poniedziałek, 16 czerwiec 2014 06:05

Aleksander Dugin: Drugie ciało Putina

Oceń ten artykuł
(1 głos)

w_putinx2  prof. Aleksander Dugin

Władimir Putin nie opłakiwał socjalizmu jako ideologii. Miał na myśli rozpad strategicznej całości, czyli Wielką Rosję, czy to w wydaniu prawosławno-monarchistycznego Imperium Rosyjskiego, czy to w formie bolszewickiego ZSRR. Ideologie znajdowały się na różnych biegunach, a geopolityka była z nimi tożsama. Tym samym rzucił wyzwanie unipolarnemu modelowi świata i amerykańskiej hegemonii… 

Dziś już nikt nie kwestionuje tego, że historia, wbrew prognozom Francisa Fukuyamy jeszcze się nie skończyła. Unipolarny model świata, pretendujący do roli stałego paradygmatu przyszłości, okazał się niczym więcej, jak tylko epizodem, momentem (Charles Krauthammer), który należy już do przeszłości. Żyjemy w historii, a nie po niej. Wydarzenia na Bliskim Wschodzie i w Europie, a zwłaszcza na Ukrainie, pokazują, że na świecie trwa pojedynek dwóch antagonistycznych sił. Charakter tych zmagań zmienił się z ideologicznego (kapitalizm kontra socjalizm) na międzycywilizacyjny. Te zmagania to właśnie historia, gdyż to jest ona semantyką zmienności wojny i pokoju. Wojna i pokój mają sens tylko wtedy, kiedy istnieje ich odwrotność. W świecie, w którym nie ma wojen, nie będzie pokoju, ponieważ utraci on swój sens. Zatem dopóki jest wojna, dopóty jest historia. Zatem ona istnieje, więc F. Fukuyama zbytnio się pospieszył, zresztą samemu to przyznając.

Jednym z podmiotów nowych napięć, jednym z uczestników zimnych czy gorących konfliktów, a to znaczy, jednym z aktywnych sprawców historii jest współczesna Rosja. Na początku lat 2000’ powróciła ona z zapomnienia, a ten powrót zbiegł się z epoką Władimira Putina. Objąwszy stanowisko prezydenta Rosji W. Putin naznaczył ją swoją osobą. Jednak podobny powrót wiąże się z konfliktami i nimi się mierzy. W. Putin stał się tym, kim jest po swoim zwycięstwie w drugiej kampanii czeczeńskiej. Zatrzymał, wydawało się, nieunikniony rozpad Rosji, a wygrawszy tę wojnę, znów uczynił z Rosji podmiot.

W jakimś sensie właśnie W. Putin sprzyjał temu, by koniec historii nie nadszedł, za to zakończył się unipolarny moment. Powstrzymawszy rozpad wewnętrzny, W. Putin wykreował przesłanki do likwidacji konsekwencji tego, co sam nazwał „największą katastrofą geopolityczną XX wieku” – czyli krachu ZSRR. Tu należy podkreślić słowo „geopolityczna”. W. Putin nie opłakiwał socjalizmu jako ideologii. Miał na myśli rozpad strategicznej całości, czyli Wielką Rosję, czy to w wydaniu prawosławno-monarchistycznego Imperium Rosyjskiego, czy to w formie bolszewickiego ZSRR. Ideologie znajdowały się na różnych biegunach, a geopolityka była z nimi tożsama. W. Putin mówił właśnie o geopolityce i właśnie do rekonstrukcji statusu geopolitycznego Rosji jako wielkiego mocarstwa światowego zmierzały wszystkie jego reformy.

Na początku trzeba było odbudować suwerenność: pełną kontrolę państwa nad terytoriami, następnie nad wielkimi monopolami prywatnymi, ogólnofederacyjnymi środkami masowego przekazu i nad systemem politycznym. W latach 1990’ zewnętrzna władza w kraju prawie całkowicie umocniła się, a  suwerenność rosyjska została osłabiona, jeśli w ogóle można mówić o jej istnieniu. Przywracając suwerenność i podejmując wyzwania W. Putin podwyższał stopień konfrontacji z biegunem świata unipolarnego, który usiłował przedłużyć swoją hegemonię. Po upadku ZSRR dominacja tego świata omalże nie stała się nieodwracalną rzeczywistością. Są to zjawiska bezpośrednio ze sobą pozwiązane: im Rosja silniejsza i bardziej samodzielna, tym nacisk na nią ze strony był Zachodu większy. Jednak to właśnie jest historia – konflikt między hierarchicznym instancjami: światowe mocarstwa współzawodniczą z sobą, regionalne siły między sobą, a słabsze kraje wpisują się w ramy swobody działań, które pozostają dla nich w strukturze równowagi sił wielkich graczy.

Głównym mocarstwem świata pozostają Stany Zjednoczone. Rekonstrukcja statusu Rosji przez W. Putina musiała więc zwiększyć napięcia. Rosja chciała pozostać mocarstwem światowym, a nie tylko regionalnym, jednak po katastrofie lat 1990’ bez poważnej walki, nikt na Zachodzie (przynajmniej w zachodnich elitach atlantyckich) nie miał zamiaru tego przyznawać. Powracając do historii W. Putin podwyższał więc stopień konfrontacji. Nie może być inaczej: równowaga między wiodącymi centrami siły polega na podstawach potęgi każdego z nich i nikt nigdy nie będzie patrzył spokojnie jak konkurencja wzmacnia siły. Zatrzymanie tego wzrostu i utrzymanie pod swoją kontrolą – to przecież naturalne i zrozumiałe życzenie.

W Rosji w latach 1990’ powstała elita w swojej istocie okupacyjna, działająca w interesach USA i globalistycznego Zachodu. Przyjęła ona dominującą na Zachodzie ideologię liberalizmu i zaczęła realizować prozachodnie reformy liberalne, na co naciskała Ameryka. Sens tych reform polegał na integracji Rosji z globalną siecią i jednoczesnym wyrzeczeniem się suwerenności narodowej. Elita lat 1990’  była elitą „końca historii”, gdyż liberalizm, globalizacja i „koniec historii”, a także uznanie unipolarnego świata i hegemonii Ameryki, to jedno i to samo.

Wyrzekając się suwerenności i kontynuując demontaż państwa, który rozpoczął się wraz z upadkiem ZSRR, elita ta kupowała dla siebie miejsce w elicie globalnej, jak również względny pokój, bo z pokornym niewolnikiem, który się poddał i klęczy na kolanach, nikt nie musi walczyć. Jego wola sprzeciwu i wolności zostaje złamana. Pokój (koniec historii) został kupiony za cenę samolikwidacji Rosji jako suwerennego mocarstwa światowego; w konsekwencji także regionalnego. Dlatego też, po likwidacji ZSRR i wstąpieniu niektórych krajów wchodzących wcześniej w jego skład, do strefy bezpośredniej kontroli Zachodu (NATO), następnym punktem planu był rozpad samej Rosji.

W. Putin przybył spoza owej elity nie na fali rewolucji, lecz taktycznej, „kosmetycznej’ strategii politechnicznej, mającej na celu pozostanie przy władzy elity rządzącej. Pewna dawka „patriotyzmu’ była niezbędna, by zachować kontrolę nad rozpadającym się i pogrążającym się w chaosie państwem. W. Putin nie mógł pojawić się w lepszym momencie. Jednak oszukał oczekiwania tych, którzy na początku go popierali, ponieważ potraktował swoją misję zbyt poważnie i na serio zabrał się do metodycznego przywracania niepodległości. Tu właśnie rozpoczyna się powrót Rosji do historii. Tego jednak nikt pośród ówczesnej elity nie spodziewał się. Najbardziej konsekwentni zwolennicy liberalizmu i Zachodu, agenci wpływu „końca historii” sformowali więc „piątą kolumnę”, rozpoczynając bezpośrednią konfrontację z W. Putinem.

Tymczasem rosyjski przywódca konsekwentnie podążał swoją ścieżką, zaczynając od pacyfikacji Czeczenii oraz realizując swoją politykę na wszystkich pozostałych kierunkach. Z każdym krokiem zmierzającym w stronę odbudowy i wzmocnienia realnej suwerenności Rosji, rosły napięcia w stosunkach z Zachodem i agresywną „piątą kolumną” w samej Rosji, jawnie działającą w interesach Zachodu. To napięcie i ta agresja nie są przypadkowe – to jest właśnie historia, w której główną zasadą jest para wojna-pokój. Putin wybrał pokój, lecz nie za cenę niewolnictwa. Bądźmy szczerzy, faktycznie wybrał wojnę. Nie za wszelką cenę, ale „w ostateczności”. To wystarczyło, by sytuacja uległa zaognieniu.

Znalazło to odzwierciedlenie w teorii świata multipolarnego i w walce o integrację poradzieckiej przestrzeni, które stały się znaczącymi cechami Putinowskiej geopolityki. Dawał on do zrozumienia: Rosja jest biegunem świata multipolarnego i tylko taka – jako suwerenne mocarstwo – ma sens. Lecz było to, jak rzucenie wyzwania unipolarnemu światu i amerykańskiej hegemonii. Oznacza to, że W. Putin był świadomy, iż doprowadzi do eskalacji relacji międzynarodowych. Jest to obiektywna cena za powrót do historii.

Co więcej jest to powrót do historii jako wkroczenie w pole wojny i pokoju, gdzie zawsze istnieje egzystencjalny wybór: być albo nie być. Niewolnik nie wybiera losu, nie ma prawa ani do wojny, ani do pokoju. Człowiek wolny zawsze ryzykuje. Wspaniale opisuje to Georg Wilhelm Friedrich Hegel w „Fenomenologii ducha”. Panem jest ten, kto rzuca wyzwanie śmierci, a tym samym wchodzi do strefy życiowego ryzyka. Niewolnikiem zaś ten, kto tego ryzyka unika. Na poziomie państw jest tak samo. Wolność jest brzemienna w wojnę. Paniczny strach przed wojną prowadzi do niewolnictwa.

Elity rosyjskie lat 1990’ wybrały dla siebie rolę nadzorców: ogłosiły się dobrowolnymi dozorcami ludności na podstawie mandatu udzielonego przez centrum unipolarnego świata. Była to kolonialna elita oligarchów: pokój dla mas w zamian za niewolnictwo, a dla samej elity – status poganiaczy rosyjskiego bydła, usługujących Waszyngtonowi. To podejście teoretycznie było uzasadniane przez liderów oligarchatu od Borysa Bieriezowskiego do Michaiła Chodorkowskiego i wprowadzone w życie. W. Putin ten system złamał i tym samym wszedł na niebezpieczna drogę do wolności.

Droga ta miała trzy kamienie milowe: druga kampania czeczeńska, wojna z Gruzją w 2008 r. i obecny dramat na Ukrainie (ponowne przyłączenie Krymu i bitwa o Noworosję). W każdym z tych kluczowych momentów, w których następowało pogodzenie się z rzeczywistością (reality check), aż do Noworosji, W. Putin wciąż zwyciężał, poszerzając strefę wolności, lecz jednocześnie podwyższał stopień ryzyka konfrontacji. Krym był ostatnią linią, za którą prawdopodobieństwo wojny doszło do „czerwonej linii”.

Właśnie tu się teraz znajdujemy: w bitwie o wolność i suwerenność doszliśmy do decydującej linii. Do niej doprowadził nas W. Putin w swojej walce o Rosję. Na każdym etapie poziom naszej niezależności wzrastał, lecz równolegle rosło ryzyko egzystencjalne.

Tu należy zastanowić się, jaką treść zawierają terminy „suwerenność” i „suwerenny”. Według niemieckiego filozofa Carla Schmitta suwerenny jest ten, kto w nadzwyczajnych okolicznościach podejmuje decyzje. Nadzwyczajne okoliczności oznaczają, że działanie ściśle i jednoznacznie nie jest określone ani przez prawo, ani przez praktykę, ani przez historyczne precedensy. Podejmujący decyzję w takich okolicznościach zawsze działają jakby na nowo, opierając się tylko na samych sobie – swojej woli i rozumie, jako że gotowych rozwiązań po prostu nie ma. To właśnie jest wolność: ceną za nią są śmierć i wojna. Dlatego ten, kto wzmacnia suwerenność, zwiększa jednocześnie ryzyko życia – zarówno swojego, jak i całego społeczeństwa.

W. Putin jest suwerenny w takim stopniu, w jakim podejmuje decyzje właśnie w takich, nadzwyczajnych okolicznościach. Takie okoliczności stanowiły wybuchy domów w Moskwie w 1999 r. i rajd Szamila Basajewa na Dagestan, ostrzał Cchinwali w 2008 r. przez wojska Micheila Saakaszwilego i przewrót państwowy w Kijowie w lutym 2014 r. Za każdym razem rzucano Rosji wyzwanie: bezpośrednia reakcja na nie groziła wojną, zignorowanie – niewolnictwem. Stawka rosła: na początku chodziło o Rosję jako jedną całość w jej granicach, następnie o interesy Rosji w Północnym Kaukazie i w końcu cień ludobójstwa zawisł nad rosyjską ludnością zamieszkującą Ukrainę.

Za każdym razem W. Putin podejmował wyzwanie jako nosiciel suwerenności. Tym samym rozszerzał historyczne pole działania Rosji, odbudowywał jej potęgę i wolność, lecz także zwiększał stopień konfrontacji z Zachodem. Równocześnie zwiększał się jego antagonizm z elitą lat 1990’, która powoli, acz niezmiennie traciła swoje pozycje. Nastąpił podział tej elity namiestników (agentów „końca historii”) na dwa segmenty: „piątą kolumnę”, jawnie występująca przeciw W. Putinowi i jego suwerennym reformom oraz „szóstą kolumnę”, wciąż jeszcze uznającą W. Putina, ale usiłującą przekształcić jego działania i instrukcje w duchu liberalno-unipolarnym. Gdy to się nie udawało, po prostu je sabotowała. „Piąta kolumna” była uzupełniana przez „szóstą”, stopniowo wypieraną z centrum na peryferie.

Na Krymie ten proces osiągnął punkt kulminacyjny. Zaaprobowawszy połączenie Krymu z Federacją Rosyjską W. Putin rozpoczął finałową rundę konfrontacji: jeśli uda mu się dopiąć swego w ukraińskim dramacie, świat przestanie być unipolarny, hegemonia amerykańska runie i Rosja ostatecznie i bez odwrotu powróci do historii. Będzie to oznaczać, że jesteśmy wolni, suwerenni i znów stanowimy wielkie mocarstwo. To jednak znaczy także, że ryzyko wojny światowej wzrośnie: przypomnijmy znowu – historia to ryzyko i egzystencjalny wybór.

I tu doszliśmy do Noworosji. W istocie to, czego wcześniej dokonał W. Putin, już podpowiada logikę: w każdej nowej sytuacji stawką jest wszystko. Nie możemy zachować poprzedniego stanu rzeczy, nie umocniwszy się w kolejnym, następującym po nim. Wystarczy tylko przerwać bitwę o Noworosję, a znów pojawi się kwestia Krymu, a następnie Osetii Płd., Abchazji i samej Rosji. Takie są prawidła geopolityki: kto nie odpowiada na wyzwanie, ten przegrywa nie tylko wtedy, ale traci to, co zdobył wcześniej. I za każdym razem ryzykując wojnę albo przez wojnę.

Dlatego Noworosja – to dziś imię Rosji. Jeszcze jeden straszny wybór, przed którym stanie W. Putin, jeśli chce zachować suwerenność i swoją, i Rosji. Decyzja suwerennego przywódcy jest zakorzeniona w jego wolności. Na tym to polega, że nikt nie może zrobić tego za niego. Jeśli W. Putin jest suwerenny, żadne względy nie mogą przechylić szali w tę czy inną stronę.

W. Putin znajduje się teraz w nadzwyczaj trudnej i ryzykownej sytuacji. W zasadzie dwa rozwiązania już są. „Szósta kolumna” z jego najbliższego otoczenia, w obliczu szalonego ryzyka wolności, wybiera zdradę i powrót na poprzednie pozycje. Popychają tych ludzi kuratorzy zza oceanu: bezpośrednio i pośrednio (wprowadzając sankcje wobec rosyjskiej własności za granicą i grożąc jeszcze surowszymi środkami ). Waszyngton i Bruksela liczą na bunt elit przeciw W. Putinowi, na wszelkie sposoby zawyżając ryzyko, nakłaniając go wszelakimi argumentami, by zatrzymał się na Krymie i poddał Noworosję. To rozwiązanie – ratunek dla wszelkiej agentury Zachodu w rosyjskim przywództwie. Jednak będzie ono również oznaczać koniec suwerenności Rosji i samego W. Putina.

Dlatego patrioci, także w otoczeniu Putina, przyjmują drugie rozwiązanie, wybierając suwerenność, wolność, ale i zwiększają ryzyko konfrontacji. Zrozumiałym jest, że „szósta kolumna” ryzykuje: jeśli W. Putin nie będzie miał wątpliwości, że działa ona w interesach Zachodu, konsekwencje będą surowe (szczególnie jeśli wygra opcja patriotów). Jednak za plecami „szóstej kolumny” stoi Ameryka i Zachód, dlatego jeśli coś będzie nie tak, wszyscy mają nadzieję, że jakoś w ostatnim momencie uda się im umknąć. Patrioci także ryzykują: jeśli sprawy w Noworosji przyjmą zły obrót, pierwszymi ofiarami nowego „odskoku” w stronę Zachodu staną się właśnie oni – ci, którzy popychali W. Putina do zwiększenia stopnia suwerenności, a tym samym do ryzyka bezpośredniej konfrontacji. Tym bardziej, że nie mają dokąd uciec. Lecz najbardziej ryzykuje sam W. Putin, ponieważ do niego należy ostanie słowo: właśnie to słowo będzie decydujące.

To właśnie jest podstawowym tematem naszego artykułu. Kim jest W. Putin – figurą, która ma podjąć decyzję? Tak, kolektywny W. Putin jako suma różnokierunkowych wektorów coraz bardziej rozbieżnych – patriotycznego i liberalnego. Istnieje też indywidualny W. Putin, jako człowiek z określoną biografią i psychiką. Ale i jeden, i drugi to zaledwie części bardziej złożonej struktury Suwerena.

By lepiej zrozumieć tę strukturę, możemy odwołać się do pracy Ernsta Kantorowicza „Dwa ciała króla”. W średniowieczu istniała teoria, że monarcha, oprócz zwykłego indywidualnego ciała, posiada jeszcze jedno ciało – „mistyczne”. Gdyby oderwać tę koncepcję od wyobrażeń religijnych, moglibyśmy powiedzieć, że „drugie ciało” to społeczno – polityczna funkcja Monarchy jako wyższego horyzontu wszystkich pozostałych składowych, włączając indywiduum i sytuacyjną równowagę celów i interesów wewnątrz społeczeństwa, elit i wpływowych klanów. Właśnie to „drugie ciało” jest instancją, w której suwerenność jest zakorzeniona. To punkt panowania, który już w niczym nie zależy do pierwszego ciała. Na poziomie tego drugiego – „politycznego” – ciała podejmowana jest decyzja.

Suwerenny jest ten władca, który posiada to drugie ciało. Władza tego, kto go nie ma, albo ma je słabo rozwinięte, sprowadza się do wypadkowej obiektywnych czynników, w tym indywidualnych i psychologicznych. Kto dysponuje tym drugim ciałem, ma jeszcze coś ponadto – królewską tajemnicę, misterium władzy. Właśnie ona, według średniowiecznych doktryn prawnych była podstawą legitymizacji króla. Król ma legitymację, jeśli dysponuje drugim ciałem – jest wtedy suwerenny. Jeśli go nie posiada, w ostatecznym rozrachunku jest uzurpatorem. Rola władcy w historii to kwestia akurat związana z instancją „drugiego ciała”. Właśnie ono jest suwerenne i działa na poziomie procesu historycznego.

W tym drugim ciele W. Putina skoncentrowana jest sama Rosja, jej los, kwintesencja jej bycia. W Bizancjum podobna teoria mówiła o Imperatorze jako zewnętrznym biskupie Cerkwi, czyli jako świętej figurze, w którą inkarnuje się punkt przecięcia się religijno-duchowego (niebiańskiego) i władczo-politycznego (ziemskiego) początku. Ziemska władza monarchy sama w sobie nie jest tylko sumą trosk ziemskich: to władza Nieba nad Ziemią, ducha nad materią. Drugie ciało króla jest zatem widzialną pieczęcią ducha. To jest spójne z tym, co mówi G. Hegel, dla którego Pan jest nosicielem ducha, a ostatecznie Ducha Absolutnego.

Dlatego drugie ciało W. Putina – to ciało rosyjskie, w nim żyje duch Rosji jako Państwa, narodu, cywilizacji. Teraz temu duchowi rzucono egzystencjalne wyzwanie. Decyzje zostały sformułowane. „Szósta kolumna” proponuje następujący „łańcuszek” logiczny: jeśli oddamy Noworosję, zatrzymamy Krym, Rosję i władzę; jeśli natomiast wprowadzimy wojska (w tej czy innej formie), stracimy i Krym, i Rosję, i władzę. Patrioci myślą odwrotnie: gdy oddamy Noworosję, stracimy Krym, potem Rosję, a później władzę; gdy wprowadzimy wojska, utrzymamy Krym, wzmocnimy Rosję i władzę. Po przyjęciu tej lub innej koncepcji nastąpi odpowiednio: albo „oczyszczenie” z patriotów i „odskok” ku erze lat 1990’ , albo ostateczne przemieszczenie „szóstej kolumny” do statusu „piątej” i pełnowartościowy (choć zawsze ryzykowny!) rosyjski Renesans.

Lecz jakie rozwiązanie zostanie wybrane i właściwie jaką drogą dalej pójdzie Rosja, zależy dziś tylko i wyłącznie od samego W. Putina. A dokładniej od jego „drugiego ciała”, w którym koncentruje się tajemnica suwerenności, misterium władzy, źródło prawdziwej i głębokiej prawowitości. Wpłynąć na tę Decyzję, w której mieści się być, albo nie być – nie w wymiarze osobistym albo grupy ludzi, ale w wymiarze kraju, więcej – całej cywilizacji, porządku świata, nie może nikt.

Tylko teraz dawne i tysiąc razy powtarzane pytanie: kim Pan jest, Panie Putin? – nabiera naprawdę miary fatalnej, nieuniknionej. To pytanie nie do W. Putina jako indywiduum, i nie do W. Putina jako zbiorowego miana elitarnych grup, ale do jego drugiego ciała, politycznego, a nawet mistycznego, w którym zbiegają się linie wolności, losu i historii, a to oznacza klucze do wojny i pokoju.

Tłumaczenie: Maria Walczak
Źródło: http://evrazia.org/article/2536

Czytany 5182 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 30 październik 2014 00:04