czwartek, 28 czerwiec 2012 08:50

Andrzej Małkiewicz: Oś Brazylia-Rosja-Indie-Chiny?

Oceń ten artykuł
(2 głosów)

BRIC_map_worldgeopolityka  dr hab. Andrzej Małkiewicz

Nie ulega wątpliwości, że filarami współczesnych stosunków międzynarodowych są wielkie mocarstwa, a kluczową rolę pełnią Stany Zjednoczone, „o kilka długości” wyprzedzające wszystkie inne podmioty. Czy w dającej się przewidzieć przyszłości może się to zmienić?

I.
BRIC – potencjalny sojusz ekonomiczny, a może i polityczny, obejmujący Brazylię, Rosję, Indie i Chiny – od dziesięciu lat przyciąga coraz więcej uwagi. Doczekał się literatury również w języku polskim [1]. Koncepcja BRIC wpisuje się w podejmowane w ostatnim dziesięcioleciu liczne próby znalezienia nowych sposobów agregowania danych dotyczących rozwoju gospodarek współtworzących zglobalizowany światowy rynek. Do podstawowych należy wyodrębnianie „triady” obejmującej Amerykę Północną, Europę Zachodnią i Japonię. Trendy występujące w obrębie tej grupy miałyby mieć decydujące znaczenie dla rozwoju ekonomicznego świata. W innych koncepcjach zwracano uwagę na wzrost roli „azjatyckich tygrysów” ekonomicznych, wzrastającą rolę krajów „Kręgu Pacyfiku” (Pacific Rim), jakoby wyznaczającego w XXI w. światowe trendy rozwoju. Wyodrębniano też różne inne układy, m.in. G-2, G-5 (Indie, Brazylia, Chiny, Meksyk, RPA) [2]. Do koncepcji tego ostatniego typu należy BRIC. Istotny jej walor to uwzględnienie roli Rosji – z którą ekonomiści nie wiedzieli co począć, bo nie spełniała kryteriów mocarstwa ekonomicznego, a niewątpliwie była i jest mocarstwem politycznym; drugi istotny walor to uwzględnienie Indii, których sukcesy mniej rzucają się w oczy niż chińskie, ujawniają je dopiero bardziej subtelne metody analizy.

Nie ulega wątpliwości, że filarami współczesnych stosunków międzynarodowych są wielkie mocarstwa, a kluczową rolę pełnią Stany Zjednoczone, „o kilka długości” wyprzedzające wszystkie inne podmioty. Czy w dającej się przewidzieć przyszłości może się to zmienić? Odpowiedź jest tym trudniejsza, że nie istnieją jednoznaczne kryteria potęgi państwa. Mocarstwowość ma charakter względny, określają ją zarówno kryteria wymierne, jak terytorium, ludność, potencjał gospodarczy, militarny, jak i niewymierne, takie jak tożsamość narodowa, tradycja, umiejętność podejmowania przez państwo i społeczeństwo nowych wyzwań i radzenia sobie w trudnych sytuacjach, jakość i skuteczność dyplomacji.

Omawiana hipoteza przewiduje, że w ciągu najbliższych pięćdziesięciu lat państwa BRIC wyprzedzą gospodarczo Stany Zjednoczone i być może nawiążą bliską współpracę gospodarczą, a nawet polityczną, stając się realnym sojuszem, odgrywającym rosnącą rolę w świecie, w skrajnych interpretacjach mówi się wręcz o zastąpieniu Stanów Zjednoczonych w roli światowego przywódcy. Realność tej perspektywy można ocenić na podstawie analizy podstawowych interesów geopolitycznych omawianych państw.

Po raz pierwszy prognozę taką sformułował Jim O’Neill w raporcie opublikowanym przez bank Goldman Sachs 30 listopada 2001 r., zatytułowanym Building Better Global Economic BRICs. Stwierdził, że wprawdzie PKB tych państw stanowi według wartości nominalnej poniżej 8% światowego PKB, ale wartość produkcji według siły nabywczej (PPP) stanowi 23,3% światowego PKB, zaś wzrost produkcji jest dużo szybszy niż w pozostałej części świata, zwłaszcza w „triadzie”: USA, Japonii i Eurolandzie. Rozwinęli tę koncepcję Dominic Wilson i Roopa Purushothaman w raporcie z 1 X 2003 r., Dreaming with BRICs: The Path to 2050: „Over the next 50 years, Brazil, Russia, India and China – the BRICs economies – could become a much larger force in the world economy […] If things go right, in less than 40 years, the BRICs economies together could be larger than the G6 in US dollar terms” [3]. Według ich obliczeń, na początku XXI w. dochód narodowy państw BRIC stanowił 15% dochodu najbogatszej szóstki (USA, Japonia, RFN, Wielka Brytania, Francja, Kanada), tempo wzrostu pozwalało jednak przypuszczać, że około 2025 r. będzie stanowić połowę tego dochodu, a potem kraje te wyprzedzą dotychczasowych liderów.

Prognoza dziś okazuje się możliwa do urzeczywistnienia jeszcze szybciej. Wskutek globalnego kryzysu, trwającego od 2007 r., tempo rozwoju szóstki uległo spowolnieniu, a przejściowo nawet cofnięciu, podczas gdy gospodarki BRIC zostały dotknięte w znacznie mniejszym stopniu (rys. 1). Ich dochód narodowy liczony według siły nabywczej (PPP) na początku XXI w. stanowił jedną szóstą dochodu światowego, do 2009 r. wzrósł do jednej czwartej [4], pojawiają się przewidywania, że gospodarka Chin wyprzedzi USA już w 2027 r.

Prognoza nie pozostała w sferze teorii, oddziałała na praktyczną politykę. Wymienione państwa rzeczywiście podjęły współpracę. Po raz pierwszy jako BRIC spotkały się na szczeblu ministrów spraw zagranicznych podczas Zgromadzenia Ogólnego ONZ w 2006 r. W 2009 r. na Uralu w Jekaterynburgu odbył się pierwszy szczyt BRIC. Jako cele krajów zrzeszonych zadeklarowano zbudowanie nowego światowego systemu walutowego, zwiększenie roli państw rozwijających się w światowych instytucjach walutowych, zreformowanie ONZ.

Najnowszy szczyt odbył się 15 kwietnia 2010 r. w Brazylii. Udział wzięli prezydenci Hu Jintao, Luiz Ignacio Lula da Silva, Dimitrij Miedwiediew oraz premier Manmohan Singh. Opowiedziano się za większą reprezentacją państw grupy BRIC w międzynarodowych instytucjach finansowych i organizacjach handlowych, uznano, że szczególnych reform wymaga funkcjonowanie Międzynarodowego Funduszu Walutowego oraz Banku Światowego, które potrzebują nowego typu zarządzania, opartego o demokratyczną równowagę globalną. Postulowano, by fundamentem relacji międzynarodowych w XXI w. stał się multilateralizm i zrównoważony rozwój globalny, ułatwiający gospodarczą i społeczną transformację krajów rozwijających się. Stwierdzenia te są ogólnikowe, nie wnoszą nic nowego do znanych już stanowisk. Nie poinformowano natomiast o podjęciu jakichkolwiek wspólnych konkretnych działań, choć nie można wykluczyć, że dobry klimat negocjacji przyczyni się do podjęcia ich w przyszłości. Inicjatorem spotkań była Rosja, najbardziej zainteresowana sformalizowaniem grupy, prawdopodobnie szukająca w ten sposób sojuszników, których jej brakuje. Ocenia się jednak, że w obliczu zmian potencjału gospodarczego w przyszłości Chiny będą liderem sojuszu – jeśli taki powstanie [5].

RYS. 1. Produkcja przemysłowa w krajach BRIC w latach 2000-2010.

rys.01_BRIC

Źródło: D. Wilson i in., Is this the ‘BRICs Decade’?, „BRICs Monthly”, 20 V 2010.

Państwa BRIC należą do największych w świecie pod względem obszaru i ludności. We wszystkich przebiegają burzliwe procesy urbanizacji prowadzące do powstawania kolosalnych metropolii, Szanghaj liczący 16,3 mln mieszkańców jest największym miastem świata, Mumbaj (dawniej Bombaj) jest na drugim miejscu – niemal 14 mln mieszkańców, Sao Paulo liczy 11,1 mln, Moskwa – 10,5 mln. W Indiach przewidywane jest podwojenie liczby mieszkańców miast do 2035 r. (do 600 mln osób) [6]. We wszystkich niski poziom życia ludności powoduje jednak, że przeciętna długość życia jest dużo niższa niż w krajach najbardziej rozwiniętych, a w Rosji oraz Indiach niższa niż przeciętna w świecie. W Brazylii, a zwłaszcza w Indiach, występuje wysoki przyrost naturalny, w Chinach jest niski, w Rosji ujemny. Będzie to miało poważny wpływ na sytuację w tych państwach, za kilkanaście lat Chiny czeka poważny kryzys demograficzny, w Rosji już się zaczął.

W tab. 1 zestawiam dane dotyczące podstawowych wskaźników dla analizowanych państw, w porównaniu z największymi potęgami ekonomicznymi świata oraz Polską.

TAB. 1. Podstawowe wskaźniki dla analizowanych krajów (1 I 2010)

rys.02_BRIC
a – powierzchnia lądów.

Źródło: Opracowanie własne na podstawie: The EU in the World. A statistical portrait, Eurostat, Luxembourg 2010; IMF World Economic Outlook, IV 2010,  www.imf.org/external/pubs/ft/weo/2010/01 ; The World Factbook 2010,  www.cia.gov/library/publications/the-world-factbook ; M. Ziemiecki, Przemiany gospodarcze i wzrost PKB a poziom życia w Indiach, „Studia i Prace Kolegium Zarządzania i Finansów SGH” 2010, z. 103, s. 57;  www.nationmaster.com .

Nowe spojrzenie na rzeczywistość gospodarczą dał nam światowy kryzys ekonomiczny. Kraje wcześniej niedostatecznie cenione okazały się silniejsze od darzonych zaufaniem przez analityków, pośrednio uwiarygodniło to hipotezy dotyczące BRIC. Pojawiają się opinie, że największym beneficjentem okazały się Chiny. Systemy gospodarcze USA i niektórych państw Europy ujawniły poważne patologie. Mimo przezwyciężenia kryzysu, wynikającego jednak przede wszystkim z interwencji państw, ta choroba nadal trwa.

Kryzys obnażył braki wiedzy ekonomicznej. Nauka ekonomii nie potrafiła go przewidzieć [7]. Steve Forbes, wydawca najbardziej prestiżowego pisma ekonomicznego, ocenił, że „[...] cały sposób, w jaki mierzymy gospodarkę, jest fundamentalnie wadliwy” [8]. Mimo to politycy i analitycy krajów wciąż jeszcze najbogatszych, choć stopniowo obniżających swoją pozycję, stale jeszcze kierują się antykwarycznymi pojęciami, wywodzącymi się z myślenia XX-wiecznego, a niekiedy wręcz XIX-wiecznego. Być może to właśnie powoduje niedocenianie krajów dawniej nazywanych „zacofanymi”, a obecnie – „wschodzącymi”; mimo zmiany określeń, dalej traktowanych z lekceważeniem. Dotyczy to również perspektyw BRIC. Oczywiście, nie każdy rozwój musi być trwały, nie każdą próbę stosowania nowych pojęć trzeba akceptować, a kraje dziś przeżywające szybki wzrost niekoniecznie muszą stać się w przyszłości liderami światowego rynku. Dlatego hipoteza BRIC, choć interesująca, wymaga wnikliwego rozważenia.

Analiza danych ekonomicznych z tych państw przysparza wiele problemów. Dla zapewnienia korzystnych warunków eksportu Chiny i Indie podtrzymują sztucznie niski kurs waluty. Przeliczanie danych na dolary daje wynik zaniżony. Państwa te nie przykładają należytej wagi do jawności informacji, nie żądają publikowania ważnych danych przez największe przedsiębiorstwa, ich urzędowe statystyki też budzą wiele wątpliwości (najmniejsze w przypadku Indii). Ich ekonomiści mają skłonność do szczególnie tendencyjnego przedstawiania danych (choć zdarza się to coraz częściej również w wypadku danych z USA i Europy). Przykładem może być przytoczony dalej przypadek prywatyzacji Petrobrasu, która dzięki zabiegom księgowym ogłoszona została największą w świecie, choć przy innym ujęciu mogłaby nie zająć tak dobrej pozycji. Często konieczne jest formułowanie przypuszczeń i opieranie się na danych szacunkowych.

II.
W latach 90. XX wieku zainteresowanie geopolityków przyciągało rozważanie świata jednobiegunowego. Temu pojęciu niekiedy przeciwstawiano trilateralizm, zakładający, że obok USA, filarami globalnej gospodarki są Europa Zachodnia i Japonia. Jednak w latach 90. Japonia popadła w stagnację, Unia wprawdzie rozwijała się, ale w tempie dużo wolniejszym niż oczekiwano, pochłonięta przebudową wewnętrzną i rozszerzeniem, w małym stopniu uczestniczyła w rozwiązywaniu problemów globalnych.

Gdy w obliczu tych procesów świat zbliżył się do modelu jednobiegunowego bardziej niż kiedykolwiek wcześniej, w XXI stuleciu modny stał się w rozważaniach geopolitycznych „schyłek dominacji USA”. Uprawdopodobnieniu takich prognoz sprzyjały podejmowane przez niektóre państwa, zwłaszcza Rosję, Iran, Brazylię, wysiłki na rzecz usamodzielnienia się, a nawet przeciwstawienia Stanom Zjednoczonym (pomijam działania państw, które wprawdzie zachowują się wrogo wobec Waszyngtonu, ale ich rola w polityce światowej jest marginalna) [9]. Oceniając sytuację USA, zwracano uwagę na pogłębiające się uzależnienie od importowanej ropy naftowej, a tym samym od dobrych relacji z jej producentami [10], na pogłębiające się uwikłanie w nierozwiązywalny konflikt z wyznawcami islamu, etc.

Stany Zjednoczone zawsze przywiązywały szczególną wagę do polityki bezpieczeństwa, zwłaszcza po 11 września 2001 r. Jednak poniosły w tym zakresie szereg niepowodzeń, do czego przyczyniły się zbyt optymistyczne oczekiwania, nieliczenie się z przyszłymi trudnościami, celowała w tym administracja G.W. Busha. Zwłaszcza konflikty w Iraku i Afganistanie, choć nie pogrążyły USA tak jak przed laty wojna w Wietnamie, obnażyły jednak niepełną efektywność armii amerykańskiej i sił NATO w konfliktach asymetrycznych. W wyniku tych doświadczeń w Stanach Zjednoczonych rozpoczęto transformację sił zbrojnych, poważnie zmodyfikowano arsenały strategiczne, wprowadzono nowe systemy uzbrojenia, a w porozumieniu z Rosją dokonano redukcji głowic nuklearnych [11]. Również przebudowa NATO ma wzmocnić jego skuteczność, a zatem także skuteczność militarnego oddziaływania USA. Zaawansowane są prace nad nowymi typami uzbrojenia i wyposażenia, jak bezzałogowe samoloty i okręty, roboty bojowe, egzoszkielet. Flota wojenna, najpotężniejsza na świecie, miała dotychczas pewną słabość – nie dysponowała okrętami przystosowanymi do działania w płytkich, nadbrzeżnych akwenach, obecnie nadrabia ten brak – żadne spośród mocarstw nie dorównuje w tych zakresach Stanom Zjednoczonym, co daje im atuty na przyszłość.

Wydatki militarne USA są wielokrotnie większe niż jakiegokolwiek innego państwa i stanowią niemal połowę światowych. Waszyngton ma techniczne możliwości prowadzenia jednocześnie kilku wojen w różnych miejscach. Pojawiają się jednak opinie, że nie jest w stanie nadal realizować kontroli nad najważniejszymi strategicznie regionami. Przytoczę tylko jedną: „Mamy zatem do czynienia z oczywistym problemem: Stany Zjednoczone nie mogą opuścić Bliskiego Wschodu, nawet gdyby chciały, a jednocześnie mają coraz mniej środków pozwalających kontrolować sytuację w regionie” [12].

Dochodzą do tego problemy gospodarcze. Wprawdzie rozwój ekonomiczny USA w latach 2001–2007 był szybszy niż Europy, ale kryzys lat 2007–2010 spowodował zmniejszenie dystansu pomiędzy USA a resztą świata.

O osłabieniu pozycji ekonomicznej USA świadczy ograniczenie inwestycji zagranicznych ich kapitału. W 2007 r. wyniosły 617 miliardów dolarów, w 2009 r. spadły do 190 miliardów dolarów [13]. Zapoczątkowana w 2008 r. fala upadłości banków trwa do dziś, od września 2008 r. do września 2010 r. nastąpiło 279 bankructw, a zagrożonych jest wiele spośród ok. 5 tys. banków istniejących w USA [14]. Polski ekonomista ocenia: „Ameryka stoi w obliczu zrujnowanej gospodarki. Wprowadzone mechanizmy naprawcze nie działają” [15]. Pamiętajmy wszakże, że w XX w., zwłaszcza w latach 70., prognozowano zastąpienie dominacji USA przez Związek Radziecki, a gospodarczo przez Japonię, tymczasem oba kraje znalazły się w poważnych kłopotach, podczas gdy Stany Zjednoczone potrafiły poradzić sobie z trudnościami.

Wszystkie zagrożenia znajdują syntetyczny wyraz we wzrastającym zadłużeniu. Od 1982 r. USA mają ujemne saldo bilansu płatniczego. Główną pozycją jest ujemny bilans handlowy, Ameryka sprzedaje mniej towarów i usług za granicę niż kupuje. Według oficjalnego biuletynu rządu USA „Treasury Bulletin” [16] w końcu grudnia 2010 r. zadłużenie USA przekroczyło 14 bln dolarów, co niebezpiecznie zbliża się do wartości rocznego PKB. Jest to wprawdzie najważniejszy, ale tylko fragment amerykańskich długów, zaś całkowity dług publiczny, przedsiębiorstw i gospodarstw domowych według szacunków ekonomistów pięciokrotnie przekracza wartość PKB. Dla silnej gospodarki takie zadłużenie jest kłopotliwe, ale nie musi być poważnym zagrożeniem, tyle że gospodarka USA nie jest już w tak znakomitym stanie jak przed laty.

USA w 2010 roku wydały ok. 7% przychodów na obsługę zadłużenia, a do 2013 roku suma ta wzrośnie do prawie 11%. O ile władze federalne dobrze sobie radzą z obsługą zadłużenia, to w stosunku do niektórych najbardziej zadłużonych stanów, jak Kalifornia, pojawiają się obawy w tym zakresie. Stany Zjednoczone i ich przedsiębiorstwa mogą wciąż uzyskiwać kredyty dzięki istniejącemu w świecie zaufaniu do amerykańskiej gospodarki, do dolara i do umiejętności bezpiecznego obracania pieniędzmi przez amerykańskich inwestorów. Dolar wciąż traktowany jest „[...] jako schronienie na niepewne czasy”. Świat eksportuje do USA nadwyżki produkcyjne i inwestuje tam oszczędności. Inwestycje amerykańskie znacznie przewyższają oszczędności, a konsumpcja jest większa niż produkcja. Taki niestabilny system nie może trwać bez końca [17]. O spadku siły nabywczej amerykańskiej waluty świadczy fakt, że za rzecz wartą w 1950 r. 1 dolara, we wrześniu 2010 r. należało zapłacić 9 dolarów. Złoto w ciągu 60 lat podrożało 36 razy.

USA zachowują pozycję czołowego mocarstwa z coraz większym trudem. W szczególności pragną zagwarantować bezpieczeństwo swego terytorium, zamachy z 11 września 2001 r. pokazały, że w warunkach zagrożeń asymetrycznych jest to zadanie bardzo trudne, nikomu nie udało się już powtórzyć podobnych akcji przeciw Stanom Zjednoczonym. Interesy tego państwa obejmują cały glob, w szczególności skoncentrowane są w Europie, w regionach, z których tradycyjnie dostarczana jest ropa naftowa, oraz na obszarze Pacyfiku. Świadczy to o pewnym konserwatyzmie polityki Waszyngtonu, który w zbyt małym stopniu dba o pełną kontrolę nad nowymi obszarami rozwoju. Przykładem jest Afryka, w której po usunięciu najpierw wpływów europejskich, a potem radzieckich, powstała częściowa próżnia geopolityczna, którą obecnie w coraz większym stopniu wypełniają Chiny, zaś Waszyngton jakby nie doceniał tamtejszego potencjału rozwojowego i rozmiarów chińskiej penetracji [18]. Szczególna sytuacja panuje w Europie Środkowej, której państwa w większości usilnie zabiegają o jak największe zbliżenie ze Stanami Zjednoczonymi, co spotyka się z ich strony z umiarkowanym zainteresowaniem, a kapitał amerykański dokonuje tylko niewielkich inwestycji. Mała aktywność USA w stosunku do obszarów dynamicznie dziś rozwijających się lub mogących stać się takimi w najbliższych latach pozostawia pole innym państwom kandydującym do roli mocarstwowej. Może być to szansa dla układu BRIC.

III.
Wrogowie Stanów Zjednoczonych wciąż szukają nadziei w Rosji. Belgijski prawicowy ekstremista Jean Thiriart wyraził to wprost: „Myślimy bowiem, że współczesnym Piemontem wolnej Europy może być tylko Rosja, która jest dla nas ostatnią w Europie, niezależną od Stanów Zjednoczonych siłą” [19]. Formalnie Rosja jest państwem demokratycznym o systemie semiprezydenckim. Jednak zarówno w gospodarce, jak i w życiu politycznym pozostało wiele śladów po systemie komunistycznym, zaś ewolucja zmierza bardziej ku jakiejś formie autorytaryzmu niż ku skonsolidowanej demokracji. Często używa się terminu „demokracja sterowana” [20]. Według materiałów opublikowanych w końcu listopada 2010 roku przez WikiLeaks, w poufnych depeszach amerykańskich dyplomatów Rosja określana jest jako kraj „[...] silnie scentralizowany, czasem brutalnie i niezmiennie cyniczny i skorumpowany”, zaś Kreml tworzy „centrum konstelacji oficjalnych i półoficjalnych oszustw”.

Rosja to wielka współczesna enigma. Stefan Meller określił wręcz, że „Rosja tkwi między kilkoma «światami», które postępują według nieprzystających do siebie kryteriów” [21]. W XVIII–XIX w. aspirowała do roli mocarstwa światowego, choć brakło jej sił do efektywnej rywalizacji. W XX w., jako centrum Związku Radzieckiego, potrafiła zmobilizować ogromne środki militarne kosztem nędzy własnego społeczeństwa i eksploatacji wielu innych narodów, dzięki czemu stała się jednym z dwu supermocarstw określających losy świata. Potem pogrążyła się w kryzysie społecznym i politycznym, który doprowadził do rozpadu Związku Radzieckiego. Rosja stała się jego prawnym następcą, przejęła imperialny spadek, lecz nie potrafiła udźwignąć jego ciężaru, spadła do poziomu mocarstwa regionalnego, popadła w kryzys gospodarczy. Mimo to nie zamierzała rezygnować z mocarstwowej polityki, choć coraz gorzej sobie z nią radziła, jej oficjalne stosunki z Zachodem uległy przewartościowaniu, jednak pozostała wzajemna nieufność [22].

Od schyłku lat 90. zaczął się nierównomierny proces odradzania rosyjskiej gospodarki. Szczególnie szybki rozwój notowała na przełomie XX i XXI w. Ten statystyczny wynik był rezultatem przede wszystkim przezwyciężania zapaści z lat 90., wznawiania produkcji w dziedzinach już wcześniej rozwiniętych. Dawało to niezły wynik nominalny, ale było zwodnicze, bowiem w znaczniej części przywracano utracone zdolności, ekstensywne i nienowoczesne, a mało budowano nowych. Właśnie w tym krótkim okresie odbudowy sformułowano koncepcję BRIC. W następnych latach tempo rozwoju Rosji znowu osłabło, okazało się, że jego siłą napędową jest eksport ropy naftowej i gazu oraz towarów mało przetworzonych. Co więcej, o ile pozostałe państwa BRIC dobrze poradziły sobie z kryzysem ekonomicznym lat 2007–2010, to Rosja przeżyła go wyjątkowo dotkliwie [23]. PKB, który w 2008 r. wzrósł o 5,6%, w 2009 r. zmniejszył się o 7,9%. Był to skutek przede wszystkim spadku cen paliw. Wywołany przez wzrost chińskich zakupów ropy i gazu wzrost poziomu cen surowców petrochemicznych trwający od marca 2009 r. poprawił sytuację, PKB znów wzrasta.

Rosja stała się największym w świecie producentem ropy, w 2008 r. wyprzedziła dotychczasowego lidera – Arabię Saudyjską [24] i nadal zwiększa wydobycie. Inne sfery ekonomiki rozwijają się wolniej niż w świecie, przez co względne zacofanie nadal się pogłębia. Jedynym atrakcyjnym towarem eksportowym Rosji poza surowcami jest broń i wyposażenie wojskowe, stanowiące w XXI w. 80% rosyjskiego eksportu przemysłowego [25]. W życiu gospodarczym wciąż obecne są głębokie patologie i różne formy przestępczości, zwłaszcza takie jak biurokracja i korupcja, po części odziedziczone po czasach radzieckich, ale w nowych warunkach ich formy uległy przekształceniu, a rozmiary zwiększyły się.

W ciągu 2010 r. narastały w rosyjskiej gospodarce dwa przeciwstawne zjawiska: odbudowa dzięki wpływom z eksportu drożejących surowców, a jednocześnie odpływ kapitału zagranicznego, związany z rozczarowaniem sytuacją w tym państwie. Według „Financial Times” odpływ kapitału z Rosji w ciągu pierwszych 11 miesięcy 2010 r. przekroczył 21 mld dolarów. M.in. niemiecki koncern energetyczny E.ON postanowił wycofać się z inwestycji w Gazpromie, w którym posiadał 3,5% akcji, wartych 3,4 mld € [26]. Inflacja, którą udało się wyhamować w pierwszych latach XXI w., obecnie znów rośnie.

Jedyną istotną przewagą Rosji nad USA i państwami BRIC jest małe zadłużenie. Jej dług publiczny w 2009 r. stanowił 9,0% PKB (w USA 83,2%, w Chinach 18,9%, Indiach 80,8%, w Brazylii 68,9%) [27]. Słabością jest spadająca liczba ludności (wskutek emigracji, niskiej liczby urodzin i małej długości życia, powodowanej złymi warunkami socjalnymi i plagą alkoholizmu), która jednocześnie zmniejsza się i starzeje. Wysoki przyrost naturalny notują jedynie wyznawcy islamu. Ich procentowy udział rośnie też wskutek migracji (legalnej i nielegalnej) z Azji Środkowej i innych krajów muzułmańskich. Do tego republiki o przewadze muzułmańskiej (Tatarstan, Baszkiria) mają na ogół lepsze wyniki gospodarcze niż reszta kraju. Wśród Rosjan nierzadkie są konwersje na islam.

Trwa wewnętrzna dezintegracja Federacji Rosyjskiej. Pierwszy jej etap miał miejsce w latach 90., gdy poszczególne podmioty coraz bardziej zachowywały się jak odrębne państwa, traktujące zwierzchność Moskwy jako zło konieczne. Na przełomie XX i XXI w. przeprowadzono reintegrację, ale tylko częściową. Podmioty prowadzą własną quasipolitykę zagraniczną. Np. 17 XII 2009 r. we Władykaukazie podpisano umowę o rozwijaniu dobrosąsiedzkich stosunków między Inguszetią i Północną Osetią. Głównym problemem, który postanowiono rozwiązać, jest konflikt terytorialny między obiema republikami, dotyczący pogranicznego obszaru, z którego Ingusze zostali wysiedleni w 1944 r., a teren przyłączono do Osetii. Próba odzyskania utraconej ziemi spowodowała konflikt zbrojny w 1992 r. Obecnie władze Inguszetii zgodziły się zaaprobować istniejącą granicę, ale pod warunkiem umożliwienia przez władze Osetii wysiedlonym i ich potomkom powrotu na rodzinny obszar [28]. Niezdolność władz centralnych do rozwiązywania tego typu problemów podważa ich wiarygodność. Jeśli skłócone podmioty potrafią porozumieć się bez udziału Moskwy, to spoistość państwa, wcześniej wymuszana centralistyczną polityką, staje pod znakiem zapytania. Władze niższego szczebla prowadzą niekiedy politykę bardziej proeuropejską niż Moskwa, dotyczy to zwłaszcza Kaliningradu.

Jednym z najpoważniejszych problemów wewnętrznych Rosji jest ogromna biurokracja, która rodzi kolejne patologie. We wrześniu 2010 r. zatrudniano 1,5 mln urzędników, 20 września min. finansów Aleksiej Kudrin oświadczył, że w najbliższych latach sto tys. zostanie zwolnionych [29]. Niski jest poziom praworządności, nisko opłacani funkcjonariusze milicji źle wypełniają obowiązki, nagminnie łamią dyscyplinę, ulegają korupcji, niekiedy wiążą się z grupami przestępczymi. By temu zaradzić, podjęto radykalną reformę organów spraw wewnętrznych – zmniejszenie zatrudnienia w organach MSW o 20% (250 tys. osób), dzięki czemu oraz dodatkowym funduszom zarobki funkcjonariuszy mają wzrosnąć. Milicję ma zastąpić policja, finansowana wyłącznie z budżetu centralnego. W Rosji wielokrotnie formułowano podobne programy naprawcze, wiele z nich pozostawało na papierze.

To, co postrzegane jest jako przejaw polityki wielkomocarstwowej, jest niekiedy kiepsko maskowanym skutkiem biedy, np. utrzymywanie bazy floty czarnomorskiej w Sewastopolu, na ukraińskim Krymie. Już w 1990 r. podjęto decyzję o zbudowaniu nowej bazy w Noworosyjsku. Przez wiele lat odkładano jednak inwestycję z braku pieniędzy. Rozpoczęto ją w 2005 r., ale wkrótce prace zahamował kryzys. W 2007 r. koszty szacowano na 40 mld rubli, w maju 2010 r. premier Putin określił je na 92 mld rubli, do tego czasu wydatkowano 13,5 mld rubli, zakończenie budowy planowane jest na 2020 r. W tej sytuacji konieczne jest utrzymywanie przestarzałej bazy na Krymie. Rosja płaciła za prawo jej użytkowania w ostatnich latach 98 mln dolarów rocznie, rozliczając się dostawami gazu. Prawo użytkowania uzgodniono do 2017 r., a wiosną 2010 r. przedłużono do 2042 roku [30]. Podobnie Rosja użytkuje kosmodrom Bajkonur w Kazachstanie, nie mając żadnego na własnym terytorium. W tej sytuacji Rosja w sierpniu 2010 r. rozpoczęła budowę kosmodromu Wostocznyj w obwodzie amurskim, by uzyskać niezależny dostępu do przestrzeni kosmicznej. Pierwsze loty załogowe mają wystartować w 2018 r. Czy jednak starczy środków na dwie wielkie inwestycje, realizowane równolegle i nie przynoszące bezpośrednich zysków?

Jak trafnie oceniła Agata Włodkowska, w polityce rosyjskiej „brak efektywnej «miękkiej siły»”, którą zastępuje ciągłe stawianie na "hard power” [31]. W obowiązującej obecnie doktrynie wojennej, którą Dmitrij Miedwiediew zatwierdził 5 lutego 2010 roku, dążenia NATO i budowa przez jego państwa systemów antyrakietowych są traktowane jako źródło zagrożeń. Wojskowi Rosji protestują przeciw rozbudowie infrastruktury sojuszniczej w tych państwach NATO, które leżą w jej strefie zainteresowania. Moskwa w anachroniczny sposób podtrzymuje antynatowskie fobie z czasów radzieckich. Pozostaje niejasne, czy jest to głównie retoryka, czy też jej liderzy rzeczywiście traktują zagrożenia ze strony „Zachodu” jako swój podstawowy problem [32]. Pomimo osłabienia ekonomicznego, związanego z rozpadem ZSRR i transformacją, Rosja zachowała aspiracje imperialne. Przede wszystkim usiłowała ingerować w sprawy dawnych republik radzieckich, określanych jako „bliska zagranica”. Wspierała separatystyczne dążenia w ich obrębie (Naddniestrze, Abchazja, południowa Osetia) [33]. Próbowała wspierać swych coraz mniej licznych sojuszników, takich jak Serbia, Słowacja [34].

Rosja wciąż jeszcze usiłuje kontynuować wielkomocarstwową politykę również w dziedzinie gospodarczej, choć ze zmiennym powodzeniem. Podam tylko dwa przykłady. Rosyjscy ekonomiści deklarują wolę uczynienia rubla jedną z walut światowych (obok dolara, euro i franka szwajcarskiego), miałoby to być zrealizowane do 2020 roku [35]. Kilkakrotnie szantażowano Polskę, Ukrainę, Litwę wstrzymaniem dostaw gazu. By zabezpieczyć się na przyszłość, Unia Europejska buduje gazociąg Nabucco, którym będzie sprowadzany gaz z Iranu, Turkmenii i Azerbejdżanu, poprzez Turcję i kraje bałkańskie [36].

Stopniowo słabną wpływy Moskwy w państwach „bliskiej zagranicy”. Nawet Białoruś zaczyna się usamodzielniać. Pod wpływem kryzysu zaczęła kokietować Unię Europejską, a swoje przedsiębiorstwa sprzedaje kapitałowi chińskiemu. Podczas wizyty ministra obrony Juryja Żadobina w Chinach w maju 2010 r. podpisano porozumienie o białorusko-chińskiej współpracy wojskowej [37]. Strategiczny sojusz z Chinami to dla Mińska atrakcyjna alternatywa geopolityczna w obliczu narastających kłopotów w relacjach z Moskwą i słabych efektów zbliżenia z UE. W październiku 2010 r. Pekin odwiedził prezydent Łukaszenka. Podpisano umowy gospodarczo-handlowe o łącznej wartości ponad 3,5 mld dolarów. Białoruś zdecydowała się ulokować część rezerw walutowych w chińskich juanach. Od stycznia 2009 r. kurs białoruskiego rubla, wcześniej związany sztywno z rublem rosyjskim, został powiązany z koszykiem walut złożonym z euro, dolara i rosyjskiego rubla. Pod koniec 2010 r. Mińsk ogłosił zamiar znacznego powiększenia importu ropy naftowej z Wenezueli poprzez litewską Kłajpedę i ukraińską Odessę. Wprawdzie Wenezuela jest sojusznikiem Rosji, więc niewiele to zmienia w relacjach globalnych, ale decyzja ta jest kolejnym drobnym krokiem osłabiającym wpływy Moskwy.

Coraz bardziej zagrożony z punktu widzenia Moskwy staje się kierunek południowy. Utrzymanie statusu imperialnego wymaga strategicznego panowania nad Kaukazem i utrzymania strefy wpływów na południowych obrzeżach Rosji. Tymczasem utraciła ona kontrolę nad Gruzją, do Azji Środkowej wkraczają wpływy Chin oraz Indii, a na lidera wysuwa się Kazachstan, który nie chce już być wasalem Moskwy. Od 2003 r. inwestycje w Kazachstanie podjął chiński Sinopec. We wrześniu 2010 r. podczas wizyty prezydenta Nazarbajewa na Ukrainie oba państwa postanowiły zacieśnić współpracę, omijając Moskwę [38]. Do niedawna, dzięki kontroli nad szeroko rozumianą strefą Kaukazu (była to „swego rodzaju «brama wjazdowa» na obszar Morza Kaspijskiego” [39]), Rosja kontrolowała kontakty ze światem państw środkowoazjatyckich, tędy wiodły jedyne ropo- i gazociągi oraz linie komunikacyjne. Chińska ekspansja zmieniła sytuację. Środkowa Azja otwiera się coraz bardziej na wschód (a przy okazji na południe, ku Iranowi i ku Indiom). Rosja, wyraźnie tracąc pozycje na południu i wyciągając z tego wnioski, podjęła działania, by nie dopuścić do zagrożenia swych interesów na kierunku północnym, w Arktyce. Ma z przeszłości ogromne doświadczenie w działaniach w tym regionie, ale czy w obliczu przestarzałych technologii bardziej nowocześni konkurenci znów jej nie wyprzedzą? Ostatnio udało się jej rozwiązać zadawniony konflikt z Norwegią o podział Arktyki [40].

Główną podstawą mocarstwowości Rosji są jej siły zbrojne [41]. W czasach radzieckich była drugą najpotężniejszą i najnowocześniejszą armią świata, ale wskutek biedy w zbyt małym stopniu była modernizowana, podczas gdy w latach 1990–2010 w świecie dokonał się ogromny postęp w zakresie uzbrojenia i wyposażenia, wynikający z doświadczeń kolejnych wojen, zastosowania elektroniki, nowych materiałów i rozwiązań organizacyjnych. Trzeba też dodać, że potencjał militarny jest dzisiaj ważnym czynnikiem mocarstwowości, ale bardziej jako gwarant utrzymania przez państwo mocarstwowej pozycji niż jako jej kreator. Rosja tymczasem innych czynników ma niewiele. Mimo wszystko, świat nie może ignorować jej broni nuklearnej, sił pancernych, rakietowych, lotnictwa i floty. Również w zakresie programu kosmicznego Rosja zachowała duży potencjał. Armia rosyjska liczebnie jest większa od amerykańskiej, choć zacofana organizacyjnie i w zakresie sprzętu. Było to szczególnie widoczne podczas wojny z Gruzją w sierpniu 2008 r., kiedy walczyła, posługując się bronią z czasów zimnej wojny, stosując taktykę z okresu II wojny światowej [42], a sukcesy osiągnęła głównie dzięki przewadze ilościowej. Wojna tak dalece obnażyła te wady, że rosyjscy liderzy zrozumieli konieczność jej unowocześnienia, i to we współpracy z Zachodem, bo własnymi siłami byłoby to niewykonalne, choć uprzedzeń wobec związków z Zachodem wyzbywają się bardzo powoli [43]. Postanowiono zmniejszyć liczebność armii, za to unowocześnić uzbrojenie, zmienić struktury organizacyjne na zbliżone do stosowanych od lat w NATO. 6 sierpnia 2010 r. ujawniono, że Rosja zawarła umowę o kupnie w latach 2011–2015 1500 włoskich pojazdów opancerzonych Iveco LMV za ok. miliard dolarów – będą one montowane w fabryce Kamaz w Nabiereżnych Czołnach w Tatarstanie, a wejdą na wyposażenie zarówno armii, jak i straży granicznej. Umowa wywołała gwałtowne protesty rosyjskiego lobby zbrojeniowego, zainteresowanego dostawami własnego wyposażenia, choćby przestarzałego. Pojawiły się też, na razie niepotwierdzone, informacje o zakupie włoskich niszczycieli czołgów i innego sprzętu [44]. W 2010 roku postanowiono zatem kupić okręty we Francji, czołgi w Niemczech (?), BSL w Izraelu. W zamian za technologie budowy tych ostatnich Rosja zgodziła się wstrzymać eksport rakiet przeciwlotniczych do Iranu [45] – ta decyzja świadczy o poważnym przeorientowaniu relacji między Moskwą a Zachodem. Powoli też przygotowywano się do przejścia od armii z poboru do zawodowej [46].

Polityka USA wobec Rosji w czasach Obamy stała się jeszcze bardziej pragmatyczna niż poprzednio. Ogłosił on reset stosunków z Moskwą, mający jakoby zamknąć wszystkie dawne konflikty. Współpraca z Moskwą jest potrzebna Waszyngtonowi wobec Iranu, Bliskiego Wschodu, Afganistanu, Płn. Korei. Główną przeszkodą w zbliżeniu były uprzedzenia po stronie rosyjskiej wobec USA i NATO, ostatnio stopniowo zanikające. W maju 2010 r. wicepremier Siergiej Iwanow rozmawiał w Waszyngtonie o współpracy Rosji w utworzeniu europejskiego systemu obrony antyrakietowej, wspólnej z Amerykanami budowy nowych silników dla pojazdów kosmicznych i pomocy USA w modernizacji samolotów transportowych An-124. Zapewnił, że współpraca Moskwy z Teheranem ma ograniczony zakres i jego kraj nie uczyni nic dla wspomożenia irańskiego programu nuklearnego i rakietowego [47]. Podczas szczytu NATO w Lizbonie w listopadzie 2010 r. prezydent Miedwiediew oświadczył, iż okres napięć pomiędzy Rosją a NATO jest zakończony. Rosja zgodziła się na transport ładunków wojskowych do Afganistanu przez swoje terytorium, co znacząco ułatwi zaopatrywanie wojsk NATO.

Przełamywaniu uprzedzeń w zakresie obronności sprzyja nawiązanie bliskich kontaktów gospodarczych. Tu uprzedzenia znikają szybciej. W połowie września 2010 r. rząd Rosji zgodził się na sprzedanie zachodnim nabywcom 10% udziałów drugiego największego banku VTB (Wniesztorgbank). Obecnie 85,5% jego akcji jest w rękach państwa. Zapowiedziano też w najbliższych latach wiele dalszych prywatyzacji banków na kwotę do 50 mld dolarów, a także Transnieftu, Rosnieftu i kolei RŻD. 17 września poinformowano o kupnie 50 samolotów Boeing 737 dla Aerofłotu (z możliwością kupna kolejnych). We wrześniu 2010 r. podjęto decyzję o zbudowaniu pierwszej w Rosji autostrady, biegnącej z Moskwy do Petersburga. Jesienią 2010 r. rozpoczęły się rokowania o wzajemnej wymianie akcji i zawarciu sojuszu strategicznego między dwiema giełdami moskiewskimi Micex i RTS oraz Deutsche Börse we Frankfurcie [48].

Stopniowo zmieniają się też relacje z Polską. W miejsce traktowania jej w przeszłości jako „bliskiej zagranicy”, a więc państwa, które powinno należeć do rosyjskiej strefy wpływów, w ostatnich latach nastąpiło uznanie Polski za państwo Zachodu, traktowane jako partner, a nie „zbuntowany wasal”.

Przedstawione tu uwarunkowania nasuwają dwa kluczowe wnioski związane z problematyką BRIC. Po pierwsze, Rosja jest szczególnie słabym elementem tego układu. O ile Brazylia, Indie, a zwłaszcza Chiny, dynamicznie rozwijają swoje gospodarki i prowadzą skuteczną ekspansję w świecie, to Rosja przeżywa nieustanne problemy gospodarcze, polityczne, jej wzrost gospodarczy jest niewielki, a niedawno znów przeszła głębokie załamanie. Jest dziedzicem ogromnego imperium, którego resztek rozpaczliwie próbuje bronić, ale z miernymi efektami. Po drugie, szansą na przezwyciężenie zacofania jest dla Rosji współpraca z partnerami zdecydowanie wyżej niż ona stojącymi w rozwoju technologicznym, czyli USA i Europą Zachodnią, a nie z państwami reprezentującymi względnie zbliżony poziom technologiczny. Współpracy z USA i Europą stały dotychczas na przeszkodzie bardziej rosyjskie uprzedzenia niż cokolwiek innego. W miarę, jak jej elity polityczne będą pozbywać się tradycyjnych fobii, należy oczekiwać zbliżenia z Waszyngtonem i Brukselą, a nie z państwami BRIC. Jeśli zaś będą je podtrzymywać, to Rosja pozostanie mocarstwem, bo broni nuklearnej nikt jej nie odbierze, ale jej rola polityczna, ekonomiczna i militarna będzie ulegać degradacji.

Już dzisiaj pojawiają się symptomy uzależnienia gospodarczego Rosji od Chin, w przyszłości może się stać ich zapleczem surowcowym [49]. Ta ostatnia perspektywa nie jest bardzo prawdopodobna, w Rosji istnieje potencjał modernizacji i są wśród polityków tacy, którzy potrafią go wykorzystać, wszakże nie można wykluczyć również takiego scenariusza. 27 września 2010 r. prezydenci Miedwiediew i Hu Jintao wzięli udział w inauguracji pierwszego ropociągu łączącego Rosję i Chiny na trasie Skoworodino-Daqing, którym do chińskich rafinerii popłynie dziennie 300 tys. baryłek ropy z Syberii, a jest to tylko początek licznych inwestycji (umowę o jego zbudowaniu zawarto już w 2003 r., jak widać realizowano ją powoli). Tegoż dnia w Pekinie podpisano porozumienie, w którym Rosja zobowiązała się od 2015 r. zaspokoić całe chińskie zapotrzebowanie na import gazu [50]. Kopalnie rudy żelaza na Syberii budowane są, by dostarczać surowiec do Chin. Fakt, że prezydent Miedwiediew pierwsze wizyty zagraniczne złożył w Kazachstanie i Chinach, a potem dopiero pojechał do Niemiec, interpretowany jest jako wyraz dążeń do zrównoważenia polityki wobec Wschodu i Zachodu [51]. Być może jednak jest to symptom nowej sytuacji, w której Chiny są partnerem, z którym Rosja musi liczyć się najbardziej?

Rosja pragnie odbudowania pozycji supermocarstwa, ale w praktyce, wobec nierealności tego celu, próbuje przynajmniej utrzymać pozycję mocarstwa regionalnego, zachować wpływ na „bliską zagranicę”, uzyskać/odzyskać wpływy w Europie Środkowej i na Bliskim Wschodzie. Jedyne realne elementy jej pozycji jako mocarstwa globalnego to posiadanie arsenału jądrowego i członkostwo w Radzie Bezpieczeństwa ONZ – oba odziedziczone po czasach radzieckich, oba ważne, ale niewystarczające, by rzeczywiście współdecydować o sprawach świata. Jednocześnie próbuje zdobywać nowe przyczółki wpływów – jak w Wenezueli, przez co wchodzi w konflikt z interesami USA i Brazylii. Zrezygnowała z oddziaływania ideologicznego i militarnego (poza „bliską zagranicą”), coraz większe znaczenie przywiązuje do wpływów gospodarczych, ale poza eksportem surowców i broni niewiele ma możliwości w tym zakresie. Przegrywa w rywalizacji już nie tylko z Zachodem, ale również z Chinami. W oficjalnej rosyjskiej doktrynie wojennej w ogóle nie wspomniano Chin. To daje do myślenia. Szansą zachowania niezależności wobec Pekinu i przezwyciężenia zacofania technologicznego jest dla Moskwy zbliżenie z Zachodem, odrzucenie antyzachodnich uprzedzeń, które w pewnej mierze kierują jej polityką, a są sprzeczne z jej interesem; widoczne są symptomy ewolucji w tym kierunku.

IV.
Chiny rozwijają się najszybciej spośród państw BRIC. Już w drugiej połowie XX w. przeżywały dynamiczny, choć nierównomierny wzrost. Od 1950 do 2001 r. ich PKB powiększył się 19-krotnie. A od 1978 r. do 2007 r. PKB zwiększył się 70 razy, przeciętnie o 9,37% rocznie, u progu reform obroty handlu zagranicznego wynosiły 20 mld dolarów, w 2000 r. – 474,3 mld, dolarów, w 2008 r. – 2 561 mld dolarów. Był to najszybszy wzrost notowany w dziejach świata. Od 1978 r. rozpoczęły głębokie reformy, przede wszystkim ekonomiczne, w mniejszej mierze polityczne, które mimo różnych zawirowań społecznych doprowadziły do rozkwitu gospodarczego. Skumulowane bezpośrednie inwestycje zagraniczne w Chinach na koniec 2008 r. przekroczyły 2 bln dolarów. Wzrost PKB w 2007 r. wyniósł 11,4%, w 2008 r. – 9%, w 2009 r. – 9,1%, w 2010 r. prawdopodobnie 10,3%. W 2010 r. wartość wymiany handlowej z zagranicą wyniosła 3 bln dolarów, co stanowiło ok. 11% obrotów światowych [52]. „Tak naprawdę to nie Zachód, lecz Chiny wygrały zimną wojnę” – przewrotnie stwierdził Siergiej Karaganow [53].

Określanie Chin jako państwa komunistycznego jest w dużej mierze mylące. Jest tam wiele pozostałości komunizmu, a władza należy do ugrupowania nazywającego się Komunistyczna Partia Chin, jednak gospodarka ma od dawna charakter kapitalistyczny, w procesie długotrwałych przekształceń została głęboko zreformowana, ale w kierunku odmiennym niż w europejskich krajach wychodzących z komunizmu, zapewne najlepiej pasuje do niej określenie „kapitalizm biurokratyczny”, a system polityczny można nazwać autorytarnym. Nastąpiło w wielkiej skali uwłaszczenie nomenklatury – dawni funkcjonariusze i urzędnicy awansowani na przedsiębiorców nie rozumieją i nie chcą demokracji, są zainteresowani utrzymaniem autorytaryzmu. Większość chińskich przedsiębiorstw skonfrontowanych z wymogami nowoczesnej gospodarki prawdopodobnie utraciłyby swoją przewagę, dlatego w ich interesie jest podtrzymywanie obecnego systemu gospodarczego i politycznego [54].
Wzorem do przekształcania Chin stały się w pewnej mierze tzw. „azjatyckie tygrysy” – państwa, które w drugiej połowie XX w. przeżywały dynamiczny wzrost gospodarczy. Na Tajwanie, w Korei Pd. i w niektórych innych państwach regionu, ukształtował się system polityczny określany jako autorytarne państwo rozwojowe (authoritarian developmentalism), w którym gospodarka oparta jest na własności prywatnej i wolnym rynku, rząd realizuje aktywną politykę rozwojową, zwłaszcza poprzez wspieranie uprzemysłowienia, demokracja parlamentarna istnieje tylko nominalnie, rządy są jednopartyjne lub istnieje dyktatura wojskowa. Wspierany przez państwo rozwój gospodarczy nakierowany jest na wzrost oszczędności i akumulacji oraz rozwój gałęzi przemysłu zorientowanych na zbrojenia i na rynek międzynarodowy, a poziom życia ludności jest stosunkowo niski. Odpowiedzialność za prowadzoną politykę ponoszą głównie instytucje biurokratyczno-technokratyczne, kontrolowane jednak przez elity wojskowe lub polityczne [55]. Kraje te ulegały powolnej liberalizacji społeczno-politycznej, wyraźnie widocznej od lat 90. XX w., a w zakresie systemów gospodarczych zaczęły przejmować coraz więcej wzorów z Japonii, jakby nie dostrzegając, że Japonia od początku lat 90. wyczerpała swą dynamikę. Chiny – jak się zdaje – wkroczyły na drogę wiodącą od komunistycznego totalitaryzmu ku naśladowaniu autokracji rozwojowej, natomiast jeszcze nie doszły do etapu liberalizacji [56]. Kelle S. Tsai używa nazwy „sfragmentaryzowany autorytaryzm” [57]. Jiang Zemin nazwał budowany w nich system „[...] społeczeństwem powściągliwego dobrobytu” [58]. Chiny wspierają podobne sobie autorytarne reżimy, stając się nieformalnym liderem tego typu państw [59]. „Wysforowanie Chin na czołowy kraj gospodarki światowej, który narzuca światu strukturalne i jakościowe zmiany, spowodowało, że autorytaryzm, jako przeciwieństwo demokracji, pozyskał potężnego przywódcę” [60].

Z kraju zacofanego, choć posiadającego wyrafinowaną, starożytną kulturę, Chiny przeobraziły się w państwo dysponujące nowoczesną techniką. W 2003 r. wysłały człowieka w Kosmos [61], w 2010 r. ujawniły posiadanie najszybszego w świecie komputera, zbudowanego wprawdzie z amerykańskich podzespołów, ale połączonych dzięki chińskiej myśli technicznej. Do niedawna ich sukcesy wynikały z taniej produkcji towarów masowych bardzo niskiej jakości. Stopniowo jednak wytwarzają produkty coraz bardziej nowoczesne. Mają znane w świecie marki produktów, jak Lenovo. Przyciągają coraz bardziej nowoczesne technologie – w listopadzie 2010 r. dwie światowe firmy telewizyjne ogłosiły decyzje o uruchomieniu produkcji najnowocześniejszych ekranów LCD – Samsung w prowincji Suzhou za 2,3 mld dolarów, a LG w Guangzhou za 4 mld dolarów [62].

3 grudnia 2010 r. chiński pociąg pasażerski ustanowił rekord prędkości: podczas jazdy próbnej jechał 486 km/h na jeszcze nieotwartej trasie łączącej Pekin z Szanghajem. W tym samym miesiącu Chiny ujawniły zaawansowane prace nad budową samolotu wielozadaniowego J-20, dorównującego amerykańskim F-22 [63]. Jak jednak trafnie zauważył Fareed Zakaria: „Jeśli cała energia licznego społeczeństwa i wszystkie jego środki skierowane są na wybrane projekty, wówczas przedsięwzięcia te często kończą się sukcesem – ale sukcesem odosobnionym” [64]. W tym właśnie tkwi geneza niepowodzeń dawnej Rosji i Indii, pomimo cząstkowych sukcesów. Czy Chiny dostatecznie już zdywersyfikowały swą gospodarkę i wysiłki cywilizacyjne, by uniknąć tej pułapki? Wątpię.

PKB USA na początku stulecia był ośmiokrotnie większy od chińskiego, w 2009 r. był już tylko czterokrotnie większy. Pojawiają się prognozy, że Chiny przegonią USA już w 2027 roku [65]. W II kwartale 2010 r. wyprzedziły Japonię w wielkości PKB, wysuwając się na pozycję drugiej gospodarki świata. Na początku 2011 r. „The Times of India” opublikował sensacyjną informację, że Chiny już wyprzedziły w rozwoju gospodarczym Stany Zjednoczone, mianowicie PKB USA w 2010 r. miałby wynieść 14,6 bilionów dolarów (to są jeszcze dane nieoficjalne), podczas gdy PKB Chin, liczony nie według oficjalnego przelicznika, ale siły nabywczej (PPP), miałby osiągnąć 14,8 bilionów dolarów [66].

Z państwa biednego, pozbawionego kapitału, zamieniły się w największego w świecie dostarczyciela kapitału. W największym zakresie finansują dług publiczny Stanów Zjednoczonych i zaczynają udzielać pożyczek wielu innym państwom, m.in. Japonii, Rosji, Grecji, Portugalii. Chińskie przedsiębiorstwa, wykorzystując osłabienie wywołane kryzysem, dokonały kilku spektakularnych inwestycji w bogatych państwach, m.in. kupując szwedzkie Volvo. A w największej mierze inwestują w krajach Afryki, Azji Południowo-Wschodniej i Ameryce Południowej, od niedawna także w Białorusi i Polsce. Wchodzą w ten sposób w ostatnie regiony, które wcześniej nie przyciągały inwestorów z państw będących tradycyjnymi eksporterami kapitału. Zaczynają wytwarzać własną strefę wpływów obejmującą zachodnie wybrzeża Pacyfiku, dużą część Azji, Ameryki Południowej i Afryki [67]. Coraz częściej mówi się o „chińskim planie Marshalla” dla Afryki, wspieranym przez Bank Światowy, polegającym na otwieraniu firm w specjalnych strefach produkcyjnych. W 2008 r. spośród chińskich przedsiębiorstw 1167 spełniało kryteria korporacji transnarodowej, posiadały ogółem 9 712 filii zagranicznych [68].

Chińska gospodarka zorganizowana jest w wielkie przedsiębiorstwa, kilka z nich należy do największych na świecie. Zgodnie z ekonomią neoklasyczną wielkie podmioty dominujące na skoncentrowanych rynkach generują ogromne koszty społeczne, a ich zaletą jest głównie zapewnianie zatrudnienia licznym pracownikom. Chińscy liderzy gospodarki odrzucają jednak to podejście. Przez zachodnich analityków formułowane są oceny, że efektywność przedsiębiorstw chińskich wynika z taniej siły roboczej, dostępu do tanich surowców, rabunkowej eksploatacji środowiska naturalnego, niskiej jakości produktów, które – oferowane po bardzo niskich cenach – sprzedawane są na całym świecie ludziom najbiedniejszym, nie przywiązującym wagi do jakości. Część chińskiego eksportu to uzbrojenie. Jest ono niskiej jakości, ale wystarczy na potrzeby armii w wielu słabo rozwiniętych państwach. Do nielicznych wyjątków należy sprzedaż karabinów maszynowych do Finlandii. Publicyści używają niekiedy w stosunku do chińskiej gospodarki określenia „bamboo economy” – przez analogię z błyskawicznym tempem wzrostu bambusów. Ale pamiętajmy, że są to zarazem rośliny bardzo kruche.

Od dawna, a zwłaszcza od 2008 r., przewidywano zakończenie dynamicznego rozwoju Chin. Kolejne prognozy nie potwierdzały się jednak, kryzys lat 2007–2010 przyniósł tylko nieznaczne spowolnienie. Spadł eksport, ale dzięki programom stymulacji gospodarki i zwiększeniu wydatków na infrastrukturę utrzymano szybkie tempo wzrostu gospodarczego. Zbudowano do połowy 2010 r. 65 tys. km autostrad, których sieć jest, po Stanach Zjednoczonych, najdłuższa na świecie.

Wciąż jednak pojawiają się symptomy działań bliskich tym, które doprowadziły do kryzysu w USA w 2007 r. Chińskie banki udzielają ponad miarę kredytów. Rząd zaostrza kontrolę przyznawania kredytów, mimo to inflacja wciąż rośnie [69]. Duże środki kierowane są na spekulacje giełdowe i rynek nieruchomości oraz kupno złota, jako zabezpieczenia przed inflacją – co z kolei spowodowało szybki wzrost jego cen na rynkach światowych.

Kryzys ogromnie wzmocnił pozycję Chin w świecie, choć dużym kosztem. Ilustruje to przykład stali. W I półroczu 2008 r. produkowały 38% stali na świecie, w I półroczu 2009 r., wskutek spadku wytwarzania w reszcie świata i wzrostu w Chinach (o 6%), produkowały 48% stali na świecie. Globalny spadek wytwarzania był reakcją na spadek popytu, którego rezultatem była dramatyczna obniżka cen. W maju 2008 r. w USA tona stali kosztowała (w zależności od gatunku) 1 168–1 240 dolarów, w końcu roku: 584–606 dolarów. Tę redukcję cen spowodowały przede wszystkim firmy rosyjskie sprzedające produkcję poniżej kosztów wytwarzania. Jednocześnie kryzys spowodował zmniejszenie produkcji w świecie, a w konsekwencji statystyczny sukces Chin. Jednak w realnej gospodarce przyniosło to Chinom straty, bo więcej produkując, mniej zarabiały, a nie sprzedawały swej produkcji poniżej kosztów tylko dzięki dysponowaniu wyjątkowo tanią siłą roboczą [70].

Do niedawna Chiny prowadziły rabunkową eksploatację wyłącznie własnych zasobów naturalnych. Od lat 90. XX w. dokonują także rabunkowej eksploatacji zasobów w innych krajach, w szczególności w Afryce, np. masowo importują drewno z nielegalnych wycinek w Gabonie [71]. Władze państw, w których ma miejsce taki proceder, tolerują go, bo chińskie inwestycje dostarczają obywatelom pracy, a państwom – dochody, nieosiągalne w inny sposób. Stan taki nie może jednak trwać długo.

Władze Chin zastosowały skuteczne środki doraźnego przeciwdziałania kryzysowi, ale na dłuższą metę niezbędne są głębokie reformy ich ekonomiki, bowiem narastają sprzeczności, które mogą doprowadzić do kryzysu wewnętrznego. W ciągu ostatnich dziesięcioleci Chiny prawdopodobnie wyprowadziły z nędzy najwięcej ludzi w dziejach w tak krótkim czasie. Mimo to jednak nadal ogromna jest strefa ubóstwa i zróżnicowanie wewnętrzne. PKB per capita wynosił w 2006 r. dla całych Chin – 7 392 juanów, w Szanghaju – 26 514 juanów, w Pekinie – 23 193, w najbogatszej prowincji Zhejang – 14 648, w najbiedniejszej Guizhou – 2 659 [72]. Pokazuje to skalę różnic. Trzeba dodać, że podane liczby dotyczą całych prowincji, tymczasem generalnie poziom życia na wsi jest dużo niższy niż w mieście. Szybko rosną zróżnicowania społeczne. W sierpniu 2010 r. szacowano, że jest już niemal pół miliona osób dysponujących majątkami wartymi ponad milion dolarów [73]. Według badań przeprowadzonych w 2010 r. przez szanghajski Uniwersytet Fudan ponad 50 milionów mieszkańców Chin ma roczne dochody przekraczające 300 tys. juanów (ok. 45 tys. dolarów). Z tego około 5 milionów ma dochód roczny powyżej 1 miliona juanów (150 tys. dolarów). Jednocześnie dochody rodzin niezamożnych w ciągu ostatnich lat zmieniły się tylko nieznacznie i wynoszą średnio 5 tys. juanów w skali roku (ok. 750 dolarów).

Chińscy chłopi w początkowym okresie reform bardzo na nich korzystali, lecz od lat 90. XX w. mają nieproporcjonalnie mały udział w korzyściach, poziom życia w miastach wzrasta coraz szybciej, a wieś ponosi w rosnącej części koszty zanieczyszczenia środowiska i gnębiona jest przez biurokrację. W miastach anonimowość w tłumie daje ludziom przynajmniej niewielki margines swobody, mieszkańcy wsi są jej całkowicie pozbawieni, poza jedną tylko, której biurokracja nie może zlikwidować – możliwością ucieczki do miasta. Toteż trwa nieustannie legalny i nielegalny napływ ludności do miast, zwłaszcza do największych metropolii – w ostatnim trzydziestoleciu przemieściło się 225 mln osób. Zdaniem demografów jest to the largest peace movement in the history of the world population [74]. Rodzi się zatrważające pytanie: kiedy miasta przepełnią się tak, że ludzka rzeka wyleje się z nich poza Chiny? Już dzisiaj wyciekają wąskie strumyki ludzi, ale to tylko nieśmiała zapowiedź czekającego nas procesu. Może on stać się w XXI w. jednym z poważnych zagrożeń stabilności świata. Do dziś jeszcze jednym z hamulców migracji jest mała wiedza Chińczyków o rzeczywistej sytuacji w świecie. Przez tysiąclecia żyli w przekonaniu, że Chiny są najwspanialszym państwem, gdzie indziej żyją barbarzyńcy. Propaganda KPCh była nieco inna, ale w dalszym ciągu wpajała lęk i pogardę wobec zewnętrznego świata. Dziś sukcesy ekonomiczne sprzyjają podtrzymaniu mitów o wspaniałym Państwie Środka i nędznym świecie, choć z drugiej strony bliskie kontakty z emigrantami dostarczają nieco wiedzy. W miarę, jak reżim będzie słabł, a Chińczycy będą coraz więcej wiedzieć o zewnętrznym otoczeniu – można spodziewać się szybkiego wzrostu emigracji, zwłaszcza do bogatych państw Zachodu. Może to zrodzić w USA i Europie Zachodniej problemy o wiele większe niż obecna imigracja z krajów muzułmańskich. Być może właśnie dlatego bogate państwa demokratyczne wolą utrzymania tam niedemokratycznych stosunków, co wynika m.in. z obaw przed konsekwencjami zbyt szybkiego otwierania się chińskiego społeczeństwa na świat.

Istotnym problemem Chin, który może wydawać się marginalny, ale należy potraktować go poważnie, jest brak kobiet. Zgodnie z chińską tradycją powodem do dumy jest posiadanie męskich potomków. Dążenie do posiadania synów jest uwarunkowane nie tylko kulturowo, ale i ekonomicznie. W Chinach nie istnieje system emerytalny. Starzy ludzie pracują póki mają siły, potem są na utrzymaniu dzieci. W związku z prowadzoną od dziesięcioleci polityką na rzecz ograniczenia przyrostu naturalnego dokonywane są liczne aborcje, zwłaszcza gdy badanie stwierdzi, że płód jest rodzaju żeńskiego. W rezultacie w miejsce zwykłej w świecie nadwyżki urodzeń 103 mężczyzn na 100 kobiet, w Chinach dziś mamy nadwyżkę 120, a w najbardziej zacofanych prowincjach – 140. Brak kobiet prowadzi do wielu patologii, m.in. do wzrostu przestępczości, prostytucji, handlu kobietami. Zjawiska te będą się nasilać [75].

Najsłabszym punktem gospodarki chińskiej jest jej uzależnienie od importu ropy naftowej (importerem stały się w 1993 r.) – warto zwrócić uwagę na podobieństwo w tym zakresie do sytuacji USA. Pokrywają importem 40% zapotrzebowania, co stanowi 7% światowego zużycia – 6,5 mln baryłek dziennie. Wiąże się to z problemem nadmiernej energochłonności gospodarki. Wytworzenie produktów wartych 1 dolara wymaga w Chinach zużycia trzykrotnie więcej ropy naftowej niż w USA i czterokrotnie więcej niż w strefie euro. W konsekwencji już od 2008 r. są największym w świecie konsumentem energii [76].

Chińczycy nie mają dziś wiele do powiedzenia w globalnej kulturze. Inteligencja została zniszczona w czasach maoizmu, a wspaniała niegdyś kultura i nauka – spustoszone, chociaż zmierzch zaczął się już w XVII–XVIII w. i nie było już później wielkich dzieł. Przywódcy zaczynają zdawać sobie z tego sprawę, na naukę kieruje się coraz większe środki. Według agencji Xinhua w 2009 r. na działania związane z badaniami naukowymi przeznaczono 87,3 mld dolarów, brało w nich udział 3,18 mln osób. Zapóźnienie jest jednak ogromne i nawet takie środki nieprędko dadzą efekty.

Stabilność gospodarcza kraju zależy od zasobów materialnych, poziomu rozwoju infrastruktury, zdolności do tworzenia i wdrażania nowoczesnych technologii, uwarunkowanej posiadaniem odpowiednio kwalifikowanych pracowników i sprawności systemu finansowego. W Chinach wszystkie te elementy, decydujące o realnej sile gospodarki, pozostawiają wiele do życzenia. Zasoby materialne i rozmiary siły roboczej są ogromne, ale jakość tej ostatniej jest kiepska.

Istotną różnicą między społeczeństwem Chin a pozostałymi państwami BRIC jest jego indyferentyzm religijny. Dominujące wśród Chińczyków konfucjanizm, taoizm i buddyzm są bardziej systemami filozoficznymi i etycznymi niż religijnymi. W konsekwencji, poza marginalnymi grupami, społeczeństwo ChRL – zgodnie z wielowiekową tradycją – jest obojętne wobec kwestii religijnych, natomiast powszechne są w nim różnorodne przesądy [77]. Ten brak zaangażowania religijnego Ryszard Kapuściński uważał za jedno ze źródeł siły Chińczyków: „[...] wielką siłą chińskiej idei jest jej giętki i pojednawczy synkretyzm, łączenie w jedną całość różnych kierunków, poglądów i postaw” [78].

W konfucjanizmie za kwintesencję wszystkich obowiązków moralnych uchodzi poczucie obowiązku (yi) [79]. Dotyczy to jednak przede wszystkim obowiązków wobec rodziny, współpracowników, członków własnej grupy, a nie musi obejmować obcych. W konsekwencji w życiu publicznym i gospodarczym mogą występować liczne patologie – powszechna jest korupcja, nieprzestrzeganie prawa, w tym zwłaszcza praw autorskich, Chiny stały się największym na świecie rynkiem podróbek [80]. Silne więzi rodzinne rodzą nepotyzm, będący barierą dla wprowadzania nowoczesnych technik zarządzania [81]. Jest on odwrotną stroną paternalizmu – partyjni notable dbają o kariery swoich dzieci, wytwarzają się swoiste „dynastie” dygnitarzy, określanych w Chinach jako „książątka” [82].

Społeczeństwo starzeje się. W pierwszej dekadzie XXI w. w wiek produkcyjny weszło 90 mln osób, w drugiej będzie to zaledwie 5 mln. Pozwoli to zmniejszyć bezrobocie, ale wzrośnie presja na płace. Coraz częściej pojawiają się kolejne prognozy nadchodzącego spowolnienia rozwoju [83]. W 2010 r. coraz więcej było strajków robotników domagających się podwyżek, a tania siła robocza jest jednym z głównych atutów chińskiej gospodarki.

W 2007 r. KPCh przyjęła Koncepcję naukowego rozwoju, która ma doprowadzić do zrównoważenia gospodarki poprzez walkę z korupcją, zmniejszenie różnic między bogatymi a biednymi, rozwój opieki socjalnej oraz ochronę środowiska naturalnego. Wszystko to ma doprowadzić do powstania „Harmonijnego Społeczeństwa”. Jak dotychczas, programy partii komunistycznych w całym świcie, również w Chinach, pozostawały zapisami intencji, nadających się do eksponowania w propagandzie, lecz w małym stopniu wcielanych w życie. Praktyczna polityka władz chińskich nie odbiega, jak się zdaje, od tej tradycji, choć wskazane problemy są istotne, zaś ich nierozwiązanie może doprowadzić Państwo Środka do głębokich wewnętrznych wstrząsów.

Zagraniczni komentatorzy zauważają narastanie różnic wewnątrz kierownictwa partii komunistycznej. Władzę wciąż sprawują gerontokraci, którzy wykreowali sukces gospodarczy i chcą kontynuować dotychczasową politykę. Obok nich wyrastają jednak dwie nowe grupy: „populiści” (zwłaszcza wicepremier Li Keqiang, kierownik Wydziału Organizacyjnego KC KPCH – Li Yuanchao, sekretarz partii w prowincji Quangdong – Wang Yang) popierani przez prezydenta Hu Jintao, pragnący modyfikować ją w kierunku lepszego realizowania potrzeb socjalnych, i „plutokraci” (zwłaszcza wiceprezydent Xi Jinping, wicepremier Wang Qishan, sekretarz partii w prowincji Chongoing – Bo Xilai), reprezentujący interesy przedsiębiorców oraz regionów najwyżej rozwiniętych (używam tych określeń w cudzysłowach, bowiem jest wątpliwe, czy te europejskie terminy dobrze pasują do sytuacji w Chinach, takie mechaniczne przenoszenie kategorii niekiedy wiodło na manowce, na razie jednak nie mamy lepszych) [84]. W państwach autorytarnych rozdźwięki wśród elit częstokroć były zapowiedzią wewnętrznych kryzysów i prowadziły albo do upadku reżimu, albo do zapoczątkowania jego transformacji. Jednak reguły odnoszące się do innych krajów nie zawsze sprawdzają się w Chinach.

Stosunki chińsko-amerykańskie, mimo silnych związków ekonomicznych między obu krajami, wciąż rodzą wiele napięć. Były bardzo złe od lat 50. do 70. XX wieku (konflikty w Indochinach, nieustanny konflikt wokół Tajwanu i in.), potem powoli i nierównomiernie poprawiały się, od 2002 r. nastąpiło wyraźne zbliżenie, a gdy prezydentem został Obama stały się szczególnie bliskie [85]. Nie brakowało wprawdzie mniejszych i większych incydentów, jak zbombardowanie przez lotnictwo USA ambasady ChRL w Belgradzie w 1999 r., czy trwające do dziś wzajemnie wrogie akcje samolotów obu stron na Morzu Południowochińskim, ale od kilkunastu lat w każdym konflikcie udaje się znaleźć kompromis. Najnowszy przykład dotyczy kolejnej fazy sporów wokół amerykańskiej pomocy wojskowej dla Tajwanu. W styczniu 2010 r. USA podpisały umowę z Tajwanem na sprzedaż dużego pakietu uzbrojenia i wyposażenia wojskowego za 6,4 mld dolarów. Z powodu protestów Pekinu dostawy ograniczono [86]. Stany Zjednoczone są dla Chin zarówno szansą (na pozyskiwanie najnowszych technologii, na wzajemne korzystne inwestycje i rozszerzanie wymiany handlowej), jak i zagrożeniem – na pewno nie wyrzekną się dobrowolnie dominującej roli w świecie, nie pozwolą odebrać sobie wpływów w regionach, do których kontrolowania aspirują Chiny. Poszukiwaniom kompromisowych rozwiązań sprzyja coraz ściślejsza współpraca ekonomiczna. Eksport jest warunkiem rozwoju gospodarczego Chin, a największym odbiorcą są Stany Zjednoczone, są też największym chińskim dłużnikiem i najważniejszym dostarczycielem technologii. Amerykański koncern Westinghouse w III kwartale 2010 r. dostarczył do Chin pełną dokumentację dotyczącą reaktora atomowego AP1000. Na jej podstawie Chiny chcą wybudować nawet kilkadziesiąt nowych reaktorów. Pekin planuje do 2020 r. wybudować elektrownie atomowe o łącznej mocy 70-80 tys. MW, by nie uzależnić się od jednego dostawcy, kupuje technologie zarówno francuskie, amerykańskie, jak rosyjskie. Inicjując realny konflikt z USA, Chiny najbardziej zaszkodziłyby same sobie [87]. W każdym razie Chiny dbają, by nie uzależnić się od USA. Do niedawna agencje ratingowe Waszyngtonu określały wiarygodność wszystkich państw świata, przyznając USA najwyższe oceny. Od 2009 r. chińska agencja Dagong Global Credit Rating Co., zaczęła publikować własne oceny państw świata, alternatywne wobec amerykańskich [88].

W niektórych dziedzinach współpraca Chin z Unią Europejską jest głębsza niż ze Stanami Zjednoczonymi. W 2008 r. na uczelniach europejskich przebywało 170 tys. chińskich studentów, podczas gdy w USA 67 tys. [89]. Jesienią 2010 r. Chiny zintensyfikowały swoje kontakty z Europą, można mówić wręcz o „ofensywie” chińskiej w tym kierunku. Mimo niepowodzeń we wcześniejszych próbach kupowania wielkich europejskich przedsiębiorstw, kapitał chiński podjął kolejną inicjatywę, kupując niewielki pakiet akcji Daimlera. Industrial&Commercial Bank of China otwiera oddziały w Paryżu, Amsterdamie, Madrycie, Brukseli i Mediolanie (a wcześniej przejął 80% amerykańskiej filii Bank of East Asia za 140 mln dolarów). Spotkanie prezydentów Chin i Francji na początku listopada 2010 r. przyniosło wstępne uzgodnienia dotyczące chińskich zakupów we Francji na sumę 16 mld €, w tym 80 airbusów, sprzęt telekomunikacyjny, 20 tys. ton uranu. Podczas wizyty wicepremiera Li Keqianga w Niemczech, Wielkiej Brytanii i w Hiszpanii na początku 2011 r. podpisano dodatkowe zamówienia na dostawy do Chin wartości ponad 17 mld €, uzgodniono kupno 50% akcji szkockiej rafinerii nafty w Grangemouth, potwierdzono chińskie zainteresowanie zakupem obligacji portugalskich i hiszpańskich. Chiny zaczęły też prawdopodobnie kupować obligacje polskie, choć czynią to anonimowo za pośrednictwem Asian Development Bank [90]. Najnowszą inwestycją jest kupno cywilnej części huty Stalowa Wola przez koncern Liu Gong.

Przedsiębiorcy chińscy i rosyjscy konkurują na wielu płaszczyznach, bezpośrednio i pośrednio. Szczególnie wyrazisty przykład to zabiegi wokół Opla w Niemczech. W związku z bankructwem General Motors w 2009 r. próbował go kupić holding Beijing Automotive Industry. Opel wybrał jednak konsorcjum rosyjskiego państwowego Sbierbanku i kanadyjsko-austriackiej firmy Magna International. Zwycięstwo kapitału rosyjskiego nad chińskim okazało się pozorne. GM w ciągu trzech pierwszych kwartałów 2009 r. zwiększył sprzedaż samochodów w Chinach o 56%, do 1,29 miliona pojazdów [91], dzięki czemu odzyskał równowagę finansową i wycofał się ze sprzedaży Opla. Wskutek polityki gospodarczej Chin Rosja nie zrealizowała ważnej dla niej transakcji [92]. Obecnie Rosja próbuje odzyskiwać pozycje w Wietnamie, z którym niegdyś była blisko związana, a który jest w złych stosunkach z Chinami. 31 października 2010 r. podpisano kilkanaście umów gospodarczych, w tym o współpracy firm Zarubieżnieft i PetroVietnam [93]. Pisałem już o nawiązywaniu współpracy Chin z Białorusią. Chiny i Rosję zbliża podobne ocenianie problemów międzynarodowych, zastrzeżenia wobec polityki Zachodu, liberalizacji, wolności mediów, swobód religijnych, separatyzmów lokalnych (Czeczenia, Tybet), fundamentalizmu islamskiego, interwencji w Iraku, umocnienia roli ONZ.

Podczas wizyty w Indiach w 1998 r. ówczesny minister spraw zagranicznych Rosji Jewgienij Primakow przedstawił propozycję zbudowania trójkąta strategicznego Moskwa-Pekin-Delhi, jednak przyjęta została chłodno. Potem pojawiły się oznaki pewnego zbliżenia, ale do zawarcia realnego porozumienia dotychczas nie doszło. Dla Rosji byłoby ono formą neutralizowania chińskiej przewagi w stosunkach bilateralnych, jednak ani Chiny, ani Indie nie mają interesu w budowaniu takiego układu z udziałem Rosji, a dodatkowo utrudniają to konflikty chińsko-indyjskie [94].

W 2010 r. chińskie przedsiębiorstwa „najechały” rynek Argentyny. Jeszcze w 2009 r. inwestycje chińskich przedsiębiorstw w tym kraju wynosiły 136,7 mln dolarów, w 2010 r. sięgnęły 10 mld dolarów. Spółka CNOOC kupiła pakiet udziałów w argentyńskiej Pan American Energy za ponad 7 mld dolarów. W lipcu 2010 r. China Development Bank udzielił rządowi Argentyny 10 mld dolarów kredytu na unowocześnienie transportu kolejowego i metra. Chińczycy zbudują też nowy port w pobliżu Buenos Aires. 10 grudnia 2010 r. poinformowano, że Sinopec kupił za 2,45 mld dolarów argentyński Occidental Petroleum, który ma prawa do złóż o udowodnionej zasobności prawie 400 mln baryłek. Jednocześnie Argentyna zaczęła w tymże roku kupować chiński sprzęt wojskowy, a rozmowy na temat kupna chińskich samolotów bojowych zaczęła Wenezuela [95]. Ta ofensywa może niepokoić Brazylię, która również w ostatnich latach starała się wchodzić na rynek argentyński, ale dysponuje znacznie mniejszym kapitałem.

Polityka zagraniczna Chin prowadzona jest z pozycji mocarstwa, w stylu mocarstw europejskich z końca XIX w., a więc formalnie elegancko, ale apodyktycznie i arogancko wobec słabszych partnerów, których ponadto starają się skłócić między sobą. Nazwano tę politykę Dragon in partnership clothing (co można przetłumaczyć „smok w owczej skórze”) [96]. Mają aspiracje globalne, ale wiele energii tracą na kwestie drobne, lokalne. Mają konflikty graniczne z wszystkimi w zasadzie sąsiadami [97]. W marcu 2010 r. dwa chińskie okręty wojenne zacumowały w Abu Zabi, jest to ich pierwsza wizyta na Bliskim Wschodzie, prawdopodobnie będąca swoistym „zwiadem” przed planowaną ekspansją. Zdaniem Nialla Fergusona „Gospodarczo Chiny odgrywają dziś w Azji o wiele ważniejszą rolę niż Stany Zjednoczone. Upadek amerykańskiej potęgi w tym rejonie świata wydaje się całkiem prawdopodobny” [98].

Na globalne aspiracje wskazuje też fakt, że Chiny podejmują w coraz większym wymiarze badania polarne. 2 II 2009 r. uruchomiły trzecią stację badawczą na Antarktydzie – zlokalizowaną w najwyższym punkcie Australijskiego Terytorium Antarktycznego na wysokości 4093 m, a więc w ekstremalnie trudnych warunkach.

Poważnym ograniczeniem chińskich możliwości działania w skali międzynarodowej jest słabość militarna. Wydatki na obronność w 2008 r. stanowiły 2,0% budżetu Chin. Mimo to wojsko „[...] ani nie jest dobrze koszarowane, ani dobrze opłacane, ani też dobrze wyposażone” [99]. Ta ocena pochodzi wprawdzie sprzed czterech lat, ale mimo wzrostu wydatków militarnych w ostatnim okresie, sytuacja niewiele się zmieniła. W obliczu tej słabości polityka zagraniczna Chin opiera się przede wszystkim na oferowaniu partnerom korzyści gospodarczych. W szczególności pomoc finansowa kierowana jest do państw, które znalazły się w tarapatach finansowych. Od wieków istotną rolę w chińskiej polityce odgrywa też „miękkie oddziaływanie” (Soft Power) [100], a więc osiąganie zamierzonych celów dzięki atrakcyjności, a nie przymusowi, poprzez zręczność dyplomatyczną, oddziaływanie za pomocą gospodarki, ideologii i kultury – w ostatnich latach przywiązują do niego coraz więcej wagi. W przeszłości ideologia maoistyczna pozwalała pozyskiwać zwolenników w całym świecie – partie o tym charakterze do dziś działają w niektórych państwach, np. w Indiach, same Chiny, nie dokonując oficjalnego zerwania, po cichu odeszły od szerzenia idei maoistycznych. Najnowszym kierunkiem takiego oddziaływania jest zakładanie Instytutów Konfucjusza, do września 2010 roku powstało ich 282 w 88 krajach [101].

Wzrost wydatków na cele militarne doprowadzi zapewne do wzmocnienia chińskiego wojska, co jednak rodzi nowe niebezpieczeństwo: przy braku doświadczenia operacyjnego, poczuciu zagrożenia ze strony sąsiadów i jednocześnie mocarstwowych aspiracjach – Pekin może przeszacować swe siły i wywołać konflikty destabilizujące Azję.

Polityka Chin jest wewnętrznie sprzeczna. Mają potencjał gospodarczy pozwalający odgrywać rolę supermocarstwa, w dużej mierze uzależniły od siebie Stany Zjednoczone poprzez ogromne kredyty, a jednocześnie angażują się niepotrzebnie w liczne drobne spory z innymi państwami, rozmieniające ich energię na drobne. Budują swoje strefy wpływów w kilku odległych rejonach świata: w Azji południowo-wschodniej, będącej ich tradycyjnym regionem oddziaływania, w postradzieckiej Azji Środkowej, w Afryce i Ameryce Południowej. Taka „rozproszona” strefa oddziaływania stanowi być może jeden ze znaków epoki globalizacji – może być efektywnie budowana dzięki potanieniu i przyspieszeniu komunikacji morskiej i lotniczej. Prowadzą skomplikowaną politykę wobec USA, Rosji i Indii, jednocześnie starając się pozyskać ich współpracę w sprawach kluczowych i wchodząc w konflikty w kwestiach o drugorzędnym znaczeniu. Próbują wkraczać na arenę ogólnoświatową, a wciąż nie potrafią poradzić sobie z najbliższym problemem Tajwanu, ostatnio nieco wyciszonym, ale wciąż nierozwiązanym, który od 1950 r. stanowi nieustannie największe wyzwanie dla Pekinu.

Chińscy politycy wciąż jeszcze, zgodnie z wielowiekową tradycją, postrzegają otoczenie międzynarodowe jako wrogie, przez co za mało podejmują wysiłków na rzecz współdziałania z potencjalnymi partnerami. Powoduje to, że ze względów pragmatycznych i doraźnych mogą zawierać przejściowe sojusze, niekiedy ogłaszane jako „wiekowa przyjaźń”, które jednak szybko zrywają, tak jak stało się w przeszłości z sojuszami z ZSRR i Indiami. Wśród chińskich polityków nie zostały do końca przezwyciężone antyamerykańskie uprzedzenia z wcześniejszej epoki. Wciąż jeszcze USA i NATO postrzegane są jako potencjalni agresorzy. Z drugiej zaś strony „Waszyngton uznaje Chiny za jednego z najgroźniejszych rywali strategicznych” [102]. Jednocześnie przywiązują coraz więcej uwagi do oddziaływań typu Soft Power. Te sprzeczności prawdopodobnie zostaną wkrótce rozwiązane, ale trudno przewidzieć, która opcja zwycięży, od tego zależy zaś, czy wkroczą konsekwentnie na drogę budowania mocarstwowości globalnej, czy też ograniczą się do panowania nad grupą państw uzależnionych. W jednym i drugim przypadku będą musiały pokonać opór zwłaszcza Stanów Zjednoczonych oraz Indii.

V.
Indie nazywane są największą demokracją świata. Władze centralne zorganizowane są według wzorów systemu parlamentarno-gabinetowego, na niższym szczeblu istnieją stany, których uprawnienia i organizacja wewnętrzna wzorowane są na USA.

Od dwudziestu lat rozwijają się najbardziej stabilnie spośród gospodarek BRIC. Wcześniej, mimo zachowania wielu elementów wolnego rynku, w dużej mierze wzorowały się w rozwoju ekonomicznym na Związku Radzieckim, od połowy lat 80. zaczął się proces głębokiej transformacji, która, mimo przejściowych trudności, okazała się nadzwyczaj efektywna, choć wciąż nie została zakończona.

„Indie znajdują się na etapie przechodzenia ze statusu kraju rozwijającego się do rozwiniętego. Należą do najdynamiczniej rozwijających się gospodarek na świecie” [103]. Wciąż jeszcze rolnictwo jest podstawą utrzymania 60% ludności, co formalnie sytuuje je w kategorii państw zacofanych. Do dziś dużą rolę odgrywa własność państwowa (zwłaszcza 60% udziału w rynku usług finansowych mają banki państwowe). Industrializacja do niedawna realizowana była głównie przez sektor publiczny (własność państwowa i samorządowa).

Powiązania z rynkiem światowym są słabe, eksport dóbr i usług to jedynie ok. 21% PKB w 2007 r., podczas gdy w przypadku Chin – 42%, a Malezji — 110% (duża część to reeksport). Stanowi to zaledwie 0,8% światowego eksportu, ośmiokrotnie mniej niż w przypadku Chin. Niewielki udział eksportu wynika z ogromnego rynku wewnętrznego. Również import jest niewielki w stosunku do potencjału kraju – a zagraniczni kontrahenci skarżą się na niedostępność rynku. W okresie transformacji zmienił się charakter handlu zagranicznego, w eksporcie zmniejszyła się rola surowców i wyrobów nisko przetworzonych, wzrósł udział towarów przemysłowych, zwłaszcza w ostatnich latach rosła sprzedaż nowoczesnych technologii, wyrobów biotechnologicznych i farmaceutyków. Szczególną dynamiką odznacza się sprzedaż usług, zwłaszcza informatycznych dla przedsiębiorstw/korporacji międzynarodowych (tzw. back office). Głównymi importerami indyjskich towarów są Stany Zjednoczone (16,7%), Zjednoczone Emiraty Arabskie (8,5%), Chiny (6,6%). Pośrednim świadectwem dynamicznego wzrostu kontaktów z ZEA jest podjęta w 2010 r. budowa w Dubaju największego portu lotniczego świata, który ma obsługiwać przede wszystkim loty do i z Indii. Sprzedają coraz więcej broni. Np. w latach 2004–2008 były największym dostawcą uzbrojenia do Iraku, na ogólną kwotę 28,3 mld dolarów (przed Arabią Saudyjską – 27,2 mld dolarów), dopiero w 2008 r. irackie zamówienia zbrojeniowe w firmach amerykańskich przewyższyły zamówienia w Indiach. Import obejmuje głównie surowce energetyczne i maszyny. Najwięcej kupują z Chin (7,3%) i USA (6,5%) [104].

Indie prowadzą ostrożną, a przez to mało zauważaną ekspansję zagraniczną. Posługują się przede wszystkim „Soft Power” [105] – oddziaływaniem gospodarczym, liczną diasporą, propagowaniem kultury. Jej kierunki to przede wszystkim południowo-wschodnia Azja, od wieków związana z nimi kulturowo, a od kilkunastu lat również państwa centralnej Azji [106]. Indyjscy handlowcy i inwestorzy konkurują tu z coraz większym powodzeniem z rosyjskimi i chińskimi. Największą barierą w rozwoju ekonomicznym jest kiepska infrastruktura. Koleje są przestarzałe, często dochodzi do wypadków. Porty morskie nie są przystosowane do przyjmowania nowoczesnych statków. Lotniska są wprawdzie liczne, ale poza głównymi, nie zapewniają pełnych warunków bezpieczeństwa. Linie energetyczne nie są dostosowane do monsunowego klimatu, podczas ulewnych deszczów i powodzi następują liczne awarie.

W 2007 r. w raporcie dla banku Goldman Sachs napisano, że w najbliższych dekadach Indie staną się „[...] motorem światowej gospodarki” [107]. Wobec ogromnej liczby ludności głównym problemem ekonomicznym jest zapewnienie odpowiedniej ilości pożywienia. Do lat 70. XX w. istniał tu ogromny deficyt żywności, zmuszający do jej importu, powtarzały się okresy głodu, mimo warunków naturalnych sprzyjających produkcji rolnej (doskonałe gleby, klimat monsunowy). Wynikało to przede wszystkim z zacofania rolnictwa. Dla jego przezwyciężenia zainicjowano tzw. „zieloną rewolucję”. Pozwoliła ona zapewnić Indiom samowystarczalność żywnościową, choć na bardzo niskim poziomie. Ich gospodarka, polityka społeczna są głęboko zdywersyfikowane, co daje nadzieję na w miarę zrównoważony rozwój.

Szybki wzrost ludności, a jednocześnie potrzeba zmniejszenia rozmiarów nędzy, skłoniły w XXI w. do podjęcia nowych inicjatyw, wykonano wiele prac na rzecz rozbudowy infrastruktury wiejskiej (zbiorniki wodne, obwałowania rzek, zalesianie), a jednocześnie wzrosły dochody zwłaszcza najbiedniejszych rodzin wiejskich, co spowodowało istotny wzrost popytu na dobra konsumpcyjne [108].

Od początku lat 90., w związku z liberalizacją gospodarki, dynamicznie rosły inwestycje zagraniczne w Indiach [109]. Ich skumulowana wielkość w latach 1991–2007 wzrosła czterdziestopięciokrotnie, podczas gdy w całym świecie w tym okresie wzrosła ośmiokrotnie [110]. Najwięcej napływało inwestycji do kapitałochłonnych oraz innowacyjnych działów przemysłu i usług. Szczególnie duży był udział sektora sprzętu i oprogramowania komputerowego – niemal 12% ogółu, na drugim miejscu plasowała się telekomunikacja (niemal 8%) [111]. Wśród krajów pochodzenia kapitału pierwsze miejsce zajmował w 2009 r. Mauritius – 44%, następne Singapur – 9%, Stany Zjednoczone – 8%, Wielka Brytania – 5%, Holandia – 4,%, Japonia – 3%, Cypr – 3%. Ta oficjalna statystyka jest myląca: Mauritius i Cypr to tylko miejsca transferu. Bardziej złożona jest sytuacja Singapuru, który po części dostarcza możliwości transferowania środków, ale i sam posiada poważny kapitał, inwestowany m.in. w Indiach. Najwięcej środków zainwestowały w Indiach General Motors, IBM, Toyota, Nissan.

Od 2006 r. zezwolono przedsiębiorstwom giełdowym dokonywać inwestycji zagranicznych do 35% swojej wartości netto, funduszom inwestycyjnym do 4 miliardów dolarów, a osobom fizycznym do 100 tys. dolarów rocznie [112]. W konsekwencji kapitał indyjski coraz więcej inwestuje za granicą. W 2006 r. było to 11 mld dolarów – najwięcej w USA (19%), Rosji (18%) oraz Francji i Wielkiej Brytanii [113]. W 2007 r. spośród indyjskich przedsiębiorstw 815 spełniało kryteria korporacji transnarodowej, posiadały one ogółem 2242 filie zagraniczne [114].

Obecnie Indie są trzecim w świecie producentem stali (po Chinach i USA) [115]. Oprócz dużej produkcji stali na terytorium samych Indii, kapitał z tego kraju kontroluje część produkcji stali w świecie. Koncern ArcelorMittal, należący do Lakshmi Mittala, działa w 60 państwach, w 2009 r. uzyskał 65,1 mld dolarów dochodu, wytwarza 6% stali na świecie. Obecnie próbuje także opanować rynki dystrybucji stali, a także kopalnie węgla kamiennego i rudy żelaza [116]. Warto dodać, że własnością koncernu są cztery największe huty stali w Polsce – jako spółka ArcelorMittal Poland (Sendzimira w Krakowie, Katowice w Dąbrowie Górniczej, Cedler w Sosnowcu i Florian w Świętochłowicach) – koncern kontroluje 70% rynku produkcji stali w Polsce. Jest formalnie zarejestrowany w Luksemburgu, zatem w statystykach pojawia się jako kapitał z Unii Europejskiej.

Koncern już wcześniej kilkakrotnie przejmował zakłady, które bez powodzenia próbowały przejąć firmy rosyjskie. Ostatnio wszedł w sferę interesów rosyjskich w Azji Środkowej. Jego spółka zależna ArcelorMittal Termitau (działa od 2006 r.) podjęła w Kazachstanie produkcję rur stalowych do rurociągów, kanalizacji i budownictwa oraz wydobycie węgla kamiennego. Kazachstan jest ósmym w świecie producentem węgla, a jest to ważny surowiec do produkcji stali, potrzebny zarówno Rosji, jak i Chinom. Jedna z najnowszych inicjatyw to podjęcie przygotowań do produkcji stali specjalnych w Chinach przez dwie spółki zależne: VAMA Auto Steel JV i VAME Electrical Steel JV – we współpracy z Vietnam Automobile Manufacturers Association. Produkcja ma być uruchomiona w 2012 r. – powodzenie tej inicjatywy, wejście kapitału indyjskiego (choć formalnie europejskiego) w ważny segment rynku chińskiego, może być dobrym wskaźnikiem stanu stosunków indyjsko-chińskich.

Gospodarka Indii w obliczu kryzysu okazała się dość odporna [117]. Celem stymulowania eksportu wprowadzono w 2008 r. system zwrotu podatków dla eksporterów. Od listopada 2009 r. eksport zaczął ponownie rosnąć. Kryzys okazał się dla Indii korzystny przede wszystkim ze względu na spadek cen surowców. Zaoszczędziły na cenach paliw. Co ważniejsze, utrata wiarygodności najzamożniejszych rynków zwróciła na ten kraj uwagę zagranicznych inwestorów. Indyjscy biznesmeni zaczęli zacieśniać współpracę z innymi najszybciej rozwijającymi się państwami światowych peryferii, zwłaszcza z Chinami i Brazylią. Np. koncern cukrowniczy Bajaj Hindusthan zainwestował 500 mln dolarów w utworzenie filii w Brazylii. Do niedawna dokończenie reform ekonomicznych w Indiach hamowała partia komunistyczna wchodząca do 2009 r. w skład koalicji rządowej. Zdecydowane zwycięstwo Indyjskiego Kongresu Narodowego w wyborach w 2009 r., opowiadającego się za dokończeniem reform, spowodowało euforię na giełdach [118]. Obecnie, gdy świat wychodzi z kryzysu, rozwój Indii uległ dalszemu przyspieszeniu. PKB w kolejnych kwartałach 2010 r. wzrastał o 8,6%, 8,8% i 8,8% [119]. Współpraca gospodarcza Indii z Rosją jest niewielka (poza importem broni), dotyczy m.in. inwestycji indyjskich w wydobycie ropy (m.in. na Sachalinie) [120]. Ważne jest poparcie Rosji dla starań Indii o uzyskanie stałego członkostwa w Radzie Bezpieczeństwa.

Wizyta w Indiach premiera Wen Jiabao w połowie grudnia 2010 r. nie przyniosła wiele, poza uzgodnieniem dalszego wzrostu wzajemnych obrotów handlowych. Premier Chin zaproponował ogólnikowo „strategiczny consensus”, nie zgodził się natomiast na żadne konkretne postulaty, takie jak uregulowanie sporów granicznych, uznanie przynależności Kaszmiru do Indii, zaakceptowanie aspiracji Delhi do udziału w Radzie Bezpieczeństwa. W szczególności dla Indii trudne do zaakceptowania są bliskie stosunki Chin z Pakistanem, w tym zakresie nie uzyskano żadnych ustępstw, tymczasem Chiny wciąż dostarczają Pakistanowi broń, w tym samoloty wczesnego ostrzegania (unowocześnioną wersję radzieckich AN) [121].

Od uzyskania niepodległości w 1947 r. Indie dążyły do statusu światowego mocarstwa, od lat 90. XX w. ten cel zaczął stawać się realny, a jego symbolicznym wyrazem są żądania przyznania im stałego miejsca w Radzie Bezpieczeństwa ONZ, wysuwane oficjalnie od 1979 roku [122]. Do roli mocarstwa brakuje im jeszcze siły militarnej, a dążą do takiej pozycji w sposób odmienny niż mocarstwa europejskie, czy też Stany Zjednoczone. Ich ambicje można uporządkować w trzech kręgach: 1) lokalnym, na poziomie subkontynentu indyjskiego i w jego najbliższym otoczeniu; 2) regionalnym, tj. w regionie Azji i basenu Oceanu Indyjskiego; 3) globalnym.

Basen Oceanu Indyjskiego od schyłku XX w. uzyskał kluczowe znaczenie strategiczne, obecnie transportowane jest przez jego obszar ponad 70% światowych zasobów produktów petrochemicznych [123], a leżące nad nim kraje przeżywają od kilku dziesięcioleci dynamiczny rozwój. Zatem ten na pozór „regionalny” krąg zainteresowań bezpośrednio dotyczy zagadnień o znaczeniu ogólnoświatowym, w szczególności relacji ze Stanami Zjednoczonymi i Chinami. W czasach „zimnej wojny” basen ten kontrolowany był początkowo przez Wielką Brytanię, która jednak stopniowo oddawała pozycje, w jej miejsce weszły Stany Zjednoczone i próbował wchodzić Związek Radziecki. Po upadku tego ostatniego wytworzyła się częściowa próżnia, która istnieje do dziś, mimo że próbują w nią wkraczać Chiny i ponownie Rosja. Zajęcie pozycji dominującej przez Indie stanowi dla tego państwa poważną szansę, choć, trzeba podkreślić, wciąż jeszcze nie są w pełni przygotowane do jej wykorzystania. W przyszłości mogą stanąć w obliczu konieczności przezwyciężenia chińskich aspiracji na Oceanie Indyjskim, tak jak już obecnie są z Pekinem w konflikcie na bezpośredniej granicy oraz w Azji Centralnej, a pośrednio w związku z poparciem Pekinu dla Pakistanu. „Już dzisiaj strategiczne relacje z Indiami stają się kluczowymi kwestiami bezpieczeństwa międzynarodowego” – zauważył przed sześciu laty gen. S. Koziej [124]. Dziś ta ocena staje się jeszcze bardziej aktualna.

VI.
Brazylia jest państwem federacyjnym o systemie prezydenckim, składa się z 26 stanów i dystryktu federalnego. Przez długi czas istniały tu reżimy wojskowe, dopiero w 1985 r. weszła na drogę demokracji. Gdy w 2002 r. prezydentem został lewicowy związkowiec Luiz Inácio Lula da Silva na inwestorów padł strach. Jednak w ciągu kolejnych dwóch kadencji zrobił on z kraju gospodarczą potęgę. W tym okresie odsetek obywateli żyjących w skrajnym ubóstwie spadł z 12% do 4%, klasa średnia powiększyła się o 25 mln osób. Prezydent stał się postacią charyzmatyczną, a po dwóch kadencjach od 1 stycznia 2011 r. władzę przejęła dotychczasowa szefowa jego gabinetu Dilma Rousseff (Дилма Русев), pochodząca z rodziny imigrantów z Bułgarii [125].

Brazylia jest jednym z twórców Mercosur (Wspólny Rynek Południa – Mercado Comun del Sur), porozumienia obejmującego ponadto Argentynę, Paragwaj i Urugwaj, wzorowanego na Unii Europejskiej. Powstało ono w 1991 r., jednak dotychczas daleko mu do skali integracji, jaką udało się osiągnąć w Europie.

Jednym z najpoważniejszych problemów Brazylii jest infrastruktura transportowa, która nie zaspokaja potrzeb gospodarki kraju i pozostaje w tyle nie tylko za krajami rozwiniętymi, ale również za Chinami i Indiami. Dotyczy to wszystkich rodzajów transportu. Lotniska i porty są przestarzałe, niefunkcjonalne i drogie. Przewozy kolejowe są małe. Niemal całość przewozów towarowych w kraju przejął transport drogowy, co przy kiepskim stanie dróg powoduje liczne wypadki. Nowe inwestycje infrastrukturalne są realizowane powoli, głównie z uwagi na brak efektywnych regulacji w zakresie partnerstwa publiczno-prywatnego. Inne problemy gospodarcze to przewaga produktów o niskim stopniu przetworzenia w eksporcie, wysokie oprocentowanie kredytów, wysokie podatki (udział podatków w PKB wynosi 38%). Brazylia jest w małym stopniu otwarta na świat. Firmy zagraniczne teoretycznie mogą uczestniczyć w przetargach na równych prawach z miejscowymi, niemniej, kiedy warunki ofert są podobne, w praktyce preferuje się firmy brazylijskie. Jest drugim po Chinach największym rynkiem pirackich kopii płyt i programów komputerowych. Mimo istnienia w tym zakresie przepisów karnych zgodnych z normami światowymi, egzekwowanie prawa jest mało skuteczne. Podobnie jest z podróbkami innych produktów.

Ważną rolę w gospodarce odgrywa własność państwowa, trwa właśnie proces prywatyzacji. Petróleo Brasileiro (znane jako Petrobras), największe przedsiębiorstwo na południowej półkuli, trzecia pod względem wartości spółka naftowa świata (po ExxonMobil i PetroChina) działa w 18 państwach, zajmuje się wydobyciem i przetwórstwem ropy naftowej i gazu, sprywatyzowano ją we wrześniu 2010 r. Akcje sprzedano za 120,4 mld reali (70 mld dolarów) – co ogłoszono jako największą publiczną ofertę akcji w dziejach świata [126]. Jednak do kwoty tej wliczono kupno 50,01% akcji, wartych 42,5 mld dolarów, przez rząd Brazylii, w zamian za prawo użytkowania podmorskiego złoża ropy, zatem rzeczywista kwota uzyskana z prywatyzacji była o ponad połowę mniejsza, choć i tak imponująca, z tego 18 mld dolarów wydatkowali nabywcy zagraniczni. Uzyskane środki mają być przeznaczone na eksploatację ropy spod dna Atlantyku. Inwestycja jest ryzykowna, złoże Tupi, jedno z największych pól naftowych świata, położone jest 5 km pod dnem oceanu mającego w tym miejscu 2 km głębokości [127]. China Petrochemical Cooperation (Sinopec) i China Development Bank wspólnie udzieliły w maju 2009 r. na inwestycje Petrobrasu 10 mld dolarów kredytu na 10 lat, w zamian za co Chiny będą otrzymywać 200 tys. baryłek brazylijskiej ropy dziennie. Uzgodniono też współpracę w zakresie technologii jej wydobycia i przerobu.

PKB szybko rośnie, i to mimo światowego kryzysu (2006 r. – 3,8%, 2007 r. – 5,4%, 2008 r. – 5,3%). Skutki kryzysu Brazylia odczuła w ostatnim kwartale 2008 r. i pierwszym kwartale 2009 r. Nastąpiły niewielkie spadki PKB, spadły znacznie ceny eksportowanych surowców, banki ograniczyły kredytowanie przedsiębiorstw, co spowodowało przejściowe osłabienie aktywności gospodarczej. W następnych kwartałach utrzymywał się spadek inwestycji. Gwałtownie osłabł real (wartość dolara od 1 sierpnia do końca roku 2008 r. wzrosła o 53%), w 2009 r. stopniowo jednak odrabiał straty. Ogólnie w 2009 r. PKB spadł o 0,2%, od końca 2009 r. gospodarka wyraźnie odżywa.

W ostatnich latach przed kryzysem Brazylia nadrobiła swoje wcześniej duże zadłużenie zagraniczne. W lutym 2008 r. Bank Centralny ogłosił, że łączne aktywa kraju za granicą (rezerwy dewizowe plus wierzytelności banków brazylijskich za granicą) przekroczyły wartość zadłużenia zagranicznego.

Brazylijskie spółki, takie jak Petrobras, Vale, koncern lotniczy Embraer, agresywnie wchodzą z inwestycjami na rynki w obu Amerykach (zwłaszcza w Argentynie, Chile, Kanadzie, Meksyku i USA), a także w Afryce (zwłaszcza w Angoli i Nigerii). Najwięcej zagranicznych inwestycji w Brazylii ulokowano w górnictwie, hutnictwie żelaza, usługach finansowych i przemyśle spożywczym. Napływają głównie z USA, Luksemburga [128], Holandii i Japonii. W 2009 r. napływ zmniejszył się do 25 mld dolarów. Od niedawna powiększają się dynamicznie inwestycje chińskie.

Obroty handlu zagranicznego Brazylii wyniosły w 2008 r. 371,1 mld dolarów, w tym eksport – 197,9 mld dolarów, a import – 173,2 mld dolarów. W 2009 r. spadły do 280,6 mld dolarów, w tym eksport – 153,0 mld dolarów (zmniejszył się o 22,2%), a import – 127,6 mld dolarów (zmniejszył się o 25,3%). Kraj zachował w ten sposób sporą nadwyżkę. Główne produkty eksportowe to surowce i produkty spożywcze, ale też samochody i samoloty. Głównymi importerami w 2009 r. były Chiny, USA, Argentyna, Holandia i Niemcy, a głównymi eksporterami na rynek brazylijski – USA, Chiny, Argentyna i Niemcy. W 2009 r. Chiny wyprzedziły USA jako główny partner handlowy Brazylii (obroty z Chinami wyniosły 36,1 mld dolarów, a z USA – 35,9 mld dolarów). Brazylia ogromnie skorzystała na boomie w Chinach, sprzedając im gigantyczne ilości surowców. Współpracuje też z wieloma innymi państwami, fabryka Fiata w Minas Gerais jest największą fabryką koncernu na świecie.

W ostatnich latach dynamicznie rozwija się produkcja bioetanolu z trzciny cukrowej, którego zużycie jako paliwa samochodowego przekroczyło na początku 2008 r. zużycie benzyny. Brazylia jest zainteresowana zwiększeniem eksportu bioetanolu na rynki europejskie, jej bioetanol jest znacznie tańszy niż produkowany w Europie.

Brazylia zabiega o przekształcenie grupy G-20 w stałe forum na szczeblu państw i rządów oraz na rzecz zapewnienia krajom rozwijającym się większego udziału w Banku Światowym i Międzynarodowym Funduszu Walutowym – któremu Brazylia udziela pożyczek.

By unowocześnić, armię kupuje najnowocześniejszy sprzęt za granicą. W 2010 r. ogłosiła konkurs na zakup 120–150 samolotów wielozadaniowych, mających zastąpić używane dotąd Mirage F i Embraery. Brany jest pod uwagę zakup szwedzkich Gripenów. Negocjowana jest sprzedaż samolotów operujących z pokładu lotniskowca, które produkowane byłyby w Brazylii na szwedzkiej licencji [129].

Brazylia od dawna dąży do zajęcia pozycji mocarstwa regionalnego i do uwolnienia się spod hegemonii Waszyngtonu, oba cele w dużej mierze osiągnęła, nie jest wszakże zainteresowana konfliktem z USA, więcej zyskuje ze współpracy. D. Rousseff w pierwszych dniach kadencji podjęła działania na rzecz ocieplenia stosunków ze Stanami, kupna technologii, w tym lotniczych. Ambicjom regionalnym Brazylii zagraża natomiast wkraczanie na kontynent Rosji i zwłaszcza Chin, te dwa państwa są dziś jej głównymi konkurentami. Jedyny obszar bliższego zainteresowania Brazylii na innych kontynentach to byłe portugalskie kolonie w Afryce i ich otoczenie. I tu konkurencję stanowią Chiny. Pekin usiłuje uczynić z Brazylii swe zaplecze surowcowe. W dalszej perspektywie rysuje się zagrożenie chińskimi usiłowaniami zdobycia kontroli nad tym państwem. Zamiana hegemona północnoamerykańskiego na chińskiego nie jest dla Brazylii atrakcyjna, można więc spodziewać się, że stawi temu zdecydowany opór, może znaleźć pomoc w Indiach.

VII.
Pełnienie roli mocarstwa wymaga nie tylko odpowiedniej siły gospodarczej, ale też siły militarnej. Dlatego po II wojnie światowej mocarstwem nigdy nie była Japonia, choć do niedawna była drugą potęgą gospodarczą świata. W tabeli 2. przytaczam dane dotyczące wydatków zbrojeniowych badanych państw. Nie są one w pełni wiarygodne, w szczególności wielkość wydatków zbrojeniowych Chin (i w mnie-jszym stopniu Rosji) jest ukrywana, a szacunki dotyczące ich rzeczywistych rozmiarów bardzo się różnią, przytoczone dane z obu państw należy traktować jako minimalne, w rzeczywistości mogą być większe.

Niewątpliwie, spośród czwórki państw BRIC największym potencjałem militarnym dysponuje Rosja, choć w ostatnich latach wydaje na zbrojenia mniej niż Chiny (pamiętajmy jednak, że dane są niepełne i nie w pełni wiarygodne). Natomiast wydatki USA są wielokrotnie większe niż wszystkich państw BRIC razem. Spośród nich trzy dysponują bronią jądrową (Rosja, Chiny, Indie), lecz poza Rosją zasoby mają niewielkie i nie mają możliwości jej efektywnego przenoszenia, zatem przydatna jest tylko do działań lokalnych. Pekin i Delhi prowadzą jednak zarówno rozbudowę swych arsenałów, jak i zwiększają zasób środków przenoszenia. Indie systematycznie informują o kolejnych próbach z rakietą Agni dostosowaną do przenoszenia głowic nuklearnych [130]. Chiny niewątpliwie prowadzą podobne prace.

TAB. 2. Wydatki zbrojeniowe w cenach stałych z 2008 r. w mld dolarów (% PKB).

rys.03_BRIC
a – Dane szacunkowe.

Źródło: The SIPRI Military Expenditure Database –  www.sipri.org  (18 IX 2010).

W Rosji działa 7 przedsiębiorstw z listy 100 największych firm zbrojeniowych świata w 2008 r., w Indiach działają trzy takie przedsiębiorstwa, w Brazylii ani jedno. W Chinach też nie wykazano żadnego, ale wobec ukrywania przez Pekin tego typu danych nie jest to informacja wiarygodna. W tym samym czasie w USA było 45 takich przedsiębiorstw. W 2010 r. w świecie sprzedano uzbrojenie wartości 71,7 mld dolarów. Największy był eksport USA – 28,34 mld dolarów, a więc ponad 1/3 światowej wartości. Na drugim miejscu znalazła się Rosja z eksportem ok. 10 mld dolarów, Chiny zajęły miejsce dziewiąte – 1,87 mld dolarów. USA były drugim w świecie importerem broni (największym okazała się Australia) o wartości 4,88 mld dolarów, tuż za nimi były Indie – 4,56 mld dolarów [131] – te liczby obrazują przewagę Waszyngtonu w zakresie produkcji zbrojeniowej, a przecież liczy się nie tylko wielkość produkcji, ale przede wszystkim jej nowoczesność, w której przemysł zbrojeniowy USA nie ma sobie równych.

Wyrównanie rozpiętości potencjałów militarnych BRIC i USA to zadanie o wiele trudniejsze niż doścignięcie w innych dziedzinach.

VIII.

By powstał sojusz, wspólne interesy muszą przeważyć nad konfliktami. Tymczasem sprzeczności interesów nie brakuje, o niektórych wspomniałem wcześniej. Konflikty Rosji i Chin trwają od XVII w., z krótkimi tylko przerwami. Do niedawna Moskwa usiłowała zdobyć supremację, dziś relacje się odwracają. Potencjalnie największym problemem może stać się przynależność wschodniej Syberii. Teren ten Chiny uważały niegdyś za podlegający ich władzy, musiały odstąpić go Rosji w 1689 r. W przygranicznych regionach Chin żyje 150 mln osób, podczas gdy Syberię zamieszkuje 20 mln Rosjan, a ich ilość zmniejsza się. Trwa nielegalna migracja Chińczyków na Syberię, której rozmiarów nikt nie zna, według niektórych szacunków może to już być kilka milionów osób. Chiny nie zgłaszają wprawdzie formalnych roszczeń, w 2005 r. zawarto porozumienie o wytyczeniu granicy, ale zapewne jest to tylko kwestia czasu [132]. Nie brak drobnych incydentów. 15 lutego 2009 r. chiński statek handlowy „New Star”, pływający pod banderą Sierra Leone, z 16 osobami załogi, próbował wyładować kontrabandę w porcie Nachodka na rosyjskim Dalekim Wschodzie. Gdy rosyjskie służby usiłowały go aresztować, próbował uciec, rosyjskie okręty zatopiły go, połowa załogi zginęła [133]. Wszystkie cztery państwa mają liczne konflikty graniczne (np. Chin z Wietnamem o Wyspy Paracelskie oraz Spratly, Rosji z Japonią)134, w tym konflikty wzajemne – najpoważniejszy Chin z Indiami. Jerzy Bojko i Grzegorz Piwnicki wręcz przypuszczają, że intensywna budowa przez Chiny okrętów podwodnych o napędzie nuklearnym, zaopatrzonych w rakiety balistyczne, nakierowana jest przeciw Indiom [135]. Z punktu widzenia Delhi istotnym problemem jest trwająca wciąż współpraca militarna pomiędzy Chinami a Pakistanem.

Nowym problemem jest konflikt interesów w Afryce między Indiami a Chinami. W państwach wschodniej i południowej Afryki silnie jest zaangażowany kapitał indyjski, żyją tu liczni migranci z Indii, prowadzący własne lokalne firmy, ściśle jednak kooperujące z przedsiębiorstwami z ojczyzny. Ostatnio dołączyła rywalizacja indyjsko-chińska o złoża rudy żelaza w Afryce. Niespodziewanie do konkurencji dołączyła Rosja. We wrześniu 2010 r. Siewierstal, czołowy producent stali w Rosji, postanowił pozbyć się akcji włoskiego przedsiębiorstwa Lucchini, a pozyskane środki zainwestować w nowe projekty. Zawarł umowę z Liberią w sprawie eksploatacji przez 25 lat jednego z tamtejszych złóż rudy. W tym samym momencie Siewierstal poinformował, że za pośrednictwem spółki córki Lybica Holding B.V. kupuje 21,71% akcji norweskiego Intex Resources ASA, który ma koncesję na wydobycie niklu na Filipinach. Tu znowu spółka rosyjska wkracza w strefę bliską Chinom. Indie zacieśniają stosunki z państwami sąsiadującymi z Chinami – choć nie musi to bezpośrednio rodzić konfliktu, ale wkraczanie w region, który Pekin chciałby traktować jako swoją strefę wpływów, może być traktowane podejrzliwie, tym bardziej, że dla Indii współpraca z Koreą Pd. i Japonią może stanowić swoistą przeciwwagę wobec współpracy Chin z Pakistanem [136].

Nawet Brazylia, tak odległa geograficznie, ma konflikty z pozostałymi państwami BRIC. Od dawna jest obecna na rynku sprzętu wojskowego, agresywnie broni swych pozycji, którym zagrażają próby szerszego niż dotychczas wchodzenia na ten rynek Rosji, Chin i Indii. Zilustruję to wyrazistym przykładem. Argentyna zawarła umowę z Rosoboronexportem na dostawę 6 śmigłowców Mi-17 dla wojsk lotniczych, a w szczególności dla wojskowych stacji antarktycznych i wypraw polarnych. Kontrakt miał być realizowany w latach 2011–2013. Wcześniej już Rosoboronexport dostarczył śmigłowce armiom Chile i Kolumbii. Tym razem Brazylia zaoferowała korzystniejsze warunki: nie tylko dostawę śmigłowców, ale również pomoc w odrodzeniu przemysłu lotniczego Argentyny. Skuszeni tym Argentyńczycy w maju 2010 r. zerwali kontrakt z Rosjanami. W ślad za tym Argentyna w końcu 2010 r. postanowiła podjąć we współpracy z brazylijskim Embaerem produkcję samolotów C-390, które Brazylia sprzedaje też do Kolumbii, Chile, Portugalii oraz Czech [137].

Płaszczyzną konkurencji między wszystkimi państwami BRIC jest produkcja i dystrybucja stali oraz wydobycie węgla na potrzeby hutnictwa. Szczególnie agresywny na światowym rynku jest od lat 90. XX w. brazylijski koncern Gerdau. W 2006 r. produkował 15,6 mln ton stali, w tym poza Brazylią 8,3 mln ton. Po licznych przejęciach posiada huty, zakłady przetwórcze i dystrybucyjne w całej Ameryce Południowej i Północnej, stawia sobie za cel osiągnięcie pozycji najlepszego na świecie międzynarodowego producenta stali. Od 2005 r. rozpoczął inwestycje produkcyjne w Indiach oraz w Europie [138]. Jest w oczywistej konkurencji z koncernem ArcelorMittal. Doszło też do starcia między innymi koncernami z tych krajów. W 2006 r. brazylijski CSN oraz indyjski Tata podjęły walkę o europejski koncern Corus, zaoferowany pierwotnie do sprzedaży za 6,2 mld dolarów. Po wzajemnym podbijaniu cen ostatecznie nabywcą został Tata Steel za 12 mld dolarów [139].

Ambicje na globalnym rynku stali mają też koncerny rosyjskie: Siewierstal i Evraz. Siewierstal zawarł sojusz strategiczny z ArcelorMittal, uruchamiając w 2006 r. w Rosji wspólną linię cynkowania blach SeverGal. Z kolei Evraz przejmuje mniejsze huty i zakłady przetwórcze w Europie Środkowej (np. huta w Czechach Vitkovice Steel), w USA i Kanadzie oraz kopalnie węgla w tych krajach [140].

Obecnie Chiny wydobywają ponad 2 mld ton węgla rocznie, a Indie ponad 500 mln ton. Mimo to oba państwa z eksporterów stały się importerami, kupują go w Australii, Rosji i Indonezji. W Chinach zamykane są małe kopalnie, a buduje się nowe, wysoko wydajne. W Indiach znacząco rośnie zapotrzebowanie na węgiel koksujący. Kraj ten produkuje obecnie 42 miliony ton stali rocznie i planuje czterokrotnie zwiększyć produkcję stali w ciągu najbliższych dziesięciu lat. Indie mogłyby wyrosnąć na olbrzymiego producenta węgla. Ale na razie ze względu na problemy wewnętrzne koncerny z Indii więcej inwestują za granicą, między innymi w Australii, niż u siebie.

Oficjalna chińska doktryna wojenna opublikowana w grudniu 2006 r. mówi przede wszystkim o zapewnieniu bezpieczeństwa dla dostaw nośników energii i innych zasobów dostarczanych drogą morską. Odnosi się również do sporów terytorialnych na wodach przybrzeżnych oraz sporu o Tajwan. Jednak analiza rzeczywistych zbrojeń wskazuje na cele znacznie dalsze [141]. Mogą być nimi zagrożone interesy tak Indii, jak i Rosji.

* * *

Jeffrey Sachs w 2008 r. oceniał, że: „W XX wieku zakończyła się dominacja Europy w globalnej polityce i gospodarce. W XXI wieku będziemy świadkami końca dominacji Ameryki. Nadal będą się rozwijać nowe mocarstwa – Chiny, Indie i Brazylia, a ich głos na arenie światowej będzie coraz lepiej słyszalny” [142]. Inne jest stanowisko Josepha S. Nye: „Mimo modnych obecnie przepowiedni prześcignięcia USA w następnych dziesięcioleciach przez Chiny, Indie czy Brazylię, większe zagrożenie stanowić mogą współcześni barbarzyńcy i podmioty pozapaństwowe” [143].

Mamy dziś do czynienia nie tyle z pojawieniem się Indii i Chin w roli mocarstw na światowej arenie, ile z powrotem. Chiny przez tysiąclecia były regionalnym mocarstwem, dominującym we wschodniej Azji. Podobnie Indie w rejonie Oceanu Indyjskiego. Europejskie podboje doprowadziły w XVIII w. do upadku politycznego i ekonomicznego, Indie zostały podbite, Chiny osłabione i uzależnione. Od II wojny światowej trwały powolne i chwilami dramatyczne procesy uwalniania obu krajów od obcej władzy, modernizacji, odbudowy i rozbudowy ekonomicznej. W przypadku Rosji jest odwrotnie. Była mocarstwem, które przez większą część XX w. współdecydowało o losach świata. Dziś sprowadzona została do rangi mocarstwa regionalnego, z czym nie chce się pogodzić, ale kolejne niepowodzenia odsłaniają niewspółmierność jej aspiracji i możliwości. Brazylia od niemal dwóch wieków jest mocarstwem regionalnym i ostatnio umacnia się w tej roli. Wszystkie te państwa szeroko korzystają z możliwości globalizacji, ich działania obejmują cały świat, choć nie w tym samym stopniu.

W przeszłości przyjaźń radziecko-indyjską „[...] cementowała sprzedaż broni, zawody sportowe, występy grup tanecznych i ilustrowane książki, które przedstawiały całemu pokoleniu indyjskich dzieci Babę-Jagę mieszkającą w chacie na kurzej stopce w prehistorycznym mroku rosyjskiego lasu” [144]. Poza współpracą w zakresie zbrojeń brakło atrakcyjnej, ważnej dziedziny zbliżającej oba kraje. W obu postrzegano kontrahenta jako kraj zacofany, z którym można robić interesy, ale nie warto wiązać się zbyt mocno. W 1955 r. Chruszczow złożył wizytę w kontrolowanej przez Indie części Kaszmiru i zapewnił, że zawsze pozostanie on częścią Indii, wszakże Związek Radziecki nie mógł realnie pomóc Delhi w odzyskaniu kontroli nad całym krajem. Indie do pewnego stopnia wzorowały się na radzieckiej gospodarce, wyszły na tym nienajlepiej. Dzisiaj tym mniej atrakcyjna jest współpraca tego państwa z Rosją.

Chiny i Rosja są konkurentami w wielu dziedzinach, a wspólnych interesów mają niewiele. Największy to dostarczanie Chinom tanich surowców, zwłaszcza petrochemicznych, co Rosja czyni chętnie, bo to dla niej przejściowo opłacalne, nie sądzę jednak, by na dłuższą metę chciała poprzestać na roli zaplecza surowcowego. Z kolei dla Chin interesującą perspektywą może być uzależnienie Rosji od siebie, do czego mają wystarczający potencjał ekonomiczny, ale nie mają potencjału militarnego. Rodzi to możliwości niezliczonych cząstkowych konfliktów, które prędzej czy później mogą doprowadzić do konfliktu globalnego. Rozładowanie konfliktów indyjsko-chińskich to bardzo trudne zadanie.

Brazylia pragnie stać się mocarstwem światowym, a jej gospodarka w licznych dziedzinach konkuruje z rosyjską, indyjską i chińską. Niepokojące dla Brazylii są próby penetracji chińskiej i rosyjskiej w Ameryce Południowej, potencjalnym obszarem konkurencji może być Afryka.
Podsumowując, BRIC nie jest naturalnym blokiem państw. Mocno powątpiewam w to, czy może on rozwijać się w kierunku trwałego zespolenia i czy poszczególne państwa nie pożałowałyby jakiegoś bliższego związania się ze sobą. Umacnianie międzynarodowego znaczenia Chin, Rosji, Brazylii oraz Indii nie musi oznaczać automatycznego wzrostu globalnej pozycji sojuszu zawartego pomiędzy nimi. Głównym jego spoiwem jest pragnienie konkurowania z dotychczasowymi liderami światowej gospodarki i polityki, ale i w tym zakresie każdy z krajów ma nieco odmienną strategię, współpraca z tradycyjnymi potęgami więcej przynosi mu korzyści niż kruche współdziałanie z nowymi sojusznikami. Gospodarki tych krajów są konkurencyjne, a nie kompatybilne. W największej mierze dotyczy to produkcji zbrojeniowej. Każdy z nich jest eksporterem uzbrojenia. Najbardziej zaawansowanymi technologiami w tym zakresie dysponuje Rosja. Niewiele ustępuje jej Brazylia. Oba państwa bardzo dobrze zarabiają na tym eksporcie, a ich produkty niewiele ustępują amerykańskim. Na ten sam rynek usiłują wchodzić Indie i Chiny, dysponujące nieco mniej zaawansowanymi technologiami, ale szybko nadrabiające zaległości. Zwiększenie zysków przedsiębiorstw indyjskich i chińskich wymaga wyparcia rosyjskich lub brazylijskich konkurentów. Każdy z krajów pragnie własnej ekspansji gospodarczej i politycznej, a z potencjalnymi sojusznikami z BRIC każde z państw tej czwórki dzieli nie mniej niż łączy. Dlatego możliwe jest okresowe współdziałanie, a nawet przejściowe sojusze, ale w dalszej perspektywie koncept „sojuszu BRIC” trzeba odłożyć do działu fantastyki politycznej. Tym mniej prawdopodobne jest zdobycie przez ten sojusz pozycji światowego lidera gospodarczego czy politycznego, choć rola poszczególnych państw będzie się zapewne umacniać.

Bardziej prawdopodobne jest zacieśnianie związków pomiędzy niektórymi spośród tych krajów, a Stanami Zjednoczonymi. Agnieszka Bryc podsumowała generalnie: „Rosja i Chiny mogą się obejść bez siebie, natomiast bez współpracy z USA nie byłyby zdolne do kontynuowania transformacji wewnętrznej” [145]. Podobną ocenę można zapewne odnieść do Indii, jak i Brazylii. Barack Obama, podczas wizyty w Indiach w listopadzie 2010 r., zapewniał, że budowa nowych stosunków z Delhi to najważniejsze zadanie strategiczne Ameryki na najbliższe lata. Pewne przejawy rywalizacji, a nawet konfliktów pomiędzy Indiami a USA, stanowią raczej próby redefiniowania zasad wzajemnej współpracy, uczynienia jej bardziej niż dotychczas równoprawną. Podobnie jest w przypadku Brazylii, Chiny już od dawna zbliżyły się z USA, co potwierdziła wizyta Hu Jintao w styczniu 2011 roku [146]. Najmniej bliskie stosunki panują pomiędzy Waszyngtonem a Moskwą, choć administracja Obamy wkłada wiele wysiłku, aby to zmienić, a jej starania wyraźnie spotykają się z zainteresowaniem Kremla, choć daleko jeszcze do przełamania nieufności.
Nie ulega wątpliwości, że perspektywa „bałkanizacji” świata, przed którą ostrzegali niektórzy politolodzy po zakończeniu „zimnej wojny” [147], raczej nam nie grozi. Rodzi się natomiast nowa, skomplikowana struktura relacji międzynarodowych, znacznie bardziej złożona niż kiedykolwiek w przeszłości. Dla jej wyjaśnienia nie wystarczy zbadanie polityki kilku najważniejszych państw, trzeba uwzględnić wiele innych interesów. Trzeba je jakoś grupować, omawiana koncepcja stanowi niewątpliwie interesującą próbę w tym zakresie. Grupa, nazwana BRIC, została jednak wyodrębniona dość arbitralnie [148]. Równie dobrze można dołączyć do niej Meksyk, o czym zresztą napisał Jim O’Neill w raporcie z 2001 r., RPA, Koreę Pd., a być może i inne kraje, które w ciągu pierwszej dekady XXI w. ujawniły ogromny potencjał rozwojowy, mają silne gospodarki, ich rozwój stopniowo zmienia mapę gospodarczą globu. Nie ulega wątpliwości, że mamy już za sobą okres stabilnego i wyrazistego podziału świata na jedną część, do której należały państwa rozwinięte ekonomicznie: zgrupowane w Ameryce Północnej i Europie Zachodniej oraz Japonia i w pewnym dość szczególnym sensie Rosja – oraz drugą część, obejmującą w zasadzie całą resztę świata, określaną w zależności od koncepcji i preferencji krajami peryferii, trzeciego świata, zacofanymi, bądź rozwijającymi się. W ostatnich dwudziestu latach nie tylko zatracił się podział na świat „pierwszy”, kapitalistyczny i „drugi”, socjalistyczny, ale również świat „trzeci” – peryferyjny, uległ gruntownemu przeobrażeniu. Koncepcja BRIC, jako czysto ekonomiczna, nie w pełni się sprawdziła. Natomiast zaczęła żyć własnym życiem – państwa, które do tej grupy arbitralnie zaliczono, potraktowały to jako zaproszenie do realnego nawiązania współpracy. W tym wymiarze, w jakim jest ona istotnie realizowana, BRIC zasługuje niewątpliwie na uwagę.

Być może mają rację publicyści określający BRIC jako platformę współdziałania o charakterze ekonomiczno-politycznym, w obrębie której realizowanych jest wiele interesów uczestniczących państw, ale nie są to dla nich interesy kluczowe. W szczególności popierają swoje aspiracje wobec niektórych organizacji międzynarodowych i manifestują próby uwolnienia się od światowego przywództwa USA. Nie oznacza to jednak budowania trwałej wzajemnej współpracy na najważniejszych kierunkach, bo dla każdego z nich współdziałanie z USA i tak pozostaje kluczowym zagadnieniem, chcą jedynie poprawić swą pozycję w tych relacjach, co nie oznacza zamiaru trwałego związania się z kimkolwiek innym.

Zwłaszcza Chiny oraz Indie aspirują dziś do mocarstwowej roli, a w perspektywie zapewne sięgną po pozycję mocarstwa światowego. Jednak wielu autorów uważa, że nie mogą tego uczynić razem. „Sukces może być udziałem tylko jednego z tych państw” [149]. Być może trafna okaże się prognoza byłego ministra spraw zagranicznych Indii L. K. Advaniego: „XX w. należał do Zachodu; Chiny chcą, by XXI w. był ich wiekiem; ale pod koniec XXI w. okaże się, że będzie to wiek należący do Indii” [150]. Indie rozwijają się ekonomicznie nieco wolniej niż Chiny, natomiast w sposób bardziej zrównoważony. Mają znacznie szybszy przyrost naturalny, niedługo przegonią północnego sąsiada i staną się najludniejszym państwem świata.

Niektórzy indyjscy politolodzy przewidują, że świat zmierza w kierunku systemu trójbiegunowego. Dominującymi mocarstwami będą za kilkadziesiąt lat Stany Zjednoczone, Chiny oraz Indie [151]. Ta prognoza wydaje się znacznie bliższa rzeczywistości, kryzys lat 2007–2010 dodatkowo ją urealnił. Być może każde z tych państw zbuduje własną strefę wpływów – w takim przypadku Rosja może znaleźć się w strefie chińskiej, Brazylia – w indyjskiej.

Fot.: Felipe Menegaz/Wikipedia/GNU Free Documentation License
Tekst pochodzi ze „Studia Geopolitica”,  Rocznika Polskiego Towarzystwa Geopolitycznego Rok (1) 2010/2011

__________________________________________________
1 E. Chwiej, Perspektywy współpracy Chińskiej Republiki Ludowej i Indii z państwami BRIC w dobie światowego kryzysu gospodarczego [w:] Chiny supermocarstwem XXI wieku? Rozważania na temat polityki i gospodarki Państwa Środka, red. J. Marszałek-Kawa, Toruń 2010, s. 273–289; Grupa BRIC w globalnym układzie sił, „Rocznik Strategiczny” 2008/09, s. 318–336.
2 E. C. Economy, A. Segal, The G-2 Mirage: Why the United States and China Are Not Ready to Upgrade Ties, „Foreign Affairs”, V–VI 2009, s. 14–23; B. Góralczyk, Rosnąca rola Chin na arenie międzynarodowej [w:] Chiny supermocarstwem, s. 9–10, 14; J. Zajączkowski, Strategia międzynarodowa Indii wobec Chin i Rosji na początku XXI wieku [w:] Strategiczny trójkąt Rosja-Chiny-Indie: szanse i wyzwania w XXI wieku, red. T. Kapuśniak i in., Lublin 2009, s. 55; K. Żukrowska, Współpraca państw Azji w zakresie polityki monetarnej [w:] Integracja Azji Wschodniej. Mit czy rzeczywistość?, red. B. Skulska, Wrocław 2009, s. 91.
3 D. Wilson, R. Purushothaman, Dreaming with BRICs: The Path to 2050, „Global Economics Paper”, no. 99, http://www2.goldman-sachs.com/ideas/brics/brics-dream.html (15 III 2010).
4 D. Wilson, A. L. Kelston, A. Swarnali, Is this the ‘BRICs Decade’?, „BRICs Monthly”, 20 V 2010, www2.goldmansachs.com/ideas/brics/brics-decade-doc.pdf .
5 E. Chwiej, Perspektywy współpracy, s. 288; J. Rezmer, Chiny i Japonia wobec koncepcji rozszerzenia składu Rady Bezpieczeństwa [w:] Państwo i społeczeństwo: Kierunki rozwoju państw Azji Wschodniej i Południowo-Wschodniej, red. J. Marszałek-Kawa, Toruń 2010, s. 9–28.
6 India’s urban population will double in 25 years, „The Times of India” 17 XII 2010.
7 B. Fiedor, Kryzys gospodarczy a kryzys ekonomii jako nauki, „Ekonomista” 2010, nr 4, s. 453–466; D. Gotz-Kozierkiewicz, Kryzys informacyjnej funkcji pieniądza, Ibidem, s. 467–480. Nielicznych autorów, którzy mimo wszystko pisali o zbliżającym się kryzysie, omawiam w: A. Małkiewicz, Kryzys: Polityczne, ekologiczne i ekonomiczne uwarunkowania, Warszawa 2010, s. 49–53.
8 S. Forbes, W ekonomii nastąpi kopernikańska rewolucja, „Forbes (edycja polska)” 2011, nr 2, s. 2.
9 J. Bryła, Strefy wpływów supermocarstw jako instrumenty porządku międzynarodowego [w:] Zbrojne konflikty i spory międzynarodowe u progu XXI wieku: Analiza problemów i studia przypadków, red. W. Malendowski, Wrocław 2003, s. 49–72; F. Zakaria, Koniec hegemonii Ameryki, Warszawa 2009.
10 M. T. Klare, Krew i nafta: Niebezpieczeństwa i konsekwencje rosnącej zależności Ameryki od importowanej ropy naftowej, Warszawa 2006.
11 R. Czulda, Polityka bezpieczeństwa militarnego Stanów Zjednoczonych 2001–2009, Warszawa 2010, s. 9 i n.
12 Wiek solipsyzmu. Z Niallem Fergusonem rozmawia Paweł Marczewski, „Nowa Europa”, VII–VIII, nr 3.
13 R. Mohan, M. Kapur, Liberalization and Regulation of Capital Flows: Lessons for Emerging Market Economies, Asian Development Bank Institute, „ADBI Working Paper Series”, I 2010, no. 186, s. 5.
14 R. Smith, R. Sidel, Banks keep failing; no end in sight, „Wall Street Journal”, 28 IX 2010, nr 168.
15 P. Didenkow, Co dalej z Ameryką?, „Bank” 2011, nr 1, s. 70. Zob. także: F. Kowalik, Dorwać Wuja Sama, „Forbes (edycja polska)” 2011, nr 2, s. 22.
16 www.fms.treas.gov/bulletin/b2010_4fd.doc (8 I 2011).
17 M. A. Kolka, H. S. Tuszyński, Zadłużenie Stanów Zjednoczonych oraz co z niego wynika, http://globaleconomy.pl/content/view/3498/27/ (27 VIII 2010); G. Siemiończyk, Hossa na rynku surowców potrwa, „Parkiet”, 22 IX 2010, nr 220.
18 R. Czulda, op.cit., s. 293.
19 K. Sawiński, Wielka Europa w ujęciu Jeana Thiriarta, „Geopolityka” 2009, nr 1(2), s. 82.
20 A. Bryc, Rosja w XXI wieku. Gracz światowy czy koniec gry?, Warszawa 2009, s. 26 i n.; K. Malak, Demokracja w Rosji: iluzja czy rzeczywistość? [w:] Europa po zimnej wojnie, red. Idem, Piotrków Trybunalski 2006, s. 221.
21 S. Meller, Rosja między czasem przeszłym a przyszłym [w:] A. Bryc, Rosja, s. 7.
22 S. Bieleń, Tożsamość międzynarodowa Federacji Rosyjskiej, Warszawa 2006; A. Bryc, Cele polityki zagranicznej Federacji Rosyjskiej, Toruń 2005; Idem, op.cit., s. 13; E. Lucas, Nowa zimna wojna. Jak Kreml zagraża Rosji i Zachodowi, Poznań 2008; W. Zajączkowski, Rosja i narod:. Ósmy kontynent. Szkic dziejów Eurazji, Warszawa 2009.
23 A. Boruch, A. P. Chociej, Przebieg kryzysu finansowego w Rosji [w:] Przyczyny i skutki kryzysów finansowych we współczesnym świecie, red. T. Truskolaski, Białystok 2009, s. 33–40.
24 O motywach, które skłoniły Arabię Saudyjską do ograniczenia wydobycia ropy naftowej, piszę w: Kryzys, s. 87, 129. O rosyjskim eksporcie ropy i gazu: I. Chalupec, C. Filipowicz, Rosja, ropa, polityka, Warszawa 2009; Е. Гурвич, Нефтегазовая рента в российской экономике, „Вопросы экономики” 2010, nr 11.
25 A. Bryc, op.cit., s. 200.
26 P. Aven, Investors fall out of love with climate in Russia, „Financial Times”, 3 XII 2010, no. 37, s. 483; E.ON sprzedaje udziały Gazpromu, „Parkiet”, 2 XII 2010, nr 279.
27 IMF World Economic Outlook, IV 2010, www.imf.org/external/pubs/ft/weo/2010/01 .
28 Inguszetia i Osetia Północna na drodze do porozumienia, „Raport” 2010, nr 2, s. 86.
29 Duże zwolnienia w administracji, „Parkiet”, 21 IX 2010, nr 219.
30 Baza za 92 mld rubli, „Raport” 2010, nr 6, s. 76.
31 A. Włodkowska, Paradygmat realistyczny a polityka zagraniczna Federacji Rosyjskiej [w:] Polityka bezpieczeństwa narodowego państw obszaru WNP: Wybrane problemy, red. W. Baluk, Toruń 2009, s. 96.
32 D. P. Jankowski, T. K. Kowalik, Stosunki NATO-Rosja w nowym międzynarodowym środowisku bezpieczeństwa, „Rocznik Instytutu Europy Środkowo-Wschodniej”, Lublin 2010, z. 3, s. 107.
33 R. Potocki, Wojna sierpniowa, Warszawa 2009, s. 7 i n.
34 A. Duleba, Sytuacja Republiki Słowackiej na arenie międzynarodowej [w:] Słowacja w pięć lat po rozpadzie Czecho-Słowacji, red. P. Bajda, Warszawa 1999, s. 47–50; A. Małkiewicz, R. Zaradny, Globalizacja a położenie geopolityczne małych państw – przykład Słowacji [w:] Globalizacja. Wyzwania dla Polski i regionu lubuskiego, red. W. Hładkiewicz, A. Małkiewicz, Zielona Góra 2003, s. 91–100; R. Śmigielski, Kwestia kosowska w polityce Federacji Rosyjskiej, „Polski Przegląd Dyplomatyczny” 2007, nr 5; P. Weiss, Państwo tranzytowe zakładnikiem: przypadek Słowacji, „Polski Przegląd Dyplomatyczny” 2009, nr 1, s. 22–25.
35 А. Ведев, Ю. Данилов, Н. Масленников, С. Моисеев, Структурная модернизация финансовой системы России, „Вопросы экономики” 2010, nr 5, s. 39.
36 A. Eberhardt, Rosyjsko-ukraiński kryzys gazowy: lekcja unijnej bezsilności, „Polski Przegląd Dyplomatyczny” 2009, nr 1, s. 6–10; F. Umbach, Wpływ kryzysu gazowego na unijne projekty dywersyfikacji tras przesyłowych i dostaw gazu ziemnego, „Polski Przegląd Dyplomatyczny” 2009, nr 1, s. 16–21; R. Woś, Iran negocjuje uczestnictwo w projekcie Nabucco, „Dziennik” 2 XI 2009, nr 214. Wartościową analizę działań rosyjskich spółek i państwa w zakresie eksportu ropy naftowej i produktów petrochemicznych opublikowali I. Chalupec, C. Filipowicz. Por. Idem, Rosja, ropa, polityka, s. 17–39, 65–110.
37 „Raport” 2010, nr 6, s. 76.
38 W. Baluk, Znaczenie Kazachstanu w regionie Azji Środkowej [w:] Polityka bezpieczeństwa narodowego, s. 376–394; A. Bryc, op.cit., s. 203; Ł. Leszczenko, Między pragmatyzmem politycznym a prawami człowieka. Kazachstan przed objęciem przewodnictwa w OBWE w 2010 roku [w:] Polityka bezpieczeństwa narodowego, s. 395–404; I. Topolski, Działania Federacji Rosyjskiej w regionie [w:] Region Azji Centralnej jako obszar wpływów międzynarodowych, red. B. Bojarczyk, A. Ziętek, Lublin 2008, s. 87–109; B. Wyka, Działania Indii w regionie [w:] Ibidem, s. 189–205; A. Ziętek, M. Misiągiewicz, Działania Chińskiej Republiki Ludowej w regionie [w:] Ibidem, s. 111–130; B. Zhunussova, Kazachstan jako lider regionu Azji Centralnej [w:] Życie polityczne Azji: Realia i dążenia, red. J. Marszałek-Kawa, Toruń 2008, s. 7–18.
39 P. Ostaszewski, Azerbejdżan jako klucz do europejskiego rynku ropy, „Rocznik Instytutu Europy Środkowo-Wschodniej” 2009, cz. 1, s. 85–96; R. Potocki, op.cit., s. 8.
40 K. Kubiak, Interesy i spory państw w Arktyce, Wrocław 2009, s. 92–147.
41 I. Topolski, Siła militarna w polityce zagranicznej Federacji Rosyjskiej, Lublin 2004.
42 A. Ananicz, Rosja po dwóch małych wojnach, „Sprawy Międzynarodowe” 2009, nr 1, s. 13–26; T. Hypki, Papierowe reformy. Stagnacja w rosyjskiej obronności trwa, „Raport” 2005, nr 12, s. 8–17; idem, Rosyjskie Siły Zbrojne – 16 lat kryzysu, „Raport” 2008, nr 6, s. 4–24; T. Kisielewski, Rosja, Gruzja, rynek, „Sprawy Polityczne” 2008/2009, nr 3–4; R. Łoś, J. Regina-Zacharski, Współczesne konflikty zbrojne, Warszawa 2010, s. 349–374; R. Potocki, op.cit., s. 16, 85–86; O. Voytyuk, Analiza porównawcza geopolitycznego potencjału państw azjatyckich [w:] Życie polityczne, s. 204.
43 A. Bryc, op.cit., s. 15–22.
44 „Nowa Technika Wojskowa” 2010, nr 9, s. 6; „Raport” 2011, nr 1, s. 76.
45 A. Dominik, Bliskowschodnie gry, „Raport” 2010, nr 12, s. 34; „Raport” 2011, nr 1, s. 76–77; D. P. Jankowski, T. K. Kowalik, op.cit., s. 111.
46 „Raport” 2010, nr 6, s. 71; R. Potocki, op.cit., s. 134.
47 „Raport” 2010, nr 6, s. 76.
48 Amerykański fundusz może kupić akcje VTB, „Parkiet”, 16 IX 2010, nr 215; Ludzie Putina zbudują drogi, „Parkiet”, 21 IX 2010, nr 219; H. Kozieł, Powstaje giełdowy sojusz Moskwy i Frankfurtu, „Parkiet”, 6 XII 2010, nr 282.
49 O chińskim zagrożeniu dla Rosji pisał np. (choć w bardzo ostrożnej formie) gen. S. Koziej, Między piekłem a rajem: Szare bezpieczeństwo na progu XXI wieku, Toruń 2006, s. 84.
50 Ch. Clover, Russia hails new oil pipe to China, „Financial Times”, 28 IX 2010, no. 37, s. 426; S. Hall, O. Fletscher, Beijing and Moscow boost energy ties, „Wall Street Journal”, 28 IX 2010, nr 168.
51 A. Bryc, op.cit., s. 22.
52 B. Góralczyk, Rosnąca rola Chin, s. 11–15; K. Tomala (red.), Chiny: przemiany państwa i społeczeństwa w okresie reform 1978–2000, Warszawa 2003; Idem, Globalizacja a modernizacja chińska [w:] Kultury pozaeuropejskie i globalizacja: Zderzenia, red. J. Zdanowski, Warszawa 2000, s. 194–210; K. Seitz, Chiny. Powrót olbrzyma, Warszawa 2008; Z. Wiktor, Chiny na drodze socjalistycznej modernizacji, Toruń 2008; M. Wyrzykowska, Rola Chin w światowym handlu [w:] Ekonomiczne i polityczne wyzwania we współczesnym ładzie globalnym, red. M. Giedz, A. R. Kozłowski, R. Majewski, Warszawa 2009, s. 141–153.
53 China’s Kunlun Station opens at Dome A, „Australian Antarctic Magazine” 2009, nr 16, s. 17; Zimna wojna się nie skończyła. Z Sergiejem Karaganowem rozmawia Mariusz Sielski, „Nowa Europa”, VII–VIII 2010, nr 3.
54 R. Meredith, Chiny i Indie: Supermocarstwa XXI wieku, Warszawa 2009, s. 52; A. Bolesta, Chiny w okresie transformacji: Reformy systemowe, polityka rozwojowa i państwowe przedsiębiorstwa, Warszawa 2006; W. J. Dziak, Chiny: Wschodzące supermocarstwo, Warszawa 1996; J. Rowiński, Chiny nowa globalna potęga? Cień dawnej świetności i lata poniżenia [w:] Dokąd zmierza świat?, red. A. D. Rotfeld, Warszawa 2008; J. Rowiński, W. Jakóbiec Parlament Chińskiej Republiki Ludowej, Warszawa 2008; idem, System konstytucyjny Chińskiej Republiki Ludowej, Warszawa 2006.
55 J. Grabowiecki, Japoński model gospodarczy jako wzorzec dla krajów Azji Południowo-Wschodniej, „Optimum. Studia Ekonomiczne” 2009, nr 4, s. 195–202; E. Oziewicz, Gospodarki krajów Azji Południowo-Wschodniej na przełomie stuleci [w:] Azja Wschodnia na przełomie XX i XXI w.: Stosunki międzynarodowe i gospodarcze. Studia i szkice, red. K. Gawlikowski, Warszawa 2004, s. 276-302; idem, Perspektywy rozwoju gospodarczego krajów Azji Południowo-Wschodniej na tle obecnego kryzysu gospodarczego [w:] Państwo i społeczeństwo, s. 155–169.
56 B. Góralczyk, op.cit., s. 27.
57 Ibidem, s. 27.
58 Ibidem, s. 13, 23.
59 T. C. Chen, China’s Reactions to the Color Revolutions: Adaptive Authoritarianism in Full Swing, „Asian Perspective” 2010, vol. 34, no. 2, s. 5–51.
60 W. Szymański, Kryzys globalny: Pierwsze przybliżenie, Warszawa 2009, s. 30.
61 B. Góralczyk, op.cit., s. 9.
62 A. Batson, D. Wakabayashi, M. Whitehouse, China is set to take No. 2 economy spot, „The Wall Street Journal”, 16 VIII 2010, nr 137; R. Kwong, K. Hille, Ch. Oliver, Samsung and LG to make LCDs in China, „Financial Times”, 3 XII 2010, no. 37, s. 483.
63 B. Głowacki, Chińska zagadka w powietrzu, „Raport” 2011, nr 1, s. 36–42.
64 F. Zakaria, op.cit., s. 89.
65 „Financial Times”, 28 XII 2009.
66 R. Shrinivassan, Has China surpassed US in GDP?, „The Times of India”, 21 I 2011.
67 E. Chwiej, op.cit, s. 288; Ł. Gacek, Bezpieczeństwo regionalne z perspektywy Pekinu [w: ] Integracja Azji Wschodniej, s. 213–222; Idem, Soft Power w chińskiej dyplomacji [w:] Chiny supermocarstwem, s. 72–88; B. Góralczyk, op.cit., s. 9; G. Mazur, Preferencyjne porozumienia handlowe Chińskiej Republiki Ludowej [w:] Integracja Azji Wschodniej, s. 40–50; Idem, Unia Europejska i Chiny na rzecz rozwoju Afryki – partnerstwo czy rywalizacja? [w:] Wartości azjatyckie: Polityka i prawa człowieka, red. J. Marszałek-Kawa, Toruń 2010, s. 257–277; M. Szczurek, Two Models of Development Aid. European and Chinese Struggle for the African Soul [w:] Asia-Europe: Partnership or Rivalry?, ed. B. Skulska, Wrocław 2010, s. 143–151; B. Zhunussova, Kazachstan jako lider, s. 12. O perspektywach wypierania kapitału amerykańskiego przez chiński z Afryki pisze m.in. K. Czernichowski, Bezpośrednie inwestycje zagraniczne w Afryce, „Afryka” 2009, nr 29–30, s. 152 i n.
68 M. Wyrzykowska, Działalność korporacji transnarodowych w krajach słabo rozwiniętych [w:] Ekonomia, red. J. Sokołowski, M. Sosnowski, A. Żabiński, Wrocław 2010, s. 1051.
69 Państwo Środka czeka nieuchronny kryzys, „Parkiet”, 28 I 2011, nr 22.
70 A. Małkiewicz, Kryzys, s. 118–128; П. Мозиас, Китай в период мирового кризиса: бенефициар, жертва или виновник?, „Вопросы экономики” 2010, nr 9, s. 93–114; B. Ślusarczyk, Gospodarka Chin a kryzys w końcu I dekady XXI wieku [w:] Współczesny kryzys gospodarczy. Przyczyny – przebieg – skutki, red. J. L. Bednarczyk i in., Warszawa 2009, s. 249–259; Z. Wiktor, Rola państwa chińskiego w przezwyciężeniu kryzysu gospodarczego. Kryzys światowej gospodarki kapitalistycznej i jego wpływ na Chiny [w:] Chiny supermocarstwem, s. 223–258.
71 R. Kaplinsky, A. Terheggen, J. Tijaja, What Happens When the Market Shifts to China? The Gabon Timber and Thai Cassava Value Chains, www.worldbank.com (21 II 2010).
72 L. Kostecka, Bezpośrednie inwestycje zagraniczne w gospodarce Chin [w:] Chiny supermocarstwem, s. 314.
73 „Parkiet”, 2 IX 2010, nr 203.
74 R. Orłowska, Significant of Labour Migration in Global World. Case of Asia [w:] Asia-Europe, s. 166.
75 P. Czarnowski, Brak kobiet wywoła w Chinach zamieszki, „Dziennik”, 13 I 2010, nr 8.
76 L. Hook, Energy rivals scramble to secure resources, „Financial Times”, 21 I 2011, nr 37, s. 521.
77 J. Afek, Ekonomiczne i społeczne konsekwencje wiary w przesąd – numerologia, fenshui i zodiak w Chinach [w:] Chiny supermocarstwem, s. 317–343; J. Sielski, Polityczne systemy wartości: azjatyckie, europejskie, amerykańskie a współczesny kryzys polityczny i gospodarczy [w:] Wartości azjatyckie, s. 314–328; A. Sokólska-Górzny, Zdolności poznawcze Chińczyków – między kompetencjami a potencjałem [w:] Ibidem, s. 344–365; M. Stępień, Prawa człowieka na tle konfucjańskiego modelu interpretacji świata. Zarys problematyki [w:] Ibidem, s. 329–351; M. Szczurowski, Chińska filozofia bezpieczeństwa, jej wyraz w stosunkach z sąsiadami [w:] Ibidem, s. 141–142.
78 R. Kapuściński, Podróże z Herodotem, Kraków 2004, s. 70.
79 M. J. Künstler, Konfucjanizm jako podstawa moralności w Chinach [w:] Wartości Wschodu i wartości Zachodu: Spotkania cywilizacji, red. J. Danecki, A. Flis, Kraków 2005, s. 142.
80 M. Jankowska, Pojęcie autora oraz prawa do autorstwa utworu w wybranych systemach prawnych państw azjatyckich [w:] Wartości azjatyckie, s. 361–390; P. Szwedo, Odpowiedzialność Chin na podstawie porozumienia w sprawie handlowych aspektów praw własności intelektualnej (TRIPS) [w:] Odpowiedzialność międzynarodowa jako element międzynarodowego porządku prawnego, red. A. Kozłowski, B. Mielnik, Wrocław 2009, s. 95–116.
81 D. W. Perkins, Przepisy prawa, więzi rodzinne oraz wschodnioazjatycki sposób prowadzenia interesów [w:] Kultura ma znaczenie. Jak wartości wpływają na rozwój społeczeństw, red. L. E. Harrison, S. P. Huntington, Poznań 2003, s. 348.
82 B. Góralczyk, op.cit., s. 22–23, 27.
83 R. Sharma, Chiny redukują bieg, „Newsweek Polska”, 25 VII 2010, nr 30, s. 46–47.
84 L. Cheng, China’s Team of Rivals, „Foreign Policy”, III–IV 2009, s. 86–93.
85 M. Kostrzewa, op.cit., s. 37–61; M. Huashou, Retrospekcje i perspektywy rozwoju stosunków pomiędzy ChRL a USA [w:] Chiny supermocarstwem, s. 40–46, 52.
86 „Raport” 2010, nr 6, s. 77.
87 A. Kostarczyk, Wstęp od wydawcy [w:] R. Meredith, Chiny i Indie, s. 21.
88 www.dagongcredit.com .
89 B. Góralczyk, Unia Europejska – Chiny: najważniejsze stosunki na globie?, „Studia Europejskie” 2009, nr 2, s. 9.
90 K. Krasuski, Chiny kupują dług, „Parkiet”, 18 I 2011, nr 13.
91 P. Jiayi Ho, GM sees big China Growth, „The Wall Street Journal”, 15 X 2009, nr 179.
92 Bliżej omawiam sprawę w: Kryzys, s. 103–104.
93 „Raport” 2010, nr 12, s. 72.
94 A. Bryc, op.cit., s. 192–193.
95 J. Webber, Sinopec makes foray into Argentina, „Financial Times”, 11 XII 2010, nr 37 490; L. Hook, J. Webber, China taps into Argentina’s oil prospects, „Financial Times”, 13 XII 2010, nr 37, s. 491; „Raport WTO” 2011, nr 1, s. 75.
96 A. Grzywna, Dragon in partnership clothing. About European-Asian Cooperation – example of China and Spain [w:] Asia-Europe, s. 197–210. Australijski badacz zagadnień bezpieczeństwa ocenia: „China’s size and power have served to strategically divide the region rather than unite it” – D. Brewster, India’s Developing Relationship with South Korea, „Asian Survey” 2010, vol. 50, no. 2, s. 403.
97 J. Bojko, G. Piwnicki, Mocarstwowa polityka Chin na morzach Azji Południowo-Wschodniej [w:] Chiny supermocarstwem, s. 107–137; A. Bryc, op.cit., s. 187 i n.; P. R. Kozłowski, Polityka ASEAN wobec mocarstw [w:] Życie polityczne, s. 228–235; J. Rowiński, Spory graniczne i konflikty terytorialne w Azji Wschodniej u progu XXI w. [w:] Azja Wschodnia na przełomie XX i XXI w.: Stosunki międzynarodowe i gospodarcze. Studia i szkice, red. K. Gawlikowski, Warszawa 2004, s. 132–146; M. Sobczyński, Uwarunkowania geopolityczne międzynarodowego sporu o Wyspy Spratly [w:] Problemy rozwoju państw azjatyckich, red. J. Marszałek-Kawa, Toruń 2008, s. 87–146.
98 Wiek solipsyzmu. Z Niallem Fergusonem rozmawia Paweł Marczewski, „Nowa Europa”, VII–VIII 2010, nr 3.
99 O. Voytyuk, Analiza porównawcza, s. 205.
100 M. Kostrzewa, Stosunki amerykańsko-chińskie, s. 44–45; J. S. Nye, Soft Power. Jak osiągnąć sukces w polityce światowej, Warszawa 2007.
101 Ł. Gacek, Soft Power, s. 78; J. Lamont, G. Shirakumar, India opens its ears to Mandarin in schools, „Financial Times”, 28 IX 2010. Autorzy ci podają nieco odmienne liczby, ale rząd wielkości jest ten sam, przytaczam liczby za artykułem z „Financial Times”.
102 R. Czulda, op.cit., s. 293.
103 M. Grącik, Indie w WTO: budowa własnej pozycji w globalizującej się gospodarce światowej czy obrona interesów krajów rozwijających się, „Studia i Prace Kolegium Ekonomiczno-Społecznego SGH”, z. 17, Warszawa 2009, s. 75–76.
104 R. Mohan, M. Kapur, op.cit., s. 27.
105 J. Zajączkowski, op.cit., s. 106 i n.
106 Idem, Indie – „wschodzące” mocarstwo XXI wieku, „Stosunki Międzynarodowe” 2008, nr 3–4, s. 107–123.
107 T. Poddar, E. Yi, India’s Rising Growth Potential, „Global Economics Paper”, no. 152.
108 M. Ziemiecki, Przemiany gospodarcze i wzrost PKB a poziom życia w Indiach, „Studia i Prace Kolegium Zarządzania i Finansów” Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie, z. 103, s. 54–67.
109 M. Nytko, Bezpośrednie inwestycje zagraniczne. Determinanty atrakcyjności inwestycyjnej Indii [w:] Internacjonalizacja, globalizacja i integracja we współczesnej gospodarce światowej, red. T. Sporek, Katowice 2006, s. 265–277; Idem, Koszty transakcyjne jako determinanta kooperacji i tworzenia relacji partnerskich przedsiębiorstw zagranicznych i lokalnych w Indiach, Kraków 2009; Idem, Uwarunkowania prawne bezpośrednich inwestycji zagranicznych w Indiach [w:] Integracja Azji Wschodniej, s. 273–274.
110 G. Kozuń-Cieślak, Emerging Markets jako kraje goszczące dla BIZ – u progu kryzysu [w:] Globalne rynki finansowe w dobie kryzysu, red. J. L. Bednarczyk i in., s. 257–272; M. Nytko, op.cit., s. 279–280.
111 M. Nytko, op.cit., s. 281.
112 Sz. Mazurek, A. Jankowiak, Finanse międzynarodowe w regionie Azji i Pacyfiku [w:] Biznes międzynarodowy, s. 291.
113 J. Zajączkowski, op.cit., s. 118.
114 M. Wyrzykowska, Działalność korporacji, s. 1051.
115 J. Leahy, Spadek cen uderzył w Tata Steel, „Dziennik”, 2 XI 2009, nr 214.
116 B. Gajdzik, Indie w WTO: budowa własnej pozycji w globalizaującej się gospodarce światowej czy obrona interesów krajów rozwijających się, „Studia i Prace Kolegium Ekonomiczno-Społecznego SGH” 2009, z. 17, s. 75–101; M. Kardas, Proces umiędzynarodowienia przedsiębiorstw w sektorze stalowym, „Prace i Materiały ISM” 2009, t. 37.
117 Indian Council for Research on International Economic Relations Annual Report 2008–09, www.icrier.org/pdf/AnnualReport09.pdf (22 III 2010).
118 J. Lammont, Indian investors welcome Congress triumph in general election, „Financial Times”, 18 V 2009.
119 B. Wojnarowicz, Wzrosty z przeszkodami, „Parkiet”, 3 XII 2010, nr 280.
120 J. Zajączkowski, op.cit., s. 227.
121 Staying engaged, „The Indian Express”, 17 XII 2010; „Raport” 2010, nr 12, s. 81.
122 J. Rezmer, Chiny i Japonia, s. 9–28.
123 R. D. Kaplan, Center Stage for the Twenty-first Century: Power Plays in the Indian Ocean, „Foreign Affairs”, III–IV 2009, s. 16–32.
124 S. Koziej, op.cit., s. 100.
125 Konstytucja Federacyjnej Republiki Brazylii, Warszawa 2004; J. Wheatley, Lula proves hard act to follow on political stage, „Financial Times”, 28 IX 2010.
126 Poprzednim rekordem była sprzedaż japońskiego NTT w 1987 r. za 38,6 mld $.
127 H. Kozieł, Petrobras zebrał z rynku aż 70 mld USD, „Parkiet”, 24 IX 2010, nr 223.
128 Mieszczą się w tym jednak inwestycje ArcelorMittal, a więc w istocie indyjskie.
129 B. Głowacki, Gripen szuka przyszłości, „Raport” 2010, nr 7, s. 24.
130 J. Lamont, Delhi tests nuclear-capable missile off east coast, „Financial Times”, 26 XI 2010.
131 www.sipri.org/research/armaments/production/Top100 (08 I 2011).
132 A. Bryc, op.cit., s. 14, 187–203; K. Kubiak, Interesy i spory, s. 96.
133 J. Prus, Dlaczego Rosjanie zatopili chiński okręt, „Rzeczpospolita”, 20 II 2009, nr 43.
134 S. S. Atom, Economic Cooperation and Conflict Management in the Greater Mekong Sub-region: Lessons for South Asia, „Geopolityka” 2009, nr 2(3), s. 97; G. Dyer, Power play in the South China Sea, „Financial Times”, 10 VIII 2010.
135 J. Bojko, G. Piwnicki, Mocarstwowa polityka Chin na morzach Azji Południowo-Wschodniej [w:] Chiny supermocarstwem, s. 114. Podobnie T. Sullivan, M. Mazza, The next nuclear arms race, „Wall Street Journal”, 28 IX 2010, nr 168. Ich zdaniem Chiny mają prawdopodobnie 250 głowic jądrowych, Indie – 100 sztuk.
136 D. Brewster, op.cit., s. 402–425.
137 Argentyna rezygnuje z Mi-17, „Raport” 2010, nr 6, s. 81; Argentyna dołącza do programu C-390, „Lotnictwo” 2010, nr 12.
138 M. Kardas, Proces umiędzynarodowienia przedsiębiorstw w sektorze stalowym, „Prace i Materiały ISM”, t. 37, Warszawa 2009, s. 71.
139 M. Kardas, Proces, s. 73.
140 Ibidem, s. 71–72.
141 J. Bojko, G. Piwnicki, Mocarstwowa polityka Chin, s. 114–115.
142 J. Sachs, Nasze wspólne bogactwo: Ekonomia dla przeludnionej planety, tłum. Z. Wiankowska-Ładyka, Warszawa 2009, s. 13. Inne podobne opinie zob.: J. Zajączkowski, Indie w stosunkach, s. 39.
143 J. Nye, Goliat na diecie, „Forum”, 20 XII 2010, nr 51/52, s. 10–11.
144 K. Desai, Brzemię rzeczy utraconych, Kraków 2007, s. 44.
145 A. Bryc, op.cit., s. 190.
146 No casualties from US-China summit, „Financial Times”, 22 I 2011, nr 37, s. 522.
147 J. Carlo, Geopolityka, Wrocław 2003.
148 A. Beattie, When is a Bric not a Bric? When it’s a Victim, „Financial Times”, 22 I 2011.
149 A. Kostarczyk, Wstęp od wydawcy, s. 16.
150 J. Zajączkowski, op.cit., s. 154.
151 Ibidem, s. 109–110.

Czytany 10811 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 30 październik 2014 00:04