środa, 20 styczeń 2016 07:29

Andrzej P. Wierzbicki: Prognozy katastroficzne

Oceń ten artykuł
(5 głosów)

prof. dr hab. inż. Andrzej P. Wierzbicki

W ostatnich latach wzrasta liczba prognoz, ocenianych przez główny nurt nauk społecznych jako katastroficzne, co jest wygodnym uzasadnieniem dla ich ignorowania. Osobiście jednak uważam, że są to nie tyle prognozy katastroficzne, co ostrzegawcze o możliwości przyszłych katastrof, i należy traktować je z należytą uwagą.

Jednakże, aby dobrze zrozumieć takie możliwości katastrof, trzeba dobrze poznać dynamikę procesów z dodatnim sprzężeniem zwrotnym. Żeby ją zrozumieć, trzeba albo analizować dynamikę realnych procesów z dodatnim sprzężeniem zwrotnym – jak np. dynamikę przełączania się elementów pamięci komputerowej – albo przejść przez ćwiczenia laboratoryjne z symulacją komputerową takich procesów (niezbędne np. przy kształceniu automatyków elektrowni jądrowych).

Niestety, uniwersytety (zwłaszcza w Polsce) odcinają się od nauk technicznych, stąd rozumienie dynamiki procesów z dodatnim sprzężeniem zwrotnym wśród nauk społecznych jest ułomne. Tymczasem to właśnie objawy takich procesów niepokoją autorów prognoz zwanych katastroficznymi, którzy usiłują w ten sposób ostrzec społeczeństwa świata.

Wybuchowa szpilka

Głównym objawem takich procesów jest przyspieszanie tempa rozwoju. W literaturze pojawiło się wiele wykresów ilustrujących to zjawisko. Ostatnio w dwóch publikacjach – Morris (2010) Why the West Rules – For Now oraz Brynjolfson i McAfee (2014) The Second Machine Age – pojawił się wykres dwóch wskaźników rozwoju ludzkości (liczby ludności świata oraz syntetycznego wskaźnika Human Social Development) w zależności od czasu przez ostatnie 10 tysięcy lat.

W obu przypadkach wykres ten ma postać szpilki zaczynającej się ok. dwustu lat temu, a znacznie przyspieszającej obecnie. Autorzy tych dwóch książek zachwycają się tym wykresem, choć mnie on napawa przerażeniem, gdyż nie wiedzą oni, co widzą. A widzą typowy proces wybuchu reaktora jądrowego.

Każdy taki (występujący w przyrodzie lub technice) proces dodatniego sprzężenia zwrotnego prowadzi do rozwoju lawinowego – najpierw przyspiesza, później kończy się uderzeniem w jakieś ograniczenie (dla lawiny jest to uderzenie w przeciwległe zbocze, dla wybuchu reaktora wyczerpanie się atomów pierwiastka promieniotwórczego).

Nie jest jasne jeszcze, co będzie takim ograniczeniem w rozwoju ludzkości – może być nim koniec pracy, jaką dzisiaj znamy, może być nim rewolucyjny koniec kapitalizmu, który – jeśli zbyt gwałtowny – może doprowadzić do samozagłady inteligentnej cywilizacji na Ziemi.

W każdym razie, nie ulega dzisiaj wątpliwości, że niezbędne jest ograniczenie tempa rozwoju – w technice osiągane zazwyczaj poprzez zastosowanie dodatkowego, ujemnego sprzężenia zwrotnego (tak jak w reaktorze jądrowym przez sterowanie prętami kontrolnymi ograniczającymi szybkość reakcji).

Złudne samouspokajanie się

Zanim się jednak takie regulacyjne sprzężenie zastosuje, trzeba dokładniej przeanalizować mechanizmy dodatniego sprzężenia zwrotnego, które wywołują to przyspieszenie rozwoju.

Nie ulega dla mnie wątpliwości, że jednym z takich mechanizmów jest dodatnie sprzężenie zwrotne pomiędzy rynkiem a wiedzą (nauką i techniką), wyrażające się przez zastępowanie pracy kapitałem (czyli raczej maszynami za ten kapitał zakupionymi).

Można wprawdzie twierdzić, że zastępowanie pracy przez kapitał postępuje od początków rewolucji przemysłowej, od końca XVIII wieku, i jak dotychczas powodowało niekoniecznie bezrobocie, jedynie zmiany struktury pracy. Ale twierdzenie takie jest samouspokajaniem się, z dwóch powodów.

Po pierwsze, zastępowanie pracy przez kapitał ma charakter procesu z dodatnim sprzężeniem zwrotnym: im więcej kapitalista zyska na inwestycji w nowe maszyny i urządzenia, tym więcej jest skłonny inwestować w nie dalej. A procesy z dodatnim sprzężeniem zwrotnym mają charakter lawinowy: mogą zaczynać się powoli, ale nieuchronnie potem przyspieszają. Zastępowanie pracy w przedsiębiorstwach przez kapitał następuje dzisiaj w bezprecedensowym tempie i skali, (opisywałem to w mojej książce Przyszłość pracy w społeczeństwie informacyjnym), a więc opinie historyczne nie mają dzisiaj racji.

Po drugie, kapitał w krajach rozwiniętych wykorzystał jeszcze inny mechanizm do zniszczenia proletariatu wielkoprzemysłowego w swoich krajach – globalizację, eksport pracy do krajów rozwijających się, o mniejszych kosztach pracy.

Jednakże roboty, tak jak i inne urządzenia rewolucji informacyjnej, stają się coraz tańsze, a więc wspomniany wyżej mechanizm dodatniego sprzężenia zwrotnego spowoduje destrukcję proletariatu fabrycznego oraz koniec pracy w przedsiębiorstwach także w krajach biedniejszych. Spowoduje to wzrost konfliktów w tych krajach oraz dalszy wzrost obserwowanej dzisiaj presji migracyjnej.

W stosunku do Europy, będzie to presja głównie z Afryki i Małej Azji, obszarów o najszybszym wzroście demograficznym; a jeśli Europa ograniczy możliwości migracji, spowoduje to wzrost napięcia Północ-Południe.

Przyspieszenie – rozwarstwienie

Jednakże rozpowszechnienie robotów w pracy przemysłowej to jeszcze nie jest powszechne rozpowszechnienie społeczne. Takie powszechne rozpowszechnienie zacznie się, gdy roboty zaczną chodzić z nami po ulicach (tak, jak aparaty telefonii mobilnej) lub zastępować nas w pracy usługowej, jak np. w supermarketach (co już sygnalizowane jest np. w Japonii).

Tak więc nie jest trwałą, tylko przejściową prawdą, że pracę przemysłową zastąpi praca usługowa. Już obecnie praca usługowa się kurczy nie tylko z uwagi na zastosowanie robotów i komputerów, także poprzez wykorzystywanie usług sieciowych.

Ostatnio w telewizji polskiej pojawiła się reklama administracji elektronicznej, ze wskazaniem źródeł finansowania (dotacji europejskich). Jednakże nie wspomniano przy tym, że wprawdzie administracja taka będzie miała szereg zalet, ale ekonomicznie zyskają na tym przedsiębiorcy ją wprowadzający, zaś stracą – pracę – niektórzy pracownicy administracji. Spowoduje to dalsze rozwarstwienie: szybki wzrost dochodów najlepiej zarabiających i utratę pracy oraz dochodów dolnej części dotychczasowej klasy średniej.

To zjawisko rozwarstwienia jest typowym rezultatem obecnego przyspieszenia zastępowania pracy przez kapitał. Obserwowany i opisywany dzisiaj wzrost nierówności (p. Stiglitz, (2013), The Price of Inequality) zintensyfikował się na świecie po roku 1990 i nie polega na znacznym wzroście współczynnika Gini’ego, tylko na bardzo szybkim wzroście dochodów jednego procenta najlepiej zarabiających (kilkakrotnie szybszym niż tempo wzrostu globalnego PKB) z jednoczesną pauperyzacją części dawnej klasy średniej, tracącej trwałe zatrudnienie.

Rozsądnym wskaźnikiem nierówności jest stosunek dochodów 1% ludzi najbogatszych do dochodów 20% ludzi najbiedniejszych (bo rozsądnym jest jeszcze, aby ludzie najbogatsi zarabiali 20 razy więcej, niż najbiedniejsi). Jeśli jednak wskaźnik ten przekracza znacznie jedność (jak to obserwujemy w większości krajów świata), oznacza to znaczne nierówności w danym społeczeństwie.

Podatek od kasyna

Wprawdzie zastępowanie pracy przez kapitał następuje już od ponad dwustu lat, ale jest to proces z dodatnim sprzężeniem zwrotnym, który ostatnio znacznie przyspieszył. O ile dawniej ludzie mogli się do tego procesu przystosować, ucząc się nowych zawodów i dostosowując do nowej struktury zatrudnienia, o tyle dzisiaj procesy te stały się po prostu zbyt szybkie, ludzie musieliby się uczyć nowych zawodów i elementów skomplikowanych technik informacyjnych kilka razy w życiu.

Natomiast koncentracja majątku w rękach jednego procenta ludności powoduje chorobę systemu kapitalistycznego: większa część ich zysków nie zwiększa realnego popytu, tylko wirtualny popyt na spekulacje giełdowe i walutowe, tzw. wirtualną gospodarkę, co jest przyczyną coraz częstszych kryzysów (p. ostatnie numery "The Economist" z artykułem wstępnym The Chronicle of Debt).

Jednym ze sposobów ograniczenia tej szybkości wzrostu i wynikających z niej objawów chorobowych jest wzrost opodatkowania ludzi najbogatszych, z przeznaczeniem tych podatków na cele socjalne (np. komunalne budownictwo mieszkaniowe, ale także emerytury i renty, włącznie z realizacją idei renty obywatelskiej dla każdego obywatela państwa).

Istotna jest przy tym nie tylko modyfikacja podatków osobistych, PIT, potrzebna zwłaszcza jest modyfikacja podatków korporacyjnych, CIT, gdyż 19% podatku CIT płaconego od zysku skutkuje tylko w ok. 1% podatku CIT, jeśli liczyć go od przychodu (lub przychodu z niewielkimi potrąceniami, czyli dochodu).

Dla porównania podatków CIT i PIT wyobraźmy sobie, że przed wyliczeniem podatku PIT moglibyśmy odliczać od dochodów osobistych koszty utrzymania siebie i całej rodziny. Dlatego też podatek CIT powinien być obliczany od dochodu, przychodu z niewielkimi tylko odliczeniami. Np. na pewno nie należy odliczać od przychodu kosztów marketingu, a może nawet kosztów nowych technologii. Na argument, że spowolni to rozwój, odpowiadam, że właśnie o to chodzi. Natomiast można wprowadzić ulgi podatkowe CIT dla przedsiębiorstw zatrudniających więcej pracowników, (uzależniając to od udziału wypłat pracowniczych w całkowitym przychodzie przedsiębiorstwa, lub nawet pozwalając na pełne odliczenie od przychodu tych wypłat).

W lawinie

Nie uważam natomiast, że realistyczne są prognozy Jeremy’ego Rifkina z jego niedawnej książki The Zero Marginal Cost Society, (2014). Twierdzi on, że nieuchronne zmniejszanie się kosztów krańcowych produkcji w wyniku postępu technicznego doprowadzi (w ciągu drugiej połowy wieku XXI) do samoczynnego upadku kapitalizmu i zwycięstwa sieciowych collaborative commons (wspólnot pracowniczych).

Nie zauważa jednak, że kapitalizm wcale nie musi stosować cen powiązanych z cenami krańcowymi (jak to by wynikało z neoliberalnych teorii rynku), tylko skutecznie broni się przed obniżką kosztów krańcowych, unikając konkurencji cenowej oraz stosując ukryte zmowy cenowe na rynkach oligopolistycznych – co zresztą wiadomo już od badań Paola Sylosa-Labini w 1956 roku.

Dlatego też nie wierzę, że koniec czy korekta kapitalizmu nastąpi samoczynnie, niezbędna jest demokratyczna reforma kapitalizmu, która zgodnie z zaleceniami Adama Smitha może być oparta na przesłankach etycznych.

Jeśli takiej reformy nie przeprowadzimy, grozi nam zderzenie z barierą, które oby nie było równoznaczne z zagładą ludzkiej cywilizacji na Ziemi. Natomiast tym, którzy nazwą taką prognozę katastroficzną, aby ją spokojnie zignorować, odpowiem, że mogą się narazić na zarzut ignorancji w dziedzinie dynamiki procesów z dodatnim sprzężeniem zwrotnym. Jedziemy toczeni przez lawinę. Tyle tylko, że ci, którym się udało wydostać na jej wierzch, opowiadają nam, jaka to wspaniała jazda.

Fot. growingupwell.org
Tekst został opublikowany w nr 1 (206) styczeń 2016 miesięcznika „Sprawy Nauki”

Czytany 4168 razy