wtorek, 27 marzec 2012 08:35

Andrzej Kozłowski: Gruziński czynnik w rozgrywce z Iranem

Oceń ten artykuł
(0 głosów)

kozlowski_gruzja_01

alt   Andrzej Kozłowski

Program nuklearny Iranu wzbudza coraz większe zaniepokojenie państw na całym świecie. Reżim Ahmadineżada ignorując apele polityczne oraz sankcje ekonomiczne, nie zaprzestaje prac nad nim. Sytuacja stała się na tyle poważana, że coraz więcej ekspertów prognozuje konflikt zbrojny pomiędzy Iranem a Izraelem i Stanami Zjednoczonymi. Wiele wydarzeń, które ostatnio miało miejsce, może świadczyć o zbliżające się konfrontacji w tym regionie.

W rejonie Zatoki Perskiej oraz Cieśniny Ormuz przebywają już dwa zgrupowania bojowe lotniskowców, a trzecie jest w drodze. Co więcej Amerykanie przerzucają coraz więcej wojska w pobliże Iranu oraz intensyfikuję działania dyplomatyczne. Głównym ich celem jest uzyskanie poparcia państw regionu dla planowanej akcji oraz zagwarantowanie sobie możliwości użycia terytoriów sojuszników, jako baz wypadowych dla amerykańskiego wojska. Jednym z takich krajów jest położona na północ od Iranu Gruzja.

 

Stosunki gruzińsko-amerykańskie

 

Początki współpracy Gruzińsko-Amerykańskiej były dalekie od ideału. Pierwszy demokratycznie wybrany gruziński prezydent Zviad Gamsakhurida nie był lubiany w Waszyngtonie. Amerykanie nie protestowali, kiedy został obalony przez przeciwników politycznych, a jego miejsce zajął dobrze znany w Stanach Zjednoczonych były minister spraw zagranicznych ZSRR Eduard Szewardnadze. Objęcie przez niego władzy zwiększyło współpracę między tymi dwoma krajami. Jednak przez większość lat 90-tych Gruzja nie zajmowała specjalnego miejsca w polityce zagranicznej Stanów Zjednoczonych. Polityka Waszyngtonu w stosunku do Tbilisi była rozpatrywana przez pryzmat stosunków z Rosją. Diametralna zmiana nastąpiła na początku XXI wieku, kiedy to ster władzy w Białym Domu przejął George W. Busha, a w Tbilisi prezydentem został Michaił Saakaszwili, który podczas „Rewolucji Róż” obalił Szewardnadzego. Rządy młodego, wychowanego na Zachodzie przywódcy cechował gwałtowny zwrot w kierunku państw Zachodnich i przede wszystkim Stanów Zjednoczonych. Współpraca w ramach budowy rurociągu Tbilisi-Baku-Ceyhan, wojny z terroryzmem (Gruzja wysłała 2000 żołnierzy do Iraku) zaowocowała, tym, że Gruzja była postrzegana, jako jeden z najbliższych sojuszników Waszyngtonu, o czym świadczyła olbrzymia pomoc finansowa. Jednak główny cel Tbilisi, jakim było członkowstwo w NATO, nie został zrealizowany, mimo poparcia otrzymanego z amerykańskiej strony. Również podczas wojny w 2008 roku Stany Zjednoczone zawiodły swojego sojusznika, nie zapobiegając ogłoszeniu niepodległości przez Abchazję i Osetię Południową. Odejście Busha Juniora określanego, jako najbardziej pro gruzińskiego prezydenta zakończyło złotą epokę współpracy pomiędzy Tbilisi i Waszyngtonem. Nowo wybrany przywódca Barack Obama ogłaszając politykę restartu w stosunkach amerykańsko-rosyjskich pokazał, jaki kraj ma priorytet dla niego w regionie post-sowieckim. Gruzja nie odgrywała już tak ważnej roli jak kiedyś, mimo iż wciąż aktywnie uczestniczyła w amerykańskiej wojnie z terroryzmem, utrzymując kontyngent 1700 żołnierzy w Afganistanie. Jednak dopiero kryzys w sprawie irańskiego programu nuklearnego spowodował, że kraj ten ponownie stał się obiektem amerykańskiego zainteresowania.

Stosunki gruzińsko-irańskie

Stosunki pomiędzy tymi krajami mają poważny bagaż historyczny, Gruzja wielokrotnie była anektowana przez Imperium Perskie. Mimo zaszłości historycznych te dwa państwa od początku lat 90 współpracowały ze sobą w wielu dziedzinach takich jak energia, transport, edukacja czy nauka. Teheran jest jednym z najważniejszych partnerów handlowych Gruzji, a o bliskiej współpracy ekonomicznej między tymi dwoma krajami świadczy istnienie Międzyrządowej Wspólnej Komisji Gospodarczej. W 2008 roku nastał poważny kryzys w relacjach pomiędzy tymi podmiotami stosunków międzynarodowych, kiedy to Gruzini zgodzili się na ekstradycje irańskiego obywatela do USA. Jednak już w 2010 roku stosunki pomiędzy państwami ponownie zostały ożywione poprzez m.in. zniesienie wiz oraz ofertę pomocy złożonej przez Teheran przy budowie elektrowni wodnej w Gruzji. Warto dodać, że był to czas uchwalenia sankcji na Iran i kraj ten poszukiwał sojuszników. Bliskie kontakty pomiędzy Teheranem a Tbilisi nie martwią zbytnio Amerykanów. Raz już Gruzini byli w stanie poświęcić dobre relacje z Persami na rzecz Waszyngtonu. Nic nie wskazuje na to, że w przypadku kolejnej tego typu prośby, historia się nie powtórzy.

Zamach w Tbilisi

13 lutego świat obiegła informacja o atakach terrorystycznych, których celem byli Izraelscy dyplomaci w Gruzji i Indiach. W New Delhi doszło do wybuchu, w którym ranni zostali szofer oraz żona attache. W Tbilisi udało się zapobiec eksplozji. Izrael natychmiastowo zareagował oskarżając o ten czyn Teheran i wspieraną przez niego terrorystyczną grupę Hezbollah. Jeśli Iran faktycznie przeprowadził zamach, byłby to wystarczający dowód na przeprowadzenie operacji przeciwko temu krajowi. Jednak wiele faktów pozostaje niejasnych oraz rodzi się coraz więcej wątpliwości. Amatorski poziom przeprowadzonych zamachów nie pasuje do skutecznego i doświadczonego w tego typu operacjach Hezbollahu. Wybrane kraje, na których terytorium przeprowadzono ataki, mają dobre relacje z Iranem co może być podejrzane. Mając w pamięci, że Mossad rekrutował Arabów w celu przeprowadzania zamachów terrorystycznych, trzeba się zastanowić czy ataki te nie są izraelską prowokacją mająca na celu dostarczenie powodu dla zaatakowania Iranu oraz pogorszenia stosunków Iranu z Indiami oraz w szczególności z Gruzją.

Kuszenie Gruzji

W kontekście małego zainteresowania Gruzją przez obecną administrację amerykańską niezwykle interesującym faktem jest spotkanie między głowami obydwóch państw. Doszło do niego 30 stycznia w gabinecie owalnym w Białym Domu. Mimo, iż szczegóły rozmowy przeprowadzonej przez przywódców państw nie zostały ujawnione, bardzo prawdopodobne jest, że jednym z ważniejszych tematów poruszonych podczas spotkania była sprawa irańskiego programu nuklearnego. Prezydenci przedyskutowali ten problem, a Obama miał poprosić Saakaszwiliego o możliwość wykorzystania gruzińskiego terytorium przez amerykańskie oddziały. Waszyngton potrzebowałby lotnisk położonych w Gruzji, ponieważ wciąż nie wiadomo czy państwa arabskie położone w pobliżu Iranu pozwolą na wykorzystanie swojego terytorium do przeprowadzenia operacji, zważywszy na niepewną postawę Turcji. W takim wypadku atak na północną część Iranu gdzie zlokalizowane są niektóre obiekty związane z irańskim programem atomowy byłby mocno utrudniony. Skorzystanie z terytorium Gruzji problem ten rozwiązuje. Trudno sobie wyobrazić, że gruziński przywódca mógłby odmówić swojemu największemu sojusznikowi. Jednak nie tylko spotkanie z Obamą może świadczyć o chęci wykorzystania gruzińskiego terytorium przez Amerykanów. Będąc w Stanach Zjednoczonych Saakaszwili spotkał się nie tylko z prezydentem, ale równie odbył rozmowy z Sekretarz Stanu, Sekretarzem Obrony oraz przedstawicielami senackiej Komisji Spraw Zagranicznych. Ponadto w drugim tygodniu lutego Gruzję odwiedziła grupa amerykańskich ekspertów, a celem ich wizyty, według gruzińskiego ministra obronny, było zapoczątkowanie nowego poziomu współpracy, wykraczającego daleko poza zwykłe szkolenia. Trudna geopolityczna sytuacja Tbilisi powoduje, że jedyną opcją pozostaje skierowanie oczu w kierunku Waszyngtonu. Jednak przed takim krokiem ostrzega były gruziński prezydent Eduard Szewardnadze, który powiedział, że dołączenie do działań przeciwko Iranowi będzie miało katastrofalny wpływ dla Gruzji.

Pogłoski o udostępnieniu gruzińskiego terytorium dla amerykańskich oddziałów pojawiły się już w grudniu, kiedy to liderzy opozycji donosili o znacznych dostawach sprzętu medycznego do szpitali wojskowych oraz o rozbudowie infrastruktury lotnisk położonych w miejscowościach Vaziani, Marneuli i Batumi. Warto podkreślić, że położone są one w południowej części Gruzji. Dodatkowo na lotnisku w Vaziani mogą lądować nawet największe samoloty transportowe, a w Batumi znajduję się port do którego drogą morską Amerykanie mogą dostarczyć niezbędne wyposażenie. Na pewno rozbudowa tych trzech baz wojskowych nie jest przypadkiem, a jeżeli Amerykanie skorzystają z gruzińskiego terytorium w ataku na Iran to właśnie wyżej wymienione obiekty będą miały dla nich najważniejsze znaczenie. Kwestia lotnisk stała się głośna już w 2008 roku. Wtedy agencja prasowa United Press International poinformowała o tajnym porozumieniu pomiędzy Gruzją a Izraelem na mocy, którego izraelskie samoloty mogły wykorzystać w planowanym ataku na Iran dwie gruzińskie bazy znajdujące się na południu tego kraju. Trudno ocenić wiarygodność tych informacji. Faktem jest, że Tbilisi i Tel Awiw posiadały bliską współpracę wojskową. Ciężko sobie wyobrazić, żeby Gruzini tak jawnie wystąpili przeciwko Iranowi, z którym łączą ich dobre stosunki. Trzeba pamiętać, że informacja ta pochodzi z rosyjskich źródeł. Moskwa mogła mieć intencje pokazania Gruzji w negatywnym świetle oraz popsucie jej dobrych relacji z Iranem.

Warto zastanowić się, co gruziński prezydent mógłby otrzymać w zamian za swoją zgodę w tej kwestii. W mediach pojawia się wiele opcji, co do „wynagrodzenia” jakie miałby otrzymać przywódca Gruzji za swoją pomoc. Najbardziej spektakularną propozycją byłaby gruzińska akcesja do NATO, innym nad wyraz również kontrowersyjnym pomysłem jest poparcie Saakaszwiliego w nadchodzących wyborach prezydenckich w Gruzji. Obie opcje wydają się być mało prawdopodobne. Amerykanom nie udało się skutecznie lobbować na rzecz członkostwa Tbilisi w Sojuszu w przeszłości, pomimo wsparcia udzielonego przez państwa Europy Środkowo-Wschodniej. Nie wydaje się to możliwe tym bardziej w obecnej sytuacji, braku ustabilizowanych stosunków z Osetią Południową oraz Abchazją przez rząd gruziński. Co więcej, Rosja już raz pokazała w jak agresywny sposób reaguje na próby rozszerzania NATO na terytorium byłego Związku Radzieckiego. Również w samym Sojuszu panuje brak zgody na przyjęcie Tbilisi w poczet swoich członków. Prezydent Obama mógł jednak obiecać Gruzinom, że przekona niechętnych partnerów z NATO do przyspieszenia negocjacji z Tbilisi. Drugą opcją, którą mógł zaproponować Amerykański prezydent jest poparcie dla Saakaszwiliego w zbliżających się wyborach prezydenckich w Gruzji. Jednak ta opcja jest również mało prawdopodobna, gruzińska konstytucja przewiduje tylko jedną reelekcję. Poparcie dla obecnego prezydenta oznaczałoby zgodę Amerykanów na łamania demokratycznych reguł. Bardziej możliwą opcją jest Amerykańskie wsparcie dla osoby związanej z obozem Saakaszwiliego. O wiele bardziej prawdopodobnym„wynagrodzeniem” byłoby zacieśnienie współpracy pomiędzy Gruzją a Stanami Zjednoczonymi. Obecnie mamy już oznaki świadczące o tym, że Waszyngton przeznaczy dodatkowe fundusze na uzbrojenie gruzińskiej armii w broń przeciwlotniczą i przeciwpancerną, co do tej pory było jej wielką pietą achillesową. Oba te rodzaje uzbrojenia są charakterystyczne dla tworzenia armii o charakterze defensywnym. Wiadomo, że jedynym potencjalnym agresorem, którego obawia się Gruzja jest Rosja. Nagroda w postaci dodatkowego uzbrojenia może i jest najmniej spektakularna, ale może być bardzo ważna dla gruzińskiej armii i przyszłości tego państwa. Co więcej taki krok naraża Stany Zjednoczone na pogorszenie relacji z Moskwą. Nawet w złotej erze stosunków amerykańsko - gruzińskich , administracja George Busha szkoliła i wyposażała gruzińską armię głównie w celach walki z terroryzmem oraz udziału w misjach w Iraku i Afganistanie. Unikano sprzedaży ciężkiego, przeznaczonego do obrony sprzętu w celu uniknięcia zadrażnień z Moskwą.

Jednak użycia baz w Gruzji wiąże się z kilkoma dylematami. Pierwszym z nich jest położenie tego kraju. Nie ma on bezpośredniej granicy z Iranem, co w przypadku wykorzystania gruzińskich lotnisk powoduje, konieczność przelotu nad terytorium Armenii lub Azerbejdżanu. Zdecydowanie bardziej prawdopodobnym scenariuszem jest ten drugi kraj, Erywań to bliski sojusznik Moskwy i trudno się spodziewać, żeby wyraził zgodę na przelot nad własnym terytorium. Baku jest zdecydowanie bardziej pro zachodnie. Jednak znacznie poważniejszym problemem jest pełna kontrola przestrzeni powietrznej nad Gruzją przez Rosjan. Każdy amerykański samolot, zmierzający w kierunku granicy irańskiej zostałby wykryty przez rosyjskie radary. Moskwa z pewnością podzieliłaby się tą informacją z Teheranem zaprzepaszczając efekt zaskoczenia.

Podsumowanie

Bliska współpraca Gruzji i Stanów Zjednoczonych sięga początków XXI wieku. Mimo, iż administracja Obamy czasowo zapomniała o Tbilisi jako jednym z kluczowych sojuszników, to kwestia programu nuklearnego Iranu spowodowała zmianę postrzegania tego państwa. Trudno sobie wyobrazić, żeby Gruzja odmówiła pomocy Stanom Zjednoczonym. Wprawdzie obecność na gruzińskim terytorium amerykańskich oddziałów spotka się na pewno z zajadłą krytyką Moskwy, nie można wykluczyć, że Waszyngton mimo tego wykorzysta terytorium Gruzji. Co więcej obecność znacznych sił amerykańskich w tamtym regionie zamyka pierścień okrążenia wokół Iranu. Bazy, które tam się znajduję, rozbudowywane przy pomocy Amerykanów pozwalają na przyjęcie każdego typu samolotu od myśliwców F-16 po samoloty transportowe C-17 Globemaster III. Tak, więc Waszyngton może użyć gruzińskich lotnisk zarówno do przeprowadzenia bezpośredniego ataku jak i do wsparcia logistycznego. Zdecydowanie bardziej prawdopodobne wydaje się jednak użycia lotnisk dla samolotów bezzałogowych lub wojsk specjalnych. Jeżeli faktycznie dojdzie do ataku na Iran z wykorzystaniem terytorium Gruzji, na pewno pogorszą się relacje z Iranem. Możliwe jest nawet, że Teheran w ramach odwetu, może zdecydować się na uderzenie wycelowane w bazy użytkowane przez amerykańskiej wojska na terenie Gruzji. Ponadto po raz kolejny rosyjska propaganda będzie miała pożywkę oskarżając Tbilisi o eskalowanie napięcia w regionie. Również geopolityczna pozycja Gruzji ulegnie osłabieniu. Rejon Kaukazu Południowego nazywany jest „Trójkątem Bermudzkim”, w którym trzej wielcy gracze: Iran, Rosja oraz Stany Zjednoczone rywalizują o wpływy. Gruzja utrzymuje bardzo dobre stosunki z USA, dobre z Iranem oraz złe z Rosją. Atak z jej terytorium spowoduje, że Tbilisi zamiast jednego wroga będzie miała dwóch. Na pewno wśród pozytywów można wymienić, zacieśnienie się stosunków ze Stanami Zjednoczonymi, jednak gruzińscy politycy powinni pamiętać, że bliskie stosunki z Waszyngtonem nie uchroniły ich od wojny w 2008 roku. Najlepszym rozwiązaniem dla Tbilisi było by sytuacja w której konflikt wokół Iranu został by rozwiązany w sposób pokojowy.

Czytany 6094 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 30 październik 2014 00:04