środa, 03 marzec 2010 14:19

Aneta Wawrzyńczak: Kaukaski kocioł ciągle wrze

Oceń ten artykuł
(1 głos)
altalt Aneta Wawrzyńczak
Stoczona przed półtora roku pięciodniowa wojna pomiędzy Gruzją a Rosją pomimo wygaśnięcia działań zbrojnych nie doczekała się jeszcze epilogu. Ogień pod bulgocący kocioł podkłada prezydent Michael Saakaszwili, który przed kilkoma dniami wysunął pod adresem północnokaukaskich republik propozycję „współpracy z pominięciem Rosji”.
Saakaszwili nie działa jednak w pojedynkę – zapałki systematycznie podsuwa mu Rosja, która ostentacyjnie manifestuje poparcie dla uznawanych jedynie przez nią, Nikaraguę, Wenezuelę i Nauru niepodległości Osetii Południowej i Abchazji.
 
 
Sytuacji nie ułatwia również fakt negocjacji toczących się pomiędzy Rosją a Francją w sprawie sprzedaży Rosyjskiej Marynarce Wojennej okrętu wojskowego. Na horyzoncie pojawia się maleńkie  światełka w tunelu, m.in. spotkanie przedstawicieli organizacji pozarządowych Rosji, Gruzji i Osetii Południowej, które odbyło się w dniach 20-21 lutego w stolicy Armenii.
 
 
Konflikt na Zakaukaziu ma jednak zbyt głębokie korzenie, by rozpatrywać go wyłącznie przez pryzmat ostatnich wydarzeń. Bez przyjrzenia się jego genezie nie sposób mówić o perspektywach nawiązaniu trójstronnego dialogu.
 
 
Prolog
Praprzyczyny antagonizmów pomiędzy Gruzją i Osetią należy doszukiwać się w połowie XVII wieku, kiedy to permanentne zagrożenie ze strony koczowniczych plemion Północnego Kaukazu, Chanatu krymskiego i Turków w decydującym stopniu przyczyniło się poszukiwania przez Osetyjczyków protektora. Wybór padł na potężne Imperium Rosyjskie, które w 1774 r. oficjalnie przyjęło propozycję inkorporacji wysuwaną przez osetyjskich delegatów z Zurabem Elichanowem na czele. Zarzewiem konfliktów z pozostałymi narodowościami kaukaskimi było zjawisko faworyzowania Osetyjczyków przez władze rosyjskie, co znalazło wyraz m.in. w łagodniejszym traktowaniu ludności osetyjskiej w erze stalinowskich represji.
 
 
Analogicznie Abchazja, od XV w. znajdująca się pod protektoratem Turcji, zwróciła się do Rosji z prośbą o protekcję, co nastąpiło w 1810 r. U podstaw antygruzińskiego nastawienia Abchazów legła forsowna gruzinizacja regionu, której głównym orędownikiem był pochodzący z Gruzji Ławrientij Beria.
 
 
Eskalacja konfliktu nastąpiła wraz z dekompozycją Związku Radzieckiego. Wypuszczone spod pręgierza silnych rządów Wielkiego Brata, relatywnie niewielkie republiki kaukaskie postanowiły kuć żelazo póki gorące, co znalazło wyraz w dążeniach niepodległościowych licznych grup narodowościowych zamieszkujących Kaukaz. W nowej rzeczywistości zarówno Osetia Południowa, jak i Abchazja próbowały stworzyć struktury państwowe, co udaremniała polityka prowadzona przez silniejszą Gruzję. W 1990 r. Osetia Południowa jednostronnie proklamowała niepodległość. W ślad za nią poszła Abchazja, która ogłosiła irredentę dwa lata później.
 
 
W połowie lat 90. ubiegłego wieku udało się wyciszyć wzajemne antagonizmy, które odżyły w 2004 r. i były podyktowane ustabilizowaniem gospodarek i państwowości Gruzji coraz silniej akcentującej dążenia do zachowania integralności terytorialnej z jednej strony, a wzmożonym zainteresowaniem Zachodu z drugiej. Zostało to odebrane przez Rosję jako zagrożenie dla dyktowanego przezeń status quo w regionie. W czasie trwania wojny w sierpniu 2008 r. prezydent Federacji Rosyjskiej Dymitr Miedwiediew zdecydowanie podkreślił, że „Rosja nigdy nie będzie biernym obserwatorem na Kaukazie”. Trudno o bardziej wyrazistą wykładnię rosyjskich planów co do Kaukazu.
 
 
Saakaszwilego pomysły na stabilizację
W ujarzmianiu separatystycznych dążeń Osetii Południowej Gruzja wykorzystała już cały wachlarz rozwiązań – począwszy od prób stabilizacji regionu na mocy porozumień zawartych w 1992 r. w Dagomysie, powołujących Wspólną Komisję Kontrolną i ustanawiających stacjonowanie rosyjsko-gruzińsko-osetyjskich sił pokojowych w regionach zapalnych, poprzez podjudzanie tarć wewnętrznych w obozie separatystów, czego kulminacyjnym momentem było ustanowienie progruzińskich władz z Dmitrijem Sanakojewem na czele, na incydentach granicznych zwieńczonych interwencją Gruzji w sierpniu 2008 r. skończywszy.
 
 
Nieco odmienną taktykę obrano w stosunku do Abchazji, która nie przystała na złożoną jej w 2003 r. propozycję przyznania szerokiej autonomii kulturalnej i gospodarczo-politycznej. W efekcie Gruzja posunęła się do siłowej próby rozwiązania konfliktu, m.in. poprzez zajęcie Wąwozu Kodorskiego w 2006 r., w którym osadzono emigracyjne progruzińskie władze abchaskie.
 
 
Jak podkreślają eksperci Ośrodka Studiów Wschodnich priorytetem Gruzji jest „odzyskanie realnej kontroli nad utraconymi prowincjami”. Przyczyny mają zarówno naturę symboliczną i prestiżową, jak i społeczno-polityczną. Nie bez znaczenia są również przesłanki gospodarcze – wszak zminimalizowanie pretensji Rosji do sprawowania kontroli nad dawnymi republikami radzieckimi przyczyniłoby się do rozwoju gospodarczego przejawiającego się zwiększeniem atrakcyjności inwestycyjnej i wzrostem bezpieczeństwa energetycznego. Żywotnym interesem prozachodnio nastawionej Gruzji jest zacieśnienie współpracy z NATO, a w dalszej perspektywie również i Unią Europejską. Na przeszkodzie tradycyjnie stoi Rosja, która nieprędko otrząśnie się z radzieckiego sentymentu.
 
 
Jednak przyczyna zainteresowania Rosji ziemiami położonymi pomiędzy trzema Morzami: Azowskim, Kaspijskim i Czarnym ma też inne podłoże. Z geopolitycznego punktu widzenia Kaukaz jako centralna część Eurazji określanej przez Halforda Mackindera „wyspą świata” jest swoistym subregionem, „sercem lądu”. Brytyjski geograf, począwszy od swego wystąpienia na posiedzeniu Royal Geographical Society w 1904 r., głosił tezę, jakoby Heartland, którego część stanowią kaukaskie byłe republiki radzieckie, był terytorium, którego podbicie determinuje panowanie nad światem. Obserwujemy obecnie swoisty wyścig amerykańsko-rosyjski (czy szerzej: zachodnio-rosyjski) o wpływy w tym regionie. I nie chodzi wyłącznie o dostęp do surowców energetycznych, w które obfitują republiki kaukaskie. „Zainaugurowana” wydarzeniami z 11 września 2001 r. wojna kręgu cywilizacji zachodniej z terroryzmem skłania Stany Zjednoczone do poszukiwania na Kaukazie sojuszników. To z kolei obliguje USA, m.in. przez wzgląd na psychologiczną regułą wzajemności Cialdiniego, do odwzajemnienia pomocy. Gruzja skrzętnie to wykorzystuje, deklarując chociażby wysłanie kolejnych 900 żołnierzy do Afganistanu.
 

 
Wojna pięciodniowa
Michael Saakaszwili, kładąc na szali przyszłość integracji z Zachodem, odważył się na próbę uśmierzenia abchaskich i osetyjskich tendencji odśrodkowych manu militari. W raporcie specjalnym OSW opublikowanym 9 lipca 2008 r., a więc na miesiąc przed wybuchem wojny gruzińsko-rosyjskiej, analitycy podkreślali, że interwencja zbrojna jest absolutną ostatecznością. Jednak w obliczu ustawicznych roszczeń niepodległościowych Abchazji i Osetii Południowej, systematycznie nasilających się od lutego 2008 r., Gruzja zdecydowała się na ingerencję. Czy Saakaszwili stanął na skraju przepaści, wobec czego jedynym rozwiązaniem było posunięcie się do „absolutnej ostateczności”? Wątpliwe. Gruzja znalazła się na rozstaju dróg i straciwszy orientację, podążyła ślepo za podsuniętym przez prezydenta rozwiązaniem siłowym.
 
 
Skutki tego posunięcia mogliśmy obserwować w sierpniu 2008 r., gdy Gruzja, wkraczając do Cchinwali, rozpoczęła operację „przywracania konstytucyjnego porządku”. Reakcja Rosji była natychmiastowa, choć – co wielokrotnie podkreślał Sekretarz Generalny NATO Jaap de Hoop Scheffer – niewspółmierna do działań przeprowadzanych przez Gruzję.
 
 
Miedwiediew, a w ślad za nim "Rossijskaja Gazieta” oskarżający Gruzję o ludobójstwo i nazywający akcję przeprowadzaną przez Gruzję „katastrofą humanitarną”, zdawali się nie brać pod uwagę raportów Amnesty International, w których organizacja rokrocznie alarmuje o łamaniu prawa międzynarodowego i norm humanitarnych przez rosyjskie siły bezpieczeństwa. Hipokryzja jest wszak jedną z głównych trajektorii wyznaczających rosyjską politykę zagraniczną.
 
 
Gdzie dwóch się bije...
Teoretycznie konflikt rozgrywa się pomiędzy sprzymierzonymi we wspólnym dążeniu do oficjalnego uznania odrębności państwowej Abchazją i Osetią Południową z jednej strony, a usiłującą zachować integralność terytorialną Gruzją z drugiej. Jednakże faktycznym beneficjentem nieustających sporów terytorialnych na Kaukazie jest Rosja, która w destabilizacji regionu ma żywotny interes.
 
 
Dla Rosji konflikt z Gruzją stanowi kolejną odsłonę jej walki o utrzymanie wpływów w regionie i przeciwdziałanie integracji byłych członów ZSRR z Zachodem. Póki Moskwa trzyma rękę na pulsie, póki republiki kaukaskie pogrążają się w odmęcie niekończących się utarczek, póty Rosja jest głównym rozgrywającym w kaukaskiej partii polityczno-gospodarczego pokera.
 
 
Pełne odseparowanie się Gruzji wraz z prorosyjsko nastawionymi Abchazją i Osetią Południową, stanowiłoby policzek wymierzony ciągle żywemu resentymentowi klęski radzieckiej potęgi. Z kolei ostatecznym ciosem byłoby dlań członkostwo Gruzji w NATO, co umocniłoby amerykańskie wpływy w regionie i tym samym nadwerężyłoby pozycję Rosji. Stąd też niestabilność i narastanie wzajemnych antagonizmów między jej protegowanymi a Gruzją, wydają się stanowić centralny element polityki zagranicznej Kremla, w odniesieniu do Zakaukazia rozgrywającej się na trzech płaszczyznach: destabilizacji regionu, prowokowaniu i kompromitowaniu Gruzji w jej zabiegach o włączenie w struktury NATO oraz manifestowaniu Zachodowi jego ograniczonych wpływów na porządek – czy raczej bałagan – panujący w tej części świata. „Kaukaz Południowy staje się miejscem, gdzie Moskwa ma ambicję dyktować własne warunki oraz akcentować swój mocarstwowy status wbrew Zachodowi” – nie bez racji konstatowali eksperci OSW. Jeszcze dobitniej interesy Rosji obnażył Zbigniew Brzeziński, zdaniem którego „akcja Moskwy zmierza do podporządkowania sobie Gruzji”.
 
 
Wzajemne tarcia
Nieuznanie przez społeczność międzynarodową reelekcji prezydenta Abchazji Siergieja Bagapsza i doniesienia o możliwości podjęcia przez Gruzję „próby rewanżu” za porażkę akcji zbrojnej przeprowadzonej w sierpniu 2008 r. są kolejnymi etapami w toczącej się na płaszczyźnie informacyjnej wojnie zaczepnej.
 
 
Jedną z jej odsłon stanowiło grudniowe rozebranie pomnika zwycięstwa nad faszyzmem w Kutaisi. Wydarzenie wywołało falę oburzenia w Gruzji. Aleksiej Ostrowski, poseł Liberalno-Demokratycznej Partii Rosji, grzmiał: „Ten łajdak Micheil Saakaszwili przed 65-rocznicą drugiej wojny światowej chce zlikwidować pomnik ku czci poległych gruzińskich żołnierzy”. Zdaniem Jerzego Haszczyńskiego „zniszczenie pomnika to prowokowanie Rosji półtora roku po przegranej z nią wojnie o Osetię Południową. To uderzenie w czuły punkt”.
 
 
Wzajemnych uszczypnięć nie brakuje, choć np. wystąpienie namaszczonego przez Moskwę czeczeńskiego prezydenta Ramzana Kadyrowa musiało przyprawić władze rosyjskie o zawrót głowy. Jak przekonywał moskiewski poplecznik „Oni [Zachód – przyp. autorki] się nie uspokoją. Rosja powinna wypracować odpowiednią strategię – trzeba atakować. Jeśli jakieś państwo napada, nie należy się bronić, ale napaść na nie, by je uspokoić”. MSZ zareagowało błyskawicznym dementi. Jednak strona gruzińska na arenie międzynarodowej nie raz powoła się na „strategię” działania głoszoną przez Kadyrowa.
 

 
Tymczasem Gruzja 28 stycznia br. ogłosiła plan reintegracji Abchazji i Osetii Południowej, w którym zdecydowanie wykluczono ewentualność podjęcia kolejnej interwencji zbrojnej. W odpowiedzi Moskwa silniej zaakcentowała swoje poparcie dla dążeń niepodległościowych sojuszników, ogłaszając, że będzie zabiegała o utworzenie ich reprezentacji na arenie międzynarodowej, w tym w Radzie Bezpieczeństwa ONZ. Sam Bagapsz, który czuje się bardziej pewny swych racji po podpisaniu w Moskwie umowy o utworzeniu rosyjskiej bazy wojskowej na terytorium Abchazji, wyklucza jakikolwiek dialog czy współpracę z obecnymi władzami Gruzji.
 
 
17 lutego Saakaszwili został określony przez Miedwiediewa mianem „persona non grata dla Federacji Rosyjskiej”. W odpowiedzi prezydent Gruzji zapowiedział wystąpienie do międzynarodowych sądów z pozwem o rekompensatę rzędu 40 miliardów dolarów. Kwota obejmuje nie tylko wartość zniszczeń dokonanych przez Rosję w sierpniu 2008 r., ale także straty (w tym gospodarcze) ponoszone przez Gruzję w ciągu ostatnich dwóch dekad.
 
 
Saakaszwili znajduje się w trudnym położeniu. Wyniki sondażu przeprowadzonego przez rosyjskie Centrum im. Lewady w czasie wojny w 2008 r. wskazywały na poparcie społeczeństwa dla polityki prowadzonej przez Moskwę. 46 proc. Rosjan opowiedziało się za inkorporacją Osetii Południowej, 34 proc. uznało jej prawo do niepodległości, zaś zaledwie 4 proc. przyznało rację dążącej do zachowania integralności terytorialnej Gruzji. Tymczasem prezydent Gruzji musi zmagać się z wewnętrzną falą krytyki dla jego poczynań. Do propozycji nawiązania ścisłej współpracy pomiędzy Gruzją a Północnym Kaukazem bez uwzględniania stanowiska Rosji ustosunkowała się Nino Burjanadze. Lider opozycyjnej partii Ruch Demokratyczny – Zjednoczona Gruzja uznała, że posunięcia prezydenta „mogą doprowadzić do destabilizacji w regionie”, a „podejmowane prowokujące kroki pogrążą kraj w kolejnej wojnie”. Wskazała również na brak konsekwencji w polityce Saakaszwilego, który zdaje się nie dostrzegać analogii pomiędzy marionetkowymi republikami północnokaukaskimi pozostającymi w składzie Federacji Rosyjskiej a sytuacją Abchazji i Osetii Południowej. Do polityki tak Miedwiediewa, jak i Saakaszwilego można w tym kontekście odnieść słowa Mrożka, który stwierdził, że „gdyby nie odrobina hipokryzji i odrobina ślepoty, nikt by nie mógł funkcjonować i nikt by nie przeżył nikogo”.
 
 
Światełko w tunelu?
Pojawiają się także oznaki świadczące o ocieplaniu relacji na linii Tbilisi-Moskwa. Przywrócenie nieczynnego od trzech lat przejścia granicznego Wierchnij Łars-Kazbegi – jedynego gruzińsko-rosyjskiego punktu tranzytowego nie leżącego ani na terytorium Abchazji, ani Osetii czy wznowienie zezwoleń dla Georgian Airways na loty czarterowe do Rosji są tego wyrazem. Optymistycznym akcentem jest również nawiązanie dialogu pomiędzy gruzińskimi, południowoosetyjskimi i rosyjskimi organizacjami pozarządowymi. Ich spotkanie spotkanie odbyło się 20-21 lutego w Erywaniu i dotyczyło wzajemnego przetrzymywanie w więzieniach obywateli Gruzji i Osetii Płd.
 
 
Są to jednak przesłanki bardziej gospodarczo-społeczne aniżeli polityczne. A te pełnią rolę pierwszych skrzypiec w kaukaskiej operetce. Najważniejszą determinantą wydarzeń na Zakaukaziu są wypowiedzi i działania przywódców państw. Londyńskie wystąpienie Saakaszwilego z 17 lutego, w którym stwierdził, że „nowa inwazja jest możliwa” jest dobitnym dowodem na to, że do stabilizacji w regionie jeszcze daleko.
Czytany 10418 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 10 marzec 2016 18:31