wtorek, 01 kwiecień 2014 20:03

Andrzej Dołęga: Kadłubowe stowarzyszenie

Oceń ten artykuł
(0 głosów)

EU_Ukrainian_flags  Andrzej Dołęga

Po wielomiesięcznych bataliach, po ofiarach śmiertelnych i zamachu stanu, po uruchomieniu procesu rozpadu ukraińskiej państwowości w formie, jaką do tej pory znaliśmy, doszło do lobbowanego od  tak dawna podpisania części umowy stowarzyszeniowej Ukrainy z Unią Europejską. Warto skoncentrować się na samej zawartości wspomnianego dokumentu, biorąc przy tym pod uwagę fakt, iż stanowi on pierwszy krok planu zbliżenia na linii Kijów-Bruksela.

Po wielomiesięcznych bataliach, po ofiarach śmiertelnych i zamachu stanu, po uruchomieniu procesu rozpadu ukraińskiej państwowości w formie, jaką do tej pory znaliśmy, doszło do lobbowanego od  tak dawna podpisania części umowy stowarzyszeniowej Ukrainy z Unią Europejską. Nie będziemy analizować tu zgodności z prawem samego procesu podpisania umowy przez stronę ukraińską, choć pozostawia on wiele do życzenia, pozwalając tym samym w przyszłości na podważenie obowiązywania umowy w związku z podpisaniem jej przez stronę nie posiadającą do tego wystarczających pełnomocnictw. Skoncentrujemy się na samej zawartości wspomnianego dokumentu, biorąc przy tym pod uwagę fakt, iż stanowi on pierwszy krok planu zbliżenia na linii Kijów-Bruksela. Skutki związania UE z państwem upadłym, nie kontrolującym przestrzegania prawa na własnym terytorium, będą bowiem odczuwalne prawdopodobnie dla obywateli wszystkich państw Unii.

21 marca w Brukseli doszło do podpisania dokumentu dość osobliwego, bo ograniczonego do politycznych zapisów o współpracy ukraińsko-unijnej. Podkreślano jego symboliczny i fragmentaryczny charakter; przewodniczący Rady Europejskiej Herman Van Rompuy mówił, że „ten gest symbolizuje wagę, jaką obie strony przykładają do wzajemnych relacji i wolę, by dalej je rozwijać. Uznaje wolę narodu ukraińskiego, by żyć w kraju wartości, demokracji i rządów prawa, gdzie wszyscy obywatele mają swój udział w ogólnonarodowym dobrobycie”. Słowa belgijskiego polityka brzmiały nieco egzotycznie w kontekście sytuacji, w której podpisujący porozumienie ze strony ukraińskiej premier Arsenij Jaceniuk nie kontroluje społecznych, politycznych i gospodarczych procesów zachodzących na terytorium Ukrainy, zaś państwo pogrąża się w głębokim rozkładzie.

Europejskie wartości na „Dzikich Polach”

Już w preambule umowy stowarzyszeniowej mamy do czynienia z całym szeregiem deklaracji o charakterze aksjologicznym, których realizacja przez stronę ukraińską nie będzie łatwa, jeśli w ogóle nie okaże się niemożliwa w nowych warunkach politycznego chaosu, który zapanował po przewrocie z 21 lutego. Czytamy w niej m.in., iż obie umawiające się strony zapewniają o swoim przywiązaniu do zestawu wartości, pośród których wymienia się „prawa osób należących do mniejszości narodowych, zakaz dyskryminacji osób należących do mniejszości i poszanowanie różnorodności”. Preambuła wymienia przy tym cały szereg aktów prawa międzynarodowego, które prawa mniejszości expressis verbis gwarantują, a których naruszanie stało się na Ukrainie praktyką notoryczną. W świetle całego szeregu aktów przemocy i pogróżek skierowanych przeciwko mniejszości rosyjskiej, ale również węgierskiej i żydowskiej, widać wyraźnie, że nowe władze ukraińskie nie są w stanie zapisu tego w najmniejszym nawet stopniu realizować, bowiem czerpią w dużej mierze swą ideologiczną legitymizację z ukraińskiego nacjonalizmu, wyróżniającego się szowinistycznym, rasistowskim charakterem.

Umowa stowarzyszeniowa, jak już wspomniano, ogranicza się w zasadzie do deklaracji podjęcia pomiędzy stronami współpracy o charakterze politycznym. W art. 6 podkreśla się, iż owa współpraca powinna opierać się na przestrzeganiu zasad „szczególnej stabilności i efektywności instytucji demokratycznych i rządów prawa”. Zapis taki skazuje z góry stronę ukraińską na uzasadnione zarzuty nieprzestrzegania treści podpisanej umowy. Trudno bowiem uwierzyć, by zaplanowane na 25 maja wybory prezydenckie odbyły się bez zakłóceń, wynikających przede wszystkim z braku możliwości uczestnictwa w kampanii kandydatów reprezentujących południowy wschód kraju, dysfunkcjonalności administracji publicznej w szeregu regionów, nie wspominając już o niezgodnej z prawem procedurze odsunięcia z urzędu Wiktora Janukowycza, który de iure nadal może tytułować się głową państwa.

Ukraina została zobowiązana na mocy art. 24 układu do ratyfikacji statutu rzymskiego z 1998 roku i tym samym do uznania jurysdykcji Międzynarodowego Trybunału Karnego. Nie jest to bez znaczenia dla wewnętrznej sytuacji politycznej i rozgrywek w obozie władzy, zarówno poprzedniej, obalonej, jak i obecnej. W przypadku przystąpienia Kijowa do statutu rzymskiego, najpewniej argument o możliwości postawienia poszczególnych polityków przed MTK będzie wykorzystywany jako oręż walki z przeciwnikami, powodując jeszcze większy poziom determinacji w walce o władze, lub utrzymanie się przy niej, a jednocześnie delegitymizując instytucje państwowe jako takie.

Otwarcie bram raju i dyplomacja wspólnych fotografii

Najbardziej interesująca z punktu widzenia przeciętnych obywateli Ukrainy wydaje się być kwestia ewentualnego zniesienia obowiązku wizowego dla Ukraińców podróżujących do krajów UE, a także umożliwienie im podejmowania legalnego zatrudnienia w tych państwach. Umowa nie zawiera jednoznacznych deklaracji w tej sprawie, choć widać wyraźnie, że zakłada podjęcie działań na rzecz liberalizacji ruchu ludzkiego. Kwestia wizowa ma zostać rozwiązana po zakończeniu działań na rzecz uszczelnienia granic lądowych i morskich Ukrainy oraz podpisaniu i implementowaniu umowy o readmisji. Terminy zawarcia poszczególnych porozumień w tych sprawach nie zostały precyzyjnie określone w podpisanej umowie. Co zaś dotyczy zatrudnienia pracowników ukraińskich, tekst porozumienia w art. 17 i 18 pozostawia decyzję w tej sprawie poszczególnym krajom członkowskim, które powinny podejmować decyzję na poziomie umów bilateralnych, w oparciu o analizę sytuacji na własnym rynku pracy.

Stały dialog obu stron zapewnić mają regularne szczyty umawiających się stron, a także szereg innych gremiów, których powołanie do życia planuje się w umowie: forum ministrów spraw zagranicznych, osób odpowiedzialnych za politykę bezpieczeństwa oraz ekspertów różnych dziedzin, wreszcie stała rada stowarzyszeniowa i cały szereg komitetów monitorujących. Konsekwencją utworzenia tych ciał będzie zwiększenie częstotliwości kontaktów obu stron, przy czym można już obecnie prognozować, iż relacje te będą wykorzystywane przez strony do legitymizacji wewnętrznej. W szczególności strona ukraińska będzie zapewne podkreślała, iż jest w stałym dialogu z unijnymi partnerami, mimo iż de facto dialog ten ograniczać będzie się w najbliższej perspektywie do symbolicznych i protokolarnych spotkań.

Hizb ut-Tahrir i Prawy Sektor na czele wojny z terroryzmem

Pewne znaczenie w przyjętej części umowy posiadają artykuły dotyczące bezpieczeństwa międzynarodowego i integralności terytorialnej na kontynencie europejskim. Wiemy jednak z drugiej strony, że jakiekolwiek gwarancje Brukseli w tej dziedzinie pozostaną wyłącznie na papierze, bowiem UE nie jest podmiotem zdolnym do skutecznej realizacji gwarancji bezpieczeństwa z uwagi na brak konkretyzacji wymiaru wspólnej polityki obronnej. Przewidziane w art. 10 umowy rozpoczęcie współpracy pomiędzy Ukrainą a Europejską Agencją Obrony raczej nie przyniesie konkretnych efektów z kilku przyczyn, pośród których warto wymienić ścisłe więzi kooperacyjne ukraińskiego przemysłu obronnego z partnerami rosyjskimi z jednej strony, zaś z drugiej – prawdopodobną ekspansję producentów amerykańskich na rynku ukraińskim w nadchodzących miesiącach. Ukraińcy zostaną dodatkowo – w myśl umowy – podjęci bardziej rygorystycznej kontroli eksportu swej produkcji zbrojeniowej i artykułów podwójnego przeznaczenia, co sprawi, iż wyeliminowani zostaną z rynków objętych embargiem UE. Art. 12 umowy przewiduje natomiast podjęcie współpracy pomiędzy stronami w zakresie zwalczania zagrożenia terrorystycznego, co brzmi dość paradoksalnie w kontekście informacji o współpracy wpływającego na obecne władze Prawego Sektora z operującymi do niedawna na Krymie wśród Tatarów bojówkami fundamentalistów wahhabickich z Hizb ut-Tahrir. Liderzy Prawego Sektora sami posądzeni mogą być o stwarzanie zagrożenia dla bezpieczeństwa publicznego i potencjał dający im możliwość prowadzenia działalności terrorystycznej. Świadczą o tym nie tylko pogróżki, w których oświadczali oni o swej gotowości do wysadzenia obiektów infrastruktury przesyłu gazu ziemnego, ale też niedawne wypowiedzi szefa tej organizacji w Kijowie Igora Mazura, który oznajmił, iż w dalszym ciągu posiada ona wystarczające zapasy broni palnej do przeprowadzania operacji zbrojnych i nie zamierza się w żadnym wypadku rozbrajać.

DCFTA – ad calendas Graecas

Całkowicie wykreślona z podpisanej kadłubowej umowy została jej część dotycząca najistotniejszej dla obu stron współpracy gospodarczej. W pozostawionych zapisach znajdujemy jedynie liczne deklaracje, iż obie strony podzielają przekonanie o wyższości modelu gospodarki rynkowej nad wszelkimi innymi koncepcjami rozwoju ekonomicznego, oraz, że strona ukraińska podejmie zdecydowane działania na rzecz ograniczenia patologii korupcji na swoim terytorium. Sformułowania te w dość wyraźny sposób zdają się potwierdzać brak gotowości UE do zbliżenia gospodarczego z ukraińskim partnerem, a także pośrednio wskazują na brak wiary w to, że Ukraina jako państwo jest w stanie wyjść obronną ręką z sytuacji bankructwa, w jakiej się znalazła.

Przedstawiciele władz ukraińskich podkreślają, że powołanie DCFTA (Deep and Comprehensive Free Trade Area), czyli obszaru wolnego handlu pomiędzy UE i Ukrainą, jest realne jeszcze w tym roku, po zakończeniu planowanych wyborów prezydenckich i parlamentarnych. Wydaje się jednak, że nawet przeprowadzenie zapowiadanych elekcji nie spowoduje stabilizacji politycznej w tym kraju, a doprowadzi raczej do kolejnych przesileń wynikających z delegitymizacji procesu wyborczego przez cały szereg sił politycznych. Skutki przystąpienia do DCFTA byłyby ponadto tragiczne dla całych sektorów gospodarki ukraińskiej, które już niebawem znajdą się i tak w głębokim kryzysie w związku z nieuchronnymi wojnami handlowymi z Federacją Rosyjską i Unią Celną.

Kijowski politolog opowiadający się jednoznacznie za euroatlantyckim kierunkiem polityki zagranicznej Ukrainy, dyrektor Centrum Strategii Globalnych Wadim Karasiew podkreślił niedawno, że „obecnie najważniejszym zadaniem jest odpowiedź na pytanie, jak zachowując integralność terytorialną, wejść do Unii Europejskiej, jako państwo w obecnych granicach”. Żaden z przedstawicieli instytucji europejskich nie wypowiedział się tymczasem do tej pory w sposób, który mógłby choćby sugerować rozpatrywanie przez Brukselę zaproponowania Kijowowi członkostwa w UE. Unia nie jest gotowa do wzięcia finansowej, politycznej i administracyjnej odpowiedzialności za państwo, które znalazło się w wyniku lutowego przewrotu w stanie upadłości. Dużo bardziej realistycznie brzmi wobec  tego opinia wygłoszona przez byłego gubernatora obwodu charkowskiego Michaiła Dobkina, który stwierdził, że „to, co podpisał Arsenij Jaceniuk, ja bym nie nazwał umową stowarzyszeniową z Unią Europejską. To bardziej krok polityczny, demonstracja stosunku Europy wobec Ukrainy”.

Fot. www.lithuaniatribune.com

Czytany 3668 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 30 październik 2014 00:04