sobota, 26 wrzesień 2015 06:18

Adam Gwiazda: Uchodźcy burzą zjednoczoną Europę

Oceń ten artykuł
(12 głosów)

prof. dr hab. Adam Gwiazda

Od kilku miesięcy Unia Europejska jest celem wzmożonego napływu uchodźców, wśród których spora część, jeśli nie większość, to migranci ekonomiczni, poszukujący dla siebie lepszych warunków życia i pracy. Ponad pół miliona emigrantów przekroczyło od stycznia do połowy września br. granice UE i przy utrzymaniu dotychczasowego tempa tego napływu ich liczba zwiększy się przy końcu 2015 r. do miliona. Obecny kryzys „imigracyjny” jest już drugim w tym roku, po kryzysie w strefie euro, z jakim władze Unii nie bardzo potrafią sobie poradzić. Jest to też swoisty test dla europejskiej tożsamości i solidarności.

Należy przypomnieć, że międzynarodowe migracje ludności trwały od zarania dziejów naszej cywilizacji. Uległy one ogromnemu nasileniu pod koniec XIX wieku i w XX wieku. W tym ostatnim stuleciu miejsce swojego stałego pobytu zmieniło ok. 100 mln osób, z czego w Europie ok. 50 mln [1]. Na początku bieżącego stulecia około 175 mln ludzi (2,9% ogółu populacji świata) mieszkało poza krajem swojego urodzenia, a w 2008 r. takich imigrantów było ok. 209 mln, co stanowiło także 3% ogółu populacji świata [2]. Proporcje te nie uległy w następnych latach większej zmianie.

Spore trudności sprawia kwestia precyzyjnego rozróżnienia uchodźców ubiegających się o azyl od migrantów ekonomicznych. Tych pierwszych i drugich jest obecnie więcej niż w okresie kilku lat po zakończeniu II wojny światowej. Podobnie, jak i w przeszłości, masowe międzynarodowe migracje ludności były i są wynikiem takich czynników jak wojny, prześladowania polityczne i religijne, demontaż tradycyjnych państw, łamanie praw człowieka, niszczenie środowiska naturalnego, kataklizmy i niewydolność systemów gospodarczych, czemu towarzyszy bieda i brak perspektyw życiowych, a także powiększające się nierówności dochodowe między krajami bogatymi i biednymi. Trudno na to liczyć, że kiedykolwiek zostaną „wyeliminowane” wszystkie wymienione czynniki powodujące masowe przemieszczanie się ludności w skali regionalnej i globalnej. Migracje ludności, zarówno w obrębie danego kraju (ze wsi do miast), jak i regionu (Europy) czy w skali całego świata były i pozostaną zjawiskiem trwałym. Wiele państw gospodarczo wysoko rozwiniętych, mających niekorzystną sytuację demograficzną (starzejące się społeczeństwa i niski przyrost naturalny ludności) będzie poniekąd zmuszonych do „zapraszania” do siebie imigrantów z biedniejszych krajów świata, gdzie nadal jest więcej ludzi młodych, aniżeli starszych. Wobec kurczenia się w tych pierwszych krajach, także Europy Zachodniej, zasobów ludzi zdolnych do pracy, nie będzie można w najbliższych kilkunastu latach utrzymać dotychczasowego tempa rozwoju gospodarczego i poziomu dobrobytu bez napływu ludzi w wieku produkcyjnym z innych krajów. Tym samym można było oczekiwać, że poszczególne kraje zachodnie dokonają dalszej liberalizacji swojej polityki imigracyjnej, aby ułatwić „napływ” potrzebnych pracowników.

Bariery dla imigrantów

Tymczasem w wielu krajach, nie tylko zresztą zachodnich, przeważają obawy przed napływem imigrantów, szczególnie z krajów muzułmańskich. Dlatego też rządy tych państw nie liberalizują, lecz zaostrzają swoją politykę imigracyjną. Nasilający się od paru ostatnich lat „szturm” migrantów na Europę przyczynia się m.in. do zwiększenia poparcia dla partii skrajnie prawicowych, takich jak francuski Front Narodowy czy Wolnościowa Partia Austrii. Różnego rodzaju „bariery” dla masowej imigracji , także w ramach UE, wprowadziły w latach 2013–2014 niektóre kraje europejskie, co stoi w sprzeczności z zasadą swobodnego przepływu osób między krajami członkowskimi tej organizacji. Politycy poszczególnych partii nacjonalistyczno-prawicowych składają różne propozycje zmian w dotychczasowej polityce imigracyjnej ich państw. Projekty tych zmian wymierzone są w zarówno imigrantów mieszkających już w tych krajach, jak również w potencjalnych imigrantów.

Przykładem może być referendum w Szwajcarii w sprawie ograniczenia imigracji, które zostało rozpisane na wniosek Szwajcarskiej Partii Ludowej (SVP) o profilu liberalno-prawicowym. Za wprowadzeniem limitów dla imigrantów w 2014 r. głosowało 50,3% uczestników referendum, a przeciwko nim 49,7% [3]. Mimo że różnica między zwolennikami i przeciwnikami wprowadzenia tych ograniczeń wyniosła niecałe 30 tys. głosów, to jednak rząd Szwajcarii będzie musiał w ciągu trzech najbliższych lat renegocjować 10 umów z UE z 1999 r., m.in. także w sprawie swobodnego przepływu osób lub je anulować. Nie bardzo wiadomo, w jaki sposób rząd Szwajcarii wprowadzi w ciągu tych lat roczne kontyngenty dla obcokrajowców, którzy będą chcieli podjąć pracę w tym kraju. Sprawy te nie zostały sprecyzowane, podobnie zresztą jak nie przeprowadzono przed referendum szacunkowej kalkulacji kosztów i strat, które niewątpliwie poniesie Szwajcaria po wprowadzeniu w życie kontyngentów dla potencjalnych imigrantów. Okazuje się bowiem, że jeżeli państwo to faktycznie ograniczy swobodę przepływu osób, Unia ma prawo zerwać wszystkie porozumienia, korzystając z klauzuli gilotyny, która przewiduje taką możliwość na wypadek złamania choćby jednej z nich. Tak więc zerwanie przez UE wspomnianych 10 umów oznaczałoby dla Szwajcarii katastrofę, bowiem umowy te regulują wiele zagadnień, od sprzedaży żywności przez lotnictwo cywilne po naukę. Ponadto do krajów Wspólnoty trafia 60% szwajcarskiego eksportu, a swoboda przepływu osób umożliwiła 450 tys. Szwajcarom na podjęcie pracy w krajach Unii.

Podobne ksenofobiczne postawy wobec imigrantów zaczynają przeważać także w Niemczech i do niedawna bardzo liberalnie „nastawionej” wobec imigrantów Wielkiej Brytanii. Z badań ankietowych przeprowadzonego na początku 2014 r. przez niemiecką „Deutsche Welle” wynika, że gdyby Niemcy mogli, tak jak Szwajcarzy, wziąć udział w referendum na temat celowości wprowadzenia limitów, regulujących napływ imigrantów zarobkowych do RFN, to jego wyniki byłyby prawie takie same. W Niemczech za takim rozwiązaniem opowiedziało się 48% uczestników ankiety „Deutsche Welle”, a 46% było temu przeciwnych. Wyniki tej ankiety potwierdzają fakt, że nieznaczna większość mieszkańców Niemiec także opowiada się za ograniczeniem masowej imigracji. „Deutsche Welle” Natomiast tylko 3% ankietowanych nie miało w tej sprawie żadnego zdania. Inne nastawienie wobec imigrantów reprezentują poszczególne partie polityczne. Przykładowo za ograniczeniem liczby imigrantów opowiedziało się aż 84% członków i sympatyków populistycznej partii Alternatywa dla Niemiec (AfD), reprezentującej stanowisko eurosceptyczne i nacjonalistyczne. Wśród zwolenników partii CDU i CSU za wprowadzeniem limitów dla imigrantów opowiedziało się 51% respondentów. Jak można było tego oczekiwać, za pełną swobodą przepływu osób UE są członkowie, sympatycy i elektorat partii Zielonych. Tylko 29% osób z tej grupy jest zdania, że napływ imigrantów zarobkowych do Niemiec powinien być limitowany [4].

Powyższe dane świadczą o pogarszającym się klimacie dla międzynarodowych migrantów, w tej liczbie także dla osób poszukujących dla siebie pracy i lepszych warunków życia w ramach UE czy też Europejskiego Obszaru Gospodarczego. Dzieje się tak w sytuacji, w której utrzymuje się także dosyć wysoka dynamika wyjazdów do bogatszych krajów zachodnioeuropejskich z biedniejszych krajów Europy Środkowo-Wschodniej, w tym także z Polski. Dane zawarte w tabeli 1 ilustrują wielkość napływu imigrantów do wszystkich krajów UE na początku ubiegłego roku oraz ich procentowy udział w ogólnej liczbie mieszkańców danego kraju.

Tabela 1. Imigranci w Unii Europejskiej w 2014 roku (stan na 1 stycznia 2014 roku)

tabela_imigranci01.JPG

Źródło: Eurostat.

Pod względem tego ostatniego wskaźnika najwięcej imigrantów było w 2014 r. w Luksemburgu (45,3% ogółu ludności tego kraju), na Cyprze (18,6%), na Łotwie (15,2%), w Estonii (14,8%), w Austrii (12,4%, Irlandii (11,8%), Belgii (11,3%), Hiszpanii (10,1%). Natomiast najwięcej imigrantów było w ubiegłym roku w Niemczech (7,1 mln), Wielkiej Brytanii (5,5 mln), Włoszech (4,9 mln), Hiszpanii (4,7 mln) i Francji (4,15 mln). W Polsce było ich zaledwie 101 tys., co stanowiło tylko 0,3% ogółu mieszkańców naszego kraju. Kwestią otwartą pozostaje jednak sprawa utrzymania w najbliższej przyszłości homogenicznej struktury ludności naszego kraju. W sytuacji ogromnego napływu imigrantów do krajów UE i przydzielania krajom członkowskim przez władze unijne kwot imigrantów, których powinno się przyjąć, może dojść do dalszego zaostrzenia polityki imigracyjnej. Polityka ta, a także narastające niechętne postawy mieszkańców krajów Unii wobec uchodźców i imigrantów z pewnością nie będzie sprzyjać międzynarodowym migracjom ludności. Może też doprowadzić do ograniczenia swobody podróżowania w ramach Unii Europejskiej i okresowo zawieszenie obowiązywania przepisów układu z Schengen. Coraz więcej bowiem krajów bogatych nie chce i nie będzie chciało dzielić się swoim bogactwem, w tym szczególnie dostępnymi świadczeniami socjalnymi z imigrantami. Należy więc liczyć się z zaostrzeniem konkurencji w skali globalnej o miejsca do lepszego życia. Dotyczy to także emigrantów z Polski, którzy będą konkurować o miejsca pracy z innymi migrantami poszukującymi dla siebie pracy i lepszych warunków życia w krajach bogatszych i lepiej zarządzanych.

Między współczuciem dla uchodźców a strachem wobec obcych

Wielu mieszkańców krajów UE coraz bardziej krytycznie odnosi się do unijnej polityki wobec szturmujących Europę od paru miesięcy uchodźców. W debatach na temat przyczyn obecnego najazdu imigrantów na Europę przeważają jednak emocje, a nie rzeczowe argumenty. Wiele publikacji podaje mrożące w żyłach fakty o warunkach podróżowania uchodźców, epatując ich krzywdą i nieszczęściem, aby skłonić i rządy i mieszkańców krajów UE do większej pomocy. W tym celu dobierane są odpowiednie fakty, dane liczbowe i fotografie, nawet te, które – jak w przypadku syryjskiego chłopca, który rzekomo utopił się – okazują się mistyfikacją [5]. Z jednej strony w wielu publikacjach akcentuje się humanitarne aspekty obecnego eksodusu uchodźców z Syrii, Iraku, Libii, Afganistanu i z innych krajów, a z drugiej podsyca strach i wrogość wobec muzułmanów. Temu ostatniemu sprzyja ekspansja Państwa Islamskiego oraz negatywne doświadczenie z integracją muzułmańskich imigrantów w ogromnej większości krajów UE. Skoro bowiem do tej pory kraje te nie poradziły sobie z problemem integracji i asymilacji tych imigrantów, to jaki system integracji trzeba będzie – jeśli w ogóle okaże się to wykonalne – wprowadzić w życie w sytuacji ich wzmożonego napływu do Europy?

Nawet bardzo współczujący uchodźcom mieszkańcy krajów UE nie potrafią zrozumieć, dlaczego ich rządy udzielają często większego wsparcia obcym etnicznie i religijnie imigrantom z innych krajów aniżeli lokalnym, europejskim mniejszościom narodowym. Obawiają się utraty swojej tożsamości narodowo-kulturowej i miejsc pracy. Znaczna ich część zgadza się, że prześladowanym w Syrii, Iraku, Afganistanie, Libii i innych krajach uchodźcom należy się pomoc ze strony poszczególnych krajów i społeczności międzynarodowej. Jednak brak jest powszechnej, w ramach całej Unii, zgody w odniesieniu do ponoszenia przez poszczególne kraje kosztów tej pomocy. Czy liczba imigrantów, jaką poszczególne kraje mogłyby przyjąć, zależeć ma od stopnia ich rozwoju gospodarczego mierzonego wskaźnikiem PKB per capita, który jest zresztą dosyć niedoskonałym miernikiem zamożności danego społeczeństwa? A może kosztami tej pomocy należy obarczyć głównie te kraje, które pośrednio lub bezpośrednio doprowadziły do wojny domowej w Libii, Syrii oraz powstania Państwa Islamskiego, a także do wybuchu innych konfliktów lokalnych?

Inną kwestią budzącą również duże kontrowersje jest zdolność „absorpcyjna” poszczególnych krajów UE do przyjęcia określonej liczby uchodźców (imigrantów). Czy możliwości te maja wyznaczać arbitralnie władze Unii w formie przydzielonych „kwot imigracyjnych”? Obecna bowiem fala uchodźców każe zastanowić się czy i ile Europa oraz poszczególne kraje tego regionu będą w stanie przyjąć imigrantów-uchodźców bez przetrzymywania ich w obozach czy też bez spychania ich do gett i skazywania na „marną” egzystencję. W połowie września br. wicekanclerz Niemiec Siegmar Gabriel stwierdził, że jego kraj może przyjąć i „jakoś” zintegrować 800 tys. ludzi i od razu dodał, że „to się nie może co roku powtarzać” [6].

Należy zaznaczyć, że rząd Niemiec od pewnego czasu domaga się pomocy nie tylko od innych krajów unijnych, lecz także o Stanów Zjednoczonych w rozwiązywaniu problemu uchodźców napływających do Europy głównie z Syrii, Iraku i Afganistanu oraz krajów Afryki Północnej, wśród których, korzystając z okazji, jest wielu migrantów ekonomicznych, z takich krajów jak m.in. Albania, Serbia i Kosowo [7]. Jest rzeczą więcej niż prawdopodobną, że przy utrzymaniu się dotychczasowego napływu imigrantów sama Europa nie będzie w stanie, bez pomocy innych państw, poradzić sobie z tym napływem. I to nawet niezależnie od podejmowanych doraźnie środków i zwiększania poszczególnym krajom członkowskim UE kwot „imigracyjnych” nakazujących przyjmowanie przez poszczególne kraje UE określonej liczby migrantów w imię różnie pojmowanej „solidarności europejskiej”.

Nasilający się napływ uchodźców i migrantów ekonomicznych nie wzmacnia tej solidarności. Imigranci coraz bardziej dzielą Europę. Trudno bowiem nie zauważyć, przy całym współczuciu dla poszukujących „nowego domu” uchodźców i migrantów ekonomicznych, że ogromna większość z nich nie chce się schronić na pewien okres w bezpiecznym kraju, lecz dostać się do takiego państwa, które zapewni im przyzwoite warunki bytowe.

Najlepsze oferują Niemcy i dlatego nie ma się co dziwić, że większość uchodźców ubiegających się o azyl polityczny stara się dostać za wszelką cenę właśnie do tego kraju. Potwierdza to m.in. liczba azylantów, którzy w ubiegłym roku przybyli do Niemiec (zob. tab. 2).

Tabela 2. Wnioski o azyl złożone w 2014 roku w wybranych krajach

tabela_imigranci02.JPG

Źródło: UNHCR.

Natomiast bogate Stany Zjednoczone nie przyznają żadnych zasiłków uchodźcom ubiegającym się o azyl polityczny i w tym kraju osoby te muszą czekać minimum 6 miesięcy, a w praktyce znacznie dłużej, na uzyskanie pozwolenia na pracę. W Szwecji takie pozwolenie otrzymują natychmiast po przybyciu do tego kraju, natomiast na Węgrzech mogą je uzyskać dopiero po 9 miesiącach, w Wielkiej Brytanii po 12 miesiącach, a w Niemczech po 3 miesiącach pobytu. Także pod względem wysokości zasiłku przyznawanego każdemu dorosłemu uchodźcy Niemcy wyraźnie przodują oferując do niedawna aż 374 euro. Stąd m.in. tak duża atrakcyjność tego kraju, także wśród „uchodźców” takich krajów, gdzie nie ma wojny domowej, jak Serbia, Kosowo i Albania, gdzie średnia, miesięczna płaca dla tych szczęśliwców, którzy maja pracę wynosi ok. 200 euro.

Tabela 3. Czego mogą oczekiwać w wybranych państwach uchodźcy ubiegający się o azyl? (dane dla 2014 roku)

tabela_imigranci03.JPG

Źródło: UNHCR 2014 Report, cyt. wg. „The Economist” 29.08-4.09.2015, s. 23.

Jak pokazują to najnowsze wydarzenia na unijnych granicach nawet najbardziej „szczodre” dla uchodźców państwo nie będzie w stanie przyjąć narastającej fali uchodźców i migrantów ekonomicznych. Stąd nasilone nieco desperackie poszukiwania „nowej” unijnej polityki imigracyjnej, a także różne koncepcje rozłożenia kosztów przyjmowania imigrantów na wszystkie kraje UE.

Improwizowane środki zaradcze

Dotychczasowe środki podejmowane przez poszczególne kraje unijne i władze Unii przypominają desperackie próby „poradzenia sobie” z ogromnym napływem imigrantów, wśród których większość to nie uchodźcy, lecz ludzie szukający w Europie lepszych dla siebie warunków życia i pracy. Poszczególni publicyści obwiniają za ten stan rzeczy, w zależności od swojej afiliacji, niektóre mocarstwa, które przyczyniły się do destabilizacji wielu państw na Bliskim Wschodzie i w Afryce, a także samą Unię. Wskazują głównie Niemcy, które „zaprosiły” niedawno do siebie uchodźców. Jak bowiem inaczej można sobie wytłumaczyć zmianę przez rząd Niemiec unijnej zasady mówiącej o tym, że uchodźca czyli osoba mająca prawo do uzyskania azylu, nie musi występować o azyl w pierwszym kraju UE, do którego dotarła? Władze Niemiec 24 sierpnia br. otworzyły właśnie granice swojego państwa dla wszystkich uchodźców. Każdego dnia możemy m.in. w wyniku zmiany tego prawa, obserwować na ekranach swoich telewizorów dantejskie sceny rozgrywające się do niedawna na dworcach w Budapeszcie i Wiedniu, a obecnie głównie na granicy Serbii z Węgrami i Chorwacją. Każdy z imigrantów chce dostać się za wszelką cenę do bogatych krajów Unii, a nie ubiegać się o azyl w pierwszym, bezpiecznym kraju, do którego udało mu się dotrzeć. Jednak w ostatnich paru tygodniach Niemcy, bardziej gościnne wobec imigrantów, niż inne kraje Unii, zmieniły swoją politykę wobec przybyszów z innego kręgu kulturowo-religijnego. Coraz bowiem większa część Niemców nie chce już być „więźniami” swojej historii z okresu II wojny światowej i nie stara się tak hojnie jak do niedawna pomagać napływającym do nich cudzoziemcom. Zresztą nie tylko Niemcy, lecz większość Europejczyków ma negatywne nastawienie do przybyszów spoza Unii Europejskiej. Wyjątkiem jest tu jeszcze tylko Szwecja, gdzie aż 66% społeczeństwa ma pozytywny stosunek do uchodźców (ale niekoniecznie imigrantów zarobkowych).

Natomiast do unijnych krajów, gdzie większość społeczeństwa ma jednak negatywny stosunek do uchodźców należą m.in. „walcząca” obecnie z ich napływem Chorwacja i Czechy, gdzie aż 81% społeczeństwa nie wpuściłoby imigrantów do swojego domu (a raczej kraju). W Polsce taki negatywny stosunek do uchodźców ma 63% społeczeństwa, w Niemczech 54%, w Austrii 60%, w Wielkiej Brytanii 55%, Holandii 56%, we Francji 58%, Irlandii i Rumunii 57%, ale w Grecji aż 78%, a na Słowacji 77%, na Węgrzech 70% i we Włoszech, Belgii, Łotwie i na Litwie 70% [8].

Politycy europejscy rzadko jednak wsłuchują się w głosy swoich obywateli i jeszcze rzadziej uwzględniają ich poglądy w procesie kształtowania takiej czy innej polityki, nie tylko imigracyjnej. Ta ostatnia, jak potwierdza to obecny chaos na unijnych granicach, w praktyce nie istnieje. Na ile jest to wina coraz mniej kompetentnych polityków, a w jakim stopniu wynika to z rad udzielanych im przez „odpowiednio” dobieranych ( zwykle niekoniecznie na podstawie kryteriów merytorycznych) ekspertów – trudno powiedzieć. Można w tym miejscu przytoczyć całkowicie nietrafioną prognozę jednego z polskich „ekspertów” od międzynarodowych migracji ludności, który nie tak dawno, bo w połowie 2013 r. „autorytatywnie” stwierdził, że „migracje są obecnie w regresie. Jest to fakt, o którym chyba nie warto dyskutować”. Jego rada pod adresem polityków sprowadziła się do ogólnikowego stwierdzenia, że „potrzebujemy nowego paradygmatu w polityce imigracyjnej, tak aby przyczyniała się ona do wzrostu naszej konkurencyjności, ale pamiętała także o konieczności konsensusu pomiędzy możliwościami absorpcyjnymi społeczeństwa, a podstawowymi prawami wolnościowymi, które w nowoczesnym, wolnorynkowym państwie demokratycznym bezwzględnie się cudzoziemcom należą” [9].

A co z prawami i preferencjami własnych obywateli? Czy należy je nie tylko uszanować, ale przede wszystkim uwzględnić ich opinie odnośnie przyjmowania w imię „praw wolnościowych” nie dającej się obecnie przewidzieć liczby uchodźców? Te nieliczne rządy państw unijnych, które tak jak rząd Victora Orbana na Węgrzech, próbują to robić, od razu narażają się na krytykę ze strony niektórych „europejskich” polityków, którzy, podobnie jak ich „eksperci”, nie potrafią jednak zaproponować skutecznej recepty na obecny kryzys imigracyjny. Politycy ci i spora część ekspertów usiłują za to uzasadnić na różne sposoby konieczność przyjęcia „narzuconych” z góry przez Brukselę obowiązujących kwot imigrantów. Polska razem z pozostałymi państwami Grupy Wyszehradzkiej początkowo kategorycznie sprzeciwiała się narzucaniu krajom EU kwot imigranckich. Władze naszego kraju szybko jednak zmieniły zdanie (czego nie zrobiły rządy Węgier, Słowacji i Republiki Czeskiej) i 22 września br. zgodziły się na przyjęcie ponad 7000 uchodźców. Podobnie zresztą postąpiły rządy pozostałych krajów UE ( z wyjątkiem Węgier, Czech i Słowacji), które jak na razie nie uwzględniają w swojej polityce imigracyjnej obaw wyrażanych przez większość obywateli swoich państw. A obawy te dotyczą przede wszystkim kosztów przyjmowania nie wiadomo jak licznych imigrantów i wielu, różnych zagrożeń związanych z ich napływem.

Obecny, nasilony eksodus uchodźców i migrantów ekonomicznych wynika w dużym stopniu z demontażu tradycyjnych państw w wielu regionach świata. A wszędzie tam, gdzie państwa nie potrafią sprawnie funkcjonować, to rosną w siłę ekstremalne ruchy religijne i powstają różne organizacje terrorystyczne walczące o zdobycie władzy, czego przykładem może być Syria i Libia. Całkiem realna jest więc wizja, że do Europy i nie tylko do tego regionu napływać będą w najbliższych latach coraz liczniejsze rzesze uchodźców, wśród których, tak jak obecnie, przeważać będą imigranci ekonomiczni. Państwa europejskie powinny więc jak najszybciej uruchomić wszelkie dostępne środki, za pomocą których można by się bronić przed tym zagrożeniem. Obecnie jednak większość polityków europejskich nawet nie nazywa tego napływu zagrożeniem i na różne sposoby stara się ukrywać swoją bezsilność wobec „nowego” kryzysu imigracyjnego. Taka postawa rządów większości państw UE nie napawa optymizmem i tylko przyczynia się do zwiększenia strachu obywateli tych państw przed dalszym, nie wiadomo jak wielkim, napływem islamskich uchodźców.

Fot. www.syracuse.com

Przypisy
1. Zob. A.Furdel, W.Wysoczyński (red.), Migracje: dzieje, typologia, definicje, Wrocław 2006, s. 23-24.
2. Zob. International Organization for Migration, Facts and Figures, Geneva 2009, s. 8.
3. Zob. A.Kwapiszewski, Gilotynę w szwajcarski zegarek, „Dziennik Gazeta Prawna” 12.02.2014, s. A 7.
4. Zaraźliwy przykład ze Szwajcarii. Niemcy w niczym nie różnią się od Helwetów, portal polityce.pl, s. 1-2, 16.02.2014. Por. D.Thraenhardt, U.Hunger (red.), Migration im Spannungsfeld von Globalisierung Und Nationalstaat, Wiesbaden 2003, s. 41-43. T.Gammeltof-Hansen, N.Nyberg (red.), The Migration Industry and the Commercialization of International Migration, Abington 2012, s. 39-41.
5.  Na tę fotografię nabrało się wielu komentatorów, por. R. Paul, O prawdziwym problemie uchodźców i o tym, jak go rozwiązać, portal: geopolityka.org, 12.09.2015.
6. Zob. M.Janik, Uchodźcy nakręcają parcie skrajnej prawicy, „Dziennik Gazeta Prawna” 14.09.2015, s. A 11. Por. Refugee crisis: Europe starts putting up walls, „The Economist” 19.09.2015, s.23-24.
7. Por. A.Słojewska, Niemcy wymuszają decyzje, „Rzeczpospolita” 14.09.2015, s. A 8. Por. Europe,s migrant crisis: Merkel the bold, „The Economist” 5.09.2015, s.16.
8. Potwierdzają to wyniki badania ankietowego przeprowadzonego przez Eurobarometer w połowie 2015 roku. Por. Europe, s challenge: Strangers in strange lands, „The Economist” 12.09,2015, s.22-24.
9. Zob. M.Duszczyk, Migracje i integracje, portal: http://blogi.newsweek.pl/Tekst/spoleczenstwo/670516,maciej-duszczykmigracje-i-integracje.html, 16.05.2013.

Czytany 4079 razy