wtorek, 22 marzec 2016 07:00

Amedeo Maddaluno: Strategie militarne w konflikcie syryjskim

Oceń ten artykuł
(8 głosów)

Amedeo Maddaluno

Syryjscy cywile – niezależnie od zadeklarowanej przez nich przynależności – uciekają, ponieważ nie sympatyzują z rebeliantami; co najwyżej, jeśli wywodzą się z sunnickich plemion zamieszkujących wschód państwa, z powodu strachu lub na skutek szantażu podporządkowują się Państwu Islamskiemu, które jednak wprowadza swego rodzaju porządek na własnych terytoriach, podczas gdy rebelianci najczęściej postępują jak grabieżcy. To właśnie ich kolejny słaby punkt: ludzie, których Zachód pragnie wspierać, to grupy zdezorganizowanych i niesubordynowanych najemników, a nie zdyscyplinowane, poddające się rozkazom wojsko.

W jednym z moich artykułów, który pojawił się w kwartalniku Eurasia (3/2015, „La guerra civile islamica” [Islamska wojna domowa]), poczyniłem pewne rozważania na temat wojny toczącej się w Syrii. Po kilku miesiącach i ostatnich wydarzeniach nadszedł czas, by porównać aktualny rozwój wypadków w Syrii ze stworzonym wówczas scenariuszem. Jeśli chodzi o kwestie taktyczne, muszę przyznać, że przeceniłem dżihadystów. Zdawałem sobie sprawę, że ich siła tkwi w zagranicznym wsparciu, a nie w poparciu społecznym czy kontroli nad syryjskim narodem. Byłem jednak przekonany, że nawet częściowa i ograniczona radykalizacja arabsko-sunnickich plemion zamieszkujących tereny rolnicze, stosowanie partyzanckich taktyk i technik, pełne wsparcie ze strony Turcji i Arabii Saudyjskiej – a także amerykańska broń i europejska życzliwość – zapewnią im przetrwanie, a przynajmniej przewagę na większości terytorium kraju. Obecnie wydaje się, że nie jest to możliwe – a przynajmniej nie w przewidzianym przeze mnie wymiarze. Nie pomyliłem się jednak co do strategii, twierdząc że powodzenie grup terrorystycznych i samo ich istnienie są zależne od poparcia społecznego (które w przypadku dżihadystów w Syrii wprawdzie występuje, lecz jest bardzo ograniczone), a w jeszcze większym stopniu od wsparcia ze strony zagranicznych rządów.

Specyfika syryjskiego konfliktu

Nie chodzi tutaj o kwestie wyłącznie militarne. Co prawda Syria to terytorium, którym łatwiej zarządzać i po którym łatwiej przemieszczać się niż po afgańskim, jednak również w tym przypadku obowiązuje sprawdzona w praktyce zasada mówiąca, że nie da się pokonać oddziałów partyzanckich, atakując wyłącznie z powietrza. Prawdą jest również, że rebelianci kontrolują wyludnione, zazwyczaj pustynne, obszary syryjskiego terytorium, położone na peryferiach. Ponadto walczą dla nich zagraniczne oddziały złożone z dżihadystów, którzy nie są powiązani z miejscową ludnością. W Afganistanie trzon antyradzieckiego frontu stanowili Afgańczycy walczący na swoich ziemiach i o swoje ziemie: wystarczy sobie wyobrazić, jak w Syrii odnajdzie się Brytyjczyk czy Kosowar, który nie zna nawet języka arabskiego, lub w jaki sposób nieznający syryjskich tradycji wahabita z Zatoki Perskiej zdoła uzyskać poparcie. Ten, kto chciał zrobić z Syrii drugi Afganistan, nim zdążył popełnić błąd na polu bitwy, pomylił się już w kwestii antropologicznej. Syryjski rząd ma do swojej dyspozycji:

1) kontrolę przestrzeni powietrznej (która jednak nie pozwala na zdobycie szczególnej przewagi),

2) poparcie dużej części Syryjczyków, którzy – chociaż również mogą liczyć na wsparcie z zagranicy – walczą o własne terytorium i o własny byt.

Syryjscy cywile – niezależnie od zadeklarowanej przez nich przynależności – uciekają, ponieważ nie sympatyzują z rebeliantami; co najwyżej, jeśli wywodzą się z sunnickich plemion zamieszkujących wschód państwa, z powodu strachu lub na skutek szantażu podporządkowują się Państwu Islamskiemu, które jednak wprowadza swego rodzaju porządek na własnych terytoriach, podczas gdy rebelianci najczęściej postępują jak grabieżcy. To właśnie ich kolejny słaby punkt: ludzie, których Zachód pragnie wspierać, to grupy zdezorganizowanych i niesubordynowanych najemników, a nie zdyscyplinowane, poddające się rozkazom wojsko.

Porównanie rosyjskiej i amerykańskiej interwencji

Co odróżnia rosyjską interwencję od interwencji USA oraz ich sojuszników?

• Rosjanie doskonale koordynują swoje działania z działaniami sojuszników. Rosjanie, Syryjczycy, Irańczycy i powiązane z nimi ugrupowania wspólnie planują i walczą niczym jedna armia, czyniąc to z pełnym przekonaniem i dla osiągnięcia tych samych celów (przynajmniej jeśli mowa o celach długo- i średnioterminowych).

• Logistyka: Rosjanie mogą operować z baz lotniczych położonych w bliskiej odległości od pola walki – co wynika bezpośrednio z wyżej opisanej kwestii.

• Lotnictwo wspiera operacje lądowe w sposób taktyczny (nie operatywny: np. helikoptery, jak pokazało afgańskie doświadczenie, są szczególnie narażone na zniszczenia), prowadząc zabójcze masowe bombardowania i korzystając na dużą skalę z bomb zwykłych (niekierowanych), których użycie nie wymaga pozyskania szczegółowych informacji i dokładnej analizy terenu.

A Amerykanie? By atakować Daesz, muszą korzystać z bardziej oddalonych baz – spośród których wyjątek stanowi jedynie turecka baza w Incirlik – a podczas bombardowań kładą zbyt duży nacisk na stosowanie bomb kierowanych, co wymaga pozyskania informacji na temat sytuacji na lądzie: na lądzie, na którym nie mają godnych zaufania sojuszników. Sytuacja, w jakiej się znajdują, jest o tyle niekomfortowa, że ich „sojusznikami” są Saudyjczycy i Katarczycy, czyli główni zwolennicy różnych ugrupowań dżihadystycznych. Co więcej, Amerykanie nie mogą poważnie osłabić owych grup i samego Państwa Islamskiego: skorzystaliby na tym Irańczycy i syryjski rząd. Współpraca z Kurdami jest równie mało prawdopodobna ze względu na stosunki z Turcją. Amerykanom nie pozostaje więc nic innego, jak tylko prowadzić symulowaną wojnę z Kalifatem oraz Al-Kaidą i wierzyć w „umiarkowaną syryjską opozycję”. Owa amerykańska wiara przypomina raczej wiarę w cuda niż militarną strategię. Zakładając, że to, co pozostało z Wolnej Armii Syrii ma (lub kiedykolwiek miało) coś wspólnego z „umiarkowaniem” [1], można pokusić się o sformułowanie pewnych pytań, które należałoby zadać amerykańskim decydentom.

1. Z jakiego powodu owi powstańcy – którzy przecież z etnicznego punktu widzenia są Arabami, a z ideologicznego salafitami –  mieliby dla dobra Zachodu angażować się w walkę do ostatniej kropli krwi przeciwko innym Arabom i salafitom z Daeshu czy al-Nusry, zwłaszcza, że ich wspólnym wrogiem jest syryjski rząd?

2. Jakie kryterium decyduje o tym, które formacje są umiarkowane, a które nie? Jak sklasyfikować dżihadystyczne i salaficke ugrupowania takie jak Ahrar asz-Szam, które różnią się w równym stopniu od Daeszu, jak i od Wolnej Armii Syrii?

3. Pytanie o kwestie taktyczne: czy amerykańscy stratedzy są świadomi faktu, że walczące w Syrii siły rebelianckie to wewnętrznie podzielony zbiór nieskoordynowanych ze sobą grup i grupek, zazwyczaj składających się z najemników, którzy w niezwykle płynny sposób zmieniają przynależność, co sprawia, że ich klasyfikacja lub nawet zwyczajne uporządkowanie jest bardzo trudnym zadaniem?

4. Czy z taktycznego i strategicznego punktu widzenia nie jest istotne rozróżnienie, którzy rebelianci są prawdziwymi Syryjczykami – tzn. odznaczają się faktyczną znajomością terytorium i kontekstu społeczno-kulturowego – a którzy są po prostu Syryjczykami, Jordańczykami, Tunezyjczykami lub nawet Kosowarami, Bośniakami, Belgami, Brytyjczykami, Czeczenami czy Francuzami?

Konkluzje: Dlaczego rosyjska interwencja odniosła sukces?

Nawet przeciwnicy Rosji przyznają, że za zasługą rosyjskiej interwencji w Syrii oczy całego świata zwróciły się na ten udręczony kraj na Bliskim Wschodzie. Zatem prognozy przedstawione w jednym z wcześniejszych artykułów były słuszne: gdy tylko Rosjanie dostatecznie osłabili rebeliantów, udało im się nakłonić samych „powstańców” i ich sojuszników do wzięcia udziału w negocjacjach, które w chwili obecnej (w czasie obowiązywania rozejmu z lutego 2016 r.) są najbardziej prawdopodobnym scenariuszem rozwoju wydarzeń. Rosyjska interwencja była bardziej skuteczna, ponieważ u jej podstaw leżały jasne cele – proste i określone, wspólne (bez wyjątku) wszystkim sojusznikom: umocnić pozycję syryjskiego rządu i zdecydowanie osłabić dżihadystyczny front, odrzucając przy tym zaczerpnięty z bajek podział na „dobrych” i „złych” dżihadystów [2].

Interwencja odniosła trojaki skutek. Po pierwsze, uniknięto sytuacji, w której cała Syria znalazłaby się w rękach dżihadystów. Po drugie, świat ponownie zajął się kwestią syryjską. Mocarstwa, które wspierały szeroko pojęte działania powstańcze, musiały przystąpić do poważnych negocjacji, natomiast osłabieni w walce rebelianci byli zmuszeni zaakceptować ich wynik. Po trzecie – co jest nie mniej istotnym sukcesem strategicznym – udało się nakłonić walczących do zawarcia rozejmu, który dał chwilę wytchnienia syryjskiej ludności i sprawił, że wśród rebeliantów zarysował się wyraźny podział na ugrupowania skłonne do negocjacji – akceptujące przy tym fakt, iż Syria może podzielić losy Bośni, tzn. zostać podzielona na etnicznie i religijnie jednorodne obszary [3] – oraz coraz bardziej izolowane ugrupowania ekstremistyczne. Rebelianci dzielą się zatem na „zwolenników i przeciwników negocjacji", a nie „umiarkowanych rebeliantów i fundamentalistów".

Objaśnienie: częściowa prawda o podziałach religijnych

Należy ostatecznie rozprawić się ze scenariuszami rozłamu, jakie tworzą ludzie marzący o rozpadzie arabskiego świata. „Sunnici przeciwko szyitom" – czy jest to rzeczywiste zarzewie konfliktu?

Jak pokazuje historia, arabskie powstania wybuchały w krajach jednorodnych etnicznie, takich jak Egipt, lub jednorodnych zarówno pod względem etnicznym i religijnym, jak np. Tunezja. W Libii, poza obecnością Tuaregów, do wybuchu wojny przyczyniły się wyraźne podziały między arabsko-sunnickimi plemionami ze wschodu i z zachodu, a nie zamiar dokonania demokratycznego przewrotu przeciwko dyktatorowi, który mógł liczyć jedynie na poparcie mieszkańców miast. Jeśli chodzi natomiast o Syrię, będący sunnitami Kurdowie – podobnie jak duża część Arabów, którzy również są sunnitami  – walczą u boku alawity Bashara al-Asada, podczas gdy wśród przeciwników syryjskiego rządu znajdują się zarówno alawici, jak i chrześcijanie. Doszukiwanie się genezy konfliktu w podziałach religijnych – które są „słowem-wytrychem" dla tzw. zachodnich „ekspertów" i wodą na młyn mocarstw pragnących pociąć Bliski Wschód na kawałki wzdłuż linii podziału – nie jest słuszne we wszystkich przypadkach. Należy raczej pokusić się o bardziej złożoną analizę społecznych czynników, które mogły dać początek syryjskiej wojnie domowej (młodzi, wykształceni i często bezrobotni mieszkańcy miast kierujący się idealizmem, wsie rywalizujące z miastami, biedne regiony południa i wschodu przeciwko północy, zachodowi i centralnej części kraju), a nie skupiać się na plemiennych zależnościach, które zostały już zbadane i poddane naukowej analizie (arabsko-sunnickie plemiona ze wschodu i z południa – które stanowią przecież jedynie część sunnickiej populacji kraju – odsunięte od władzy lub całkowicie jej pozbawione, skonfliktowane z mieszkańcami miast i innymi grupami plemiennymi).

Syrię zamieszkuje 18 milionów ludzi. Kurdowie stanowią 4% ludności całego kraju, a całkowita liczba sunnitów – Arabów i Kurdów – sięga prawie 60% populacji, z czego wynika, że 56% wszystkich sunnitów to sunnici pochodzenia arabskiego. Syryjski rząd nie byłby w stanie przetrwać wojny, gdyby pewna część owej etniczno-religijnej większości nie udzieliła mu swojego wsparcia lub gdyby opowiedziała się ona za dżihadem. Jeśli ktoś utrzymuje, że wszyscy sunnici pochodzenia arabskiego są dżihadystami, daje się wciągnąć w grę ludzi odpowiedzialnych za rozwój dżihadyzmu, którzy rezydują w Ankarze i Rijadzie.

Źródło: http://www.eurasia-rivista.org/strategie-militari-nel-conflitto-siriano/22529/
Przekład: Martyna Pałys
Fot. www.documentarytube.com

____________________________________
1. Więcej na temat "umiarkowanej postawy" syryjskich rebeliantów: http://www.difesaonline.it/geopolitica/reportage/diario-siriano-cap6-il-barbiere-di-damasco oraz http://www.tempi.it/siria-abbiamo-visto-scorrere-un-mare-di-sangue-giu-dal-marciapiede-il-massacro-di-adra-parla-un-sopravvissuto#.VtDckvnhDIU
2. Dane z lutego 2016 r.  dotyczące skuteczności działań zachodniej koalicji w walce z tzw. kalifatem (przedstawione w bezkompromisowej, lecz szczegółowej analizie wydajności i skuteczności działań zachodniego lotnictwa): http://www.ilcaffegeopolitico.org/38649/efficienza-velivoli-i-casi-francia-germania-e-regno-unito
3. http://www.askanews.it/esteri/siria-come-la-bosnia-l-intervento-russo-e-lo-scenario-partizione_711635403.htm
4. O roli plemion w konflikcie syryjskim w wyróżniającej się skrupulatnością, przejrzystością i prostotą, pracy syryjskiego badacza H. Dukhana: https://research-repository.st-andrews.ac.uk/bitstream/10023/7217/1/Dukhan_2014_SS_Tribalism.pdf
5. Więcej o ekonomicznych i społecznych – a nie religijnych – przyczynach konfliktu w jednym z artykułów opublikowanych w prasie "głównego nurtu", który podejmuje temat kryzysu rolnictwa w  Syrii: http://www.repubblica.it/solidarieta/emergenza/2015/03/25/news/siria-110422194/

Czytany 5288 razy

Najnowsze od Amedeo Maddaluno