wtorek, 12 kwiecień 2016 07:46

Alfredo Serrano Mancilla: Uwagi dotyczące geoekonomii południa 2015–2016

Oceń ten artykuł
(6 głosów)

Alfredo Serrano Mancilla

W geopolitycznej bitwie świata należy podkreślić ważną rolę nowopowstałych latynoamerykańskich koncernów, które mają siedziby wewnątrz państw południowoamerykańskich. Większość z nich ugruntowało swoją pozycję dzięki nagłemu przypływowi ekonomicznej passy i wciąż czerpią korzyści z neoliberalnego rozkładu polityki.

I. Opór hegemonicznych Stanów Zjednoczonych

Hegemoniczny kraj stawia opór i dokonuje wszystkiego, co tylko jest możliwe, by odzyskać utracone w XXI wieku tereny. Stany Zjednoczone potrzebują monopolu na dolary, by utrzymać na stabilnym poziomie swój miliardowy dług w sektorze handlu (505.000 mln USD) oraz podatkowym (59,4 bln USD). Ekonomia USA zarówno wewnętrzna, jak i zewnętrzna, zależy od siły nabywczej waluty w skali światowej. Przyznaje to sam Jared Bernstein – główny ekonomista i doradca wiceprezydenta Stanów Zjednoczonych Joe Bidena (2009–2011) i aktualny członek Krajowej Rady Ekonomicznej przy Baracku Obamie. W wypowiedzi dla „New York Times” przyznał, że „rola dolara jako światowej waluty rezerwowej stała się jedną z podstawowych zasad polityki gospodarczej Stanów Zjednoczonych. Nie mniej jednak w ostatniej dekadzie postępujący proces tzw. „dedolaryzacji" w światowym gromadzeniu rezerw stanowi zagrożenie dla przysługującej temu państwu dominującej pozycji w sektorze geoekonomicznym.

Mamy do czynienia z dwoma kluczowymi zmiennymi:

1) udział dolara w światowych rezerwach banków centralnych odnotował spadek z 71,1% w 2000 roku do 60,7% w 2011. Powyższa tendencja spowodowana jest wzrostem znaczenia chińskiej waluty, która obecnie stosowana jest jako jako rezerwa walutowa w 40 bankach centralnych.

2) wymianę handlową pomiędzy dużymi państwami realizuje się coraz częściej przy zastosowaniu własnych walut (relacje Chiny-Rosja, Japonia-Chiny, jak i planowany handel pomiędzy krajami BRICS- Brazylia, Rosja, Indie, Chiny), co z perspektywy Stanów Zjednoczonych jest nieopłacalne.

Na przestrzeni XXI wieku Stany Zjednoczone nie odznaczały się ogromnym monopolem w znaczących relacjach międzynarodowych. Jednak w ubiegłym roku ich pozycja wykazywała oznaki ożywienia. W ostatniej dekadzie odnotowano objawienie gospodarcze amerykańskich światowych przedsiębiorstw korporacyjnych z siedzibami w Chinach, Ameryce Łacińskiej, Rosji, Indiach, które dołączyły do już istniejących w Europie czy Japonii. Przed wybuchem kryzysu USA posiadały jedynie 34 firmy wśród 100 najbardziej cenionych na świecie. Jednakże w czasie trwania recesji amerykańskie przedsiębiorstwa zdołały odzyskać swą dawną pozycję.

Aktualnie USA dysponują 54% udziałem wśród czołowej setki największych przedsiębiorstw. Dane te przedstawiają rekuperację kapitału amerykańskiego na światowych rynkach, jednak wciąż niewystarczającą, by Waszyngton mógł potwierdzić, iż jego hegemonia kształtuje się na takim samym poziomie, jak w ubiegłym stuleciu. Wiele wschodzących państw aktualnie buduje swoją pozycję jako dostatecznie wykształcone i wiodące prym. Najlepiej opisującym to zjawisko przykładem są Chiny, które liczą sobie znaczące 11% udział we wspomnianych głównych biznesowych potęgach światowych (podczas gdy pod koniec XX wieku odsetek ten wynosił zaledwie 2%). Innym przykładem, dotyczącym siły gospodarczej wschodzących państw, jest ich pozycja na liście Fortune 500, skupiająca największe firmy na świecie pod względem ich obrotów. Liczba spółek, których siedziby mieszczą się w tych krajach, wzrosła z 21 w roku 2000 do 132 w 2014 (99% z nich stanowią przedsiębiorstwa chińskie).

Stany Zjednoczone nie straciły swojej hegemonii, ale muszą ją współdzielić z innymi blokami gospodarczymi, skonsolidowanymi na całym świecie. W odpowiedzi ekonomiczna strategia USA ukierunkowała się zasadniczo na przezwyciężanie trudności w wojnie oczekiwań ekonomicznych. W przeciągu całego 2015 roku Bank Rezerw Federalnych ogłosił wzrost stopy procentowej, który ostatecznie miał miejsce już pod koniec owego roku oraz na mniejszą skalę niż zapewniano. Celem tego działania była (i jest również dziś) realizacja efektu tzw. kapitału finansowego, który opuszcza swoje pierwotne miejsce w poszukiwaniu bardziej rentownego rejonu. Dzięki owemu wzrostowi, a także umocnieniu dolara w ostatnim roku, USA wciąż dążą do przedstawienia światu swojej stabilnej kondycji ekonomicznej.

Po kilku latach nadmiernej ekspansji monetarnej, służącej restrukturyzacji dużych banków i funduszy inwestycyjnych poprzez odkupowanie sporych części ich długów, USA odsłaniają się światu jako kraj, który jest przygotowany do odrodzenia się i powrotu do statutu jedynego epicentrum światowej gospodarki. Jego cele są jasno sprecyzowane: wskrzesić Konsensus Waszyngtoński, będący jedynym środkiem ciężkości w świecie geoekonomicznym. Plan nie jest prosty w realizacji, ale również nie można lekceważyć możliwości osiągnięcia celu. Należy pamiętać, że Stany Zjednoczone mają nowych sojuszników, których zyskały dzięki inwazjom i sprecyzowanym ruchom szachowym (Iran). Ponadto ich imperium gospodarcze, oparte na wiedzy dotyczącej nowoczesnych technologii, umożliwia im wieść prym zwycięzcy w wojnie o pozycje gospodarcze w skali światowej. USA dysponuje również inną „bronią masowego rażenia". Jest nią monopol agencji ratingowych (Moody’s, Standard&Poor`s, Fitch). Świat ekonomistów wciąż obraca się wokół ziemi latynoamerykańskiej. Jego architektura ekonomiczna i finansowa stanowi wsparcie geoekonomicznych stosunków (FMI, OMC, BM, CIADI itd.)

Pomimo znaczącego „hard power" Stanów Zjednoczonych, nie mają one w swych rękach światowej ekonomii na wyłączność. Są tego świadome i dlatego wciąż szukają rozwiązań pozwalających na ekonomiczną władzę nad całą planetą, jak to miało miejsce w ostatnich dekadach ubiegłego wieku. Kości zostały już rzucone, pozycje na rynku 2016 zaczynają się kształtować. Zobaczymy, jaki będzie tego finał.

II. O cenie ropy naftowej

Pomimo rozwijającego się sektora nowych źródeł energii, ropa naftowa wciąż wiedzie energetyczny prym wśród konkurencji. Pokłady kopalniane reprezentują jedną trzecią wszystkich światowych zasobów energetycznych. Jej geopolityczna rola jest bezapelacyjna. Wiek XXI charakteryzowały wielkie zmiany w sektorze paliwowym, głównie ze względu na ożywienie roli OPEC (Organizacja Państw Eksporterów Ropy Naftowej), w porównaniu do AIE (Międzynarodowa Agencja Energii). Państwa OPEC stopniowo odzyskiwały swoją wiodącą rolę i suwerenność w stosunku do ustalanych cen na całym świecie. W czerwcu 2014 r. cena za jedną baryłkę osiągnęła maksymalnie 115 USD. Nie mniej jednak, od tego czasu nastąpił jednostajny spadek jej wartości. Pod koniec roku 2015 baryłka ropy warta była mniej niż 40 USD. Jest to najniższa wartość ma przestrzeni minionych 11 lat.

Istnieje wiele czynników wyjaśniających ten nagły upadek ceny. Dużo mówi się o tym, iż jest on spowodowany wzrostem podaży ropy naftowej w przeciągu ostatnich czasów. Potwierdza to kilka kluczowych wydarzeń:

1) zwiększenie wydobycia łupków w Stanach Zjednoczonych w celu czerpania jak największych korzyści z ostatniego wzrostu cen (produkcja ropy wzrosła z 5,1 mln baryłek dziennie w 2009 r. do 9,32 pod koniec 2014 r.);

2) Arabia Saudyjska powiększyła swoją produkcję ropy naftowej do ponad 9 mln baryłek dziennie;

3) Irak aktualnie wytwarza powyżej 4 mln baryłek dziennie;

4) Kluczową sprawą odnośnie oczekiwań Iraku są plany zwiększenia produkcji ropy o 500.000 baryłek dziennie jeszcze w tym roku (co jest możliwe dzięki paktowi ze Stanami Zjednoczonymi oraz zniesieniu sankcji).

Wiele prawdy w tym, że zwiększona podaż ropy ma wiele wspólnego ze spadkiem cen. Jednakże nie jest to jedyna przyczyna tej sytuacji. Kongres Amerykański ocenia, że 30% ceny ropy jest wynikiem spekulacji funduszy inwestycyjnych i wielkich banków. Doradca Goldman Sachs uważa, że wpływ powyższego zjawiska sięga nawet 40%. Oznacza to, że problem cenowy nie zależy wyłącznie od zimnych kalkulacji popytu i podaży, ale i spekulacyjnych interesów światowych stolic na podstawie  kluczowych strategii geopolitycznych i geoekonomicznych. Aktualnie przewiduje się niewielki wzrost popytu na ropę w skali międzynarodowej, przy jednoczenie wciąż zwiększającej się podaży- przynajmniej w perspektywie krótkoterminowej. Trudno jest sobie wyobrazić pełne porozumienie pomiędzy krajami OPEC, by podniosły cenę swych zasobów. Działanie Arabii Saudyjskiej nie pozwala sądzić, by była ona zainteresowana wzrostem cen pomimo jej wyraźnego deficytu fiskalnego (obecnie na poziomie 15% PKB). Władze Iranu ogłosiły, że zamierzają rozwinąć swój eksport ropy. Z drugiej strony USA, przy tak niskich cenach, nie są w stanie utrzymać swoich kwot produkcyjnych z łupków, jak miało to miejsce w poprzednim roku.

Tak niskie ceny ropy mają także bezpośredni wpływ na rentowność ekonomiczną wielu inwestycji. Jeśli ceny wciąż będą spadać, ustanie wiele produkcji ze względu na niemożność pokrycia ich kosztów. W takim przypadku czynnik produkcyjny będzie wyznacznikiem dla przedsiębiorców, chcących przetrwać obniżki jej wartości. Karty zostały rzucone. Mamy do czynienia z wieloma prognozami. Niektórzy analitycy snują teorie, iż długoterminowym celem Arabii Saudyjskiej jest utrzymywanie niskich cen oraz oddalenie od ekonomicznego kręgu przedstawicieli niekonwencjonalnych produkcji ropy oraz przemysłu łupkowego. Jeśli faktycznie kierują ją takie motywy, ceny paliwa mogą w pewnym momencie wspiąć się do niewyobrażalnych wartości. Główne podmioty na rynku finansowym (Westpac, Barclays, Wells Fargo, Unicredit y Société Générale) oszacowują tę wartość na poziomie 41–60 USD za baryłkę. Według analityków Goldman Sachs, w roku wiodącym nastąpi nadpodaż w wysokości 580.000 baryłek dziennie, a zatem inwestorzy będą gromadzić przeogromne zapasy. Agencja Moody’s w swym sprawozdaniu rocznym stwierdziła, iż nierównowaga rynkowa ropy naftowej będzie się utrzymywać wciąż po 2016 r. Podobnego zdania jest Międzynarodowa Agencja Energetyczna (IEA).

Rozwiązania problemu ropy naftowej nie można wcale otrzymać przez zastosowanie wzorów matematycznych. Ważny głos w tej sprawie zabiera geoekonomia polityczna. Państwa Arabii Saudyjskiej i Iranu konkurują ze sobą o objęcie pozycji hegemonicznej na Bliskim Wschodzie. W tej rywalizacji nie można również pominąć roli konfliktu w Syrii. Próba wymierzenia kary Rosji, która podniosła w 2015 r. odsetek eksportu ropy o 7,5%, stanowi kolejny kluczowy element, by odgadnąć, jak zakończy się ewolucja cenowa czarnego złota. Zniesienie zakazu sprzedaży amerykańskiej ropy poza granicami USA, to kolejny składnik odpowiedzi. Opracowywanie prognoz odnośnie relacji popytu i podaży jest niezwykle trudne, biorąc jednocześnie pod uwagę, że stawka w tej grze tkwi w utwierdzeniu pozycji światowej. W powyższym ciągu zależności, jako epicentrum batalii geoekonomicznej, wyłania się konfrontacja pomiędzy IEA i państwami OPEC.

III. Ataki na BRICS i Chiny

Handel w kierunku południe-południe coraz mocniej ugruntowuje swoje znaczenie globalne. Rozwinął się z 6% w 1985 r. do 24% 2010 r., w skali światowej, podczas gdy równorzędnie relacje handlowe północ-północ doświadczyły regresu na poziomie 38%. W obszarze bezpośrednich inwestycji zagranicznych, przepływ południe-południe stanowi 50%. Państwa BRICS stanowią 45% całej populacji, 25% światowego PKB, 41% rezerw walutowych, 45% produkcji rolnej na świecie. Ich handel wewnętrzny stanowi 7% handlu światowego. Dodatkowo państwa BRICS budują architekturę finansową, równoległą do hegemonicznej, posiadającą swój własny Bank Rozwoju oraz Fundusz Rezerw. Jak wspomniano na początku, państwa te realizują dużą część transakcji biznesowych bez konieczności wkraczania w walutę dolara.

Chiny stanowią bez wątpienia główny wierzchołek tego geopolitycznego pięciokąta. Stopniowo Pekin przekształca się w jedyną siłę, która w perspektywie średnioterminowej będzie mogła stanąć czoła w rywalizacji strategicznej z Waszyngtonem. Do tego stopnia, że sam Międzynarodowy Fundusz Walutowy (MFW) przyznał ostatnio, że gospodarka Chin jest najpotężniejsza na świecie. Chiny reprezentują 16.479% światowego PKB (w porównaniu do 16.277% należących do USA) mierzonego według parytetu siły nabywczej. Utworzony niedawno Azjatycki Bank Inwestycji Infrastrukturalnych (ang. AIIB) ma na celu wzmocnienie pozycji Azji w obszarze finansowym i jest pretendentem do konkurowania z MFW, Bankiem Światowym (ang. WB) oraz Azjatyckim Bankiem Rozwoju (ang. ADB), utworzonym w 1966 r. i ściśle kontrolowanym przez Japonię. Choć ani Tokio, ani Waszyngton nie dołączyli do AIIB, bank ten liczy już 57 państw członkowskich (w tym Brazylia, Rosja, Indie i Afryka Południowa należące do BRICS oraz Niemcy, Wielka Brytania, Francja, Włochy, Holandia, Australia, Korea Południowa, Izrael, itd.). Jest to ogromne zwycięstwo dyplomatyczne Państwa Środka w sferze finansów międzynarodowych.

Pomimo, że MFW wciąż nie przyznało Chinom większości udziałów w obecnych strukturach [1], to już zatwierdzono włączenie chińskiego yuana do swojego koszyka rezerw, w którego skład jak do tej pory wchodził jedynie dolar amerykański, euro, funt oraz jen. Ma to ogromną wartość zarówno symboliczną, jak i realną w drodze do umiędzynarodowienia yuana jako waluty odniesienia w skali światowej. Od początku XXI wieku Chiny zwiększają swoje bezpośrednie inwestycje za granicą, osiągając przy tym 200.000 mln USD rocznie. Inwestycje Chin skierowane na Amerykę Łacińską planowane są na 250.000 mln USD w przeciągu przyszłego dziesięciolecia. W samej Ameryce Łacińskiej również odnotowano zadziwiający rozwój wymiany handlowej (pomiędzy rokiem 2000 a 2001 liczba inwestycji zwiększyła się 22-krotnie) Powyższe dane dają do zrozumienia, że geoekonomiczny tranzyt jest zależny w dużej mierze od dalekowschodniego imperium. Tzw. ekonomiczny model Chin można traktować jako przeciwwagę dla Konsensusu Waszyngtońskiego, co oznacza, że Stany Zjednoczone nie posiadają monopolu globalnego. Są tego świadome i dlatego też ich stanowisko wobec działań państw BRICS oraz każdego innego państwa, które nie wspiera ich polityki jest opozycyjne. Stąd też w ciągu ostatnich miesięcy USA kreują globalne przeświadczenie, że wszystko, co aktualnie ma miejsce na arenie międzynarodowej, jest winą BRICS, wschodzących państw, a zwłaszcza Chin. Przedstawia również analizy potwierdzające, że ani Chiny ani państwa BRICS nie są w stanie wieść prymu jako docelowe kraje globalnych inwestycji. Poczynania te spostrzegane są jako próby neoliberalnych konserwatystów przywrócenia hegemonii sprzed XX wieku.

Anty-chińska kampania wciąż trwa. Co prawda nikt nie kwestionuje wad strukturalnych dalekowschodniego modelu rozwoju gospodarczego, ale również ryzykuje się stwierdzeniem, iż właśnie kończy się tzw. „chiński cud”, a kraj ten zakończył swój rozwój i jest bliski zapaści finansowej. USA należy się ostrożność w ferowaniu swych katastroficznych wizjach, które w rzeczywistości bardziej przypominają własne pragnienia spełnienia osobistych i być może niepodstanych proroctw. Podstawowym argumentem sprzyjającym Chinom jest fakt, że ich pozycja nie wynika z „cudu” a precyzyjnie przemyślanej polityki finansowej, nastawionej na osiągnięcie dominującej pozycji światowej, która korespondowałaby z wielkością kraju. Chiny wykorzystały swój potencjał eksportowy w neoliberalnym i post-fordowskim świecie, w którym podział geograficzny globalnej produkcji pozwolił im na objęcie korzystnego stanowiska. W ten oto sposób powstała ścieżka trwałego wzrostu, która nigdy nie jest łatwa do utrzymania w czasie. Nie mniej jednak nie można lekceważyć przypuszczeń, że powyższe przewidywania rzeczywiście zostaną odzwierciedlone ponad 6% wzrostem gospodarczym. Centrum Wschodu postawiło bowiem na politykę ukierunkowaną na ochronę własnego rynku przed ekspansją kapitału z zewnątrz. Planowane jest również zmniejszenie uzależnienia od eksportu choć ten wciąż stanowi zasadniczy aspekt polityczny w przyszłych latach. Niniejsze plany mogą zdeterminować handel globalny oraz wpłynąć na światowe ceny surowców, jak to miało miejsce w ostatnim czasie.

Oprócz tego trzeba zaznaczyć, że Chiny wciąż transformują swój wzorzec stosunków zagranicznych. Jeszcze kilka lat temu w ekonomii górował handel zagraniczny. Dziś jednak motywem przewodnim jest budowanie relacji finansowych i inwestycyjnych. Oznacza to, że kraj ten kreuje się na partnera strategicznego, wykraczającego poza relacje czysto handlowe. Działania te są jednak długoterminowe – transformacja nie dokona się ani w 2016 r., ani w najbliższych latach. Stąd też pewnym jest, że anty-chińskie ataki wciąż będą kontynuowane. Z pewnością będziemy mieć do czynienia z kolejnymi próbami wywarcia poważnego krachu finansowego na Dalekim Wschodzie. Stało się to już w roku 2015. Mieliśmy do czynienia z dwoma momentami brutalnych spadków wartości akcji chińskich, ale i na początku roku 2015 nastąpiła znacząca kapitalizacja rynkowa azjatyckiego giganta. Reasumując, rok 2015 nie przedstawił się zupełnie niekorzystnie.

Krótko mówiąc, ważne jest, aby nie wpaść w wir neoliberalnych wywodów ekonomicznych przeciwników chińskiej geopolityki. Mogą one zwieść nas, obwiniając je za aktualny zastój gospodarki światowej. Tym samym nie powinniśmy przystawać przy myśli, że geopolityka azjatycka wciąż będzie prowadzić identyczną ścieżkę, jak jeszcze kilka lat temu.

IV. Europa i jej południe

Europa pozostaje na rozdrożu ekonomicznym. Jej gospodarka rośnie, ale nieznacznie. Komisja Europejska szacuje wzrost w strefie euro do 1,9% w 2016 roku, ale w oparciu o wartości światowego handlu jest to dużo lepsza prognoza, niż przewidują pozostałe organizacje międzynarodowe. Produkcja przemysłowa nie przejawia żadnych oznak ożywienia. Wydajność w przeliczeniu na godzinę pracy również wzrosła nieznacząco w głównych państwach UE. Bezrobocie wciąż zwiększa swój odsetek, szczególnie wśród młodzieży. Ubóstwo oraz wykluczenie społeczne przedstawiane są jako podstawa deficytu strukturalnego europejskiej gospodarki. Dług społeczny stanowi przewodnią zasadę obecnej polityki gospodarczej. Stan dobrobytu zbliża się coraz bardziej do ustabilizowania się na poziomie dyskomfortu, który wymaga kapitału, by stopa zysku przywróciła dawne świetlne czasy. Nie ulega wątpliwości, że integracja bloku państw północy doprowadziła do rozpadu Europy południowej.

Jedyna waluta – euro, traktowana jest równoprawnie jedynie w dziedzinie ekonomii. Strategia wyjścia Europy z kryzysu, opartej na modelu neoliberalnym, jest jeszcze bardziej neoliberalna. Zakłada rekonfigurację gospodarki od środka, by wystawić się do drzwi na zewnątrz. Odizolowanie centrum będącego w strefie euro od peryferyjnych obszarów staje się głównym celem współczesnej Europy dwóch prędkości. Europejski wzór nierównomiernego podziału to hasło dzisiejszej reorganizacji wewnętrznej, której celem ma być zwiększenie eksportu na skalę międzynarodową. Przedstawia się ją obywatelom jako skuteczną odpowiedź na obecny kryzys gospodarczy. Deprecjacja euro wydaje się być jedną z obranych ścieżek, by sprzedać na zewnątrz to, czego nie kupuje się wewnątrz. Europejski Bank Centralny (CBE) z pewnością będzie kontynuować swój program wykupywania długu publicznego aż do 2017 roku, by „zrestrukturyzować” duże europejskie banki centralne. Współczesne działania gospodarcze w krajach strefy euro odwracają się plecami od wszystkiego, co ma do czynienia z realną gospodarką.

Przykładem jest państwo narodowe Niemcy: schemat europejskiego ponadnarodowego systemu, który w swym miłosierdziu zezwala podopiecznym na zagraniczną konkurencję. W narzuconych przez centrum ramach, jedyny możliwy sojusz państw beznarodowych, posiadających swoją własną stabilizację to taki, który istnieje na płaszczyźnie ponadnarodowej z siedzibą Unii Europejskiej. Pakt ten przypieczętowało wiele dużych europejskich przedsiębiorstw prywatnych i nie przewiduje on miejsca np. dla narodu greckiego i jego praw socjalnych. Kapitał europejski dąży właśnie do takiej Unii, nie rozpatrując innych rozwiązań. Nie akceptuje ani nie toleruje głosu sprzeciwu południa.

Rok 2015 rozpoczął się zwycięstwem narodu greckiego i zakończył nową koalicją rządową Portugalii oraz wielopartyjną Hiszpanią zaznaczającą siły polityczne, które mogą zażądać innych rozwiązań gospodarczych, służących jej mieszkańcom. W międzyczasie, ludność Grecji napotkała na przeszkody ze strony rządu, który nie kwapił się do prowadzenia polityki zgodnie z tą, na którą stawiali obywatele podczas głosowania w demokratycznych wyborach. Niemcy zwyciężyły w Grecji i obwiesiły wszystkim nawigatorom europejskim, że wszelkie odstępstwa od tego, co głosi Troika (KE, MFW i EBC) nie są mile widziane. Tzw. „decyzje techniczne” są dla stolic europejskich ważniejsze niż oczekiwania wyborców.

Jednak Grecja nie pozostaje osamotniona na nowej scenie politycznej Europy. Na południu zaczynają rozbrzmiewać głosy: „Dosyć już!”, choć tylko przysporzyły sobie pejoratywnego określenia „małe świnki” (tzw. PIGS- Portugal, Italy, Greek, Spain) ze strony Niemiec i pozostałych mocarnych stolic. Odizolowana Grecja reprezentuje światową gospodarkę w niewielkim stopniu. Jej symboliczna siła w połączeniu z potencjałem pozostałych państw południowych (jako interpretacja europejskiego modelu gospodarczego) mogłyby stanowić zagrożenie dla trwałości projektu przygotowanego przez Niemcy. Nie oznacza to, że mamy do czynienia z subiektywnymi bądź obiektywnymi warunkami, umożliwiającymi nagłą zmianę w bardzo krótkim czasie. Ale można zaobserwować, jak południe rozwija się na nowo, chcąc odciąć się od łatki najsłabszego ogniwa modelu europejskiego, prezentuje nową politykę, bardziej sprawiedliwą i na korzyść gwarancji praw socjalnych polityki gospodarczej.

Na południu Europy da się odczuć napięcie, które rozprzestrzenia się na inne kierunki oraz rozkłada na fundamencie Europy, wciąż odpornym na obciążenia zewnętrzne. Mamy do czynienia z dylematem: konserwatywne odbudowanie czy demokratyczne zniszczenie? Waluta euro, architektura instytucjonalno-polityczna i ekonomia Europy, presja ze strony banków prywatnych i wielkich stolic, które robią wszystko, co tylko możliwe, by postronne podmioty nie wychodziły z inicjatywą alternatywnego działania.

Słowa Margaret Thatcher nabierają aktualnie większego znaczenia niż kiedykolwiek: „Nie ma alternatyw”. W tym haśle zawarta jest koncepcja neoliberalizmu – uniemożliwić realizację jakichkolwiek dodatkowych opcji. Mimo wszystko istnieje nadzieja, że kiedyś nadejdzie zmiana. Grecy pomimo trudnej sytuacji ekonomicznej nie zamierzają stawiać na tych samych przedstawicieli władzy, których proponuje UE. Nowy rząd portugalski, reprezentowany przez partie lewicowe, udaremnił nadzieje na potajemną kontynuację skutecznego zarządzania surową polityką fiskalną, oczekiwaną przez Brukselę [2]. Ostatnim wydarzeniem, o którym warto wspomnieć, są wybory parlamentarne w Hiszpanii. Choć konserwatywna Partia Ludowa wygrała wybory, to 2/3 głosów oddanych przez wyborców uderzało przeciwko niej. Parta Możemy (Podemos) jako nowa alternatywa dla zmian otrzymała 20% poparcia elektoratu, zaznaczając tym samym swoją kluczową rolę w przyszłości. Ci, którzy zawsze uznawali demokrację, dzisiaj mówią głośno o niepewności instytucjonalnej i braku stabilności politycznej w momencie, gdy większość narodu hiszpańskiego zagłosowało na inną, pluralistyczną partię. Wyłoniły się głosy zdecydowanie krytykujące politykę deficytu społecznego, mającego duży wpływ na jakość codziennego życia obywateli.

Słowa wypowiedziane przez Angelę Merkel na wiecu swojej partii w maju 2011 udowodniły, że jej zeszłoroczne obawy są dzisiaj każdego dnia coraz bardziej uzasadnione. „Nie możemy mieć wspólnej waluty, podczas gdy niektóre kraje mają więcej dni wolnych od pracy niż inne, lub gdy gdy w Grecji, Hiszpanii czy Portugalii ludzie znacznie wcześniej odchodzą na emeryturę niż w Niemczech." Innym słowem Północ usiłuje sterować Południem. Rodzi się spór na arenie geopolitycznej. Wszystko zatem w dużej mierze będzie zależeć od tego, jak bardzo państwa Południa będą rosły w siłę, konsolidując się i wymierzając działania przeciwko Europie północnej oraz jaką taktykę obiorą wobec systemu hegemonicznego. Istnieją dwa wyjścia. Albo podporządkują się dyktatowi, co utrudni proces stabilizacji większości podległych państw albo wręcz przeciwnie – zaangażują się w zupełnie inną, alternatywną politykę, manewrując usilnie przy narzuconych przez system europejski wąskich limitach. Stopniowo będą przy tym obrastać w siłę, by móc interpelować czynniki strukturalne i dzięki temu dokonać radykalnej transformacji mającej na celu demokratyzację gospodarki.

V. Dysputa o Amerykę Łacińską

Ameryka Łacińska prowadzi bardziej sporną politykę niż kiedykolwiek. W końcowym okresie niniejszego roku doszło do postępowych wydarzeń. Rząd, który utrzymywał się przy władzy przez 12 lat, przegrywa wybory prezydenckie. Argentyna zaczęła doświadczać radykalnych zmian i reform. Przywódcą sojuszu planującego konserwatywną odbudowę państwa został Mauricio Macri, nowo wybrany prezydent Argentyny. W Wenezueli, choć nie doszło do odejścia obecnej władzy ustawodawczej, 6 grudnia 2015 roku Rewolucja Boliwariańska doświadczyła swojego upadku wyborczego podczas Wenezuelskiego Zgromadzenia Narodowego. Po 10 latach władzy partyjnej Boliwariańskich Rewolucjonistów, szerzącej ideologię odbudowy suwerennej polityki sektora strategicznego i polityki gospodarczej (nacisk na gwarancję praw socjalnych i poprawę standardów życia w wielu wymiarach – w tym konsumpcjonizmu), nagle kończy swoją władzę. Otwiera się nowa faza przemian w kolejnej epoce. Przestał potwierdzać się fakt, że opozycyjna prawica nie jest w stanie wygrać z obecną hegemonią, jak to miało miejsce w XXI w krajach takich jak Wenezuela, Ekwador, Boliwia, Brazylia czy Argentyna. Program poprawy warunków życia i oczekiwań większości obywateli okazał się niewystarczający, by zyskać aprobatę elektoratu (wybory parlamencie w Wenezueli i prezydenckie w Argentynie).

Mamy do czynienia z całym wachlarzem przyczyn tych zawirowań politycznych. W Argentynie, kluczowym zagadnieniem wyników wyborczych był odpowiedni dobór kandydata. Po zaistniałych wydarzeniach wysuwamy wniosek, że nie daje efektu wybranie jakiegokolwiek kandydata, który prowadziłby dawną politykę partyjną. Namaszczony przez dotychczasową głowę państwa, Daniel Scioli, pragnący kontynuować program obozu lewicy, to nie to samo, co Cristina Fernández de Kichner. To obliguje do bardziej rozsądnego myślenia w kwestii wyboru władzy: kto, kiedy, jak i jaką tożsamość polityczną prezentuje.

Inną istotną sprawą jest zawiłość procesu zmian politycznych, ukierunkowanych na przyszłość i zapatrzenie na przeszłość. Kampania oparta na strachu, zwracająca się do poprzedniej, gorszej epoki, nie zbuduje wystarczającego zaufania, by zwyciężyć. Współczesna większość wyborców oczekująca zmian systemu nie wierzy, że istnieje możliwość powrotu do dawnych czasów. Nowy cykl przemian historycznych powinien zapewnić nowoczesne, łączące ludzi, poczucie nieodwracalności. Od tego właśnie powinny wywodzić się działania, ukierunkowane na przyszłość: zawziąć się i wygrać w walce oczekiwań, by na nowo spełniać nadzieje społeczeństwa. Wierność buduje się dzięki wyzwaniom podjętym w stronę przyszłości, a angażowanie się w zmiany przy jednoznacznym przesadnym oglądaniu się na to, co było, jest niedorzeczne. Powyższe wskazówki są ważne dla Argentyny, ale także i innych państw. Istnieje ogromna potrzeba stworzenia na nowo niosącej nadzieję fabuły, o przyszłości pełnej możliwości. Przyszłości, która wcale nie zrywa z przeszłością, ale jest przede wszystkim motorem dla motywacji i entuzjazmu. Powinno się identyfikować potrzeby codzienne narodu – niczemu nie służą przestarzałe odpowiedzi, jeżeli pojawiają się nowe pytania.

Kolejna charakterystyczna zależność latynoamerykańskiej dysputy pokazuje, że zmiana epoki politycznej sprowokowała przemianę dzisiejszej prawicy regionalnej. M. Macri nie jest Carlosem Menemem, jak i Henrique Capriles Radonski nie naśladuje Rafaela Caldery. Również i Mauricio Rodas nie przypomina swoim działaniem Jaime Nebota. Prawica XXI wieku to już nie ta sama prawica z XX wieku, pomimo iż zahacza o wspólne wątki z przeszłości. Dziś przyjmuje kształt polityki dobrej fali, bardziej przyjaznej, wypełnionej przesadnie marketingiem oraz unikającej wszelkich konfrontacji. Teraźniejsza prawica zwiększyła swoje poparcie dzięki naciskowi na współczesne potrzeby oraz wartości takie jak „ekologizm”, „engieoizm” [3]. Konserwatyści wciąż idą na skróty, tworząc sojusze i koalicje terytorialne. Stworzyli pozorną jedność w morzu wielorodnych interesów politycznych. Jest to strategia, która za każdym razem przybiera coraz więcej poziomów, ale i daje pozytywne rezultaty.

Do powyższych kluczowych wątków należy z pewnością dodać wyniszczenie i wyeksploatowanie własnej struktury przez rząd oraz jego niekorzystny obraz, jaki przedstawiają media, ale ostatnie lata pokazują, że za obecną sytuację odpowiedzialne są głównie przyczyny ekonomiczne. Upadek cen ropy, spadek handlu światowego oraz ucisk finansów międzynarodowych. To wszystko tworzy przedpole lodowca gospodarczego, zamrażającego pozytywne spojrzenie na tę historyczną chwilę. Ponadto, coraz częściej odczuwa się napięcia i sprzeczności w jakimkolwiek procesie ekonomicznych zmian, który działa w ogromnym tempie. Dzisiejszy system „rentismo importador” daje o sobie znać w takim samym stopniu jak „rentismo exportador XX wieku [4].

Rok 2016 otwiera zatem spór pomiędzy modelami ekonomicznymi. Debata toczy się na całej linii. Każdy zaproponowany projekt zawiera program, który mógłby w jak największym stopniu spełnić współcześnie postawione zadania. W tym przypadku trzeba spełnić pewną zależność: projekty opozycyjne w Argentynie i Wenezueli muszą stać się tymi wiodącymi i „propozycyjnymi”. W Argentynie elektrowstrząsy M. Macriego już się rozpoczęły. Zaledwie kilka tygodni rządów wystarczyło, aby nie pozostawić żadnych wątpliwości co do modelu gospodarczego, który miałby być prowadzony przez prawicę Argentyny w przeciągu najbliższych lat. Stawka jest pewna: przybliżyć się do argentyńskiego rolnictwa, do kilku istniejących na rynku dużych rolniczych firm eksportowych, umożliwiając im bycie „szczęściem” Banku Centralnego z wystarczającym prawem głosu, by decydować o tym, co zrobić z dolarami w kraju. Nie tylko to, ale także w zamian za rezygnację z wolności zakupów dolarów, kraj zadłuży się nieskończenie z zewnątrz na kilka przyszłych dekad. Już mamy do czynienia z umownym końcem suwerenności i jakiejkolwiek iluzji dążenia do niezależności kraju.

Wenezuela będzie musiała podjąć w końcu decyzję podczas Zgromadzenia Narodowego, którą drogą zamierza iść. Czy jej propozycją jest zapożyczenie się u MFW, powrót do liberalizacji kursu walut, prowadzenie polityki na szkodę inwestycji społecznych, czy może dekapitalizacja państwa poprzez sprzedaż najważniejszych strategicznie aktywów. To nie jest czas na ukrywanie się czy krytykę, a wyjście z propozycjami. Wenezuela nie jest przyzwyczajona do podejmowania tak istotnych decyzji, ale musi to zrobić, by stać się silnym parlamentem.

Właściwie już dziś da się odczuć napięcie pomiędzy działaczami poróżniającymi się w kwestii projektów ekonomicznych. Każdy z nich będzie grać w otwarte karty. Chociaż proces przekształcania się systemów politycznych w Ameryce, a w szczególności w Wenezueli, już się rozpoczął, koniecznym jest poszukanie rozwiązań wewnętrznych wobec zewnętrznych restrykcji, które zupełnie nie wiążą się z neoliberalnymi regulacjami. Dla przykładu, w Wenezueli motyw państwa misyjnego został obrany jako główny mięsień gospodarczy nowego etapu politycznego. Inwestycje społeczne utworzyły nowy wszechświat ekonomiczny, który zawsze był krytykowany przez neoliberalizm. Jednak to wcale nie jest kwestia marginalna ani nieistotna – trzeba wręcz skutecznie wykorzystać ową machinę polityki publicznej, integracyjnej w sferze socjalnej. Powinna być ona wykorzystana jako mnożnikowy efekt ekonomiczny. Nowa gospodarka obracająca się wokół kwestii społecznych mogłaby stać się motorem dla przyszłości sektora produkcyjnego. Dlatego też tak ważna jest kwestia nowoczesnej polityki zamówień publicznych na rzecz nowoutworzonego szkieletu gospodarki produkcyjnej – demokratycznej i bardziej efektywnej. W Wenezueli warto byłoby zinternalizować działalności gospodarcze, wynikające z realizacji misji mieszkaniowych, edukacyjnych czy zdrowotnych.

Sytuacja wewnętrzna sprowokowała do tego, że określenie „kraj gospodarczy” w dzisiejszych warunkach zyskuje bardziej obszerne, a jednocześnie pełne zjednoczenia znaczenie. Dzięki widocznej już poprawie warunków społecznych, gospodarczych i pracowniczych, demokratyzacja konsumpcji w owych dziedzinach zaczęła wyraźnie zaznaczać silny popyt wewnętrzny. Skoncentrowanie polityki gospodarczej na zmianie modelu produkcji z korzyścią podaży wewnętrznej jest ogromnie znaczącą kwestią. Przy tym założeniu należy również skupić się na ponadnarodowym planowaniu na poziomie regionalnym, w zgodzie i współpracy pomiędzy zaprzyjaźnionymi krajami w celu odnalezienia wspólnego celu produktywnego przekształcenia się całej gospodarki latynoamerykańskiej. Jednak należy wciąż mieć na uwadze uwarunkowania geograficzne w świecie globalnego nakładania więzów na poszczególne kraje. Czasem bardziej opłacalnym może być jakakolwiek produkcja na skalę światową, przynosząca dodatnią wartość, niż produkcja wszystkich dóbr, jednak wymagająca importu jej składowych.

W tej wewnętrznej zagrywce szczególną uwagę trzeba zwrócić na opodatkowanie, gdyż stanowi ono prawdopodobnie najbardziej niezawodny sposób na to, by zrównoważyć spadek dochodów budżetowych niskimi cenami ropy naftowej. Suwerenność podatkowa w dzisiejszych czasach to najbardziej zrównoważony sposób, by osiągnąć nieodwracalne zyski. Istniej wystarczająco duże pole do manewrów, by pozyskać fundusze publiczne, zgodnie z zasadami sprawiedliwości społecznej. Dla przykładu Wenezuela podjęła pozytywny krok w tym kierunku, podejmując się korygowania wskaźnika inflacji, którą wykorzystywały duże firmy, by nie płacić podatków. Podobnie wdrożenie podatku od transakcji finansowej stanowi mechanizm uniemożliwiający unikania podatków w strefie kapitału finansowego. Polityka zerowej tolerancji wobec oszustw podatkowych jest w dzisiejszych czasach niezbędna, gdyż bezpośrednie podatki mogą w dużej mierze zasilić budżet państwa.

Oprócz powyższego wymagany jest przegląd wszystkich przepisów i regulacji prawnych, dotyczących bezpośrednich inwestycji zagranicznych w danym kraju, tak aby wszelkie dywidendy nie wracały do swoich macierzystych państw. Co więcej, trzeba poszukać sposobów, by wypracowane zyski wewnętrzne pozostały w państwie według porządku ekonomii wewnętrznej oraz by mnożyły się, dając jeszcze większe efekty. Te wskazówki nie odnoszą się jedynie do kwestii Wenezueli, a również Ekwadoru czy Boliwii. Należy znaleźć jakąś efektywną alternatywę dla dwustronnych umów inwestycji w neoliberalnych czasach. W obliczu międzynarodowych ograniczeń finansowych trzeba kłaść nacisk na czynniki przyciągające nowe inwestycje produkcyjne wedle modelu rozwojowego, budującego przyszłość kraju.

Ważną sprawą jest także bardziej efektywne wykorzystanie dewiz w postaci swoistej strategicznej akupunktury lokacji poszczególnych walut w celu zapoczątkowania rozkwitu świata ekonomii wewnątrzpaństwowej. Dlatego właśnie niedawna zmiana paradygmatu w Wenezueli jest oznaką nowego trendu. Stary mechanizm wymiany walut obcych udowadnia, że możliwość produkcji zależy wyłącznie od tych, którzy mają dostęp do dewiz (dla potrzeb importu oraz czynników produkcji) w ramach obowiązku przestrzegania pewnych kwot produkcji. Polityka kursowa wymaga rozwiązania wielu niejasnych kwestii: jak, ile, kiedy, i wreszcie, jakim podmiotom przyznać prawo do własności posiadanych przez nie wartości dewizowych, aby nadać im jak największą użyteczność i uniknąć zbytecznego ich prosperowania. Po tym zabiegu i tak wymagana byłaby analiza polityki kursu bazującej na gospodarce globalnej, w której choć wysoko ceniony jest dolar, to jednak nie można pominąć pozostałych walut, wciąż wyraźniej zaznaczających swoją pozycję w międzynarodowym handlu pieniężnym.

W geopolitycznej bitwie świata należy podkreślić ważną rolę nowopowstałych latynoamerykańskich koncernów, które mają siedziby wewnątrz państw południowoamerykańskich. Większość z nich ugruntowało swoją pozycję dzięki nagłemu przypływowi ekonomicznej passy i wciąż czerpią korzyści z neoliberalnego rozkładu polityki. Ta nowa struktura ekonomiczna (duży kapitał prywatny Ameryki Łacińskiej) daje im potencjał do kierowania ekonomią w każdym państwie Ameryki Łacińskiej wedle swojego uznania i kaprysów. To tzw. nowi aktorzy w teatrze geopolitycznym, posiadający wystarczającą siłę, by móc prowokować wojny ekonomiczne i ustalać warunki, ale i mogący pozwolić sobie na odseparowanie się od wiodącego nurtu. Firmy takie jak Vale, Cemex, Latam, Mexichem, Odebrechet, Embraer, Falabella, Femsa, Avianca, América Movil, Copa Airlines stanowią kluczowe elementy krajobrazu w geopolitycznej panoramie zarówno regionalnej jak i światowej. To one w rzeczywistości dyktują model integracji gospodarczej, obierając własną ścieżkę rozwoju ekonomicznego, gwarantującą im własną wygraną. Przebieg najbliższych miesięcy i lat będzie zależeć właśnie od ich decyzji. Podejście konformistyczne w stosunku do ich działania, to zwyczajne oddanie im w ręce nowego wielkiego sojuszu kapitału latynoamerykańskiego, potrzebującego państw narodowych, które dostosowałyby się do ich instytucji.

* * *

Wszystkie powyższe aspekty budują dzisiejszą dysputę globalnej geopolityki. Presja z zewnątrz, jak i wszelkie napięcia wewnętrzne – trudno jest obrać taką, a nie inną drogę. Punkt kulminacyjny bifurkacji jest tuż za rogiem. Trzeba przewidzieć, czy zewnętrzne restrykcje przemienią się w ograniczenia wewnętrzne. Czy może wręcz przeciwnie – niekorzystne warunki mogą posłużyć jako okoliczności do zrobienia kroku do przodu w promowaniu prawdziwej niezależności ekonomicznej. Sojusz Pacyficzny prowadzi politykę gospodarczą otwartą na świat, dającą suwerenność w strategicznych sektorach, a przy tym coraz częściej podkreśla antypolitykę społeczną. Ożywienie Strefy Wolnego Handlu Obu Ameryk (FTAA) w XXI wieku buduje siłę na wolnym handlu, rekonstruując szkielet narodowej produkcji, na którym opierały się gospodarki poszczególnych państw, niszcząc klasę wieśniaczą, generując coraz większą zależność od importu podstawowych dóbr. FTAA kieruje rozkład sił na rzecz niewielkiej grupy posiadającej władzę kosztem większości, która musi znosić trudy życia i biedę. Tu wypada wspomnieć o Mescosur czyli Wspólnym Rynku Południa, wraz z Argentyną reprezentowaną przez M. Macriego oraz o przedsiębiorczości Brazylii, coraz bardziej i bardziej naciskającej na podpisanie umowy o wolnym handlu z Unią Europejską.

Geopolityka latynoamerykańska przeżywa właśnie swoje ważne chwile i rok 2016 będzie decydujący. Unia Narodów Południowoamerykańskich (UNASUR) i Wspólnota Państw Ameryki Łacińskiej i Karaibów (CELAC) obrały ścieżkę polityczną spychając na bok wszystko to, co rzeczywiście ma walory stricte ekonomiczne (jak gdyby nie stanowiły części polityki). Przed nimi jeszcze długa droga, by osiągnąć zamierzone cele (np. Latynoamerykańska Agencja Ratingowa). Sojusz Pacyficzny nie zrezygnuje ze swoich planów neoliberalnej gospodarki globalnej. UNASUR wciąż jawi się jako wielki znak zapytania w związku ze zmieniającymi się stosunkami sił. Boliwariańska Alternatywa dla Narodów Naszej Ameryki (ALBA) w ostatnich latach utraciła dużo w kwestii regionalnego programu strategicznego. Ostatnie wydarzenia w Wenezueli będą miały kluczowe znaczenie dla przyszłości regionu. Boliwia również nie spocznie – czeka ją wiele przeszkód, wśród których najbardziej nieuchronną jest zbliżające się referendum, które może przyczynić się do reelekcji prezydenta Evo Moralesa. Nie zapominając o Ekwadorze, gdzie po zatwierdzeniu zmian konstytucji, możliwa jest reelekcja prezydentury na czas nieokreślony, nieobejmująca przypadku Rafaela Correi. Zdolaryzowany kraj przechodzi rok pełen napięcia politycznego – musi pokonać zewnętrzne przeszkody, traktując je jako restrykcje wewnętrzne. Oś nadchodzących zmian, łamiąc zasady starego neoliberalnego modelu, będącego tworem wielu różnych procesów składowych, wchodzi w etap najbardziej skomplikowany w zmieniającej się erze geopolitycznej. To era, w której ekonomia odgrywa uprzywilejowaną rolę.

Przekład: Aneta Husejko
Źródło: http://www.celag.org/apuntes-sobre-geoeconomia-desde-el-sur-2015-2016-por-alfredo-serrano-mancilla/
Fot. agenda.weforum.org

_________________________________________________
1. Aby podjąć ważną decyzję w ramach MFW, wymaga się uzyskania 85% głosów. Stany Zjednoczone dysponują 16,74% ogólnej liczby głosów; UE posiada więcej niż 30% decydującego głosu, by uzyskać prawo weta, a Chiny zaledwie 3,81%.
2. Na określenie użyto hiszpańskiego neologizm austericidio, który posiada pejoratywne znaczenie, powstałe na skutek niezadowolenia ze współczesnej polityki europejskiej.
3. Termin „oenegismo” został użyty przez wiceprezydenta Boliwii Garcíę Linera w książce, w której opisuje swoje odczucia wobec polityków rządu realizującego plan wskrzeszenia zmian ustrojowych. Według opinii G. Linera politycy ci prowadzą podwójną kampanię: z jednej strony ukazują się jako formalni i powściągali socjaliści – Ruch Socjalistyczny „MAS”, stawiając na klasę wieśniaczą, a z drugiej strony są głęboko związani z NGO i fundacjami, które, wedle autora, kreują relacje neokolonialne w stosunku do różnych organizacji socjalnych, jak i przywódców.
4. El rentismo importador i expotador oznaczają nieproduktywny system gospodarczy importu i eksportu.

Czytany 5631 razy Ostatnio zmieniany wtorek, 12 kwiecień 2016 08:50