Władimir Putin oceniany jest przez część afrykańskich publicystów, jako przykład lidera charyzmatycznego, niewahającego się przeciwstawić mocarstwom zachodnim. A retoryka antyokcydentalna, nawet jeśli wypowiadana przez (wschodnio)europejskich polityków, zawsze zyska uznanie u wielu mieszkańców globalnego Południa…

Euromajdan a Arabskie Przebudzenie

Euromajdan przez afrykańskich komentatorów bywa ujmowany w kategoriach „długiego trwania” Arabskiej Wiosny. Abstrahując od uwikłania tego terminu w europocentryczne klisze (odtworzenie określenia „Wiosna Ludów” – nieadekwatnego tak politycznie, jak i nawet klimatycznie), nietrudno zgodzić się z podobieństwami między rewolucjami w Maghrebie i na Ukrainie.

Procesy te łączy złożona etiologia, obejmująca przyczyny kulturowe (sui generis antyorientalizm), społeczne (początkowo bazę dla manifestacji stanowiły osoby młode, relatywnie dobrze wykształcone), ekonomiczne (pogłębiająca się polaryzacja, rozrost kleptokracji i plagi korupcji, rozkradzenie państwa), technologiczne (rola mediów społecznościowych w organizowaniu pierwszej fali protestów) i ideologiczno-polityczne (doświadczenie postkolonialne, fetysz demokratyzacji ustroju, walka z autokratami).

Kolejnym iunctum między Euromajdanem a Arabskim Przebudzeniem są – co należy stwierdzić z dużą dozą ostrożności wobec futurologii geopolitycznej – dalekosiężne reperkusje obu procesów. Katalizatorem dla przemiany stołecznej rewolty studentów w rewolucję ogólnonarodową było zastosowanie przez słabnący reżim przemocy na niewyobrażalną wcześniej skalę. Z czasem, na eskalacji konfliktu najwięcej zyskiwały ugrupowania radykalne – na Ukrainie do głosu doszła centroprawica, w Maghrebie – fundamentaliści islamscy. Niestety, ale doświadczenie rewolucyjne zawsze stanowi pożywkę dla populistów. Ich rządy, czego dowodzą choćby wydarzenia z ostatnich miesięcy w Egipcie, rzadko spajają naród. Częściej dochodzi do antagonizowania grup społecznych, etnicznych, czy religijnych i urealnienia groźby rozpadu państwa.

Widmo secesji

Problem podziału państwa ukraińskiego, przeprowadzanie referendów inspirowanych przez sąsiedniego hegemona, walki zbrojne oddziałów rządowych z zaskakująco dobrze wyekwipowanymi separatystami – scenariusz ukraiński nikogo w Afryce nie dziwi. Czarny Ląd od dekad boryka się problemami iluzoryczności granic, braku spójności etnicznej państw. To oczywiście skutki wadliwego procesu dekolonizacji, sztucznego „odnajdywania tradycji” państwowotwórczych. Z podobnym wyzwaniem muszą się zmierzyć obecnie włodarze ukraińscy. Mozaika narodowa (problem rusyfikacji/ukrainizacji elit), etniczna (np. konflikt między Tatarami a Kozakami), religijna (walka o „rząd dusz” między Kościołem Prawosławnym podległym Patriarchatowi Moskiewskiemu i Kijowskiemu) utrudnia wykształcenie się spójnej identyfikacji obywatelskiej.

Sytuacja z Krymu i Donbasu przywodzi na myśl wydarzenia z nigeryjskiej Biafry, angolskiej Kabindy czy senegalskiego Kaasamaas. Waśnie te można rozpatrywać z perspektywy polityki neokolonialnej, opartej na zarządzaniu konfliktami w celu utrwalenia dominacji jednego ethnosu nad innymi. Wielu mieszkańców Afryki postrzega postawy mieszkańców Symferopola, Kramatorska i Słowiańska w kategoriach postkolonialnej regulacji granic państw – Sudanu, Somalii. Odniesienie modelu ukraińskiego do podziału Sudanu (na drodze demokratycznego referendum) bądź rozpadu Somalii (podczas wojny domowej) staje się zatem wyborem jednoznacznie wartościującym wydarzenia na Ukrainie.

Podkreślić należy, że decydenci polityczni z Abudży, Luandy czy Dakaru konsekwentnie sprzeciwiają się plemiennej federalizacji, porównywanej często w oficjalnej nomenklaturze „prawem narodów do samostanowienia”. Racja stanu powinna skłaniać ich do popierania władz w Kijowie i krytykowaniu strategii Kremla. W praktyce dyplomatycznej dzieje się jednak inaczej. Ważniejsza okazuje się współpraca gospodarcza, relacje handlowe z Rosją, która, razem z RPA, wchodzi przecież w skład grupy BRICS (głównego inwestora w Afryce).

Interesy gospodarcze

Opowiedzenie się Afrykanów po stronie Rosji lub Zachodu staje się także symbolicznym głosem w debacie nad pierwszeństwem prawa wspólnotowego nad porządkiem prawnym legitymizującym władze lokalne. W Afryce kwestia ta odgrywa rolę o wiele istotniejszą niż w Europie. Tutaj nikt nie liczy na „Partnerstwo” (Wschodnie). Punktem spornym nie jest dostosowywanie prawa do unijnych standardów, lecz wtłaczanie reform demokratycznych oraz wywieranie presji na państwa członkowskie. Unia Afrykańska wielokrotnie nakładała sankcje na despotów, a decyzje te zawsze dzieliły wspólnotę. Przypomnieć można choćby percepcję polityki Muammara Kaddafiego – postrzeganego w Afryce zarówno jako agresora, tyrana, jak i filantropa, orędownika panafrykanizmu. Mając w pamięci te czynniki, ocena legalności obalenia Wiktora Janukowycza może budzić w Afryce większe kontrowersje niż w Europie. Z jednej strony, logika zamachu stanu (egzegeza prorosyjska) stała się nieformalną regułą zmiany rządów na południe od Sahary. Z drugiej strony, rewolucje społeczne (egzegeza ukraińska) doprowadziły do rekonfiguracji ładu politycznego w Maghrebie. A model dzielenia władzy pod presją europejskich dyplomatów, tworzenia rządów „jedności narodowej” z premierami pozbawionymi charyzmy oraz wyboru lokalnych oligarchów na stanowisko prezydenta rzadko się w Afryce sprawdziły…

Dowodem wstrzemięźliwości politycznej Czarnego Lądu są wyniki głosowania nad rezolucją ONZ, popierającą integralność terytorialną Ukrainy z 27 marca 2014 r. Spośród 168 obecnych delegacji, 100 państw poparło projekt rezolucji, 58 wstrzymało się, a 11 zagłosowało przeciwko projektowi. Większość państw afrykańskich wstrzymała się od głosowania (to oficjalne stanowisko 28 delegatów, głównie z Maghrebu; do liczby tej dodać należy sześć państw, które nie wzięły udziału w głosowaniu). Rezolucję poparło 19 krajów afrykańskich, z czego 10, to byłe kolonie francuskie (często uzależnione politycznie i gospodarczo od Paryża, prowadzące relatywnie niewielką wymianę handlową z Rosją), kraje z Afryki Środkowej i Zachodniej. Podkreślić należy, że RPA (członek BRICS) wstrzymała się od głosu, a Nigeria (zagrożona widmem secesji stanów północnowschodnich, kolebki Boko Haram, oraz pamiętająca wojnę biafrańską) poparła rezolucję. Rezolucji sprzeciwiły się dwa kraje – Zimbabwe i Sudan, występujące przeciw zwyczajowi nakładania sankcji przez Zachód. Kraje afrykańskie biorąc udział w głosowaniu na forum ONZ, nie wyrażały jedynie opinii o Ukrainie – ich stanowiska znajdowały swoje uzasadnienie w partykularnych interesach oraz historycznym doświadczeniu renegocjacji granic.

* * *

Nakładanie ukraińskiej kliszy na Afrykę może wydawać się zabiegiem równie słusznym, co uczenie Ukraińców przez Polaków, jak należy gotować barszcz ukraiński. Zabieg ten, nawet jeśli abstrakcyjny, ma jednak istotny propedeutyczny sens. Unaocznia trudności z wypracowaniem odpowiedniego języka opisu specyfiki danego laboratorium politycznego. Uniwersalizacja tego dyskursu jest zabiegiem ryzykownym, choć czasami po prostu niezbędnym do orzeczenia braku wyobraźni politycznej w świecie postkolonialnym.

Autor jest doktorem historii, socjologiem, członkiem Polskiego Towarzystwa Afrykanistycznego, prowadzi blog www.afrykanista.pl. Artykuł rozwija wątki zasygnalizowane w tekście z 16 kwietnia 2014: Gdzie Krym, gdzie Afryka, „Kultura Liberalna” 2014, nr 275.
Fot. www.un.org

Czytany 4917 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 30 październik 2014 00:04